Pożegnanie ze szkołą

Nadejszła wiekopomna chwiła…mówił Pawlak do zebranych i głos mu się łamał. Chyba wszyscy znamy film Sami swoi i tę szczególną parę postaci Kargula i Pawlaka doskonale uosabiających nasze polskie przywary. Kłócili się, ale jak trzeba było to stawali jeden przy drugim, bo… nawet wroga trzeba mieć swojego…

Takim małym światem jest również szkoła. Tu uczniowie niemal zawsze mają zupełnie inne oczekiwania niż ich nauczyciele. Jedni pragną uczynić szkołę przyjazną uczniom w tym znaczeniu, że nauczyciele zrezygnują z zadawania, odpytywania i przeprowadzania sprawdzianów, aby w końcu postawić same piątki, a nawet i szóstki, bo dlaczego nie? Nauczyciele chcąc być jednak w porządku wobec pracodawcy i własnego sumienia, nie są w stanie zaakceptować i zrealizować takich wymagań. Czynią swoje. Jak układają się ostateczne relacje nauczyciela z każdym z uczniów z osobna? Wszyscy mamy tu swoje własne spostrzeżenia, bo nie ma przecież takiej osoby, która by nie przeszła przez szkolny magiel i nie zachowała wspomnień z tamtych lat. Bywa, że tamte wspomnienia nagle odżywają. Mnie się to dzisiaj przytrafiło.

Dzisiaj byłem na uroczystościach związanych z zakończeniem roku szkolnego w moim liceum. Siedzący obok mnie ojciec jednej z uczennic zapytał: – Które to jest dla pana zakończenie roku w tej szkole? Pracuję tu od chwili powstania tej szkoły, odpowiedziałem. To już jest szósty rocznik absolwentów, a więc i szósta taka uroczystość. Zawsze przeżywana ze wzruszeniem. Jest to jakaś specyficzna zbiorowa psychoza, której podlegają najpierw uczniowie, później nauczyciele i wychowawcy, którzy zaczynali pracę jeszcze z dziećmi, a teraz żegnają się z dorosłymi już ludźmi. Jakie więzy nawiązały się w ciągu tych trzech lat? Jak długo przetrwają? Przyszłość pokaże.

Wszyscy odświętnie ubrani zajęli miejsca na sali gimnastycznej, na której obok dekoracji związanej z pożegnaniem szkoły można było już dostrzec stoliki ( na razie zsunięte w końcu sali), przy których po weekendzie będą pisać maturę. Pani dyrektor wygłosiła okolicznościowe przemówienie przerywane chwilami ciszy związanymi z przecieraniem wilgotniejących oczu i ten nastrój zapanował na sali już do końca uroczystości. Wręczono nagrody dla zasłużonych działaczy samorządu szkolnego oraz świadectwa – te z paskiem, i te bez tej szczególnej ozdoby, po czym nastąpiła część artystyczna. Podobna do wszystkich jakie odbywały się w tym dniu we wszystkich liceach i technikach. Kilka wierszy, kilka piosenek o specjalnie dobranych na tę okoliczność słowach. Zacznijmy od tej :
Manchester – ostatni raz z moją klasą

Nie do wiary jak szybko płynie czas
Wczoraj mali dziś dorosły świat
Wciąż pamiętam pierwszy szkolny dzień
Tak wyraźnie widzę to

Moja szkoła jak majowy dzień
Czasem słońce
Czasem chwile złe
Pierwsza miłość
Pierwsze smutku łzy
Nigdy tego nie zapomnę

Ostatni raz z moją klasą
Już pożegnać czas
Mych przyjaciół
Dzisiaj każdy ma
Swój dorosły świat
Słuchałem tych słów myśląc o swojej szkole i takiej samej uroczystości w moim technikum w Bydgoszczy. Mimo upływu ponad 40 lat wciąż pamiętam tamten dzień chociaż zatarciu uległy już twarze wielu osób. Nic się nie zmieniło w życiu młodych przez te wszystkie lata. …Czasem słońce, czasem chwile złe. Pierwsza miłość Pierwsze smutku łzy… Jak można to zapomnieć? Nade wszystko pamiętam przygnębiający nastrój związany z tragedią jednego z uczniów, który popisując się umiejętnością pływania przed kolegami, przecenił swoje możliwości i utonął w Brdzie, dosłownie w przeddzień zakończenia nauki. On nie doczekał wakacji i dalszej drogi życiowej. Pech? Zbytnia fanfaronada? Głupota? Kolejna piosenka, już w innym nastroju przypominała nastrój tych dni, które przed nimi: Farben – Matura

Moja dziewczyna ma dzisiaj maturę
Nie ma czasu dla mnie w ogóle
Nie śpi po nocach strasznie się boi
Szkoda mi dziewczyny mojej

hura hura – dzisiaj matura
marynara i fryzura – matura
hura hura – broniewski Stachura
marynara i fryzura – matura

Mój kolega ma dzisiaj maturę
Nie ma czasu na piwo w ogóle
Puchną oczy w gardle suszy
Szkoda mi tak młodej duszy…

Mnie też szkoda tych młodych duszy. Martwią się o wynik, co jest naturalne w tym wieku. Jeszcze nie wiedzą o tym, że na studiach będą zdawać takie matury po parę razy w każdej sesji i też będą pochłonięci nie tylko nauką, bo jest sprawą tego właśnie wieku przeżywać wszystko co wokół z dużą intensywnością.

Justyna tymczasem wkroczyła z wierszem:

Swej matury czekam tak,
Że aż tchu mi w piersiach brak.
Spać nie mogę ani jeść,
Strach to mego życia treść.

Drogi profesorze radź

Jak mam tę maturę zdać?
Czy po nocach uczyć się,
Czy rozmyślać, martwić się?

W końcówce wiersza odpowiada sama sobie słowami:

Po co ja się martwić mam
Większość zdaje, ja też zdam
Profesorze nie bądź zły
Byłeś młody wszak i ty…

W niezwykle refleksyjny nastrój wprawił nas duet gitar klasycznych Szymona i Dominika, których nawet nie podejrzewałem o taki poziom artyzmu. W nastroju tej muzyki Beata wygłosiła pożegnalny wiersz:

Do zobaczenia w dorosłym życiu
Na innej drodze, na innym szlaku.
Z bagażem wspomnień na dnie, w ukryciu
Wśród masy pytań w pełnym plecaku.

Przyszłość jak wielki znak zapytania
Pełna rozterek i niepokoju.
Bez odpowiedzi na takie pytania
W codziennej pracy, w chwilach spokoju.

Stoimy w progu tej naszej drogi
Tacy malutcy, tacy nieśmiali.
Z cichą nadzieją, by los nie był srogi
Byśmy do celu dotarli cali.

Otwarci, prawi, pełni miłości,
Idźmy odważnie przez nasze życie,
By w końcu drogi bez wątpliwości,
W lustro popatrzeć na swe oblicze.

Prawda, że tekst dobrze oddaje niepokoje i obawy typowe na tym etapie życiowej drogi? Nie daje odpowiedzi na stawiane w takich okazjach pytania, ale odzwierciedla życiowe wyzwania. Nie ma wątpliwości. Trzeba się brać z życiem za bary, bo nikt za nas tego nie zrobi. No i to lustro na końcu drogi. Nie powinno straszyć perspektywą ujrzenia w nim jakiegoś niechcianego wizerunku. Powinno pokazać osobę, którą lubimy i szanujemy.

Skończyła się akademia. Otrzymaliśmy piękne storczyki z jeszcze piękniejszymi podziękowaniami i wzajemnie życzyliśmy jak najlepszego zdania matury i dostania się na wymarzone kierunki studiów.

Wychodziłem z sali mając gdzieś z tyłu głowy piosenkę Jacka Kaczmarskiego Nasza klasa. https://www.youtube.com/watch?v=NTNcxGVgn9I
Posłuchajcie i spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego życie tak okrutnie rozprawia się z marzeniami maturzystów?

 

Święta, święta i po świętach

   Pisałem już wielokrotnie o moim rodzinnym i religijnym przeżywaniu świąt i wszystko to można znaleźć w archiwum tego bloga. Ja miałem już wczoraj swoją chwilę wspominek związanych z minionymi świętami. Padał deszcz więc znalazłem czas na sięgniecie do tamtych tekstów.  Bardzo różne to były Święta. Od tych przeżywanych jako młody tata w oczekiwaniu na narodziny mojej młodszej córki, która umyśliła sobie przyjść na świat w Wielką Niedzielę i to w czasie Rezurekcji, po te przeżywane w oddaleniu od rodziny w Chicago na „Jackowie”. Powiadają, że: święta są jak zajazd przy drodze, w którym podróżny może się posilić i odpocząć aby nabrać siły do dalszej wędrówki. Po przeżyciu tak wielu świąt uznaję to powiedzenie za swoje, bo jest w nim zawarta głęboka prawda, którą sam również wyznaję. Ile ludzi przemierza ogromne odległości, aby spotkać się w te święta z rodziną, pobyć ze sobą, pochwalić się swoimi dokonaniami, czy też po prostu wyżalić się gdy coś doskwiera, gdy coś poszło nie tak jak planowaliśmy. Wszystko to, co przeżywamy w katolickich rodzinach jest wpisane w rytuał duchowego przygotowania się do świąt. Uczestniczyliśmy wciąż jeszcze w sposób masowy w rekolekcjach i w uroczystościach Triduum Paschalnego. Chętnie braliśmy udział w przeżywaniu Drogi Krzyżowej organizowanej na ulicach większości polskich miast i wsi gdzie wygłaszane w ciemności słowa rozważań jakoś szczególnie trafiają do naszych serc i głów. To w kościele, a w domu? W domu zatrzęsienie programów radiowych i telewizyjnych mających coś do zaoferowania w temacie świąt. No i do tego prasa rozpisującą się w tematyce od wypieków świątecznych poczynając po całkiem poważne problemy tyczące samego sedna religijnego znaczenia świąt, a także istoty wiary. Jak skorzystaliśmy z tej przebogatej oferty? To już chyba jest bardzo indywidualna sprawa, prawda? Można z tych świątecznych doświadczeń wynieść niezwykle ważną naukę życiową mającą wpływ na całe przyszłe życie, a można je sprowadzić do uroczystego, co prawda, ale tylko zwykłego śniadania przedłużonego do całodobowego biesiadowania jakie przeżywamy przy różnych okazjach. Teraz przyszła pora na tego typu odpowiedzi.

   Ja w czasie świąt znalazłem chwilkę na przeczytanie zamieszczonego w ostatniej Polityce wywiadu Jacka Żakowskiego z prof. Tadeuszem Gadaczem. Tytuł: Iść po ziemi i po niebie. Wywiad jest o tym jakich rad udziela filozofia o wolności, o szczęściu i zawiłościach losu. Szczerze polecam:

http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1514992,1,wielkanocna-rozmowa-z-prof-tadeuszem-gadaczem.read

Oto kilka wątków:

Jacek Żakowski: – Umie pan żyć?
Prof. Tadeusz Gadacz: – Trudno powiedzieć. Życie nie ma instrukcji obsługi.
Spróbujmy ją napisać. U pana przeczytałem, że „żyć trzeba się uczyć”. Z czego?
Z życia. Całe życie trzeba się uczyć życia.
Można się nauczyć?
Można zdobywać umiejętności pomagające przeżyć życie sensownie. Ale to nigdy nie będzie wiedza ostateczna. W gruncie rzeczy każdy jest skazany na siebie.
Nie możemy zaczynać myślenia od kapitulacji.
Myśleć trzeba. Filozofowie, którzy są mi bliscy, często pokazywali, że życie i myślenie są nierozerwalnie związane. Życie nieprzemyślane może być życiem ślepym. Będziemy działali na ślepo, a potem sami będziemy mieli do siebie pretensję.
Jak przekombinujemy, to też. Życie na oślep nie musi być życiem złym. Może trzeba dawać wiarę impulsom, emocjom, popędom. A potem się okaże?
Takie proste to nie jest. Bo życie tworzą trzy splecione wątki. Po pierwsze, coś, co za Heideggerem można nazwać faktycznością albo scenariuszem. Plotyn porównał kiedyś życie do dramatu, który już jest napisany. Role są rozdane. Jednym pierwszoplanowe, drugim drugoplanowe, innym epizody. Nie wiadomo dlaczego. Chciałbyś być muzykiem, a nie masz słuchu muzycznego. Chciałbyś być malarzem, a nie masz talentu. Nie poradzisz.
I co wtedy?
Trzeba to zaakceptować. Szukać samorealizacji gdzie indziej. Nie wybieramy sobie czasu, miejsca, okoliczności życia. Ani tego, jacy się rodzimy. Od nas to nie zależy. Podobnie, jak druga nić, czyli los. Różne rzeczy się zdarzają. Nie wiadomo dlaczego. Jedni mają szczęście do partnerów życiowych, a drudzy nie.(podkreślenia moje)Paul Ricoeur spotkał nauczyciela, który go na całe życie ustawił.
A pan spotkał Tischnera.
I to mnie określiło. Nie wiadomo dlaczego. Naszej zasługi w tym nie ma. Ale jest jeszcze trzecia nić życia – wolność. Ona pozwala nam wpływać na życie.

 Taki jest początek niezwykle pouczającego wywiadu, w którym mistrz wiedzy filozoficznej odpowiada na pytania mistrza dziennikarstwa. Czytanie kolejnych pytań i kolejnych odpowiedzi dostarcza materiału do wielu przemyśleń . Weźmy choćby taki wątek objaśniany przez filozofa:

   Nasze życie jest przecież tak indywidualne, że jak mówił Kierkegaard – przypomina jednoosobową łódź, na którą nie można zabrać drugiej osoby. Możemy płynąć obok, ale nigdy razem. Nasze życie jest niekomunikowalne. Niezrozumiałe nawet dla nas samych…

.. Czy zatem możemy kogoś obarczać odpowiedzialnością za nasze problemy życiowe? Albo weźmy pod rozwagę takie zdanie profesora:

Dlaczego ludzie szukają adrenaliny? Żeby być pobudzeni. Ja myślę, że ciekawość jest niezmiernie ważna. Życie jest ruchem. W bezruchu życie ginie. Bocheński powiadał, że życie ma sens, kiedy dążymy do czegoś albo gdy stajemy na chwilę i przeżywamy życie. A mnie się wydaje, że jeszcze ważniejsza jest suma dobra, które się zostawia.

Dlaczego to jest ważniejsze, pyta redaktor.
– Myślę, że człowiek żyje, by być dobrym, odpowiada profesor.
Z czego to wynika?
– Nie umiem odpowiedzieć. To może wynikać z religii pokazującej dobro jako sens życia na ziemi. Albo można też po prostu tak czuć. Ja to czuję, odpowiada profesor.

 W podsumowaniu wywiadu redaktor stawia profesorowi kluczowe pytanie.
Staje przed panem człowiek i pyta: jak sobie z tym radzić? Od kogo się uczyć?
– Uczyć się od siebie. Trzeba obserwować siebie. Jeśli coś przynosi nam przyjemność, to mamy sygnał, że jesteśmy na lepszej drodze.
– Sex, drugs and rock and roll? – pyta redaktor.
– Niekoniecznie. Myślę o przyjemności, która jest zwykłą ludzką radością. Każda praca męczy, ale są prace, które nam dają satysfakcję czy poczucie spełnienia. Trzeba tego szukać. Sprawdzać, na jakiej drodze się spełniam. Szukać swojego złotego środka, który za każdym razem będzie w innym miejscu. Może to jest dramatyczne, ale też jest piękne. Bo każdy dzień i każdy wybór jest inny. Gdybyśmy byli kolejką, która może jechać tylko po ułożonych przez kogoś innego torach, to życie byłoby straszne, beznadziejne, nieludzkie..

Wesołego po świętach

  

Niemęskie wzruszenia

   Zapisałem sobie kiedyś na karteluszku – jak to coraz częściej mi się zdarza, słowa piosenki, które szczególnie zapadły mi w ucho. Urzekły mnie swoją prostotą więc pomyślałem o wykorzystaniu ich przy okazji pisania czegoś, a propos. Dzisiaj szukając w „mojej kancelarii”- jak nazywam mój podręczny zbiór karteluszek – jakiejś wolnej karteczki natrafiłem na tamtą notatkę. Czytam:

 

Kocham i tęsknię

Chociaż to takie niemęskie.

 

Wiecznie się wzruszam i mięknę

Chociaż to takie dziewczęce

 

   Dość dużo czasu upłynęło już od sporządzenia tej notatki. Wiele razy gdy wpadała mi w ręce, to zawsze myślałem ciepło o autorze, który tak pięknie ujął problem dręczący chyba wielu twardzieli. Uczono nas od dzieciństwa jak zachować kamienną twarz i nie okazywać uczuć. Chłopaki nie płaczą, prawda? Co z ciebie za facet ? Ty mięczaku…, pytali ironicznie lub czynili nam podobne zarzuty koledzy, brat, czy nawet rodzice. Wzrastaliśmy w przeczuciu, że tak powinno być. Facet musi być twardzielem. Jedynie kobiecie uchodzi wzruszanie się i płacz, nawet podczas oglądania filmu. Jeśli my sami podlegamy jakimś silnym wzruszeniom, to ukradkiem ocieramy pocące się oczy, tak, aby nikt nie zauważył.

Wszyscy wiedzą, że płacz oczyszcza z zabójczych emocji. To również dzięki temu wentylowi bezpieczeństwa kobiety łatwiej znoszą stres, a to procentuje znacznym wydłużeniem ich życia. To my, faceci staliśmy się słąbą płcią i pewnie swoim kobietom zawdzięczamy to, że nie jest z nami jeszcze gorzej.

   Wielokrotnie już pisząc na blogu o szczególnie poruszających historiach wspominałem o tym, jak ja sobie radzę z nadmiarem wilgoci pod powiekami. Myślę, że każdy facet, podobnie jak ja wypracował sobie jakąś metodę służącą temu samemu celowi. Po co jednak  stosować te maskujące gry?

Życie dostarcza każdemu tyle przeżyć i różnych emocji ile tylko można wytrzymać. Gdy się rozejrzeć wokoło to stwierdzimy, że „Nie ma kącika, bez krzyżyka” jak mawiał mój znajomy. Czy nie pora zerwać z wpychaniem już małych dzieci w ramki streotypowych zachowań, czy też zabaw tylko dla dziewczynek lub tylko dla chłopców?. Przecież mamy już zupełnie inny świat niż ten, w którym rodziły się owe stereotypy. Nie ma już zajęć typowo męskich, czy kobiecych, a nawet opieka nad dziećmi i prowadzenie domu coraz częściej przypada w udziale tatuśkom, prawda?

   Dzisiaj, przy okazji słuchania reportażu radiowego pod tytułem „Renia” znowu uległem silnemu wzruszeniu. Na szczęście byłem sam i nawet żona nie przyłapała mnie na tej niemęskiej słabości charakteru. W sekrecie powiem, że rzecz dotyczyła dziewczynki z porażeniem mózgowym, która pisze wiersze, komponuje do nich muzykę i pięknie śpiewa, a nade wszystko pięknie mówi. O czym ona mowiła? Otóż jej marzeniem jest pozyskanie akceptacji dla jej inności. Ona marzy o przyjaciołach, dla których będzie po prostu jedną z wielu. Trochę inną ciałem, ale taką samą jak pozostali ludzie we wszelkich innych kategoriach wartościowania ludzi. Ona też cierpi z powodu odrzucenia i pyta się Boga dlaczego dał jej takie niedoskonałe ciało. Nie pyta dla samego czynienia Bogu wyrzutów. Sama poszukuje odpowiedzi na tak trudne pytanie i potrafi sobie odpowiedzieć, że …”wszystko jest po coś”. Ona żyje w jakimś Bożym projekcie po coś. I robi bardzo dużo dla takich jak ona bo oswaja nas wszystkich z faktem, że ktoś niepełnosprawny ma z tym wielki poblem. Wpada w depresję i traci sens życia. Na pewno wszyscy o niej nie raz usłyszymy, bo jest nagradzana za swoją twórczość, i to nie tylko w kraju.

   Dlaczego akurat wtedy włączyłem radio? Czy to, że usłyszałem akurat ten fragment reportażu też był jakimś nieodgadnionym projektem?

Po ostudzeniu emocji odszukałem karteluszek z cytowanymi wcześniej urywkami piosenki i odszukałem w przegladarce cały utwór. Jest to piosenka zespołu Happysad pod tytułem Lęki i fobie

http://niu.nia.wrzuta.pl/audio/a1HvZdZV6UZ/happysad_-_leki_i_fobie#none

Dla tych, którzy nie mają możliwosci odtworzenia utworu cytuję cały tekst.

kocham i tęsknię
chociaż to takie niemęskie
rozumiem współczuję
chociaż się czuję niezręcznie
na zmianę ufam i wątpię
chociaż to takie nierozsądne
a łzy to ja ci powiem
ja ich nie wylewam za kołnierz
powiedz mi powiedz swoje lęki i fobie
i wiecznie się wzruszam i mięknę
chociaż to takie dziewczęce
a ty śmiejesz się ze mnie
a ja usycham i więdnę
powiedz mi powiedz swoje lęki i fobie

No i powiedzcie sami, czy zawalił się świat gdy facet zaśpiewał takie słowa? Może gdzieś zagrzmiało? Może zarechotali nerwowym śmiechem jego koledzy wyznający mimo wszystko zasadę, że facet powinien być twardy?

 

Ach, ta młodzież…

   Poruszam dość często tematykę związaną z młodzieżą, bo to jest dziedzina, w której istnieję zanurzony po szyję już ponad 25 lat.  Nawet ja, mimo, że dość późno zacząłem pracę w szkole doczekałem się drugiego już pokolenia, czyli uczniów moich dawnych uczniów kierujących swoje dzieci do szkoły, którą sami kończyli.  Sporo zmian w postawach młodych ludzi zaobserwowałem na przestrzeni tego ćwierćwiecza.  I to nie zawsze zmian na lepsze.  Staram się czytać wszystko, co dotyczy tematyki szkolnej.  Poddaję to później konfrontacji z opinią uczniów po to, aby zweryfikować oceny ekspertów, jak i własne poglądy i obserwacje.  Stąd między innymi czerpię inspiracje do następnych opowieści.  Tak było i z ostatnim tekstem, który dzięki temu, że był polecony przez Onet.pl przeczytało kilka tysięcy osób.  Kilka osób zabierających głos w sprawie uzupełniło moją wypowiedź o własne spostrzeżenia i przemyślenia, które bardzo wzbogaciły ten wątek.  Warto do nich zajrzeć. Czytaj dalej

Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą…

   Jakoś tak początkiem marca usłyszałem w radio, po raz pierwszy piosenkę, z której pochodzi tytuł dzisiejszego posta. Jest to część refrenu powtarzanego wielokrotnie w tej zgrabnie napisanej i zaaranżowanej piosence.  Szczególnie spodobało mi się określenie zawarte w dalszej części refrenu: Naturę mają coraz bardziej samczą, więc Ty się lepiej strzeż!  Postanowiłem wtedy sobie to zapisać, aby nie zapomnieć. Czytaj dalej

Przerwane uroczystości – wspomnienie sprzed lat

   Zbliżamy się do obchodów kolejnej rocznicy tragedii smoleńskiej. Skonkretyzowano już szczegółowe plany obchodów rocznicy i właśnie dopina się ostatnie szczegóły organizacyjne we wszystkich środowiskach planujących wspólne, czy też indywidualne przeżywanie narodowej tragedii.Sytuacja robi się coraz bardziej gęsta, bo mimo zdecydowanego poróżnienia się polityków wciąż sięga się po nowe oskarżenia i poszukiwanie winnego spowodowania, czy też przyczynienia się do tamtego nieszczęścia. Ujawniane są nowe okoliczności, na podstawie których buduje się wciąż nowe zarzuty i teorie. Media prezentują coraz więcej materiałów wspomnieniowych, które coraz pełniej pokazują drogę jaką wszyscy przez ten czas przeszliśmy. Czytaj dalej

Marycha,gandzia, gras, zioło jako lek na wszystko?

   Parlament po burzliwej dyskusji uchwalił zmianę ustawy o zapobieganiu narkomanii dopuszczając posiadanie do osobistego użytku niewielkie ilości marihuany.Czy ta zmiana ułatwi działalność organów powołanych do zwalczania narkomanii? Czy zniesie zbytnią opresyjność naszego prawa, które nie dopuszczało posiadania jakiejkolwiek ilości narkotyków, nawet dla celów szkoleniowych jakie prowadziła Policja? Czy wolność wyrażająca się w prawie do korzystania z używek typu papierosy czy alkohol, na równi z paleniem skrętów zaowocuje czymś pozytywnym? Czy ta nagle odzyskana wolność pociągnie za sobą wzrost narkomanii, a zatem i liczby osób uzależnionych od narkotyków? Pytania, pytania, pytania, na które na razie brak odpowiedzi. Poczekamy, zobaczymy. Czytaj dalej

2 kwietnia – przed 10 kwietnia

2 kwietnia 2014 r. napisałem:
2 kwietnia , to kolejna dziewiąta już rocznica śmierci Jana Pawła II. Kościół będzie koncentrował uwagę na osobie JP II,  którego żegnaliśmy słynnym zawołaniem: Santo Subito …a już (dopiero?) teraz te słowa staną się ciałem. Politycy – zwłaszcza na prawicy, szykują się do przeżywania innej zgoła rocznicy , która …”10 kwietnia połączyła Polaków w przeżywaniu bólu związanego z  tragedią jaką zakończył się lot do Katynia via Smoleńsk”. Może warto wspomnieć tamten czas? Polecam tekst z 2011 roku:
2 kwietnia – przed 10 kwietnia 2011 r.
Przeczytałem dziś rano w Onet.pl wywiad z ks. Adamem Bonieckim dotyczący szóstej rocznicy śmierci Jana Pawła II . Już sam tytuł mówi wiele o jego zawartości: „Jan Paweł II zmienił bieg świata, ale pamięć o nim będzie słabła”. Przeczytałem z uwagą wypowiedzi księdza, którego każda wypowiedź ma tę dodatkową wartość, że jest Jego wypowiedzią. Za tę niezależność – choć nie tylko za to, stawiam go w tym samym szeregu i tuż obok ks. Prof. Józefa Tischnera, bp. Pieronka, a także innych duchownych, których lepiej nie wymieniać z nazwiska. Wymienieni zasługują na szczególne uznanie za swoją mądrość, skromność, i wyważone sądy różniące się znacznie od postaw i wypowiedzi innych hierarchów zbytnio przesyconych, jak na mój gust, zasadą politycznej poprawności. Ks. Adam Boniecki, chyba dzięki właśnie tym zaletom umysłu i ducha wielokrotnie częściej pojawiał się w filmie Jan Paweł II – Szukałem Was… na który wybrałem się z moimi uczniami LO. Ostatni mój tekst zamieszczony na tych łamach dotyczył właśnie moich, a także uczniowskich odczuć jakie wynieśliśmy z filmu – może właśnie również dzięki temu, co tam opowiadał o Papieżu ks. Adam Boniecki. Oczekiwałem na jakąś dyskusję publikujących w Dziennikarstwie obywatelskim i komentujących zamieszczane tam teksty , ale niestety w tym oczekiwaniu srodze się zawiodłem. Mamy taki czas i upodobania, że piszemy i zawzięcie komentujemy przygotowania do tej drugiej rocznicy przypadającej na 10 kwietnia, a zupełnie przemilczamy tę pierwszą datę 2 kwietnia – rocznicę śmierci Jana Pawła II. Cytujemy pogrążonego w nieutulonym bólu Jarosława, który po raz 12- ty (miesięcznice) będzie świecił znicze, rozkładał portrety świętej pamięci Brata i Bratowej, wznosił wezwania do walki i podsycał nienawiść do przeciwników politycznych, ustawiał prowizoryczne krzyże w miejscu gdzie Polaków połączyła żałoba – bo nikt mu nie powie jak ma swój żal obnosić. Nawet Adam Małysz. Nikt lub prawie nikt nie zajmuje się ta pierwszą rocznicą, a jeśli nawet to te teksty są bojkotowane i zbywane milczeniem. Dlaczego?
Dziennikarz prowadzący cytowany wywiad zadał ks. Bonieckiemu pytanie:
– Wydawało się, że po katastrofie smoleńskiej Polakom udzieli się atmosfera pojednania, a po roku od tej tragedii rowy nienawiści wydają się być jeszcze głębsze niż przed 10 kwietnia 2010 r. Oto odpowiedź:
– Chciałbym, żeby posłuchano apelu biskupów wzywających do zakończenia żałoby, ale przede wszystkim wzywających do zakończenia podziałów politycznych. Niech politycy przestaną wykorzystywać katastrofę smoleńską. Ten głos biskupów odwołuje się również do doświadczeń związanych ze śmiercią Jana Pawła II. Jak głos proroków historii Starego Testamentu często przynosił zmiany, ale także często nie był wysłuchiwany i to się zwykle kiepsko kończyło dla tych, którzy proroków nie chcieli słuchać.
Dzisiaj, organizatorzy obchodów rocznicy śmierci Jana Pawła II zachęcają do zapalenia zniczy i zgaszenia świateł o 21.37 czyli w godzinę śmierci wielkiego – w skali tysiąclecia – Polaka. W miejscach gdzie Polaków łączyła żałoba odbędą się modlitewne spotkania. Zapewne wielu z nas pójdzie na taki wieczorny spacer i pobędzie tam z innymi, aby wspominając to co czuł w owym pamiętnym dniu wrócić bogatszym o nowe przemyślenia na temat tego co ważne w życiu. Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński ze swoją gwardią przyboczną też odwiedzi takie miejsca i spłynie na niego jakieś olśnienie. Ja wierzę, że: Wszystko jest po coś… Znaj proporcją, mocium panie Jarosławie.

PS.
Obserwując dzisiejsze obchody 11 rocznicy śmierci Jana Pawła II , porównajmy je z tymi, które szykuje zwycięska partia pod wodza  niezwyciężonego prezesa Jarosława na dzień 10 kwietnia. Co prawda nie będzie zapowiadanego „Marszu miliona” , ale będą inne atrakcje. Warto o tym porozmawiać

 

Wiosenny Kraków

     

   Krokusy na Plantach w Krakowie

 

   Zaplanowany przed miesiącem na dzień 30 marca wyjazd do teatru w Krakowie doszedł do skutku ( nauczyciele dbają o rozwój i co jakiś czas wyjeżdżają wspólnie do teatru). Był to zarazem dzień urodzin mojej Ani, a w dodatku niezwykle piękny, wiosenny dzień. Obie te okoliczności były niezwykle ważne dla mnie jako, że Ania mieszka w Krakowie, a ja miałem kilka godzin wolnego czasu do zaplanowanego na wieczorne godziny spektaklu „Chory z urojenia” granego w Teatrze im J. Słowackiego. Autobus podjechał w pobliże Barbakanu. Wszyscy rozeszli się za swoimi sprawami, a ja wyposażony w mapę i aparat fotograficzny postanowiłem nadrobić prawie sześcioletnie zaległości i niczym nie popędzany przejść się szlakiem królewskim, poprzyglądać się zmianom jakie zaszły w tym czasie, pooddychać atmosferą przepięknego Krakowa. Nareszcie miałem na to czas. Wędrówka po zaplanowanej trasie zajęła mi prawie 2 godziny, gdyż zatrzymywałem się dość często, aby robić zdjęcia niemal wszystkiemu co mnie zachwycało lub przynajmniej mogło wzbudzać zainteresowanie moich dzieci i wnuków. Do takich obiektów zaliczam na przykład konie chodzące majestatycznie w pięknych zaprzęgach po rynku i przyległych ulicach. Przepadają za nimi chłopcy Małgosi, a już specjalnie moja mała krakowianka Marysia. Wdzięcznym obiektem do fotografowania są również gołębie, szczególnie w trakcie dożywiania chlebem, czy preclami, z których nigdy nie potrafię zrezygnować. Myślę, że centrum Krakowa bardzo zyskuje na obecności zaprzęgów konnych, bo to jest przecież ścisłe nawiązanie do stylu epoki. Znacznie korzystniej na tle zabytkowej zabudowy prezentuje się powóz ciągniony przez konie w paradnej uprzęży niż najładniejszy nawet samochód. Znacznie milszy jest stukot końskich kopyt o kostkę brukową niż warkot silnika spalinowego, a nawet sam widok pojazdów akumulatorowych przeznaczonych do obwożenia turystów, których parkingi upchnięto gdzieś blisko, jednak już poza rynkiem. Do tego jeszcze dopowiem, że przeglądając w domu zdjęcia zrobione w Krakowie dostrzegłem takie sytuacje, w których zdjęcie zaprzęgu można śmiało datować na bardzo odległe lata, gdyż w tzw. planie nie ma niczego, co mogłoby zdradzać współczesność. Nie widać kabli, reklam, anten telewizyjnych, słowem niczego, co jest typowe dla symboliki czasów współczesnych. Podejrzewam, że jest to zamierzony efekt, a jeśli rzeczywiście tak jest, to tylko przyklasnąć włodarzom miasta za tak staranne planowanie zagospodarowania ścisłego centrum miasta.

   Spotkanie z moimi paniami odbyło się na Plantach w pobliżu Wawelu. Wzdłuż alejki, którą przyjechała Ania pchając wózek ze śpiącą Marysią przebiega pas osłoniętego od wiatru trawnika, nad którym wznosiły swe kolorowe główki licznie tu posadzone krokusy. Wielu turystów zatrzymywało, się aby uwiecznić ten dość niezwykły widok. Niektóre drzewa mają już mocno nabrzmiałe pąki, co jest sygnałem, że lada dzień wybuchnie tu prawdziwa, zielona wiosna. W tej dziedzinie Kraków miał zawsze zauważalną przewagę nad moimi stronami gdyż jest tam znacznie cieplej, a więc i wegetacja roślin rusza wcześniej niż gdzie indziej. Marysia budząc się z drzemki otrzymała niespodziankę w postaci spotkania z dziadzią, którego się nie spodziewała. Wspólna kolacja, lody i pogaduchy sprawiły, że czas przeznaczony na rekreację szybko minął. Teatr też mi wypiękniał w czasie tych kilku lat nieobecności. Andrzej Grabowski grający główną rolę w komedii stanął na wysokości zadania bawiąc widownię swoimi typowymi dla niego środkami wyrazu. Czas przeznaczony na kontakt ze sztuką szybko minął. Powrót do domu i prowincjonalnej rzeczywistości przyniósł wytchnienie dla nie przyzwyczajonych do długich spacerów nauczycielskich nóżek. Rodzi się zarazem tęsknota do częstszego i nie tylko naskórkowego kontaktu z miastem, które obok widoków zabytkowej architektury oferuje przecież znacznie więcej