Starzy, starsi, jeszcze starsi…

Staruszek w oknie życia

1 października – Międzynarodowy Dzień Osób Starszych.
Święto staruszków zostało ustanowione na dzień 1 października przez Organizację Narodów Zjednoczonych w 1990 r.
Kiedy przed kilkoma laty ktoś zwracał się do mnie per Panie starszy, to wydawało mi się to śmieszne i takie staroświeckie zarazem. Wytłumaczono mi jednak, że trzeba to traktować jako przejaw szacunku. Nie protestowałem wiec, ale musiałem uznać, że moja siwa głowa już na stałe wyznacza mi miejsce w hierarchii społecznej. Kiedy dzisiaj zapytałem mojego o sześć lat starszego szwagra o to jak zamierza świętować Dzień Ludzi Starszych (1 października), to odpowiedział mi:
Ja stary? To może ty jesteś stary, ale nie ja. Roześmialiśmy się wraz z żoną, bo to przecież zdrowy objaw. Czytaj dalej

Wybory samorządowe. Głosujmy na włodarzy z wizją i z … czystymi rękami

Gdy wczoraj wychodziłem z domu i podszedłem do radioodbiornika aby go wyłączyć, to akurat odczytywano informację o zadłużeniach samorządów. Sięgnąłem po karteczkę i długopis aby to zapisać, bo często tak właśnie wyłapuję ciekawostki i gromadzę je na zasadzie „przydasię”. Wszak rozmawiamy z ludźmi, którzy mają różne poglądy i wtedy warto błysnąć liczbami, czy faktami, aby rzucić światło na poruszany problem. Poza tym trwa kampania wyborcza do samorządów. Czytaj dalej

Chory, cierpiący? Niech się położy (najlepiej w domu) i nie zawraca głowy

W ostatnim tygodniu miałem okazję przeżywania emocji związanych z próbami udzielenia pomocy bardzo choremu mężczyźnie, (cierpiącemu wielki ból uniemożliwiający jakiekolwiek poruszanie się) przez tylko trochę mniej chorą od niego żonę. Wydawałoby się, że to nic prostszego jak wykonanie telefonu do miejscowego lekarza rodzinnego z prośbą o wizytę domową, a w razie ataku lub nagłego pogorszenia wezwanie pogotowia. Okazuje się, że to nie jest jednak takie proste gdy pacjent narazi się służbom zbyt natarczywym (ich zdaniem) domaganiem się radykalnej pomocy. Dość łatwo można przypisać takiemu pacjentowi symulowanie choroby i … niech sobie radzi sam… A to, że chory nie może się poruszać, a nawet nie pozwala się wsadzić do wynajętego prywatnego samochodu, to też nikogo nie obchodzi, to jego problem… no i ewentualnie również problem jego żony odwiedzającej kolejne gabinety z błagalnym dopraszaniem się łaski skierowania do szpitala, przeprowadzenia odpowiednich badań, no i leczenia. Czytaj dalej

Związki partnerskie, to „jagnięta i wilki”, zwłaszcza po rozpadzie

Natrafiłem w blogosferze na kolejny zestaw dobrych rad tyczących sztuki życia i współżycia. Ponieważ zbieram tego typu propozycje, to i ten skopiowałem, aby dodać do pokaźnego już zbioru. Wierzę bowiem w prawdziwość sentencji Oskara Wilda  głoszącej, że „Umieć żyć, to najrzadziej spotykana umiejętność na świecie”, a na naukę nigdy nie jest za późno. Autorka w swoim tekście kieruje się własnym doświadczeniem, które poszerza o doświadczenia otaczających ją ludzi. Specyfikację 15 zasad poprzedza propozycją: Sprawdź jak wygląda to u Ciebie!!  https://www.ofeminin.pl/milosc/zwiazek/15-zasad-ktore-bez-wyjatku-powinny-obowiazywac-w-kazdym-zwiazku/12pgnc0

Czytaj dalej

Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu

Nie skumałDzisiaj od rana tematem głównym Familijnej Jedynki Polskiego Radia był temat mediów oraz ich roli w naszym życiu . Wynikało to z obchodzonego właśnie dzisiaj (21 września) Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu. Słuchacze nadsyłali do redakcji ciekawe SMS-y, a zasiadający w studio eksperci byli w bardzo interesujący sposób przepytywani przez inteligentną parę dziennikarzy prowadzących audycję. Ekspertami w dzisiejszej tematyce byli prof. Janusz Adamowski  oraz o. Ołdakowski – obaj mocno związani z mediami działającymi na obydwu biegunach polskiej rzeczywistości. Wynikająca stąd różnica w zapatrywaniach na media była mocno zarysowana, ale panowie eksperci byli zgodni, co do głównych kryteriów jakim powinna podlegać masowa komunikacja społeczna. Liczba nadawców, ani tematyka jaką się zajmują nie powinna być niczym ograniczana. Bo w całej i bardzo zróżnicowanej masie odbiorców, każdy powinien znaleźć dla siebie to, co lubi, co przynosi mu wytchnienie i rozrywkę . W końcowym słowie usłyszałem zgodny głos: Różne są media tak jak i różni są ludzie, którzy po nie sięgają i w tym jest wielka wartość, że nie ma już jedynie słusznego przekaziora. Świat jest niezwykle złożony i taki obraz świata powinien być pokazywany – byle obiektywnie. Media powinny odpowiadać na zapotrzebowanie społeczne – mówił prof. Adamowski i powinny pomagać w zrozumieniu tego świata – dodał o. Ołdakowski. Po drodze wymieniono poglądy na problem tzw. misyjności mediów wskazując na absolutną potrzebę stosowania się do tego wymogu zwłaszcza po stronie mediów państwowych. Miałkość oferty mediów komercyjnych, która staje się niezaprzeczalnym  faktem jest wynikiem istniejącego zapotrzebowania społecznego i na to rady nie ma, ale i nie ma się o co obrażać. Kto szuka miałkości ten powinien ją znaleźć z taką samą łatwością jak i ten, który szuka dostępu do kultury i informacji tzw.„wysokiego lotu”. Zgoda? Pewnie że tak. Tylko dlaczego jedni nazywają drugich lemingami? Zwolennicy PiS wykorzystają każdą okazję, aby zarzucić zwolennikom PO brutalność zakłamanie, manipulację, kłamstwo i to z wzajemnością. A jak ocenić postawy dziennikarzy niepokornych wobec dziennikarzy tzw. Mainstreamu? Dlaczego jest taka niezwykle rozległa przepaść pomiędzy tym, co głoszą media na przeciwnych biegunach polskiej władzy o tak niby jasnych sprawach jak ekonomia i gospodarka. Jedni głoszą sukces w tych samych dziedzinach, które przeciwnicy oceniają jako katastrofę. O naszych przywódcach, mających silny mandat społeczny można bezkarnie napisać, że są zdrajcami, sprzedawczykami, czy też agentami obcych państw i to uchodzi bezkarnie, a zatem chyba to jest prawdą, co? Takich rozterek mamy coraz więcej, bo spada na nas wciąż rosnąca lawina informacji tworzących jeden wielki szum. Paradoksem jednak jest to, że  w tej sytuacji mamy jednak niedosyt wynikający z  tego przesytu, bo nie każdy potrafi oddzielić przysłowiowe „ziarno od plew” w poszukiwaniu prawdy. To, że mamy tak potężny zamęt w głowach wynika z braków w edukacji medialnej i nad tym warto się zastanowić. Dlaczego tak jest skoro zagadnienia z tego zakresu wiedzy znajdują się w programach szkół, a na studiach istnieją specjalne kierunki nauki w tym obszarze. Temat ten znajduje się również w centrum uwagi różnych instytucji spoza oświaty i nauki, bo np. na stronie KRRiT czytamy: …Równie ważną kwestią jest sama edukacja medialna, będąca praktycznym przełożeniem pedagogiki medialnej. Termin ten oznacza proces kształtowania i upowszechniania umiejętności świadomego i krytycznego korzystania ze środków społecznego przekazu we wszystkich grupach społecznych oraz wiekowych. Znajdziemy tam również taki filmik edukacyjny: https://www.youtube.com/watch?v=rda0rPLv0pE#t=48

Jak we wszystkim, co dotyczy edukacji mamy jeszcze ważne ogniwo jakim jest RODZINA. Jeśli nasze dziecko nie nauczy się w szkole odróżniania ziarna od plew, to zrobić musimy to my – rodzice. To nasze dziecko od przedszkolnych czasów sięga coraz szerzej i coraz śmielej po telefon, tablet, smartfon, komputer, a poprzez mobilny Internet funduje sobie kolorowy zawrót głowy. Z tym fantem coś trzeba zrobić, bo jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?Nic tylko myśleć

 

 

Bo blogowanie, to jest takie cóś…

I LOVE BlogPamiętacie taką reklamę? Przechodzi do domu zaaferowana pani domu i  mówi do męża: – Wiesz udało mi się tanio kupić, załatwić to, czy tamto, a przez to zaoszczędziłam tyle to, a tyle… Na to mąż: – A ile z tego przyrosło ci na koncie, kochanie? No i tu już pora na fachowca, który pojawia się we właściwym momencie z gotową interpretacją zdarzenia wskazując przy okazji 😉 gdzie to konto trzeba założyć, aby nam przyrosło. Teraz jakoś mniej pokazują ten spot, ale ja mam go gdzieś w tyle głowy zwłaszcza gdy chwalę się żonie: Wiesz, że ten ostatni tekst z bloga znalazł się wysoko w rankingu blog.pl w kategorii Społeczeństwo. Żona przyjmuje takie komunikaty z marsową miną i chyba tylko przez delikatność nie werbalizuje widocznego w oczach pytania: – Biedaku, siedzisz nad tym blogiem przez całe godziny i co ty, tak naprawdę z tego masz? Ona jednak nie pyta, a przez to ja nie mam okazji do krytycznej odpowiedzi. Mija stan podekscytowania, bo ta wysoka lokata w rankingu utrzymuje się przez kilkanaście godzin, w czasie których okazuje się, że wcale nie zwiększyła się liczba czytelników, ani komentatorów, a następnego dnia rankiem już mnie tam nie ma. Reguła głosi: Nie napiszesz nowego i dobrego tekstu, to wypadasz z wszelkich rankingów. Napiszesz, to historia jedynie może się powtórzyć, a pytanie pozostanie bez odpowiedzi: A co ty tak naprawdę z tego masz??? Już wielokrotnie stawałem przed takim pytaniem z gotową odpowiedzią. Nawet pisałem o tym tu, na blogu. I co to zmieniło? Nic, lub prawie nic. Dzisiaj napotkałem w blogosferze na podobne dywagacje. Przeczytacie?http://harmonyinlife.blog.pl/2014/09/17/bo-blogowanie-jest-modne/
Cytuję fragmenty tego tekstu, aby przybliżyć moim czytelnikom inny punkt widzenia, z którym się zgadzam: Autorka pisze bo lubi to robić, bo:… To taki mój świat, mój dom. Urządzam go po mojemu, tu wkładam moje serce oraz myśli kiedy jestem szczęśliwa, jest mi źle, smutno czy jestem zła. Kiedy piszę szczelnie zamykam się w moim harmonijnym świecie pełnym słów, zdań i obrazów. Ponieważ jestem spontaniczna moje wpisy też takie są. Do głowy wpada myśl, jest przetwarzana, paluszki klikają … a wy czytacie : ) Miło mi, kiedy widzę dodany pod postem komentarz, gdy wchodzicie ze mną w dysputy.

…Wyobraźcie sobie, że odwiedzając mój blog jesteście gośćmi mojego przytulnego domu, w którym pachnie świeżo upieczonym ciastem. Rozsiadacie się na miękkiej kanapie z kubkiem ciepłej herbaty lub kawy, otulacie kocem i zaczynamy rozmawiać. Tak ja to widzę. Witam was gorącą herbatką i ciepłymi kapciami. Czujcie się jak u siebie, a ja opowiadam wam co u mnie słychać. Na chwilę wpadacie w odwiedziny aby zrobić pauzę w zwariowanym i szalonym dniu... Kiedy mnie odwiedzacie po raz kolejny, jestem w pełni usatysfakcjonowana i bardzo szczęśliwa gdyż wiem, że dobrze się u mnie czujecie… 

Komentarze pisane przez czytelników i blogerów też dają wiele do myślenia. Dlaczego sięgam dzisiaj po ten przykład? Ano dlatego, że każdy z piszących ma wielu czytelników, którzy z jakichś względów nie komentują i nie dają nam odpowiedzi na temat jak się u nas czują i my nie wiemy czy nadal u nas bywają. A tego nam brakuje i już.

Ostatnio spotkałem znajomą osobę w sklepie i po wymianie grzecznościowych formułek usłyszałem: – A wiesz o tym, że moja Magda czyta od lat twoje tatulowe opowieści? Zagląda też do innych miejsc, w których zamieszczasz zdjęcia i teksty bo tak chce wiedzieć co się w naszych stronach dzieje. Nie tylko Magda to czyta, inne osoby z naszych stron też tam zaglądają…
Ucieszyłem się taką nowiną i prosiłem, aby podziękowała Magdzie za zainteresowanie i powiedziała jej to, co ja wyżej napisałem. Teraz powtórzę swoimi słowami:

Magda, dlaczego milczysz?

Pokój z tobą, młody…

Natrafiłem wczoraj na udostępniony ogółowi „fejsbukowiczów”  rysunek Andrzeja Mleczki przedstawiający gołąbka pokoju z gałązką laurową w dziobku, w niecodziennej dla niego roli. Nie fruwa wysoko, nie wypuszcza go Papież z okna, ale leży jak nieżywy a wokół niego sępy… Czytaj dalej

Pani premier nie pyta, ale zapewne słucha…

Napotkałem dzisiaj w Onecie na artykuł z Wyborczej pod wdzięcznym tytułem: Jedna dobra rada. Autor znany i szanowany, a rady (nie jedna, niestety) też interesujące. Zobaczcie zresztą sami http://wyborcza.pl/1,75968,16643422.html Przeczytałem i westchnąłem cicho. Łatwo radzić – pomyślałem, gorzej będzie spełnić te wszystkie oczekiwania… Przyszedł mi zaraz na myśl zarzut sformułowany kiedyś przez mojego szwagra, którego się o coś radziłem. Odpowiedział z widocznym zniecierpliwieniem: – Pytasz co zrobić, a potem tego nie słuchasz, tylko robisz po swojemu…
   Miał pewnie rację wychodząc z egocentrycznego założenia, że to co on podpowiada jest najsłuszniejszym i jedynym rozwiązaniem jakiejś kwestii, a tak przecież myślimy niemal wszyscy. Ja, zanim podejmę decyzję mam jednak zwyczaj czerpania z wiedzy i doświadczenia wielu osób, a i tak często wychodzi nie tak jak sobie zaplanowałem. Dlatego też zabrałem głos w tej sprawie pisząc następujący komentarz:
Jedna rada ???: Przeczytać możliwie wszystkie rady i robić to, co zrobić się da, ale tak do końca, ale tak – do dna…
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,16643422,Jedna_dobra_rada.html#ixzz3DMWtqeHr

 

Czy łatwo zastąpić poprzednią „elytę”?

Wstaję rano, raniusieńko, robię sobie kawusię, gotuję płateczki, a później z tą kawusią zasiadam przed komputerem, aby sprawdzić co nowego pojawiło się w moich kącikach i na moim kawałku internetowej podłogi. Nie było mnie przez kilka dni, a tam gdzie byłem panowała na ogół cisza medialna. Nawet radio w moim samochodzie nie chciało grać na żadnej z zaprogramowanych stacji i dopiero w drodze powrotnej dało mi szansą posłuchania nowin i nowinek. Wieczorem doszła do tego telewizja, no i Internet.  Czytaj dalej

Pocieszać każdy może…

PocieszaniePocieszać każdy może – trochę lepiej, lub trochę gorzej… Oto moja przygoda, jaka zdarzyła mi się już po lekturze opisanych w poprzednim poście materiałów na temat pocieszania. Ciekawe, czy autor cytowanych tam fragmentów przemyśleń wystawi mi pozytywną, czy negatywną cenzurkę.

A było tak …Wśród ukazujących się w tempie karabinu maszynowego wpisów na Fb zauważyłem pewnego dnia, jakoś tak bliżej północy, bardzo skromny  w słowach, ale bogaty w treść wpis:

– Deprecha 😦

Miniaturka zdjęcia osoby udostępniającej posta nie mówiła mi zbyt wiele, ale i nie była mi całkiem obca. Młodziutka, ładna dziewczyna jakich wiele. Co ją skłoniło do wrzucenia w netową przestrzeń takiej informacji? Czego mogła oczekiwać od swoich znajomych oraz innych użytkowników Fb?

Mimo wykonywania pilnej pracy postanowiłem odpowiedzieć na ten list i uczyniłem to w następujących słowach:

Ja: – Deprecha??? –  to już prędzej w listopadzie, ale we wrześniu?

W. – Ha, ha, ha … Pan to umie podtrzymać na duchu…

Ja –  Mam doświadczenie, bo przestrzegam zasady, z której wynika że: … każdy sukces, każdy dół, trzeba dzielić pół na pół – co wynika z tej piosenki: https://www.youtube.com/watch?v=D8VrJri1-qM

Tu nastąpiła krótka przerwa w wymianie słów potrzebna na słuchanie piosenki, a potem W. przełączyła się na czat i napisała:

W –Tak, tylko że ja nie mam z kim dzielić pół na pół. O wszystkim muszę sama myśleć, a to przerasta mnie

Ja – Biedactwo… Wyjechał?

W – Tak. I  zostawił bez niczego nie myśląc o dziecku. Popadam w coraz gorsza depreche

Ja – Nie ma słów, aby to podsumować. Tyle jest teraz rozbitych małżeństw, że rozmiar nieszczęścia jest jak ocean…

W – Jaka ślepa byłam, to Bóg jeden wie. Za kogo się brałam? Świat chciałam zmieniać… Jezu, myślę o rozwodzie, bo już tak od dwóch lat tkwię. Jego zazdrość stała sie chorobliwa. Boje się o to, że coś nam zrobi. Jest nieobliczalny…

Ja – Masz rację, że tak to nazywasz. Jako nauczyciel poznałem dużo dziewczyn będących teraz w podobnej sytuacji, ale jakoś sobie radzą. Rodzice, teściowie, a czasem i dom samotnej matki … Smutne. Dlaczego tak ślepną ci młodzi ludzie?

W – Rodzice zawsze mi pomogą. O teściach to nawet nie chce mówić. Ja nie wiem jak dam radę. Muszę, mam synka i dla niego musze się otrząsnąć. Boje sie iść do opieki po pomoc, boje sie ludzi…

Ja – Nie dziwię się. Mus, to mus. Widocznie nie jest jeszcze tak źle, ale trzeba się otrząsnąć i trzeźwo ocenić możliwości. Sama nie dasz rady

W – Nie mam nikogo żeby mi pomógł. Rodzicom to nawet głowy zawracać nie chce. Bo i tak mam szczęście, że jeszcze mieszkam u nich. I w tym, że mi pomagają, tak jak mogą. Ja nie widziałam tego jak on mną poniewierał, jak oszukiwał, zdradzał, szkoda słów. Nie uwierzę już żadnemu facetowi

Ja – Nawet mnie? – zapytałem, tak z głupia frant, aby wywołać choćby uśmiech na jej twarzy

W – Pan mnie uczył, pana znam, tak, że to inna bajka.

Tu wymieniliśmy parę zdań na temat naszej znajomości z czasów szkolnych, po czym wróciłem do tematu naszej rozmowy.

Ja – A więc stąd ten post o depresji? Pogadaliśmy sobie troszkę? Ulżyło ci? Będziesz lepiej spała?

W – Mhm, przepraszam, że zwaliłam sie Panu na głowę

Ja – A tam. Piszę coś i mam otwarte dodatkowe okienko dialogowe,

W – Dziękuje. Pan jest jak dobry duszekDziękuje za poświecony mi czas, dobranoc

Ja – Trzymaj się jakoś i pomachaj czasem łapką dobremu duszkowi

W – Postaram się, dziękuje.

Ja – I nie wyrzekaj się niczego. Znajdziesz odpowiedzialnego faceta, przyjdzie jeszcze czas na dobry związek i na miłość. To doświadczenie jakie teraz zdobywasz bardzo ci się przyda.

W – Wiem, już ktoś powiedział mi, że jak na młody wiek mądrze gadam. I znam życie, tylko o to chodzi, że ja już tak przejechałam się w moim krótkim  życiu, że boje sie zaufać I odpycham od siebie tych, którzy wcale nie chcą mnie zranić. Już nie wiem co jest kłamstwem, a co prawdą. Nie umiem tego odróżnić. Nie chce się zakochać, bo się boję, że znów wpakuje sie w jakieś bagno…

Ja –To nie czas na nowy związek. Najpierw ureguluj swoje sprawy z mężem i sprawy Twojego dziecka z jego ojcem, a później szukaj spokoju i nowego rozdania kart. A teraz spać. Dobranoc

W – Dziękuje, dobranoc

Koniec rozmowy na czacie. Teraz toczymy dalej tę rozmowę, ale tylko w wewnętrznym dialogu. Jesteśmy tylko znajomymi Facebook`a