Majówka 2022

Po świecie Pracy, święcie Flagi, które obszedłem jak chyba wszyscy (Szerokim łukiem) czekałem na dzień trzeci – obchodzony podwójnie… Jako święto Matki Bożej Królowej Polski i równocześnie Rocznica Konstytucji 3 Maja. Byłem ciekawy akcentów jakie tym razem pojawią się w przemówieniach liderów partyjnych i samorządowych, a także u przedstawicieli kościoła, jako że czasy mamy nad wyraz ciekawe.
Zacząłem od wysłuchania transmitowanej w Polskim Radio mszy świętej z kościoła pw. Świętego Krzyża w Warszawie. Kazanie wygłoszone bardzo składnym językiem skupione było niemal wyłącznie na religijnych aspektach święta Matki Bożej Królowej Polski. Nie było jedna odnowienia ślubów Króla Kazimierza poczynionych w 1656 roku we Lwowie TU:
Byłem nieco zdziwiony, ponieważ co roku są one odnawiane, a wierni w stosownych miejscach mówią zgodnie: Przyrzekamy.
Spotkałem to powtórzenie przyrzeczeń w naszym kościele i wtedy pomyślałem o swoim tekście dotyczącym obchodów Majowych świąt jakie udostępniłem w tym czasie na swoim koncie Facebooka i na blogu. Wprawdzie stare to teksty, ale w tym względzie akurat bardzo na czasie. Blogowe wspomnienie
Kazanie było religijno – historyczne, a zatem i państwowe.
Na zakończenie lud z całą mocą odśpiewał rytualne już : Boże coś Polskę…
Mnie znów naszło wspomnienie czasów, kiedy śpiewaliśmy w uniesieniu Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie…A co odważniejsi unosili przy tym palce ułożone w kształt litery V – jak Victory. Na szczęście nie ma już potrzeby dokonywać takich demonstracji.
Na akademię ze względów zdrowotnych nie poszedłem, chociaż było mi trochę żal tego odstępstwa.
   Wychodząc z kościoła wymieniłem ze znajomymi  parę opinii na temat święta i okoliczności w jakich przychodzi nam je przeżywać .
Gdy wsiadłem do samochodu i włączyłem radio to z ustawionym w nim programie I usłyszałem piosenkę w wykonaniu Maryli Rodowicz z refrenem w sam raz na taki czas: https://www.youtube.com/watch?v=btMW_Sb63Ps .
Warto na spokojnie przeczytać jeszcze raz znanym niemal wszystkim tekst: Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos – Grzegorz Tomczak piosenka z 1989 roku, co ma tu dodatkową wymowę.

Było ciemno więc niewiele też widziałam
I pamiętam też niewiele
Było ciemno wiem, że z pochyloną głową stałam
Tak jak stoi się w Kościele
A więc stałam nie widziałam było ciemno lecz słyszałam
Wciąż ten głos ten głos, ten głos, ten głos…
Podejdź bliżej więc podeszłam
Jak skruszony obywatel do przedstawiciela władzy
Podejdź bliżej już wiedziałam
Że ucieczka błyskawiczna tu niczemu nie zaradzi
Więc podeszłam posłuchałam było ciemno lecz słyszałam
Wciąż ten głos ten głos ten głos ten głos
To nie wróg był bo głos cichy i subtelny
Ale polski i nieskazitelny
To nie wróg był ten by zaraz mnie zapytał
Czy mój światopogląd celny
Więc to nie był wróg na pewno bo nad głową tuż nade mną
Usłyszałam ten głos, ten głos, ten głos, ten głos…

Ty to masz szczęście
Że w tym momencie
Żyć ci przyszło
W kraju nad Wisłą
Ty to masz szczęście
Twój kraj szczęśliwy
Piękny prawdziwy
Ludzie uczynni
W sercach niewinni
Twój kraj szczęśliwy

Było ciemno więc nie mogłam stwierdzić
Komu pomyliły się epoki lub stulecia
Było ciemno może to Mickiewicz jaki
Bo tak zgrabnie romantyczną wiarę krzesał
Trochę niezorientowany bo w tym kraju tak kochanym
Dawno nie był już widziany
Może Norwid bo coś plótł
Że łza gdzie znad planety spada i groby przecieka
Ale skąd by skąd by wiedział
Że na jego słowa ktoś tu jeszcze może czekać
Teraz w modzie nie Norwidy filozofio okryjbidy
Więc czyj ten głos ten głos ten głos ten głos
Było ciemno sama nie wiem
Jak do domu wprost doszłam i do siebie
Było ciemno a ja czułam się jak w niebie
I dlaczego nie wiem nie wiem
Z pochyloną głową stałam wierzcie ja nie zwariowałam
Lecz jak dziecko powtarzałam na głos na głos na głos

Ja to mam szczęście
Że w tym momencie
Żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą
Ja to mam szczęście
Mój kraj szczęśliwy
Piękny prawdziwy
Ludzie uczynni w sercach niewinni
Mój kraj szczęśliwy…
Słuchałem i wzruszałem się tymi słowami. Czy ja faktycznie mam takie szczęście, że w tym momencie…???
Jeśli pomyśleć o Ukraińcach, to oni, obecnie na pewno nie mają szczęścia przemknęło mi przez myśl…
Czy młodsi ode mnie, w tym moje dzieci też mają szczęście z tego powodu, że żyją w tym momencie??? A Ojczyzna nasza… „nękana przez Unię Europejską karami za brak praworządności” jak twierdzą rządowi eurosceptycy jest krajem o jakim śpiewała Maryla?
Mój kraj szczęśliwy
Piękny, prawdziwy
Ludzie uczynni w sercach niewinni
Mój kraj szczęśliwy…
Ludzie okazali się uczynni i w sercach niewinni, bo otworzyli swe serca i domy przed uciekinierami co zainspirowało prezydenta RP do wypowiedzenia paru bardzo ciekawych zdań, które z pewnością będą długo w obiegu.

Każdy świętował tak, jak potrafi i jak lubi, a czy tak samo jak ja???
Tego spodziewam się dowiedzieć w dyskusji

Pytania o niepodległość…

Rozmowa z byłym uczniem, pochodząca sprzed 8 lat odbyła się na Facebooku pod zdjęciem, które zamieszczam w tytule. Tłem była pieśń Leszka Wojtowicza pod tytułem „Moja litania” Link Postowi dałem wstęp z tej litanii właśnie:
Nie pragnę wcale, byś była wielka
zbrojna po zęby od morza do morza…
Po chwili zaczęła się interesująca dyskusja, którą właśnie dzisiaj przypomniał mi Facebook. Przeczytałem i zdębiałem. Jaki ja wtedy mądry byłem… -Pomyślałem. Przeczytajcie zresztą sami i ewentualnie dzisiaj, po doświadczeniach ostatniego miesiąca zabierzcie głos. Zapraszam…
– Mateusz – No niestety w UE nie ma niezależności, mówiąc Unii TAK powiedzieliśmy NIE naszej suwerenności 🙁
– Czesław – Tak rozumiana niezależność nosi nazwę autarkii
– Mateusz – No bo w takiej pseudo niezależności polski Sejm nie może uchwalić nic co jest nie zgodne z prawem UE, co jest ewidentnym narzuceniem obcego porządku prawnego, ale to tylko jeden z przykładów których można przytaczac wiele.
– Czesław – Mateusz, wskaż mi kraj niezależny od nikogo
– Mateusz – Ostatnie wydarzenia pokazują, że takim krajem jest choćby Rosja, bo nic sobie nie robi z tego co mówi zachód, ale może to nie najlepszy przykład, ale faktycznie jest to kraj politycznie niezależny od nikogo, bo nikt nie ingeruje w prawodawstwo i politykę wewnętrzną tego kraju.
– Czesław – To nie jest dobry przykład. Jeśli Unia znajdzie sobie inne niż rosyjskie źródła zaopatrzenia w gaz i ropę to co będzie z ich niezależnością ekonomiczną? Rosja zgłosiła zamiar tworzenia Unii Azjatyckiej . Jak myślisz w jakim celu to chce zrobić? Kraj niepodległy zabiera innym niepodległość ? To nie tak się mierzy
– Mateusz – To w takim razie czym się to mierzy?
– Czesław – Przemku, poezja służy wielu sprawom. Ten piękny wiersz kiedyś zagrzewał do walki, a dzisiaj??? Tobie dedykuję obiegowe dzieło satyryka.
– Czesław – Mateusz, to bardzo złożony temat. Luknij jednak na ten fragment prawa międzynarodowego tyczący suwerenności i odpowiedz sobie, czy Rosja spełnia te kryteria”: Uchwalona w 1970 roku Deklaracja zasad prawa międzynarodowego stwierdzała, że wszystkie państwa korzystają z suwerennej równości, która obejmuje takie elementy jak:
a) państwa są równe wobec prawa
b) Każdemu państwu przysługują prawa wynikające z pełnej suwerenności
c) Każde państwo ma obowiązek szanować podmiotowość innych państw
d) Integralność terytorialna i niepodległość polityczna państwa są nietykalne
e) Każde państwo ma prawo swobodnie wybrać i rozwijać swój system polityczny, społeczny, gospodarczy i kulturalny
f) Każde państwo ma obowiązek stosować się w pełni i w dobrej wierze do swoich zobowiązań międzynarodowych i pokojowo współżyć z innymi państwami.
– Mateusz – Żeby tak było jak jest napisane, to by było pięknie
– Czesław – Ano właśnie. Inne mocarstwa też nie są lepsze. Organizacje międzynarodowe też nie spełniają swoich statutowych zadań. Rada Stała ONZ z Rosją, Chinami i USA też jest karykaturą wobec swojej powinności. To tylko politycy potrafią nawoływać do niemożliwego byle tylko ich wybrać. Później już nie są tak wojowniczy. Przyszłość jest przed szerzącymi pokój, a nie wojnę
– Mateusz – No to jeśli nasz rząd nie przestanie „szczekać” w sprawie Ukrainy, to może Polsce napytać biedy niestety.
– Czesław – Popatrz jeszcze raz na te punkciki prawa międzynarodowego. Jeśli chcemy być niepodlegli, to mamy milczeć, gdy sąsiadowi odbierają niepodległość na oczach świata? Następni w kolejce możemy już być my.
Na tym rozmowa się urwała, ale dzisiaj możemy ją wznowić
Jest się nad czym zastanowić…

W kwestii języka naszego powszedniego …

Wielokrotnie zabierałem głos na temat Dnia Języka Ojczystego na łamach tego bloga. TU LINK. Dzień ten przypada na 21 lutego, tak jak w inne lata bywało. Ktoś to czytał, ktoś dodatkowo jeszcze komentował, a ja otrzymywałem zwrotną odpowiedź utwierdzającą mnie w przekonaniu, że poruszam temat ważny i coś z tego będzie wynikać, przynajmniej w sferze przemyśleń.
Czy faktycznie coś z tego, co proponowaliśmy lub tylko wskazywaliśmy na taką potrzebę zostało wprowadzone w życie???
Mieliśmy w tym czasie dwie radykalne reformy systemu oświaty, a nawet połączenie dwóch wcześniej samodzielnych resortów oświaty i wychowania z resortem szkolnictwa wyższego, a wszystko po to, aby wydobyć naszą oświatę z zacofania, unowocześnić ją i uczynić bardziej skuteczną.
Jeszcze nie znamy owoców tego oświatowego zawrotu nauczycielskiej i uczniowskiej głowy, ale oceny już są i to bardzo negatywne. Jak ta zreformowana szkoła przygotuje społeczeństwo do wyzwań jakie stoją przed naszym narodem? Zobaczymy. Miejmy jednak świadomość faktu, że eksperymentujemy na żywym społeczeństwie, a pewnych złych rozwiązań nie da się łatwo wyeliminować.
   Ostatnio, będąc w kościele, usłyszałem jedno z czytań Pisma Świętego jakie przewidziano na dzień 19 lutego 2022.
Słuchałem, słuchałem i pomyślałem sobie, że zrobię z tego użytek przy okazji kolejnego Dnia Języka Ojczystego. Oto ten tekst:
1. Czytanie (Jk 3, 1-10) Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym
Czytanie z Listu Świętego Jakuba Apostoła

Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, że tym bardziej surowy czeka nas sąd. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto wkładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jaki odpowiada woli sternika.
Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało, i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.
Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić, i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać; to zło niepohamowane, pełne zabójczego jadu. Za jego pomocą wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!
Dodajmy do tego jeszcze rozważanie, a właściwie jego początek: https://niezbednik.niedziela.pl/artykul/3467/Damy-z-Bogiem-II-2022

– Ciekawe, czy ultra religijni przywódcy naszego kraju to samo usłyszeli co ja?
– A hierarchowie kościelnej nawy czytali może ten tekst przed wiernymi?
Każdy z nas, czy to wyznawca PiS-u, „czy totalnej opozycji” spotyka się z kierowanymi do „swoich” treściami , które nie służą budowaniu jedności wokół Polski i jej reprezentacji rządowej, czy choćby naszej racji stanu. Celem politycznych wystąpień jest podtrzymanie we władaniu tych, którzy walczą o utrzymanie się przy władzy lub tych, którzy walczą o zdobycie władzy tylko po to, aby nas, swoich wyborców uszczęśliwić.
Język propagandy jaki jest w tym „pożal się Boże” dialogu używany posługuje się jawnym kłamstwem, przemilczeniami, fake newsami  lub manipulacją (Słynna skrzynka e-mailowa Dworczyka).
Przyłapani na kłamstwie, czy dawniej niewyobrażalnych przypadkach nadużycia władzy przemilczają to lub bronią się  jak dziecko w piaskownicy podając przykłady podobnych przekrętów stosowanych przez poprzedników.
Ogromny okręt jakim jest Polska płynie po wzburzonych falach bezkresnego oceanu w nieznanym kierunku. Boję się tego, że nawet genialny sternik okrętu sam jeszcze tego nie wie.
On, wybraniec narodu, nie pyta suwerena o zdanie. On najlepiej wie w którą stronę pokręcić kołem sterowym, aby realizować swoją wolę.
Czy tak być powinno?

WIOSNO, przybywaj, czekamy…

Wśród zawirowań obserwowanych na polskiej scenie politycznej każde następne przebija swą grozą poprzednie i w ten sposób odsuwa je w cień. Przywykliśmy do tego, aby nie przyzwyczajać się do tego co było.
Po co rozpamiętywać. Niech robią to odpowiedzialne za to służby, prawda?
Po co komisja śledcza w sprawie „Pegasusa” jeśli mamy służby?
Po co nam wyroki TSUE, skoro mamy Trybunał Konstytucyjny RP?
Sami wiemy jak się rządzić i robimy to lepiej od innych, prawda?
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
Ni dzieci nam germanił!
Orężny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił.
Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
   Nie wiem co powiedziała by dzisiaj Maria Konopnicka na ponowne odświeżenie ROTY i użycie jej  w takim właśnie kontekście. Może nie adresowanej wyłącznie do Niemiec, ale do lewaków, post komunistów
i innych różnokolorowych „pożal się Boże demokratów” z krajów UE, próbujących w zakamuflowany sposób wpływać na nasze społeczeństwo.
Zwłaszcza na demoralizację naszej młodzieży jakimiś innymi formami kształcenia niż te oficjalne serwowane w polskiej szkole.
Od wieków wiemy że :
„Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie’’- to cytat z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej, założonej (1600) przez kanclerza Jana Zamoyskiego.
Za poprzedników (wina Tuska) zaniedbano wychowanie patriotyczne,
a i kształcenie obronne poszło w niepamięć. Na szczęście opamiętanie przyszło
w porę i to właśnie my podjęliśmy już odpowiednie kroki, aby się temu przeciwstawić i negatywne skutki demoralizacji odwrócić… Czy Wy też macie takie skojarzenia?
Jak to dobrze, że wiosna wyciągnie nas na świeże powietrze i przynajmniej w części uwolni nas od propagandy naszego rządu, a również od wpływu agentów innych państw sprytnie ulokowanych w naszych strukturach, aby podważać autorytet naszych przywódców.

Kowal i jego kleszcze…

Przed 10 laty, gdy prezes PiS walczył o władzę pisałem tu na blogu o nowym na naszym firmamencie politycznym tworze, jakim była wodzowska z założenia partia, która obrała sobie przydatną na czas wojny nazwę: Prawo i Sprawiedliwość. Tu link
   Wiemy jak doszło do wygrania wyborów parlamentarnych, później prezydenckich, i wszystkich kolejnych wyborów, jakie się przez te 10 lat przetoczyły przez Polskę. Wiemy choćby z e-maili M. Dworczyka, a i z wielu innych afer wydobytych na  światło dzienne przez dziennikarzy śledczych wciąż niezależnych jeszcze od władzy mediów jak wygląda tzw. ”kuchnia rządu i rządzenia”. Te niezależne od władzy media właśnie przypominają nam słynne już wystąpienia przedwyborcze pis-owskich kandydatów, które w świetle naszej dzisiejszej wiedzy są zaprzeczeniem tego wszystkiego, co wcześniej głosili. Dawno powinni zmienić nazwę partii na odwrotność tego, co zawierała na początku. Albo my, wyborcy powinniśmy zmienić partię rządzącą jako szkodzącą Polsce.
Liczba afer już ujawnionych, a z woli politycznej prezesa zamiecionych pod dywan jest podobno tylko wierzchołkiem góry lodowej. Kiedyś rozsypie się ten worek, albo dywan okaże się zbyt mały i wtedy dowiemy się prawdy o naszych finansach. O prawdziwym zadłużeniu skarbu państwa i o tym ile my, zwykli zjadacze chleba będziemy musieli spłacać za te wszystkie plusy dodatnie, które wektorowo zmieniły się w ujemne.
Władza okopała się mocno na swoich przyczółkach i broni się zajadle, doskonale wiedząc o co ta walka się toczy. Mając pod kontrolą niemal wszystkie mechanizmy kontrolne i powołane do tego służby specjalne, prokuraturę i sądownictwo i coraz silniejsze media „państwowe” na razie dobrze sobie radzą. Ostatni przyczółek kontrolny jakim jest NIK, wkrótce padnie pod uderzeniami służb, broniących tylko swoich nominatów. Po odsunięciu Banasia postawią na czele NIK swojego komisarza, a ten zadba, aby ujawnione nieprawidłowości w dysponowaniu pieniędzmi publicznymi i inne przekręty lub zaniedbania nie ujrzały światła dziennego.
A wokół Polski dzieje się sporo groźnych spraw. Rosja pewnie skorzysta ze sprawdzonej w różnych miejscach strategii podporzadkowania sobie Ukrainy lub jej części, jak i innych rejonów dawnego ZSRR. Czy dla nas będzie obojętne jak się ten problem zakończy. A przecież kryzys finansowy narasta i żadne tarcze ochronne go nie rozwiążą jeśli nie napłyną pieniądze przyznane nam w ramach „Planu Odbudowy”. Czy to jest dobry czas na „wojenkę z Unią Europejską”, na coraz wyraźniej wypowiadane wobec UE żądania mogące zakończyć się zupełnie inaczej niż sobie marzy prezes?

Poparcie dla PiS już teraz niemal zrównuje się z poparciem dla opozycji. Czy wytrzymają w tym składzie do wyborów?
– Czy dzisiejsza zmiana ministra finansów – typowego zderzaka, czy jak to niektórzy nazywają „kowalskich kleszczy” wystarczy, aby ludzie zapomnieli o drożyźnie, inflacji, o wszelkich kantach, o nieudanym starcie „Nowego Ładu”
i ponownie zaufali „Zjednoczonej Prawicy”?
 Ona jest zjednoczona, ale już tylko w temacie obrony nieuczciwie osiągniętych zdobyczy w spółkach skarbu państwa, administracji państwowej i samorządowej.
W cytowanym na wstępie tekście sprzed 10 lat napisałem w zakończeniu :
Pytano kiedyś:
– „Po co kowal ma kleszcze (długie obcęgi)?”
Odpowiedź brzmi: Aby się nie parzyć !
Pan prezes angażuje sporo takich „kleszczy”. Prześledźmy ilu takich oddanych bojowników miał, a ilu naszym kosztem nadal utrzymuje przy sobie. Dzięki temu jest wciąż przy władzy, nie ryzykując własnej odpowiedzialności. Byt polityczny i miejsce tych harcowników w szeregach wodzowskiej partii, to nie jest efekt ich samodzielnych osiągnięć, a wola prezesa. Pojawiają się, działają wg instrukcji, a potem są wyrzucani lub sami odchodzą, powracają skruszeni z niebytu do pierwszych linii walki, a to wszystko z woli lub za przyzwoleniem prezesa.

Wojskowa edukacja obywatelska – wspomnienia

Był rok 1968, to drugi rok mojej służby.
Już w marcu nadszedł pierwszy niepokój. Zatrzymali na nieznany okres rocznik, który właśnie miał przejść do rezerwy. Okazało się, że to w związku z tzw. Wydarzeniami marcowymi. Studenci zaprotestowali. Władze skierowały przeciw nim tzw. aktyw robotniczy, a w końcu oddziały MO. Pokłosiem była akcja represyjna wobec studentów polegająca na relegowaniu z uczelni i często przymusowym kierowaniu ich do wojska na: patriotyczną reedukację przez socjalistyczne wychowanie w dyscyplinie wojskowej. Do naszej jednostki przysłano kilku takich zbuntowanych studentów. Wśród nich dwóch kleryków z Seminarium Duchownego. Współczuliśmy im, bo oficerowie polityczni, jakich było po kilku w każdej jednostce, pilnowali ich każdego kroku i śledzili ich kontakty.
Ten sam rok przyniósł jeszcze jedno wydarzenie odciskające się mocno na mojej świadomości. Była nim rozpoczęta 20 sierpnia interwencja wojsk Układu Warszawskiego, w tym także Ludowego Wojska Polskiego, skupiona na przywracaniu ładu konstytucyjnego w bratniej Czechosłowacji. Nic nie wiedziałem o zagrożeniu dla socjalizmu wynikającego z tzw. Praskiej Wiosny trwającej tam od maja, mimo że godzinami słuchałem radia i czytałem prasę. Tak skuteczna była cenzura. Oto moje przeżycia z tym związane.  
Pełniłem służbę, jak codziennie bywało, w swojej radiostacji Dalszej i jak co dzień wybrałem sobie dyżur nocny pomiędzy 24.00 a 3.00 rano. Nadawano  wtedy mój ulubiony program Muzyka nocą. Siedziałem jak zwykle ze słuchawkami na uszach, ale mimo tego usłyszałem niepokojący hałas na zewnątrz naszej Budy – jak pieszczotliwie nazywaliśmy to miejsce. Otworzyłem drzwi i w brzasku wschodzącego dnia ujrzałem nad sobą olbrzymi, czterosilnikowy samolot i do tego z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. Za nim następny i kilkanaście kolejnych, schodzących szerokim łukiem do lądowania w Radomiu. Stałem jak oniemiały. Nigdy nie było tam takich dużych samolotów i do tego rosyjskich. W radio ani słowa. Zadzwoniłem na lotniskową centralę telefoniczną Jagoda, gdzie służbę pełnił zaufany przyjaciel, a tam cisza. Łączność przerwana. Budzę swoich kolegów. Dyskutujemy nad tym, co się mogło wydarzyć, ale nic nie udało się nam ustalić. Dopiero po 3-4 godzinach koledze z Jagody udało się po kryjomu zawiadomić nas, że samoloty stoją w równym szeregu, daleko od budynków portu lotniczego. Ich obsługa rozlokowała się obok. Podjeżdżają kolejne samochody cysterny i trwa tankowanie. Około południa w programie radiowym pojawił się komunikat:  Rząd Polski, na prośbę rządu bratniej Czechosłowacji postanowił udzielić jej wojskowego wsparcia, aby wraz z wojskami Układu Warszawskiego pomóc jej przywrócić konstytucyjny porządek w obronie zdobyczy socjalizmu.

   Wszyscy wiedzieliśmy, że to Rosjanie postanowili zdławić w zarodku powstanie ruchu obywatelskiego domagającego się demokratyzacji życia. Aby wyglądało to ładniej przed światem użyli obok swoich wojsk również wojsk bratnich armii tworzących Układ Warszawski. W sumie 700 000 żołnierzy, tysiące czołgów i samolotów. Umieli interweniować. Nabrali wprawy w naszym Poznaniu i na Węgrzech w 1956 r., a później i w innych państwach. Te samoloty nad Radomiem, to był efekt przywracania owego ładu. Samoloty wracające z akcji w Czechosłowacji odleciały jeszcze tego samego dnia. My pozostaliśmy pełni obaw o to, co będzie z nami. Próbowano nam tłumaczyć na szkoleniu politycznym, że udział WP w tej akcji, to obrona zdobyczy socjalizmu przed warchołami i sługusami imperializmu zachodniego, ale z marnym skutkiem. My wiedzieliśmy już swoje.

   Tu trzeba wyjaśnić, bo nie wszyscy to wiedzą, że rota przysięgi, jaką my składaliśmy miała zupełnie inną treść niż ta, której używa się dzisiaj. My przysięgaliśmy m.in. … strzec dorobku socjalizmu i wykonywać rozkazy dowódcy wojsk Układu Warszawskiego. Był nim jak wiadomo marszałek wojsk Związku Radzieckiego. Odmowa wykonania rozkazu nie wchodziła w grę. Czesi  i Słowacy długo nam pamiętali tamtą „pomoc”.

   Gdy w 1984 roku leciałem samolotem z Pragi do Nowego Jorku, przyszło mi siedzieć obok Słowaczki wracającej z wakacji do swojej już Kanady. Otwarcie wyrażała dezaprobatę z powodu tamtego czynu. Tłumaczyłem jej, że my i oni jesteśmy w podobnej sytuacji i nie mamy nic do powiedzenia wobec potęgi ZSRR. Jakoś ją udobruchałem i przegadaliśmy po polsku i słowacku całą drogę rozstając się w przyjaźni. Wiem jednak, że i współcześnie mają do nas żal o tamtą „pomoc”.

  Świadomość faktu, że można w taki sposób wymuszać podległość demoludów, budziła strach w narodzie. Takiego scenariusza spodziewaliśmy się w 1970 roku na Wybrzeżu. Tam użyto jeszcze raz własnych sił milicji i wojska. Tego samego obawiano się i w 1981 roku, kiedy to „aby zapobiec interwencji wojsk Układu Warszawskiego gen. Jaruzelski, stojąc na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wprowadził 13 grudnia stan wojenny”, jak to tłumaczą do dzisiaj ludzie tamtego okresu. Zagrożenia były realne. Dla nas żołnierzy zawsze oznaczało to odwołanie urlopów i przepustek, zaostrzenie dyscypliny i przesunięcie na czas nieokreślony wypuszczenia do rezerwy dużej liczby najstarszych stażem żołnierzy. Nasilano też indoktrynację zwaną szkoleniem politycznym. Nie byłem widocznie „pewnym człowiekiem” LWP, bo mimo zapowiedzi, nie doczekałem się awansu do stopnia kaprala, jak i pominięto mnie przy przyznawaniu kolejnych odznak „Wzorowego żołnierza” z okazji kolejnego święta 22 lipca w 1969 roku. Pozostałem do końca służby starszym szeregowcem, z brązową jedynie odznaką przyznaną jeszcze w Grudziądzu.

Chińskie przysłowie: Obyś żył w ciekawych czasach, sprawdziło się w odniesieniu do mojego pokolenia. Na szczęście ja to obserwowałem i przeżywałem zajmując miejsce na samym dole drabiny społecznej. W tym samym czasie ludzie zaangażowani czynnie w walkę z ustrojem doznawali szykan, ale i budowali zręby swojej kariery. Dzisiaj są sztandarowymi postaciami przemian. A czy zwykli obywatele mają jakiś udział w przemianach?
Było nas kiedyś 10 milionów. Zwykłych, solidarnych (przez małe „s”) ludzi. Razem stanowiliśmy jednak Siłę Bezsilnych dających wsparcie liderom. Razem stanowiliśmy siłę, z którą musieli się liczyć ciemiężyciele. Ustąpili wobec potęgi ludów. Nie odważyli się użyć wojsk w bratobójczej walce o „zdobycze socjalizmu”. Dzisiaj mamy inną Polskę. Dla młodych tamta, którą wspominam, to jeszcze jedna, pewnie nudna lekcja historii.

Otrzymałem w wojsku pożyteczną lekcję wiedzy obywatelskiej, o jakiej nie mówiono w szkole. Służba wniosła pozytywny wkład w kształtowanie mojej postawy obywatelskiej i poglądów.

PS. W niedzielę 3 sierpnia 2008 roku odbyła się w Krakowie przysięga wojskowa, którą szumnie nazwano ostatnią przysięgą wojskową w starym układzie służby. Będziemy mieli zawodową armię. Czy to dobrze wróży wychowaniu obywatelskiemu młodych Polaków?

8 sierpnia 2008 roku, w dniu tego szczególnego układu, wyjątkowo szczęśliwych cyfr – jak mówią Chińczycy, otwarto kolejną olimpiadę. Tego samego dnia Armia Rosyjska rozprawiła się z krnąbrną Gruzją, aby „przymusić ją do zachowań pokojowych”.  W związku z tym mam pytanie:

– Czy moje strachy, jakie odczuwałem widząc rosyjskie samoloty nad Radomiem, to tylko historia?
Śpiewano kiedyś w jakimś antywojennym programie pieśń, której refren zapisałem dla cytowania na moich lekcjach PO.

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna jest zawsze blisko…

Czy wolno bezkarnie zamieniać marzenia na wspomnienia?

    IMG_6753Podobno „Oznaką starzenie się jest rezygnacja z marzeń na rzecz wspomnień”. Nie wiem jak szeroko znana i uznawana jest ta sentencja, ale może właśnie teraz jest okazja aby to sprawdzić?
Już kilka razy zaczynałem kolejne opowieści od informacji o przypomnieniach jakie serwuje nam codziennie Facebook. Codziennie przypomina mi parę udostępnianych przeze mnie tekstów sprzed roku, dwóch, trzech… Każdego dnia mam więc zapewnioną porcję wspomnień. Ostatnio tematem wiodącym są święta Bożego Narodzenia przeżywane w domu, w szkole, na emigracji… Czytam tamte teksty jak i dyskusję, która  się wokół nich wytworzyła z zainteresowaniem i jestem przekonany co do tego, że teraz lepiej bym tego nie napisał. Często udostępniam je ponownie z myślą o tych osobach, które kiedyś nie zaglądały na moją stronę lub nawet gdy zaglądały, to znajdą tam równie emocjonujące wspomnienia jakie i mnie towarzyszą w tych wędrówkach .
Gdy kilka dni temu słuchałem  Jedynkowej audycji „Głos za głos”, a w niej wypowiedzi emigrantów, którzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu lepszego życia, to moje myśli natychmiast powędrowały do moich wspomnień z czasów gdy sam byłem emigrantem. Gdy mówiono o „wysokich kosztach osobistych” jaką przychodzi płacić w trakcie realizacji takich przedsięwzięć, o tęsknocie za małżonkiem, za dziećmi, za swoimi kątami, to tym silniej odżywały we mnie moje własne wspomnienia. Opisałem je między innymi tu. Gdy zapytałem żonę o wypowiedź  na temat tamtego okresu naszego życia, to odpowiedziała mi:  – Gdybym miała jeszcze raz decydować o twoim wyjeździe, to za nic w świecie bym się na to nie zgodziła. Miała przy tym łzy w oczach.
Dzisiaj właśnie Facebook przypomniał mi tekst : Historia pewnej historii świątecznej , czym znowu wprawił mnie w stan refleksyjno – wspomnieniowy. Ten stanu ducha  uległ dalszemu wzmocnieniu gdy przypomniano mi jednocześnie zdjęcie mojej Bogorii pochodzące z okładki książki noszącej tytuł „Bogoria – Jest takie miejsce” autorstwa pana Roberta Rożka, równie zatwardziałego bogorianina . Jako uzupełnienie do tego zdjęcia zamieściłem przed dwoma laty link do piosenki Tutaj jestem wykonywanej przez Grzegorza Turnaua LINK  i to mnie dzisiaj ostatecznie  rozłożyło na łopatki. Prześledźmy jej tekst:
Tutaj jestem, gdzie byłem
Gdzie się urodziłem
Tu się wychowałem
I tutaj zostałem

Może lepiej by było, kto by to ocenił
Gdybym rzucił to wszystko, miejsce bycia zmienił
Mogłem jechać, wyjechać i stąd się oddalić
Ale jednak zostałem z tymi co zostali…

Pomyślałem: „To samo słońce
wszędzie świeci
Więc gdzie byli dziadkowie –
– będą moje dzieci”

Nie ma co nigdzie jechać
Nigdzie się poruszać
Chyba, że Cię do tego
Niemoc życia zmusza

Pomyśl, że o tym nigdy się nie dowiesz
Jeśli wszystko zostawisz i pojedziesz sobie…

Autorem tekstu jest Michał Zabłocki.  Wiedział co pisze i zapewne sam to przećwiczył na sobie. Nie znam jednak jego życiorysu i nie wiem, czy mieszkał w dużym mieście jak choćby pan Grzegorz Turnau, czy małej mieścinie lub zgoła na wsi – takiej co to „daleko od szosy”- jak kiedyś mawiano. Bo to jednak nie to samo, prawda?
Pamiętam jak wychodząc z wojska (1967 r.) głosiłem szczere wtedy przekonanie, że jest mi wszystko jedno gdzie zamieszkam. Ot wezmę sobie mapę i z zamkniętymi oczyma wskaże to przyszłe miejsce osiedlenia. Znajomi uśmiechali się pobłażliwie. Ja tymczasem wróciłem do rodzinnego miejsca, gdzie rodzinny dom i wsiąkłem tu na stałe .
Może lepiej by było, kto by to ocenił
Gdybym rzucił to wszystko, miejsce bycia zmienił
Mogłem jechać, wyjechać i stąd się oddalić
Ale jednak zostałem z tymi co zostali..

Dzieci wybrały sobie inne miejsca i zapewne snują teraz własne rozmyślania w tym samym temacie.  My prowadzimy ustabilizowane życie i nie narzekamy na dokonane wybory. Jeszcze w miarę  sprawni, ale już mamy swoje przemyślenia na temat tego, co w każdej chwili zdarzyć się może. Nie zmieniamy jednak zdania co do tego, że…
Nie ma co nigdzie jechać
Nigdzie się poruszać
Chyba, że Cię do tego
Niemoc życia zmusza…
A ostatecznie jest tak, że zgadzamy się z autorem również w tej kwestii:
Pomyśl, że o tym nigdy się nie dowiesz
Jeśli wszystko zostawisz i pojedziesz sobie…

No, a teraz już do brzegu – jak mawia Klarka. Pora powrócić do pytania zawartego w tytule: Czy wolno bezkarnie zamieniać marzenia na wspomnienia?
Liczę na państwa komentarze…

Rozmowa, to nie tylko słowa…

Obchodzone w lipcu kolejne rocznice blogowania zawsze były dla mnie okazją do podsumowań, ale i do zadawania pytań o ocenę zakresu tematycznego, przejrzystości i przystępności tworzonych tekstów. Wszystko po to, aby się doskonalić w rozmowie jaką prowadzi każdy blogujący z gronem ludzi, którzy z jakichś względów odwiedzają jego stronę. Czytelnicy bywali na ogół życzliwi i dlatego zawsze efektem takich rozmów były ważne dla mnie wnioski i życzliwe podpowiedzi, za które serdecznie dziękuję. Czytaj dalej

Prawdę mów, bo powiem ci prawdę o tym, co myślę o kłamcach…

Mój blogowy znajomy podjął ciekawy, bo stary jak ludzkość temat kłamstwa. Wypowiedziałem się w tej sprawie w komentarzu zamieszczonym pod tym tekstem.
Oto treść tego komentarza:
Kto mówi prawdę, w prawdzie ma obronę – Sofokles (495–406 p.n.e.)

Dość dawno to było, a przetrwało do współczesności, gdyż zachęca do mówienia prawdy. Nadal jest kontrowersyjne, bo spróbuj prawdą walczyć z satrapą, tyranem, bandziorem, który przy okazji jest twoim mężem, szefem, kimś od kogo w jakimś sensie zależy twój los…

„Historia często zapomina, czy to Kain zabił Abla, czy Abel Kaina”…
Historię piszą zwycięzcy, bo tylko taka się przebije, a powtarzana z uporem stanie się wersją obowiązującą. Znajdą się tacy, którzy w obronie pójdą walczyć do upadłego. Dla wygody nazywa się to tworzeniem mitu założycielskiego, na bazie którego nowi przywódcy będą budować jakieś miraże. Znajdą słuchaczy, a nawet wyznawców. Kłamczuchy na taaaaakąąą skalę nie muszą patrzeć sobie w oczy przy goleniu, bo znajdą kogoś kto ich ogoli. Baśń o nagim królu zbudowana została na kłamstwie i trwała do czasu… aż ktoś zdradził, bo powiedział prawdę.

Temat wieloznaczny. Podobno natura po to wyposażyła nas w dwoje uszu i tylko jedne usta abyśmy dali przewagę słuchaniu. W obrębie tych narządów jest jeszcze mózg, abyśmy pomyśleli zanim coś powiemy. Cytowany tu przykład dyplomaty wyraźnie wskazuje na to, że warto nawet dwa razy pomyśleć zanim… nic się nie powie.
Mamy permanentną kampanię wyborczą do europarlamentu, do parlamentu krajowego, wreszcie prezydencką, a w niej pojawi się sporo bardzo różnych kandydatów, którzy będą właśnie teraz korzystać z mediów, aby nas przekonać do prawdy jaką głoszą i zadać kłam fałszywym tezom głoszonym przez konkurencję.

Zwróćmy ponadto uwagę na to, że wszyscy jak jeden mąż trudzą się i w razie wygranej nie spoczną w dążeniu do tego, aby Polskę zbawić, aby zrobić nam wszystkim dobrze. Nawet tym z przeciwnego obozu.

Marek Kamiński wyruszył na 3 biegun

Marek Kamiński już wyruszył na trzeci biegun – zaczynam jakąś rozmowę.
Kamiński, Kamiński… Czy to ten wygolony na łyso, złotousty polityk, co to go Miśkiem nazywają, a może ten smutny facet, co był kiedyś szefem ABW? – Nie, to dotyczy Marka Kamińskiego, tego podróżnika, który zdobywał bieguny ziemi i nie tylko… Aha, to już wiem który. To co on teraz zdobywa? Czytaj dalej