Międzynarodowy Dzień Bez Kłamstwa? A może i bez kłamczuchów?

Gdy usłyszałem w radio o tym dniu, to się zamyśliłem głęboko.
Przyszło mi na myśl pytanie skierowane kiedyś do premiera naszego kraju:
– Jak żyć panie premierze?
Inny to był premier i to niekarany za kłamstwo wyborcze. Rysowany bez długiego nosa, który jak pamiętamy z dzieciństwa zdradzał Pinokia zawsze wtedy gdy skłamał.
Oto co znalazłem w kalendarzu świąt nietypowych pod datą 28 marca 2022 r (Kalbi.pl)
W życiu zdarzają się sytuacje, kiedy uznajemy, że lepiej skłamać, aby np. nie ponieść konsekwencji za czyn zabroniony, albo kogoś nie urazić. Międzynarodowy Dzień Bez Kłamstwa zwraca uwagę na to, że najlepiej żyć uczciwie, ponieważ nieprawda prędzej czy później wyjdzie na jaw i może mieć przykre konsekwencje.

Zaglądnąłem do Internetu, aby upewnić się co do historii i kariery terminu Fake news. Jest co czytać. Każdy może sam to sobie wygoglować i upewnić się co do tego, że kłamstwo ma tak długą historię jak ludzkość, a fake news – czyli post prawda jest młokosem, prawie takim jak Internet.
Moją uwagę zwrócił komentarz usłyszany w TVN 24, a dotyczący rosyjskiego generała Gierasimowa, twórcy koncepcji nowego podejścia do wojny zwanej Doktryną Gierasimowa.
Oto główne założenia podejścia do tematu WOJNY.
Doktryna nazwana od jego nazwiska odwraca dotychczasowe prawa wojny. Na łamach „Politico” pisała o niej Molly McKew:
 „To wizja wojny, z zaangażowaniem hakerów, mediów, biznesmenów, przecieków informacji, fałszywych wiadomości oraz z wykorzystaniem zwykłych i asymetrycznych środków militarnych. Dzięki internetowi i mediom społecznościowym możliwe stało się to, o czym radzieccy specjaliści od wojny psychologicznej mogli tylko marzyć – odziaływanie na politykę wewnętrzną wroga tylko za pomocą informacji. Doktryna Gierasimowa rozbudowuje nowe narzędzia, dzięki czemu metody niewojskowe nie tylko wspomagają działania militarne, ale stają się podstawowym sposobem osiągnięcia zwycięstwa. Same stają się działaniami wojennymi”.
Przewrót, którego dokonał Gierasimow, polega na tym, że zamiast wojny jako kontynuacji polityki, jak to chciał widzieć Carl von Clausewitz, Gierasimow sprawił, że stała się ona elementem polityki. W tej wizji wojna toczy się cały czas, nigdy nie ma pokoju – jest tylko kwestią okoliczności, jakie narzędzia w danym momencie zostaną wykorzystane. Nie ma już rozróżnienia na wojnę i pokój, na poziom taktyczny czy strategiczny, rozdzielenie na sfery cywilne lub wojskowe. Zanika różnica między internetowym trollem, załogą czołgu czy dyplomatą – oni wszyscy są jednocześnie spójnym zasobem operacji. Operacji, która ma siać niepewność co do intencji, zastraszać, dokonywać rozłamu w opinii publicznej – bez wystrzału paraliżować możliwość reakcji. Podkreślenie moje.
https://kulturaliberalna.pl/2022/02/22/sienkiewicz-czego-zachod-nie-rozumie-czyli-doktryna-gierasimowa/
Autor tej rozprawki daje nam proste narzędzie niezbędne do oceny tego, co się dzieje u naszych sąsiadów i pomiędzy nimi. Znając tę doktrynę łatwiej zrozumiemy co stało się w Ameryce (Trump), we Francji, u nas choćby w wyborach jakie mamy za sobą , a i tych co przed nami z rolą kłamstwa stosowanego w kampanii wyborczej dla uzyskania przewagi.
   Nie trzeba sięgać daleko, aby zastanowić się do czego wykorzystano w Polsce „Katastrofę smoleńską”, „Ośmiorniczki”, podsłuchiwanie polityków w restauracji „Sowa i przyjaciele”, retorykę związaną z „Polską w ruinie” i wieloma innymi narzędziami walki, nie tylko wyborczej zresztą.
Przypomnijmy sobie jak władza przyłapana na kłamstwie obeszła się z aferą heiterską w swoich kręgach, z wszechogarniającym nepotyzmem, zawłaszczeniu państwa do własnych celów partyjnych, korupcją polityczną zapewniającą większość sejmową, praworządnością, podsłuchiwaniu obywateli w systemie Pegasus, skrzynką e-mailową Dworczyka i mnóstwem innych dowodów wykroczeń przeciw prawu i zwykłej przyzwoitości.
Czy tu wystarczy stosowana przez dzieci zasada: A ty to niby jesteś lepszy???
Wciąż za wszystkie niepowodzenia obwinia się Tuska i jego ekipę rządową, a także wyciąga się jakieś nowe świństwa mające w założeniu przykryć swoje wpadki.
Kłamstwo, manipulacja, dezinformacja zawsze były narzędziem wojny. Post prawda króluje wokół, a Internet i służalcze media stały się potężnym narzędziem wpływu. To dlatego społeczeństwo rosyjskie wciąż popiera swojego silnego przywódcę i dobrze mu życzy wierząc, że wszystko co robi, to czyni dla nich i dla „Mateczki Rosji”. „Jest mądrym człowiekiem i wie co robi” – powiada babuszka w telewizyjnym sondażu. Matka nie wierzy swojemu dziecku telefonującemu z Ukrainy z opisem działań Krasnoj Armii.
To zachodnia propaganda – powiada i ubolewa nad zmanipulowanym dzieckiem.
W najbliższą niedzielę będziemy świadkami wyborów na Węgrzech. Niezależnie od tego kto wygra warto przypomnieć sobie zawołanie naszego lidera po swoich przegranych wyborach. Był tak zafascynowany Orbanem że wygłosił swoje credo:
– Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt – mówił Jarosław Kaczyński po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów w 2011 roku.
 – Prędzej czy później zwyciężymy, bo po prostu mamy rację – dodał prezes PiS. Niedługo w Warszawie będzie Budapeszt! – powtórzył z naciskiem.
Właśnie mija 11 lat od tamtego momentu. W Polsce zdążono skopiować wszystkie rozwiązania genialnego Orbana. Czy to wystarczy aby zwyciężyć po raz kolejny?

Pytania o niepodległość…

Rozmowa z byłym uczniem, pochodząca sprzed 8 lat odbyła się na Facebooku pod zdjęciem, które zamieszczam w tytule. Tłem była pieśń Leszka Wojtowicza pod tytułem „Moja litania” Link Postowi dałem wstęp z tej litanii właśnie:
Nie pragnę wcale, byś była wielka
zbrojna po zęby od morza do morza…
Po chwili zaczęła się interesująca dyskusja, którą właśnie dzisiaj przypomniał mi Facebook. Przeczytałem i zdębiałem. Jaki ja wtedy mądry byłem… -Pomyślałem. Przeczytajcie zresztą sami i ewentualnie dzisiaj, po doświadczeniach ostatniego miesiąca zabierzcie głos. Zapraszam…
– Mateusz – No niestety w UE nie ma niezależności, mówiąc Unii TAK powiedzieliśmy NIE naszej suwerenności 🙁
– Czesław – Tak rozumiana niezależność nosi nazwę autarkii
– Mateusz – No bo w takiej pseudo niezależności polski Sejm nie może uchwalić nic co jest nie zgodne z prawem UE, co jest ewidentnym narzuceniem obcego porządku prawnego, ale to tylko jeden z przykładów których można przytaczac wiele.
– Czesław – Mateusz, wskaż mi kraj niezależny od nikogo
– Mateusz – Ostatnie wydarzenia pokazują, że takim krajem jest choćby Rosja, bo nic sobie nie robi z tego co mówi zachód, ale może to nie najlepszy przykład, ale faktycznie jest to kraj politycznie niezależny od nikogo, bo nikt nie ingeruje w prawodawstwo i politykę wewnętrzną tego kraju.
– Czesław – To nie jest dobry przykład. Jeśli Unia znajdzie sobie inne niż rosyjskie źródła zaopatrzenia w gaz i ropę to co będzie z ich niezależnością ekonomiczną? Rosja zgłosiła zamiar tworzenia Unii Azjatyckiej . Jak myślisz w jakim celu to chce zrobić? Kraj niepodległy zabiera innym niepodległość ? To nie tak się mierzy
– Mateusz – To w takim razie czym się to mierzy?
– Czesław – Przemku, poezja służy wielu sprawom. Ten piękny wiersz kiedyś zagrzewał do walki, a dzisiaj??? Tobie dedykuję obiegowe dzieło satyryka.
– Czesław – Mateusz, to bardzo złożony temat. Luknij jednak na ten fragment prawa międzynarodowego tyczący suwerenności i odpowiedz sobie, czy Rosja spełnia te kryteria”: Uchwalona w 1970 roku Deklaracja zasad prawa międzynarodowego stwierdzała, że wszystkie państwa korzystają z suwerennej równości, która obejmuje takie elementy jak:
a) państwa są równe wobec prawa
b) Każdemu państwu przysługują prawa wynikające z pełnej suwerenności
c) Każde państwo ma obowiązek szanować podmiotowość innych państw
d) Integralność terytorialna i niepodległość polityczna państwa są nietykalne
e) Każde państwo ma prawo swobodnie wybrać i rozwijać swój system polityczny, społeczny, gospodarczy i kulturalny
f) Każde państwo ma obowiązek stosować się w pełni i w dobrej wierze do swoich zobowiązań międzynarodowych i pokojowo współżyć z innymi państwami.
– Mateusz – Żeby tak było jak jest napisane, to by było pięknie
– Czesław – Ano właśnie. Inne mocarstwa też nie są lepsze. Organizacje międzynarodowe też nie spełniają swoich statutowych zadań. Rada Stała ONZ z Rosją, Chinami i USA też jest karykaturą wobec swojej powinności. To tylko politycy potrafią nawoływać do niemożliwego byle tylko ich wybrać. Później już nie są tak wojowniczy. Przyszłość jest przed szerzącymi pokój, a nie wojnę
– Mateusz – No to jeśli nasz rząd nie przestanie „szczekać” w sprawie Ukrainy, to może Polsce napytać biedy niestety.
– Czesław – Popatrz jeszcze raz na te punkciki prawa międzynarodowego. Jeśli chcemy być niepodlegli, to mamy milczeć, gdy sąsiadowi odbierają niepodległość na oczach świata? Następni w kolejce możemy już być my.
Na tym rozmowa się urwała, ale dzisiaj możemy ją wznowić
Jest się nad czym zastanowić…

Wojenko, wojenko, cóżeś Ty za pani…

Od pierwszego dnia wojny w Ukrainie śledzę jej przebieg posługując się stacją TVN 24 i „Jedynką” Polskiego Radia. Mam więc jakąś średnią ocenę rozpiętą pomiędzy wersją koalicji rządowej i opozycji. Z radością przyjmuję jakieś, miejmy nadzieję na to że nie chwilowe, zbliżenie się tych obrazów. Rząd odzyskał nagle inicjatywę dyplomatyczną i miło patrzeć jak nasz premier pogania kanclerza Niemiec do czynnej pomocy Ukrainie, przy jednoczesnym osłabianiu Putina. Cieszy mnie fakt przebijania się do Europejskiej świadomości naszego podejścia do niezależności energetycznej, która powoli ale coraz skuteczniej doprowadza nas do uniezależnienia się od dostaw z Rosji.
Państwa potężniejsze od Polski, ale zbyt ufne w intencje Putina, jako dostawcy surowców energetycznych otrzymali nauczkę i muszą zweryfikować dotychczasowe podejście do wschodniego partnera.
Jestem jednak coraz bardziej przygnębiony tą wojną i wystraszony zarazem, bo Putin może okazać się nieobliczalny w swym zacietrzewieniu i przegrywając z teoretycznie słabszym  przeciwnikiem starcie na broń konwencjonalną może sięgnąć po broń nuklearną. Zaszkodzi więc nie tylko Ukraińcom, ale również swojemu narodowi i całej Europie.
Obserwując media społecznościowe co chwila natrafiam na „perełki” ukazujące zmieniające się gwałtownie nastawienie Rosjan i Europejczyków do dyktatora.
Napisał ktoś dla podkreślenia faktu zjednoczenie się Ukraińców wokół swojego prezydenta:
Nie obchodzi mnie jakie plany realizował Putin napadając na Ukrainę,
Ważniejsze jest to, czego nie planował, a zrealizował celująco…
Jakie recenzje zbiera przy okazji nasz prezydent, to już lepiej zamilczeć.
Wczoraj natrafiłem na filmik, w którym dwie cudne ukraińskie dziewczynki wyśpiewały swoje błaganie o zaprzestanie wojny i przywrócenie pokoju. Udostępniłem to natychmiast, aby mogły trafić do serc i umysłów innych. OTO Ta piosneczka
Jeszcze jedno bulwersujące zdjęcie z Facebooka.
Dziewczyna, czy może żona żegna chłopaka, czy męża idącego walczyć o niepodległość.
W podpisie słowa:
Ludzie, którzy idą na wojnę, nie chcą wojny
Ludzie, którzy chcą wojny, nie idą na wojnę…

Od razu nasuwają się sceny z pogranicza często pokazywane w naszej telewizji. Mąż, czy ojciec przywozi swoją rodzinę pod przejście graniczne, a sam wraca walczyć. Jak dramatyczne to muszą być chwile dla żony, matki, dzieci i samego żołnierza. Jaka niepewność jutra dla obu rozdzielonych części rodzin. Ile jest tam takich rodzin?
Wszystkim ludziom marzy się wdrożenie w życie jednego wezwania i dążenia wyrażanego we wszystkich językach świata: Nigdy więcej wojny!!!
Czy ktoś ze współczesnych dożyje takich czasów?
W czasie gdy trwała wojna w byłej Jugosławii, w naszej telewizji pokazywano program skierowany przeciwko wojnie. Zapamiętałem śpiewany przez wszystkich występujących artystów utwór do wiersza Wojciecha Młynarskiego „Odgłosy wojny”, którego fragment tu przytaczam:
Dłoń mej Córki piłkę chcąc chwycić nagle ściska się niespokojnie,
na ekranie ranni, zabici, córka pyta, czy będzie wojna ?
Fonia wzmacnia wystrzałów echo, wizja zbliża krew na ekranie,
mówię: Córko, to tak daleko i wiem, że kłamię…

Refren: Jak bolesne szkło pod powieką kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko, wojna zawsze jest bardzo blisko.

Blisko skroni i blisko serca, blisko mózgu, blisko sumienia,
blisko myśli, co mózg przewierca: gdzie jest rada, gdy rady nie ma ?
Blisko klonów na mej ulicy, skweru, co się może stać grobem,
blisko lęku i znieczulicy i skargi Niobe.

Refren: Jak bolesne szkło pod powieką kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko, wojna zawsze jest bardzo blisko…
  Już kiedyś używałem tego wiersza, aby podkreślić dramatyzm chwili, w której groźby stają się faktem i wróg pojawia się w naszym otoczeniu, aby nas zastraszyć, ograbić, pozbawić należnych praw, albo fizycznie wyeliminować. Mówiłem o tym w szkole, gdzie uczyłem przysposobienia obronnego. W reakcji na te słowa jedna z uczennic przyniosła na lekcje wykonane przez siebie portfolio z dokumentacją prasową przeżywanej wtedy na świeżo wojny w Jugosławii. Państwa Europy, choćby poprzez przynależność do Unii łączyły się, a Jugosławia na odwrót,  przeprowadzała proces krwawego podziału. Wtedy też byliśmy wystraszeni mimo, że było to dość daleko od naszych granic.
Ta dziewczyna skupiła się nad tym, aby ukazać dzisiejsze realia wojny prowadzonej przy udziale telewizji i mediów. Ludzie siedzący w fotelach, popijając ulubione drinki, dzięki telewizji mogą sobie oglądać sceny wojenne serwowane przez niemal całą dobę i pocieszać się tym, że to daleko.
Ona ten argument, że to daleko, ujęła w postać własnoręcznie napisanych wierszy. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i dlatego spopularyzowałem jej dzieło w pokoju nauczycielskim i w drugiej szkole, w której uczyłem na pół etatu.

Mówiąc o wojnie do uczniów w szkole średniej podkreślałem niewyobrażalne okrucieństwo na jakie narażeni są zwłaszcza ludzie cywilni, którzy tracą cały dobytek, tracą bliskich, a sami doznają skutków przemocy i poniewierki.
M. Rodowicz, w jednej z piosenek odwołuje się do kobiet śpiewając:
Niechaj każda w progu stanie,
Swoich chłopców na spotkanie śmierci nie dajcie,
Nie dajcie

No tak… Kobiety wiele mogą uczynić dla zachowania pokoju, tylko kto obroni ich dom, miasto, kraj?
Trudne to sprawy. Jest okazja się nad tym zastanowić

W kwestii języka naszego powszedniego …

Wielokrotnie zabierałem głos na temat Dnia Języka Ojczystego na łamach tego bloga. TU LINK. Dzień ten przypada na 21 lutego, tak jak w inne lata bywało. Ktoś to czytał, ktoś dodatkowo jeszcze komentował, a ja otrzymywałem zwrotną odpowiedź utwierdzającą mnie w przekonaniu, że poruszam temat ważny i coś z tego będzie wynikać, przynajmniej w sferze przemyśleń.
Czy faktycznie coś z tego, co proponowaliśmy lub tylko wskazywaliśmy na taką potrzebę zostało wprowadzone w życie???
Mieliśmy w tym czasie dwie radykalne reformy systemu oświaty, a nawet połączenie dwóch wcześniej samodzielnych resortów oświaty i wychowania z resortem szkolnictwa wyższego, a wszystko po to, aby wydobyć naszą oświatę z zacofania, unowocześnić ją i uczynić bardziej skuteczną.
Jeszcze nie znamy owoców tego oświatowego zawrotu nauczycielskiej i uczniowskiej głowy, ale oceny już są i to bardzo negatywne. Jak ta zreformowana szkoła przygotuje społeczeństwo do wyzwań jakie stoją przed naszym narodem? Zobaczymy. Miejmy jednak świadomość faktu, że eksperymentujemy na żywym społeczeństwie, a pewnych złych rozwiązań nie da się łatwo wyeliminować.
   Ostatnio, będąc w kościele, usłyszałem jedno z czytań Pisma Świętego jakie przewidziano na dzień 19 lutego 2022.
Słuchałem, słuchałem i pomyślałem sobie, że zrobię z tego użytek przy okazji kolejnego Dnia Języka Ojczystego. Oto ten tekst:
1. Czytanie (Jk 3, 1-10) Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym
Czytanie z Listu Świętego Jakuba Apostoła

Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, że tym bardziej surowy czeka nas sąd. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto wkładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jaki odpowiada woli sternika.
Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało, i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.
Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić, i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać; to zło niepohamowane, pełne zabójczego jadu. Za jego pomocą wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!
Dodajmy do tego jeszcze rozważanie, a właściwie jego początek: https://niezbednik.niedziela.pl/artykul/3467/Damy-z-Bogiem-II-2022

– Ciekawe, czy ultra religijni przywódcy naszego kraju to samo usłyszeli co ja?
– A hierarchowie kościelnej nawy czytali może ten tekst przed wiernymi?
Każdy z nas, czy to wyznawca PiS-u, „czy totalnej opozycji” spotyka się z kierowanymi do „swoich” treściami , które nie służą budowaniu jedności wokół Polski i jej reprezentacji rządowej, czy choćby naszej racji stanu. Celem politycznych wystąpień jest podtrzymanie we władaniu tych, którzy walczą o utrzymanie się przy władzy lub tych, którzy walczą o zdobycie władzy tylko po to, aby nas, swoich wyborców uszczęśliwić.
Język propagandy jaki jest w tym „pożal się Boże” dialogu używany posługuje się jawnym kłamstwem, przemilczeniami, fake newsami  lub manipulacją (Słynna skrzynka e-mailowa Dworczyka).
Przyłapani na kłamstwie, czy dawniej niewyobrażalnych przypadkach nadużycia władzy przemilczają to lub bronią się  jak dziecko w piaskownicy podając przykłady podobnych przekrętów stosowanych przez poprzedników.
Ogromny okręt jakim jest Polska płynie po wzburzonych falach bezkresnego oceanu w nieznanym kierunku. Boję się tego, że nawet genialny sternik okrętu sam jeszcze tego nie wie.
On, wybraniec narodu, nie pyta suwerena o zdanie. On najlepiej wie w którą stronę pokręcić kołem sterowym, aby realizować swoją wolę.
Czy tak być powinno?

Kowal i jego kleszcze…

Przed 10 laty, gdy prezes PiS walczył o władzę pisałem tu na blogu o nowym na naszym firmamencie politycznym tworze, jakim była wodzowska z założenia partia, która obrała sobie przydatną na czas wojny nazwę: Prawo i Sprawiedliwość. Tu link
   Wiemy jak doszło do wygrania wyborów parlamentarnych, później prezydenckich, i wszystkich kolejnych wyborów, jakie się przez te 10 lat przetoczyły przez Polskę. Wiemy choćby z e-maili M. Dworczyka, a i z wielu innych afer wydobytych na  światło dzienne przez dziennikarzy śledczych wciąż niezależnych jeszcze od władzy mediów jak wygląda tzw. ”kuchnia rządu i rządzenia”. Te niezależne od władzy media właśnie przypominają nam słynne już wystąpienia przedwyborcze pis-owskich kandydatów, które w świetle naszej dzisiejszej wiedzy są zaprzeczeniem tego wszystkiego, co wcześniej głosili. Dawno powinni zmienić nazwę partii na odwrotność tego, co zawierała na początku. Albo my, wyborcy powinniśmy zmienić partię rządzącą jako szkodzącą Polsce.
Liczba afer już ujawnionych, a z woli politycznej prezesa zamiecionych pod dywan jest podobno tylko wierzchołkiem góry lodowej. Kiedyś rozsypie się ten worek, albo dywan okaże się zbyt mały i wtedy dowiemy się prawdy o naszych finansach. O prawdziwym zadłużeniu skarbu państwa i o tym ile my, zwykli zjadacze chleba będziemy musieli spłacać za te wszystkie plusy dodatnie, które wektorowo zmieniły się w ujemne.
Władza okopała się mocno na swoich przyczółkach i broni się zajadle, doskonale wiedząc o co ta walka się toczy. Mając pod kontrolą niemal wszystkie mechanizmy kontrolne i powołane do tego służby specjalne, prokuraturę i sądownictwo i coraz silniejsze media „państwowe” na razie dobrze sobie radzą. Ostatni przyczółek kontrolny jakim jest NIK, wkrótce padnie pod uderzeniami służb, broniących tylko swoich nominatów. Po odsunięciu Banasia postawią na czele NIK swojego komisarza, a ten zadba, aby ujawnione nieprawidłowości w dysponowaniu pieniędzmi publicznymi i inne przekręty lub zaniedbania nie ujrzały światła dziennego.
A wokół Polski dzieje się sporo groźnych spraw. Rosja pewnie skorzysta ze sprawdzonej w różnych miejscach strategii podporzadkowania sobie Ukrainy lub jej części, jak i innych rejonów dawnego ZSRR. Czy dla nas będzie obojętne jak się ten problem zakończy. A przecież kryzys finansowy narasta i żadne tarcze ochronne go nie rozwiążą jeśli nie napłyną pieniądze przyznane nam w ramach „Planu Odbudowy”. Czy to jest dobry czas na „wojenkę z Unią Europejską”, na coraz wyraźniej wypowiadane wobec UE żądania mogące zakończyć się zupełnie inaczej niż sobie marzy prezes?

Poparcie dla PiS już teraz niemal zrównuje się z poparciem dla opozycji. Czy wytrzymają w tym składzie do wyborów?
– Czy dzisiejsza zmiana ministra finansów – typowego zderzaka, czy jak to niektórzy nazywają „kowalskich kleszczy” wystarczy, aby ludzie zapomnieli o drożyźnie, inflacji, o wszelkich kantach, o nieudanym starcie „Nowego Ładu”
i ponownie zaufali „Zjednoczonej Prawicy”?
 Ona jest zjednoczona, ale już tylko w temacie obrony nieuczciwie osiągniętych zdobyczy w spółkach skarbu państwa, administracji państwowej i samorządowej.
W cytowanym na wstępie tekście sprzed 10 lat napisałem w zakończeniu :
Pytano kiedyś:
– „Po co kowal ma kleszcze (długie obcęgi)?”
Odpowiedź brzmi: Aby się nie parzyć !
Pan prezes angażuje sporo takich „kleszczy”. Prześledźmy ilu takich oddanych bojowników miał, a ilu naszym kosztem nadal utrzymuje przy sobie. Dzięki temu jest wciąż przy władzy, nie ryzykując własnej odpowiedzialności. Byt polityczny i miejsce tych harcowników w szeregach wodzowskiej partii, to nie jest efekt ich samodzielnych osiągnięć, a wola prezesa. Pojawiają się, działają wg instrukcji, a potem są wyrzucani lub sami odchodzą, powracają skruszeni z niebytu do pierwszych linii walki, a to wszystko z woli lub za przyzwoleniem prezesa.

Tajemnice kuchni

Pracując w szkole zawodowej uczyłem między innymi towaroznawstwa. Wspominałem tu na blogu przygodę z uczniem, który zaliczał przedmiot i nie miał pojęcia skąd się biorą tkaniny lniane, a nawet sam len. Co dopiero mówić o pozyskiwaniu włókna lnianego i wytwarzaniu z niego tkanin. Posłużyłem się wtedy bajką „Jak to ze lnem było”. TU LINK
Zajęcia z towaroznawstwa żywności nasuwały inne okazje do refleksji. Słuchacze na ogół nie wiedzieli jak i z czego produkuje się na przykład wędliny, czy wyroby wędliniarskie. Zwykłe objaśnienie tego procesu przynosiło reakcje typu:
– Niech pan przestanie, bo nigdy nie wezmę tego do ust!!!
– To co mamy jeść, aby nie truć się ulepszaczami, wypełniaczami i temu podobnymi świństwami???
Tematy związane z fałszowaniem żywności lub nie przestrzeganiem zasad technologii i dobrych praktyk mobilizowały do pytań typu:
– To nikt tego nie kontroluje?
– Nie ma kar dla takich producentów?
 Oczywiście wyjaśniałem jak mogłem najlepiej z podkreślaniem zasady:
– Obywatelu, nie wierz zwodniczej reklamie, sam zapewnij sobie zdrową żywność. Uprawiaj warzywa i pozyskuj owoce z własnych ogródków lub kupuj u znanych i sprawdzonych producentów. Czytaj etykiety, sprawdzaj skład produktu i datę przydatności do spożycia. A jak cię mimo tego oszukają, to postaraj się o to, aby to był ten ostatni raz…
Klient może zwolnić z pracy każdego producenta, wystarczy, że będzie kupował u sprawdzonej  konkurencji – jak mawiał tuz amerykańskiego biznesu.
Całe to nawiązanie do tematu ma posłużyć pewnym skojarzeniom.
Wszyscy wiemy, że kuchnia nie jest najlepszym miejscem, do którego zaprosimy swoich gości. Mielibyśmy splątane ręce, a nogi pewnie same by się nam plątały, gdyby goście widzieli jak pracujemy, jak smakujemy i doprawiamy potrawy itd.
Co wszyscy robimy? Ukrywamy starannie nasze tajemnice i ewentualne pochwały kwitujemy słowami: spécialité de la maison – co znaczy po naszemu tyle co specjalność zakładu.

Pomijam – podobno narodową cechę naszych pań nie znoszących pochwał przy stole, gdyż to one pierwsze powiedzą gościom co im się nie udało, że to nic szczególnego, lub w inny sposób pomniejszą swoje zdolności, zasługi itd.
Kuchnia jest zatem pase i to wszędzie. Nawet w polityce.
Zdjęcie rozbawionego prezesa na wstępie pochodzi z 2015 roku i miało być aluzją do podsłuchanych w restauracji „Sowa i przyjaciele” rozmów prowadzonych przez przedstawicieli ówczesnej władzy, a dzisiejszej opozycji, którzy nie zdając sobie sprawy z zamontowanych podsłuchów gadali sobie nie zawsze prywatnie, posługując się swoim (knajackim – jak to mawiał pan prezes) językiem. Czy tylko wulgaryzmy były celem podsłuchu? Na pewno nie. Celem było przejrzenie sekretów tzw. kuchni rządzenia. Wszystkie podsłuchane informacje wykorzystano w kampanii wyborczej, aby totalnie pognębić konkurenta i wygrać wybory. I wygrali jak wiemy, lub dowiemy się wkrótce (?) z nowego przedmiotu wprowadzonego do szkół, o wdzięcznej nazwie: HIT, czyli Historia i teraźniejszość.

Aktualnie HIT -em są emaile z otwartej skrzynki Michała Dworczyka szefa kancelarii premiera, z których dowiadujemy się jak wyglądała kuchnia rządzenia w wykonaniu PiS przed dwoma laty. Wstydliwe materiały powstały rzekomo w jednym z krajów bliskiego nam Wschodu i służą imperialnym celom Rosji.
Śmiechu warte są te tłumaczenia. Nie tylko te przecież, bo sprawa programu szpiegującego Pegasus jeszcze ciekawiej się zapowiada.
Czy zostanie kiedyś wyjaśniona???
Śmiem wątpić.

Narodowcy uczcili twórców Niepodległości…

   Co roku bywałem na lokalnych obchodach Święta Niepodległości.
Miałem poczucie obowiązku uczestnictwa, bo wydawało mi się, że nauczyciele to ludzie światli, wobec których powinno się stosować  niegdysiejszą zasadę: Noblesse oblige, czyli po naszemu „szlachectwo zobowiązuje”. Historia jest bogata w przykłady takich postaw członków elity, co by to nie znaczyło.
Z roku na rok coraz mniej osób widziałem wokół siebie na tych obchodach. Gdy robiłem zdjęcia dla dokumentowania tego wydarzenia, to starałem się tak kadrować wnętrze kościoła, czy sali szkolnej, gdzie była organizowana akademia ku czci, aby nie było widać pustych miejsc. Słuchałem przemówień na obchodach państwowych i kazań w kościele. Opisywałem też na blogu przebieg uroczystości i dzieliłem się wrażeniami i przemyśleniami z tych wydarzeń.
Udostępniałem te teksty na Fb i oczekiwałem na komentarze, których niestety było coraz mniej.
W tym roku coś mnie jednak odwiodło od rutynowo powtarzanych zachowań dobrze ułożonego Polaka i Obywatela. Nie poszedłem do kościoła na mszę za Ojczyznę i wolałem nie pytać co było treścią okazjonalnego kazania. Na zdjęciach jakie udostępniono widziałem poczty sztandarowe strażaków, niewielu podobnych mi obywateli i młodzież szkolną z klas o profilu wojskowym oraz aktywną drużynę harcerzy, którzy jako tako wypełniali kościół.

   Siedząc w domu mogłem więcej czasu poświecić na obserwację święta zadumy, czy raczej zadymy w wykonaniu narodowców uczestniczących w centralnych obchodach, które zorganizowano w … Krakowie, bo tam przeniosła się cała nasza elita rządząca. Warszawa została udostępniona niejakiemu Robertowi Bąkiewiczowi. To on kroczył na przedzie, przemawiał, a w przemówieniach wyznaczał kierunki działania na przyszłość. „Powiedział co wiedział” – mawiano kiedyś o takich mówcach, którzy zanim zabiorą głos nie sprawdzają, czy ich język jest podłączony do mózgu. Jaki będzie skutek tak buńczucznie uprawianej polityki?
Tego nikt nie wie. Wszystkich naszych tradycyjnych sojuszników mamy już poobrażanych na dobre. Zostajemy sami i to na własne żądanie.
Jeśli nam pomogą w kryzysie migracyjnym i ochronie granicy, to tylko dlatego że nasze problemy stają się problemami również naszych partnerów z UE, czy USA i NATO. Jak na razie mamy dość niepokojące wieści dobiegające ze wschodu i nikt nie wie jak to się zakończy.
Na swoim koncie FB udostępniłem zdjęcie Marszałka stojącego na naszym rynku i spoglądającego na wiązanki biało-czerwonych kwiatów jakie złożono u jego stóp. Pod, a właściwie nad zdjęciem z 2015 roku umieściłem słowa:

Tłumnie przybyli
Huku narobili…
Wieniec zostawił
Do zadumy mnie, zmusili…

Wszyscy jesteśmy zdrowo jeb…ęci…

Gdy w niedzielę rano odpaliłem komputer, to na swoim koncie zauważyłem dodany przez kogoś mema o treści zawartej w tytule. Był tam dopisek: Tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi. Czy to jakaś pociecha – pomyślałem. Dopiero później doczytałem się z innych materiałów udostępnianych na Fb tego, że…
Niedziela 10 października obchodzona była jako Dzień Zdrowia Psychicznego.
Nie łatwo mamy i na tym odcinku, a wynika to nie tylko z winy lekarzy omijających tę specjalność. Politycy też bardzo się starają, aby swoich wprowadzić w euforię rozdawnictwem pieniędzy, przywilejów i tzw. konfitur, a przeciwników pogrążyć w depresji swoją arogancją, butą i sobiepaństwem. Część spośród nas może znaleźć się w pośrednim miejscu ciesząc się i smucąc niemal równocześnie. Normalna dwubiegunówka … Co to takiego?  Link
Sporo można było się dowiedzieć na temat kondycji polskiej psychiatrii słuchając debaty zorganizowanej przez TVN24 w godzinach … już nocnych niestety. Jest źle i nie ma szans na szybką poprawę. Chorych przybywa w zatrważającym tempie, a przychodni specjalistycznych i miejsc w szpitalach ubywa. Relacje pozostają nadal w stosunku odwrotnie proporcjonalnym. Jak w wielu dziedzinach przydatna wydaje się każda podpowiedź mogąca zrealizować przewodnie hasło: Obywatelu, ulecz się sam!!!
Dyskutujący zgadzali się z tym hasłem i podkreślali potrzebę kolejnej modyfikacji podstaw programowych naszych szkół tak, aby profilaktyka zdrowia psychicznego była tak samo traktowana jak profilaktyka zdrowia w ogóle. W końcu Psyche + Soma = cały człowiek.,
Podpowiadano nawet, aby każdy nauczyciel mógł na każdej lekcji wplatać elementy dotyczące psyche i wykazywać zainteresowanie przypadkami wymagającymi wysłuchania, wsparcia i pomocy. W końcu oni sami decydują o tym jak rozłożyć akcenty, co poruszać, a co potraktować symbolicznie.

Na nauczycieli można wszystko zwalić, a oni będą pracować za wszystkich i… za minimalną płacę. Wystarczy posłuchać argumentów wygłaszanych choćby w trakcie trwającego akurat protestu nauczycieli, którym minister zwiększa pensum w zamian za podwyżkę, której trudno się doliczyć. Nawet pan Naczelny Związkowiec Piotr Duda obraził się na premiera za to, że poprzednich obietnic nie zrealizowali wystawiając związek Solidarności oświatowej w pozycji łamistrajków. Pracownicy służby zdrowia i ratownictwa medycznego też nie mogą się dogadać z ministrami od zdrowia, bo …pieniędzy dali więcej, a tym jeszcze za mało”.

Nie oni jedni się buntują.
– Jeśli premier przerzuca się miliardami na to i owo
i nawet nie oczekuje wsparcia od Unii, bo na wszystko ma?
– Jeśli ministrowie, samorządowcy, parlamentarzyści mogli skasować podwyżki po kilkanaście do kilkudziesięciu procent, to nie dadzą innym na przysłowiową miskę ryżu?
– Jeśli prezes NBP pochwalił się setkami ton złota rezerw walutowych i górami pieniędzy płynących szeroką rzaką, to nie dopuści do strumyka tych, którym na wszystko zaczyna brakować?
– Jeśli prezes wszystkich prezesów kokietując rolników i mieszkańców wsi i małych miast naobiecywał tyle, że cale dotychczasowe rozdawnictwo wydaje się błahym incydentem, to nie zwiększy zarobków dla tych, co na dole?
Przy tych obietnicach prezes dokonał epokowego odkrycia objaśniającego przyczyny podziałów w społeczeństwie. Otóż przyczyna podziałów tkwi w niesprawiedliwym podziale dóbr materialnych i w nierównym dostępie do innych dóbr cywilizacyjnych …zarezerwowanych dla swoich – jak pokazuje życie argumentami opozycji.
Z tym pora już skończyć – powiedział prezes, w czym się jedynie powtarzał.
Wczorajszy dzień, to jeszcze jedno ważne wydarzenie.
Na apel Donalda Tuska ponad 130 miast w Polsce przeżyło pokojową demonstrację przeciwko spodziewanemu Polexitowi. Tłumy ludzi wyraziły swoje obawy związane z aktualną polityką partii rządzącej idącej na ostre starcie z Unią Europejską. Co przyniesie ta wymiana ciosów? Jakie będą tego skutki dla Polaków próbujących dzisiaj wiązać koniec z końcem? A jaka przyszłość czeka nasze dzieci wnuki?

Ostatni dzień sierpnia…

Sierpień przyniósł nam wiele wspomnień związanych z obchodami rocznic wydarzeń jakie w tym miesiącu obchodzono.

* Ostatni dzień sierpnia, to dzień zakończenia wakacji. Smutny raczej i to nie tylko z powodu nagłego pogorszenia się pogody. Prezydent zwołał wczoraj Radę Gabinetową, na której poinformowano go o przygotowaniach do nowego roku szkolnego. Będzie normalnie. Tradycyjne metody nauczania i raczej brak perspektywy zdalnego nauczania uziemionych w domach młodych ludzi i części ich rodziców. To samo dotyczy nauczania hybrydowego.
Gdy zapytałem przed tygodniem młodego człowieka o to, czy cieszy się z powrotu do szkoły, to nie wyglądał na zadowolonego, ale żeby rozwiać moje wątpliwości dopowiedział, że nie cieszy go to wydarzenie.
Liche nastroje przeważają wśród nauczycieli i to nie tylko z powodu ministra, rozsnuwającego Czarne(k) chmury nad oświatowym podwórkiem.
Wiele szkół nie może uzupełnić braków w zatrudnieniu nauczycieli, bo praca w oświacie przestała być atrakcyjna, chociaż, tak po prawdzie, to nigdy atrakcyjna finansowo nie była. Coś interesującego dzieje się jednak w temacie, skoro pan minister umawia się z samym Prezesem na rozmowę w tej sprawie.
Może jutro w inauguracyjnym przemówieniu coś się dowiemy?

* Ostatni dzień sierpnia, to zakończenie przegranej z kretesem przez USA i sprzymierzonych 20 letniej wojny w Afganistanie. Wyznacza go dzień zakończenia ewakuacji wojsk i przedstawicieli różnych służb oraz miejscowych współpracowników. Niewdzięcznicy „zdradzili” Amerykę porzucając broń i uciekając przed Talibami, którzy będą traktować ich jak zdrajców.
Przegrana wojna przyniosła bilionowe chyba straty finansowe w jakie brnęli kolejni czterej prezydenci i teraz okazało się, że winien jest ten, który miał odwagę tę wojnę zakończyć, czyli obecny prezydent Joe Biden. Jak to się dla niego zakończy, tego nikt jeszcze nie wie. Poprzednik jest gotowy powrócić do gry ze swoim hasłem Ameryka First, którego w Afganistanie nie potrafił jednak wdrożyć.

* Ostatni dzień sierpnia dla nas Polaków, to wspomnienie podpisania porozumień strajkowych w hali bhp Stoczni Gdańskiej. Będą obchody, przemówienia, wręczanie odznaczeń…
Wiele smutnych refleksji nasuwa się dzisiaj przy wspominaniu tamtych czasów i czytaniu listy żądań strajkowych spisanych na dwóch płytach sklejki. Wiele tekstów napisano na tematy dotyczące porównania ówczesnej i obecnej solidarności, której nazwy nie sposób pisać z dużej litery, a tym bardziej słynną czcionką zwaną solidarycą. Używają jej dzisiaj jedynie w czasie strajków, aby pokazać determinację w stawianiu żądań.
W dyskusjach medialnych usłyszałem, że żądania płacowe były na 5 pozycji listy spisanych na słynnych płytach żądań, a na drugiej zniesienie cenzury i zapewnienie wolności mediów. Jak to dzisiaj odbierać w czasie, gdy rządowa spółka Orlen wykupiła wszystkie lokalne dzienniki i tygodniki wraz z dostępem do mediów elektronicznych po to, aby zapewnić „ … wolność prasy i mediów od obcego kapitału”.
Jak to dobrze, że w przeddzień podpisania porozumień stoczniowych
w Gdańskim Centrum Solidarności odbyło się transmitowane przez TVN24 uroczyste wręczanie Medali Wolności…
Może to wpłynie na otrzeźwienie dzisiejszych decydentów

Szczytowanie na szczytach władzy…


Czerwiec zaczął się od ofensywy dyplomatycznej Prezydenta USA w Europie. To pierwsza jego tak znacząca wyprawa poza kraj ojczysty. Sporo czasu musiał poświęcić, aby poodkręcać to, co namieszał mu poprzednik.
Hasło „America First” było zgrabne, nośne i skwapliwie przyjęte przez zwolenników Trumpa. Pozwalało na stworzenie nowego podejścia do tak upragnionego powrotu kultowego „American Dream”. Wyjaśniało przyczyny osłabienia potęgi ekonomicznej USA, która tak wiele musiała zapewniać całemu światu, że brakowało jej na własne programy społeczne i gospodarcze, a w tym infrastrukturalne. I to mimo rosnącego od lat gigantycznego zadłużenia i nieograniczanego niczym dodrukowywania pieniędzy. Ówczesny kandydat na prezydenta potrafił swym wyborcom sprzedać marzenia i zyskać ich poparcie. To było tak mocne, że wielu jego zwolenników nie chciało pogodzić się z wynikiem wyborczym odsyłającym ich Idola na margines historii i dokonali szturmu na siedzibę Prezydenta w dniu jego inauguracji.
Podczas gdy my dziwimy się mechanizmom utrzymującym naszych wybrańców przy władzy, mimo tylu afer i tylu przypadków łamania konstytucji lub obchodzenia jej przepisów, to pomyślmy o tym co sprawia, że nadal ponad 30 procent Amerykanów, wyborców  Trampa wierzy w jego powrót na stanowisko?
   Przed wylotem do Europy temat prezydentury Joe Bidena był często poruszany w naszych mediach przez dziennikarzy i komentatorów politycznych. Mogliśmy się dowiedzieć jakie problemy musiał rozwiązać „Śpiący Józek” – jak go nazywał pobudzony ponad miarę TRUMP. Również to, że dał radę i odpowiednio przygotowany przyjechał do Europy, aby założyć podwaliny pod Nowy Ład – jaki chce zaproponować Europie jako najważniejszemu partnerowi w walce o lepsze jutro dla biznesu, dla klimatu, dla światowego pokoju wreszcie. Szczyt za szczytem, bo to konieczny kontakt z Wielką Brytanią, Szczyt G-7, Szczyt USA – Unia Europejska, Szczyt NATO  i wreszcie Szczyt USA – Rosja.
   Na wszystkich kolejnych szczytach uzgadniano wspólne stanowisko w sprawach bilateralnych i multilateralnych zarazem, bo wiele tematów ma zasięg globalny i bez zgody i współdziałania nie da się ich rozwiązać.
Kluczowym wydaje się Szczyt USA – Rosja w Genewie, odbywany w czasie realnie najgorszych stosunków dwustronnych, w okresie od poprzedniego szczytu sprzed 30 już lat. Jakie owoce przyniesie?
Nie dowiemy się zbyt wiele o szczegółach, jako że z góry zapowiedziano brak wspólnej konferencji prasowej, a każdy z przywódców będzie chciał ogłosić swój sukces i to nie tylko na użytek propagandy wewnętrznej.
   Nasi też szczytują, w Bratysławie, w ramach W- 4, której aktualnie przewodniczy Polska. Ta próba stworzenia nowego podmiotu polityki międzynarodowej, z którą będzie liczyła się zarówno Unia Europejska jak i USA jest eksperymentem ciekawym, ale chyba jednak pozbawionym szans wobec posunięć kreujących wokół więcej wrogów, niż sojuszników i daj Boże przyjaciół…
Tracimy zdolność koalicyjną wśród krajów demokratycznych, a przychylność małych satrapów tego nie zrekompensuje.
W ciekawych czasach przyszło nam żyć…