Matura

   Koniec kwietnia, to pożegnanie klas maturalnych ze szkołą, długi weekend związany z majowymi świętami i wreszcie…MATURA. Zwieńczenie trzy lub czteroletniego (technika) okresu nauki. Szkoły zainteresowane zajęciem dobrego miejsca w rankingu szkół średnich uczyniły wszystko co możliwe, aby należycie przygotować uczniów do egzaminu dojrzałości, który trzeba zdać i do tego zdać dobrze. Tylko wtedy tzw. wartość dodana przyrostu wiedzy i kompetencji uczniów może przynieść chwałę szkole, zapewnić jej odpowiedni nabór, a zatem i środki z subwencji oświatowej przyznawane przez organ prowadzący na utrzymanie szkoły w kolejnych latach. To charakteryzuje główne cele w strategii szkoły w podejściu do swoich zadań. Do tego warto dodać, że absolwent, który dobrze zdaje maturę, dostaje się łatwo do renomowanych szkół wyższych i w ten sposób ciągnie szkołę na wyższe pozycje w rankingach. Ten ciąg zależności ma jednak i słabsze ogniwa. Są nimi słabeusze. Nie zawsze z powodu jakichś defektów intelektualnych, trudności w zapamiętywaniu nowych treści, czy też braku zdolności do wyrażania w mowie i piśmie swoich poglądów na tematy, o które pytają nauczyciele. Ta słabeuszowska postawa wielu uczniów, to często poza, szpan, chęć wyróżnienia się za wszelka cenę, czy też po prostu skrajna nieodpowiedzialność wobec rodziców, nauczycieli, a zwłaszcza wobec siebie. To zaprzepaszczenie swoich szans i marnowanie czasu, który kiedyś przyjdzie z trudem nadrabiać. Co jednak zrobić jeśli nie udaje się przenieść radości płynących z życia i użycia na czas po studiach? Tak trudno powiedzieć kumplom: – Bawcie się dobrze. Niestety beze mnie, bo muszę się uczyć.
Częściej jest tak, że się ulega takim propozycjom …aby sobie nie pomyśleli czegoś głupiego o nas i o naszych zasadach. Większość z nas pamięta jak to z nami było w ich wieku. Nadrabiało się później te chwile słabości „ryjąc w książkach” do białego świtu. Większość z nas jakoś dała sobie radę osiągając wcześniej, czy później „swoją małą stabilizację”. Jeśli nie teraz, to za rok! Jeśli nie studia dzienne, to zaoczne. Jeśli nie ten wymarzony kierunek, to inny, który jest bliżej, lub po prostu w zasięgu naszych możliwości. I tak zazwyczaj się układa, że my, Polacy nie pracujemy w wyuczonych zawodach  tylko uzupełniamy kwalifikacje teoretyczne już pracując.

Siedziałem przez trzy dni w komisjach nadzorujących egzaminy maturalne i patrząc na zdających rozmyślałem o swojej maturze i o swoich drogach prowadzących mnie do miejsca, w którym jestem teraz – u kresu kariery. Czy pisząc swoją maturę mogłem objąć naiwnym umysłem to wszystko, co mnie spotkało po niej? Oczywiście, że nie. Nie ma chyba takiego człowieka, który z żelazną konsekwencją przeprowadził swoją edukację przez wcześniej przemyślane i optymalne dla niego drogi. A do tego uczynił to samodzielnie, z uwzględnieniem swoich zmieniających się przecież predyspozycji. Tak będzie i z obecnymi maturzystami.

   Aby jednak upewnić się w swoich sądach poprosiłem kilkunastu maturzystów o odpowiedź na pytanie:
– J
akie jest Twoje zdanie na temat przygotowania się do matury naszych absolwentów? Czy na poważnie podchodzili do tej próby, czy na zasadzie : – spróbuję, a nuż się uda?

Oto kilka z charakterystycznych wypowiedzi jakie otrzymałem:
– Dziewczyna I

Jeżeli ktoś poważnie myśli o przyszłości, to do tak ważnego egzaminu uczy się przez wszystkie lata szkoły średniej… Chociaż znam osoby, które przygotowywały się, a raczej kuły na parę tygodni przed maturą, spędzając wiele godzin nad książkami… Przyznam, że z różnymi skutkami, ale ku mojemu zdziwieniu wielu z nich egzamin poszedł  nawet dobrze. Nie wiem czy to zasługa ” mega szybkiego” zapamiętywania, inteligencji, czy po prostu szczęścia. Podejście trochę za bardzo na luzie ale skoro im nie zależy, to cóż zrobić można? Osoba mająca konkretny cel, wiedząca kim chce być i co robić w przyszłości zapewne wzięła się poważnie za „egzamin dojrzałości”, który bez wątpienia poszerza horyzonty i otwiera drogę na wyższy szczebel życia. Indywidualną sprawą każdego jest to, co zrobi i jak do tego podejdzie… Niektórzy nie są świadomi, co w skutkach nie jest za dobre, bo później zaczyna się żałowanie, płacz i zgrzytanie zębami… „Co by było gdybym wziął/wzięła się porządnie za naukę?”. Wielu ma śmieszne podejście jak dla mnie, ” nie warto iść na studia, bo i tak nie dostanie się pracy..”, „wszędzie wymagane jest doświadczenie” bla bla bla. Oj nie wszystko tak łatwo przychodzi.. Na laurach się nie spoczywa… a wytrwałą pracą osiągnąć można dużo.  

 Dziewczyna II

Moim zdaniem młodzież nie podchodziła poważnie do „egzaminu życia”. Na  twarzach rówieśników widziałam pełne wyluzowanie może dlatego ,że  tak na prawdę wszyscy nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji  ,że to już to ,że nadszedł ten dzień, sto dni po studniówce, to ten dzień kiedy sprawdzamy umiejętności ze wszystkich lat naszej nauki. Może to przez  ilość próbnych matur? Może było ich za dużo? Może przyzwyczailiśmy się do tego” nie zdałem, to cóż z tego … to tylko próbna…”  … i tak w kółko. Sama przyznam ,że podeszłam do matury na luzie i chyba do końca nie zdawałam sobie sprawy ,że to już na poważnie. Wyobrażałam sobie to całkiem inaczej, „dreptanie” w kółko, obgryzanie paznokci, pulsujący stres….A podeszłam do matury jak do zwykłej kartkówki  jak na lekcji polskiego czy też  matematyki, co z  jednej strony to dobrze , po co się denerwować i narażać zdrowie. Ale jak zawsze jest też druga strona medalu….
Osobiście martwię się o matematykę i wcale nie  jestem z siebie zadowolona… mogło być lepiej.
Ale jak to się mówi ” Co ma być to będzie”…..czasu nie cofnę  i cierpliwie czekam na wyniki. Jako zwolenniczka postaci Jana Pawła II nie powstrzymam się by nie zacytować Jego słów:  „Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje.”

  • Dziewczyna III

Odpowiem na podstawie swego przykładu. Przez trzy lata sobie tak trochę ;bimbałam” ale w 4 klasie wzięłam się ostro za naukę. Uczyłam się na bieżąco matematyki  i angielskiego. Polskiego jakoś mniej, bo matura z polskiego, to nie kwestia nauki lecz umiejętność czytania ze zrozumieniem czy też interpretacji.
Jeśli chodzi o nauczycieli, to może niepotrzebnie to mowie ale wydaje mi się, że mieli takie założenie żeby zdał każdy, kto chciał osiągnąć  zadowalający wynik. Jeśli jednak ktoś chciał osiągnąć 60% punktów, to naprawdę musiał sam dużo się uczyć na własną rękę. Wydaje mi się, że jeżeli komuś naprawdę zależało by ta cenzurka jakoś wyglądała, to się uczył, sam i to dużo. Oczywiście byli zapewne i tacy, którzy  szli na maturę  z takim podejściem: „- zdam to zdam, a jeśli nie to się poprawie w sierpniu, albo za rok”.

Ewelina – studentka – w komentarzu do wypowiedzi maturzystów
Zdacie, zdacie, a po wakacjach czekają studia. To dopiero jest szaleństwo. Część z Was będzie żyła po studencku – ciągłe imprezy, a przed sesją płacz i modlitwa, a reszta bardziej poważna dodatkowo poszuka sobie pracy dorywczej. Człowiek na studiach utwierdza się w słowach Sokratesa „wiem, że nic nie wiem”.
W niektórych przypadkach studia są wydłużeniem dzieciństwa, potem niestety trzeba wydorośleć.
 

 

   Prawda, że są to bardzo odpowiedzialne i wyważone wypowiedzi? Te dziewczyny wykorzystały swoją szansę. Ci z drugiego bieguna nie odpowiedzieli na pytanie . Tu brak odpowiedzi jest również odpowiedzią. Wszystkim zdającym maturę życzymy sukcesów. Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy.

Tak na marginesie dodam, że przez te długie godziny siedzenia w komisjach podczytywałem sobie książeczkę. Taką niewielką, mieszczącą się w kieszeni. Książeczka nosząca tytuł „Mózg na ścierce” autorstwa Danuty Skalskiej jest relacją autorki z rocznego pobytu w Chicago w czasie, którego poznała i opisała życie Polek zarabiających tam, często w warunkach ogromnego upokorzenia pieniążki jako klininglejdi(sprzątaczki), hauskiperki(gosposie). Te panie będące często osobami wykształconymi pracować musiały – dla chleba, panie dla chleba…u bossów i bossek stojących znacznie niżej w drabinie społecznej, ale za to mających tam swoje biznesy i potrafiących je prowadzić z dużym zyskiem wypracowywanym przez te osoby, które nie miały drygu do biznesów.

Nieznane są nasze przyszłe koleje losu.