Czy pani Drozdowa pociech się dochowa?

Wszystkim znajomym znane jest moje podejście do wszystkiego, co się rusza, ćwierka, pachnie, lub tylko budzi zainteresowanie i nadaje się do sfotografowania. Na tej zasadzie zrobiłem kiedyś zdjęcie gniazdka, Wypatrzyła je Hania – Ania w miejscu, którego ja bym na miejsce na gniazdo nie wybrał. Jakaś „ptica” myślała jednak inaczej. Zainteresowany obecnością nowego lokatora zacząłem go […]

Czy pani Drozdowa pociech się dochowa?

Pożegnanie Alicji…

Dzisiaj trochę prywaty.
   W drugim dniu Świąt Wielkanocnych AD 2021 otrzymałem wiadomość telefoniczną od ciotecznej siostry Haliny. Zanim nawiązałem rozmowę dotarło do mnie porażające przeczucie, że zapewne z Alą coś się stało. Zaledwie przed dwoma dniami składaliśmy sobie życzenia świąteczne i w czasie tamtej rozmowy dowiedziałem się, że Ala trafiała do szpitala, nie z powodu tego cichego drania w koronie, ale z powodu tzw. chorób towarzyszących. Banalny w tych czasach przypadek okazał się dla niej tragiczny. W związku z pandemią nie wolno odwiedzać, pobyć w szpitalu z chorą, albo chociaż tuż obok, aby zwyczajnie wyręczyć będące w niedoborze służby medyczne w zabiegach pielęgnacyjnych. Telefoniczne wiadomości uzyskiwane przez jej córkę Agnieszkę, jeszcze w Wielką Niedzielę były uspokajające. Chora otrzymała potrzebne jej leki, jakieś płyny w kroplówce i jest pod obserwacją. Proszę się nie martwić…Tymczasem już rankiem następnego dnia nadeszła porażająca informacja o kryzysie i śmierci.
Trudno to zaakceptować, ale też trudno kogoś o tę nagłą śmierć oskarżać nie będąc tam i nie znając dokumentacji medycznej wskazującej na zachowanie procedur i należytą dbałość o pacjenta. My z żoną przeżyliśmy kilka takich sposobów odejścia naszych bliskich z tego świata.
W tym dniu, o którym piszę  wszystkich zbulwersowała informacja o Krzysztofie Krawczyku. Ogłosił powrót ze szpitala do domu, podziękował za opiekę medykom, a swoim fanom za modlitwę i słowa wsparcia, aby po kilku godzinach pożegnać się z tym światem. Ile takich przypadków się teraz rozgrywa? Ile tajemnic zabrali ze sobą odchodzący na drugą stronę. Wierzący w Boga mogą mieć nadzieję na to, że ktoś ich tam wysłucha, a winnych ukarze.
   Tu przerwałem pisanie i mój wzrok powrócił do mema umieszczonego we wstępie tego pożegnania. Zachęcam do pójścia moim śladem. W końcówce przeczytamy:
Śmierć zostawia ból, który ukoić mogą tylko wspomnienia.
Wspominam zatem Alę, nieznaną mi w młodych latach osobiście kuzynkę z odległego Szczecina, będącą córką wujka Szymona, jednego z braci mojej Mamy. Osobiście poznałem całą Jego rodzinę, gdy przez miesiąc gościł mnie u siebie w Szczecinie, w czasie praktyk szkolnych, na jakie wysyłało mnie moje Technikum Przemysłu Spożywczego w Bydgoszczy. Cała Jego rodzina zatroszczyła się o mnie, aby pokazać mi, chłopakowi – wówczas 18-letniemu, piękne miasto i okolice. Z Alą właśnie byłem po raz pierwszy w życiu nad morzem w Świnoujściu i Międzyzdrojach, wędrowałem po okolicach Jeziora Szmaragdowego, byliśmy w Zamku Książąt Pomorskich na kilku „wieczorach przy świecach”. Odwiedzaliśmy i zwiedzaliśmy również inne zabytki.
Nie mniej ważne były dla mnie wieczorne wyprawy do kin, teatru, operetki, gdzie Ala wprowadzała mnie w dostępny wtedy świat kultury i sztuki. Zaliczyłem z jej udziałem i pod jej przewodnictwem duchowym chyba cały repertuar tych „świątyń sztuki wysokiej”. Myślę, że przybliżyła mi wszystko, co uznała za warte poznania. Tamta porcja wiedzy bardzo liczyła się i nadal ma duże znaczenie w moim rozwoju duchowym. Nie raz zastanawiałem się nad fenomenem tego poświęcenia i obmyślałem sposoby jakiegoś rewanżu .
Życie plotło jednak swoje scenariusze. Ze Szczecina do Bogorii jest kawał drogi, a podróż pociągami bardzo męcząca. Przekonaliśmy się o tym jadąc z Mamą i jej siostrą – Ciocią Andzią na pogrzeb Wujka Szymona. Miałem nadzieję na to, że chociaż powspominamy sobie ten mój wspaniały miesiąc, ale atmosfera pogrzebu nie służy takim wspomnieniom.
Szkołę w Bydgoszczy ukończyłem w czerwcu 1967 roku, a już w październiku trafiłem na 2 lata służby wojskowej do Grudziądza i Radomia. Po wojsku powróciłem do rodzinnej Bogorii i tu podjąłem pierwszą pracę oraz zaoczną naukę w Ośrodku Szkolenia Kadr CRS w Miedzeszynie k/ Warszawy. W tym czasie założyłem rodzinę i to ostatecznie zdeterminowało mój negatywny stosunek do podróży. Praca, nauka, robota i tak przez wiele lat kręciliśmy się w kieracie życia.
Geograficzne oddalenie naszych życiowych siedlisk wydaje się pozostawać główną przyczyną ostudzenia relacji rodzinnych.
Coś jednak udało się nam zmienić dzięki temu blogowi właśnie.
Janek, mąż Ali jakimś cudem trafił na blog i czasem nawet komentował niektóre opowieści podpisując je nickiem @Rodak. Intrygowało mnie to bardzo, bo nasuwało skojarzenie z kimś stąd, z jakimś rodakiem z Bogorii. Dopiero po dość długim czasie dowiedziałem się o tym, że Rodak jest mężem Ali, a to pozwoliło odnowić i ożywić kontakty. Poznawaliśmy siebie i nasze rodziny na zdjęciach wymienianych wraz z życzeniami świątecznymi. Podsuwałem Jankowi linki tekstów wskazujących na nasze powiązania rodzinne, czy opisy warunków w jakich żyli tu nasi przodkowie z prośbą, aby udostępniał je również Halince i pozostałym członkom rodziny.

   Tak zeszło nam życie rodzinne. Janek odszedł rok temu w bardzo podobny sposób do tego, jaki stał się teraz udziałem Ali. W obu przypadkach Covid stał się okolicznością utrudniającą życie chorym i ich opiekunom, chociaż nie był tych odejść przyczyną. Nadal pandemia utrudnia obecność na uroczystościach pogrzebowych i uczestnictwo w ostatniej drodze zmarłych.

Pociechą jest  możliwość uczestnictwa duchowego w pogrzebie poprzez transmisję mszy pogrzebowej z kościoła parafialnego zmarłej Ali. Mam już potrzebne informacje i chociaż w ten sposób będziemy połączeni.
Rodzinie zmarłej Alicji, a zwłaszcza jej dzieciom i siostrze składam z serca płynące wyrazy współczucia.
Spoczywaj w Pokoju Alu.
Pamięć szczera nie umiera…

Wielkanoc 2020,2021…

Nikt nie myślał w ubiegłym roku o tym, że tamte święta mogą się powtórzyć…
A jednak mamy kolejne święta Wielkanocne przebiegające w podobnym, jeśli nie gorszym scenariuszu.
Minione udało się jakoś przeżyć, a więc miejmy nadzieję na to, że i bieżące przeżyjemy, wszak zdobyte doświadczenie na pewno da się wykorzystać. Świętujmy zatem kolejne i oby ostatnie takie święta…

Tatulowe opowieści

Wiele już świąt przeżyłem, ale takich jak obecne jeszcze nie doświadczyłem…
Chyba każdy może się podpisać pod tymi słowami, prawda?
Byliśmy młodzi, często ubodzy, a wtedy święta jawiły się, jako pora obfitości, w jedzeniu zwłaszcza, bo to szynka pojawiała się na naszych stołach, taka babcina, czy mamina …z tłuszczykiem. Zwykle otrzymywaliśmy z tej okazji nowe, już letnie ubrania, w których mimo chłodu czuliśmy się lekko i elegancko. Były wyjścia na Rezurekcję, a po niej spotkania rodzinne przedłużające się na cały dzień. Były wizyty i rewizyty, chociaż czasem odbywane na zasadzie
„Od nas do was, a potem do was od nas…” Były świąteczne spacery w poszukiwaniu wiosny… Ale zamknięcia nas w domach nigdy jeszcze nie było, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
No to jest. Nasze nowe doświadczenie niosące wielki wkład wiedzy na temat współczesnych zagrożeń oraz ich unikania. Jest też lekcja uczenia się siebie, bo łatwo było pojawiać się i znikać, aby żyć jednocześnie w…

View original post 293 słowa więcej

1 kwietnia … to także święto ptaków

Kolejne święto naszych przyjaciół i sprzymierzeńców

Tatulowe opowieści

Dzisiaj – wiadomo, nikt nie mówi niczego ważnego i poważnego, bo i tak narażony będzie na podejrzenie, że to kawał. Ludzie robią sobie różne żarty wkalkulowując w zabawę konieczność zamieszczania jutro jakiegoś sprostowania i podziękowania za wspólną zabawę. Ciekawe jak sprostują informację o tym, że straż miejska w moim Staszowie przesiada się na konie. Pewnie i tak nikt nie uwierzył. 

View original post 443 słowa więcej

SOLIDARNOŚĆ… Gdzie ona jest i komu służy???

W piątek 26 marca 2021 roku na placu Władysława Biegańskiego w Częstochowie została zaprezentowana wystawa: „TU rodziła się Solidarność”.
O godz. 12.00 odbył się briefing dla dziennikarzy poświęcony wystawie z udziałem: dr. Jarosława Szarka, prezesa IPN, Piotra Dudy, przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, abp Wacława Depo, metropolity częstochowskiego, dr. Andrzeja Sznajdera, dyrektora katowickiego oddziału IPN, Jacka Strączyńskiego, przewodniczącego Regionu Częstochowskiego NSZZ „Solidarność” oraz Adriana Ramsa (OBEN IPN Katowice), autora wystawy.

   Prezes IPN dr Jarosław Szarek podkreślił, że na szlaku wystawy nie mogło zabraknąć Częstochowy, która wraz z Jasną Górą jest „duchową stolicą Polski” i która odegrała ogromną rolę w polskiej historii i wpisała się w „główny nurt narodowej tożsamości i pamięci”. Przypomniał m.in. o pielgrzymkach papieża Jana Pawła II oraz zapoczątkowanej przez ks. Jerzego Popiełuszkę Pielgrzymce Ludzi Pracy. „To tu Solidarność nabierała nadziei i siły” – dodał.

Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność“ powiedział, że  „Solidarność rodziła się w każdym zakątku naszego kraju”. Dziękując IPN za zorganizowanie wystawy powiedział, że na pokazywanych zdjęciach może zobaczyć się wielu ówczesnych bohaterów. „Było, jest wielu bezimiennych bohaterów, bez których nie byłoby wielomilionowej Solidarności i w konsekwencji (…) nie zwyciężylibyśmy systemu komunistycznego. To wielki ukłon w kierunku tych bezimiennych” – mówił Duda.
Otwarcie wystawy w Częstochowie  miało miejsce w przeddzień 40 rocznicy 4‑godzinnego strajku ostrzegawczego 27 marca 1981 rhttps://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/140597,Otwarcie-wystawy-TU-rodzila-sie-Solidarnosc-Czestochowa-26-marca-2021.html
   Kiedy usłyszałem o tym w Jedynce Polskiego Radia, to postanowiłem sprawdzić jaką konkretnie rocznicę świętowali i co się składa na tę wędrującą po Polsce od ub. roku wystawę. Ciekawiło mnie też to, na ile historia Solidarności została już zmieniona. Poszukałem, poczytałem i w wystąpieniu Prezesa IPN znalazłem informację o Lechu Wałęsie… niesionym ongiś z Wawelu na Rynek główny na ramionach działaczy Solidarności. Mówił o tym zdarzeniu i o nim samym w kontekście tego, że jego towarzysze nie mieli świadomości faktu, że niosą współpracownika Służby Bezpieczeństwa. Później już wszyscy o tym wiedzieli dzięki IPN – owi właśnie. Teraz, po uwolnieniu Wałęsy przez sąd od tego zarzutu nawet prezes IPN o tym jeszcze nie wie.
Sama idea obchodów 40 – lecia SOLIDARNOŚCI, realizowana po raz pierwszy pod hasłem : „Tu rodziła się SOLIDARNOŚĆ” prowadzona w trybie objazdowym w kilkudziesięciu miastach Polski jest czymś zupełnie nowym i odbrązawiającym ówczesnych przywódców. Pokazano za to ludzi i ich inicjatywy podejmowane w lokalnych strukturach rodzącego się w walce związku zawodowego.
W komunikacie radiowym wspominano miejsce i ludzi, wśród których zrodziła się myśl przedstawienia rządowi PRL żądania likwidacji stanowisk nomenklaturowych i oparciu polityki kadrowej na kompetencjach i kwalifikacjach zamiast na typowaniu jedynie swoich i lojalnych. Nie dosłyszałem tego gdzie po raz pierwszy postawiono to żądanie. Wiem jednak, że ten ważny czynnik demokratyzacji życia zawodowego nabrał takiej mocy, że znalazł się w grupie 21 żądań strajkowych spisanych na płytach paździerzowych w Stoczni Gdańskiej i otrzymał tam numer 13. Oto treść tego postulatu:

13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.
Dla młodszych wiekiem małe objaśnienie:

Nomenklatura (łac. nomenclatura – mianowanie) – system obsadzania stanowisk kierowniczych w ZSRR i krajach bloku wschodniego oparty na rekomendacji partii komunistycznej[1]. W żargonie partyjnym nomenklatura oznaczała sformalizowany ściśle system mianowań na stanowiska. Mówiono np. że stanowisko majstra czy kierownika wydziału w zakładzie pracy jest w nomenklaturze Podstawowej Organizacji Partyjnej lub w nomenklaturze Komitetu Zakładowego PZPR (o zatrudnieniu konkretnej osoby decydował KZ PZPR, w praktyce zaś jego I sekretarz); stanowiska wyższe były w nomenklaturze wyższych instancji partyjnych (one decydowały o ich obsadzie) – Komitetu Fabrycznego, Uczelnianego, Dzielnicowego, Miejskiego, Powiatowego lub Wojewódzkiego. O objęciu najwyższych lub szczególnie ważnych stanowisk państwowych, społecznych, czy gospodarczych (spis zawierał około 300 tysięcy takich stanowisk) decydowały Wydziały Komitetu Centralnego lub nawet Sekretariat KC albo Biuro Polityczne (były one „w nomenklaturze KC”). Z reguły decyzję przygotowywał formalnie Wydział Kadr KC. Znacznie mniejsza była liczba członków oligarchii partyjnej, a więc najwyższej warstwy nomenklatury.
O obsadzie stanowisk ministerialnych decydowało Biuro Polityczne. W nomenklaturze Sekretariatu KC były np. wyższe stanowiska kierownicze w prasie centralnej, radiu i telewizji, stanowiska dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów w ministerstwach. Warstwa ludzi, zwana potocznie nomenklaturą, miała szereg niedostępnych dla innych przywilejów – bardzo zresztą formalnie zróżnicowanych: od nieznacznie lepszych warunków wczasów po specjalne kliniki, sklepy i inne dobra… https://pl.wikipedia.org/wiki/Nomenklatura_(polityka)
   Naiwnością było spodziewać się tego, że władza ściśle zastosuje się do postulatu SOLIDARNOŚCI i odtąd będziemy mieli kompetentnych i uczciwych szefów na wszystkich stanowiskach służbowych. Dotychczasowi – z pogardą nazywani BMW, czyli bierny mierny, ale wierny znikną z naszego pola widzenia. Miało to również przyczynić się likwidacji kolesiostwa, kumoterstwa  i innych technik gromadzenia przy sobie samych swoich ludzi, co określało się terminem NEPOTYZMU. „Ciocia Wiki” tak odpowiada na pytanie:
– Co to jest nepotyzm?
Gdy w pracy traktujemy członków rodziny lepiej od innych osób z powodu bliskiego pokrewieństwa, np. nie zwracamy im uwagi na złe zachowanie, to mamy do czynienia z nepotyzmem. Umiejętności lub kwalifikacje pracowników schodzą na drugi plan, a najważniejsze stają się w pracy powiązania rodzinne lub znajomości. Nepotyzm w pracy to forma korupcji, podobnie jak kumoterstwo… Czytamy tu: https://porady.pracuj.pl/zycie-zawodowe/4-objawy-nepotyzmu-w-pracy/
   Ten właśnie fragment relacji z obchodów potrząsnął mną szczególnie mocno.
Obecna władza w zakresie stosowania przepisów zapobiegających  nepotyzmowi i korupcji stała się gorsza od tamtej z czasów PRL. Solidarność – świadomie piszę małymi literami – stała się słowem służącym na użytek wewnętrzny partii rządzącej, czy ZZ Solidarność, która z Piotrem Dudą na czele jest przybudówką PiS i pilnuje zwłaszcza swoich interesów, nie zwracając uwagi na to, przeciw czemu protestowała i o co walczyła ta pierwsza i ogólnopolska SOLIDARNOŚĆ. A Instytut Pamięci Narodowej stracił pamięć w wielu obszarach, które wymagają ponownego naprostowania. Czy znowu ma to się odbyć w takim trybie jak zrobiono to przed 40 laty?
Na koniec mały wierszyk dedykowany dzisiejszym ideowcom:

Będę feudałem,
Albo radykałem,
Kogo mam obrzucić błotem,
pomówimy potem o tem.

Moje czoło jak miedziaczek
Moje pióro jaj wiatraczek
Na usługi swoje masz,
Tylko powiedz, co mi dasz

– Aleksander Hrabia Fredro

…Bo stoczył(a) się…

Przeglądając notatki, skopiowane teksty, czy informacje zapisane kiedyś z myślą o wykorzystaniu na blogu natrafiłem dzisiaj na zapis listy grzechów głównych, jakimi obciążają się nawzajem strony jakiegoś rozpadającego się związku. Te same zarzuty mogą być również użyte do objaśnienia przyczyn dlaczego związek się rozpadł lub mimo podjętej próby nie został jednak zawarty. Nie wiem również kto jest autorem tej wyliczanki, ani tego, czy była to część jakiejś większej całości, bo tego zwyczajnie nie zapisałem.
Jest jednak na tyle interesujący dla obu stron, że warto go rozważyć, aby wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski.
Zastanawiające jest również to, czy oboje doznali zawodu szukając idealnych partnerów?
Oto wyliczanka win i wzajemnych pretensji związanych z rozpadem związków lub tylko z rozczarowaniem kimś, z kim dane osoby zamierzały wejść w związek:

– Bo przestał czytać i się nie rozwijał.
– Bo otaczał się ludźmi, którzy mu przyklaskiwali i uwierzył we własną boskość…
– Bo nie mówiła, co naprawdę czuła, aż w końcu sama uznała, że to nieważne…
– Bo nie zmieniał przekonań i przestał rozumieć uciekający mu świat…
– Bo dzwoniła do koleżanek gdy miała podjąć decyzję, zamiast brać na siebie odpowiedzialność…
– Bo sięgał po kieliszek, by się odstresować…
– Bo uwierzył w społeczne bajki o tym, że będzie dobrze i miło jak tylko będzie jakiś, a życie dało mu kopa w dupę i stracił wiarę…
– Bo dopasowywała ludzi do swoich oczekiwań zamiast cieszyć się z tego, jacy oni byli…
– Bo budował się kosztem innych i zrobił sobie wrogów…
– Bo nie dawała nic w zamian i odeszły od niej wartościowe osoby…
– Bo nie wybaczał i przez to żył przeszłością.
– Bo nie dawał wygrywać słabszym, więc nie szanowali go ci największego pokroju, co już nie mają nic do udowodnienia…
– Bo przejmowała się tym co pomyślą inni zamiast tym, czego powinna ich nauczyć…
– Bo obwiniał innych za swój los, stając się ofiarą…
– Bo narzekała i była nudna, więc nie inspirowała ambitnych i ciekawych…
– Bo wolał sam błyszczeć niż pokazywać innym, jak czyścić brud…
– Bo nie dbała o siebie, sądząc że nie miała dla kogo, więc nie poznała nikogo wartościowego…
– Bo chciał dobrze, a powinien skutecznie…
– Bo przegrał z cynizmem, któremu pozwolił zastąpić wielkie ideały, gdy te sięgnęły bruku…
– Bo szukał tych co podziwiają, a nie tej, którą by podziwiał…
– Bo przykryła wrażliwość twardą maską i przekonała doń wszystkich, poza samą sobą, stając się najbardziej samotna na świecie…
– Stoczyła się.

Podając rękę, pamiętaj o trzech rzeczach:
– Stój stabilnie, bo inaczej ściągnie Cię w dół. Wtedy będziecie leżeć oboje.
 – Pozostań wyżej, bo musisz mieć punkt podparcia. Dopiero będąc ponad problemem możesz go rozwiązać.
– Zawsze miej otwartą dłoń skierowaną w ich stronę. Nawet jak jej nie wezmą to niech wiedzą, że mogą.

Wiem, wiem, że boli i że nie chcesz, ale bez Ciebie się nie podniesie. Podaj rękę.

Ach, ten Korwin…

Sięgnąłem dzisiaj do starej gazety Angora, aby użyć jej jako podpałki.
Ze względu na wiele mówiącą okładkę (Nr. 24 z 2020 roku) odłożyłem ją jednak z myślą o ponownym przeglądnięciu.
Com pomyślał zrobić i zrobić musiałem… i poprzeglądałem.
Trafiłem na Korwina, którego uważam za szczególnego ultraliberała. Nie raz dał się we znaki naszej, a i europejskiej opinii publicznej wypowiadając, albo i publikując opinie wyprowadzające z nerwów wielu słuchaczy i czytelników. Klną na niego kobiety i to nie tylko feministki, złorzeczą mu też mężczyźni z każdego bieguna naszej polityki. Po nim to spływa jak po kaczce, a to co mimo kontrowersji osiąga, wystarcza mu na istnienie w publicznym obiegu, uczestniczenie w każdych kolejnych wyborach (może tylko bez samorządowych). Od bardzo dawna udaje mu się zdobywać dla siebie miejsca w parlamentach krajowych i europejskich, działanie pod własnym sztandarem, albo wchodzenie w możliwe koalicje (aktualnie z Konfederacją), pisanie do gazet, a więc zdobywanie wszystkiego, co może mu zapewnić wygodne życie.
W przytaczanym felietonie sprzed niemal roku odkrył swoją teorię o znikomych rozmiarach pandemii na Białorusi na tle innych bogatych państw Europy określanych przez niego jako d***kracja.
Drugi wątek jaki JKM porusza, dotyczy telewizji. Nie trudno się z nim nie zgodzić, gdy przeczytamy to, co tam napisał. Oto fragment :
Ludzie  oglądający telewizję żyją w całkowicie sztucznym STRASZNYM świecie, tworzonym przez szukających sensacji dziennikarzy. Np. z filmów braci Sekielskich można by odnieść wrażenie, że pedofilia, to specjalność kościoła rzymsko-katolickiego. Tymczasem w Polsce siedzi prawie 700 facetów skazanych za pedofilię – w tym księży… dwóch.
Zakładając, że kapłanom częściej udaje się uniknąć celi, byłoby ich może 20. Tymczasem księży katolickich jest w Polsce około 150 000. Pedofilia w Kościele – ale i tak w ogóle w życiu – to zjawisko całkowicie marginalne.
Ale dziennikarskie hieny zajmują się tylko homoseksualizmem, pedofilią i innymi zboczeniami – bo czyż uda się sprzedać gazetę, w której pokazuje się normalną, zdrową rodzinę? To nudne /…/
W efekcie ludzie oglądający telewizję widzą świat kompletnie wypaczony. A z kim przestajesz takim się stajesz…
   Może nie jest to zbyt odkrywczy wywód, ale może warto od czasu do czasu wylać kubeł wody na rozpalone głowy, albo choćby i potraktować ją zimnym prysznicem.
Teraz media grillują biednego Daniela, który tak wiele robi dla Ojczyzny, że aż mi go żal. Albo weźmy pod uwagę takich na przykład sędziów, którym nie podoba się władza, albo dziennikarzy nieprzychylnych obozowi rządowemu, którzy zamiast cichutko pracować, to jątrzą i psują krew zwykłym ludziom i sypią piach w tryby dobrej zmiany…

Tatulowe opowieści…

Tatulowe opowieści…
” Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył…

Nie wiem, czy uważny czytelnik zauważył zmianę w banerku bloga.
Powróciłem przed tygodniem chyba do podtytułu, który pochodził od mojego byłego ucznia i miał określać charakter moich blogowych wynurzeń. Towarzyszył mi przez dwa, czy może trzy lata, później spadł, a teraz powrócił.
Chcę spróbować nawiązać do idei założycielki mojego bloga wyrażonej w tytule i opinii tego pana, któremu na imię Krzysiek. Pozwólcie, że rozpocznę tak …

Wczoraj, zaczęły się w naszej parafii rekolekcje.
Poszliśmy z żoną na naukę ogólną, realizowaną w czasie mszy przeznaczonej dla dzieci i młodzieży. Znaleźliśmy sobie miejsce w ławce stojącej w bocznej kaplicy, gdzie łatwiej o izolację przestrzenną. Przed naszą ławką, na takiej dostawianej ławeczce usiadły sobie młoda mama z córką, a pomiędzy sobą młoda posadziła swoją lalę…
Nie było to dla mnie niczym szokującym, bo widywałem już takie zachowania dziewczynek, ale tym razem lala nie tylko towarzyszyła biernie swojej opiekunce. Za jej przyczyną wykonywała takie same jak ona czynności.
W czasie gdy wszyscy klękali dziewczynka przenosiła lalkę na dywan i nadawała jej pozycję klęczącą, a w czasie przekazywania znaku pokoju podała rękę mamie, a później również lalce. Gdy schola złożona z kilku dziewczynek śpiewała „na kościele”, przy dźwiękach gitary kolejne pieśni, to moja sąsiadka brała swoją lalę w rękę i pokazywała jej te dziewczynki…
Mieliśmy oboje z żoną dodatkowe pole obserwacji nie tracąc nic z tego wszystkiego po co poszliśmy do kościoła.

Wychodząc z kościoła zapytałem o imię lalki i usłyszałem odpowiedź, ale nie pochodziła ona ze znanych mi bajek i umknęła z pamięci.
O sam fakt uczestnictwa lalki we mszy nie pytałem, bo nie śmiałem…
Co Państwo myślą o takim zdarzeniu i doświadczeniu


Rok – nie wyrok…

    Używając znanego powiedzonka pochodzącego ze slangu więziennego można lepiej wprowadzić się w stan księgowego, który podlicza straty i osiąganie (wątpliwych) korzyści wynikających z obchodzonej właśnie rocznicy ogłoszenia światowej pandemii Covid 19. Takie podliczenia robią poszczególne rządy, WHO, czy inne organizacje, dla których jest to wyzwanie, jakiego wcześniej nie doświadczył nikt z żyjących ludzi. Rozmiary katastrofy są ogromne, a straty jeszcze niepoliczone. Oszacowanie tych strat jest tym trudniejsze, że różne formy pomocy są w fazie realizacji, albo dopiero są planowane, jak choćby Europejski Plan Odbudowy, którego częścią stanie się i nasz krajowy plan, z którego uzgodnieniem, a później uchwaleniem w naszym parlamencie mamy poważne problemy. Chwilami wydaje się, że te różnice mogą doprowadzić do rozwalenia koalicji rządowej. Może to skutkować koniecznością organizacji przedterminowych wyborów i dopiero nowy rząd może sięgnąć do „konfitur” jakie na nas w UE czekają.
Spójrzmy do statystyki: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pandemia_COVID-19?fbclid=IwAR1QoaCxGB6Sy1_JXCDRj1NoG0TUORP5OCQCnT-Cks8KGs5KaAbRsM9KuFk
Bardzo sugestywne są zamieszczone tam wykresy, a najbardziej przemawia to zestawienie:
Potwierdzone przypadki zachorowań globalnie – 117 160 237[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 23 255 514[3])osób
Ofiary śmiertelne globalnie – 2 598 892[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 562 440[3]) osób.
A Polska?
Władysław Kosiniak Kamysz będący prywatnie lekarzem, przemawiając w Sejmie rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że w czwartek 4 marca 2021 minął dokładnie rok od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce. – To 66-letni pacjent z Zielonej Góry. Dzięki Bogu wyszedł z tej straszliwej choroby, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. 1 milion 700 tys. naszych rodaków zachorowało w ubiegłym roku na COVID-19, z tego 44 tys. niestety zmarło – przypomniał
11 marca mieliśmy ponad 21 tysięcy nowych zachorowań i ocieramy się o górne granice możliwości położenia w szpitalnych łóżkach covidowych pacjentów. Są wprawdzie jeszcze drogo zdobyte miejsca w szpitalach rezerwowych, jak ten na stadionie narodowym w Warszawie ale lepiej by było po nie sięgać.
Podobnie jest ze sprzętem wspomagającym oddychanie. Coraz bardziej widoczne są jednak braki personelu mogącego tę falę zachorowań obsłużyć.
Strach się bać. Faza szczepień dopiero się rozkręca i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle nabędziemy odporność na tego wirusa i mutacje jakie już wytworzył lub jeszcze się pojawią.
Na szczęście nasza gospodarka (podobno) ma się nadzwyczaj dobrze i z tej strony jakoś tam jesteśmy zabezpieczeni. Przeczytajmy choćby to: https://subiektywnieofinansach.pl/rocznica-pandemii-w-polsce-piec-zdziwien-bezrobocie-ceny-mieszkan-zloty/
Zmartwiłem się odpowiedzią jakiegoś naszego eksperta od wirusologii, który na pytanie:
– Czy można przewidzieć koniec tej „przygody z Coroną w tle” odpowiedział:
– Zapewne w tym roku nie da się tego osiągnąć, gdyż nie wiadomo jak się to rozwinie w poszczególnych krajach i jakie powstaną w tym czasie mutacje wirusa.
Rok nie wyrok… Powiadają.
Dwa lata… Jak za brata… Dodają
Trzy lata???
Lepiej nie będę prowokował odpowiedzi

Gdzie te chłopy ???

Jesteśmy, jacy jesteśmy, ale na ogół gorsi…

Tatulowe opowieści

   Przewaliły się przez Polskę obchody Święta Kobiet. W mojej szkole jeszcze dzisiaj był wydany uroczysty obiad z tej okazji-po uroczystej akademii oczywiście. Obchody tej miłej skądinąd uroczystości wśród młodzieży trwały od piątku, bo już wtedy samorząd uczniowski ogłosił tzw. „szczęśliwe numerki” dla dziewcząt, co oznaczało zwolnienie ich od odpowiedzi ustnych. W poniedziałek chłopcy wręczali koleżankom i profesorkom piękne róże.

View original post 710 słów więcej