Czy nawigacja samochodowa jest wiarygodnym pomocnikiem kierowcy?

Zamek Królewski
Ulica prowadząca z Rynku do Katedry
Pomnik przy Ratuszu
Ratusz
Brama Opatowska

Niewiele jeżdżę samochodem i jak dotąd nie zawracałem sobie głowy zakupem nawigacji. Stałe miejsca, znana droga raczej oddalała mnie od tej „nowinki”, która dla większości kierowców jest czymś absolutnie niezbędnym w podróży. W związku z zakupem nowego telefonu zostałem wyposażony również w potrzebne dla przeciętnego użytkownika aplikacje. Nadal jednak nie włączałem nawigacji, aż do dzisiaj. Teraz zdarzyło mi się, że musiałem jechać nieznaną trasą i podjechać na przystanek autobusowy w Sandomierzu na konkretną godzinę. Czas dojazdu był wyśrubowany prawie dokładnie tak, jak przyjęto w nawigacji. Miałem więc potrzebę przyspieszenia jazdy aby nadrobić czas, który uciekł nam przed wyjazdem. Jak na złość natrafiliśmy dwukrotnie na przebudowę drogi i związane z tym wahadło. Co się na trasie nadrobiło, to się w ten sposób straciło i do Sandomierza dotarliśmy jak to się mówi „na styk”. Gdy usłyszałem komunikat: Za 800 metrów skręć w ulicę Zamkową”, to uznałem, że nie będę słuchał nawigacji tylko podjadę w oparciu o moją, – co prawda dość dawną znajomość miasta. Moja pasażerka odmawiała mi jednak racji twierdząc, że: – Wielokrotnie próbowałam tak robić, ale na ogół okazywało się, że to jednak Google ma rację.
W tej sytuacji nie miałem innego wyjścia, jak słuchać podpowiedzi nawigatora. Pojechałem ulicą Zamkową obok Królewskiego zamku, dalej w górę obok katedry i tak, słuchając kolejnych podpowiedzi wjechałem na rynek. Zaskoczył mnie tłum ludzi poruszających się po rynku i przyległych ulicach tak, jakby tam nie było ruchu samochodowego, oprócz samochodów wożących turystów oczywiście.
Gdy nawigacja kazała mi skręcić w ulicę prowadzącą do Bramy Opatowskiej, to już nasze emocje sięgnęły zenitu. Jechałem krok za krokiem, w rytmie kroczącej całą szerokością ulicy wycieczki i pilnowałem raczej bezpieczeństwa tych, co przede mną, niż zasad ruchu pojazdów na sandomierskiej starówce. Ludzie oglądali się na mnie i ustępowali z drogi. Nikt nie pukał się w czoło, ani nie złorzeczył. Mój przewodnik wygłosił komunikat: ·- Przed tobą Brama Opatowska – koniec podróży. Zatrzymałem się całkiem blisko Bramy, aby wysadzić pasażerów, a samemu zjechać na boczną uliczkę, gdzie już było luźno i gdzie zgodnie z przepisami mogłem zaparkować. Autobus, do którego tak się spieszyliśmy odjeżdżał z zatoczki leżącej przy tejże Bramie Opatowskiej, ale od strony nowego miasta. Na szczęście dla nas miał parę minut spóźnienia i wszystko skończyło się szczęśliwie.
Nie wiem, dlaczego nawigacja poprowadziła mnie przez Starówkę, jak i nie wiem tego, czy obowiązują tam zakazy wjazdu. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikomu nic się nie stało, ale doświadczenie, jakie zdobyłem przyda się na dalszą współpracę z Google maps.
Mimo taaakich emocji zauważyłem wiele pięknych zakątków Królewskiego Miasta Sandomierza, które byłyby godne uwiecznienia. Przy kolejnej, spokojnej już wizycie w Sandomierzu na pewno tam dotrę z aparatem.

Reklamy

Witaj szkoło… Po deformie


Wakacje ciągnęły się w nieskończoność i nie mieliśmy odpowiedzi na nurtujące uczniów, rodziców i nauczycieli pytanie:
– Jak będzie w naszej budzie w nowym roku szkolnym?

Wreszcie nadszedł dzień inauguracji i już sporo wątpliwości się wyjaśniło. Są szkoły, które w czasie wakacji podwoiły ilość uczniów i oddziałów klas pierwszych. Niektóre wydłużyły czas zajęć i skróciły przerwy do 5 minut. Jeśli to nie wystarczyło do opanowania sytuacji, to przyjęto dwuzmianowy system pracy. Są takie, w których zdecydowano się powiększyć ilość uczniów w klasie do ponad 40. Wielu nauczycieli zostało zmuszonych do pracy na cząstkach etatu w wielu, często odległych od siebie szkołach. Ułożenie rozkładu zajęć w takich miejscach graniczy z cudem. Jak ci biedacy mają wpasować się w rozkłady zajęć, aby zdążyć na czas? A jak będzie w zimie?
Co na to młodzież i ich rodzice? Ile jest takich szkół?
Sporo jest takich pytań, na które jeszcze nie odpowiedziano.
Współczuję tym uczniom i ich rodzicom, którzy nagle dowiedzieli się o konieczności uczestniczenia w dwuzmianowej nauce. W ich domach nastąpić musi przeorganizowanie zajęć, aby zdążyć podwieźć, czy odebrać dziecko. Nie mogą przecież dojeżdżać komunikacją miejską, albo nie daj Boże, dochodzić do szkoły pieszo… Wkrótce o 16-tej będzie ciemno, a lekcje mogą trwać do 17 -18-tej, to niebezpieczne. Jeśli jeszcze dojdą zajęcia pozalekcyjne, to już będzie kolorowy zawrót głowy…W mediach społecznościowych jest mnóstwo takich komentarzy. Tekst na załączonym obrazku pochodzi właśnie z Facebooka. Jeśli ktoś natrafił na dyskusję pod takim tekstem i w dodatku ją przeczytał, to wie, o czym piszę. Dominuje postawa typu:
– No i co z tego, że tak bywało? Mamy się cofnąć do siermiężnych czasów powojennych, czy nowszych wprawdzie, ale nie mniej opresyjnych czasów PRL-u?
Ja pracowałem w takiej dwuzmianowej szkole. Młodzież w większości dojeżdżająca z terenu nie tylko naszego powiatu, ale nie rzadko i z kilku sąsiednich powiatów zaczynała lekcje o 7.15. O której te dzieci wstawały, jak długo jechały autobusem, aby zdążyć na lekcje jeszcze przed świtem?
Druga zmiana zaczynała lekcje o 14-tej i kończyła o 19.15. Jak ci uczniowie wracali i o której docierali do domu?
W przypadku zawodówek następny dzień mógł się zaczynać o 6 rano w odległym zakładzie gdzie mieli „tzw. praktykę „. Często „mistrzowie” z tych praktyk żądali od nich dodatkowej pracy przed lekcjami no, bo urlopy, choroby pracowników, których trzeba było kimś zastąpić, najlepiej uczniem, bo ten nie kosztuje, a potrafi sporo zrobić…
Ot życie, życie trudne.
Życie jest dobrym nauczycielem, tylko drogo bierze za lekcje

Dzień blogów AD 2019

Dzień Blogów AD. 2019 przypada na 31 sierpnia (sobota) Nawet nie myślałem o innych świętach, rocznicach, obchodach, których w sierpniu jest szczególnie dużo. Ponieważ pisałem o tym w latach ubiegłych, a w kraju nic się nie zmieniło na lepsze, to zwróciłem się ku naszemu świętu. Obok wszystkich innych świąt warto zauważyć, że: – Dziś jest Dzień Blogów- pomyślałem.
Szybki przegląd czytnika WordPressa-a, jak i Facebooka`a , mocno mnie rozczarował. Nie znalazłem ani słowa na ten temat.
 – Może zlikwidowali ten dzień – pomyślałem, i postanowiłem sprawdzić w notatkach wujka Google.
Pierwsze źródło potwierdziło istnienie Dnia Blogów i przyniosło informację z której wynikało że:
Najbardziej znanym prekursorem blogerów był prawdopodobnie Doogie Howser, genialny nastoletni lekarz z popularnego serialu telewizyjnego, który każdego wieczora notował na swoim IBM-ie krótką refleksję na temat ważnych zdarzeń minionego dnia. Musiało jednak minąć około 10 lat, by internetowi pisarze pod koniec lat 90. mogli w prosty sposób publikować takie notatki w Internecie, w formach weblogów, które wkrótce ochrzczone zostały po prostu blogami. W ciągu kolejnej dekady blogi ewoluowały – nie były już tylko publicznymi pamiętnikami dla znajomych. W świecie artystów, polityków czy dziennikarzy stały się ważnym narzędziem marketingowym i miejscem głoszenia swoich przekonań. Światowa blogosfera liczy obecnie około 160 milionów blogów. Niektórzy autorzy prowadzeniem bloga zajmują się zawodowo, utrzymując się z wpływów z reklam.
Głównym założeniem Dnia Blogów, obchodzonego od 2006 roku, jest promowanie blogosfery i zainteresowanie czytelników innymi kulturami. Blogerzy zachęcani są tego dnia do wyszukania pięciu ciekawych blogów – najlepiej z różnych stron świata – i polecenia ich swoim czytelnikom. W ten sposób promowana jest również współpraca między autorami blogów blogów.
Wpis
Tak było, gdy zaczynałem pisanie bloga na platformie Onet.blog. Redakcja przeglądała codziennie blogową twórczość i promowała udostępnianiem na pierwszej stronie linków do ciekawszych tekstów. Owocowało to odwiedzinami dziesiątków, a nawet setek tysięcy czytelników. Były zabawy polegające na nominowaniu 5 ulubionych blogów, aby pomóc w ich promocji. Było… A z likwidacją onetowej platformy blogowej zniknęło bez śladu. Blogerzy rozpierzchli się po różnych blogach i rozpoczęli budowanie swoich marek od podstaw. Ja przeniosłem się do Platformy WordPress i tu poznałem nowych czytelników i nowych blogerów, dzięki którym mam dla kogo pisać i w ten sposób zapełniać w jakiejś części mojej potrzeby kontaktów ze światem i innymi blogerami. Jestem im wdzięczny za okazywane zainteresowanie i pozostawiane komentarze i chcę z okazji Dnia Bloga serdecznie ich pozdrowić i podziękować.
Mam świadomość tego, że jestem zachowawczy tak, co do formy, jak i treści wpisów. Przekonuję się o tym śledząc wpisy innych blogerów, jak i okresowo pojawiające się oceny tzw. blogosfery. Choćby taki jak ten poniżej:
Blogerzy i rząd dusz
To, że blogerów nazywa się dziś influencerami i są obecni niemalże w każdym zakątku internetu świadczy o tym, że opanowali niezwykle ważną rzecz – słuchanie własnych odbiorców. Dobry bloger to ten, który nie tylko potrafi społeczność wokół siebie stworzyć, lecz także ją pielęgnować…
Ja tego nie potrafię, ale nie zamykam się na problem i nie rezygnuję z prób dostosowania bloga do oczekiwań współczesnej „Czytelni”. Pociechę znalazłem choćby w słowach takiego blogera jak:
Kruczkowski z Halo Ziemia, zapytany o to, co by zrobił, gdyby pewnego dnia obudził się bez bloga, odpowiada: „Nigdy nie zaczynamy od początku, bo blog to – obok treści, domeny, miejsca na serwerze i kont w mediach społecznościowych – autor i czytelnicy. Teraz, kiedy Halo Ziemia ma swój wyraźny profil i mogę cieszyć się pewną sympatią i zaufaniem w Internecie, byłoby łatwiej. To trochę jak z utratą telefonu. Razem z nim nie znikają znajomi z książki adresowej”. Dlatego dziś – w Dzień Bloga, gdy tak wielu chwali się liczbą odsłon i unikalnych użytkowników – szczególnie warto pamiętać, że blogosfera będzie istniała tak długo, jak będą istnieć jej odbiorcy. http://www.proto.pl/artykuly/dzien-bloga-jak-sie-maja-blogi
   Pozdrawiam wszystkich blogerów i czytelników. Mam nadzieję, że podzielicie się uwagami na ten temat, bo jeśli nie Wy, to kto? Jeśli nie teraz, przy okazji święta, to kiedy?

 

Jędrek by ich naucył…

Opowieść o Jędrku, przewodniku górskim poznanym w czasie pobytu przed trzema laty w Zakopanem nasunęła mi się w związku z przeżywaną niedawno tragedią jaką wywołała burza w górach. Zaskoczeni turyści skarżyli się na brak ostrzeżeń ze strony Rządowego Biura Bezpieczeństwa podsyłanych przez SMS-y. Tak jakby ktoś zwolnił ich z myślenia i przewidywania skutków nagłego załamania pogody i burzy z piorunami – co nie jest rzadkie.
Jędrek – bohater mojej opowieści uczestniczył w pracach przy renowacji krzyża na Giewoncie, co miało miejsce w 1975 roku. Ile wytargali siłą własnych mięśni tam materiałów, piasku, cementu oraz wody to łatwo sobie poczytać u wujka Google. Teraz też mieli mnóstwo pracy z udzielaniem pomocy zaskoczonym turystom…
Przeczytajcie i porozmawiajmy o tym kto winien

Tatulowe opowieści

Zakopane 333Ktoś może pamięta lipcową opowieść o spotkanym w Zakopanem Jędrku, który dla nas był przewodnikiem ale tak w ogóle, to z racji rozległości zainteresowań nazwałem go wielozawodowcem i taki tytuł dałem całej opowieści: http://tatulowe.blog.onet.pl/2017/07/16/jedrek-wielozawodowiec/

View original post 462 słowa więcej

Problem w ocenie męskości mężczyzn

Przed paru laty poruszyłem problem o rany męskości . Podane w tekście linki wyczerpująco naświetlają temat , a dyskusja dobrze go podsumowuje. Zapraszam

Tatulowe opowieści

Przeczytałem ostatnio dwa artykuły będące faktycznie wywiadami z ludźmi, którzy powinni wiedzieć co mówią, bo ich nazwiska, to znana światowa marka w dziedzinach które reprezentują. Jednym z nich jest prof.Philip Zimbardo amerykański psycholog wypowiadający się w wywiadzie dla Newsweeka, tytuł: Leniwi mężczyźni i zaradne kobietyhttp://nauka.newsweek.pl/leniwi-mezczyzni-i-zaradne-kobiety-wywiad-prof-zimbardo-newsweek-pl,artykuly,345565,1.html Drugim jest prof. Krzysztof L. Krzystyniak – biochemik, toksykolog i immunolog wypowiadający się dla tygodnika Przegląd w wywiadzie: Czy grozi nam „Seksmisja”.   ”. http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/czy-grozi-nam-seksmisja-rozmowa-prof-krzysztofem-l-krzystyniakiem .  

View original post 168 słów więcej

Przestańmy narzekać na zbliżającą się jesień…

Czas pogody, to cykliczna audycja „Jedynki” Polskiego Radia, nadawana w niedzielne do południe. Ciekawa tematyka, sympatyczny redaktor prowadzący i znani mi wykonawcy starych już piosenek, sprawiają że coraz częściej pozostaję przy słuchaniu radia. Tym samym porzucam telewizyjne debaty zawsze pyskatych i mówiących jednocześnie polityków w nadawanym w tym samym czasie w TVN 24 „Kawie na ławę”, a zaraz po tej naparzance audycji realizowanej z udziałem dziennikarzy różnych opcji pod tytułem „Loża prasowa”.
Gdy zajrzałem dzisiaj na stronę internetową „Jedynki”, to zauważyłem autorski tekst mówiący o tym, że…|
Czas pogody jest audycją dla tych i o tych, którym tzw. pewien wiek staje się przepustką do nowego i pełnego radości życia. Rozmawiamy o relacjach rodzinnych, o więzach międzypokoleniowych, o tym, czego dziadek może nauczyć wnuka, ale i wnuczka babcię.
Słuchają nas Państwo podczas spaceru? Przygotowań do rodzinnego obiadu? A może w chwili samotności i refleksji nad tym, co się nie udało? Jesteśmy dla wszystkich! Dla radosnych i wątpiących, dla pogodnych i zadumanych – chcemy przekonać, że metryka czasem się myli! Bądźmy młodzi po 60-tce, 70-tce i dalej!
Kto by nie chciał być młody, prawda? Zwłaszcza w tych późniejszych przedziałach wiekowych. A dlaczego nie jest? Dlaczego większość ludzi w rozmowach potrafi mówić tylko o tym, co go boli, co go napawa smutkiem, strachem, czy tylko obawami?
Bywa, że tacy ludzie mają faktycznie wielkie problemy, ale i tak zawsze możemy przytoczyć przykłady takich, co mają jednak znacznie gorzej, a mimo tego nie są zgorzkniałymi narzekaczami. To takich właśnie ludzi zapraszają do audycji „Czas pogody”, aby upowszechniać przykłady radzenia sobie z samotnością, nudą, zapomnieniem i odstawieniem na boczny tor. Nie wiem czy słuchanie takich audycji może coś zmienić, ale wydaje mi się, że może, choć na chwilę odwieść skołatanego człowieka od złych myśli, złagodzić poczucie samotności.
Trafia do mnie krążąca na Fb sentencja mówiąca o tym, że …to nie wrogowie, a właśnie przyjaciele sprowadzają na ludzi samotność.
Co jednak począć w przypadkach ludzi nieustannie narzekających i obwiniających cały świat za swój los, gdy ich towarzysze, czy opiekunowie nie wytrzymują takiego traktowania? Dokąd można tego słuchać – usłyszałem pytanie pewnej osoby opiekującej się niezwykle zrzędliwą ciotką. To nie uciążliwość zabiegów pielęgnacyjnych była tego przyczyną, a ta za przeproszeniem upierdliwość. Mam nadzieję, że ktoś jej to przetłumaczy i ciotka przestanie dokuczać swojej opiekunce poprawiając tym samym swój los.Dzisiaj znalazłem na Facebook`u artykuł wpasowujący się w poruszany przeze mnie temat. Oto link  Już tytuł mrozi krew w żyłach. Słuchanie narzekania niszczy mózg. Co narzekanie robi z mózgiem?
Słuchanie narzekania szkodzi zdrowiu i bezpowrotnie niszczy nam mózg. Do takich wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu Stanforda, którzy jako pierwsi przebadali wpływ glikokortykosteroidów wydzielanych przez korę nadnerczy podczas krótkotrwałego stresu psychicznego. A że czyjeś narzekanie wywołuje w nas stres, nie ma najmniejszych wątpliwości. Wystarczy zauważyć, do jakiego stanu potrafi doprowadzić nas człowiek, który marudzi w naszej obecności. Nie potrzeba dużo czasu, żeby udzieliło nam się jego zmartwienie, przygnębienie czy lęk, bo choćby mówił o złej pogodzie, polityce czy statusie ekonomicznym kraju, szybko wpadamy w poczucie, że jest źle i trzeba coś zrobić, żeby się przed tym złem obronić. Naukowcy twierdzą wręcz, że nasz mózg automatycznie interpretuje narzekanie, jako zagrożenie, więc w odwecie uruchamia szereg procesów fizjologicznych, które w sytuacji niebezpieczeństwa byłyby nieodzowne. Gdy jednak nie ma z czym walczyć, działają destrukcyjnie na organizm…
   Słuchanie narzekania niszczy mózg Mam nadzieję na to, że zainteresowani przeczytają uważnie cały artykuł, a także inne teksty zalinkowane w tym materiale. To pomoże nam przygotować się do czasu odstawienia lub lepszego znoszenia tego, co przyjdzie nam kiedyś przeżywać z własnego wyboru, gdy sami się odstawimy na boczny tor.
Dzisiejszą audycję zakończyła wypowiedź jakiejś słuchaczki, która zaproponowała:
Przestańmy narzekać na zbliżającą się jesień, |
zostawmy sobie to na wrzesień…

Podejrzewam, że nie miała na uwadze wyłącznie astronomiczną porę roku

Mają dziś święto. Ale i tak ciężko pracują! Dziś (8.08) Dzień Pszczół!

O święcie pszczół dowiedziałem się z radia, no i z Facebooka.
Różne dni już świętowałem i zachęcałem innych do świętowania poświęcając miejsce na blogu świętującym chłopakom, kobietom, całowaniu, chwytaniu za biust, czy za pupę, sprzątaniu biurka, ale jakoś nie natrafiłem do tej pory na święto pszczół, jakie dzisiaj obchodzimy. https://radiogra.pl/299805.html

Uważam, że to zasłużone i godne polecenia święto, jako że o pszczółkach coraz częściej możemy powiedzieć „biedne pszczółki” – zwłaszcza, gdy media informują o wyginięciu całych rojów tych pożytecznych owadów. Szkoda, że środowisko jest dla nich coraz mniej przyjazne”. Mają naturalnych wrogów i swoje choroby, mają problemy z przeżyciem zimy, z brakiem „pożytku”, czyli nektaru w ilościach pozwalających wyżywić rój, zapewnić jego rozwój i trwanie. Do tego dochodzi chemizacja rolnictwa w ogóle i brak wiedzy o zagrożeniach dla pszczół przy stosowaniu niewłaściwych preparatów lub wykonywanie ich o złej dla pszczół porze dnia. Wrogiem pszczół okazują się sami pszczelarze zatrudniając je do przeróbki syropu cukrowego udającego naturalny miód. To jednak nie to samo, co miód pozyskany z nektaru kwiatów. Nie tylko dla konsumentów miodu, ale i dla samych pszczół. To wystarczająco dużo argumentów, aby poszerzać wiedzę o zwyczajach i potrzebach pokarmowych pszczół i zasadach wykonywania zabiegów chemizacyjnych w sposób bezpieczny dla nich.
Podobno prawdą jest twierdzenie, że po zagładzie pszczół, następni w kolejce ustawią się ludzie, którzy nie będą w stanie się wyżywić bez udziału owadów uczestniczących w zapylaniu kwiatów.
    Aby się wykazać zaangażowaniem w propagowanie powyższych celów udostępniłem informacje o święcie pszczół na swoim koncie Fb deklarując, co następuje:
Kocham pszczoły, bo sporo o nich wiem,  jako że towarzyszą mi od dziecka. Obserwowałem ich życie, a nawet pomagałem w pracy przy podkarmianiu i podbieraniu miodu w pasiece mojego Ojca i teścia. Dużo o nich czytałem i mam wiele uznania dla organizacji życia rodziny pszczelej.
Z okazji ich święta życzę im zrozumienia ze strony rolników i samych pszczelarzy.
Zgadniecie ile osób zajrzało do tego linku i notatki?

Na upały – pielgrzymka

Po raz kolejny pielgrzymka z Janowa Lubelskiego przybyła na nocleg do naszej miejscowości. Po raz kolejny byliśmy zaangażowani w zapewnienie pielgrzymom warunków do odpoczynku i regeneracji nadwątlonych sił w obiektach szkolnych. Po raz kolejny towarzyszyły nam takie same rozmyślania nad polskim fenomenem Polska sierpniowa nadal jest pielgrzymkowa

Tatulowe opowieści

Przełom lipca i sierpnia funduje nam upały w jakich trudno normalnie funkcjonować, nawet młodym i zdrowym ludziom, a co dopiero starszym i schorowanym? Władze samorządowe pomagają nam jak mogą instalując w miastach kurtyny wodne i stawiając do dyspozycji potrzebujących wodę do picia. Zakończony niedawno Przystanek Woodstok był przykładem znaczenia wody i ochłody dla przeżycia tego bardzo energetycznego wydarzenia. Polewanie wodą i kąpiel w błocie, to nie tylko specyficzna zabawa, ale i sposób na schłodzenie rozpalonych głów i ciał. Jak istotny? Tuż przez jego zakończeniem Jerzy Owsiak na pytanie co się zmieni w przyszłym roku, odpowiedział WODA. To jest bolączka dla organizatorów takiej masowej imprezy i jej uczestników.

Obserwuję w czasie tych upałów młodych ludzi zmierzających w stronę otwartego w mojej miejscowości w ub. roku zalewu, gdzie jest małe kąpielisko. Mimo, że nie jest to jedyna droga wiodąca nad wodę, to ruch jest duży. Wielkie to dobrodziejstwo dla naszej społeczności, że…

View original post 711 słów więcej

Marność nad marnościami…

Wczoraj (sobota 3.08.) Byliśmy z żoną na pogrzebie znajomego. W takiej miejscowości jak nasza wszyscy są znajomymi. Nie każdy jednak pogrzeb przyciąga tak wielkie zainteresowanie. Kościół był wypełniony po brzegi, a na zewnątrz stało wielu znajomych rodziny zmarłego. Mszę żałobną koncelebrowało 5 księży, a podniosła w tonie homilia poruszyła wielu ludzi.
Wnuczek zmarłego, posługujący jako organista w sąsiedniej parafii zapewniał obsługę muzyczną dodając nimbu temu pożegnaniu.
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak pewien świecki pan wygłaszający przemówienie pożegnalne. Był niegdyś szefem zmarłego, który dziękując mu za naukę, jaką przy nim odebrał na początku swojej kariery zawodowej powiedział dużo ciepłych słów o nim samym i jego synu kontynuującym drogę zawodową ojca.
Wiadomo, że na pogrzebach często padają słowa, niejako na wyrost, bo przemawiający stosują się do zasady „o zmarłym tylko dobrze lub wcale”, ale jak widać można też prawdziwie i wzruszająco. Mieliśmy z żoną łzy w oczach i dlatego często patrzyłem w sklepienie, aby łzy znalazły sobie drogę przez nos.
To, co właśnie lubię w małych środowiskach, to próba doceniania zwykłego i mozolnego często życia zwykłych ludzi, a tak właśnie pokierował słowami wygłaszanymi „z głowy” ten mówca.
„ Dyrektorem, ministrem, czy jakąś wielką szychą się bywa, ale przyzwoitym, wszystkim życzliwym człowiekiem trzeba być bez względu na funkcje, majątek, czy panujące układy – mówił ciepłym, radiowym głosem. Wiele dowodów na to można było przytaczać i właśnie taki moment jak ostatnie pożegnanie jest rodzajem świadectwa o drugim człowieku. Trzeba takie świadectwa wygłaszać, aby wszystko miało swoją miarę…

Chodziłem przez cały dzień z takimi „myślenicami” w głowie i całe to przeżycie uważałem za ważne i warte przeżycia, zwłaszcza, że sam dawno już wszedłem w „smugę cienia” i takie uroczystości dotyczą wielu trochę starszych, czy nawet młodszych ode mnie ludzi. Najwyższy czas się przygotować, nieprawdaż?
Dzisiaj (4.08- niedziela) będąc w kościele usłyszałem przeznaczone na ten dzień czytania. Przytoczę to pierwsze: (Koh 1, 2; 2, 21-23)
Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność…”
Pomyślałem o naszych politykach, zwłaszcza ostatniego rozdania. Także o ludziach, którzy z poręczenia tych polityków są wielkimi dyrektorami firm, spółek, banków i innych przedsięwzięć przynoszących im krociowe zyski. Mają do dyspozycji wszystko, co należy do firmy, a ponadto ochronę, limuzyny, liczne „obrywy” przynależne „elycie biznesowo – politycznej”. Czy na to wszystko zapracowali? To inni w trudzie pracują na nich bezpośrednio lub poprzez płacenie coraz większych podatków. Czyje życie ma, zatem większą wartość? Robotnika, czy stojącego nad nim z woli zarządcy jakiegoś politycznego nadzorcy?
W drugim czytaniu, aklamacji znajdujemy m.in. takie słowa: (Łk 12, 13-21)
Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia”. I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie:, „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga”.
Mam nadzieje, że politycy i ich podwładni też bywają w kościele i słuchają słowa Bożego…
A zegar bije…

Patriotyczna młodzież coraz częściej mówi: Sorry Polsko…

W 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego warto przypomnieć tekst sprzed paru lat, choćby po to aby poddać aktualizacji przytoczone wtedy wskaźniki i tendencje, opinie i komentarze.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

Przeczytałem artykuł pod znamiennym tytułem Sorry Polsko  http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czy-walczylbys-za-ojczyzne-nie-sorry-polsko/tprve który informuje nas o zmieniającym się nastawieniu Polaków do zasadniczych powinności obywatelskich jaką jest Obrona Ojczyzny. Czytamy tam:

View original post 1 067 słów więcej