Umierają. Stary, młody, każdy…

Dni coraz krótsze, coraz częstsze opady przelotne o charakterze ciągłym, chłodno, piękne liście już wiatr pozamiatał, co oznacza, że światem już na dobre zawładnęła jesień. Czy wszyscy jednakowo poddają się jej nastrojom? Raczej nie, ale co to ma do rzeczy? Mówiąc o sobie i za siebie  powiem, że ja podlegam. Może dlatego, że w jesieni życia człowiek staje się bardziej refleksyjny i emocjonalny?

Kilka dni temu żona przyniosła wiadomość. Wiesz – powiada od progu, widziałam klepsydrę. Zmarł Józef K. i zostanie pochowany  na naszym cmentarzu. Przebiegając w pamięci postaci znanych mi osób o tym imieniu i w tym wieku nie mogłem jakoś skojarzyć, bo wydawało mi się, że chodzi o osobę w słusznym wieku. Olśnienie przyszło jednak natychmiast po tym, gdy ten „słuszny wiek” porównałem do swojego. Spłynął na mnie obezwładniający wniosek: – Biorą już ludzi z naszej półki. Trzeba pomyśleć o tym co należy zrobić, aby być przygotowanym. Poszedłem na pogrzeb. Zaskoczyła mnie liczba uczestników tej ostatniej podróży oraz ilość księży odprawiających mszę w koncelebrze. Wsłuchiwałem się w treść wygłaszanych przemówień nabierając przeświadczenia, że jednak bardzo mało wiedziałem o żegnanym koledze. Zaraz po tym przychodziła konstatacja, że przynajmniej tu istnieje sprawiedliwość. Jedynie tu można usłyszeć świadectwo o drugim człowieku i chociaż nikt nie spieszył się kochać i zaświadczać o zmarłym, chociaż wiedział jak szybko odchodzą ludzie, to …”Pan Bóg chociaż nie rychliwy to jednak sprawiedliwy” -jak powiadali starzy Polacy. Byłem poruszony. Zrobiłem kilka zdjęć, aby obrazem opowiedzieć, to czego słowami nie zawsze potrafimy oddać. Tyle mogę mu dać od siebie, oprócz pamięci o tym jak zapisał się w moim życiu, no i  modlitwę przy każdej okazji pobytu na cmentarzu, a tam wszędzie blisko. Teraz wiecie dlaczego ulegam jesiennym nastrojom i skąd się to bierze.

Przeczytałem dzisiaj fragmenty rozmowy z Krzysztofem Kowalewskim o wcześniej udzielonym wywiadzie rzece zamieszczonym w książce pod tytułem „Taka zabawna Historia”. Dzisiejsza rozmowa z bardzo intrygującym tytułem: Starość odwołana zawiera sporo godnych przemyślenia wątków szczególnie dla starszych wiekiem ludzi. Zapraszam: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,16845543,Starosc_odwolana___rozmowa_z_Krzysztofem_Kowalewskim.html  Już samo wprowadzenie do rozmowy mówi wiele o reszcie:

Polska to jest kraj bez starości. Jak pani włączy telewizor, to tam sami młodzi, piękni, szybkie samochody, supermieszkania i fruuu – do przodu, jedziemy. A stary tak szybko nie da rady, przeszkadzamówi trochę z goryczą rozrywkowy w końcu aktor. Na przypomniany fragment książki o następującej treści:

„Nie ma nic bardziej ulotnego niż sukces w moim zawodzie. Dom Starego Aktora w Skolimowie jest pełen ludzi sukcesu. Jeśli sukces zawodowy nie jest podparty miłością, udanym życiem osobistym, to na koniec okazuje się, że jesteś kaleką. Opierasz się całe życie na jednej nodze, a to musi boleć” aktor reaguje kolejnym wyznaniem:
To też znak naszych czasów: tylu samotnych starych ludzi, którzy nikogo nie obchodzą. Kiedyś i starość, i śmierć były bliżej. Starsi mieszkali z młodymi, babcia miała swój pokoik i było wiadomo, że niedługo tu między nami umrze, to było oczywiste. A teraz przestało, bo teraz oczywisty jest pęd ku temu, żeby być młodym, pięknym i nieśmiertelnym. Więc się tę babcię oddaje gdzieś, żeby tej śmierci ze zbyt bliska nie oglądać. Ja jej widziałem dużo, kiedy byłem mały, i może dlatego mnie tak nie przeraża jak młodych ludzi. A wie pani, że ja sam dopiero niedawno zacząłem dostrzegać swoją starość? Bardzo długo nie zauważałem, że przybywa mi lat. Teraz też łapię się na tym, że nie wiem, kiedy to wszystko minęło…

Czytam i trochę uśmiecham się do siebie, bo rozmówca właśnie ma za sobą premierę nowej sztuki i ten debiut przytrafia mu się w sędziwym już wieku. Inni jak Pyrkosz, czy Pieczka nadal regularnie grają swoje role i chyba myślą o emeryturze.  Cóż, w życiu jak na scenie, albo odwrotnie? Aha, jeszcze stara piosenka:

Młodym być i więcej nic http://www.tekstowo.pl/piosenka,jerzy_polomski,mlodym_byc_i_wiecej_nic.html

Muzyka: Jerzy Petersburski  Słowa: E. Schlechter i L. Starski

Dopókiśmy młodzi i sercem, i duszą,
Nie wiemy, jak cenić ten skarb…
Dopiero, gdy włosy się srebrem przyprószą,
Widzimy, co skarb ten był wart! |
Żałujemy tych dni, a po nocach się śni
Jedna prawda, a prawda ta brzmi:

I srebro i złoto to nic,
Chodzi o to,
By młodym być i więcej nic!
Nie rozgłos, nie sława,
Nie stroje, zabawa,
Lecz młodym być i więcej nic!
A jeszcze do tego
Mieć kogoś bliskiego
I kochać go i więcej nic!
Najbiedniejszym być,
Najskromniejszym być,
Ale mieć przed sobą świat… |
Zakochanym być
I kochanym być, \
I mieć wciąż dwadzieścia lat!

No taaaak… Młodym być… A Ania? Przybylska? Młoda i piękna i zdolna i dzielna…

Listopadowe święto już nadchodzi…Spotkamy się tam i starzy i młodzi…

19 uwag do wpisu “Umierają. Stary, młody, każdy…

  1. Tatuli, bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Bardzo się wzruszyłam, bo ja też już nie jestem młoda, a więc czas przemijania i odchodzenia jest mi coraz bardziej bliski.
    Szkoda, że nie można cofnąć czasu, choćby o kilka lat.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  2. Ten, któremu oddaliśmy ostatnią posługę był naszym przyjacielem. Tak się złożyło, że byliśmy tam i my. I wiesz co ? Utwierdziłem się w przekonaniu, że warto tu na ziemi być porządnym człowiekiem. Choćby dla tej ostatniej chwili. Józiu takim był. Nawiążę także do wypowiedzi znanego aktora. Kiedyś tak właśnie było. Jako 11 – letni chłopiec wraz z całą rodziną byłem świadkiem ostatnich chwil życia mojej babci. A później dane mi było być w ostatnich sekundach życia taty i mamy. Powiem tak, miałem to szczęście. Dziś przychodzi czas na nas. Myślę, że jako doświadczeni życiowo jesteśmy na to gotowi, choć chciałoby się, tak po ludzku – choć trochę jeszcze. Cieszę się, że tu do Ciebie zawitałem. Dziękuję i pozdrawiam. Nadchodzą dni zadumy, refleksji, modlitwy. Jeśli Opatrzność pozwoli może będą i naszym udziałem. 🙂

    Polubienie

  3. Dla mnie te dni są bardzo ważne. Od zawsze lubiłem zaglądać do kościołów i na cmentarze przy okazji pobytu w odwiedzanych miastach i miasteczkach. Od czasu gdy piszę blog, to i opisuję wrażenia. Oczywiście że najważniejsze są wizyty na „swoim” cmentarzu, zwłaszcza te przypadające na listopadowe święta zmarłych. Oczywiście, że będę tam i w tym roku, chyba że stanie się coś nadzwyczajnego. Przybywa tam naszych, oj przybywa. Modlitwa za zmarłych coraz bardziej się dłuższa.
    Będę i na grobie Józia i to często, tak jak przy położonym obok grobie mojego szwagra. Pozdrowię go od Ciebie.
    Trzymajmy się i nie dajmy się

    Polubienie

  4. ~miral59 pisze:

    Witam 😀
    Dawno mnie nie było i znowu wpadam, żeby namieszać…
    Przeczytałam jak to dobrze drzewiej bywało, gdy w jednym mieszkaniu było kilka pokoleń i jak to babcia miała swój maleńki pokoik… i czekała na śmierć, a z nią cała rodzina… Nie zgadzam się z tym!!! W żadnym wypadku!!! Nie chcę mieszkać kątem u młodych!!! Chcę być niezależna!!! A jeśli już nie dam rady sama sobie radzić, z chęcią pójdę do domu opieki. Nie chcę być ciężarem dla swoich dzieci. W polskiej mentalności zakodowany jest obraz babci, która ma siedzieć cicho, z radością opiekować się wnukami i dbać o dom. W zamian ma gdzie mieszkać. To przez całe życie niczego się nie dorobiła?!!! Ile razy jest tak, że te dzieci mieszkają w domu właśnie tej babci!!! Bo jej się nic nie należy…
    Na emeryturze chcę jechać, gdzie jeszcze nie byłam. Zwiedzać, poznawać nowy świat. Oczywiście w miarę możliwości finansowych. Swoje dzieci odchowałam sama z mężem. Nie prosiłam ani swoich rodziców, ani teściów o opiekę nad nimi. I tego samego wymagam od swoich dzieci. A prawda jest taka, że z wizyty wnuków dziadkowie cieszą się podwójnie. Gdy wnuki przychodzą i gdy wracają do swego domu 😉 Nie mam siły, ani nerwów do małych dzieci, szczególnie na dłuższą metę. Potrzebuję ciszy i spokoju. Wyjazdy w głuszę mi w tym pomagają. Mam to co lubię…
    A obecność przy śmierci bliskich… zależy na co i jak umierają. Czy tak po prostu, bo są starzy i organizm już nie wytrzymuje, czy są chorzy…
    Mój ojciec zmarł w 1988 roku. Zaraz po Bożym Narodzeniu – 28 grudnia. W święta byliśmy u niego w szpitalu, jak każdego dnia. 26 grudnia zaczął nam umierać. Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby ktoś tak się pocił. Na jego twarzy krople potu rosły w oczach i spływały na poduszkę… Narobiłyśmy rabanu i momentalnie wyrzucili nas za drzwi. Uratowali, ale nie na długo. Ojciec miał raka kręgosłupa z przerzutami na płuca i aortę… Jego matka miała jeszcze gorzej, bo rak narządów kobiecych do tej pory zbiera obfite żniwo. Babcia przeszła kurację naświetlań i ktoś coś pomylił, źle ustawił… spalili jej wnętrzności. Nie odwiedzałam jej w szpitalu, bo byłam za mała, ale z tego co opowiadał dziadek czy ojciec… Babcia była na morfinie i gdy trochę lek przestawał działać, ból był tak potworny, że babcia dosłownie wyła. Jeszcze nie odzyskiwała przytomności, ale już czuła… Czy na pewno asystowanie TAKIEJ śmierci to szczęście i błogosławieństwo? Obraz, który zostaje w oczach na całe życie i powraca w koszmarach? Czy wiesz, ile razy śnił mi się mój ojciec? Nie wytrzymywał bólu i prosił mnie o załatwienie mu cyjanku potasu… Odmówiłam, chociaż na upartego mogłam mu to załatwić. Jego błagalny wzrok prześladował mnie kilka lat…w snach… ale wiem, że gdybym mu załatwiła, byłoby jeszcze gorzej… Zabiłabym własnego ojca. Niepotrzebny byłby wymiar sprawiedliwości. Z resztą, kto by robił sekcję zwłok osobie tak chorej i leżącej w szpitalu? Nikt by nawet nie podejrzewał, że ojciec został otruty. Tylko ja nie umiałabym z tym żyć…
    Pan Kowalewski patrzy z jednej strony na to życie, ale ono nie jest płaskie. Ma też inne wymiary. Czy nie jest tak, że w tym Skolimowie mieszkają ci, którzy w młodości nie myśleli o przyszłości… o starości? Mam przykład sąsiada moich rodziców. Gdy byłam dzieckiem, sama słyszałam, jak śmiał się z nich, że tak mało zarabiają. Jak mówił, za takie pieniądze nie chciałoby mu się ruszać tyłka z domu… Płacił najniższe stawki ZUS, bo pracował jako taryfiarz… i oszukiwał. Gdy przeszedł na emeryturę narzekał, że to są głodowe stawki i jak można mieć tak małą emeryturę. Nawet połowy tego nie miał, co moja mama. Tylko gdzie on był, gdy był młodszy? Czemu więcej nie płacił? Miałby godziwą emeryturę. Czy nie podobnie jest z tymi aktorami? Przecież nie wszyscy mieszkają w tym Skolimowie… Czyli można było?
    A bratowa mojego męża? Mogłaby już przejść na emeryturę tylko… nigdy nie płaciła tu składek emerytalnych. Ktoś jej niby poradził, że nie musi. Pracowała na czarno, chociaż ma legalne pozwolenie na pracę. Czyli musi zasuwać do końca swego życia, bo niczego nie płacąc, niczego nie wypracowała… I co? Też będzie narzekać jaka to ona biedna i nic od państwa nie dostaje…
    No, to sobie pogadałam 😀
    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  5. ~miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to świeczki swoim bliskim zapalam w domu. Na tutejszych cmentarzach nie wolno tego robić, a z resztą… i tak nikogo tu nie mam. Wszyscy moi bliscy zostali w Polsce…
    Ale też fakt, że atmosfera świątecznego cmentarza jest niepowtarzalna. Zapach palonych świec i wieczorna łuna nad cmentarzem… Jest cudnie…
    A o zmarłych powinno się pamiętać nie tylko w święta. Czytałam kiedyś, że człowiek nie umiera tak na prawdę tak długo, jak długo ktoś o nim pamięta… Czyli moi rodzice i dziadkowie nadal żyją… tyle że w naszej pamięci…

    Polubienie

  6. Dziękuję za to „że sobie pogadałaś” Miral. To są tematy kontrowersyjne i naturalnym jest ze budzą emocje. To między innymi po to o nich piszę. Poznajemy różne punkty widzenia i możemy je skonfrontować z własnymi.
    Dziękuję

    Polubienie

  7. ~miral59 pisze:

    Na pewno są to tematy kontrowersyjne i co człowiek to inne zdanie. Ale też fakt, że w Polsce, w wielu środowiskach panuje przekonanie, że babcia, która jest już na emeryturze powinna zająć się wnukami. To jej obowiązek!!!
    Czytałam kiedyś wypowiedź kobiety, która skarżyła się, że jej dzieci obraziły się na nią, bo nie chciała siedzieć z wnukami, tylko chciała podróżować. Dzieci uważały, że to obowiązek babci… A prawda jest taka, że kobiety (i chyba nie tylko) od najmłodszych lat muszą kogoś zadowalać. Najpierw rodzice. Stawiają wymagania i mają takie czy inne oczekiwania. Dziecko stara się wypełnić je… Potem szkoła i nauczyciele… potem małżonek i dzieci… Każdy czegoś chce, każdemu trzeba pomóc, wesprzeć… Potem emerytura i też czas nie dla siebie? Bo wnuki mają potrzeby? Czy każdy musi mieć w sobie ducha poświęcenia? A jeśli go nie mam, to czy znaczy, że jestem gorsza?
    Muszę powiedzieć, że zaczęłam rozmawiać z córką na temat seksu, gdy miała może 12-13 lat. Nie zabraniałam jej, tylko tłumaczyłam. Między innymi powiedziałam jej, że seks łączy się nierozerwanie z ciążą i gdyby jej się to przytrafiło, na pewno nie wyrzucę jej z domu. Będzie miała naszą opiekę. Ale swoim dzieckiem będzie musiała zajmować się sama. I nie jest to lalka, którą jak zbrzydnie, można wywalić na śmietnik. To jest obowiązek na całe życie. Nie tak dawno powiedziała mi, że to był najlepszy środek antykoncepcyjny. Dotarło do niej (chociaż była jeszcze bardzo młoda), że zaczynając współżycie bierze na siebie ogromną odpowiedzialność…
    Czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego ludzie dorośli, którzy zakładają rodzinę nie chcą brać tej odpowiedzialności? I szukają babci, która weźmie ją na siebie? Dlaczego emeryci nie mogą w końcu odpocząć i zająć się swoimi pasjami? Bo wnuki?!!! Ale wnuki mają swoich rodziców!!!
    Popatrzyłam tutaj na emerytów. Jaka ogromna różnica!!! Są całe osiedla emeryckie. Są to domki pojedyncze, czy szeregowe. Można je kupić za niewielkie (w porównaniu z innymi dzielnicami) pieniądze. Niewysokie podatki… Mają do swojej dyspozycji sale gimnastyczne, korty tenisowe, pole golfowe. Jest też odpowiednia rehabilitacja, pomagająca usprawnić „zastygające mięśnie”, walczyć z niesprawnością… Różnorodne kluby, gdzie się spotykają i mogą rozwijać swoje zainteresowania. Miałam znajomą trenerkę/rehabilitantkę z takiego właśnie osiedla. W Huntley, spory kawałek od Chicago… Między innymi prowadziła tam zespół taneczny. Nawet występowali w konkursach. Takie spotkania z innymi takimi osiedlami. Najmłodsza tancerka miała 75 lat, najstarsza ponad 90. Czyli można? Był też klub brydżowy. Spotykali się albo po domach, albo w budynku gdzie swoje siedziby mają wszystkie kluby. Był też klub turystyczny. Animator tego klubu wyszukiwał miejsca (czasami sami klubowicze podpowiadali gdzie chcą jechać), szukał tańszych noclegów, sponsorów na transport i wyżywienie. Za niewielkie pieniądze można było zwiedzić praktycznie całe USA. Na takim osiedlu można przyjmować gości, ale takie wnuki nie mogą być u dziadków dłużej niż 7 dni. Uważam, że to jest słuszne. Dzieci nie umieją być cicho na dłuższą metę. Muszą się wyszumieć (takie ich prawo), a osoby starsze potrzebują spokoju… Czemu w Polsce nie można zorganizować takich klubów i spotkań? Czy nasi emeryci aż tak bardzo się różnią od amerykańskich? Czy nie mają zainteresowań? Bo jak się poszło na emeryturę, to czas umierać?!!!

    Polubienie

  8. ~miral59 pisze:

    I jeszcze jedna sprawa. Samo pojęcie starości… Czasami czytam u naszych klasyków o 60-letnich staruszkach. Czy to aby na pewno już starość? Nie czuję się stara i mam jeszcze sporo energii. I tak sobie myślę, że to pojęcie też jest rzeczą względną. Czasami zdarza się, że 70-latek ma więcej planów i energii niż 20-latek…
    Kiedyś wyczytałam, że jeśli ktoś nie ma planów i marzeń, to znaczy, że już nie żyje… tylko mózg nie zdążył poinformować o tym reszty ciała. I chyba coś w tym jest…
    Miłego dnia życzę.

    Polubienie

  9. Masz rację Miral, tak jak mają rację kobiety matkujące swoim dzieciom i wnukom aż po grobową deskę. Ani nie nakażemy, ani nie przekonamy do zmiany swoich zapatrywań tysięcy matek i babć.
    A sprawa starości to nie jest sprawa metryki ale mentalności.
    Podobno starość zaczyna się gdy marzenia zostają zastąpione przez wspomnienia, a to jak widać nam nie grozi, prawda?

    Polubienie

    • ~miral59 pisze:

      Zgadzam się Tatulu z Twoim zdaniem. Jeśli komuś odpowiada poświęcenie swego życia dzieciom i wnukom, to nawet bym nie próbowała przekonać, ani namawiać do zmiany poglądów. Tylko ile z tych poświęcających się jest szczęśliwych z tego powodu? A ile uważa to za swój obowiązek, bo taka jest presja społeczna… i wcale nie są takie szczęśliwe, ale nie widzą innej drogi…
      A starość… to również kwestia przeżyć. Przed niektórymi wspomnieniami nie da się uciec… Czasami jestem już zmęczona życiem… Całe szczęście tylko czasami 😀
      Na razie planuję dokąd pojedziemy z mężem wiosną i dokąd pojedziemy na nasz coroczny wypad całą rodziną… Trudno wybrać…

      Polubienie

  10. ~miral59 pisze:

    Zapomniałam i przepraszam.
    Chciałam życzyć Wam w te święta spokojnej zadumy i miłych wspomnień o tych, którzy odeszli. Tym, którzy niedawno pożegnali bliską osobę, zabliźnienia ran, żeby ból zelżał, a zostało tylko serdeczne wspomnienie…
    Niech pogoda pozwoli Wam odwiedzić groby wszystkich, o których myślicie… Miłej niedzieli

    Polubienie

    • Dziękuję Ci Miral za te życzenia. Zrobiliśmy tak, jak sugerowałaś. Byliśmy dwukrotnie na procesji modlitewnej po miejscowym cmentarzu i na ten czas przychodziło uwolnienie słońca z pierzynki chmur, a za tym postępowało ciepło i przybór optymizmu.
      Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.