Jak żyć panie premierze, jak żyć ???

Pamiętamy jeszcze to pytanie skierowane 10 lat temu przez rozgoryczonego stratami wywołanymi przez trąbę powietrzną plantatora papryki z Przysuchy do premiera rządu?
Premiera Tuska, żeby było jasne. Dla tych, którzy nie pamiętają LINK.
Powinniśmy pamiętać również rwetes jaki urządziła premierowi ówczesna opozycja, aby zyskiwać na wizerunku i zdobyć punkty poparcia liczące się w kolejnych wyborach. Premier i jego służby tłumaczyły się gęsto, ale czy najlepsza retoryka może wystarczyć jeśli ludzie domagają się pełnej rekompensaty poniesionych strat? Musiał przegrać, tak jak przegrał niegdyś premier Cimoszewicz odsyłając ludzi do zakładów ubezpieczeniowych.
Nic dziwnego, że dzisiejsza opozycja rewanżuje się rządzącym w ten sam sposób, a przykładów nadających się do tego celu dostarcza w nadmiarze bieżące życie. Nie tylko klęski żywiołowe nadają się do takiej walki.

Chybione inwestycje, korupcja, nepotyzm i niespotykane dotąd zawłaszczanie Polski dla własnych partyjnych celów nie ma sobie równych w skali Europy i świata, z wyłączeniem dyktatur. Tracimy na znaczeniu w oczach świata, a zyskujemy miano kraju autorytarnego, który podąża w niebezpiecznym kierunku.
Czy na takie bolączki może pomóc obecna ofensywa dyplomatyczna premiera?
A może prezydent pomoże w tym dziele używając swojego wdzięku i kwiecistej retoryki?
Tematów składających się na totalną krytykę poczynań władzy jest bardzo dużo. Opozycja zapowiada wystawienie rachunku i rozliczenie wszystkich przekrętów. Spadające słupki poparcia i chwiejna większość koalicji rządzącej dają wprawdzie nadzieję na rychłe odsunięcie jej na śmietnik historii, ale naprawa tego, co zdążyli popsuć potrwa bardzo długo i to społeczeństwo, a nie partyjna elita musi za to zapłacić. Będzie tego wystarczająco dużo, aby nasze wnuki płakały i płaciły przeklinając nas za dopuszczenie do takiej sytuacji.

Pytanie użyte w tytule jest wciąż aktualne, tylko jak je zadać, skoro władza spotyka się tylko ze swoimi zwolennikami, a jako cnotę wprowadziła ignorancję wszelakiej krytyki i pytań nie związanych bezpośrednio z tematem konferencji prasowych.
56 procent Polaków źle ocenia swoją sytuację finansową i spodziewa się dalszego pogorszenia, a premier jeździ po świecie przekonując do swoich racji, albo po kraju promując tzw. Nowy Ład. Kary nakładane na Polskę za nie respektowanie postanowień trybunałów unijnych rosną z każdym dniem o setki tysięcy euro. Wciąż nie dostaliśmy unijnej zaliczki na poczet kwot przyznanych na odbudowę gospodarki po pandemii…
Ty se mów, a ja zdrów – mawiali prości ludzie i było to wymownym oskarżeniem…

Narodowcy uczcili twórców Niepodległości…

   Co roku bywałem na lokalnych obchodach Święta Niepodległości.
Miałem poczucie obowiązku uczestnictwa, bo wydawało mi się, że nauczyciele to ludzie światli, wobec których powinno się stosować  niegdysiejszą zasadę: Noblesse oblige, czyli po naszemu „szlachectwo zobowiązuje”. Historia jest bogata w przykłady takich postaw członków elity, co by to nie znaczyło.
Z roku na rok coraz mniej osób widziałem wokół siebie na tych obchodach. Gdy robiłem zdjęcia dla dokumentowania tego wydarzenia, to starałem się tak kadrować wnętrze kościoła, czy sali szkolnej, gdzie była organizowana akademia ku czci, aby nie było widać pustych miejsc. Słuchałem przemówień na obchodach państwowych i kazań w kościele. Opisywałem też na blogu przebieg uroczystości i dzieliłem się wrażeniami i przemyśleniami z tych wydarzeń.
Udostępniałem te teksty na Fb i oczekiwałem na komentarze, których niestety było coraz mniej.
W tym roku coś mnie jednak odwiodło od rutynowo powtarzanych zachowań dobrze ułożonego Polaka i Obywatela. Nie poszedłem do kościoła na mszę za Ojczyznę i wolałem nie pytać co było treścią okazjonalnego kazania. Na zdjęciach jakie udostępniono widziałem poczty sztandarowe strażaków, niewielu podobnych mi obywateli i młodzież szkolną z klas o profilu wojskowym oraz aktywną drużynę harcerzy, którzy jako tako wypełniali kościół.

   Siedząc w domu mogłem więcej czasu poświecić na obserwację święta zadumy, czy raczej zadymy w wykonaniu narodowców uczestniczących w centralnych obchodach, które zorganizowano w … Krakowie, bo tam przeniosła się cała nasza elita rządząca. Warszawa została udostępniona niejakiemu Robertowi Bąkiewiczowi. To on kroczył na przedzie, przemawiał, a w przemówieniach wyznaczał kierunki działania na przyszłość. „Powiedział co wiedział” – mawiano kiedyś o takich mówcach, którzy zanim zabiorą głos nie sprawdzają, czy ich język jest podłączony do mózgu. Jaki będzie skutek tak buńczucznie uprawianej polityki?
Tego nikt nie wie. Wszystkich naszych tradycyjnych sojuszników mamy już poobrażanych na dobre. Zostajemy sami i to na własne żądanie.
Jeśli nam pomogą w kryzysie migracyjnym i ochronie granicy, to tylko dlatego że nasze problemy stają się problemami również naszych partnerów z UE, czy USA i NATO. Jak na razie mamy dość niepokojące wieści dobiegające ze wschodu i nikt nie wie jak to się zakończy.
Na swoim koncie FB udostępniłem zdjęcie Marszałka stojącego na naszym rynku i spoglądającego na wiązanki biało-czerwonych kwiatów jakie złożono u jego stóp. Pod, a właściwie nad zdjęciem z 2015 roku umieściłem słowa:

Tłumnie przybyli
Huku narobili…
Wieniec zostawił
Do zadumy mnie, zmusili…

Koronawirus zaciera czółki, wypustki, czy może kolce?

   Wszyscy chyba obserwujemy to, co dzieje się wokół i nazywa się IV falą pandemii. Każdy z nas ma w rodzinie zaszczepionych dwoma, a nawet już trzema szczepionkami. Jednocześnie prawie połowa Polaków nie poddało się szczepieniom licząc na skuteczność indywidualnych zabezpieczeń lub na … Opatrzność.
Minął tydzień od ogólnonarodowego poruszenia zawiązanego z odwiedzinami grobów bliskich zmarłych, któremu towarzyszyły spotkania z ludźmi na trasie przejazdów, z krewnymi i znajomymi w miejscach docelowej wędrówki.
Przed świętem zmarłych ostrzegano wędrowców przed możliwymi zarażeniami i wzrostem zachorowań. Mimo tego tłok na cmentarzach był bardzo duży, chociaż może troszkę mniejszy niż dawniej bywało. Tydzień, to powszechnie stosowany okres kwarantanny, a więc wkrótce okaże się czy nastąpi ten dramatyczny skok zachorowań. Liczę się również z tym, że potwierdzenie spiskowej teorii uzyskają antyszczepionkowcy i gieroje nie lękający się wirusów.
Ostatnie dni to demonstracje uliczne setek tysięcy manifestantów w prawie setce polskich miast wyrażający swoją dezaprobatę rządowi za ustanowione prawo aborcyjne, które wywarło efekt mrożący na lekarzach położnikach i ginekologach. Przykładem i symbolem tego efektu stała się pacjentka z Pszczyny płacąca życiem za lekarskie zaniechanie podyktowane strachem przed karą dożywocia za aborcję płodu niezdolnego do życia, czyli za zamordowanie dziecka poczętego.
Pomijając aspekt interpretacji prawa, czy intencji jego twórców warto zwrócić uwagę na fakt nowych zagrożeń do jakich dochodzi w tłumie skandujących różne hasła ludzi. Nie wiemy jak długo potrwają te demonstracje, a tu szykuje się nowa okazja do ataku wirusa. Mam na myśli obchody Narodowego Dnia Niepodległości i kontrowersyjny od lat Marsz Niepodległości w Warszawie.
Patriotycznie i narodowo nastawieni chłopcy na pewno się postawią, bo wreszcie mają za co kupić race i tłumnie zameldować się w Warszawie angażując przy okazji policję do ochrony demonstrantów.
Dzisiaj trudno ocenić jakie będą tego skutki, ale chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że chorych przybędzie.
Szpitale są podobno przygotowane, ale czy służba zdrowia też?
Przeglądając zasoby przepastnego Internetu szukając wyjaśnienia takiego drobiazgu jak pytanie zamieszczone w tytule znalazłem przystępnie opracowane źródło wiedzy na temat wirusa, z którym wciąż musimy się zmagać. Oto link:
https://synergiczni.pl/zdrowie/koronawirus-oczami-dziecka


Moje, nasze „Złote Gody”

Jubileusz 50 – lecia pożycia małżeńskiego jest na tyle ważnym wydarzeniem w życiu polskich rodzin, że zasłużył sobie na specjalne traktowanie przez władze państwa i samorządu. Wyrazem tego jest długoletnia już praktyka odznaczenia jubilatów medalem „Za długoletnie pożycie małżeńskie” nadawanym przez samego Prezydenta RP. Nam taki medal przyznano już 5 maja 2021, a więc na miesiąc przed faktyczną datą ślubu.
Warunki ostrożnościowe wynikające z konieczności dostosowania się do wymogów związanych ze zwalczaniem pandemii sprawiły, że termin wręczenia odznaczeń, przy konieczności zapewnienia odpowiedniej oprawy wyznaczono na 23 października. W moim przypadku od faktycznej rocznicy ślubu upłynęło 5 miesięcy, a więc wystarczająco długo aby zapomnieć o przeżyciach związanych z rodzinnym świętowaniem, bądź co bądź ważnego dla naszej rodziny wydarzenia.
Świętowanie Złotych Godów obchodzonych przez 24 rodziny mieszkańców naszej gminy rozpoczęło się uroczystą Mszą świętą, podczas której dziękowano Bogu za otrzymane łaski i modlono się o dalszą opiekę dla jubilatów i ich rodzin. Młody wiekiem ksiądz celebrujący mszę we wspomnianych intencjach miał niemały problem z wyrażeniem tego, co wypadało mu przy takiej okazji powiedzieć w ramach homilii. Przemawiał w końcu do ludzi mających dłuższy staż małżeński niż całe jego życie oraz do ich dzieci i wnuków przybyłych do kościoła z rodzicami i dziadkami. Aby zrealizować swój cel z dużym wdziękiem posłużył się legendą indyjską, mówiącą o …

… Stworzeniu mężczyzny i kobiety

Kiedy Stwórca skończył stwarzanie mężczyzny, zdał sobie sprawę, że zużył już wszystkie konkretne składniki. Nie było nic więcej trwałego, nic stałego czy mocnego, z czego mógłby stworzyć kobietę.
Stwórca zastanawiał się długi czas, w końcu wziął: krągłość księżyca, gibkość pnącza winorośli i drżenie trawy, wysmukłość trzciny i kwitnięcie kwiatów, lekkość listków i jasność słonecznych promieni, płaczliwość chmur i niestałość wiatru, miękkość ptasiego puchu i twardość diamentu, słodycz miodu i okrucieństwo tygrysa, żar ognia i chłód śniegu, gadatliwość papugi i śpiew słowika, fałszywość lisa i wierność matki lwicy. Mieszając te wszystkie nietrwałe elementy, Stwórca utworzył kobietę i obdarował nią mężczyznę.
Po tygodniu mężczyzna przyszedł i powiedział:
„Panie, stworzenie, które mi dałeś, unieszczęśliwia mnie. Bez przerwy mówi i niemiłosiernie mnie dręczy, tak że nie mam wytchnienia. Żąda, abym stale się nią zajmował i w ten sposób tracę czas. Płacze o każdy drobiazg i żyje bezczynnie. Przyszedłem, aby Ci ją zwrócić, bo nie mogę z nią żyć”.
„Dobrze” – odpowiedział Stwórca i wziął ją z powrotem.

Po tygodniu mężczyzna wrócił i rzekł:
„Panie, odkąd oddałem Ci z powrotem to stworzenie, moje życie jest takie puste. Ciągle o niej myślę – jak tańczyła i śpiewała, jak spoglądała na mnie kątem oka, jak przekomarzała się ze mną, a później mocno się do mnie przytulała. Była tak piękna i tak delikatna w dotyku. Uwielbiałem słuchać jej śmiechu. Proszę, oddaj mi ją z powrotem”.
„Dobrze” – powiedział Stwórca i mężczyzna wziął ją na nowo.
Jednak trzy dni później znów wrócił i powiedział:
„Panie, nie rozumiem i nie potrafię tego wyjaśnić, ale po wszystkich moich doświadczeniach z tym stworzeniem doszedłem do wniosku, że sprawia mi ona więcej kłopotów niż radości. Błagam Cię, zabierz ją z powrotem! Nie mogę z nią żyć!”
„Ale nie możesz żyć i bez niej” – odparł Stwórca. Następnie odwrócił się plecami od mężczyzny i kontynuował swoją pracę.

Mężczyzna zdesperowany powiedział:
„Co ja zrobię? Nie mogę żyć z nią i nie mogę żyć bez niej!

   Tematyka znana chyba wszystkim, choćby z powiedzenia o tym, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus lub z różnych opracowań przeciwstawiających sobie punkty widzenia obu płci tym razem rozbawiła słuchaczy. Puenta była już prostym zabiegiem retorycznym…
– Jeśli tyle lat i to w niezwykle trudnych warunkach przeżyliście wspólnie, to sami najlepiej wiecie jak ważne jest wzajemna tolerancja i współpraca zmierzająca do osiągania wspólnych celów.
Takiemu wymiarowi została podporządkowana zmodyfikowana i przystosowana do sytuacji przysięga małżeńska, którą sobie wzajemnie ponownie złożyliśmy stojąc naprzeciw siebie w szpalerze wzdłuż kościoła. Zdjęcie na dole.
Film: https://www.facebook.com/100000003836045/videos/pcb.6957477274262331/590178342307429
Część świecka uroczystości wynikała już z przyjętej konwencji godów.
Jak wesele, to musi być miło i wesoło, prawda?
Były występy harcerzy, przemówienia przedstawicieli władz i życzenia, życzenia, życzenia…
Ważnym elementem uroczystości było wręczenie odznaczeń, co kończyło oficjalną uroczystość.
Później już to, co wszyscy znamy.
Obiad zaczynający się od rosołu, a na drugie kotlet devolay…
W tym czasie do naszej sali wkroczyła kapela umilająca nam wspólnie spędzany czas. Wielu jubilatów dało się porwać muzyce i jak to na weselach bywa poszli w tan, budząc zazdrość w tych, którzy na taki wyczyn nie mogli sobie pozwolić.
Było miło i szkoda, że tak szybko się skończyło…


Wszyscy jesteśmy zdrowo jeb…ęci…

Gdy w niedzielę rano odpaliłem komputer, to na swoim koncie zauważyłem dodany przez kogoś mema o treści zawartej w tytule. Był tam dopisek: Tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi. Czy to jakaś pociecha – pomyślałem. Dopiero później doczytałem się z innych materiałów udostępnianych na Fb tego, że…
Niedziela 10 października obchodzona była jako Dzień Zdrowia Psychicznego.
Nie łatwo mamy i na tym odcinku, a wynika to nie tylko z winy lekarzy omijających tę specjalność. Politycy też bardzo się starają, aby swoich wprowadzić w euforię rozdawnictwem pieniędzy, przywilejów i tzw. konfitur, a przeciwników pogrążyć w depresji swoją arogancją, butą i sobiepaństwem. Część spośród nas może znaleźć się w pośrednim miejscu ciesząc się i smucąc niemal równocześnie. Normalna dwubiegunówka … Co to takiego?  Link
Sporo można było się dowiedzieć na temat kondycji polskiej psychiatrii słuchając debaty zorganizowanej przez TVN24 w godzinach … już nocnych niestety. Jest źle i nie ma szans na szybką poprawę. Chorych przybywa w zatrważającym tempie, a przychodni specjalistycznych i miejsc w szpitalach ubywa. Relacje pozostają nadal w stosunku odwrotnie proporcjonalnym. Jak w wielu dziedzinach przydatna wydaje się każda podpowiedź mogąca zrealizować przewodnie hasło: Obywatelu, ulecz się sam!!!
Dyskutujący zgadzali się z tym hasłem i podkreślali potrzebę kolejnej modyfikacji podstaw programowych naszych szkół tak, aby profilaktyka zdrowia psychicznego była tak samo traktowana jak profilaktyka zdrowia w ogóle. W końcu Psyche + Soma = cały człowiek.,
Podpowiadano nawet, aby każdy nauczyciel mógł na każdej lekcji wplatać elementy dotyczące psyche i wykazywać zainteresowanie przypadkami wymagającymi wysłuchania, wsparcia i pomocy. W końcu oni sami decydują o tym jak rozłożyć akcenty, co poruszać, a co potraktować symbolicznie.

Na nauczycieli można wszystko zwalić, a oni będą pracować za wszystkich i… za minimalną płacę. Wystarczy posłuchać argumentów wygłaszanych choćby w trakcie trwającego akurat protestu nauczycieli, którym minister zwiększa pensum w zamian za podwyżkę, której trudno się doliczyć. Nawet pan Naczelny Związkowiec Piotr Duda obraził się na premiera za to, że poprzednich obietnic nie zrealizowali wystawiając związek Solidarności oświatowej w pozycji łamistrajków. Pracownicy służby zdrowia i ratownictwa medycznego też nie mogą się dogadać z ministrami od zdrowia, bo …pieniędzy dali więcej, a tym jeszcze za mało”.

Nie oni jedni się buntują.
– Jeśli premier przerzuca się miliardami na to i owo
i nawet nie oczekuje wsparcia od Unii, bo na wszystko ma?
– Jeśli ministrowie, samorządowcy, parlamentarzyści mogli skasować podwyżki po kilkanaście do kilkudziesięciu procent, to nie dadzą innym na przysłowiową miskę ryżu?
– Jeśli prezes NBP pochwalił się setkami ton złota rezerw walutowych i górami pieniędzy płynących szeroką rzaką, to nie dopuści do strumyka tych, którym na wszystko zaczyna brakować?
– Jeśli prezes wszystkich prezesów kokietując rolników i mieszkańców wsi i małych miast naobiecywał tyle, że cale dotychczasowe rozdawnictwo wydaje się błahym incydentem, to nie zwiększy zarobków dla tych, co na dole?
Przy tych obietnicach prezes dokonał epokowego odkrycia objaśniającego przyczyny podziałów w społeczeństwie. Otóż przyczyna podziałów tkwi w niesprawiedliwym podziale dóbr materialnych i w nierównym dostępie do innych dóbr cywilizacyjnych …zarezerwowanych dla swoich – jak pokazuje życie argumentami opozycji.
Z tym pora już skończyć – powiedział prezes, w czym się jedynie powtarzał.
Wczorajszy dzień, to jeszcze jedno ważne wydarzenie.
Na apel Donalda Tuska ponad 130 miast w Polsce przeżyło pokojową demonstrację przeciwko spodziewanemu Polexitowi. Tłumy ludzi wyraziły swoje obawy związane z aktualną polityką partii rządzącej idącej na ostre starcie z Unią Europejską. Co przyniesie ta wymiana ciosów? Jakie będą tego skutki dla Polaków próbujących dzisiaj wiązać koniec z końcem? A jaka przyszłość czeka nasze dzieci wnuki?

Vivat Academia, vivant Professores…

Doczekaliśmy dnia 1 października, w którym splatają się dwie ważne uroczystości.
– Inauguracja nowego roku akademickiego, a więc startu po nowe…
– Światowy Dzień ludzi Starszych odprowadzonych na boczny, rzadko używany tor życia>
To okazja do przemyśleń dla młodych jak i dla ich rodziców, dziadków…
Zapraszam

Tatulowe opowieści

Uwaga nadchodzi…
1 października, to dzień inauguracji nowego roku akademickiego. Nie wiem, czy to wydarzenie jest przez kogoś z braci studenckiej szczególnie oczekiwane, ale przynajmniej dla studentów I roku jest to z pewnością duże wydarzenie.
Nowe środowisko, nowe wyzwania, dorosłość…Przypominam sobie z czasów pracy w szkołach średnich uknute przez studentów chyba porównanie studiowania z nauką w liceum. Wskazywało na wyższość studiowania, nad nauką bo… Studniówki są tam urządzane co weekend, a maturę to mają co semestr... Młodzi już wkrótce to zweryfikują.
Spotkałem na Fb pierwsze przejawy ruchu w interesie. Co niektórzy się pakują do wyjazdów. Na pytanie dlaczego tak wcześnie? Znalazłem odpowiedź:
 Co tak wcześnie ? Mało ci szkoły?? Już się stęskniłaś za szkołą?
Zapytał ktoś:
– Nie no studia czekają ;p, trzeba by się wyprowadzić ;p
Tu postanowiłem się włączyć.
– Ucz się tekstu Iza:
Gaudeamus igitur,
Iuvenes dum sumus;
Post iucundam iuventutem,

View original post 995 słów więcej

Byle co jemy … I na potęgę tyjemy

Jedna z moich znajomych udostępniła w ubiegłym tygodniu na swoim koncie Fb zdjęcie plaży z lat siedemdziesiątych, na którym nie było ani jednej otyłej osoby. Zdjęcie (powyżej) było opatrzone komentarzem wskazującym na producentów żywności jako głównych winowajców współczesnej fali otyłości ogarniającej niemal cały świat. Obejrzałem i pomyślałem, że to prawda i … Że nie mamy żadnych szans aby to zmienić.
Dzisiaj (26.09.2021) w TVN 24, o zwykłej porze napotkałem na angielski film udostępniany w cyklu „Ewa Ewart poleca”, poświęcony temu właśnie problemowi. Już słowa wprowadzenia przykuły moją uwagę na tyle, że postanowiłem go obejrzeć, aby tu podzielić się swoimi przemyśleniami.
Autorzy tego materiału przyjęli za podstawę dane notowane w Anglii, które przybierają już obraz bardzo niepokojący.
Badania społeczne na temat upodobań w doborze produktów do swojej diety wykazały spore zróżnicowanie zależne głównie od wieku, ale jak podali autorzy dieta swobodnie dobierana przez konsumentów w około 60 proc. składa się z ultra przetworzonej żywności, a pozostałe 40 proc. stanowiły tam produkty naturalne. Wśród ludzi młodych ten pierwszy wskaźnik sięga już 80 proc. a są już tacy, którzy odżywiają się wyłącznie produktami ultra przetworzonymi.
Bohater filmu, 42 letni lekarz posiadający szczupłą sylwetkę i utrwalone zasady zdrowego żywienia wspieranego zdrowym stylem życia próbował znaleźć wyjaśnienie przyczyn takiego stanu rzeczy.
Prowadząc rozmowę z przeciętną rodziną, w której oboje z rodziców mają lekką nadwagę, a dwójka ich dzieci już sporo przekracza przyjęte normy, to na pytanie dlaczego nie próbują zmienić nawyków i diety swoich dzieci usłyszał taką odpowiedź:
Bo naturalna żywność jest o wiele droższa i nie zawsze nas na to stać, a poza tym nie chcemy marnować żywności i kupować tego, czego nasze dzieci nie chcą jeść…
Chyba wszyscy znamy takie wypowiedzi naszych dzieci i wnuków, prawda?
Nasz bohater postanawia na sobie sprawdzić przyczyny narastającej tendencji do sięgania po wysoko przetworzone produkty, no i wskutek ich spożywania do chorobliwego tycia. Zgłasza się do odpowiednich instytucji, aby poddać analizie swój stan zdrowia i na okres jednego miesiąca zmienia swoją dietę odwracając w niej proporcje udziału żywności naturalnej i ultra przetworzonej.
Jedząc to, co tak lubią nasze dzieci i wnuki rozkoszował się smakiem i oceniał wpływ poszczególnych składników zawartych w produktach na jego apetyt. Zastanawiał się także nad tym, dlaczego powoli traci poczucie sytości i sięga po jedzenie, mimo że nie jest głodny. Wszystko skrupulatnie zapisywał i konsultował z fachowcami.
Po miesiącu trwania eksperymentu zgłosił się do tego samego instytutu, aby dokonać podsumowania ujemnych niestety efektów.
Wyniki były szokujące. Efekty zmiany żywienia, to pogorszenie nastroju, drażliwość, zgaga i niestrawność, zmiana rytmu wypróżniania, gorszy sen, a nawet osłabienie libido.
Przytył 6,5 kg, z czego 3kg, to czysty tłuszcz. Zmieniły mu się też parametry hormonalne. Hormon głodu wzrósł mu o 30 procent, natomiast hormon sytości wyraźnie się obniżył. Wpadł więc w pułapkę sięgania po jedzenie, mimo że nie był głodny i to prowadziło go do otyłości.
Tomografia mózgu wykazała, że powstały w nim nowe połączenia nerwowe charakterystyczne dla ludzi uzależnionych od alkoholu, narkotyków itp. używek. On stał się uzależniony od jedzenia tego, co znajdowało się w żywność ultra przetworzonej. Co jeszcze ciekawsze w tym badaniu, to fakt, że po powrocie do swojego wcześniejszego sposobu odżywianie i aktywności szybko odzyskał poprzednią wagę i pozbył się dolegliwości gastrycznych. Ponowna tomografia mózgu wykazała jednak, że nowe struktury mózgu jakich się dorobił jedząc podobnie jak jego rodacy pozostały bez zmian, a więc nadal pozostawał uzależnionym od fastfudów. Wysnuł z tego następujący wniosek:
– Mam 42 lata i przekonanie o tym co dla mnie dobre, a co złe. Co jednak mają zrobić dzieciaki, które takiego przekonania nie mają i po zmianie sposobu odżywiania odczuwają tak jak alkoholicy, czy narkomani głód odstawienia?
A co mają zrobić rodzice tych dzieci, zwłaszcza w sytuacji, gdy coraz mniej się ruszają siedząc przed komputerem, czy z telefonem w ręce?
Finalne spotkanie z przedstawicielem przemysłu produkującego żywność wykazało, że uznaje on negatywny wpływ złej diety na wagę naszego ciała, ale jest świadomy tego, że alternatywa:  ZYSK, czy zdrowie publiczne wskazuje na pierwszeństwo zysku w podejmowaniu decyzji przez producentów żywności. Decyzje, co do wyborów tego, co w naszym przeświadczeniu jest dla nas zdrowe należy do nas samych.
Trzeba mieć tę świadomość  i nie oglądając się na producentów zadbać o swoje zdrowie i nauczyć nasze dzieci mądrego korzystania z oferty spotykanej w sklepach z żywnością i w restauracjach.

Kuba, fan Tomasza Beksińskiego, który myślał o końcu…

Wszyscy wiemy co kryje się pod hasłem „Białe Miasteczko”.
Służba zdrowia reprezentowana przez wszystkich ludzi w białych fartuchach zdecydowała się upomnieć o poprawę warunków pracy i płacy. Wiadomości jakie płyną z tego miasteczka oraz od ludzi powołanych do rozwiązywania problemów społecznej służby zdrowia są zatrważające. Niedługo nie będzie miał kto nas leczyć, a prywatna służba zdrowia nie dla każdego będzie dostępna.
Jaka będzie zatem przyszłość medyków i nas wszystkich?
Już teraz obserwowane kompletne załamanie niektórych dziedzin opieki zdrowotnej jak choćby dziedzina psychiatrii dziecięcej nastraja nas niezwykle pesymistycznie. Podobno już teraz połowa chirurgów jest w wieku emerytalnym i podobne wskaźniki osiąga pielęgniarstwo… Ratownicy pogotowia zarabiający w okolicach minimalnej płacy zamykają ten korowód ludzi pracujących dla nas podobno z powołania, którego do garnka nie da się włożyć.
Jak to się zakończy?
Oto przykład sytuacji w jakiej znalazł się młody chłopak, który napisał do mnie w chwili wielkiego zdołowania i postawił trudne pytanie: Jak żyć?
Zapraszam

Tatulowe opowieści

   Jeszcze chyba pracowałem w szkole kiedy przytrafiła mi się emocjonująca przygoda. Późnym wieczorem na czacie fejsbuka pojawił się jakiś Kuba XXX, który wbił mnie w krzesło następującymi słowami:

Kuba: – nie mam przyjaciół i myślę o końcu. Słucham właśnie ostatniej audycji Tomasza Beksińskiego i te myśli się nasilają nie jestem tą osobą, która jest podpisana jako właściciel tego avatara. Uczył mnie pan tak naprawdę w liceum w xxxxx mam problem z zaliczeniem sesji w poniedziałek mam jeszcze kolejny egzamin nie wiem co to będzie jak nie zaliczę rodzina bardzo we mnie wierzy przepraszam że tak bez interpunkcji ale to jest swego rodzaju mój strumień świadomości bardzo lubiłem pana zajęcia dlatego pisze. W domu też nie ma wiele lepiej. Bardzo matriarchalne środowisko, nie lubię tych powrotów, ale czuje sie odpowiedzialny za to co się tam dzieje. Mam chorego psychicznie jednego z rodziców JAK ŻYĆ PANIE CZESŁAWIE, JAK ŻYĆ???
Powinienem…

View original post 1 063 słowa więcej

Okruchy serca…

Nie potrzeba wiele się narobić, aby coś dobrego zrobić…
Podczas niedzielnego spaceru nad pobliski zalew, gdzie odbywał się festyn z okazji dożynek miałem sporo okazjonalnego kontaktu z ludźmi, których tak twarzą w twarz już dawno nie widziałem. Wśród nich byli moi dawni uczniowie, którzy przybyli tam z dziećmi, aby zapewnić im, a przy okazji sobie odrobinę rozrywki, o którą na wsi jednak jest dość trudno.
Pozdrowienia  z dołączonym uśmiechem, czasem chwila rozmowy potrafią staremu człowiekowi dać lub tylko odświeżyć poczucie przynależności do pewnej grupy ludzi, których coś w życiu łączyło i pewne (daj Boże pozytywne) skojarzenia pozostawiło). To niby nic cennego, a jednak potrafi zmienić nastawienie do innych i do siebie. Upewnić się w tym, że nasze działanie ma sens i komuś jednak służy.
Ostatnio dość często otrzymuję takie przyjazne sygnały od ludzi, dla których moje fotografie coś znaczą, bo dostarczają im informacji o tym, co u nas się dzieje, co się zmienia na lepsze. Docenia się to, zwłaszcza wtedy, gdy przebywamy z daleka od rodziny i kraju, a teraz takich ludzi nie brakuje.
Nie ustaję wiec w wysiłkach, aby być tam gdzie się coś dzieje i to co tam zobaczę udostępniać na swoim koncie Facebooka i innych stronach tego komunikatora. Poszerzam w ten sposób swoją sferę kontaktów i tym wypełniam swój emerycki czas.
Wczoraj miałem okazję posłuchania opowieści, która jeszcze bardziej zasługuje na potwierdzenie zdania zamieszczonego na wstępie.
Będąc w towarzystwie rozmawiającym o  grzybach, (aktualnie chyba najbardziej atrakcyjny temat do rozmów) usłyszałem jak znajoma starając się o zorganizowanie wyprawy na grzyby do miejsc gdzie mogłaby bez większego trudu ich nazbierać (wiadomo – kręgosłup boli, nogi nie chcą nosić) wpadła do znajomego, aby go o to poprosić. To leśny człowiek, który zna takie miejsca i chętnie podprowadzi, a jeszcze i swoimi zbiorami zasili.
Odwiedziła go i umówili się na jakiś dzień. Czekała w domu na sygnał do przyjazdu, a tu zamiast sygnału zadzwonił dzwonek do drzwi.
Otworzyła i co widzi? … Znajomy od grzybów stoi w drzwiach z koszem leśnych grzybów. Naturalne stało się w tym miejscu pytanie:
– To ty tak sam nazbierałeś? Miałeś dać znać abym podjechała pod twój dom i mieliśmy razem iść na grzybobranie…
– A wiesz, stało się tak, że mój wnuczek, który był u mnie wtedy jak ty mnie odwiedziłaś zapytał po twoim wyjściu o ciebie.
– Co to za pani – zapytał
– To moja znajoma z dawnej pracy, która wspomaga ciebie odpisem 1 procenta podatku na twoje leczenie i rehabilitację – odpowiedziałem. Pomyślał chwilę i zaproponował.
– Dziadzio, a może ja pójdę z tobą do lasu i uzbieramy dla tej pani grzybków, co?
Pojechali, a co uzbierali, to dziadzia podrzucił wprost do domu pani opowiadającej tę historię. Była wzruszona. Otrzymała swego rodzaju zapłatę za okazane serce i symboliczną przecież pomoc dla dziecka.
Któraś ze słuchających pań dodała:
– No popatrzcie, bywają jednak dzieci, które nie zagarniają tylko w swoją stronę, ale potrafią też coś od siebie ofiarować innym. Oby takich było jak najwięcej…


Koniec zaoceanicznego mitu

Koniec mitu Ameryki dzisiaj, 12:51Ten tekst przeczytasz w 9 minut Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze USA, Amerykanie / ShutterStock W Polsce pod wieloma względami żyje się lepiej niż w USA. Mamy lepsze szkoły, komunikację publiczną, skuteczniejszą opiekę zdrowotną, radykalnie niższą przestępczość i odsetek bezdomnych. Najbardziej jednak zaskakuje, że więcej Polaków niż Amerykanów ma oszczędności. Z prostego porównania PKB w […]

Koniec zaoceanicznego mitu