Intensywne szczytowanie – reaktywacja?

VictoryPrzeżyliśmy kolejny polityczny szczyt, w którego centrum, na chwilę znalazła się Warszawa. Prezydent Obama odleciał na kolejny szczyt…
Będziemy teraz prowadzić długie i gorące spory na temat: – co dał nam ten szczyt, a co dało to intensywne szczytowanie całej Europie i Ameryce.
Oto mój wkład w dyskusję w postaci wspomnień podobnego szczytowania  sprzed 2 lat …

Intensywne szczytowanie 

Prezydent USA w ciągu tygodniowej wizyty zaliczył dwa szczyty i odwiedził jeszcze inne kraje w tym Monarchię Brytyjską.  To wielka sztuka.  Jego dyplomacja potrafiła  zgromadzić w jednym miejscu tak wielu przywódców, tylu aż państw, że może to przejść do historii jako Szczyt Szczytów.  Mało wiem o efektach spotkanie w ramach G-8Tam była elita świata całego i to, co w istocie uzgodniła, a co podała do publicznej wiadomości, to w dużej mierze sfera domysłów i różnych kalkulacji.  Nasz szczyt natomiast był nagłośniony w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do efektów, jakie miał przynieść.  Chyba był jednak sporym sukcesem skoro wszyscy lub prawie wszyscy uczestnicy spotkania na naszym, warszawskim szczycie wywieźli z niego coś dla siebie.  To przecież miłe spotkać Wuja Sama, który pięknie się uśmiecha, mówi bardzo poprawnymi formułkami, wskazuje wspólne kierunki działań i obiecuje wspierać.  No i można sobie z nim zrobić ważne zdjęcie.  Jedynie L. Wałęsa nie chciał takiego zdjęcia mimo, że zna wartość takiej fotografii.  Sam przecież nominował kiedyś posłów i senatorów do kontraktowego Sejmu poprzez zrobienie sobie zdjęcia z kandydatem.  To wystarczyło, aby wygrać wybory.  Czy teraz wystarczy???  Wtedy jeszcze jedno zdjęcie robiło zawrotną karierę.  Było to zdjęcie sławnego kowboja, który zamiast gwiazdy szeryfa miał wpięty w kamizelkę znak Solidarności.  Teraz nawet J. Kaczyński będzie operował zdjęciem, na którym podaje rękę Prezydentowi RP.  Cały świat widział ten cud mniemany.  Mniemany, bo już w parę godzin po zdarzeniu odwołany słowami:To była wyjątkowa sytuacja…

   Teraz mamy festiwal wypowiedzi, ocen, kalkulacji, domysłów, błędów i gaf z kraju i ze świata.  Warto się wsłuchiwać w te wypowiedzi i warto zapamiętać biegunowo różne oceny oraz źródła, skąd pochodzą.  Kampania wyborcza się rozkręca i będziemy jeszcze świadkami wielu wypowiedzi i zachowań burzących obraz tworzony w czasie tej wizyty.

   Co by jednak nie powiedziano, to my, Polacy musimy wciąż mieć na względzie to dzięki komu jesteśmy w NATO, a później w Unii Europejskiej.  To nie są odległe historycznie wydarzenia, a pamięć już zawodzi wielu z nas.  I to nie tylko polityków mających we wszystkim na zimno skalkulowany interes polityczny, ale również zwykłych obywateli, których jakoś nie było widać na trasach przejazdu dostojnego gościa.  Znormalniało nam wszystko, nawet nasza wolność zabezpieczona art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, który głosi, co następuje:

  Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

  Chcielibyśmy zarabiać na tym uczestnictwie przynajmniej na zasadzie sfinansowania przez USA naszego udziału w operacjach zbrojnych, w których uczestniczymy jako część składowa wojsk NATO.  Kandydat do władzy wciąż tupie nóżką i wygłasza teorie o równości i partnerstwie opartym jedynie na… „tupaniu nóżką i twardych żądaniach”, z którymi muszą się liczyć wielcy tego świata. Bo jak nie, to… No właśnie.  To co wtedy?

   Jesteśmy mimo postępu w różnych dziedzinach wciąż w sytuacji ubogiego krewnego, który zaproszony na przyjęcie sam sobie wyznacza skromne miejsce w końcu stołu i raczej nie nadaje tonu, bo wie, że lepiej się nie wyrywać, aby nie skupiać na sobie uwagi.  Ubogi krewny korzysta z dobrodziejstw uczestnictwa w gremiach decyzyjnych wspaniałej rodziny, ale na znanych i akceptowanych przecież dwustronnie warunkach.  My jesteśmy w tej rodzinie.  Staramy się realizować przyjęte na siebie zadania, ale wciąż gdzieś tłucze się ten partykularny interes.  Co my z tego będziemy mieli?  Turcy dostają ogromną forsę, Rosja pomaga w wojnie prowadzonej w trudnym rejonie Afganistanu więc też coś z tego ma, a my?

   Kupiliśmy od nich F-16 na fatalnych warunkach i do tego oszukali nas na offsecie.  Mieli instalować tarczę antyrakietową, to wykręcili się sianem, a teraz coś mgliście obiecują za kilka lat dopiero…

   I tak się toczy debata, którą nasz niedawny gość dokładnie zna, bo ma przedkładane w raportach z białego wywiadu dokładne sprawozdania o tym, co się dzieje w najbardziej nawet zaprzyjaźnionych państwach świata.  Ma przy tym globalne plany i cele globalne, w których dopiero widać naszą wielkość i znaczenie w grze, jaka się toczy o dominację w świecie.  Ma wreszcie swoje wewnętrzne problemy, przy których nasze wskaźniki zadłużenia, deficytu handlowego czy budżetowego to jego marzenie następnej (chyba) dekady.  Czy to będzie jeszcze za jego panowania?

   Polskie przysłowie przypominało: Znaj swoje miejsce w szeregu… Znaj proporcjum mocium panie… Gdy konia kują, to żaba nie powinna nogi podstawiać…  Ja wciąż uznaję ich mądrość i słuszność.  Czy jestem wyjątkiem?

Na koniec słowa naszego wieszcza. Oceńcie sami, czy nadal słuszne?

 

Cząstka Narodu zawsze musi być pod bronią

Bez niej swoi, czy obcy z domu cię wygonią.

Kto sarkał na wojsko, i na nie nie płacił,

Utraciwszy wszystko, Ojczyznę utracił.

 

   Z kim więc mamy po drodze? Komu podporządkujemy swoje wojsko i jego potencjał wsparty potencjałem naszego państwa?

   Dobrze jest przyjaciół poszukiwać wśród sąsiadów, a wroga trzymać daleko od granic, ale ta akurat mądrość dotychczas nie sprawdzała się w naszym geostrategicznym położeniu.

Drogi nasz sąsiad

   Sami nie wiemy co świętujemy. No bo gdyby nie Polskie Radio, to przeżyłbym dzisiejszy dzień 27 maja w pełnej nieświadomości. Z programu I tego radia dowiedziałem się o ciągle jeszcze młodym u nas święcie jakim jest Europejski Dzień Sąsiada. Służy ono bliższemu poznaniu i zacieśnieniu więzów pomiędzy mieszkającymi obok siebie, a często zupełnie obcymi sobie ludźmi. Nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z faktu, że mamy tuż obok siebie wielkie dobro, z którego nie zawsze potrafimy skorzystać. Jest nim nasz sąsiad, który akurat ma chwilę wolnego czasu aby posiedzieć pod domem. Aby coś dłubać w garażu, aby podlewać, czy przycinać krzewy na swojej działce. Jednym słowem być w pobliżu i mieć oko na nasz dom, na nasz samochód zaparkowany pod tym domem i to nie tylko z powodu zwykłego zaciekawienia, ale i z troski o to, abyśmy rewanżując się mu podobnym nastawieniem zadbali również o jego mienie i jego sprawy. Możemy sobie wzajemnie świadczyć bardzo dużo różnych uprzejmości i często bardzo konkretnej pomocy, bez której nasze życie byłoby dużo cięższe, a również i smutniejsze. Śpiewały o tym Alibabki w pięknej i mądrej piosence: Jak dobrze mieć sąsiada.

http://www.youtube.com/watch?v=5fJ79zvagRE

 

Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada,
A zimą ci pomoże
Przy węglu i przy koksie
I sama nie wiesz, kiedy
Ułoży wam rok się.

Gdy furę zmartwień, kłopotów masz huk,
Do drzwi sąsiada zapukaj puk, puk,
Gdy spotkasz wrogów na drodze swej tłum,
Do drzwi sąsiada zapukaj bum, bum.

Pożyczy ci zapałki,
Pół masła, kilo soli,
Wysłucha twoich zwierzeń,
Choć głowa go boli,
A zimą ci pomoże
Przy węglu i przy koksie
I sama nie wiesz, kiedy
Ułoży wam rok się.

Gdy furę zmartwień, kłopotów masz huk,
Do drzwi sąsiada zapukaj puk, puk,
Gdy spotkasz wrogów na drodze swej tłum,
Do drzwi sąsiada zapukaj bum, bum.

Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada,
Pomoże ci w rachunkach,
Pobawi się chmurami,
Choć tęskni za tą panią,
Co pachnie fiołkami.

 

   Kiedy przed ćwierćwieczem pomieszkiwałem przez ponad dwa lata w Chicago zastanawiałem się nad zjawiskiem wprzęgania sąsiadów w całkiem poważne zajęcie jakim była ochrona mienia . Na bocznych uliczkach sennych miasteczek, w których trudno było dostrzec jakieś przejawy życia spotykałem rozmieszczone tak jak znaki drogowe ogłoszenia przydrożne zaczynające się od sformułowania:  Attention Neighbourhood watches –  Uwaga Straż sąsiedzka…Pytałem znających język i obyczaje o to, czego dotyczą te ogłoszenia i dowiedziałem się o tym, że jest to wyjątkowo skuteczna straż , bo po takim ostrzeżeniu potencjalnych amatorów cudzego dobra liczba włamań, czy też kradzieży aut znacznie się obniżyła. Podziwiałem spryt Amerykańskiej administracji wyrażający się w tym przedsięwzięciu, a teraz …proszę bardzo. Oto znajduję w Internecie informacje o tym, że Komenda Powiatowa Policji w Słupsku (jak i wiele innych)zamieściła na swojej stronie http://www.slupsk.kmp.gov.pl/strony/programy_sasiad.php zachętę do wspólnego działania pod tytułem: SĄSIAD NA STRAŻY, którą rozpoczyna przekonującym apelem:

 

Zbliżający się okres letniego wypoczynku, jak co roku, przyniesie ze sobą czasową migrację ludności z ośrodków miejskich w regiony letniskowe. Ponieważ fakt ten, jak zawsze, nie ujdzie uwadze świata przestępczego, a Policja nie będzie w stanie zapewnić 100 % bezpieczeństwa pozostawionemu w domach i mieszkaniach mieniu, proponujemy Państwu koncepcję sąsiedzkiego czuwania nad bezpieczeństwem, która zakłada istnienie dwóch zintegrowanych ze sobą elementów: Sąsiedzi na Straży i Straż Sąsiedzka.

Pytanie: Kto przystępuje do koncepcji?
Odpowiedź: Oczywiście Ty i każdy mieszkaniec Twojego bloku, ulicy, osiedla…

   Wiele porad kierowanych poprzez media do ludzi wyjeżdżających na wakacje, czy też na dłużej opuszczających swoje domy stawia na tę właśnie formę ochrony. Sąsiad, który wybierze listy ze skrzynki, wpadnie podlać kwiatki, czy też mieszkając obok słyszący podejrzane odgłosy jest bardziej skuteczny niż kamery i alarmy, które można unieruchomić, aby dobrać się do cudzego mienia. Szanujmy więc sąsiada, który może być nam bardziej bliski niż rodzina.

Zapewne wiele z czytających te peany pod adresem sąsiadów zdania powie, że nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Przytoczą pewnie przykłady nieliczenia się z zasadami współżycia społecznego przez niektórych sąsiadów i będą mieli rację. Mam nadzieję, że nawet z trudnymi sąsiadami udaje się znaleźć płaszczyznę porozumienia jeśli obydwu stronom na tym zależy. Nie warto się kłócić, bo przecież …przyjaciół trzeba szukać blisko siebie, a nieprzyjaciół należy trzymać z daleka.

Śpiewajmy więc nie tylko dzisiaj:

Jak dobrze mieć sąsiada…

 

 

Szkoda czasu na młodość

       Po raz kolejny zabieram się za drążenie ważnego dylematu, przed którym stoją obecni maturzyści jak również gimnazjaliści, czyli za wybór drogi życiowej. Tak się jakoś złożyło, że wydelegowano mnie wraz z młodą koleżanką do dwóch gimnazjów, gdzie mieliśmy przybliżyć ich absolwentom ofertę edukacyjną Zespołu Szkół Ekonomicznych, w którym oboje pracujemy. Stanowiliśmy dość osobliwą parę bo ja właśnie zmierzam do kresu kariery nauczyciela, a koleżanka jest wciąż na starcie do tej kariery – jeśli to słowo coś w ogóle oznacza w zawodzie nauczyciela. Nie uzgadnialiśmy treści naszych wystąpień, a nawet kolejności zabierania głosu. Czysty spontan, jak mówią młodzi ludzie. Czytaj dalej

Szansa wygranej

       

    Otrzymałem rano list na skrzynkę poczty Onet.pl. Miał określonego nadawcę, panią Katarzynę z Reader`s Digest , więc otwieram i co widzę? :- Możesz zostać właścicielem samochodu! Poniżej rysunek kluczyka z numerem, a obok pulsująca strzałka z napisem: Kliknij w kluczyk i odkryj jaki samochód możesz wygrać.Podskoczyło mi ciśnienie, bo oto los ofiaruje mi szansę wymiany na nowy mojego starego Mercedesa, o którym już od paru lat mówię , że jest „pełnoletni”. Czytaj dalej

Co zawód…to zawód

   Odkąd napisałem poprzedni tekst pt. Matura myślę nad tym co nasi maturzyści zrobią z Kwitem na inteligencję – jak kiedyś nazywano świadectwo maturalne. Skłonił mnie do tego jeden z komentujących pisząc:

Dlaczego tatul nie zapytał o zdanie absolwenta studiów? Ja często sobie zadaję pytanie „czy było warto?”. Nie mam dwóch lewych rąk i gdybym zamiast liceum wybrał zawodówkę, teraz byłbym wykwalifikowanym specjalistą. Po pięciu latach studiów umiem to samo co wszyscy i od roku bezskutecznie szukam pracy.

Absolwent.

Odpowiedziałem mu odręcznie takimi słowami:

 

Absolwentowi odpowiem, że w ramach nauki przedmiotu: podstawy przedsiębiorczości jest sporo tematów związanych z wyborem kierunku studiów, a zatem i zawodu. Sporo miejsca poświęcam temu zagadnieniu i już kilkuletnie doświadczenie wykazało, że ja swoje, a moi uczniowie swoje. Bardzo duży odsetek maturzystów dzisiaj jeszcze nie wie, czy będzie i co będzie studiować. Odpowiadają: – zobaczę jak mi pójdzie matura.  
Wciskam do świadomości różne złote myśli typu: „Człowiek nie planuje przegranej. Przegrywa, bo nie planował” . Wielu to zna na pamięć, a robi to co mu się w głowie urodzi. Rynkiem pracy od wielu już lat rządzi prawo podaży i popytu. Proszę spytać innych bezrobotnych absolwentów, czy brali pod uwagę zapotrzebowanie na siłę roboczą w zawodach, które wybrali?
Współczuję.
Mój pierwszy zawód to piekarz, tak jak mój ojciec. Później jeszcze parę innych zawodów ,o czym pisałem w tekście.
Pozdrawiam

Tatul

   Epizod jakich wiele, prawda? Odpowiedział co wiedział. Łatwo mówić komuś takie banały gdy nas to nie dotyczy. Ano, jak widać można. Czy jednak można kogoś winić za to, co się stało w podanym powyżej przykładzie? Czy to wina Tuska, jak to zarzuca obecnemu rządowi opozycja?. Czy to nie my sami fundujemy sobie podobne kłopoty wybierając kierunek studiów, które zamiast dać nam życiową szansę dostarczają na rynek rzesze kolejnych bezrobotnych absolwentów?

Trawestując piosenkę Czesława Niemena wypada zaśpiewać maturzystom:

 

Jaki zawód wybrać chcesz?
Jaki zawód kochać chcesz?
Tajemnicę muszę znać.

Wiem, że wiele ofert masz,
komu swoje serce dasz?
Tajemnicę muszę znać.

 

   Ja nie śpiewałem swoim znajomym tej piosenki. Oni mało znają Niemena. Ja pytałem bardzo wielu obecnie zdających maturę o ich plany na przyszłość. Im więcej osób udzieliło mi odpowiedzi, tym większe było moje rozczarowanie i poczucie potrzeby mówienia i pisania o tym problemie. Może jeszcze ten rocznik wyciągnie wnioski z błędów czynionych przez ich starszych kolegów i wcześniej przeprowadzi analizę obecnych i przyszłych potrzeb rynku pracy zanim podejmie decyzję o studiowaniu tego, czy owego.

   Mam znajomego nauczyciela WF, który rozesłał CV do kilkudziesięciu szkół i sam podejmuje już drugi rok próby poszukania pracy, również nieformalnymi sposobami i drogami. Jak dotąd bez skutku. Aby jakoś zarabiać na życie, podjął pracę w sklepie ze sprzętem elektronicznym, bo trochę się na tym znał i posiada miłą, przydatną w tym zawodzie powierzchowność. Okazuje się, że dobrze sobie radzi w tym nowym zawodzie i może w nim już pozostanie. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że jego młodszy brat mówiąc o wyborze przyszłego zawodu dla siebie wskazał dokładnie na ten sam kierunek, który nie przyniósł szczęścia jego bratu.

 Inny przykład.

W poczekalni spotkałem naszą absolwentkę sprzed trzech lat z siostrą, która obecnie zdaje maturę. Starsza właśnie pisze pracę licencjacką na kierunku pedagogika wczesnoszkolna. Gdy spytałem o dalsze plany i o szansę zatrudnienia usłyszałem, że: – Będzie ciężko, ale może jakoś się uda coś znaleźć. Spytałem młodszą : – A ty co zamierzasz studiować? Stosunki międzynarodowe, odpowiedziała bez chwili wahania. A przyszła praca? Czy masz kogoś, kto pomoże Ci wejść w środowisko do którego aspirujesz? Nie, usłyszałem.

Nie można dzisiaj twierdzić, że osoby w podanych przykładach nie poradzą sobie na rynku pracy, ale ich sytuacja z pewnością nie będzie do pozazdroszczenia.

Może warto jednak dołożyć starań i przeanalizować możliwości rynku pracy w perspektywie kilku lat samemu, choćby w oparciu o takie teksty jak te:

http://student.onet.pl/kariera/zawody-niedalekiej-przyszlosci,1,3534821,artykul.html

Gdzie dowiemy się o tym, że: …Według statystyk trzech na czterech studentów wybiera wydział pod kątem własnych zainteresowań, a nie przyszłej kariery zawodowej. Świadczy o tym to, że w 2005 roku najpopularniejszymi kierunkami studiów wciąż były pedagogika, psychologia, filologia angielska, politologia oraz socjologia, choć ofert pracy dla absolwentów tego typu kierunków jest w Polsce bardzo mało… Wiadomość jest tym bardziej przykra, że w ciągu kilku ostatnich lat nastąpiła prawdziwa nadprodukcja polonistów, politologów, socjologów, a także specjalistów od marketingu i zarządzania. Katastrofa? Nie. – Rynek oferuje szeroką paletę wszelkiego rodzaju dokształcania się. Poszerzanie własnych kompetencji jest teraz nieuniknione – kończy prof. Makowski z SGH. Jakich kursów czy szkół podyplomowych szukać? Takich, które oferują wykształcenie absolwentów kategorii nauk ścisłych. Na rynku wciąż brakuje absolwentów wydziałów, takich jak fizyka, ekonomia, chemia, biologia, elektronika czy matematyka. Według prof. Makowskiego i ekspertów rynku pracy, to właśnie te kierunki są najbardziej przyszłościowymi…

 

Z treści kolejnego artykułu pt. Polskie uczelnie kształcą bezrobotnych dowiemy się, że: Młodzi najpierw wydają fortunę na studia, a gdy kończą edukację, trafiają wprost na bezrobocie albo zarabiają głodowe pensje. Jeszcze nigdy studenci i absolwenci nie mieli takich problemów na rynku pracy jak teraz.

Z dalszej lektury dowiemy się bardzo interesujących wiadomości o kosztach edukacji na różnych kierunkach i w poszczególnych ośrodkach akademickich. Nie są to sumy małe nawet dla zamożnych rodziców, którzy finansując ciągle większość wydatków edukacyjnych swoich dzieci powinni rozważyć wraz ze swoimi pociechami wszystkie za i przeciw. Jeśli już inwestować w naukę, to należy to czynić z głową, a w dodatku mocno stąpając po ziemi, a nie trzymając głowę w obłokach liczyć, że jakoś to będzie. Poczytajcie sami: http://student.onet.pl/kariera/polskie-uczelnie-ksztalca-bezrobotnych,1,3734945,artykul.html

   Należy przy tym wziąć pod uwagę zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym jakie ostatnio wprowadził Sejm zdając sobie sprawę z tego, że: …Najwcześniejsze efekty działania reformy zobaczymy za kilka lat, gdy będą dobiegać końca studia prowadzone według nowych, rynkowych zasad. Problem w tym, że zmiany, które wejdą w życie dopiero od przyszłego roku akademickiego, nie pomogą tym, którzy już walczą o przetrwanie na rynku pracy. Takim osobom, jak na przykład Piotr Zin. – Gdybym wiedział, jak sprawy się potoczą, może zamiast na studia, poszedłbym do jakiejś fabryki. Po sześciu latach miałbym już konkretne zajęcie i dobrą pozycję zawodową – przyznaje absolwent archeologii…

Ale pomogą dzisiejszym maturzystom, prawda?

Na koniec pod rozwagę takie oto zestawienie kosztów zamieszczone w cytowanym wyżej artykule: Bez przeprowadzenia rzetelnego rachunku trudno dzisiaj decydować o przyszłości naszych dzieci.

Średni koszt studiów i utrzymania

1. Olsztyn – 1 201 zł

2. Białystok – 1 222 zł

3. Bydgoszcz – 1 256 zł

4. Lublin – 1 356 zł

5. Gdańsk – 1 374 zł

6. Łódź – 1 401 zł

7. Poznań – 1 465 zł

8. Kraków – 1 483 zł

9. Katowice – 1 569 zł

10. Szczecin – 1 602 zł

11. Wrocław – 1 657 zł

12. Warszawa – 2 172 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity”

 

Najdroższe kierunki na studiach stacjonarnych

techniki dentystyczne – 3 900 zł

architektura wnętrz – 3 523 zł

architektura i urbanistyka – 3 422 zł

archeologia – 3 200 zł

wzornictwo – 3 074 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity“

 

Najdroższe kierunki na studiach niestacjonarnych

lekarsko-dentystyczny – 12 000 zł

lekarski – 10 500 zł

farmacja – 8 000 zł

analityka medyczna – 5 000 zł

wokalistyka – 4 250 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity”

Uprzedzając mało przychylne reakcje powiem, że za najważniejsze kryterium wyboru przyszłości naszych dzieci uważam ich zamiłowania i predyspozycje. Tylko wtedy będą się czuły spełnione i szczęśliwe.

Już od czasów Konfucjusza wiadomo, że : Jeśli kochasz to co robisz, to nie pracujesz

 

Ps.

Tytuł powyższego tekstu pochodzi z mojego sarkastycznego stosunku do tego, co mnie spotykało. Ponieważ średnio co 5 lat zmieniałem pracę, kwitowałem to moje doświadczenie takim właśnie zawołaniem; Co zawód, to zawód. Dzisiaj, z perspektywy czasu nie twierdzę, że jakoś szczególnie nie sprzyjało mi szczęście. Ta częsta zmiana pracy i zakładów pracy ma swoje dobre strony i dzisiaj jest już nieodwracalnie wkomponowana w przyszłość naszych pociech. Tylko one jeszcze nie wiedzą jaką cenę przychodzi za to płacić.

Pozdrawiam

Matura

   Koniec kwietnia, to pożegnanie klas maturalnych ze szkołą, długi weekend związany z majowymi świętami i wreszcie…MATURA. Zwieńczenie trzy lub czteroletniego (technika) okresu nauki. Szkoły zainteresowane zajęciem dobrego miejsca w rankingu szkół średnich uczyniły wszystko co możliwe, aby należycie przygotować uczniów do egzaminu dojrzałości, który trzeba zdać i do tego zdać dobrze. Tylko wtedy tzw. wartość dodana przyrostu wiedzy i kompetencji uczniów może przynieść chwałę szkole, zapewnić jej odpowiedni nabór, a zatem i środki z subwencji oświatowej przyznawane przez organ prowadzący na utrzymanie szkoły w kolejnych latach. To charakteryzuje główne cele w strategii szkoły w podejściu do swoich zadań. Do tego warto dodać, że absolwent, który dobrze zdaje maturę, dostaje się łatwo do renomowanych szkół wyższych i w ten sposób ciągnie szkołę na wyższe pozycje w rankingach. Ten ciąg zależności ma jednak i słabsze ogniwa. Są nimi słabeusze. Nie zawsze z powodu jakichś defektów intelektualnych, trudności w zapamiętywaniu nowych treści, czy też braku zdolności do wyrażania w mowie i piśmie swoich poglądów na tematy, o które pytają nauczyciele. Ta słabeuszowska postawa wielu uczniów, to często poza, szpan, chęć wyróżnienia się za wszelka cenę, czy też po prostu skrajna nieodpowiedzialność wobec rodziców, nauczycieli, a zwłaszcza wobec siebie. To zaprzepaszczenie swoich szans i marnowanie czasu, który kiedyś przyjdzie z trudem nadrabiać. Co jednak zrobić jeśli nie udaje się przenieść radości płynących z życia i użycia na czas po studiach? Tak trudno powiedzieć kumplom: – Bawcie się dobrze. Niestety beze mnie, bo muszę się uczyć.
Częściej jest tak, że się ulega takim propozycjom …aby sobie nie pomyśleli czegoś głupiego o nas i o naszych zasadach. Większość z nas pamięta jak to z nami było w ich wieku. Nadrabiało się później te chwile słabości „ryjąc w książkach” do białego świtu. Większość z nas jakoś dała sobie radę osiągając wcześniej, czy później „swoją małą stabilizację”. Jeśli nie teraz, to za rok! Jeśli nie studia dzienne, to zaoczne. Jeśli nie ten wymarzony kierunek, to inny, który jest bliżej, lub po prostu w zasięgu naszych możliwości. I tak zazwyczaj się układa, że my, Polacy nie pracujemy w wyuczonych zawodach  tylko uzupełniamy kwalifikacje teoretyczne już pracując.

Siedziałem przez trzy dni w komisjach nadzorujących egzaminy maturalne i patrząc na zdających rozmyślałem o swojej maturze i o swoich drogach prowadzących mnie do miejsca, w którym jestem teraz – u kresu kariery. Czy pisząc swoją maturę mogłem objąć naiwnym umysłem to wszystko, co mnie spotkało po niej? Oczywiście, że nie. Nie ma chyba takiego człowieka, który z żelazną konsekwencją przeprowadził swoją edukację przez wcześniej przemyślane i optymalne dla niego drogi. A do tego uczynił to samodzielnie, z uwzględnieniem swoich zmieniających się przecież predyspozycji. Tak będzie i z obecnymi maturzystami.

   Aby jednak upewnić się w swoich sądach poprosiłem kilkunastu maturzystów o odpowiedź na pytanie:
– J
akie jest Twoje zdanie na temat przygotowania się do matury naszych absolwentów? Czy na poważnie podchodzili do tej próby, czy na zasadzie : – spróbuję, a nuż się uda?

Oto kilka z charakterystycznych wypowiedzi jakie otrzymałem:
– Dziewczyna I

Jeżeli ktoś poważnie myśli o przyszłości, to do tak ważnego egzaminu uczy się przez wszystkie lata szkoły średniej… Chociaż znam osoby, które przygotowywały się, a raczej kuły na parę tygodni przed maturą, spędzając wiele godzin nad książkami… Przyznam, że z różnymi skutkami, ale ku mojemu zdziwieniu wielu z nich egzamin poszedł  nawet dobrze. Nie wiem czy to zasługa ” mega szybkiego” zapamiętywania, inteligencji, czy po prostu szczęścia. Podejście trochę za bardzo na luzie ale skoro im nie zależy, to cóż zrobić można? Osoba mająca konkretny cel, wiedząca kim chce być i co robić w przyszłości zapewne wzięła się poważnie za „egzamin dojrzałości”, który bez wątpienia poszerza horyzonty i otwiera drogę na wyższy szczebel życia. Indywidualną sprawą każdego jest to, co zrobi i jak do tego podejdzie… Niektórzy nie są świadomi, co w skutkach nie jest za dobre, bo później zaczyna się żałowanie, płacz i zgrzytanie zębami… „Co by było gdybym wziął/wzięła się porządnie za naukę?”. Wielu ma śmieszne podejście jak dla mnie, ” nie warto iść na studia, bo i tak nie dostanie się pracy..”, „wszędzie wymagane jest doświadczenie” bla bla bla. Oj nie wszystko tak łatwo przychodzi.. Na laurach się nie spoczywa… a wytrwałą pracą osiągnąć można dużo.  

 Dziewczyna II

Moim zdaniem młodzież nie podchodziła poważnie do „egzaminu życia”. Na  twarzach rówieśników widziałam pełne wyluzowanie może dlatego ,że  tak na prawdę wszyscy nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji  ,że to już to ,że nadszedł ten dzień, sto dni po studniówce, to ten dzień kiedy sprawdzamy umiejętności ze wszystkich lat naszej nauki. Może to przez  ilość próbnych matur? Może było ich za dużo? Może przyzwyczailiśmy się do tego” nie zdałem, to cóż z tego … to tylko próbna…”  … i tak w kółko. Sama przyznam ,że podeszłam do matury na luzie i chyba do końca nie zdawałam sobie sprawy ,że to już na poważnie. Wyobrażałam sobie to całkiem inaczej, „dreptanie” w kółko, obgryzanie paznokci, pulsujący stres….A podeszłam do matury jak do zwykłej kartkówki  jak na lekcji polskiego czy też  matematyki, co z  jednej strony to dobrze , po co się denerwować i narażać zdrowie. Ale jak zawsze jest też druga strona medalu….
Osobiście martwię się o matematykę i wcale nie  jestem z siebie zadowolona… mogło być lepiej.
Ale jak to się mówi ” Co ma być to będzie”…..czasu nie cofnę  i cierpliwie czekam na wyniki. Jako zwolenniczka postaci Jana Pawła II nie powstrzymam się by nie zacytować Jego słów:  „Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje.”

  • Dziewczyna III

Odpowiem na podstawie swego przykładu. Przez trzy lata sobie tak trochę ;bimbałam” ale w 4 klasie wzięłam się ostro za naukę. Uczyłam się na bieżąco matematyki  i angielskiego. Polskiego jakoś mniej, bo matura z polskiego, to nie kwestia nauki lecz umiejętność czytania ze zrozumieniem czy też interpretacji.
Jeśli chodzi o nauczycieli, to może niepotrzebnie to mowie ale wydaje mi się, że mieli takie założenie żeby zdał każdy, kto chciał osiągnąć  zadowalający wynik. Jeśli jednak ktoś chciał osiągnąć 60% punktów, to naprawdę musiał sam dużo się uczyć na własną rękę. Wydaje mi się, że jeżeli komuś naprawdę zależało by ta cenzurka jakoś wyglądała, to się uczył, sam i to dużo. Oczywiście byli zapewne i tacy, którzy  szli na maturę  z takim podejściem: „- zdam to zdam, a jeśli nie to się poprawie w sierpniu, albo za rok”.

Ewelina – studentka – w komentarzu do wypowiedzi maturzystów
Zdacie, zdacie, a po wakacjach czekają studia. To dopiero jest szaleństwo. Część z Was będzie żyła po studencku – ciągłe imprezy, a przed sesją płacz i modlitwa, a reszta bardziej poważna dodatkowo poszuka sobie pracy dorywczej. Człowiek na studiach utwierdza się w słowach Sokratesa „wiem, że nic nie wiem”.
W niektórych przypadkach studia są wydłużeniem dzieciństwa, potem niestety trzeba wydorośleć.
 

 

   Prawda, że są to bardzo odpowiedzialne i wyważone wypowiedzi? Te dziewczyny wykorzystały swoją szansę. Ci z drugiego bieguna nie odpowiedzieli na pytanie . Tu brak odpowiedzi jest również odpowiedzią. Wszystkim zdającym maturę życzymy sukcesów. Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy.

Tak na marginesie dodam, że przez te długie godziny siedzenia w komisjach podczytywałem sobie książeczkę. Taką niewielką, mieszczącą się w kieszeni. Książeczka nosząca tytuł „Mózg na ścierce” autorstwa Danuty Skalskiej jest relacją autorki z rocznego pobytu w Chicago w czasie, którego poznała i opisała życie Polek zarabiających tam, często w warunkach ogromnego upokorzenia pieniążki jako klininglejdi(sprzątaczki), hauskiperki(gosposie). Te panie będące często osobami wykształconymi pracować musiały – dla chleba, panie dla chleba…u bossów i bossek stojących znacznie niżej w drabinie społecznej, ale za to mających tam swoje biznesy i potrafiących je prowadzić z dużym zyskiem wypracowywanym przez te osoby, które nie miały drygu do biznesów.

Nieznane są nasze przyszłe koleje losu.

 

 

Święto 1,2 i 3 Maja

 Akademia w Domu Kultury w Bogorii z okazji 220 Rocznicy Konstytucji 3 Maja

 

 

   Dzień 3 maja kończy triadę trzech świąt jakie mieliśmy okazję przeżyć każdy w typowy dla siebie sposób. Wszystkie te święta są mocno kontestowane, bo w odbiorze społecznym nie zasługują na jakieś szczególne traktowanie. Dzień 1 Maja zwany Świętem Pracy stracił sens wraz ze zmianą ustroju, a mimo tego jest nadal świętowany pod zastępczymi hasłami. Dzisiejszy świat pracy ma się o co upominać, bo bezrobocie sięga 13 procent, (a wśród absolwentów szkół nawet 50 procent), Prawa pracownika są często deptane, w tym np. prawo do godziwej pracy, czy ochrony pracy i płacy. Wielu pracowników jest zastraszanych utratą pracy i w ten sposób zmuszanych ze szkodą dla siebie do odstępowania od norm pracy, czy też norm obciążeń pracą. Dlaczego nie wykorzystują tego dnia, aby się upomnieć o swoje prawa? Trudno pojąć. Dzień 2 maja uczyniono Świętem Flagi co miało podnosić znaczenie symboli narodowych w jednoczeniu się społeczeństwa wokół sztandarów, hymnu i patriotycznych pieśni. Czy osiągnięto zamierzony cel? Czy jest w ogóle możliwe budowanie jedności wokół flagi w kraju, gdzie symboli narodowych używa się do walki politycznej, a również i ekonomicznej ? Popatrzmy na relacje z kolejnych demonstracji załóg ogłaszających swoje niezadowolenie z zarobków czy broniących swoich zakładów pracy przed prywatyzacją, czy jakąś reorganizacją. Oni wszyscy powszechnie używają barw narodowych okraszonych napisem Solidarność. To co ostatnio wyczynia z barwami narodowymi PiS w niczym nie przybliża naszej powszechnej sympatii, czy zwykłego szacunku do PAŃSTWA i jego symboli. Po co więc świętować w dniu 2 maja Dzień Flagi jeśli 10 maja tak, jak i każdego dziesiątego dnia miesiąca w minionym roku flagę państwową się poniewiera? Święto Konstytucji 3 Maja to już inny wymiar święta obchodzonego podniośle wtedy, gdy było oficjalnie zakazane. Teraz gdy jest oficjalnie obowiązujące, to już jakoś nie podnosi poczucia dumy z tego, że świętujemy pierwszą w Europie a drugą w świecie postępową konstytucję, która niestety nie odmieniła naszego narodowego losu. Kto śledził choćby prasę ten wie, że postulat świętowania wydarzeń zakończonych jakimś sukcesem – przykład Okrągły Stół – miałby lepsze poparcie społeczne niż ciągłe przeżywanie nieudanych zrywów i przegranych powstań, jakich w naszej historii nie brakowało. Czy jednak jest szansa aby to zmienić? Czy skłócone jak nigdy dotąd partie zdołają choćby to uzgodnić?

   Póki co Dzień 3 Maja jest kościelnym Świętem Najświętszej Marii Panny Królowej Polski i państwowym Świętem Konstytucji 3 Maja. Nic wiec dziwnego, że obchody tych dwóch świąt są wspólne państwowo – kościelne, tak jak i okoliczności powstania naszej postępowej konstytucji. Słuchając wystąpień oraz uczestnicząc w modlitwach tego właśnie nabożeństwa można było zadumać się nad miejscem w jakim się znajdujemy. Jako przykład niech posłuży fragment odnawianych dzisiaj Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego (Jasna Góra, 26.VIII.1956)

 

…Zwierciadło Sprawiedliwości! Wsłuchując się w odwieczne

tęsknoty Narodu, przyrzekamy Ci kroczyć za Słońcem Sprawiedliwości, Chrystusem, Bogiem naszym.
Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku.
Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Zwycięska Pani Jasnogórska! Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi.
Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu, rozwiązłości.
Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości, oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej…

   Jak widać to, co przyrzekamy NMP Królowej Polski przy każdym odnawianiu ślubów od czasów Jana Kazimierza po dzień dzisiejszy ciągle jest w sferze przyrzeczeń i nijak nie może doczekać się realizacji. Dzisiejsze przyrzeczenia zapewne również tak się skończą.

   Lokalna, gminna akademia o charakterze religijno-patriotycznym  przebiegała pod hasłem zaczerpniętym z utworu Pięciu Poległych Artura Oppmana. Sprawdzając autorstwo zamieszczonej na dekoracji sentencji odkryłem pozostałe wersy składające się na motto bardzo często używane w szkolnych akademiach „ku czci” o następującej treści:

 

To, co przeżyło jedno pokolenie,
Drugie przerabia w sercu i pamięci,
I tak pochodem idą cienie. cienie.
Aż się następne znów na krew poświęci!
Wspomnienie dziadów pieśnią jest dla synów,
Od Belwederu do śniegów Tobolska,
I znów przez wnuków grzmi piorunem czynów .
Pieśń. czyn. wspomnienie.- To jedno- to Polska.

Artur Oppman – Pięciu poległych, Księga cytatów)

 

   Występujące przed widownią dzieci ze szkoły podstawowej dostarczyły nam swoimi wierszami i śpiewem dużej dozy wzruszeń i przypomniały historię, o której każdy Polak powinien pamiętać. Ile osób słuchało tych występów, lepiej przemilczeć. Jak dużo ludzi wywiesiło na swoich domach flagi? Też lepiej przemilczeć. Każdy widział jak to było w jego miejscowości. Czy staliśmy się lepszymi Polakami, szanującymi swoją wolną OJCZYZNĘ, swoją flagę, swój hymn? Zobaczymy. W badaniach opinii ogłoszonych w mediach w Dniu Flagi pokazaliśmy jak dużo dla nas znaczy flaga . Ponad 1/3 badanych nie czuje potrzeby demonstrowania czegokolwiek pod flagą narodową. Państwo jest od dawania. Państwem kierują złodzieje, zdrajcy, zaprzańcy więc czego chcieć od zwykłego obywatela? On się stara o swoje dziś i jak tylko może kombinuje, aby osiągnąć wymarzone cele.

Jak się stara ?

Zwracam uwagę czytelników na szczegóły. Rocznicę mamy 222, a nie 220 jak jest w tekście. Dlaczego? Ano dlatego,że tekst pochodzi sprzed dwóch lat. Uczestnicząc w obchodach świąt majowych pomyślałem, że ten tekst sam się broni i mogę go przypomnieć, choćby dla porównania z tym, co mogliśmy zaobserwować w tym roku na szczeblu krajowym czy lokalnym.