Czytając dziecku codziennie sami wiele możemy się nauczyć…

W dniu, w którym świętujemy Światowy Dzień Książki warto popisać się tekstem, który tego tematu dotyczy.
Zapraszam

Tatulowe opowieści

Popularyzowałem w szkole, jak i tu na blogu szeroko zakrojoną akcję: Cała Polska Czyta Dzieciom, bo naprawdę wierzę w to, że czytanie rozwija i to nie tylko dzieci. Rozwija także nas, czytających dzieciom, ich rodziców i dziadków. Uzasadniałem to szeroko i wskazywałem na ideę przemycenia niejako w czytanych dzieciom starannie dobranych książkach, ważnych treści wychowawczych i edukacyjnych.

View original post 1 358 słów więcej

Wielkanocnej tradycji ciąg dalszy… Kotły

Przypomniałem w okresie ostatnich świąt wielkanocnych odwieczną tradycję, jaka zachowała się w naszej parafii. Jest, a właściwie było nią strzelanie w czasie Świąt, od rezurekcji poczynając, aż po ostatnią mszę celebrowaną w Wielką Niedzielę z pistoletów wytwarzanych niegdyś w miejscowych zakładach ślusarskich i kuźniach, jakich w Bogorii było sporo. Sprzęt do strzelania, technologia produkcji prochu strzelniczego z węgla drzewnego i saletry, jak i technika oddawania strzałów była dziedziczona w kilku rodzinach od dawna. Teraz, niestety dożyłem czasów, kiedy nikt się tym nie zajmuje. Pozostał tylko opis starań o uatrakcyjnienie obrzędów religijnych taki jak mój, czy tworzony przez zbliżonych mi wiekiem ludzi związanych z naszą miejscowością i parafią.
Tu Link.
   Nawiązując do obrzędów Wielkiej Niedzieli wspominałem też o szczególnej rezurekcji, jaką przeżyłem w 1975 roku. Tak nam się życie ułożyło, że zamiast we dwoje udać się na rezurekcję, to musiałem odprowadzić żonę do miejscowej Izby porodowej – jak wtedy nazywano tego typu placówki i sam poszedłem na rezurekcję, aby modlić się o szczęśliwe rozwiązanie. Było to potęgowane obawami o przyszłość matki i dziecka, jako że mieliśmy tzw. konflikt serologiczny i mimo kontroli lekarza pewien niepokój towarzyszył nam przez całą ciążę, aż do tego momentu. Pamiętam jak głęboko to przeżywałem idąc sam w tłumie ludzi, przy akompaniamencie wystrzałów i odgłosów bębnienia w bębny, czy może raczej kotły, jakie posiadał nasz kościół: Tu link.
W treści tej ostatniej opowieści wspominam owe kotły, których zdjęcie otwiera dzisiejszą opowieść. Napisałem tam m. in. takie słowa:

Bardzo żałowałem, że nie zabrałem aparatu fotograficznego, aby uwiecznić elementy naszej tradycji. Obawy o zanik zwyczaju strzelania okazały się być na wyrost. Strzelano wprawdzie nie z pistoletów, ale z petard i to w sposób przypominający poziom strzelania z najlepszych lat. Przez cały czas procesji towarzyszyło bębnienie w dwa zabytkowe kotły. Mężczyźni grający na tych kotłach zmieniali się często, aby dać ulgę schylonym plecom. Tłum ludzi był tak duży, że zanikała granica początku i końca pochodu wokół kościoła…

Te właśnie kotły przypomniały moim córkom jeszcze jeden zanikający zwyczaj, tę grę na kotłach w czasie uroczystych procesji. Skutkiem tego była prośba o przedstawienie i tego opisu.
Gra na kotłach nie była łatwym zadaniem, bowiem trzeba umieć bębnić w kotły dwoma pałkami idąc w pochyleniu tuż za trzema niosącymi je mężczyznami. Z czasem ustawiano więc kotły obok dzwonnicy stojącej naprzeciw wielkich drzwi kościoła i tu grało na nich dwóch panów. Podczas uroczystości wewnątrz kościoła bębniono w kocioł ustawiony na chórze, a dźwięk kotła wzmacniany przez zainstalowane tam mikrofony niósł się po całym kościele.
Nasze bębny były znane nie tylko w okolicy, skoro wypożyczano je do kręcenia jakichś historycznych filmów. Po akcji wracały, ale ich sława widocznie dotarła do jakiegoś amatora tego typu instrumentów, bo jeden z kotłów przechowywanych poza kościołem zaginął bez wieści. Odtąd mamy już tylko jeden kocioł, ale jego wykorzystywanie stało się coraz bardziej ograniczane.

Kilku zasłużonych w tej dziedzinie panów weszło już w wiek sędziwy, a brak wsparcia dla tej tradycji ze strony kolejnych proboszczów nie przysporzyło jej nowych bębnistów. Ostatni raz używano kotła chyba parę lat temu, chociaż spotyka się w kościele ludzi mogących jeszcze obsłużyć ten instrument i nauczyć gry następców.
Pocieszeniem jest to, że na otwarcie i zasłonięcie łaskami słynącego obrazu Matki Bożej Pocieszenia odtwarzany jest hejnał wykonywany na fanfarach z udziałem kotłów : http://www.parafia-bogoria.pl/galeria-filmow/video/odsloniecie-obrazu.html

Wielkanoc 2020

Wiele już świąt przeżyłem, ale takich jak obecne jeszcze nie doświadczyłem…
Chyba każdy może się podpisać pod tymi słowami, prawda?
Byliśmy młodzi, często ubodzy, a wtedy święta jawiły się, jako pora obfitości, w jedzeniu zwłaszcza, bo to szynka pojawiała się na naszych stołach, taka babcina, czy mamina …z tłuszczykiem. Zwykle otrzymywaliśmy z tej okazji nowe, już letnie ubrania, w których mimo chłodu czuliśmy się lekko i elegancko. Były wyjścia na Rezurekcję, a po niej spotkania rodzinne przedłużające się na cały dzień. Były wizyty i rewizyty, chociaż czasem odbywane na zasadzie
„Od nas do was, a potem do was od nas…” Były świąteczne spacery w poszukiwaniu wiosny…  Ale zamknięcia nas w domach nigdy jeszcze nie było, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
No to jest. Nasze nowe doświadczenie niosące wielki wkład wiedzy na temat współczesnych zagrożeń oraz ich unikania. Jest też lekcja uczenia się siebie, bo łatwo było pojawiać się i znikać, aby żyć jednocześnie w kilku płaszczyznach. Dom praca, znajomi, klub, hobby, a w każdym miejscu inny, chociaż ten sam człowiek.
Teraz mamy okazję dokonać testu wytrzymałości na niezmienne warunki, jakie przecież sami stworzyliśmy we własnych domach. Jak zdamy ten test?
Pisałem dzisiaj życzenia rozsyłane e-mailem. Wśród adresatów również osoby, które w tym czasie straciły najbliższych. Jak składać takie, przecież z głębi płynące życzenia?
Radosnych? Wesołych? Jakich świąt?
Napisałem więc:
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych, innych niż wszystkie dotychczas przeżyte, pragniemy być z Wami w rozmyślaniach i przeżywaniu tego, co niosą te szczególne święta.

Uczestniczyliśmy wczoraj w Drodze Krzyżowej nadawanej z Watykanu. Ta dojmująca pustka placu Św. Piotra, zwykle pełnego wiernych, a także treść rozważań czytanych przez ludzi szczególnie dotkniętych przez życie miała jednak swoją niezwykłą wymowę. Ci ludzie nie zatracili wiary i wydobyli się z dna rozpaczy, zobaczyli dla siebie lepszą perspektywę,…·
Chociaż to takie dojmujące smutkiem, to jednak na dnie tych smuteczków odnajdujemy przecież NADZIEJĘ na lepszą przyszłość.
Wkrótce zaśpiewamy:

Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie.
Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie…
W innej, równie pięknej zaśpiewamy:
O śmierci, gdzie jesteś o śmierci?
Gdzie jest moja śmierć?
Gdzie jest jej zwycięstwo?
Ref.:
Zmartwychwstał Pan,
Zmartwychwstał Pan,
Zmartwychwstał Pan,
Alleluja, Alleluja!

Zawsze przeżywam wzruszenie, gdy w naszym kościele śpiewa tę pieśń nasza sąsiadka, młoda dziewczyna o pięknym głosie, a w refrenie wtóruje jej cały kościół.
Pragniemy życzyć Wam wszystkim Radosnych jednak Świąt, budzących nadzieję na poprawę, jaka dokonuje się w nas samych za sprawą tego co nas, na co dzień spotyka. Przytulamy Was wszystkich
Alleluja…

Tymi życzeniami dzielę się z Wami wszystkimi,
którzy tu zaglądacie,
bo podobnie myślicie
i podobnie to przeżywacie…
Radosnych Świąt i Wiosny w sercach

Wirus zawładnął światem???

Po spacerze… Kwiatki świeże

Poddaliśmy się nakazom władz i członków rodziny. Siedzimy w domu wraz z dziećmi i wnukami, śledząc rozwój sytuacji na świecie i kalkulując dalszy przebieg tego nadzwyczajnego stanu. Zięć codziennie zagląda do statystyk WHO śledząc postęp zachorowań w Polsce i na świecie.
Nikt nie wie, co będzie, a na ogół wszyscy wiedzą, co jest.
Zaopatrzeniem domu zajmują się młodsi, a wszelkie próby naszego omijania zakazów są piętnowane przypominaniem zagrożeń, zwłaszcza dla takich leciwych i chorujących na wiele chorób osobników jak my z żoną.
Ma to swoje dobre strony, bo zacieśniamy więzi poznajemy się i wzajemnie sobie pomagając lepiej znosimy przeciwności losu.

Młodzi pracują i uczą się zdalnie, a nawet najmłodsza Emilka otrzymuje z przedszkola zadania i ćwiczenia do wykonania. Dbając o higienę pracy, no i o zdrowie młodzi wychodzą na spacery, czy nawet przejażdżki rowerowe po najbliższym terenie, który jest bardzo atrakcyjny i na tyle bezpieczny, że można odbyć spacer lub przejażdżkę nie spotykając nikogo po drodze.
Modlimy się więcej niż dotychczas, bo niemal każda telewizja, a również rozgłośnie radiowe starają się spełniać społeczne oczekiwania ludzi wierzących. Tak trwamy żyjąc z dnia na dzień.

Dbam o drobne wprawdzie, ale istotne okazje do poprawy nastroju. Do takich należą choćby obserwacje natury wokół domu, za oknem i na parapecie okna, na którym mam ustawione w flakonikach rozwijające się pędy krzewów i drzew owocowych z mojego ogródka oraz… kwiatuszki przynoszone dziadzi przez moje dziewuszki.

Przylaszczki przyniesione przed laty kwitną

Za oknem wciąż pojawiają się ptaszki oczekujące na swoją porcję słonecznika. Radują moje oczy swoimi odwiedzinami. Mam okazję fotografować swój mikrokosmos, a zdjęciami dzielić się ze znajomymi nie tylko z Facebooka.

Forsycja we flakonie wyprzedza te z ogródka
Niezapominajka przyniesiona do mieszkania nie czeka na maj
Stołówka wciąż działa

Zwykły świat zwykłego dziadka, któremu jeszcze zależy na wielu rzeczach wymagających jednak przedłużenia życia, mimo że jest ono coraz cięższe.
Zaglądającym tu czytelnikom i przyjacielem życzę dobrego zdrowia i proszę dbajcie o siebie, pamiętając o słynnym pierścieniu Króla Salomona, który na jego wewnętrznej stronie kazał wygrawerować napis:
Wszystko przeminie
W baśni nie powiedziano jak często tam zaglądał, ale domyślam się, że wszystko, czego doświadczył przeminęło, nawet on sam i jemu współcześni

„Zła godzina” wkroczyła do nas i trwa…

W tych dniach, w których tak wiele się dzieje wokół nas, ktoś sięgnął po fragment wiersza Wisławy Szymborskiej, który natychmiast udostępniłem na swoim Facebook`owym koncie. Dodałem do niego swoją myśl przewodnią:
W sam raz…
Na dzisiejszy czas.
Widocznie nie na każdego w ten sam sposób oddziaływają takie błyskotliwe myśli, ale ja spodziewałem się dużego ruchu i komentarzy związanych z naszą „Złą Godziną”. Nic takiego się nie zdarzyło.
„Zła godzina” przyszła do nas przez Włochy, ale przecież nie tylko. Po ogłoszeniu przez WHO pandemii nasz kraj zaliczono do takich, na terenie których jest wirus i nie ma tu znaczenia skąd przybył i jaki kierunek swojej wędrówki przez świat obierze.

Codzienne konferencje prasowe i decyzje podejmowane przez sztab kryzysowy przynosiły i nadal przynoszą coraz bardziej stanowcze decyzje mające pomóc ocalić Polaków przed chorobą, a Polskę przed skutkami potężnego kryzysu ekonomicznego, jaki już się rysuje przed gospodarką światową. Mamy więc czym się martwić, a dolewane porcje Fake news`ów dołują nas jeszcze bardziej.
– Co to będzie? Jak tu żyć w czasach zarazy? Co będzie jak kogoś z domowników złapie ten wirus?
Można mnożyć takie pytania bez końca.
Nikt też nie wie na jak długo musimy przyjąć i przestrzegać zaleceń izolacji, a jak to będzie konieczne, to i kwarantanny…
Zła godzina, Psia krew, Złe nasienie – to przekleństwa, jakie były używane przez mojego Ojca w chwilach podwyższonych emocji. Nigdy nie słyszałem innych przekleństw. Te spełniały swoją rolę, a przy okazji były jakąś swoistą ciekawostką językową, choćby dlatego, że nikt takich przekleństw nie używał.
Tak też odebrałem cytat pani Wisi. To narzuca kierunek interpretacji.
Przyszła i na nas ta godzina, a do tego niewątpliwie jest zła, ale przecież gorzkie lekarstwo bywa skuteczne, a zabieg chirurgiczny napawa nas lękiem i bywa, że boli, ale przecież ratuje życie. Kto przeżył czas przygotowania się na operację, a wybudzony po niej zrozumiał, że już najgorsze minęło ten wie, w jakiej fazie teraz się znajdujemy i przyjmie bez szemrania konieczne ograniczenia, aby w skali masowej zapobiec nieszczęściu.
Jesteś ty… Zła godzino, ale musisz minąć i to jest piękne…
Mamy więc jakąś perspektywę. Jest trudno, będzie jeszcze trudniej ale to minie i wrócimy do normalności.
Tak się jakoś składa, że  – chyba poprzez przeglądarki, codziennie trafia mi się ktoś wchodzący na tekst o pierścieniu Króla Salomona.: TU LINK
Zapytałem kiedyś poprzez Internet o ten pierścień i otrzymałem takie wyjaśnienie:
Kiedyś pewien wschodni władca, mniejsza o to który, poprosił swoich mędrców by wymyślili mu zdanie prawdziwe i odpowiednie w każdym czasie i sytuacji. Zdanie to brzmiało: “I to przeminie.”
To zdanie kazał wygrawerować wewnątrz swego pierścienia

Wirus z Wuhan nosi miano 2019-nCoV

Udało mi się dzisiaj posłuchać mądrej i potrzebnej audycji, nadawanej w godzinach popołudniowych w Jedynce Polskiego Radia. Przygotowana do prowadzenia pogawędek pani redaktor zaprosiła przedstawicieli dyplomacji Chin i Polski. Obecna była też nasza pani profesor, ekspert w dziedzinie wirusologii, której wypowiedzi naświetlały sytuację i moderowały przebieg rozmowy. Dowiedziałem się z niej sporo interesujących rzeczy o epidemiach trapiących ludzkość właściwie od zawsze, o tej i poprzednich epidemiach, o problemach związanych ze zwalczaniem i wygaszaniem epidemii, zabezpieczaniu się przed wznowieniami tych samych zagrożeń i pojawiającymi się wskutek mutacji genowej nowych wcieleń tych samych chorób. Uczestnicy rozmowy wskazywali na trudności w stosowaniu znanych przecież od dawna zasad profilaktyki, o nieracjonalnych zachowaniach ludzi utrudniających wygaszanie epidemii chorób zakaźnych brakiem subordynacji, wiedzy, a nawet wyobraźni.
Interesująco i doskonale po polsku mówił zastępca ambasadora Chin w Polsce. Wskazywał na potrzebę popularyzowania właściwych postaw ludzi wywodzących się ze zrozumienia prostego faktu, że wirusy nie znają pojęcia granic, nie mają barw politycznych, nie wybierają złych, czy dobrych ludzi.
Do zwalczenia tej pandemii i zabezpieczenia się przed kolejnymi, potrzeba nam wszystkim solidarności. 
Przykładem właściwej postawy w tej walce ambasador Chin uczynił gest, na jaki zdobył się rząd polski wspomagając Chiny znaczącą partią masek jednorazowego użytku i takich z odpowiednimi filtrami, które już tam lecą samolotami. Zapewnił o wdzięczności za ten gest i wsparcie, na jakie może liczyć Polska z ich strony.
Zrobiło się miło, bo to naprawdę wyczyn nie lada zwłaszcza w czasie, gdy w Polsce epidemia jeszcze się nie rozwinęła, a zewsząd dobiegają oskarżenia o słabe przygotowanie placówek szpitalnych i służb, które powinny już być gotowe do bezpośredniego starcia.

   Na koniec audycji, na prośbę prowadzącej pani redaktor uczestnicy rozmowy wypowiadali podsumowania swoich wystąpień. Ambasador Chin zwrócił się do tzw. opinii krajowej i międzynarodowej o porzucenie dotychczasowej praktyki obciążania Chin za tę epidemię, a później pandemię. To, że choroba zakaźna wybuchła w Chinach nie usprawiedliwia ataków na Chiny i Chińczyków. Bywały przecież epidemie zaczynające się w Meksyku, w krajach arabskich, czy w Ameryce i nie nazywano chorób arabską, meksykańską, czy amerykańską…
Zrobiło mi się głupio, bo ja też poszedłem na skróty i w rozpędzie narracyjnym w poprzednim tekście o Koronawirusie pisałem o „niezwykle mobilnym i ekspansywnym „Chińczyku”…
Wypada przeprosić i nazywać go nazwą zamieszczoną w tytule:
Wirus 2019-nCoV
P.S. Dla zainteresowanych link o ostatnich epidemiach i pandemiach, jakie nawiedzały świat w ostatnich dziesięcioleciach: LINK

Koronawirus – czy zmusi nas do zastanowienia się nad sobą i światem?

To już są nasi

W minioną niedzielę z zainteresowaniem obejrzałem w TVN 24 program Ewy Ewart: „Czy grozi nam globalna pandemia? „Koronawirus – cichy zabójca”.
Nie było to moje pierwsze spotkanie z tematyką skażeń i zakażeń, w tym również z tym niezwykle mobilnym i ekspansywnym „chińczykiem”.
Tematyka epidemii i pandemii była mi znana z przedmiotu, jakiego uczyłem w szkołach. Było to przysposobienie obronne (PO), zamienione później na edukację dla bezpieczeństwa. Omawiałem tam zagadnienia zagrożeń czasu pokoju i czasu wojny, a wspólnym zagrożeniem były właśnie zakażenia np. ptasią grypą, groźnym S.A.R.S, wirusem ebola i skażenia, na jakie możemy być wystawieni w razie pokojowych awarii (katastrofa elektrowni atomowych w Czarnobylu, czy w Fukushima – Japonia, awarie w zakładach chemicznych, czy w transporcie niebezpiecznych substancji).
 Dla czasu wojny zarezerwowano informacje o broni masowego rażenia ABC – jak Atomowa z niezwykle groźnym skażeniem promieniotwórczym, Biologiczna z zagrożeniami wynikającymi z celowo użytych zarazków chorób zakaźnych i Chemiczna z bojowymi środkami trującymi o różnym sposobie działania na organizmy żywe.
Przy okazji omawiania tych zagadnień wyciągałem z magazynu odzież ochronną, jak płaszcze OP 1, kombinezony, rękawice, pończochy ochronne, no i maski przeciwgazowe, jakie pozostawił mi w spadku poprzedni nauczyciel tego przedmiotu. Zapoznanie się ze sprzętem ochronnym polegało na przymierzaniu tej odzieży oraz na założeniu maski i koniecznym wykonaniem przynajmniej kilku oddechów przez połączony z maską pochłaniacz. Oceniając sprawność nakładania na siebie odzieży, czy maski pytałem zawsze o to, jak się w tym czują, czy łatwo jest oddychać w masce i czy w kombinezonie nie jest zbyt
gorąco. Uczniowie otrzymywali dobre na ogół oceny i zdobywali doświadczenie, które może się im teraz przydać, chociaż na szczęście kombinezony i maski są teraz lekkie, zgrabne i zupełnie inne niż tamte, z wojskowego demobilu.
Oglądając cytowany na wstępie film rzuciło mi się w oczy niezwykłe zdyscyplinowanie Chińczyków w dostosowaniu się do wymogów kwarantanny i izolacji przestrzennej. Spokój i cierpliwe znoszenie niewygód, to chyba narodowe cechy ludzi tamtego rejonu świata. Nam tego niestety brakuje i cały czas prześladowała mnie myśl o tym, jak by wyglądały nasze ulice i miasta gdyby to nas spotkało takie doświadczenie.
Jest się nad czym zastanowić, bo przykład Włoch, gdzie w ciągu 3 dni dziesięciokrotnie powiększyła się liczba chorych i ona nadal rośnie, jest dobrym tego przykładem. Tam służby jak na razie zdają egzamin, a ludzie również gładko wchodzą w ograniczenia, do jakich się ich przymusza. Zdjęcia ze sklepów, które pustoszeją też stają się wymowne. Przy okazji trzeba by znaleźć odpowiedź na pytania o to, jakie robić zapasy na dwa tygodnie potrzebne na wylęgnięcie się choroby, a z telewizji można się najwyżej dowiedzieć jak myć ręce śpiewając piosenkę „Wlazł kotek na płotek”.
Trzeba zrozumieć politykę informacyjną rządu, mającą na celu przygotować społeczeństwo do zagrożenia i nie wywołać przy tym paniki, ale i nam trzeba pomyśleć o sobie, gdyby ochrona zapewniana przez rząd nie była skuteczna.
Na rynku maseczek ochronnych już jest panika. Ceny maseczek poszybowały ostro w górę, a w aptekach już ich nie uświadczysz. Nawet chińskie miasto partnerskie Kielc zwróciło się do partnera o pomoc w produkcji i udostępnianiu maseczek http://www.em.kielce.pl/miasto/35666-koronawirus-miasto-partnerskie-z-chin-prosi-kielce-o-pomoc

Co dzień dochodzą do nas nowe informacje o postępie w ataku koronowirusa na Europę. Wczoraj przeczytałem, że są już przypadki zachorowań w Chorwacji i Austrii, a już dzisiaj dołączono do tego Hiszpanię i Szwajcarię. U nas też pod obserwacją są podejrzani o chorobę w Krakowie, a dzisiaj również w Kielcach. Trzeba również odnotować postęp w zawalczeniu epidemii w Chinach, gdzie podobno spada tempo nowych zachorowań i zejść śmiertelnych.
Spokój rządu ma również uzasadnienie w doświadczeniach zdobytych w zwalczaniu poprzednich pandemii przez poprzednie rządy. Dzisiaj usłyszałem, słowa uznania kierowane pod adresem byłej premier, pani Kopacz, która nie uległa panice i nie zakupiła setek tysięcy szczepionek, jak to robiły inne państwa.
Miejmy nadzieję na to, że „agresywny Chińczyk” sam się wyluzuje i da odetchnąć chyba wszystkim rządom na świecie.

W chorobie – tylko rodzina może pomóc

Jesteśmy świadkami dramatycznej walki o pieniądze dla ONKOLOGII, która jest w ogromnej zapaści. Wykrywalność chorób onkologicznych i ich uleczalność klasyfikuje naszą medycynę w ogonie Europy. Rocznie umiera na te choroby ponad sto tysięcy ludzi. Lista leków refundowanych, w tym onkologicznych nie nadąża za naszymi możliwościami finansowymi i potrzebami.
Pieniądze o jakie toczy się walka sięgają astronomicznej sumy dwóch tysięcy milionów – czyli 2 miliardów, przeznaczonych na dofinansowanie mediów publicznych w tym głównie TVP, bez której trudno będzie się PiS-owi utrzymać przy władzy.
Ustawa już przegłosowana w Sejmie, czeka tylko na podpis prezydenta. Czy prezydent się ugnie i nie podpisze?
Zobaczymy.
Postanowiłem dzisiaj przypomnieć tekst o mojej rodzinnej batalii o zdrowie, jaką stoczyłem 11 lat temu w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Z tego co wiem, kolejki dla ludzi chorych nic się nie skróciły, a nawet stało się wręcz odwrotnie

Tatulowe opowieści

Kto przeżył to, co ja, ten wie prawie to samo…

Oczekiwałem na wakacje, aby załatwić kilka spraw odkładanych w ciągu roku szkolnego ze względu na brak czasu. „Wicie, rozumicie – praca przede wszystkim”- jakoś to tkwi we mnie chociaż wszyscy mówią, że zdrowie przede wszystkim. Jedną z pierwszych pozycji na mojej liście zajmowało zdrowie właśnie. Planowałem porządny przegląd techniczny, czyli badania profilaktyczne. Jedną z pierwszych wizyt złożyłem urologowi. Wynik uspokajający. Kolejna wizyta to lekarz endokrynolog, do którego zarejestrowała mnie moja Ela jeszcze w roku szkolnym. Poszliśmy oboje. Decyzja – wykonać USG tarczycy. W ciągu tygodnia otrzymuję wynik. Niestety, niekorzystny. Interpretacja lekarza brzmi:
– trzeba wykonać biopsję cienko igłową.
Jedziemy do Kielc. Biopsja jakoś inaczej wykonywana niż ta pierwsza, przed trzema już laty w Krakowie. Bardziej agresywnie dla gruczołu. Wynik za pięć dni. W wyznaczonym terminie, upewniwszy się, że wynik już jest w Staszowie jedziemy do lekarza kierującego. Miła pani, uśmiecha…

View original post 1 438 słów więcej

Zakochany – ciężko chory człowiek

Przed kolejnym świętem zakochanych tytułem przemyślenia

Tatulowe opowieści

  Miłość życia

   Codziennie zaglądam do kilku zaprzyjaźnionych blogów i w jednym z nich znalazłem wczoraj przykład nietypowego podejścia do twórczości blogowej. Autor ten pisze kolejne teksty będące w jakiejś relacji do poprzednich. Trzeba więc je czytać i rozważać w  kontekście do poprzednich. Mam więc okazję posłużyć się jego metodą i poszerzyć poruszone wcześniej tematy o specyficzną postać choroby jaką jest ZAKOCHANIE. Wszak mamy dzisiaj dzień Świętego Walentego- słynne już Święto Zakochanych -Walentynki.

View original post 686 słów więcej