Wojskowa edukacja obywatelska – wspomnienia

Był rok 1968, to drugi rok mojej służby.
Już w marcu nadszedł pierwszy niepokój. Zatrzymali na nieznany okres rocznik, który właśnie miał przejść do rezerwy. Okazało się, że to w związku z tzw. Wydarzeniami marcowymi. Studenci zaprotestowali. Władze skierowały przeciw nim tzw. aktyw robotniczy, a w końcu oddziały MO. Pokłosiem była akcja represyjna wobec studentów polegająca na relegowaniu z uczelni i często przymusowym kierowaniu ich do wojska na: patriotyczną reedukację przez socjalistyczne wychowanie w dyscyplinie wojskowej. Do naszej jednostki przysłano kilku takich zbuntowanych studentów. Wśród nich dwóch kleryków z Seminarium Duchownego. Współczuliśmy im, bo oficerowie polityczni, jakich było po kilku w każdej jednostce, pilnowali ich każdego kroku i śledzili ich kontakty.
Ten sam rok przyniósł jeszcze jedno wydarzenie odciskające się mocno na mojej świadomości. Była nim rozpoczęta 20 sierpnia interwencja wojsk Układu Warszawskiego, w tym także Ludowego Wojska Polskiego, skupiona na przywracaniu ładu konstytucyjnego w bratniej Czechosłowacji. Nic nie wiedziałem o zagrożeniu dla socjalizmu wynikającego z tzw. Praskiej Wiosny trwającej tam od maja, mimo że godzinami słuchałem radia i czytałem prasę. Tak skuteczna była cenzura. Oto moje przeżycia z tym związane.  
Pełniłem służbę, jak codziennie bywało, w swojej radiostacji Dalszej i jak co dzień wybrałem sobie dyżur nocny pomiędzy 24.00 a 3.00 rano. Nadawano  wtedy mój ulubiony program Muzyka nocą. Siedziałem jak zwykle ze słuchawkami na uszach, ale mimo tego usłyszałem niepokojący hałas na zewnątrz naszej Budy – jak pieszczotliwie nazywaliśmy to miejsce. Otworzyłem drzwi i w brzasku wschodzącego dnia ujrzałem nad sobą olbrzymi, czterosilnikowy samolot i do tego z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. Za nim następny i kilkanaście kolejnych, schodzących szerokim łukiem do lądowania w Radomiu. Stałem jak oniemiały. Nigdy nie było tam takich dużych samolotów i do tego rosyjskich. W radio ani słowa. Zadzwoniłem na lotniskową centralę telefoniczną Jagoda, gdzie służbę pełnił zaufany przyjaciel, a tam cisza. Łączność przerwana. Budzę swoich kolegów. Dyskutujemy nad tym, co się mogło wydarzyć, ale nic nie udało się nam ustalić. Dopiero po 3-4 godzinach koledze z Jagody udało się po kryjomu zawiadomić nas, że samoloty stoją w równym szeregu, daleko od budynków portu lotniczego. Ich obsługa rozlokowała się obok. Podjeżdżają kolejne samochody cysterny i trwa tankowanie. Około południa w programie radiowym pojawił się komunikat:  Rząd Polski, na prośbę rządu bratniej Czechosłowacji postanowił udzielić jej wojskowego wsparcia, aby wraz z wojskami Układu Warszawskiego pomóc jej przywrócić konstytucyjny porządek w obronie zdobyczy socjalizmu.

   Wszyscy wiedzieliśmy, że to Rosjanie postanowili zdławić w zarodku powstanie ruchu obywatelskiego domagającego się demokratyzacji życia. Aby wyglądało to ładniej przed światem użyli obok swoich wojsk również wojsk bratnich armii tworzących Układ Warszawski. W sumie 700 000 żołnierzy, tysiące czołgów i samolotów. Umieli interweniować. Nabrali wprawy w naszym Poznaniu i na Węgrzech w 1956 r., a później i w innych państwach. Te samoloty nad Radomiem, to był efekt przywracania owego ładu. Samoloty wracające z akcji w Czechosłowacji odleciały jeszcze tego samego dnia. My pozostaliśmy pełni obaw o to, co będzie z nami. Próbowano nam tłumaczyć na szkoleniu politycznym, że udział WP w tej akcji, to obrona zdobyczy socjalizmu przed warchołami i sługusami imperializmu zachodniego, ale z marnym skutkiem. My wiedzieliśmy już swoje.

   Tu trzeba wyjaśnić, bo nie wszyscy to wiedzą, że rota przysięgi, jaką my składaliśmy miała zupełnie inną treść niż ta, której używa się dzisiaj. My przysięgaliśmy m.in. … strzec dorobku socjalizmu i wykonywać rozkazy dowódcy wojsk Układu Warszawskiego. Był nim jak wiadomo marszałek wojsk Związku Radzieckiego. Odmowa wykonania rozkazu nie wchodziła w grę. Czesi  i Słowacy długo nam pamiętali tamtą „pomoc”.

   Gdy w 1984 roku leciałem samolotem z Pragi do Nowego Jorku, przyszło mi siedzieć obok Słowaczki wracającej z wakacji do swojej już Kanady. Otwarcie wyrażała dezaprobatę z powodu tamtego czynu. Tłumaczyłem jej, że my i oni jesteśmy w podobnej sytuacji i nie mamy nic do powiedzenia wobec potęgi ZSRR. Jakoś ją udobruchałem i przegadaliśmy po polsku i słowacku całą drogę rozstając się w przyjaźni. Wiem jednak, że i współcześnie mają do nas żal o tamtą „pomoc”.

  Świadomość faktu, że można w taki sposób wymuszać podległość demoludów, budziła strach w narodzie. Takiego scenariusza spodziewaliśmy się w 1970 roku na Wybrzeżu. Tam użyto jeszcze raz własnych sił milicji i wojska. Tego samego obawiano się i w 1981 roku, kiedy to „aby zapobiec interwencji wojsk Układu Warszawskiego gen. Jaruzelski, stojąc na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wprowadził 13 grudnia stan wojenny”, jak to tłumaczą do dzisiaj ludzie tamtego okresu. Zagrożenia były realne. Dla nas żołnierzy zawsze oznaczało to odwołanie urlopów i przepustek, zaostrzenie dyscypliny i przesunięcie na czas nieokreślony wypuszczenia do rezerwy dużej liczby najstarszych stażem żołnierzy. Nasilano też indoktrynację zwaną szkoleniem politycznym. Nie byłem widocznie „pewnym człowiekiem” LWP, bo mimo zapowiedzi, nie doczekałem się awansu do stopnia kaprala, jak i pominięto mnie przy przyznawaniu kolejnych odznak „Wzorowego żołnierza” z okazji kolejnego święta 22 lipca w 1969 roku. Pozostałem do końca służby starszym szeregowcem, z brązową jedynie odznaką przyznaną jeszcze w Grudziądzu.

Chińskie przysłowie: Obyś żył w ciekawych czasach, sprawdziło się w odniesieniu do mojego pokolenia. Na szczęście ja to obserwowałem i przeżywałem zajmując miejsce na samym dole drabiny społecznej. W tym samym czasie ludzie zaangażowani czynnie w walkę z ustrojem doznawali szykan, ale i budowali zręby swojej kariery. Dzisiaj są sztandarowymi postaciami przemian. A czy zwykli obywatele mają jakiś udział w przemianach?
Było nas kiedyś 10 milionów. Zwykłych, solidarnych (przez małe „s”) ludzi. Razem stanowiliśmy jednak Siłę Bezsilnych dających wsparcie liderom. Razem stanowiliśmy siłę, z którą musieli się liczyć ciemiężyciele. Ustąpili wobec potęgi ludów. Nie odważyli się użyć wojsk w bratobójczej walce o „zdobycze socjalizmu”. Dzisiaj mamy inną Polskę. Dla młodych tamta, którą wspominam, to jeszcze jedna, pewnie nudna lekcja historii.

Otrzymałem w wojsku pożyteczną lekcję wiedzy obywatelskiej, o jakiej nie mówiono w szkole. Służba wniosła pozytywny wkład w kształtowanie mojej postawy obywatelskiej i poglądów.

PS. W niedzielę 3 sierpnia 2008 roku odbyła się w Krakowie przysięga wojskowa, którą szumnie nazwano ostatnią przysięgą wojskową w starym układzie służby. Będziemy mieli zawodową armię. Czy to dobrze wróży wychowaniu obywatelskiemu młodych Polaków?

8 sierpnia 2008 roku, w dniu tego szczególnego układu, wyjątkowo szczęśliwych cyfr – jak mówią Chińczycy, otwarto kolejną olimpiadę. Tego samego dnia Armia Rosyjska rozprawiła się z krnąbrną Gruzją, aby „przymusić ją do zachowań pokojowych”.  W związku z tym mam pytanie:

– Czy moje strachy, jakie odczuwałem widząc rosyjskie samoloty nad Radomiem, to tylko historia?
Śpiewano kiedyś w jakimś antywojennym programie pieśń, której refren zapisałem dla cytowania na moich lekcjach PO.

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna jest zawsze blisko…

Wakacje dziadków i dziatków

Czas wakacji dobiega końca i wkrótce zaczną się powroty do obowiązków szkolnych. Dzieci pociągną za sobą rodziców, bo przecież oni mogą złapać trochę powietrza i odpocząć tylko w ramach istniejącego porządku szkolnego. Chyba, że już nie mają dzieci w wieku szkolnym, albo są emerytami.

Nasze dzieci i wnuki pozwoliły nam pobyć trochę wspólnie w wielopokoleniowej rodzinie spędzając z nami część swego urlopu. To cenne doświadczenie sprowadzające na nas dziadków pewne otrzeźwienie.
Czy my byliśmy wobec dzieci tacy sami jakimi teraz są rodzice naszych wnuków? A nasi rodzice wobec nas? Kto w czasach naszego dzieciństwa przejmował się tym, że w wakacje należy dziecku zapewnić atrakcyjne zajęcia, bo inaczej się zanudzi, albo zejdzie na złą drogę.
Przecież wolny od obowiązków szkolnych czas, to powinna być praca w polu i ogrodzie, czy na rzecz domu…
Nasze młode rodzicielstwo przebiegało w trudnych czasach PRL-u i kwitło w domu wielopokoleniowym. Nie było czasu na wczasy i zorganizowany wypoczynek, zwłaszcza dla siebie.
Wypoczywaliśmy przy pracy w domu,
w polu i w ogrodzie,
aby pozostawać z rodzicami w zgodzie…
Nasza dzieci już miały dużo lepiej niż my w ich wieku, chociaż zapewne ich koledzy miewali dużo lepiej. My też powołujemy się na podobne doświadczenia wskazując na to, że świat nigdy nie był i nadal nie jest sprawiedliwy, zresztą nie tylko w tym względzie.
Dzisiejsi rodzice są już zupełnie odmienni, bo roszczeniowość dzieci rośnie jak apetyt w czasie jedzenia. Strach pomyśleć jakie będą relacje w następnym pokoleniu. Co znajdzie się w zainteresowaniach dzieci i czy oni jako rodzice poradzą sobie z rozbuchaną roszczeniowością młodych i gniewnych nastolatków…
Takich przemyśleń i pytań jest coraz więcej.
Czasy zresztą takie, że nastrajają do wynajdywania kolejnych obaw i trosk.
Tyle groźnych spraw narasta wokół, tak w kraju jak i poza jego granicami, że coraz trudniej przewidywać rozwój sytuacji.
Nie wszystko zależy od nas, choćbyśmy nie wiem jak się starali przychylić nieba naszym najbliższym

W Dniu tak pięknym i wspaniałym…

Doczekaliśmy kolejnej rocznicy bitwy nazwanej „Cudem nad Wisłą”.
Niezwykle rozbudowane obchody tej Jednej z niewielu wojen wygranych przez Polskę – Obrona Europy przed Stalinem w 1920 roku – równie ważna dla Europy jak pogrom Turków pod Wiedniem czy obrona Londynu przed Hitlerem – wielokrotnie naród polski ocalił dzisiejszy świat przed totalnym niebytem..! – napisał ktoś pod nagraniem zespołu Sabaton, które załączam pod linkiem w tekście.
Czasy są jednak niespokojne i obchody najsławniejszych nawet bitew i zrywów ani o jotę nie zwiększają siły obronnej kraju.
Do tego potrzeba nam silnej gospodarki, mądrych przywódców, silnej i dobrze uzbrojonej, wyszkolonej i dowodzonej Armii i zaangażowanego społeczeństwa

Tatulowe opowieści

Przeżywamy kolejną piękną rocznicę Cudu nad Wisłą.

Znaczenie tego wyczynu zbrojnego naszej słabiutkiej Ojczyzny, która co dopiero – w 1918 r. odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli jest nadal niekwestionowanym wkładem w kształtowanie historii Europy. Bitwa Warszawska zaliczona została do 19 najważniejszych bitew w historii ludzkości. To również najważniejsza bitwa w naszej historii.
To, że wtedy zwyciężyliśmy jest zasługą wielu ludzi i okoliczności w jakich przyszło nam bronić młodego państwa. Kościół akcentując te wszystkie zasługi ludzi wskazuje również na działanie Sił Nadprzyrodzonych – „Cud nad Wisłą” i niech się tak dzieje, bo sukces miał zawsze wielu ojców. Fakt pozostaje jednak faktem: ZWYCIĘŻYŁA POLSKA.

Dla przypomnienia tamtego czasu załączam ten klip, żałując jednak tego, że żaden nasz zespół nie wpadł na pomysł, aby nagrać coś takiego. Oto nagranie zespołu Sabaton: https://www.youtube.com/watch?v=8HSm9eb922Y

Słuchając zachęcam do zwrócenia uwagi na napisy. Polskie tłumaczenie zawiera symptomatyczne słowa i do tego powtarzane aż trzy razy: Oto te…

View original post 65 słów więcej

Oportunizm, to zarzut, czy tylko objaśnienie rzeczywistości?

Wczorajsze posiedzenie Sejmu z prowadzonym w tle kupczeniem stanowiskami dla zdobycia poparcia posłów w kluczowym dla wolności mediów głosowaniu, zwraca uwagę na powszechny obecnie w klasie politycznej… OPORTUNIZM.
Zapraszam do lektury dawnego wprawdzie tekstu, ale z istotnymi wnioskami zawartymi w tekście, jak i w dyskusji pod tekstem

Tatulowe opowieści

Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, kiedy szukałem objaśnień dla nowych pojęć w dostępnych słownikach, to słowo konformista, czy oportunista kojarzyło mi się jednoznacznie źle. Wiedziałem już o tym, że warto, chociaż nie łatwo być nonkonformistą, czy też ogólnie rzecz biorąc człowiekiem okazującym wszędzie i wobec wszelkich wyzwań stałą i niezłomną postawę charakteryzującą się poszanowaniem uznawanych zasad i wartości. Dzisiaj myślę już inaczej, bo w życiu obserwowałem wiele różnych postaw u innych, a i sam bywałem w sytuacjach, w których nie popisałem się nonkonformizmem. Ulegałem wobec sytuacji, oczekiwań otoczenia, czy w interesie konkretnych ludzi, bo gdybym powiedział: Nie, bo nie! to obie strony wiele mogłyby stracić. Co by komu przyszło z mojej nieustępliwości? Życie uczy…

View original post 589 słów więcej

Wnuki i my, ich dziadkowie…


Mam wirtualnego znajomego, który przebywa w Anglii i tam pracuje. Nigdy się nie spotkaliśmy na żywo, chociaż wstępnie byliśmy kiedyś umówieni. Czasem wymieniamy się życzeniami, czy jakimiś linkami. Tak stało się również przed paroma dniami. Włączyłem komputer i

Artur S. – Dobry wieczór. Pan profesor coś ostatnio nie w humorze, czy to tylko moje złudne spostrzeżenie?
Czesław – Dziękuję za tego profesora. Już nikt tak się do mnie nie zwraca. A co do humoru? Coraz rzadziej jest okazja do śmiechu i pozytywnego nastawienia. Myślę, że nie tylko ja tak mam…
Artur – No cóż. Właśnie rozmawiałem z koleżanką, która jedzie do Niemiec na operację. Rak. Mój rocznik. Ech, życie.
Czesław – Wczoraj zmarł wybitny wykonawca i popularyzator muzyki poważnej i nie tylko takiej. Piękny głos, wspaniała kariera. Miał kilka lat mniej niż ja
Artur – O kim mowa?
Czesław – Kazimierz Kowalski
Artur – Nie wiedziałem że zmarł. Śmierć zbiera żniwo. To przykre. Tym bardziej, że politycy nie zauważają odejść ludzi naprawdę wybitnych. To takie przykre…
Po jakimś czasie dopisał jeszcze takie zdanie:
Artur – Głowa do góry Panie profesorze! Musimy umieć cieszyć się życiem. Ale zaraz, zaraz! To ja mam Pana uczyć?
Po jakimś czasie jeszcze pojawiło się to:
 – Proszę, tak dla rozluźnienia przeczytać małą rymowankę jaką napisałem dla swoich wnucząt:

Gdzieś na horyzoncie słońce się podnosi.
Gdzieś daleko wędrowiec senne oczy otwiera.
Pana Boga o zdrowie dla wnucząt swych prosi,
Płynąca po policzku łzę tęsknoty wyciera.

Łzę wyciśniętą przez serca trzy małe,
Bo teraz dzieli ich odległość wielka.
Daleko, w domach swych pozostały
Patrysia, Adaś i Isabelka.

Trzy słodkie Aniołki, zawsze uśmiechnięte,
Przeogromną radość wniosły w jego życie.
Sprawiają, że drogi zawiłe i kręte,
Zmieniają się w ścieżki łatwe do przebycia.

Jak w każdej podróży, godziny odlicza,
Gdy wróci do domu, w nagrodę dostanie
Trzy rozpromienione, uśmiechnięte lica
I Trzy całuski na powitanie…

Przeczytałem, pomyślałem i odpowiedziałem…
Czesław – Wnuki, to wielka radość. Warto zapisać w ich pamięci swój wizerunek i serce jakie się im okazywało. Gratuluję i życzę szczęścia rodzinnego…
Artur – Panie profesorze, nie będę się kłócił z tym co Pan napisał…
Czesław – Pewnie zna Pan stary dowcip:
– Gdyby człowiek wiedział jak słodkie są wnuki, to by rodzinę budował właśnie od nich
Artur – Łoj, żeby tak się dało…
Anna – Wnuki przesłoniły Ci cały świat Arturku. To widać. Zdrówka dla Was wszystkich i radości. 😀👌
Parę godzin później na stronie znajomego „Super dziadka”, pod zdjęciem obolałego dziecka pojawił się nowy wpis:
– Mój ukochany Aniołek trafił do szpitala. Wracaj szybko do zdrowia, Patrysiu! Tyle miejsc musimy odwiedzić…
Nie wiem jak wyglądały te godziny w szpitalu, ale dzisiaj pojawił się optymistyczny komunikat pod zdjęciem uśmiechniętego dziecka:
– Wiozę łobuza do domu…
– Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Przez cały dzień trząsłem się z nerwów. Póki co, po strachu. Dziękuję. Odpowiedziałem:
– Wszyscy zdali egzamin. Brawo dla dzielnej pacjentki. Brawo dla Dziadka i całej rodziny.
Taka opowiastka o dziadkach i o tym co ich łączy z wnukami. Może to kogoś zainteresuje i sprowadzi nań pozytywne myśli?
Tak się składa, że akurat gościmy z żoną córkę Anię z mężem i dwoma wnusiami. Staramy się, aby goście mogli wypocząć, a wnusie mogły coś zobaczyć i czegoś nowego doświadczyć.
Szczególnie cenię sobie rozmowy i wszelki kontakt z dziewczynkami. Zaskakują mnie swoim rozwojem, nowymi przemyśleniami, pojęciami
i znajomością życia.
Najczęściej rozmawiam z młodszą z nich Emilką. Rano, wstając tak jak do szkoły się wstawało mam do obgadania z nią przeżycia dnia poprzedniego i nocne sny. Przytoczę dzisiejszą rozmowę o snach i o warunkach jakie trzeba spełnić, aby te sny były miłe i dawały potrzebny wypoczynek. Tak to leciało:
– Jak się spało Emilko?
– E. Dobrze…
– Czy śniło ci się coś miłego?
– Tak.
– A co było takie miłe
– Wszystko?
– Może powiesz mi co powinienem robić, aby mieć miłe sny, a nie takie smutne rzeczy jakie mi się śnią?
– Trzeba dobrze się bawić…
– Oglądać fajne filmy bez kłótni i bójek…
– Nie można mieć złych pomysłów…
– Trzeba być dobrym dla innych, bo wtedy oni będą mili dla nas i będzie miło…

Zastanawiające, co? Zwłaszcza, że doradcą do spraw dobrych snów jest niespełna 5 latka

Burza za burzą…


Przeżywamy trudny czas w przyrodzie. „Deszczowy lipiec” – to nie tylko jeden ze starych już polskich filmów jakie zapamiętałem z młodości. To realny czas burz jakie nawiedzają nasz kraj i niemal cały świat. Mają różny charakter i środki oddziaływania na nasze otoczenie. Nieznane wcześniej w Polsce trąby powietrzne, huraganowe wiatry, łamiące lub wyrywające z korzeniami drzewa, zrywające dachy domów i czyniące wiele innych szkód, a do tego ulewne deszcze powodujące podtopienia, a nawet miejscowe powodzie. Ponieważ „Jedna bida nie dokuczy”- jak mawiali nasi poprzednicy, to dostajemy jeszcze porcję gradu o wielkości rzadko wcześniej spotykanej.
Mamy do tego wyjątkowe upały, co w czasie lata nie jest czymś nadzwyczajnym, ale dokuczliwym.
Naukowcy i przepowiadacze pogody różnie to wyjaśniają, ale w tych objaśnieniach przeważa teoria zmian klimatycznych, które już na stałe zawitały do nas i do krajów europejskich.
Rządy państw, mające z urzędu zapewniać bezpieczeństwo swoim obywatelom mają trudny orzech do zgryzienia w obmyślaniu planów naprawy istniejącej infrastruktury lub budowy nowych jej elementów zdolnych ograniczyć emisję szkodliwych gazów, utylizacji prawdziwych hałd odpadów przemysłowych i zwykłych śmieci komunalnych. Poza tym trzeba poprawić stan urządzeń kanalizacyjnych i melioracyjnych, aby były zdolne przyjąć pojawiające się nagle ogromne ilości wody deszczowej. Będzie potrzeba zdobycia potrzebnych na to ogromnych pieniędzy i bezinwestycyjnego wprawdzie, ale ważnego poparcia społecznego. Na tym polu ważna stanie się edukacja wskazująca zwłaszcza na to, co możemy sami zrobić dla ochrony klimatu, działając w swoim domu, w swoim zakładzie pracy, osiedlu, czy wsi.
Trzeba też poprawić prawo budowlane zabraniając budowy nowych obiektów na terenach zalewowych, a nawet przenosząc tych, którzy już tam mieszkają.
Takich przedsięwzięć zapewne będzie więcej, ale to przed nami…    Burze, to nie tylko żywioły przyrody. To również wiele spraw zaliczanych w języku potocznym do polityki. Teraz, mimo wakacji mamy ich szczególnie dużo.
W kraju wciąż trwa burza w sądownictwie, a właściwie to w całym tzw. wymiarze sprawiedliwości. Łowcy burz z łatwością wskażą miejsce, gdzie tkwi „oko cyklonu”. To oko znajduje się na połączeniu funkcji ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, posła i szefa partii będącej ważnym koalicjantem partii rządzącej. Ma na imię Zbigniew i jest ucieleśnieniem trójpodziału władzy skupiając na swoim biurku funkcje ustawodawcze (poseł), wykonawcze(członek rządu) i sądownicze.
To, co on zainicjował w kraju wywołało tu nie cichnącą burzę i stało się zarzewiem burzy w Unii Europejskiej. Dochodzą stamtąd coraz groźniejsze pomruki grzmotów i błyskawice wskazują na to, że na pewno przywalą i to mocno…Terminy na negocjacje już się skończyły więc pozostaje tylko czekać.
   Inna burza w postaci walki o wolne media nabiera coraz groźniejszych akcentów. Projekt poselski (jakże by inaczej) zwany „lex TVN” już jest procedowany w sejmie i mało brakowało, aby go uchwalono jeszcze w trwającej właśnie, lipcowej sesji sejmu. Wygląda na to, że odbędzie się to w sierpniu i wtedy dowiemy się czy TVN i Onet ostaną się w przestrzeni medialnej jako wolne media, czy staną się kolejnymi tubami propagandy PiS-u.
Przy okazji warto się zastanowić nad polskim fenomenem mogącym godzić walkę o wolne media na Białorusi – (programy radiowe po białorusku w Jedynce Polskiego Radia, czy telewizja Biełsat – adresowana do tego społeczeństwa)  –  z walką o likwidację wolnych mediów w Polsce. Tym bardziej, że u nas tę walkę też nazywa walką o wolne media. Wolne, czyli bezkrytycznie sprzyjające PiS – owi.
   Burza w oświacie ma stosunkowo krótką historię, bo wiąże się z objęciem funkcji Ministra Edukacji i Nauki przez bardzo kontrowersyjnego w swych poglądach Przemysława Czarnka. Krótko sprawuje tę funkcję, ale już zdołał skutecznie skłócić środowisko oświatowe i naukowe, które zebrało liczącą się liczbę podpisów pod wnioskiem o odwołania go z tej funkcji. Słuchałem fragmentów debaty i mogłem usłyszeć co środowisko sądzi o dotychczasowych działaniach ultra konserwatywnego ministra i jak on sam broni swoich poglądów atakując poprzedników. Zabierający głos premier, nie pozostawił wątpliwości.
To bardzo dobry minister, który już zrobił bardzo dużo dobrego, a rozpoczęte projekty zapowiadają jeszcze więcej… – powiedział premier.
W głosowaniu nad wnioskiem o odwołanie okazało się, że rząd ma jednak większość i obronił ministra „do zadań specjalnych”.
   Nie szukałem więcej burz, bo nie wolno pisać zbyt dużo, a tym bardziej krytycznie.
Internet też jest dobrem, z którego trzeba korzystać ostrożnie.
Nasi sąsiedzi powiadają: Co napiszesz piórem nie wyrąbiesz toporem…


Nasza wiedza dotycząca zagrożeń wymaga ciągłej aktualizacji…

Na stronie Komendy Policji w Poznaniu znalazłem informacje. TU LINK
14-latek jechał rowerem w rejonie rzeki Cybina w Poznaniu. W pewnym momencie zauważył mężczyznę ubranego w strój kolarski leżącego w zaroślach. Natychmiast zatrzymał się, podbiegł i udzielił mu pomocy. Ocucił poszkodowanego, wezwał pomoc medyczną i poinformował jego bliskich o tym zdarzeniu. Zaopiekował się 40-latkiem do przyjazdu pogotowia. Dzisiaj otrzymał podziękowania od Szefa poznańskich policjantów i jego Zastępcy za bohaterską postawę godną naśladowania. Brawo Michał, wielkie gratulacje!👏 Trzymany kciuki za realizację marzeń o zostaniu lekarzem ✊🤝👮‍♂️
Zaineresowany tematem, trochę przez chęć upowszechnienia dobrego przypadku udostępniłem tekst na swoim koncie Fb i wkrótce pojawiły się pod nim komentarze:
– Dorota –To jest właściwe młodzieży wychowanie…w szkole także 👋
– Agnieszka – a może sam z siebie taki dobry.
– Czesław – Uczyłem w szkole zasad udzielania pierwszej pomocy i wiem, że na wielu można liczyć, ale taki jak ten przypadek, to ciągle rzadkość
– Agnieszka – Właśnie … to jest rzadkość, dlatego został wyróżniony. Gdyby to była norma nie zwrócono by uwagi. Wielu nie zwraca nawet uwagi na to co się dzieje wokół, czy ktoś leży w rowie itp. i nie tylko młodzież.
 – Czesław – Agnieszko, gdy jeszcze pracowałem, to korzystałem z opinii jakiegoś ośrodka we Wrocławiu, którzy na podstawie badań społecznych twierdził, że tylko kilka procent poszkodowanych mogło liczyć na pierwszą pomoc świadka zdarzenia. Nazywaliśmy to znieczulicą. Tydzień temu słyszałem w TVN 24 o tym, że jest duuuużo lepiej, bo chyba w 7 na 10 przypadków poszkodowanym jednak pomagamy. Oby tak dalej
– Alina – 👏👏👏 gratulacje
– Czesław – Alina – Niech młodzi dowiedzą się, że można i trzeba pomagać
– Alina –Tak, to jest bardzo dobry przykład dla młodych. Godny naśladowania.
– Czesław – Alino… Dlatego właśnie udostępniam. Pośród moich znajomych jest b. dużo byłych uczniów, którzy dobrze odczytują przesłanie płynące z tego przypadku…
To chyba wyczerpało temat, gdyż nikt więcej nie lajkował, ani nie komentował.
Lato ma swoje prawa. Komu się chce w czasie upałów sięgających temperatury naszego ciała czytać teksty i je komentować. Młodzież ma wakacje. Moi znajomi mający jeszcze małe dzieci, mają zajęcie z ich pilnowaniem… Bo licho nie śpi, albo śpi licho – jak babcia mawiała, a ona na ludziach się znała.
Tymczasem wokół nas wydarza się bardzo dużo incydentów grożących naszemu życiu i zdrowiu. Na plaży fajnie jest – śpiewała artystka Majka Jeżowska:

Na plaży jest wesoło
Bo można kopać dołek
I wszędzie dużo piasku
I pisku oraz wrzasku

A blisko brzegu fale
Zwijają się w spirale
I mają białe grzywki
Pod nimi płyną rybki

Tacy co się boją
Na brzegu grzecznie stoją
A inni lody jedzą
I w koszach tylko siedzą…
Ci co się boją, bo nie potrafią pływać też pragną ochłody, a w baseniku z maluchami jakoś wstyd się kąpać. Ryzykują więc również w miejscach niestrzeżonych i nie rozpoznanych. Efekty są znane. Od początku czerwca utonęło 60 osób, a w ubiegłym roku 460.
Dzisiaj zwrócił moją uwagę artykuł dotyczący naszego, specyficznie polskiego podejścia do nauki pływania TU TEKST Zacytuję parę zdań na zachętę:
Polak utopi się nawet w łyżce wody. „Topielca można poznać po ustach”
Dla Holendrów nauka pływania dzieci jest ważniejsza niż nauka sznurowania butów. Specjaliści mówią zaś o Polsce jako kraju „bez kultury pływania”. Jej brak kosztuje nawet 600 żyć rocznie – dodają. I alarmują, że mamy niemal najgorsze statystyki dotyczące utonięć w całej Unii. Mówi się o nas, że Polak utopi się nawet w łyżce wody, a w Polsce mało kto byłby nawet w stanie rozpoznać tonącego…
Okazuje się, że i w tej dziedzinę bijemy europejskie rekordy… Pod względem ilości topielców na 100 tys. mieszkańców.
Szkoda, że nie doceniamy umiejętności pływania, która dla wielu nacji jest podstawową umiejętnością życiową.
Tu również wspomnę moją byłą szkołę. Obserwowałem w niej dziwne zjawisko. W ramach zająć wf organizowano co jakiś czas wyjazdy na świeżo oddany do użytku basen w Połańcu. Wiele razy byłem świadkiem nawoływania uczniów przez dyżurnych do wyjazdu na basen, gdy już podstawiono autobus. Wiele razy zauważyłem, że z trzydziestu uczniów, z którymi miałem lekcje nikt nie zgłaszał ochoty wyjazdu. Dziwiłem się głośno:
Macie darmowy wyjazd i wstęp na basen, a nikt nie chce skorzystać? Odpowiedzi były wymijające typu abo…
W latach, gdy otwarto piękny basen w naszym mieście, to szybko okazało się, że trudno zapewnić w nim taką ilość użytkowników, aby ich bilans dochodów i kosztów  wyszedł na zero lub jedynie wykazywał minimalną stratę. Trudno to zrozumieć biorąc pod uwagę fakt istnienia w mieście kilku szkół podstawowych i średnich i kilkanaście tysięcy mieszkańców miasta i powiatu.
Widocznie nie wystarczy zapewnić warunki. Trzeba jeszcze jakoś zmotywować ludzi do korzystania z tych dobrodziejstw.

   Warto przy okazji wspomnieć inicjatywę rządowo – samorządową zakładającą wybudowanie w każdej gminie boiska typu ORLIK z sensownym zapleczem. Zrobiono bardzo wiele, chociaż programu nie ukończono.
Jak podaje Wikipedia TU efekty były następujące:
W grudniu 2012 program budowy ORLIKÓW został zakończony. Przez pięć lat powstało około 2600, przy początkowym założeniu 2012 obiektów. W latach 2008–2012 przeznaczono z budżetu państwa na ten cel blisko miliarda złotych. W ciągu pięciu lat z oferty skorzystało łącznie 1668 gmin. Najlepiej pod tym względem wypadło województwo zachodniopomorskie, gdzie powstało 175 obiektów. Bez Orlików pozostało 811 gmin w całym kraju, co stanowi ⅓ gmin…
Dzisiaj w tej dziedzinie wystąpił już regres, bo wiele z tych oszczędnie budowanych boisk już się nie nadaje do użytku. Wiele zbudowanych tylko dlatego, że była okazja dofinansowania w ogóle nie były wykorzystywane.
   Co robić z tym zaniedbaniem edukacyjnym? Czy szkoła może zapewnić zmianę podejścia do sprawy umiejętności pływania i uprawiania zdrowych form sportu poprawiającego sprawność młodych, a później starszych już ludzi? Dodajmy – bez udziału rodziców?
Przeznacza się miliardy na różne sprawy, a tymczasem coraz większe obszary życia społecznego są zwyczajnie zaniedbywane.
Może „Polski Ład” tak energicznie prezentowany obecnie w terenie znajdzie rozwiązanie i tego problemu?

Trzynaście lat minęło, jak jeden sen…

   Dzisiaj Facebook przypomniał mi tekst jaki napisałem z okazji 6-lecia prowadzenia bloga. Wróciłem do niego Tutaj i od nowa policzyłem lata jakie upłynęły od tamtego czasu. Trzynaście lat jakie upłynęły dzisiaj od założenia bloga, to faktycznie kawał czasu. Nowe przeżycia i doświadczenia zmieniały moje poglądy i zapatrywania, co zapewne wpłynęło na treść i formę moich wypowiedzi. Rzadziej też pisałem nowe teksty.
Odczuwałem wiele obaw związanych ze zmianą platformy, na której ukazywał się blog z Onetu na WordPress. Najważniejszą z nich była obawa o to, czy powędrują za mną na nowe miejsce moi dawni czytelnicy? Czy zdobędę uznanie u nowych?
Samo przeniesienie archiwum bloga w nowe miejsce przekraczało moje umiejętności, ale córka jeszcze raz okazała mi pomoc i dzięki niej zaistniałem w nowym miejscu, gdzie powolutku zdobywałem nowych czytelników i obserwatorów.
Obserwując statystyki bloga dowiedziałem się o tym, że powstały w tych 13 latach 1264 wpisy i prawie 20 tys. komentarzy, co stanowi dość imponującą lekturę.
    Przy czytaniu tamtego podsumowania postawiłem moim czytelnikom, a także sobie i moim domownikom wiele pytań, na które wciąż szukam odpowiedzi.
Przeglądając komentarze pod tamtym jubileuszowym tekstem stwierdziłem ze smutkiem, że wielu z nich zaprzestało blogowej działalności, a wielu innych przestało komentować moje teksty. Może dlatego, że dość często powtarzam teksty sprzed lat. Czyniłem to zwłaszcza wtedy, gdy temat wydawał mi się ważny, a sposób jego prezentacji był wciąż aktualny.
Rocznica nie należy do tzw. okrągłych rocznic, ale postanowiłem ją wykorzystać do ponownego zadania pytań z poprzednich obchodów.
Chciałbym również zapytać i o to, jak obecni czytelnicy postrzegają swoją i moją działalność blogową, gdyż wszystkim nam potrzebna jest tzw. zwrotna informacja.
PS.
Mój pierwszy blogowy wpis:
https://tatulowe.wordpress.com/2008/07/03/pierwszy-historyczny-post/

Independence Day – 4th of July w moim oglądzie

Wczoraj przeżyliśmy jedno z ważniejszych świąt amerykańskich, zwane Dniem Niepodległości. Obserwacje czynione przeze mnie z małej podchicagowskiej miejscowości, są siłą rzeczy ograniczone do tutejszej specyfiki życia toczącego się poza nurtem wielkiego świata.    Ludzie pracujący w instytucjach mieli w tym roku dodatkowy dzień wolny od pracy, bo gdy święto wypada w dniu wolnym od pracy to […]

Independence Day – 4th of July w moim oglądzie

Koło się domknęło…Pora na emeryturę

W tym roku mija 10 lat od ważnego życiowo momentu, czyli zakończenia pracy zawodowej w związku z przejściem na emeryturę. To długi okres czasu, ale jednak zbyt mały, aby zatarły się wspomnienia związane z pracą nauczyciela. Zapraszam do lektury i wspominek

Często omijały mnie okazje szkolnego świętowania różnych uroczystości szkolnych, gdyż pracując w dwóch szkołach po prostu nie zdążałem akurat tam, gdzie coś szczególnego się działo. Tu akurat zdążyłem w samą porę.
Ponieważ zawsze noszę aparat fotograficzny przy sobie, więc z marszu wykonałem kilka zdjęć, a później poprosiłem kogoś z obserwatorów o wykonanie mi zdjęcia z absolwentami mojej klasy na tle hasła, które zostało napisane jakby specjalnie dla mnie. Obserwatorami tej sceny byli wszyscy zebrani tam nauczyciele z dyrektorem szkoły na czele.
Ten fakt będzie miał w tej opowieści szczególne znaczenie.
Zacytuję pełną treść hasła:
Chciałbym kiedyś tu powrócić,
Chciałbym kiedyś tu zapukać,
By dzisiejszy dzień poszukać…

W dniu rozdania świadectw już wiedziałem o tym, że ostatecznie kończę pracę zawodową w staszowskim ekonomiku, a wiec podobnie jak absolwenci odchodzę z tej szkoły. Nawet napisałem już wtedy i opublikowałem tekst pt.:
Hej wakacje to rzecz miła…https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/09/hej-wakacje-to-rzecz-mila-3/, w którym zapowiadałem swoje odejście z pracy na dłuuugie wakacje zwane emeryturą

Odeszli ze szkoły absolwenci ZSZ, odeszli wreszcie na zasłużone wakacje wszyscy pozostali uczniowie. Szkoła odzyskała wakacyjną ciszę przerywaną sporadycznie krokami kogoś z personelu lub interesantów kończących proces rekrutacji na kolejny rok szkolny. W tej atmosferze doczekałem dzisiejszego dnia, na który zwołano Plenarne Posiedzenie Rady Pedagogicznej dla podsumowania wszelkich działań szkoły w minionym roku szkolnym. Niezwykle rozbudowany porządek obrad przyniósł wiele satysfakcjonujących informacji o osiągnięciach jakie, dzięki mądremu zarządzaniu i ofiarnej pracy całego grona pedagogicznego udało się zrealizować z korzyścią dla naszych uczniów i dla społeczeństwa – nie tylko lokalnego. Są tu realizowane z sukcesami projekty unijne przynoszące możliwości rozwoju bazy dydaktycznej, wymianę międzynarodową młodzieży z wszelkimi szansami rozwojowymi jakie niosą te sposoby inwestowania w Kapitał ludzki. To cieszy wszystkich pracujących ofiarnie dla Naszej szkoły. Dyrektor ZSE Jan Ungeheuer wielokrotnie podkreślał zasługi poszczególnych osób jako, że zawsze stara się doceniać wkład pracy każdego i pozytywnie motywować do dalszych działań. Nawet niedociągnięcia, których nikt się nie ustrzeże podkreślano w sposób życzliwy i koleżeński. To krzepi poszczególnych ludzi i cementuje cały zespół.
Ostatnim punktem programu było moje pożegnanie…

A teraz chciałbym pożegnać odchodzącego na emeryturę, najstarszego w gronie kolegę, który ostatnie 22 lata poświecił naszej szkole… – powiedział dyrektor, po czym przybliżył niektóre moje działania służące szkole i środowisku. Otrzymałem kwiaty i życzenia. Zaśpiewałem ze wszystkimi tradycyjne Sto Lat. Próbowałem jakoś podziękować za wspólną pracę, ale głos uwiązł mi w gardle i nie wyszło to najlepiej. Mam nadzieję, że to zostanie mi wybaczone nawet przez siedzących naprzeciw kolegów, którzy – jak to dzisiaj na moją prośbę obliczyli – mają do emerytury jeszcze jakieś 40 lat. Niezwykle poruszyła mnie pamiątka jaką przygotował na moje odejście dyrektor szkoły. Otrzymałem bowiem z rąk dyrekcji pięknie wykonany album pt. Migawki ze staszowskiego ekonomika będący zbiorem fotografii z życia szkoły, w których uwieczniono moją skromną osobę. Okazuje się, że na starych zdjęciach nie tylko ja jestem młody. Młodzi są również ludzie, którzy pracują nadal, jak i młodzi są ludzie, którzy dawno już odeszli do lepszego życia. Ci, którzy wcześniej nie widzieli albumu podlegali podobnym do moich wzruszeniom. Jeszcze dopisano w nim piękne motto naszego wielkiego Patrona i podparto życzenia długim łańcuchem autografów. Jeszcze parę indywidualnych uścisków i zapytań o najbliższą przyszłość i …sala opustoszała.

Ja jestem szczęśliwcem ,bo mam blog. To, co uwięzło mi w gardle, teraz mogę tu spokojnie napisać licząc, że przeczytacie i podzielicie się z innymi.

Kochani, tytuł dzisiejszej opowieści w moim wypadku ma wartość symboliczną. Rozpoczynałem pracę 15 lutego 1970 roku w budynku leżącym o rzut beretem od naszego ekonomika i tu ją kończę. Pracę zmieniałem wielokrotnie, a w pierwszych kilkunastu latach średnio co 5 lat lub nawet częściej. Byłem referentem do spraw produkcji i gastronomii PZGS, następnie lustratorem CRS (dzisiaj trzeba by to nazwać audytorem) Prezesem GS dwukrotnie, kierownikiem gminnej służby rolnej, terenowym doradcą rolnym, nauczycielem – również dwukrotnie, a do tego rolnikiem, piekarzem, stolarzem i czym tam jeszcze w życiu wypadło być. Przez dwie kadencje przewodniczyłem społecznie Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej, a przez trzy szefowałem Komisji Rewizyjnej ZNP. Byłem więc szefem, jak i zwykłym robotnikiem – z półrocznym okresem bezrobocia( w Chicago). Poznałem wszystkie możliwe style kierowania różnymi firmami i sam dałem się poznać z tej strony setkom ludzi. Wiele z tych doświadczeń opowiadałem tysiącom już absolwentów naszej szkoły jako uzasadnienie pewnych życiowych prawd, które poznawałem osobiście na wyboistych drogach życia. Wiele z tych doświadczeń można znaleźć na blogu i do niego zapraszam licząc na tę formę kontaktu z Wami. Jedno tylko chciałem podkreślić na koniec tej wypowiedzi, co warto pamiętać, jako że to jest bardzo stara prawda. Konfucjuszowi przypisana jest ta sentencja: Jeśli kochasz to co robisz , to nie pracujesz.
Ja to sprawdziłem na sobie. To głównie dlatego osiadłem w ekonomiku i tu dotrwałem do końca swojej kariery zawodowej. Odkryłem w sobie to coś dość późno i gdy spróbowałem tej pracy, to zrezygnowałem z prezesostwa, aby być zwyczajnym nauczycielem. I tak pozostało po dziś dzień. Pracujecie w dobrej szkole, która szczyci się wysokim odsetkiem dziedziczenia zainteresowań zawodami będącymi wciąż w ofercie edukacyjnej . Nowe zawody są niezwykle przydatna na dzisiejszym rynku pracy, co czyni Waszą pozycję w ofercie edukacyjnej jeszcze bardziej interesującą dla młodych ludzi. Dowodem na to jest choćby obecny nabór na rok następny utrzymujący się na wyższym poziomie niż szacowany przez organ prowadzący. Przyszłość należy do Was.

Ps. W dzień po zakończeniu roku szkolnego pod moim tekstem: Ogólniak, czy technikum, a może zawodówka? pojawił się komentarz tej treści.

Jestem nauczycielem akademickim na dobrej wyższej uczelni technicznej. Skończyłam technikum, później studia (nie planowałam ich na początku), mam doktorat. Myślę o tym, żeby swoje dzieci posłać do techników, a jeśli będą chciały później na studia. W technikach zdobywa się umiejętności, których żadne liceum nie nauczy, po prostu człowiek po szkole technicznej całkiem inaczej myśli. Mamy w Katedrze dwóch doktorantów – obydwaj po technikum. Ze smutkiem chcę dodać, że to minister rodem z naszej uczelni zlikwidował technika i stworzył gimnazja. Pozdrawiam.
Wnioski wyciągnijcie sami…

Zapraszam do utrzymywania kontaktów poprzez blog .