Co zawód…to zawód

   Odkąd napisałem poprzedni tekst pt. Matura myślę nad tym co nasi maturzyści zrobią z Kwitem na inteligencję – jak kiedyś nazywano świadectwo maturalne. Skłonił mnie do tego jeden z komentujących pisząc:

Dlaczego tatul nie zapytał o zdanie absolwenta studiów? Ja często sobie zadaję pytanie „czy było warto?”. Nie mam dwóch lewych rąk i gdybym zamiast liceum wybrał zawodówkę, teraz byłbym wykwalifikowanym specjalistą. Po pięciu latach studiów umiem to samo co wszyscy i od roku bezskutecznie szukam pracy.

Absolwent.

Odpowiedziałem mu odręcznie takimi słowami:

 

Absolwentowi odpowiem, że w ramach nauki przedmiotu: podstawy przedsiębiorczości jest sporo tematów związanych z wyborem kierunku studiów, a zatem i zawodu. Sporo miejsca poświęcam temu zagadnieniu i już kilkuletnie doświadczenie wykazało, że ja swoje, a moi uczniowie swoje. Bardzo duży odsetek maturzystów dzisiaj jeszcze nie wie, czy będzie i co będzie studiować. Odpowiadają: – zobaczę jak mi pójdzie matura.  
Wciskam do świadomości różne złote myśli typu: „Człowiek nie planuje przegranej. Przegrywa, bo nie planował” . Wielu to zna na pamięć, a robi to co mu się w głowie urodzi. Rynkiem pracy od wielu już lat rządzi prawo podaży i popytu. Proszę spytać innych bezrobotnych absolwentów, czy brali pod uwagę zapotrzebowanie na siłę roboczą w zawodach, które wybrali?
Współczuję.
Mój pierwszy zawód to piekarz, tak jak mój ojciec. Później jeszcze parę innych zawodów ,o czym pisałem w tekście.
Pozdrawiam

Tatul

   Epizod jakich wiele, prawda? Odpowiedział co wiedział. Łatwo mówić komuś takie banały gdy nas to nie dotyczy. Ano, jak widać można. Czy jednak można kogoś winić za to, co się stało w podanym powyżej przykładzie? Czy to wina Tuska, jak to zarzuca obecnemu rządowi opozycja?. Czy to nie my sami fundujemy sobie podobne kłopoty wybierając kierunek studiów, które zamiast dać nam życiową szansę dostarczają na rynek rzesze kolejnych bezrobotnych absolwentów?

Trawestując piosenkę Czesława Niemena wypada zaśpiewać maturzystom:

 

Jaki zawód wybrać chcesz?
Jaki zawód kochać chcesz?
Tajemnicę muszę znać.

Wiem, że wiele ofert masz,
komu swoje serce dasz?
Tajemnicę muszę znać.

 

   Ja nie śpiewałem swoim znajomym tej piosenki. Oni mało znają Niemena. Ja pytałem bardzo wielu obecnie zdających maturę o ich plany na przyszłość. Im więcej osób udzieliło mi odpowiedzi, tym większe było moje rozczarowanie i poczucie potrzeby mówienia i pisania o tym problemie. Może jeszcze ten rocznik wyciągnie wnioski z błędów czynionych przez ich starszych kolegów i wcześniej przeprowadzi analizę obecnych i przyszłych potrzeb rynku pracy zanim podejmie decyzję o studiowaniu tego, czy owego.

   Mam znajomego nauczyciela WF, który rozesłał CV do kilkudziesięciu szkół i sam podejmuje już drugi rok próby poszukania pracy, również nieformalnymi sposobami i drogami. Jak dotąd bez skutku. Aby jakoś zarabiać na życie, podjął pracę w sklepie ze sprzętem elektronicznym, bo trochę się na tym znał i posiada miłą, przydatną w tym zawodzie powierzchowność. Okazuje się, że dobrze sobie radzi w tym nowym zawodzie i może w nim już pozostanie. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że jego młodszy brat mówiąc o wyborze przyszłego zawodu dla siebie wskazał dokładnie na ten sam kierunek, który nie przyniósł szczęścia jego bratu.

 Inny przykład.

W poczekalni spotkałem naszą absolwentkę sprzed trzech lat z siostrą, która obecnie zdaje maturę. Starsza właśnie pisze pracę licencjacką na kierunku pedagogika wczesnoszkolna. Gdy spytałem o dalsze plany i o szansę zatrudnienia usłyszałem, że: – Będzie ciężko, ale może jakoś się uda coś znaleźć. Spytałem młodszą : – A ty co zamierzasz studiować? Stosunki międzynarodowe, odpowiedziała bez chwili wahania. A przyszła praca? Czy masz kogoś, kto pomoże Ci wejść w środowisko do którego aspirujesz? Nie, usłyszałem.

Nie można dzisiaj twierdzić, że osoby w podanych przykładach nie poradzą sobie na rynku pracy, ale ich sytuacja z pewnością nie będzie do pozazdroszczenia.

Może warto jednak dołożyć starań i przeanalizować możliwości rynku pracy w perspektywie kilku lat samemu, choćby w oparciu o takie teksty jak te:

http://student.onet.pl/kariera/zawody-niedalekiej-przyszlosci,1,3534821,artykul.html

Gdzie dowiemy się o tym, że: …Według statystyk trzech na czterech studentów wybiera wydział pod kątem własnych zainteresowań, a nie przyszłej kariery zawodowej. Świadczy o tym to, że w 2005 roku najpopularniejszymi kierunkami studiów wciąż były pedagogika, psychologia, filologia angielska, politologia oraz socjologia, choć ofert pracy dla absolwentów tego typu kierunków jest w Polsce bardzo mało… Wiadomość jest tym bardziej przykra, że w ciągu kilku ostatnich lat nastąpiła prawdziwa nadprodukcja polonistów, politologów, socjologów, a także specjalistów od marketingu i zarządzania. Katastrofa? Nie. – Rynek oferuje szeroką paletę wszelkiego rodzaju dokształcania się. Poszerzanie własnych kompetencji jest teraz nieuniknione – kończy prof. Makowski z SGH. Jakich kursów czy szkół podyplomowych szukać? Takich, które oferują wykształcenie absolwentów kategorii nauk ścisłych. Na rynku wciąż brakuje absolwentów wydziałów, takich jak fizyka, ekonomia, chemia, biologia, elektronika czy matematyka. Według prof. Makowskiego i ekspertów rynku pracy, to właśnie te kierunki są najbardziej przyszłościowymi…

 

Z treści kolejnego artykułu pt. Polskie uczelnie kształcą bezrobotnych dowiemy się, że: Młodzi najpierw wydają fortunę na studia, a gdy kończą edukację, trafiają wprost na bezrobocie albo zarabiają głodowe pensje. Jeszcze nigdy studenci i absolwenci nie mieli takich problemów na rynku pracy jak teraz.

Z dalszej lektury dowiemy się bardzo interesujących wiadomości o kosztach edukacji na różnych kierunkach i w poszczególnych ośrodkach akademickich. Nie są to sumy małe nawet dla zamożnych rodziców, którzy finansując ciągle większość wydatków edukacyjnych swoich dzieci powinni rozważyć wraz ze swoimi pociechami wszystkie za i przeciw. Jeśli już inwestować w naukę, to należy to czynić z głową, a w dodatku mocno stąpając po ziemi, a nie trzymając głowę w obłokach liczyć, że jakoś to będzie. Poczytajcie sami: http://student.onet.pl/kariera/polskie-uczelnie-ksztalca-bezrobotnych,1,3734945,artykul.html

   Należy przy tym wziąć pod uwagę zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym jakie ostatnio wprowadził Sejm zdając sobie sprawę z tego, że: …Najwcześniejsze efekty działania reformy zobaczymy za kilka lat, gdy będą dobiegać końca studia prowadzone według nowych, rynkowych zasad. Problem w tym, że zmiany, które wejdą w życie dopiero od przyszłego roku akademickiego, nie pomogą tym, którzy już walczą o przetrwanie na rynku pracy. Takim osobom, jak na przykład Piotr Zin. – Gdybym wiedział, jak sprawy się potoczą, może zamiast na studia, poszedłbym do jakiejś fabryki. Po sześciu latach miałbym już konkretne zajęcie i dobrą pozycję zawodową – przyznaje absolwent archeologii…

Ale pomogą dzisiejszym maturzystom, prawda?

Na koniec pod rozwagę takie oto zestawienie kosztów zamieszczone w cytowanym wyżej artykule: Bez przeprowadzenia rzetelnego rachunku trudno dzisiaj decydować o przyszłości naszych dzieci.

Średni koszt studiów i utrzymania

1. Olsztyn – 1 201 zł

2. Białystok – 1 222 zł

3. Bydgoszcz – 1 256 zł

4. Lublin – 1 356 zł

5. Gdańsk – 1 374 zł

6. Łódź – 1 401 zł

7. Poznań – 1 465 zł

8. Kraków – 1 483 zł

9. Katowice – 1 569 zł

10. Szczecin – 1 602 zł

11. Wrocław – 1 657 zł

12. Warszawa – 2 172 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity”

 

Najdroższe kierunki na studiach stacjonarnych

techniki dentystyczne – 3 900 zł

architektura wnętrz – 3 523 zł

architektura i urbanistyka – 3 422 zł

archeologia – 3 200 zł

wzornictwo – 3 074 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity“

 

Najdroższe kierunki na studiach niestacjonarnych

lekarsko-dentystyczny – 12 000 zł

lekarski – 10 500 zł

farmacja – 8 000 zł

analityka medyczna – 5 000 zł

wokalistyka – 4 250 zł

Źródło: B. Gorlewski, D. Antonowicz, „(Bez)płatne studia – fakty i mity”

Uprzedzając mało przychylne reakcje powiem, że za najważniejsze kryterium wyboru przyszłości naszych dzieci uważam ich zamiłowania i predyspozycje. Tylko wtedy będą się czuły spełnione i szczęśliwe.

Już od czasów Konfucjusza wiadomo, że : Jeśli kochasz to co robisz, to nie pracujesz

 

Ps.

Tytuł powyższego tekstu pochodzi z mojego sarkastycznego stosunku do tego, co mnie spotykało. Ponieważ średnio co 5 lat zmieniałem pracę, kwitowałem to moje doświadczenie takim właśnie zawołaniem; Co zawód, to zawód. Dzisiaj, z perspektywy czasu nie twierdzę, że jakoś szczególnie nie sprzyjało mi szczęście. Ta częsta zmiana pracy i zakładów pracy ma swoje dobre strony i dzisiaj jest już nieodwracalnie wkomponowana w przyszłość naszych pociech. Tylko one jeszcze nie wiedzą jaką cenę przychodzi za to płacić.

Pozdrawiam