Ja was urządzę – zapowiedział prezes…

W lutym br. pisałem o Nowym Polskim Ładzie TU LINK – jaki dopiero zapowiadała partia rządząca. Działając w zasadzie w ciemno, porównywałem współczesną sytuację Polski z sytuacją USA w 1933 roku, kiedy to ich prezydent D. Roosevelt ogłaszał program ratunkowy dla USA, a więc i całego świata pod nazwą New Deal – czyli nowy ład właśnie. Amerykanie mieli wtedy zapaść gospodarczą wywołaną krachem giełdowym i przeżywali skutki wielkiego kryzysu i to nie tylko w sferze ekonomii, ale i w relacjach społecznych. U nas, w czasie opracowywania nowego ładu mieliśmy i mamy kwitnącą gospodarkę, co potwierdzają wskaźniki rekordowego eksportu i minimalnego wskaźnika bezrobocia, jednego z najwyższych w Europie wskaźników wzrostu wynagrodzeń, ogromny popyt na mieszkania i nieruchomości. Teraz właśnie  podniesiono wartość szacunkowego wskaźnika wzrostu PKB na rok bieżący i lata następne.
Wprowadzający nas w problematykę Nowego Ładu na konwencji PiS odbywanej wirtualnie  w dniu 15 maja prezes Jarosław Kaczyński przyznał,  że jego nazwa nawiązuje do słynnego amerykańskiego „New Deal”, ale jednocześnie ma podkreślać polskie wartości.
– Program to obszerny, a można powiedzieć nawet wielki. Został sformowany niedawno, a dzisiaj po różnych przygodach, będzie przedstawiony Polakom. Czemu teraz? Otóż wszystko wskazuje na to, że się kończy pandemia – stwierdził.
Polacy są głęboko przekonani, że należy im się taki poziom życia, takie życie, jak na zachód i po części na południe od naszych granic. Chcemy te słuszne aspiracje zaspokoić – tłumaczył Kaczyński. Dodawał, że zaspokojenie tych aspiracji „możliwe jest w ciągu dziesięciolecia”.
Mamy więc perspektywę czasową. Nie do końca tej kadencji, ani nawet kolejnej, jeśli PiS wygra kolejne wybory, ale na znacznie dłuższy okres.
Nie ma w tym nic złego, bo planowanie długo i średnio okresowe jest odwiecznym i raczej pomijanym postulatem we wszystkich krajach rządzonych przez partie polityczne, których najbardziej interesuje czas danej kadencji. Teraz rzecz ma się inaczej.
 To nic, że Nowy ład nie został jeszcze ratyfikowany przez Senat, że dopiero zaczyna być konsultowany z ludźmi (na ogół sympatykami PiS) w terenie. Nie ma do niego żadnych ustaw wykonawczych i nawet szacunków kosztów jego urzeczywistnienia. Jest za to dużo obietnic, chciejstwa, przy założeniu, że Unia nie sięgnie po groźne narzędzie wymuszające stosowanie się Polski do zasad praworządności, że uzna to, co PiS Polsce zafundował i pieniądze wynegocjowane przez rząd przydzieli, bo należą się nam „Jak psu zupa”…
Nowy Polski Ład jest tylko założeniem do pre-kampanii wyborczej wypróbowanej i realizowanej w poprzednich wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Autobusy w stosownej co do koloru i treści grafice rozjadą się po całej Polsce, a tam liderzy partii i rządu spotkają się z aktywem partyjnym PiS danego terenu i będzie odpowiednie tło, żywiołowy spontan i wszelkie poparcie.
Kampania wyborcza trwa. Premier odwiedził już Ryki, Stalową Wolę i parę innych ośrodków.
Komentatorzy polityczni rozbierają nowy Polski ład na czynniki pierwsze i porównują ze Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju, a zwłaszcza z namacalnymi i wymiernymi jego skutkami, jak podniebne drony bojowe, miliony samochodów elektrycznych, Mieszkanie +, Promy budowane w polskich stoczniach itd. itp.
PS.
Czy wiecie, że na planszach ukazujących plany rozbudowy dróg i kolei przy jakich premier omawiał perspektywy Nowego Ładu  nie było nadzwyczajnego zagęszczenia tych obiektów w okolicy planowanego Centralnego Portu Lotniczego?

Walka o życie

Dzisiaj wspomnieniowo – refleksyjnie. Taki dzień.    Trzynastego maja roku pamiętnego…doświadczyłem czegoś o czym chcę dzisiaj opowiedzieć.    Był rok 1981. Zbliżała się 10-ta rocznica mojego ślubu i wspólnego zamieszkiwania z rodzicami żony, a zarazem trudnego czasem współistnienia pod jednym dachem dwóch odrębnych światów. Żona – nauczycielka w miejscowej szkole, uzupełniała właśnie swoje wykształcenie […]

Walka o życie

Serce pełne dobra miej…

Przed 9 laty, gdy w dalekiej Ameryce przyszedł na świat Franio, to moja Małgosia poświeciła temu wydarzeniu blogową opowieść i opatrzyła ją tytułem: Rozmyślania podczas narodzin Frania. To stało się dla mnie inspiracją do spisania swoich rozmyślań o łańcuszku dobrych ludzi, którym takie wydarzenia pozwalają powstać, przyjąć wyzwanie i nieść pomoc w potrzebie.
W młodości oglądałem piękny film noszący tytuł: „Gdyby wszyscy ludzie dobrej woli…”. Minęło kilkadziesiąt lat, a ja wciąż go pamiętam i stąd ta opowieść.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

   Moja córcia Małgosia napisała przed dwoma dniami na swoim blogu opowiadanko o…Franiu, na którego przyjście czekała wraz z jego mamą Moniką. Zapraszam do przeczytania: https://malgosiowe.wordpress.com/2012/08/27/rozmyslania-podczas-narodzin-frania/

View original post 645 słów więcej

Żeby już do szkoły, po prostu można było iść, iść, iść…


Wszyscy (chyba) pamiętają tę piosenkę. Śpiewano ją na ogół przed powrotem do szkoły z wakacyjnego wypoczynku, albo dla pierwszoklasistów, jak w tym przypadku: https://vod.tvp.pl/video/migawki-z-przeszlosci,powrot-do-szkoly-1971-r,4296718
Tak się składa, że właśnie podjęto decyzję o powrocie dzieci i młodzieży do szkół na tradycyjne lekcje lub na tzw. hybrydową naukę w trybie zdalnym i tradycyjnym jednocześnie.
Nowina wywołała wielkie poruszenie wśród nauczycieli, a jeszcze większe wśród uczniów i rodziców. Rozgorzały wielopłaszczyznowe  dyskusje o tym, co to może oznaczać dla wszystkich stron szkolnego życia, bo wszyscy wiedzą jak uczniowie przykładali się do nauki i jakie mogą być tego efekty.
Wielu znawców tematu podnosi problem totalnego obniżenia poziomu nauczania, możliwości sprawdzania podawanej zdalnie wiedzy i samodzielności w dochodzeniu do ocen jakie uczniowie faktycznie osiągnęli. Były głosy o potrzebie powtórzenia roku, a na drugim biegunie podnoszono konieczność uzupełnienia braków w realizacji podstawy programowej.
Ten właśnie wątek jest często podnoszony wśród nauczycieli choćby na stronie Ja, Nauczyciel ( https://www.facebook.com/groups/369251236818603) , której bywam częstym gościem.
Tam właśnie spotkałem się z pytaniem, czy jak kto woli próbą ankiety opracowanej przez jednego z nauczycieli.
Oto treść tej ankiety:
„Nauczyciel, który po powrocie do szkół zasypie uczniów sprawdzianami i kartkówkami, bo będzie nadrabiał jest:
O – psychopatą
O – oprawcą

Ruszyła maszyna po szynach ospale…
Dyskusja przybierała bardzo różną wartość merytoryczną, ale jej uczestnicy wystrzegali się wulgaryzmów i znęcania się nad autorem i nad pytaniami przez niego postanowionymi. Różne są te wypowiedzi i dlatego podaję link do tej ankiety: LINK
Podam tylko to, że autor odpowiadając jednemu z ostatnich komentujących stwierdził:
W komentarzach odzywają się głównie ci nauczyciele, którzy poczuli się wywołani, ponieważ prawdopodobnie sami mają obsesję kontroli. Poza komentarzami należy odnotować to, że jest 463 głosy oddane na psychopatów i 111 na oprawców, co jest zgodne z moją oceną sytuacji…
Dlaczego o tympiszę?
Otóż w natłoku różnych bieżących spraw trochę ostatnio źle sypiam. Nie wiem dlaczego mnie to spotyka, ale miewam ciężkie sny, w tym i takie o tematyce szkolnej. Zupełnie jak te z ankiety. Staję przed takim samym problemem, przed jakim postawiły dzisiaj nauczycieli władze oświatowe. Dzisiejsza moja senna tortura przebiegała wg. takiego scenariusza:
Tuż przed semestrem, czy może końcem roku szkolnego zjawiam się w szkole i mam nadrobić zaległości oraz wystawić oceny. Jedno i drugie jest niemożliwe bez kłamstwa i użycia sufitu jako źródła potrzebnych informacji. Męczę się z tym ogromnie świadomy tego, że muszę kłamać i znieść uczniowskie oceny mojego postępowania. Przecież to niesprawiedliwe panie profesorze. Ja miałam czwórkę na którą w pełni zasłużyłam,. a Magda nie miała żadnej oceny i teraz pan postawił to samo nam obu? A co powie dyrekcja?
Mimo, że w tym roku mija 10 rocznica mojej emerytury oznaczającej zjechanie na boczny tor, to wciąż tego typu sny są moją udręką. Na szczęście nie zdarzają się zbyt często.
Teraz przeżyją to na jawie ogromne rzesze uczniów i nauczycieli.

Szczerze im współczuję.

Oddaj moją książkę!

Niedawno obchodzony Dzień Książki przypomniał mi o pewnej przestrodze dotyczącej pożyczonych książek. Zapraszam…

Tatulowe opowieści

   Kilka dni temu, w czasie pogaduszek, jakie toczyły się w naszym domu wspomniana została pewna pani, która złożyła nam kiedyś nieoczekiwaną wizytę. Szukała pomocy dla wnusi, która akurat miała napisać terminową pracę kontrolną z języka angielskiego. Cóż bardziej prostego jak użycie dawnych znajomości, prawda? Błogo, jak kto ma kogo – powiada się w takich sytuacjach. No więc wpadła, powspominała dawne lata, a gdy przyszła pora na wyjawienie konkretnego celu wizyty, to okazało się, że biedna, bo strasznie zagoniona, a do tego chorowita wnusia ma właśnie w niezwykle pilnym terminie napisać pracę kontrolną. Oczywiście napisałaby sama, ale właśnie coś takiego się jej przytrafiło, że najlepiej byłoby gdyby moja żona napisała tę pracę.
– Cóż to dla ciebie – powiedziała.- Uczyłaś przecież angielskiego, to usiądziesz i migiem napiszesz, a moja wnusia… Wiecie jak to w takich razach bywa.

   Żona nie dała się nabrać na słodkie minki i uśmiechy swojej dawno nie…

View original post 487 słów więcej

Zagonionym przy zdobywaniu tego, co dla nich najbardziej się liczy…

Ostatnie zmiany w pogodzie, przy zatrważających doniesieniach z frontu walki o zdrowie Polaków nikogo nie nastrajały do optymizmu. Nawet o krótkotrwały uśmiech do fotografa było trudno, co znajomi widząc udostępniane zdjęcia kwitują oceną:
 – Dlaczego taki smutny? Zbyt smutne… A z czego się cieszyć, pytam?
   Tak się jakoś składa, że w ramach przygotowania do świąt wielkanocnych bardziej eksploatowany jest temat Męki Pańskiej niż oczekiwanie na radość płynącą ze zmartwychwstania. Wydobyte przy okazji z naszej pamięci obrazy, choćby z filmu „Pasja” Mela Gibsona  pozostają z nami na dłużej, a to odbiera lub tylko przytłumia możliwość zagłębiania się w radości wynikającej  z treści obrzędów Wielkiej Niedzieli. Czas 4 tygodni Wielkiego Postu przeciwstawiony jednemu dniu w USA i dwóm dniom Świąt w Polsce jest przecież faktem.
To, co pisałem w podobnym czasie przed rokiem okazuje się przerażająco aktualne i dziś więc przy szukaniu tematów godnych uwagi trapił mnie i ten dylemat: Przecież to już było… I miało nie wrócić więcej…
Wróciło… i jeszcze bardziej przygnębiło.
Utrudnione nakazaną izolacją kontakty i tak dostarczają nowin typu:
Wiesz, że ten i ów chorują.
– X-owie tak się uwijali z remontami, takie plany snuli i co? Oboje chorują. Każde leży w innym szpitalu, podobno ich stan jest ciężki… I na co im było tak się mordować droga pani.

Coraz więcej takich przygniatających do ziemi nowin nam wszystkim się przytrafia. A komu jeszcze przytrafiło się na przestrzeni ostatniego roku  przeżywanie śmierci w rodzinie, ten ma równie dramatyczne doświadczenia i wspomnienia…
Będąc w takim minorowym nastroju spotkałem się dziś z tekstem udostępnionym na Fb przez znajomą  kuzynkę. Był to materiał pochodzący z Gantelman Polska z dnia 16.04.2021 umieszczony pod zdjęciem Robina Williamsa,  którego rocznicę odejścia niedawno obchodzono. Napisałem o przeżyciach związanych z jego odejściem i udostępniłem to na Fb https://tatulowe.wordpress.com/2021/04/15/wielka-szkoda-i-smutek-wieki-3/
Ponieważ tamten tekst jest wciąż odwiedzany, to naturalne było moje nim zainteresowanie. Przeczytałem i zauważyłem, że tekst w bardzo plastyczny sposób opisuje to, czym chciałem się podzielić z innymi. Tak właśnie przeżywałem odejścia bliskich i w ten sam sposób wyobrażałem sobie moje odejście i związane z tym dylematy na jakie narażę moich bliskich. To chyba jednak nieuchronne. Zapraszam do lektury:

Pozwól proszę, że Ci przypomnę – napisał niejako zza grobu.

Kiedy umrzesz, a masz to zagwarantowane od dnia narodzin – 100% Gwarancji!!! Więc, kiedy już̇ umrzesz nie martw się̨ o Twoje ciało…Twoi krewni zrobią̨ wszystko, co trzeba zgodnie z ich możliwościami.
Zdejmą̨ Ci ubrania. Umyją̨ Cię̨. Ubiorą̨ cię̨. Wywiozą̨ cię̨ z domu i zabiorą̨ na twój nowy adres.
Wielu przyjdzie na Twój pogrzeb, żeby się̨ pożegnać́. Niektórzy odwołają̨ zaręczyny, a nawet opuszczą pracę, żeby przyjść́ na cmentarz i zobaczyć́ jak Twoją trumnę̨ powolutku spuszczają̨ do grobu. Twoje rzeczy, nawet to, czego nie lubiłeś́ pożyczać́, będą̨ sprzedawane, rozdawane lub spalone:
Twoje klucze, Twoje narzędzia, Twoje książki, Twoje płyty, Twoje buty, Twoje ubrania…
I bądź́ pewny, że świat nie zatrzyma się̨ i nie zapłacze za Tobą.
Gospodarka będzie kontynuowała swój bieg. Ziemia będzie się̨ dalej kręciła wokół swojej osi. W Twojej pracy zastąpi cię̨ ktoś́ inny, ktoś́ z tymi samymi lub większymi zdolnościami przejmie Twoje miejsce.
Twój majątek pójdzie do Twoich spadkobierców….Ludzie, którzy znali Cię tylko z widzenia powiedzą : Biedny facet! Albo: „Szkoda gościa, mógł jeszcze żyć́!”
Twoi serdeczni przyjaciele będą̨ płakać kilka godzin lub kilka dni, ale potem będą̨ się̨ śmiać́ żyjąc własnym życiem.
Twoje zwierzęta przywykną̨ do nowego właściciela. Twoje zdjęcia przez jakiś́ czas powiszą na ścianie, albo będą̨ nadal na jakimś́ meblu, ale potem zostaną̨ schowane na dno szuflady.
Ktoś́ jeszcze usiądzie na Twojej kanapie i będzie jadł przy Twoim stole. Głęboki ból w Twoim domu będzie trwał tydzień́, dwa, miesiąc, rok…

Potem zostaniesz wspomnieniem i wtedy Twoja historia skończy się̨. Skończyło się̨ wśród ludzi, skończyło się̨ tutaj, skończyło się̨ na tym świecie.
Teraz zaczniesz swoją historię w nowej rzeczywistości… W nowym, drugim życiu po śmierci.

Wartość́ straciło: Ciało, Wygląd, Nazwisko, Komfort, Kasa, Kredyty, Stan posiadania, Pozycja, Konta bankowe, Domy, Samochody, Biznesy, Tytuły, Dyplomy, Medale, Trofea, Miejsca, Podróże…

W swoim nowym życiu potrzebujesz tylko jednego – MIŁOŚCI, którą zgromadziłeś́ w swoim sercu i sercach ludzi oraz bliskości Boga. To będzie jedyna fortuna, na jaką tam będziesz mógł liczyć́.
Dlatego staraj się̨ żyć́ i być́ szczęśliwym tu gdzie jesteś́, bo jak powiedział św. Franciszek z Asyżu: „Stąd nie weźmiesz tego, co masz. Weźmiesz tylko to, co dałeś.”
Więc póki co:
To twoje życie, ciesz się̨ nim w pełni i rozsiewaj…MIŁOŚĆ, DOBRO, RADOŚĆ…
Żyj codziennie tak, jakby to był Twój ostatni dzień́…Bo, któryś nim będzie !
PS.
W trakcie pisania tej opowieści obejrzałem reportaż będący efektem pracy dziennikarzy śledczych, próbujących ukazać zapracowanie prezesa ORLENU, który chyba nie ma czasu zajmować się największą polską firmą, bo tak go pochłaniają własne problemy związane z administrowaniem kilkudziesięciu własnych nieruchomości rozrzuconych po całej Polsce. Nawet nie marzy mi sie to, że on to przeczyta. My natomiast możemy i nad tym się zastanowić

Wielka szkoda… I smutek wieki

Kiedy rankiem włączyłem komputer, to pierwszą wiadomością na jaką natrafiłem na Fb była informacja zamieszczona przez moją Małgosię o śmierci Robina Williamsa. Dopisałem pod newsem te właśnie słowa, które umieściłem w tytule notki, i dołączyłem do tych słów symboliczny znak [*]. Później, gdy na Fb pojawiały się dalsze publikacje pochodzące z różnych gazet, to czytałem […]

Wielka szkoda… I smutek wieki

Fake news wszechmogący…

Słuchałem dziś, tak jak co dzień swojego radia i ze szczególnym zainteresowaniem czekałem na zapowiedziany temat dnia dotyczący fake newsów właśnie.
Prowadzący podjął się przybliżenia tematyki i zapoznał słuchaczy z wszechobecnym teraz w tzw. obrocie publicznym face newsem, posługując się niewinnym przykładem niedawnego zablokowania Kanału Sueskiego przez olbrzymi kontenerowiec dowodzony rzekomo przez kobietę. Ktoś to puścił w obrót, inni natychmiast podchwycili temat i poszło w świat powtarzane we wszystkich ważniejszych językach stereotypowe wyjaśnienie przyczyn kryzysu. Dlaczego tak się stało? Wszystkiemu winna była kobieta. Może nawet blondynka? Ach te baby…
Dopiero po jakimś czasie ktoś sprawdził, że to nieprawda i typowy fake news.
Podobno w kawalkadzie uwięzionych statków był i taki, którym dowodziła kobieta, ale nikt nie zwracał uwagi na jej straty duchowe i wizerunkowe.

Zaproszeni eksperci wypowiadali się w temacie, słuchacze telefonowali, prowadzący to wszystko okraszał swadą i humorem i poszło…
W tzw. międzyczasie trafił mi się kąsek nie lada . To artykuł OKO.press , który opisuje układ wrocławski skupiający polityków o znanych nazwiskach i to z kręgu tych, którzy na sztandarach mieli wypisaną walkę z układami właśnie.
Zachęcam do przeczytania: https://oko.press/uklad-wroclawski-hofman-cba-r4s/?fbclid=IwAR3vTZag_NcgTbPkXQHOHxLFfmy1r7hjJbb5p5nxr8ruhRerto-6Nu5i2QI  
Zaczyna się tak: Biznesowa grupa powstała wokół byłego rzecznika PiS Adama Hofmana obsadziła państwowe spółki tak gęsto, że zajęło się nią CBA i prokuratura. Z naszych ustaleń wynika, że operację służb spalił przeciek. A „układ wrocławski” ma do dziś rozległe wpływy…
Dalej jest coraz ciekawiej i mroczniej. Wielka polityka, służby specjalne i wielkie, wielkie pieniądze.
Myślałem, że redaktor dotknie choć trochę naszej polityki i stąd weźmie przykłady do swojej audycji, ale gdzieżby tam. Wie przecież w jakim radio pracuje i kto w nim wyznacza kierunki. Ten KTOŚ mógłby krzywo patrzeć na złe przykłady, podburzające do niemiłej rządowi reakcji. Przekonali się o tym koledzy z „Trójki”, których już dawno się z radia pozbyli…Różnymi metodami zresztą.
– Ile takich afer już zanotowała na swym koncie „przewodnia siła narodu”?
– Ile fake newsów wyprodukowano tylko po to, aby odwrócić uwagę od bulwersujących opinię publiczną faktów?
– Ile wysiłku włożono, aby podtrzymywać w swoich wyborcach prawdę objawioną im przez przywódców przewodniej siły??
– Ile takich zabiegów zostanie podjęte w przejętych już przez Orlen tytułach gazet papierowych i wirtualnych ???

   Poczytałem wiele o tym, co mieści się pod hasłem Fake news z przyległościami i dopiero wtedy uświadomiłem sobie jak rozległe są strefy stosowania technik zakłamywania prawdy, manipulowania opinią społeczną, przemilczania faktów z równoczesnym kreowaniem pożądanej „prawdy”. Jeszcze bardziej przeraża fakt „fake newsowej pandemii” jaka w tym względzie ogarnęła świat. Mimo deklarowanej przez wiele państw walki z tą plagą i tworzeniem prawa anty fake newes nie osiągnięto w tym względzie żadnych, albo prawie żadnych efektów.
Ciekawe, czy obecnie prowadzona reforma nauczania i nowe do niej podręczniki będą zawierały wiedzę potrzebną do tego, aby uczniowie potrafili zrozumieć napływające w nadmiarze informacje, odpowiednio je zweryfikować i odrzucić ziarno od plew.
Czy jest zapotrzebowanie na taki stan świadomości wyborców?
Do rozmyślań nad tematem przydatny będzie tekst jaki dzisiaj zamieścił mój internetowy znajomy bloger: Oto ten wpis, a pod nim ciekawe komentarze:
https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2021/04/14/manipulacja-wg-chomskyego/

Czy pani Drozdowa pociech się dochowa?

Wszystkim znajomym znane jest moje podejście do wszystkiego, co się rusza, ćwierka, pachnie, lub tylko budzi zainteresowanie i nadaje się do sfotografowania. Na tej zasadzie zrobiłem kiedyś zdjęcie gniazdka, Wypatrzyła je Hania – Ania w miejscu, którego ja bym na miejsce na gniazdo nie wybrał. Jakaś „ptica” myślała jednak inaczej. Zainteresowany obecnością nowego lokatora zacząłem go […]

Czy pani Drozdowa pociech się dochowa?

Pożegnanie Alicji…

Dzisiaj trochę prywaty.
   W drugim dniu Świąt Wielkanocnych AD 2021 otrzymałem wiadomość telefoniczną od ciotecznej siostry Haliny. Zanim nawiązałem rozmowę dotarło do mnie porażające przeczucie, że zapewne z Alą coś się stało. Zaledwie przed dwoma dniami składaliśmy sobie życzenia świąteczne i w czasie tamtej rozmowy dowiedziałem się, że Ala trafiała do szpitala, nie z powodu tego cichego drania w koronie, ale z powodu tzw. chorób towarzyszących. Banalny w tych czasach przypadek okazał się dla niej tragiczny. W związku z pandemią nie wolno odwiedzać, pobyć w szpitalu z chorą, albo chociaż tuż obok, aby zwyczajnie wyręczyć będące w niedoborze służby medyczne w zabiegach pielęgnacyjnych. Telefoniczne wiadomości uzyskiwane przez jej córkę Agnieszkę, jeszcze w Wielką Niedzielę były uspokajające. Chora otrzymała potrzebne jej leki, jakieś płyny w kroplówce i jest pod obserwacją. Proszę się nie martwić…Tymczasem już rankiem następnego dnia nadeszła porażająca informacja o kryzysie i śmierci.
Trudno to zaakceptować, ale też trudno kogoś o tę nagłą śmierć oskarżać nie będąc tam i nie znając dokumentacji medycznej wskazującej na zachowanie procedur i należytą dbałość o pacjenta. My z żoną przeżyliśmy kilka takich sposobów odejścia naszych bliskich z tego świata.
W tym dniu, o którym piszę  wszystkich zbulwersowała informacja o Krzysztofie Krawczyku. Ogłosił powrót ze szpitala do domu, podziękował za opiekę medykom, a swoim fanom za modlitwę i słowa wsparcia, aby po kilku godzinach pożegnać się z tym światem. Ile takich przypadków się teraz rozgrywa? Ile tajemnic zabrali ze sobą odchodzący na drugą stronę. Wierzący w Boga mogą mieć nadzieję na to, że ktoś ich tam wysłucha, a winnych ukarze.
   Tu przerwałem pisanie i mój wzrok powrócił do mema umieszczonego we wstępie tego pożegnania. Zachęcam do pójścia moim śladem. W końcówce przeczytamy:
Śmierć zostawia ból, który ukoić mogą tylko wspomnienia.
Wspominam zatem Alę, nieznaną mi w młodych latach osobiście kuzynkę z odległego Szczecina, będącą córką wujka Szymona, jednego z braci mojej Mamy. Osobiście poznałem całą Jego rodzinę, gdy przez miesiąc gościł mnie u siebie w Szczecinie, w czasie praktyk szkolnych, na jakie wysyłało mnie moje Technikum Przemysłu Spożywczego w Bydgoszczy. Cała Jego rodzina zatroszczyła się o mnie, aby pokazać mi, chłopakowi – wówczas 18-letniemu, piękne miasto i okolice. Z Alą właśnie byłem po raz pierwszy w życiu nad morzem w Świnoujściu i Międzyzdrojach, wędrowałem po okolicach Jeziora Szmaragdowego, byliśmy w Zamku Książąt Pomorskich na kilku „wieczorach przy świecach”. Odwiedzaliśmy i zwiedzaliśmy również inne zabytki.
Nie mniej ważne były dla mnie wieczorne wyprawy do kin, teatru, operetki, gdzie Ala wprowadzała mnie w dostępny wtedy świat kultury i sztuki. Zaliczyłem z jej udziałem i pod jej przewodnictwem duchowym chyba cały repertuar tych „świątyń sztuki wysokiej”. Myślę, że przybliżyła mi wszystko, co uznała za warte poznania. Tamta porcja wiedzy bardzo liczyła się i nadal ma duże znaczenie w moim rozwoju duchowym. Nie raz zastanawiałem się nad fenomenem tego poświęcenia i obmyślałem sposoby jakiegoś rewanżu .
Życie plotło jednak swoje scenariusze. Ze Szczecina do Bogorii jest kawał drogi, a podróż pociągami bardzo męcząca. Przekonaliśmy się o tym jadąc z Mamą i jej siostrą – Ciocią Andzią na pogrzeb Wujka Szymona. Miałem nadzieję na to, że chociaż powspominamy sobie ten mój wspaniały miesiąc, ale atmosfera pogrzebu nie służy takim wspomnieniom.
Szkołę w Bydgoszczy ukończyłem w czerwcu 1967 roku, a już w październiku trafiłem na 2 lata służby wojskowej do Grudziądza i Radomia. Po wojsku powróciłem do rodzinnej Bogorii i tu podjąłem pierwszą pracę oraz zaoczną naukę w Ośrodku Szkolenia Kadr CRS w Miedzeszynie k/ Warszawy. W tym czasie założyłem rodzinę i to ostatecznie zdeterminowało mój negatywny stosunek do podróży. Praca, nauka, robota i tak przez wiele lat kręciliśmy się w kieracie życia.
Geograficzne oddalenie naszych życiowych siedlisk wydaje się pozostawać główną przyczyną ostudzenia relacji rodzinnych.
Coś jednak udało się nam zmienić dzięki temu blogowi właśnie.
Janek, mąż Ali jakimś cudem trafił na blog i czasem nawet komentował niektóre opowieści podpisując je nickiem @Rodak. Intrygowało mnie to bardzo, bo nasuwało skojarzenie z kimś stąd, z jakimś rodakiem z Bogorii. Dopiero po dość długim czasie dowiedziałem się o tym, że Rodak jest mężem Ali, a to pozwoliło odnowić i ożywić kontakty. Poznawaliśmy siebie i nasze rodziny na zdjęciach wymienianych wraz z życzeniami świątecznymi. Podsuwałem Jankowi linki tekstów wskazujących na nasze powiązania rodzinne, czy opisy warunków w jakich żyli tu nasi przodkowie z prośbą, aby udostępniał je również Halince i pozostałym członkom rodziny.

Janek i Ala znów są razem

   Tak zeszło nam życie rodzinne. Janek odszedł rok temu w bardzo podobny sposób do tego, jaki stał się teraz udziałem Ali. W obu przypadkach Covid stał się okolicznością utrudniającą życie chorym i ich opiekunom, chociaż nie był tych odejść przyczyną. Nadal pandemia utrudnia obecność na uroczystościach pogrzebowych i uczestnictwo w ostatniej drodze zmarłych.

Pociechą jest  możliwość uczestnictwa duchowego w pogrzebie poprzez transmisję mszy pogrzebowej z kościoła parafialnego zmarłej Ali. Mam już potrzebne informacje i chociaż w ten sposób będziemy połączeni.
Rodzinie zmarłej Alicji, a zwłaszcza jej dzieciom i siostrze składam z serca płynące wyrazy współczucia.
Spoczywaj w Pokoju Alu.
Pamięć szczera nie umiera…