Spotkań z ludźmi ciąg dalszy

Dzisiaj, to jest 23 lutego świat obiegła tragiczna informacja o tragicznej śmierci Aleksandra Doby, który trzykrotnie przepłynął Atlantyk w samotnym rejsie kajakiem, a po powrocie do kraju realizował kolejny swój projekt, czyli wyprawę na Dach Afryki, słynną górę Kilimandżaro. Szczerze podziwiałem człowieka, który będąc moim rówieśnikiem udowadniał światu wiele prawd o możliwościach człowieka.
Dzisiaj pochylając się nad Jego pamięcią i wyczynami jakich dokonał chciałem przypomnieć opis spotkania z Nim w Muzeum Polskim w Chicago w jakim miałem zaszczyt uczestniczyć w 2016 roku

Tatulowe opowieści

   Kontynuując wątek spotkań z ludźmi, w kolejnej opowieści chciałem napisać o wrażeniach ze spotkania z Aleksandrem Dobą, który właśnie dzisiaj zamierza wypłynąć spod Statuy Wolności w Nowym Jorku w swoją trzecią już samotną podróż przez Atlantyk https://www.facebook.com/RadioSzczecin/

Spotkanie z tym wyjątkowym człowiekiem odbyło się w Muzeum Polskim w Chicago. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności uczestniczenia w nim. Dzięki pomocy mojej Małgosi miałem nawet miejsce w pierwszym rzędzie widowni, tuż obok żony podróżnika, pani Gabrieli. To Małgosia odstąpiła mi swoje krzesło i dzięki temu mogłem słuchając Gościa wieczoru jednocześnie zrobić setkę zdjęć, porozmawiać z panią Gabi, przyglądać się reporterom szukającym tego najlepszego ujęcia, „które oddawałoby charakter pana Aleksandra” – jak to ujęła zaprzyjaźniona pani Julita – fotograf PMA. Tu właśnie – jako że mam problem z pochwaleniem się własnymi zdjęciami (ograniczenia portalu Onet) posłużę się linkiem do tekstu Dariusza Lachowskiego reporażysty Dziennika Związkowego, który przedstawił własny punkt widzenia na wyczyny…

View original post 505 słów więcej

Takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie – kontynuacja

Przemysław Czarnek Minister Edukacji i Nauki

W 2017 roku przeżywaliśmy wdrażanie w życie zapowiadanej w kampanii wyborczej naszej przewodniej partii reformę naszej oświaty. Co zapowiedzieli, to i zrealizowali likwidując gimnazja, zmieniając programy nauczania, a w konsekwencji również zmieniając podręczniki. Reformy – nazywanej niemal powszechnie deformą prawie nikt wtedy nie chwalił, a dzisiaj już prawie wszyscy znający się na rzeczy jawnie krytykują.
Gimnazja zniknęły, a wkrótce będą zdawali maturę licealiści uczący się „po nowemu”. Wtedy będą możliwe jakieś głębsze oceny funkcjonowania naszych szkół. Uczelnie zweryfikują „na wejściu” narybek jaki wtedy do nich trafi, a w dalszych latach okaże się, czy odnotowaliśmy postęp, czy regres.
Pisałem o tym problemie, a tekst był opatrzony tym samym co dzisiejszy  tytułem. Zapraszam do wspominek: https://tatulowe.wordpress.com/2017/01/05/takie-beda-nasze-rzeczypospolite-jakie-mlodziezy-chowanie/
Sporo dzieje się wokół nas i to w zakresie dotyczącym  takich ważnych spraw, że oświata przy nich, to mało znaczący problem. Dodatkowo przeżywamy paraliż utartych wielowiekową tradycją znanych form nauczania i teraz praktycznie nie znamy efektów nauczania On Line. Co bardziej spanikowani obserwatorzy mówią o załamaniu poziomu oświaty, a ministerstwo już pracuje nad złagodzeniem wymagań dla abiturientów szkół podstawowych i średnich. Rachunki i wskaźniki muszą się zgadzać, prawda?
Co dzisiaj wydaje się szczególnie istotne, to ujawniane sukcesywnie zamiary dalszej reform nauczania, obejmującej całą populację uczących się  „Od przedszkola do momentu osiągania najwyższych poziomów i tytułów naukowych”. Dzisiaj za tak szeroki odcinek naszego obecnego i przyszłego życia społecznego Narodu odpowiada jeden Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek, którego pierwszą decyzją personalną było zwolnienie pani odpowiedzialnej za programy nauczania. Obecnie już znamy skład zespołu powołanego do weryfikacji programów nauczania i podręczników, a nawet poglądy tych ludzi.
Zaczyna się to od reformy nauczania języka polskiego, historii i WOS, a za nimi pójdą pewnie inne przedmioty.
Opozycja jednoznacznie ocenia kierunek postulowanych zmian jako cofający Polskę do czasów Średniowiecza. Czas pokaże kto ma rację.
   W tej atmosferze niepewności natknąłem się dzisiaj na ciekawy artykuł dotyczący nauczania właśnie, na który chciałem zwrócić uwagę. Już słowo wstępne określa jego problematykę. Czytamy tam co następuje:
Ponad połowa Polaków wybrałaby dla swojego dziecka szkołę prywatną lub społeczną, gdyby tylko było ich na to stać. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez Ipsos na zlecenie portalu oko.press.
 – To być może jeden z najsmutniejszych sondaży na świecie – komentuje Paweł Lęcki, nauczyciel języka polskiego w sopockim LO”
LINK:
Najwięcej zwolenników płatnej edukacji jest wśród wyborców Polski 2050 Szymona Hołowni, 65 proc. z nich właśnie do takiej szkoły chętnie posłałoby swoje dziecko. Wśród wyborców Lewicy odsetek takich osób wynosi 59 proc, a wśród zwolenników Konfederacji oraz Koalicji Obywatelskiej po 56 proc. Oko.press zwraca uwagę na zaskakujące – zdaniem portalu – odpowiedzi wyborców PiS.
 – Aż 44 proc. z nich wolałoby, żeby ich dziecko nie chodziło do szkół zreformowanych przez minister Annę Zalewską
pisze dziennikarz portalu.
Trudno cytować większe partie tego tekstu, ale nie szczędzi się w nim krytyki naszego systemu kształcenia zawartego w takich słowach:
Polskie szkoły to fabryki. Klasy to co najmniej trzydziestoosobowe zakłady pracy. Młodzi ludzie przebywają w nich najczęściej od 8 do 16, niezależnie, czy stacjonarnie, czy przed komputerem. W niektórych szkołach nawet podbijają kartę na wejściu i wyjściu, co oczywiście jest próbą dbania o bezpieczeństwo, ale metaforą jest smutną…

Finalne podsumowanie tego opracowania brzmi następująco:
Gdy Ministerstwo Edukacji i Nauki zajmuje się światłem Ewangelii, warto zadać sobie pytania, czego tak naprawdę oczekujemy od edukacji i dlaczego nie rozumiemy, jak bardzo jest ona ważna, w zasadzie najważniejsza na świecie. Powinna przy okazji kwestii naukowych uczyć empatii, otwartości na świat, krytycznego myślenia, odwagi w wyrażaniu poglądów przy zachowaniu elementarnego szacunku wobec innych, o ile ci nie gardzą tym, czym jesteśmy i mówimy, powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i rzetelne dane dotyczące świata teraz i z przeszłości. Powinna wybiegać w przyszłość, gdyż młodzi ludzie, gdy wyjdą ze szkoły, to znajdą się w przyszłości. Brak zaufania do szkoły jako takiej, takiego modelu edukacji jest ważnym sygnałem, którego nie można lekceważyć. Paradoksalnie, daje on nadzieję na przyszłość, o ile wyniknie z niego coś dobrego i konstruktywnego.
  Usłyszałem dzisiaj w radio informację o tym, że Nowy Polski Ład nazywany Planem Morawieckiego ma być ogłoszony już w początkach marca. Obejmuje podobno 16 filarów, w tym i edukację mającą uczynić Polskę krajem nowoczesnym i otwartym na wyzwania jakie niesie pędzący coraz szybciej świat.

Nowy Polski Ład

Premier ogłasza nowy plan pod nazwą „Nowy Polski Ład”.
Jego nazwa jeszcze nie wryła się w pamięć słuchaczy i oglądaczy. Może dlatego warto przypomnieć o takim samym amerykańskim planie, z lat trzydziestych ubiegłego wieku, który się powiódł i wyratował USA z okowów wielkiego kryzysu. Oto co napisano w Wikipedii na temat New deal: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Nowy_%C5%81ad?fbclid=IwAR36RC9IJ-elqqSKXwQi47PZRYWlr6VohS6hfsuWrZgtKXdtb2upizF_GNo
Czyżby sytuacja Polski była podobna do ówczesnej sytuacji USA???
Gospodarka Polski ma się świetnie (wg. premiera).
   Moją pierwszą reakcją na temat nowego planu była potrzeba przypomnienia sobie na czym ten słynny amerykański plan polegał. Poszperałem więc w przepastnym Internecie, aby znaleźć jakieś informacje na temat podobieństw naszej aktualnej sytuacji społecznej i ekonomicznej do ówczesnej sytuacji USA.
Podobieństw nie znalazłem, może poza jednym. Tam był wielki krach na giełdzie powodujący gwałtowny spadek wartości akcji, bankructwa bardzo wielu firm, wielkie bezrobocie i groźne tego skutki społeczne.
U nas nie znane jeszcze realne skutki lockdownu wywołanego walką z pandemią. Ponieważ skutki kryzysu wywołanego groźnym czynnikiem COVID – 19  mogą przekraczać wszelkie dotychczasowe kalkulacje, to koniecznym się staje dokonanie wyprzedzającego ataku i przy wykorzystaniu pieniędzy wynegocjowanych w UE dokonanie gruntownej przebudowy i unowocześnienia naszej gospodarki. Stąd potrzeba przygotowania Nowego Polskiego Ładu https://wydarzenia.interia.pl/polska/news-premier-mateusz-morawiecki-oglasza-nowy-polski-lad,nId,4996369  Oto co m.in. przeczytamy w artykule:
W styczniu przedstawimy kompleksowy plan społeczno-gospodarczy – zapowiedział w grudniu premier Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem trzeba pomyśleć już dzisiaj o tym, jak świat może wyglądać za dwa, pięć, dziesięć lat, i przystosować procesy legislacyjne i inwestycyjne do tego świata. – Cel to sprawić, by Polska odnalazła się w tym świecie jak najlepiej – podkreślił.
Komentujący to wydarzenie eksperci podkreślają m.in.:
Polska potrzebuje gruntownej zmiany prawa gospodarczego, systemu podatkowego, emerytalnego, sądownictwa, usług publicznych, rynku pracy, zapewnienia infrastruktury niezbędnej do rozwoju społeczeństwa informatycznego (powszechnego Internetu) i do zmierzenia się z problemami demograficznymi – piszą z kolei autorzy raportu „Plan odbudowy gospodarki po kryzysie COVID-19”, przygotowanego przez Fundację Warsaw Enterprise Institute. Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-kazmierczak-polska-musi-znalezc-swoje-nisze-i-zreformowac-us,nId,4986687#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
Szczegółów Nowego Ładu jeszcze nie znamy. Ze względu na niezwykłą złożoność problemów jakie muszą być w tym planie rozstrzygnięte ogłoszenie planu ma nastąpić za kilka tygodni.
Tymczasem pojawiają się już pierwsze opinie ludzi biznesu. Oto wypowiedź jednego z nich:
https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-kazmierczak-polska-musi-znalezc-swoje-nisze-i-zreformowac-us,nId,4986687

Co należy robić, by z kryzysu wyjść wzmocnionym? Oto odpowiedź:
– COVID-19 pokazał w jakim stanie są usługi publiczne. Pierwsze czym rząd powinien się zająć to naprawa służby zdrowia. Nie chodzi nawet, żeby więcej pieniędzy tam wrzucać, bo tych jest coraz więcej, ale jakość usług z punktu widzenia obywatela się nie poprawia. Teraz wszyscy widzą co się dzieje. Służba zdrowia umywa ręce i niczym nie chce się zajmować poza covidem.
– Zmian wymaga edukacja. Cyfryzacja tak samo. Biznes sobie poradzi pod warunkiem, że będzie miał dobre warunki do działania. Sporo jest tu do zrobienia, jak chociażby uproszczenie podatków. Nie mówię, że mają być one niższe. Jeśli te dwa warunki zostaną spełnione: lepsze warunki prawne do działania i proste podatki, to firmy, które już dzisiaj radzą sobie świetnie, będą działać jeszcze lepiej. Przypominam, że ostatnie 10 lat były najlepsze w historii Polski. Nigdy tak dobrze nie było. Polacy nigdy nie byli tak relatywnie tak bogaci w odniesieniu do Zachodu Europy czy USA. Różnica jest najniższa w historii. To są wielkie rzeczy.
Czyli ta nowa polityka gospodarcza, to nie tylko plan na zagospodarowanie miliardów euro z funduszu odbudowy UE, ale też szansa na szersze spojrzenie? – zapytał dziennikarz i uzyskał taką odpowiedź:
– Według mnie tak. Pieniądze z tzw. Recovery Fund są dość znaczone, tj. można je wydawać na cele, które preferuje Unia Europejska. Dużo bardziej z tego skorzysta stara Unia niż Polska. Niemniej, to znacząca pomoc i bardzo ważna. Na końcu pieniądze trafią do gospodarki i przedsiębiorców. – Szerzej, czyli na wzór Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju? – drążył dziennikarz…
Trudno to określić. Premier przykłada do tego wielką wagę i liczy na duży impuls modernizacyjny. I tylko wtedy będzie to miało sens, jeśli nowy ład społeczno-gospodarczy będzie wielkim impulsem rozwojowym, dzięki któremu moglibyśmy dokonać co najmniej tyle, co w ostatnim 10-leciu.
   Planowanie, konsultacje i międzypartyjne uzgodnienia dopiero się rozpoczynają i wiele kwiecistych mów uzasadniających różne racje jeszcze usłyszymy.
Jak dotąd nie udawało się nam opracować zwartego, wewnętrznie uzgodnionego planu, który dałoby się wdrożyć w życie. Może z wyjątkiem budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego zrealizowanego w latach międzywojennych. Zawsze coś (lub ktoś) przeszkadzał w tym aby konsekwentnie osiągać postawione cele.
Tak było z realizacją różnych planów w okresie PRL i dalszymi próbami przebudowy i modernizacji poszczególnych sektorów lub nawet całej gospodarki już w czasach gospodarki rynkowej.
  Jako wybitnie negatywny przykład niech posłuży Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, którą opracował (podobno) Mateusz Morawiecki – wtedy wicepremier i szef kilku resortów w rządzie Beaty Szydło.
Miało powstać wiele nowych gałęzi przemysłu umożliwiających produkcję miliona samochodów elektrycznych rocznie, produkcja dronów o różnym, w tym wojskowym przeznaczeniu, produkcja sprzętu pozwalającego zmodernizować nasze siły zbrojne i czego tam jeszcze nie było???
Nic z tego nie udało się zrealizować, a buduje się (o dziwo) nie ujęte w Strategii zadania jak: przekop Mierzei Wiślanej, Centralny Port Lotniczy, ponowną budowę rozwalonego wcześniej jako nieudanego portu lotniczego w Radomiu…
Buduje się podobno –  i to od wielu lat elektrownię jądrową, co ma przynieść rozwiązanie ogromnego problemu naszej przyszłej zeroemisyjnej energetyki.
O strategii Zrównoważonego Rozwoju pisałem w czasach, gdy ją uchwalono doszukując się zbieżności z Planem dla Polski jaki wcześniej ogłosił Forbes.
Zapraszam do lektury: https://tatulowe.wordpress.com/2016/03/07/czytam-czytam-i-oczy-przecieram/

Czad – znów dał czadu…

„Jedynka” Polskiego Radia, której słucham ciurkiem, moim zdaniem dobrze spełnia założoną dla mediów publicznych misję edukacyjną.
Jako były belfer zajmujący się przez niemal ćwierćwiecze edukacją dla bezpieczeństwa odnajduję w programach radiowych „Jedynki” wiele informacji mieszczących się w programie tego przedmiotu. Przez rok cały słyszę potrzebne ludziom informacje dotyczące niemal wszystkiego, co może zagrażać indywidualnemu, a i zbiorowemu  poczuciu bezpieczeństwa, za którym każdy tęskni. Teraz mamy zimę, a więc nadstawiam ucho gdy omawiają zasady przygotowania pojazdu do jazdy w zimie, gdy ostrzegają przed niepogodą, zatorami i wypadkami na drogach, uczulają przed niebezpieczeństwem zbyt cienkiego lodu, lub zbyt cienkiego ubrania wskazując na coraz modniejsze morsowanie na mokro i na sucho….
  Jednym z sezonowych zagrożeń związanych z okresem grzewczym jest też bohater dzisiejszej opowieści, czyli czad. Około setki ludzi ze wszystkich przypadków odnotowywanych w skali roku nie udaje się w Polsce wyratować, nawet przy natychmiastowej pomocy domowników, ratowników i szpitalnej służby zdrowia. Cichy, bezwonny produkt niedoskonałego spalania gazu, ale i innych paliw, wdychany np. w czasie kąpieli (piecyki gazowe) lub snu doskonale, bo ponad dwieście razy łatwiej niż czyni to tlen, łączy się z hemoglobiną w trwałą strukturę, która już później nie bierze udziału w transporcie tlenu i dwutlenku węgla w organizmie. Brak tlenu przynosi osłabienie, senność, wreszcie utratę przytomności, po której sami już nic nie możemy zrobić. Może nam pomóc ktoś z domowników, jeśli w porę zauważy niepokojącą ciszę w łazience, jeśli wywietrzy pomieszczenie lub wyniesie nas na świeże powietrze, wezwie pogotowie, jeśli to pogotowie natychmiast przyjedzie i już w drodze zastosuje tlenoterapię i jeśli szpital ma warunki prowadzenia potrzebnej terapii… Spory łańcuszek ludzi dobrej woli musi się zaangażować, aby uratować pechowca, który chciał przecież dobrze… On tylko lubi poleżeć sobie w wannie, a przy tym lubi ciepło, więc nic dziwnego, że przytkał kratkę wentylacyjną…
Nie tylko łazienki są przyczyną tragedii. Takim miejscem są również kotłownie, które jeśli mają komin wywiewny, to muszą mieć nawiew, czyli czerpnię powietrza podtrzymującego spalanie w piecach. To że wpada nimi chłodne powietrze z zewnątrz nie może uśpić naszej czujności, tak jak usypia nas czad, który wtedy właśnie się wytwarza i rozpełza się po całym domu i usypia… Nawet dość skutecznie.
Przepraszam jeśli przynudzam takim rzeczy przedstawianiem, ale nie wszyscy sięgają choćby do Wujka Google, aby przeczytać co to jest ten czad, jakie są przyczyny jego przenikania do przestrzeni w której żyjemy, jaki jest mechanizm zatrucia i jakie możliwości ratowania pechowca, który się go nawdychał…OTO LINK https://www.google.com/search?q=czad+co+to+jest&oq=Czad+&aqs=chrome.8.69i57j46j0l3j46j0l3j0i271.20425j0j15&sourceid=chrome&ie=UTF-8
W moim radio codziennie można wygrać czujkę dymu i czadu odpowiadając na jakieś tam pytania. Nie warto jednak czekać na wygraną zwłaszcza jak się nie słucha „Jedynki PR” i nie bierze udziału w konkursach. Lepiej ją kupić, zainstalować i później tylko dbać o okresową zmianę baterii.
Pamiętajmy babciną poradę: Strzeżonego…
PS.
Moja blogowa znajoma zamieściła ostatnio na swoim koncie Fb wymowną sentencję:
„Jeśli ktoś nie interesuje się Tobą w najtrudniejszych chwilach …
Jego obecność jest bezużyteczna w każdym innym czasie.”
Byłem nieco zaskoczony treścią, ale po pewnym czasie dowiedziałem się o tym, że przeżyła przygodę z Czadem i wyszła z tego zwycięsko. Nie wiem czy wezwanie pomocy zawdzięcza wyłącznie sobie, czy również innym ludziom. Nie wiem też jak przebiegała kilkudniowa terapia w szpitalu. Ważne, że wygrała tę bitwę i wraca do zwykłej, czy raczej niezwykłej aktywności…

Owsianeczka moja…

Tyle się dzieje wokół, że nie wiem co wybrać jako przewodni temat.
Przekleństwo : Obyś żył w ciekawych czasach …najwyraźniej dotyczy właśnie nas. Większość cytowań jakie znajdziemy w Internecie po wpisaniu tego hasła skupia się na tym właśnie stwierdzeniu. Każdy z cytujących skorzystał z tego starochińskiego przekleństwa w przeświadczeniu, że to jego czasy są tymi, o które starym chińczykom chodziło.
Wybory w USA i brzydkie odejście przegranego prezydenta, stan gospodarki i problemów społecznych jakie po sobie pozostawił, amerykańsko – chińska wojna handlowa, rosnąca potęga Chin, które coraz bardziej natarczywie domagają się uznania ich roli i znaczenia tak gospodarczego jak i politycznego we współczesnym świecie, coraz większa kruchość więzi wewnątrz Unii Europejskiej i nasze z nią utarczki, problemy wewnętrzne Rosji, które wydają się interesować nie tylko „Cara Rosji”…
Sporo tego, prawda? Wiele się dzieje wokół, a przy rozważaniu każdego tematu możemy znaleźć argumenty potwierdzające istnienie teorii „śnieżnej kuli”, która już ruszyła i zaczyna się toczyć…
Jeśli dodamy do tej wyliczanki dosypanie paliwa do paleniska kotła o nazwie „Strajk Kobiet”, co wczoraj uczyniła pani Julia publikując uzasadnienie do wcześniejszego rozstrzygnięcia prawnego, to mimo powrotu zimy zrobi nam się jeszcze cieplej niż dotychczas.
Trudne to sprawy, ale trudny do zaakceptowania jest sposób w jaki jedynie słuszna władza się do niego zabrała. Bez konsultacji społecznych i mimo ogromnego sprzeciwu uczyniła jednak kolejny krok. Dzisiaj już to uzasadnienie wydrukowano, a więc wprowadzono i w życie. A mieliśmy podobno „kompromis społeczny” w tej drastycznej sprawie…
Tak sobie rozmyślając nad marnością tego świata zabrałem się kiedyś do przygotowania tytułowej dziś owsianeczki, która zapewne będzie ostro skrytykowana przez znawców diet wszelkich.
Pozwólcie, że wcześniej jednak opowiem całe zdarzenie:
Rondelek (taki na dwoje) napełniłem  wodą i postawiłem na gazie.
Do rondelka wsypałem garstkę orzechów włoskich, garstkę rodzynek, kilka daktyli i fig, trochę suszonych jabłek, garstkę nasion lnu, garstkę nasion sezamu oraz garść kaszy jaglanej.
Gdy to wszystko zawrzało i uzyskało pierwszy stopień miękkości dosypałem garść płatków owsianych.
Tak skomponowaną potrawę czasem zagęszczam jeszcze kaszką kukurydzianą.
W przytaczanym przypadku, ze wzglądu na szarość poranka, pomyliłem sobie słoik z nasionami lnu ze stojącym obok w szafce słoikiem kawy rozpuszczalnej. Wsypałem do mojej autorskiej kompozycji śniadaniowej garstkę kawy i nie zorientowałem się w pomyłce dopóki nie spróbowałem. Owsianeczka uzupełniona mlekiem z kartonu była dość gorzka, ale do zjedzenia.
– Nie będę robił sobie dziś kawy – pomyślałem.
Zjadłem i czekałem na żonę, która wprawdzie bez zachwytu, ale na ogół korzystała z mojej oferty.  Tym razem jednak nie.
– Takie ciemne i gorzkie – powiedziała. Zjem coś innego…
Tak się też stało. Okazuje się że…:
Nie pomogą szczere chęci,
Gdy potrawa nas nie nęci…


Dziadkowe Święta

Moja wnusia Marysia z prezentem od rodziców i cioci

Dwa dni, które wciąż są w stanie zawładnąć moją dziadkową wyobraźnią właśnie minęły. Byliśmy oboje z żoną w domu i czekaliśmy.
Babcia – realistka, biorąca świat tak, jak leci.
Dziadek – przypominający światu na kilka dni przed godziną „Zero” o nadchodzących świętach i ich znaczeniu dla dziadków, przez udostępnianie na Fb i blogu licznych materiałów nawiązujących do roli dziadków w rodzinie i w życiu wnuków.
Dziadek wyczekujący reakcji fejsbukowych znajomych i babcia, której szkoda czasu, aby śledzić medialne posunięcia dziadka. Nie robią sobie wycieczek. Czekają. Każde na swój sposób. Wreszcie przychodzi ten dzień. Każde z nas po swojemu odbiera życzenia i znajduje satysfakcję w tym, co zobaczyło i usłyszało przez łącza internetowe. Oboje wiemy jak to jest. Jak w większości rodzin córki przygotowały, a dzieci wykonały. Jedne lepiej, inne po prostu inaczej. Wystarczy przecież odśpiewać „Sto lat”, albo życzyć zdrowia, aby wykonać obowiązek i mieć to z głowy. Babcia z dziadkiem przecież doskonale wiedzą jak to jest. Wysłuchają, podziękują, pogadają jeszcze chwilkę i…pozostaną ze swoimi myślami.
Moja wnusia, która z powodu zdanej nauki zadzwoniła ostatnia, dała się wciągnąć w rozmowę o obciążeniu nauką, o innych domowych sprawach i w trakcie tej rozmowy zgodziła się ze mną, że miło jest oczekiwać wszelkich świąt. Gorzej jest, gdy trzeba pogodzić się z tym, że już w trakcie celebracji nachodzi nas smutek i jakby małe rozczarowanie.
– Jak to, już po wszystkim? Znowu trzeba czekać na kolejne ważne dla nas wydarzenie, rocznicę, imieniny, urodziny?
Chwilę szukała w swej zapracowanej główce jakiegoś mądrego wytłumaczenia tej niesprawiedliwości, ale chętnie skorzystała z podsuniętego jej rozumowania o… „Punkcie widzenia zależnego od miejsca siedzenia”.
Przecież wszyscy żałujemy czegoś miłego i ekscytującego, a jednocześnie chcielibyśmy, aby szybko przechodziły nam stany przygnębienia, udręczenia bólem, nie tylko fizycznym, czy jakieś bliżej nie określone doły i podłamania. Przy rzeczach miłych chcielibyśmy wołać „Trwaj chwilo, jesteś taka piękna…” Przy chwilach przykrych natomiast wołamy „zniknij, przepadnij zła godzino…”
Tu przerwała się nasza rozmowa, bo była pora kąpieli i przygotowania się do snu. Mam jednak nadzieję na to, że wrócimy do tej rozmowy, zwłaszcza jak przeczyta, co tu o świętowaniu napisałem. Ona bardzo dużo czyta, a w tym również niektóre teksty z tego bloga. Gdybym pisał „Dziadkowe opowieści” byłoby jeszcze ciekawiej.

Długo milczałem i nic nowego nie napisałem…

Okres świąteczny przeżyliśmy zgodnie z sentencją tego obrazka

Jakiś chochlik wszedł do mojego komputera i wysiadł mi Word, przy pomocy którego pisałem dotychczas ukazujące się tu teksty. Dopiero dzisiaj pomyślałem tym, aby spróbować pominąć to ogniwo mojego warsztatu i napisać bezpośrednio w edytorze tekstów WordPressu.
Mamy za sobą ważny (dla mnie) okres Adwentu jako przygotowania do duchowego przeżywania świąt i same święta, obchodzone w mojej rodzinie wyłącznie po katolicku. Sporo przemyśleń zaprzątało w tym czasie moją głowę, ale nie zapisane i nie przedyskutowane z Wami odeszły w siną dal.
Pewnie jakoś tam wpłynęły na moje poglądy i postawy jakie zajmuję wobec spotykanych ludzi i głoszonych przez nich poglądów, ale sam nie mogę tego oceniać. Jeśli chodzi o politykę, ekonomię i tzw. życie, to zmian radykalnych nie stwierdzam. Nikogo nie chcę nawracać, ani korygować jego punktu widzenia.
Przez cały czas udzielałem się w mediach społecznościowych, dzięki którym nawet zamknięcie w domu ze wzglądu na pandemiczne restrykcje nie jest tak przykre i wyłączające. Oboje z żoną mamy sporo wolnego czasu, jako że święta przeżywaliśmy bez dzieci i wnuków, a więc właściwie samotnie. Mając sprawne telefony i względne opanowaną technikę korzystania z możliwości jakie dają, zaspokajamy swoją ciekawość świata przeglądając swoje ulubione strony. Ja dodatkowo poświęcam wiele miejsca fotografii, z którą mam trochę kłopotów. Będąc niezbyt sprawnym staruszkiem uwięzionym teraz w domu, odczuwam brak możliwości fotografowania, a jeśli już uda mi się wyrwać na przejażdżkę, to aura tej „niby zimy” nie stwarza możliwości wykonania ciekawych zdjęć. Zamglenia, brak przejrzystości powietrza, ołowiany kolor ciężkich chmur bardzo obniża przyjemność pracy przy tych zdjęciach i oglądania ich później w telefonie. Małą pociechą jest oglądanie podobnych problemów uwidocznionych w zdjęciach u innych ludzi z kręgu fotografów udostepniających swoje dzieła tam, gdzie i moje prace zamieszczają. Czekam na zimę, tak jak i oni. Biel śniegu zakryje wszelkie niedoskonałości i stworzy nowe, godne uwiecznienia na zdjęciach zjawiska. Zapowiadane ochłodzenie spowodowane przez „Bestię ze Wschodu” niesie mi jakąś nadzieję, ale i zagrożenie… Bo trzeba będzie odśnieżać i podróżować po zimowemu.. Będzie jednak jaśniej, wydłuży się dzień świetlny i może uda się poddać milszym nastrojom przybliżającym wizję wiosny i tego co ona może nam przynieść.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających na tę stronę i przepraszam za powtarzające się powtórki dawnych tekstów

Krzepiące święta

W bieżącym roku, ze względu na pandemię mamy ograniczenia w kontaktach świątecznych. Różnie to ludzie przeżywają i ja to rozumiem, bo sam przeżywałem kiedyś rozstanie i zanosiło się na to, że jak słynny Kevin mogłem sam zostać w domu. Na szczęście znalazł się sposób na uszczęśliwienie kilku osób.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

 Życie bez świąt jest jak długa droga bez zajazdów, w których podróżny mógłby się pokrzepić i wypocząć. Ta myśl,przypisywana Demokrytowi z Abdery, filozofowi żyjącemu w V wieku p.n.e. jest wciąż aktualna. Przejęliśmy od starożytnych nie tylko terminy, ale i samą potrzebę świętowania. Większość ludzi nie traktuje świąt wyłącznie jako okazję do odpoczynku i biesiadowania, ale szuka w nich czegoś znacznie bardziej istotnego.
W kręgu mojej rodziny, w którym spędziłem kilkadziesiąt już kolejnych wigilii i świąt jak sięgnę pamięcią, to zarówno w domu rodzinnym jaki w domu mojej żony zawsze stawiano na wartości duchowe i Rodzinę, która wiele zyskuje na takim wspólnym, rodzinnym świętowaniu. Ogromnie dużo troski i pracy wkładali Rodzice, a później również i my sami w przygotowanie domu na święta.Od trzepania dywanów, oblekania pościeli, zmiany firanek po przygotowanie najlepszego jadła na jakie było nas w danym czasie stać – wiadomo święta.
   Ludzie dzielą się na tych, którzy…

View original post 559 słów więcej

Czy moglibyśmy żyć bez świąt?

Wspominam dawne teksty napisane w sezonie około świątecznym zastanawiając się co w nich zmienić, co dodać, a co wygumkować.
Najczęściej korekty są zbędne, bo czas niewiele tu zmienia. Tradycje są utrwalone, a atmosfera rodzinnego domu nie do zastąpienia. To nas ciągnie do domu, do bliskich, do miejsc czasem dawno nie odwiedzanych. Jedziemy tam po nowe wrażenia i okresowe podładowanie akumulatorów, co jest niezbędne na czas dzielący nas od kolejnych świąt.
Miłego świętowania

Tatulowe opowieści

Przeszukałem moje zasoby aforyzmów na każdą okazję w poszukiwaniu czegoś, co dotyczyłoby świąt. Znalazłem tylko jeden. Bardzo stary i bardzo dobry. Autorstwo tej złotej myśli przypisywane jest Demokrytowi z Abdery – filozofowi greckiemu, żyjącemu w V wieku przed naszą erą.
Życie bez świąt jest jak długa droga bez zajazdów, w których podróżny mógłby się pokrzepić i wypocząć.
Zupełnie inne okazje i zapewne zupełnie inaczej wtedy świętowano, ale sens tego zdania pozostał nadal aktualny. Wiele spraw takie świętowanie załatwia. Dom – Rodzina, będące najwyższą wartością człowieka, wiele zyskuje na samych okazjach do świętowania. Ileż troski i pracy wkładają ludzie w przygotowanie domu na święta. Od trzepania dywanów, oblekania pościeli, zmiany firanek po przygotowanie najlepszego jadła na jakie kogo stać – wiadomo święta!!! Druga strona medalu, to świąteczne spotkania członków rodziny, gotowych przyjeżdżać na to spotkanie z najdalszych zakątków Polski, czy świata. Ileż radości i wzruszeń niosą takie spotkania to wie…

View original post 421 słów więcej