W kwestii języka naszego powszedniego …

Wielokrotnie zabierałem głos na temat Dnia Języka Ojczystego na łamach tego bloga. TU LINK. Dzień ten przypada na 21 lutego, tak jak w inne lata bywało. Ktoś to czytał, ktoś dodatkowo jeszcze komentował, a ja otrzymywałem zwrotną odpowiedź utwierdzającą mnie w przekonaniu, że poruszam temat ważny i coś z tego będzie wynikać, przynajmniej w sferze przemyśleń.
Czy faktycznie coś z tego, co proponowaliśmy lub tylko wskazywaliśmy na taką potrzebę zostało wprowadzone w życie???
Mieliśmy w tym czasie dwie radykalne reformy systemu oświaty, a nawet połączenie dwóch wcześniej samodzielnych resortów oświaty i wychowania z resortem szkolnictwa wyższego, a wszystko po to, aby wydobyć naszą oświatę z zacofania, unowocześnić ją i uczynić bardziej skuteczną.
Jeszcze nie znamy owoców tego oświatowego zawrotu nauczycielskiej i uczniowskiej głowy, ale oceny już są i to bardzo negatywne. Jak ta zreformowana szkoła przygotuje społeczeństwo do wyzwań jakie stoją przed naszym narodem? Zobaczymy. Miejmy jednak świadomość faktu, że eksperymentujemy na żywym społeczeństwie, a pewnych złych rozwiązań nie da się łatwo wyeliminować.
   Ostatnio, będąc w kościele, usłyszałem jedno z czytań Pisma Świętego jakie przewidziano na dzień 19 lutego 2022.
Słuchałem, słuchałem i pomyślałem sobie, że zrobię z tego użytek przy okazji kolejnego Dnia Języka Ojczystego. Oto ten tekst:
1. Czytanie (Jk 3, 1-10) Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym
Czytanie z Listu Świętego Jakuba Apostoła

Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, że tym bardziej surowy czeka nas sąd. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto wkładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jaki odpowiada woli sternika.
Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało, i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.
Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić, i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać; to zło niepohamowane, pełne zabójczego jadu. Za jego pomocą wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!
Dodajmy do tego jeszcze rozważanie, a właściwie jego początek: https://niezbednik.niedziela.pl/artykul/3467/Damy-z-Bogiem-II-2022

– Ciekawe, czy ultra religijni przywódcy naszego kraju to samo usłyszeli co ja?
– A hierarchowie kościelnej nawy czytali może ten tekst przed wiernymi?
Każdy z nas, czy to wyznawca PiS-u, „czy totalnej opozycji” spotyka się z kierowanymi do „swoich” treściami , które nie służą budowaniu jedności wokół Polski i jej reprezentacji rządowej, czy choćby naszej racji stanu. Celem politycznych wystąpień jest podtrzymanie we władaniu tych, którzy walczą o utrzymanie się przy władzy lub tych, którzy walczą o zdobycie władzy tylko po to, aby nas, swoich wyborców uszczęśliwić.
Język propagandy jaki jest w tym „pożal się Boże” dialogu używany posługuje się jawnym kłamstwem, przemilczeniami, fake newsami  lub manipulacją (Słynna skrzynka e-mailowa Dworczyka).
Przyłapani na kłamstwie, czy dawniej niewyobrażalnych przypadkach nadużycia władzy przemilczają to lub bronią się  jak dziecko w piaskownicy podając przykłady podobnych przekrętów stosowanych przez poprzedników.
Ogromny okręt jakim jest Polska płynie po wzburzonych falach bezkresnego oceanu w nieznanym kierunku. Boję się tego, że nawet genialny sternik okrętu sam jeszcze tego nie wie.
On, wybraniec narodu, nie pyta suwerena o zdanie. On najlepiej wie w którą stronę pokręcić kołem sterowym, aby realizować swoją wolę.
Czy tak być powinno?

WIOSNO, przybywaj, czekamy…

Wśród zawirowań obserwowanych na polskiej scenie politycznej każde następne przebija swą grozą poprzednie i w ten sposób odsuwa je w cień. Przywykliśmy do tego, aby nie przyzwyczajać się do tego co było.
Po co rozpamiętywać. Niech robią to odpowiedzialne za to służby, prawda?
Po co komisja śledcza w sprawie „Pegasusa” jeśli mamy służby?
Po co nam wyroki TSUE, skoro mamy Trybunał Konstytucyjny RP?
Sami wiemy jak się rządzić i robimy to lepiej od innych, prawda?
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
Ni dzieci nam germanił!
Orężny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił.
Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
   Nie wiem co powiedziała by dzisiaj Maria Konopnicka na ponowne odświeżenie ROTY i użycie jej  w takim właśnie kontekście. Może nie adresowanej wyłącznie do Niemiec, ale do lewaków, post komunistów
i innych różnokolorowych „pożal się Boże demokratów” z krajów UE, próbujących w zakamuflowany sposób wpływać na nasze społeczeństwo.
Zwłaszcza na demoralizację naszej młodzieży jakimiś innymi formami kształcenia niż te oficjalne serwowane w polskiej szkole.
Od wieków wiemy że :
„Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie’’- to cytat z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej, założonej (1600) przez kanclerza Jana Zamoyskiego.
Za poprzedników (wina Tuska) zaniedbano wychowanie patriotyczne,
a i kształcenie obronne poszło w niepamięć. Na szczęście opamiętanie przyszło
w porę i to właśnie my podjęliśmy już odpowiednie kroki, aby się temu przeciwstawić i negatywne skutki demoralizacji odwrócić… Czy Wy też macie takie skojarzenia?
Jak to dobrze, że wiosna wyciągnie nas na świeże powietrze i przynajmniej w części uwolni nas od propagandy naszego rządu, a również od wpływu agentów innych państw sprytnie ulokowanych w naszych strukturach, aby podważać autorytet naszych przywódców.

Kowal i jego kleszcze…

Przed 10 laty, gdy prezes PiS walczył o władzę pisałem tu na blogu o nowym na naszym firmamencie politycznym tworze, jakim była wodzowska z założenia partia, która obrała sobie przydatną na czas wojny nazwę: Prawo i Sprawiedliwość. Tu link
   Wiemy jak doszło do wygrania wyborów parlamentarnych, później prezydenckich, i wszystkich kolejnych wyborów, jakie się przez te 10 lat przetoczyły przez Polskę. Wiemy choćby z e-maili M. Dworczyka, a i z wielu innych afer wydobytych na  światło dzienne przez dziennikarzy śledczych wciąż niezależnych jeszcze od władzy mediów jak wygląda tzw. ”kuchnia rządu i rządzenia”. Te niezależne od władzy media właśnie przypominają nam słynne już wystąpienia przedwyborcze pis-owskich kandydatów, które w świetle naszej dzisiejszej wiedzy są zaprzeczeniem tego wszystkiego, co wcześniej głosili. Dawno powinni zmienić nazwę partii na odwrotność tego, co zawierała na początku. Albo my, wyborcy powinniśmy zmienić partię rządzącą jako szkodzącą Polsce.
Liczba afer już ujawnionych, a z woli politycznej prezesa zamiecionych pod dywan jest podobno tylko wierzchołkiem góry lodowej. Kiedyś rozsypie się ten worek, albo dywan okaże się zbyt mały i wtedy dowiemy się prawdy o naszych finansach. O prawdziwym zadłużeniu skarbu państwa i o tym ile my, zwykli zjadacze chleba będziemy musieli spłacać za te wszystkie plusy dodatnie, które wektorowo zmieniły się w ujemne.
Władza okopała się mocno na swoich przyczółkach i broni się zajadle, doskonale wiedząc o co ta walka się toczy. Mając pod kontrolą niemal wszystkie mechanizmy kontrolne i powołane do tego służby specjalne, prokuraturę i sądownictwo i coraz silniejsze media „państwowe” na razie dobrze sobie radzą. Ostatni przyczółek kontrolny jakim jest NIK, wkrótce padnie pod uderzeniami służb, broniących tylko swoich nominatów. Po odsunięciu Banasia postawią na czele NIK swojego komisarza, a ten zadba, aby ujawnione nieprawidłowości w dysponowaniu pieniędzmi publicznymi i inne przekręty lub zaniedbania nie ujrzały światła dziennego.
A wokół Polski dzieje się sporo groźnych spraw. Rosja pewnie skorzysta ze sprawdzonej w różnych miejscach strategii podporzadkowania sobie Ukrainy lub jej części, jak i innych rejonów dawnego ZSRR. Czy dla nas będzie obojętne jak się ten problem zakończy. A przecież kryzys finansowy narasta i żadne tarcze ochronne go nie rozwiążą jeśli nie napłyną pieniądze przyznane nam w ramach „Planu Odbudowy”. Czy to jest dobry czas na „wojenkę z Unią Europejską”, na coraz wyraźniej wypowiadane wobec UE żądania mogące zakończyć się zupełnie inaczej niż sobie marzy prezes?

Poparcie dla PiS już teraz niemal zrównuje się z poparciem dla opozycji. Czy wytrzymają w tym składzie do wyborów?
– Czy dzisiejsza zmiana ministra finansów – typowego zderzaka, czy jak to niektórzy nazywają „kowalskich kleszczy” wystarczy, aby ludzie zapomnieli o drożyźnie, inflacji, o wszelkich kantach, o nieudanym starcie „Nowego Ładu”
i ponownie zaufali „Zjednoczonej Prawicy”?
 Ona jest zjednoczona, ale już tylko w temacie obrony nieuczciwie osiągniętych zdobyczy w spółkach skarbu państwa, administracji państwowej i samorządowej.
W cytowanym na wstępie tekście sprzed 10 lat napisałem w zakończeniu :
Pytano kiedyś:
– „Po co kowal ma kleszcze (długie obcęgi)?”
Odpowiedź brzmi: Aby się nie parzyć !
Pan prezes angażuje sporo takich „kleszczy”. Prześledźmy ilu takich oddanych bojowników miał, a ilu naszym kosztem nadal utrzymuje przy sobie. Dzięki temu jest wciąż przy władzy, nie ryzykując własnej odpowiedzialności. Byt polityczny i miejsce tych harcowników w szeregach wodzowskiej partii, to nie jest efekt ich samodzielnych osiągnięć, a wola prezesa. Pojawiają się, działają wg instrukcji, a potem są wyrzucani lub sami odchodzą, powracają skruszeni z niebytu do pierwszych linii walki, a to wszystko z woli lub za przyzwoleniem prezesa.

Tajemnice kuchni

Pracując w szkole zawodowej uczyłem między innymi towaroznawstwa. Wspominałem tu na blogu przygodę z uczniem, który zaliczał przedmiot i nie miał pojęcia skąd się biorą tkaniny lniane, a nawet sam len. Co dopiero mówić o pozyskiwaniu włókna lnianego i wytwarzaniu z niego tkanin. Posłużyłem się wtedy bajką „Jak to ze lnem było”. TU LINK
Zajęcia z towaroznawstwa żywności nasuwały inne okazje do refleksji. Słuchacze na ogół nie wiedzieli jak i z czego produkuje się na przykład wędliny, czy wyroby wędliniarskie. Zwykłe objaśnienie tego procesu przynosiło reakcje typu:
– Niech pan przestanie, bo nigdy nie wezmę tego do ust!!!
– To co mamy jeść, aby nie truć się ulepszaczami, wypełniaczami i temu podobnymi świństwami???
Tematy związane z fałszowaniem żywności lub nie przestrzeganiem zasad technologii i dobrych praktyk mobilizowały do pytań typu:
– To nikt tego nie kontroluje?
– Nie ma kar dla takich producentów?
 Oczywiście wyjaśniałem jak mogłem najlepiej z podkreślaniem zasady:
– Obywatelu, nie wierz zwodniczej reklamie, sam zapewnij sobie zdrową żywność. Uprawiaj warzywa i pozyskuj owoce z własnych ogródków lub kupuj u znanych i sprawdzonych producentów. Czytaj etykiety, sprawdzaj skład produktu i datę przydatności do spożycia. A jak cię mimo tego oszukają, to postaraj się o to, aby to był ten ostatni raz…
Klient może zwolnić z pracy każdego producenta, wystarczy, że będzie kupował u sprawdzonej  konkurencji – jak mawiał tuz amerykańskiego biznesu.
Całe to nawiązanie do tematu ma posłużyć pewnym skojarzeniom.
Wszyscy wiemy, że kuchnia nie jest najlepszym miejscem, do którego zaprosimy swoich gości. Mielibyśmy splątane ręce, a nogi pewnie same by się nam plątały, gdyby goście widzieli jak pracujemy, jak smakujemy i doprawiamy potrawy itd.
Co wszyscy robimy? Ukrywamy starannie nasze tajemnice i ewentualne pochwały kwitujemy słowami: spécialité de la maison – co znaczy po naszemu tyle co specjalność zakładu.

Pomijam – podobno narodową cechę naszych pań nie znoszących pochwał przy stole, gdyż to one pierwsze powiedzą gościom co im się nie udało, że to nic szczególnego, lub w inny sposób pomniejszą swoje zdolności, zasługi itd.
Kuchnia jest zatem pase i to wszędzie. Nawet w polityce.
Zdjęcie rozbawionego prezesa na wstępie pochodzi z 2015 roku i miało być aluzją do podsłuchanych w restauracji „Sowa i przyjaciele” rozmów prowadzonych przez przedstawicieli ówczesnej władzy, a dzisiejszej opozycji, którzy nie zdając sobie sprawy z zamontowanych podsłuchów gadali sobie nie zawsze prywatnie, posługując się swoim (knajackim – jak to mawiał pan prezes) językiem. Czy tylko wulgaryzmy były celem podsłuchu? Na pewno nie. Celem było przejrzenie sekretów tzw. kuchni rządzenia. Wszystkie podsłuchane informacje wykorzystano w kampanii wyborczej, aby totalnie pognębić konkurenta i wygrać wybory. I wygrali jak wiemy, lub dowiemy się wkrótce (?) z nowego przedmiotu wprowadzonego do szkół, o wdzięcznej nazwie: HIT, czyli Historia i teraźniejszość.

Aktualnie HIT -em są emaile z otwartej skrzynki Michała Dworczyka szefa kancelarii premiera, z których dowiadujemy się jak wyglądała kuchnia rządzenia w wykonaniu PiS przed dwoma laty. Wstydliwe materiały powstały rzekomo w jednym z krajów bliskiego nam Wschodu i służą imperialnym celom Rosji.
Śmiechu warte są te tłumaczenia. Nie tylko te przecież, bo sprawa programu szpiegującego Pegasus jeszcze ciekawiej się zapowiada.
Czy zostanie kiedyś wyjaśniona???
Śmiem wątpić.

Narodowcy uczcili twórców Niepodległości…

   Co roku bywałem na lokalnych obchodach Święta Niepodległości.
Miałem poczucie obowiązku uczestnictwa, bo wydawało mi się, że nauczyciele to ludzie światli, wobec których powinno się stosować  niegdysiejszą zasadę: Noblesse oblige, czyli po naszemu „szlachectwo zobowiązuje”. Historia jest bogata w przykłady takich postaw członków elity, co by to nie znaczyło.
Z roku na rok coraz mniej osób widziałem wokół siebie na tych obchodach. Gdy robiłem zdjęcia dla dokumentowania tego wydarzenia, to starałem się tak kadrować wnętrze kościoła, czy sali szkolnej, gdzie była organizowana akademia ku czci, aby nie było widać pustych miejsc. Słuchałem przemówień na obchodach państwowych i kazań w kościele. Opisywałem też na blogu przebieg uroczystości i dzieliłem się wrażeniami i przemyśleniami z tych wydarzeń.
Udostępniałem te teksty na Fb i oczekiwałem na komentarze, których niestety było coraz mniej.
W tym roku coś mnie jednak odwiodło od rutynowo powtarzanych zachowań dobrze ułożonego Polaka i Obywatela. Nie poszedłem do kościoła na mszę za Ojczyznę i wolałem nie pytać co było treścią okazjonalnego kazania. Na zdjęciach jakie udostępniono widziałem poczty sztandarowe strażaków, niewielu podobnych mi obywateli i młodzież szkolną z klas o profilu wojskowym oraz aktywną drużynę harcerzy, którzy jako tako wypełniali kościół.

   Siedząc w domu mogłem więcej czasu poświecić na obserwację święta zadumy, czy raczej zadymy w wykonaniu narodowców uczestniczących w centralnych obchodach, które zorganizowano w … Krakowie, bo tam przeniosła się cała nasza elita rządząca. Warszawa została udostępniona niejakiemu Robertowi Bąkiewiczowi. To on kroczył na przedzie, przemawiał, a w przemówieniach wyznaczał kierunki działania na przyszłość. „Powiedział co wiedział” – mawiano kiedyś o takich mówcach, którzy zanim zabiorą głos nie sprawdzają, czy ich język jest podłączony do mózgu. Jaki będzie skutek tak buńczucznie uprawianej polityki?
Tego nikt nie wie. Wszystkich naszych tradycyjnych sojuszników mamy już poobrażanych na dobre. Zostajemy sami i to na własne żądanie.
Jeśli nam pomogą w kryzysie migracyjnym i ochronie granicy, to tylko dlatego że nasze problemy stają się problemami również naszych partnerów z UE, czy USA i NATO. Jak na razie mamy dość niepokojące wieści dobiegające ze wschodu i nikt nie wie jak to się zakończy.
Na swoim koncie FB udostępniłem zdjęcie Marszałka stojącego na naszym rynku i spoglądającego na wiązanki biało-czerwonych kwiatów jakie złożono u jego stóp. Pod, a właściwie nad zdjęciem z 2015 roku umieściłem słowa:

Tłumnie przybyli
Huku narobili…
Wieniec zostawił
Do zadumy mnie, zmusili…

Ludzie, to lubią jak im się coś gwarantuje…

Posłużę się dzisiaj fragmentem reklamy powtarzanej od jakiegoś czasu w „Jedynce” Polskiego Radia. To nie ma żadnego związku z polityką, ale …
U nas wszystko może mieć wymowę polityczną, więc i te słowa trafiają do mojej wyobraźni.
Obserwuje wydarzenia zachodzące w czasie po wyborach parlamentarnych i czytam sporo na temat różnych kalkulacji próbujących snuć hipotezy na temat, „co teraz będzie…”.  Słucham jeszcze więcej, bo w kręgu moich zainteresowań leży zarówno rządowa „Jedynka” Polskiego Radia i polskojęzyczna stacja TVN 24. Mam więc szeroki przegląd poglądów i opinii wygłaszanych i pisanych tak uczciwie, z serca, przez sprawdzonych, rzetelnych dziennikarzy, jak i takich piszących lub wyrażających poglądy wygłaszane na zamówienie konkretnej partii.
Dzieje się naprawdę sporo, bo to Senat odbity, Rząd powołany, teka ministra sportu w rękach nad wyraz wysportowanego premiera, NIK czeka na kontrolę komisji senackiej i pierwsze już inicjatywy rządowe uchwalające warunki realizacji obietnic z ostatniej kampanii wyborczej.
Czekam na expose premiera, chociaż wiem, co powie i coś tak mi się wydaje, że nie zaskoczy mnie już niczym. Nawet obrazem niezwykle skutecznego rządzenia, polską wersją dobrobytu, milionem aut elektrycznych, doliną krzemową, mieszkaniem +, stocznią produkującą promy, przekopem mierzei wiślanej, centralnym portem lotniczym, silną i nowocześnie uzbrojoną armią itd., itp.
Sporo tego już nam obiecano, a przecież dopiero startuje kampania wyborcza prezydenta RP i tu też sporo nam obiecają, bo na ostro sprawdzono to, co ująłem w słowach zawartych w tytule. Ludzie, to lubią jak się im coś gwarantuje…
Ostatnia, szeptana kampania wyborcza była przepełniona takim właśnie, praktycznym podejściem do kandydatów.
Wszyscy panie obiecywali, ale ci wreszcie dają… Dali to i tamto, a wszystko ze znakiem „+”
   Przeciwnicy rozdawnictwa, wieszczący od początku katastrofę finansową w razie spowolnienia gospodarki silnie powiązanej z Niemcami i innymi państwami UE mają już wyrobione zdanie na temat tego, co już się stało i co będzie, jak prognozy osłabienia tempa wzrostu PKB się spełnią i nie daj Boże poszybują jeszcze w dół.
Pozwolą Państwo, że nie będę silił się na analizę wizji snutej przez rząd, ani tej złowieszczej, podsuwanej przez opozycję. Posłużę się tekstem Łukasza Warzechy – prawicowego dziennikarza oceniającego początek kadencji nowego, prawicowego w przewadze Sejmu i prawicowego przecież rządu: Oto ten tekst
Liczę na konstruktywną rozmowę.

Pogadali – jak premier z Premierem

Nasza władza świętuje półmetek. Właśnie wczoraj odbyła się przedziwna konferencja prasowa. Pani de nomie  premier Beata Szydło przybyła do siedziby de facto Premiera Jarosława Kaczyńskiego aby wysłuchać Jego (z całym uszanowaniem…) oceny dwulecia sprawowanej przez nią władzy i wygłosić na tej kanwie swoją ocenę rządu i jego dokonań. Czytaj dalej

Wyskoczyłem przed szereg?

Przyznaję, że w poprzednim tekście dość gorączkowo zareagowałem na objawioną przez panią Szydło zapowiedź zmian personalnych w rządzie. I to już przez samo podjęcie tematu. Z dotychczasowego przebiegu debaty już jasno wynika, że nasi politycy po to rzucili nowy temat aby odwrócić uwagę społeczeństwa od protestu lekarzy, wizyty przedstawicieli ONZ, którzy bardzo krytycznie ocenili zmiany w polskim prawie jak również od konfliktu na osi prezydent – prezes PiS. Ponieważ temat jest bardzo nośny, a czas sfinalizowania zapowiedzi o zmianach w składzie rządu wciąż jest odległy, to jeszcze długo będziemy świadkami wielu ciekawych wypowiedzi. Będę śledził te wątki aby przekonać się czy choćby w części miałem rację.

Podejmując temat polityczny naraziłem się wielu czytelnikom, którzy nie znoszą polityki lub mają inne od moich poglądy. To stąd, jak rozumiem wynika niemal całkowity brak komentarzy. Mam zatem kolejne doświadczenie i chyba muszę tę nauczkę uwzględnić lub „zwijać interes”… albo przenieść politykę w inne miejsce, gdzie ludzie są nią zainteresowani.

Białowieska się puszcza…

Białowieska się puszcza? Czego ci studenci nie wymyślą…

Znana od lat „tfurczość” w ramach sztuki ulicznej, znana powszechnie jako graffiti, ma swój specjalny dział określany mianem Teksty z murów. Autor, który je zebrał w kupę umieścił na wstępie istotną  informację:
Na murach można napisać wszystko, tu nie działa żadna cenzura, choć czasami wydaje mi się, że powinna. W tym zestawieniu starałem się nie ujmować wulgarnych i zbyt obraźliwych określeń oraz stwierdzeń, których (niestety) najwięcej jest na naszych murach..”. Oto próbka:
Analfabeci muszom umżedż.
Bezdomni do domu.
Białowieska się puszcza.
Bogu – co boskie. A co ludziom?
Boże spraw żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce.
Buty chodzą jak zegarek.
Co masz zrobić dzisiaj – zrób pojutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego.
Cytaty cynią  cłowieka ocytanym.
Czego Jaś się nie nauczy, z tego go przepytają.
Człowiek musi być człowiekiem, a diabeł tkwi w szczegółach.
Człowiek rodzi się mądry – potem idzie do szkoły.
Dzieci to kupa szczęścia, z przewagą kupy.
Jak sobie pościelisz to mnie zawołaj.
Jedz mniej – bramy raju są wąskie.
Jesteś tym, kim (czym) myślisz, że jesteś. Gorzej jak nie myślisz (…)

Takich produktów myśli ludzkiej jest wystarczając dużo aby się poważnie zastanowić nad możliwymi skutkami ich oddziaływań na ludzi.Zapewne zauważyli Państwo również tę informację jaką zawarłem w tytule. No to dla przykładu weźmy dla przykładu taką |Białowieską.
Wszyscy ją znają i wiedzą jak do niej trafić. Skoro różne przybytki rozpasanej muzy mają taką frekwencję, to Białowieskiej zrobiono dodatkowo wielką reklamę. Za klientami wyruszyły media, bo temat jest… – jakby to powiedzieć… bardzo nośny, a zatem może podnieść czytelnictwo prasy jak i oglądalność telewizji, zwłaszcza wśród klienteli mediów „specjalnej troski”. Nic więc dziwnego, że dla obsługi tego ruchu odnotowanego u Białowieskiej użyto również drukarzy, czyli takich korników, których nie widać, bo działają podskórnie i oddziaływają zwłaszcza podkorowo, a przy tym ryją, jak mało kto potrafi.
Białowieska zaczęła się przeciwstawiać napaści informując rząd o zagrożeniu jakie się wytworzyło. – To atak na bezpieczeństwo, które tak sobie cenimy – Zagrożona jest nie tylko Białowieska, ale i bezpieczeństwo publiczne! – rozlegały się pohukiwania ze wszystkich stron, a zwłaszcza z prawej ! Nie dopuścimy do tego aby padające drzewa uszkodziły kogokolwiek, Białowieskiej nie pomijając.
Białowieska skorzystała z najbardziej kompetentnych sił od lasów i bezpieczeństwa publicznego, od ministrów poczynając, przez zwarte i zdyscyplinowane rzesze leśników i straży leśnej, aż po sprawnych operatorów niezwykle sprawnych Harwesterów.

Dowodów mieli niezwykle dużo, zwłaszcza na potwierdzenie kreciej roboty tych paskudnych drukarzy. Zaczęło się rżnięcie i wyrzynanie oraz natychmiastowa wywózka w miejsce odosobnienia, gdzie z braku zwykłego zajęcia drukarze wymrą z nudów i nie będą zagrażać podobnym do Białowieskiej puszczom, dajmy na to Augustowskiej, Wkrzańskiej, Noteckiej, Solskiej, Sandomierskiej, Knyszyńskiej, Piskiej, Kurpiowskiej, Pilickiej, Romnickiej, Kozienickiej,Kampinoskiej, Niepołomickiej, Rzepińskiej i Gorzowskiej. A Bory, to od macochy? One też są zagrożone, bo jak się te drukarze rozpełzną po kraju to i z braku pożywienia zaczną nam atakować więźby dachowe, a wtedy co zrobimy? http://okiemprzyrodnika.blog.pl/tag/najwieksze-puszcze-w-polsce/

Żartów nie ma! Walka z graffiti, choć wciąż bezowocna, wciąż trwa. Napisy na murach też trzeba zwalczać…

 

Uchodźctwo – to wielki problem ludzi żyjących na terenach objętych wojną

Unia Europejska już dość dawno rozwiązała problem napływu poprzez Morze Śródziemne imigrantów z Afryki, jak i z krajów arabskich trafiających tam, gdzie najbliżej, czyli do Włoch i Grecji. Cena za jaką zgodzono się na utrzymanie ich w bezpiecznej odległości od pozostałych krajów to znaczące wsparcie finansowe tych krajów buforowych i decyzja o solidarnym rozwiązaniu problemu poprzez relokację uchodźców z Grecji i Włoch do wszystkich krajów Unii. Długo nad tym pracowano aż wreszcie wszystkie kraje , ustami swoich premierów  ( nas reprezentowała premier Ewa Kopacz) zgodzili się na przyjęcie do swoich krajów zaproponowanych „kwot” uchodźców i przynależny ryczałt unijnych środków pieniężnych. Urzędnicy Unii odtrąbili sukces, bo mając w ręku swoistą umowę uważali, że sprawa została rozwiązana. Nic bardziej mylnego. Niektórzy uznali, że nie ma ciągłości istnienia państwa i podpis byłego już premiera nie zobowiązuje jego następcy. Pacta sunt servanda (łac. umów należy dotrzymywać) – jest tylko zapisem, ale nie zobowiązaniem. Przepychanka trwa. Naciski płynące z Unii aby przystąpić do realizacji umowy o relokacji uchodźców zbywane są deklaracjami pomocy uciekinierom tam gdzie dzieje sie im krzywda, czyli u nich na miejscu zamieszkania lub przebywania. Coś się robi w temacie, ale jakby tak na uboczu unijnego problemu. Konflikt się zaostrza. Padają wzajemnie oskarżenia i pogróżki. Unia straszy konsekwencjami, a rząd zwala wszystko na poprzedników.
Była Premier RP pani Ewa Kopacz powiada: „nie można jednocześnie być i nie być w UE”, czy „być w Unii wtedy kiedy sami UE potrzebujemy, a odwracać się plecami, kiedy są problemy”. – Jesteśmy w UE. To my, Polacy, w sposób szczególny znamy znaczenie słowa solidarność. Często czekaliśmy na pomoc i wsparcie innych krajów, wtedy kiedy u nas było ciężko. I dziś kiedy inni zwracają się o pomoc do nas, my nagle udajemy, że to nas nie dotyczy. Zastanawia mnie dlaczego akurat rząd pani Beaty Szydło jest tak niewrażliwy na nieszczęście, szczególnie małych dzieci i matek, które uciekają przez Morze Śródziemne – zaznaczyła b. premier. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kopacz-polska-powinna-wypelnic-zobowiazania-ws-uchodzcow/fhms1d7

Ma rację jako polityk, obywatel, katolik, ale i druga strona też ma swoje racje i zaciekle ich broni oświadczając, że nie chce nad Wisłą tego, co zafundowali sobie nasi unijni partnerzy, bo bezpieczeństwo Polaków jest im najdroższe, a kar za złamanie umowy się nie obawiają…
Tak sobie rozmyślając postanowiłem zapytać moją młodą znajomą, bywałą w zachodnim świecie, gdzie mogła zaobserwować czym grozi nam nawiązanie do francuskich, holenderskich, czy belgijskich standardów emigracyjnych. Oto nasza rozmowa na ten temat:
Kasiu, zabieram się do napisania na blogu o naszym problemie z imigrantami. Możesz powiedzieć jakie zdanie masz na ten temat jako przedstawicielka świata młodych?

– Moje zdanie jest podzielone na dwie części. Jestem zaprzyjaźniona z różnymi kulturami i krajami. Każdy naród jest inny. Każdy ma wady i zalety, tak samo jak my. I w każdym są złe i dobre osoby. Mądre i głupie… Dlatego nie możemy wrzucać wszystkich do jednego wora.
Jeśli chodzi o aktualny napływ imigrantów wyznających Islam, to moje nastawienie do tej społeczności jako religii jest bardzo sceptyczne i negatywne. Znam tę kulturę i sposób myślenia tych ludzi, którzy są nastawieni stricte na siebie. Wykorzystują ludzi do swoich celów. Natomiast jest tu mały wyjątek. Ludzie wysoko usytuowani finansowo są bardzo mili i chętni do pomocy. Natomiast wszyscy którzy muszą dla tych osób pracować są bardzo zmotywowani do osiągnięcia wysokich pozycji i uczestniczą w świadomym manipulowaniu głównie młodymi kobietami w bardzo kulturalny sposób.. W ten sposób dążą do zapewnienia sobie potomstwa w różnych kulturach …które chcą świadomie przysposobić do swojej religii. Jest to bardzo świadome i perfidne wykorzystywanie młodych kobiet, które są głupiutkie i chętnie słuchają komplementów oraz pięknych adoracji… Kończy się to potajemnymi randkami i seksem w hotelu. Wiec każda z nich czuje się wyjątkowo, a ich mózgi są uśpione. Na tym polega ich słodka tajemnica i bazujący na biedzie imigranckiej wspólny cel, którym jest wywalczeniu sobie Islamu na całym świecie. Bo tylko tak dają sobie radę. Oczywiście, że zdarzają się również te chamskie marginesy stosujące przemoc, dokonujące gwałtów lub popełniając samobójstwa w dużych skupiskach ludzi przy użyciu bomb lub przy pomocy podobnych do tego przedsięwzięć. Ten naród nie jest głupi wie kogo ma posłać na śmierć, a kogo wykorzystać do przedłużania rodu. Zazwyczaj odbywa się to w standardowy sposób dopóki kobieta jest chętna po urodzeniu dziecka wyznawać islam jest bezproblemowo. Ma dobrze… Problem pojawia się gdy chce by jej dziecko było np. chrześcijaninem. Dlatego jestem stanowczo przeciwna. Obserwowałam koleżanki, które jak „cielaki na rzeź” szły za mężczyznami… żonatymi, i utrzymującymi kontakty seksualne z wieloma kobietami. Pomimo posiadania świadomej wiedzy na temat czego mogą się spodziewać kompletnie głupieją. Myślę, że wynika to z niskiej samooceny oraz zaniku u mężczyzn w innych kulturach wysokiej kultury osobistej. Obcy mają przewagę nad naszymi, ale to idzie w złym kierunku. Jest to przykre, bo oni świadomie zabijają posiadane przez ludzi zasady zmuszają do porzucenia własnego ja.

– O…. Dziękuję za tak szerokie uzasadnienie swojej niechęci do islamistów. Ja też nie mam do nich zaufania, ale mam rozdarte serce, bo jako chrześcijanie jesteśmy przecież za ekumenizmem, a z drugiej strony nie chcemy pomóc uciekinierom z terenów objętych wojną. Premier Kopacz w imieniu Rządu RP, jesienią 2015 zobowiązała się do przyjęcia 7 tysięcy uciekinierów z Syrii, którzy uciekając przed wojną dotarli do Włoch i Grecji. Zmienił się rząd i teraz mamy całkowitą odmowę wypełnienia postanowień tamtej umowy z Unią

– Ogólnie mimo, że aktualna polityka w naszym kraju mnie nie przekonuje… to jeśli chodzi o ten aspekt sprawy, to jako matka odczułam pewną ulgę i jestem szczęśliwa z tej odmowy. Nie bez powodu aktualnie z córką przebywam w Polsce. Cały czas mamy duży dylemat gdzie spędzić resztę życia. Nie chce aby moje dziecko było kiedyś zmuszone żyć z niechrześcijaninem. Może jest to nieodpowiednie myślenie, ale tak właśnie myślę. Mam dużą świadomość naszej wiary oraz wielkie do niej przekonanie. Tę świadomość nabywałam w Polsce, w niewielkim gronie ludzi innego myślenia. Liczne wyjazdy za granicę uświadomiły mi kim jestem. Jakie jest moje własne ”ja”, kim chcę być i jakie wartości wyznawać, bo za granicą mogłam poznać inne myślenie. Ale swój kręgosłup moralny miałam okazję kształtować w ciszy i spokoju. I wiem, że to właśnie wypływa z beztroski dzieciństwa. Prawdą jest także to, że przeżywam również problem rozdarcia. Mam wielu dobrych znajomych, którzy wyznają Islam, ale wiedzą, że jestem bardzo sceptycznie nastawiona do jakiejkolwiek rozmowy porównawczej na temat religii. Wiedzą, że nasze kontakty będą zachowane jeśli w grę nie będzie wchodzić religia. Dlatego jestem samarytaninem, który zna i broni granicy kiedy ktoś chce wejść pomiędzy mnie, a wyznawane przeze mnie wartości religijne. Jest to niestety temat bardzo kruchy.
Pomoc uciekinierom jako ludziom…Tak, chętnie pomagam każdemu. Ale zagrożeniu jakie wynika ze zorganizowanego myślenia i działania na moją niekorzyść – stanowczo mówię nie!.
– Myślę podobnie i generalnie nie ufam wyznawcom islamu, chociaż gdy robiłem modernizację mieszkania dla Irakijczyka w Chicago, to zwróciłem uwagę na to, że nigdzie nie częstowano nas jako robotników codziennie kawą i nie troszczono się o nas tak, jak w ich domu bywało. Wszędzie są ludzie i ludziska. Mam świadomość tego jak trudną decyzję starają się rozwiązać rządzący Polską i władze Unii i nie zazdroszczę im ani władzy, ani pieniędzy. Coś muszą zrobić z tym fantem . Będziemy obserwować i wyciągać wnioski. Dziękuję za pomoc i szeroką wypowiedź.
– To, że jako robotnicy byliście traktowani na wysokim poziomie, to też nie jest przypadek. Jak sam pan mówi dokonywaliście modernizacji. Jeśli on zadba o was, to wy zadbacie o niego. Tak jak mówiłam oni nie są idiotami. To inteligentny naród. Wiedzą jak postępować z ludźmi. Miałam możliwość poznania ludzi z wysokim wykształceniem reprezentujących ich narodowość. Wniosek jest jeden:  Świetni pedagodzy, inteligentni rozmówcy manipulujący rozmową w taki sposób aby dowiedzieć się wielu cennych rzeczy w bardzo okrężny sposób. I to ich wyróżnia, zwłaszcza na naszym tle. My nie mamy potrzeby tak wnikliwego poznawania ich, aby zrozumieć ich myślenie. Oni nas rozpracowują poznając i to daje im przewagę. Wiedzą jak nami manipulować. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
Dziękuję Kasiu za interesującą rozmowę. Pozdrawiam i mam nadzieję do następnego pogadania
Jest o czym pogadać, prawda? To może pogadajmy. Może to coś da? Kto wie?
P.S.
Na koniec ubiegłego roku liczba uchodźców sięgnęła 65,3 miliona osób. To najwięcej w historii – czytamy w najnowszym raporcie Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) (za 2016 rok). Takiej fali przesiedleń nie było nawet po II wojnie światowej. W porównaniu z 2014 r. liczba osób przymusowo przesiedlonych wzrosła o 5,8 miliona. Po raz pierwszy w historii przekroczyła ona barierę 60 milionów. Co oznacza, że obecnie co 113 mieszkaniec naszej planety albo ubiega się o azyl, albo jest uchodźcą, albo wewnętrznym przesiedleńcem. http://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-jest-uchodzcow-na-swiecie-liczba-wzrosla-do-65-milionow/ljcz0ww