Czytajmy dzieciom i uczmy się wraz z nimi

Przed rokiem niespełna napisałem  tu opowieść o czytaniu Mojej wnusi Marysi wierszy pana Brzechwy. Sprawa dotyczyła  wielce pouczającego wiersza „Opowiadał dzięcioł sowie”.  Oto tamten takst: http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/08/26/czytajac-dziecku-codziennie-sami-wiele-mozemy-sie-nauczyc/

Tym razem Marysia wybrała sobie z tej samej książki „Brzechwa dzieciom” nie mniej pouczający wiersz „Szelmostwa Lisa Witalisa” Znacie? Słyszę  jednogłośnie skandowane:… – Znamy!!! Mimo to posłuchajcie.

Czytam jak mogę najpiękniej i z dykcją należną poważnemu traktowaniu swojej roli. Czytam, a w trakcie czytania nasuwają mi się różne, nie tylko dziecięce skojarzenia. Po pięknym wstępie i wspaniałym rozwinięciu kilku ciekawych wątków tej opowieści dochodzimy do miejsca, gdzie zaczyna się dziać coś nadzwyczajnego. Mama Marysi, ze względu na późną porę proponuje przerwanie czytania przewidzianego na ten dzień i dokończenie w dniu następnym. Protestujemy oboje. Marysia, bo jeszcze nie była bardzo śpiąca, a ja, bo zacząłem kojarzyć watki bajkowej opowieści z życiem i byłem bardzo ciekawy końca. Otrzymaliśmy zgodę na dokończenie. W części piątej opisu działań Lisa Witalisa mieszkającego w zgodnym na ogół zwierzęcym społeczeństwie starego, pięknego lasu dochodzimy do arcyciekawej historii wieńczącej jakby życiowe dokonania bohatera… ale nie uprzedzajmy faktów:    Szelmostwa Lisa Witalisa http://www.apronus.com/learnpolish/witalis.pdf

Część V
Jak co rok w Zielone Święta
Zgromadziły się zwierzęta
Dla obioru prezydenta.
Jest to taka ważna sprawa,
Że zwierzęce wszystkie prawa
Dzień ten czynią dniem przymierza:
Zwierz na zwierza nie uderza,Gęś jest pewna swego pierza,
Pies nie czai się na jeża,
Owca może wyjść ze stada –
Nikt nikogo nie napada.

Kot nie drapie, wilk nie zjada,
Nawet zając, choć ma pietra,
Z odległości kilometra
Obserwuje te wybory,

Nawet mysz wychodzi z nory,
Nawet tchórz ze strachu chory
Na wybory śpieszy żwawo,
Bo mu wolno. Bo ma prawo.

Lis Witalis, wielki szelma,
Łypie białkiem swego bielma,
Pręży ogon znakomity,
Zwisający na kształt kity,

I w tyrolskim kapeluszu
Krąży pełen animuszu.
Tu do wilka się przymili
I coś szepnie, tam po chwili

Do niedźwiedzia chyłkiem sunie,
Jakieś słówko rzuci kunie,
Chytrze mrugnie do jelenia,
Jeża muśnie od niechcenia,

Mysz ogonem połaskocze,
Mimochodem, Bóg wie o czym,
Porozmawia chwilkę z rysiem.
– Świetnie, lisie Witalisie!

Wszyscy myślą: „A to szelma!
Jakiś w tym, widocznie, cel ma”
Już najstarszy wilk buławą
Machnął w lewo, machnął w prawo;

Takie jest zwierzęce prawo.
Już wybory rozpoczęte –
Któż zostanie prezydentem?

Lis spryciarzem był bezsprzecznie,
Więc o głos poprosił grzecznie,
Wszedł na pień i w słowach kilku
Tak powiedział:

– Zacny wilku,
I wy, wszyscy tu zebrani,
Tak przeze mnie szanowani,
Albo mówiąc wprost – zwierzęta!
Macie wybrać prezydenta.

Czyż jest ktoś, kto nie pamięta
Zasług lisa Witalisa?
W pięciu tomach ich nie spisać!
Otóż ja przed wielu laty,
Gdym był młody i bogaty,
W ciągu jednej tylko wiosny
Zasadziłem tutaj sosny,
Buki, dęby – niemal wszystko,
By zwierzętom dać schronisko!

Dla was szereg lat z zapałem
Drób w kurnikach hodowałem,
Dla was w chlewach tuczę wieprze,
Byście mieli życie lepsze.

Jestem waszym dobrodziejem,
A sam nie śpię, a sam nie jem,
Tylko myślę dniem i nocą,
Jak zwierzętom przyjść z pomocą…

Mruknął niedźwiedź do sąsiada:
– Co tu gadać – dobrze gada!
Szepnął borsuk: – Jaka swada,
Jaka dykcja i wymowa,
To przynajmniej tęga głowa!

A tymczasem lis po chwili
Ciągnął dalej: – Moi mili,
Nie namawiam, ale radzę:
Jeśli dziś otrzymam władzę,
Daję słowo, że zasadzę
W ciągu pięciu dni na piasku
Drzewa mego wynalazku.

Już nie szyszki, nie żołędzie,
Ale rosnąć na nich będzie
Schab surowy i pieczony,
Boczki, szynki, salcesony,
Mortadela i serdelki,
Mięs przeróżnych wybór wielki,
Nawet prosię w galarecie,
Jeśli tylko zapragniecie.

Wszystkim oczy aż zabłysły:
– Lis niezgorsze ma pomysły,
Niech zostanie prezydentem!
– Czy przyjęte? – Tak! Przyjęte!

Niedźwiedź objął go za szyję
I zawołał: – Niech nam żyje!
– Żyj nam, lisie Witalisie! –

Powtórzyły za nim rysie,
Kuny, tchórze i jelenie
Oraz całe zgromadzenie.

Po wyborach zgodnie z prawem
Lis od wilka wziął buławę
I do domu cztery kozły
Z wielką pompą go zawiozły.

Już nazajutrz na polanie
Zaczął lis urzędowanie.
Kazał podać sobie korę,
Wziął do garści pióro spore
I ustawę za ustawą
Jął wydawać z wielką wprawą:

– Zarządzamy, by zwierzęta
Do użytku prezydenta
Oddawały, prócz okupu,
Czwartą część swojego łupu.
Żeby każdy ptak od maja
Aż do maja wszystkie jaja
Niósł dla lisa Witalisa,
Który żółtka z nich wysysa.

Żeby kury i kurczęta
Same szły do prezydenta
I prosiły go ostrożnie,
Aby upiekł je na rożnie.

Nie pamiętam już, niestety,
Jakie prawa i dekrety
Wydał jeszcze lis ponadto,
Lecz zwierzęcy cały świat to,
Pełen lęku i poddania,
Wykonywał bez szemrania.

Upływały dni, tygodnie…
Lis Witalis żył wygodnie,
Łupił wszystkich, jak się dało,
I korzyści miał niemało.

Przed siedzibą jego zawsze
Dwa niedźwiedzie co najżwawsze
Stały sprawnie i wzorowo
Pełniąc wartę honorową.

Stały też jelenie cztery,
By go wozić na spacery.
A wiewiórki przez dzień cały
Przy ogonie się krzątały
I chuchały, i dmuchały,
I bez przerwy go czesały.

Nikt spokoju nie miał w lesie:
Ten przyniesie, ten odniesie,
Ten usłuży, tamten poda,
Nawet borsuk – wojewoda,
Choć to bardzo dumna sztuka,
Był u lisa za hajduka,

Więc złościło to borsuka.
Jadł Witalis za dwudziestu
I zwierzęta bez protestu
Napychały mu spiżarnię,
Chociaż same jadły marnie.

Nigdy nie chciał z nikim gadać
Ani nawet odpowiadać
Na pytania, na podania
I nie dawał posłuchania.

Siedział dumny niczym basza,
Jadł i mówił: – Sprawa wasza
Dobrze dbać o mój żołądek.
Taki musi być porządek!

Jam prezydent, czyli władza,
A jak komu nie dogadza,
Niech zabiera się i zmiata,
Jeśli nie chce wąchać bata!
………………………………………

Dziękuję wszystkim, którzy dotarli w te okolice tekstu za wykazaną cierpliwość. Nie czyniłem skrótów, bo wiem, że zubożony opis kampanii wyborczej nie oddałby pełni rozmiarów sukcesu jaki osiągnął Prezydent Witalis. Nie można też czynić skrótów w opisie finezyjnie sformułowanych  haseł wyborczych, które były bardzo przekonujące skoro wygrał jednogłośnie i bezkonkurencyjnie. Opisy sprawowania władzy też nie mogą być pominięte i to z oczywistych względów. Kto by zaświadczył, że wszystko co robił wybraniec pomazaniec to czynił to nie dla siebie lecz dla wyborców?

O tym co spotkało Prezydenta wszystkich zwierząt ze strony rozczarowanych jednak wyborców możecie Państwo przeczytać w tekście pod linkiem. Dla tych, którzy nie mieli cierpliwości zajmować się wierszami dla dzieci w tak gorrrrącym wakacyjnym czasie obiecuję zrobić to za nich i przedstawić w następnej opowieści

12 uwag do wpisu “Czytajmy dzieciom i uczmy się wraz z nimi

  1. Czym w końcu różnią się wybory Witalisa od naszych wyborów? Prawdę powiedziawszy – niczym. Zwierzęta się pogodziły, zaakceptowały. Ale my jesteśmy ludźmi, mamy rozum, umiemy myśleć, a postępujemy bezmyślnie. Wyborco, bądź rozsądny i używaj swego rozumu, chciałoby się rzec. Pamiętaj, że ci, których wybierzesz, będą decydowali o twoim życiu i twoich pieniądzach.
    Tę bajkę czytajmy dzieciom, by zapamiętały.
    Pozdrowienia.

    Polubienie

    • Ultro – zastanawiałem się co poeta miał na myśli pisząc bajkę dla dzieci. Był to czas tzw. komuny (1953 r) i opis wyborów mógł wiele znaczyć dla cenzury. Druga sprawa: – Czy dziecko zrozumie takie obietnice:
      – Nie namawiam, ale radzę:

      Jeśli dziś otrzymam władzę,

      Daję słowo, że zasadzę

      W ciągu pięciu dni na piasku

      Drzewa mego wynalazku.

      Już nie szyszki, nie żołędzie,

      Ale rosnąć na nich będzie

      Schab surowy i pieczony,

      Boczki, szynki, salcesony,

      Mortadela i serdelki,

      Mięs przeróżnych wybór wielki,

      Nawet prosię w galarecie,

      Jeśli tylko zapragniecie.

      Wszystkim oczy aż zabłysły:

      – Lis niezgorsze ma pomysły,

      Niech zostanie prezydentem!

      – Czy przyjęte? – Tak! Przyjęte!
      – Czy dzieci wiedzą co to jest „kiełbasa wyborcza”? A może jednak wiersz adresowany był do rodziców?

      Polubienie

      • Dawniej kiełbasa wyborcza dotyczyła frekwencji, a dziś grozi dalszemu zadłużaniu kraju. Sama czytałam tę bajkę córce, ale wówczas myślałam o naiwności świata zwierząt. Ja z kolei wiedziałam, że nikt mi nic nie da za darmo. Dlatego nie rozumiem teraz ludzi, którzy dają się nabierać na sto tysięcy, becikowe, podwyżki, rozdęty socjal, utrzymywanie nierentownych zakładów itp. Nie wiedzą, że zadłużają swoje wnuki, a może i prawnuki?

        Polubienie

      • Ano właśnie. Politycy robią i osiągają założone cele działając według sprawdzonej strategii. To zjawisko dotyczy całego świata i jest ponadczasowe

        Polubienie

  2. Dopiero kiedy dorośliśmy i ponownie czytamy bajki Grimma a jeszcze lepsze bo bajki Andersena no i te genialne wiersze Brzechwy które bez wyjątku wprost uwielbiam czytać nie tylko wnukom, to widzę(widzimy) ze to bajki nie bajki .

    Polubienie

  3. Szanowny Tatulu! Z okazji jutrzejszego święta – wszystkiego najlepszego. Życzę kochających ludzi wokół, dobrych przyjaciół, udanych decyzji, mądrych dyskusji i długiego życia w zdrowiu.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.