Kac powyborczy

Żyjemy ze sobą i polegamy na sobie

Dzisiaj nasz prezydent otrzymał dokument potwierdzający fakt wyboru na piastowany urząd na kolejną kadencję. Ucina to wszelkie dyskusje na temat prawidłowości przeprowadzenia wyborów. Naród zwany eufemistycznym mianem „Suweren” zadecydował. Wierzy, ufa, ocenia pozytywnie i docenia. Zagłosowaliśmy przy rekordowej frekwencji  i daliśmy wyraźną przewagę temu, który obiecuje kontynuację reform mających przynieść nam wzrost poczucia bezpieczeństwa, w tym socjalnego.
Nikt już nie będzie oceniał kampanii, czystości stosowanych w niej chwytów, haków, przemilczeń, przeinaczeń, czy wręcz świadomych oszustw. Mało kto wie o trollach, botach i całej elektronicznej walce o cel najważniejszy. O zwycięstwo wyborcze, o dostęp do stanowisk, „do konfitur” – jak się to określa.
Właśnie dzisiaj usłyszałem o Brytyjskich ustaleniach dotyczących udziału Rosji w rozstrzygnięciach, jakich dokonali ich obywatele w referendum o wystąpieniu z Unii Europejskiej TU LINK . Cały czas głośny jest temat udziału Rosji w amerykańskich wyborach prezydenta Trumpa, chociaż oficjalnego procesu i potwierdzającego ten fakt wyroku pewnie się nie doczekamy. Nasze nastroje anty unijne przybierają coraz bardziej radykalne tendencje. Czas pokaże, w jaką stronę to pójdzie. Czy przeciętny wyborca ma świadomość, o co toczy się walka i kto jest głównym rozgrywającym w tej grze? Boję się, że mało kto się tym interesuje i ma w tym rozeznanie.
Dzisiaj natknąłem się na zdjęcie naszego Stefana Kisiela, które towarzyszy sentencji, jaką stworzył za czasów swojego opozycyjnego żywota, a mówiącego o tym, że wszyscy znaleźliśmy się w d…ie, a w dodatku zamiast coś z tym robić, to się tam urządzamy…
Również dzisiaj napotkałem w jakimś czytanym okazyjnie tekście sentencję autorstwa Marka Twaina:
„Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani”.

   Chyba już nic dziwnego nie ma w tym, że postanowiłem jednak zabrać głos, aby wyrazić swoje obawy i lęki


RODACY, skończyły się igrzyska, nastał czas spokojnej pracy…

Doczekaliśmy się wyborów. Poznaliśmy wstępne wprawdzie, ale wyraziście zakreślone wyniki. Teraz już wiemy co się stało, a właściwie, to każdy z nas wie swoje, bo nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika opinii zagorzałych przeciwników morderczej walki wyborczej. Byliśmy świadkami słodkiego tryumfu wielu zwycięzców, jak i gorzkiej porażki niewielu. Jeszcze wypadnie nam trochę poczekać na ostateczne wyniki i ten czas wykorzystać na analizę liczb, wskaźników, diagramów, słupków i całej niezwykle rozbudowanej statystyki. Czytaj dalej

Wiem, a jeśli nie wiem, to się zapytam…

Jutro cisza – wyborcza. Aż się boję czy wytrzymam bez słodkich obietnic, bez pikantnych szczegółów dotyczących życia liderów partii, działaczy, bez oceny ich programów i szans wyborczych. Na cały ten zamęt spuszczamy kurtynę milczenia i żyjemy tak, jak lubimy. Jeszcze tylko sam akt wyborczy i nerwowe oczekiwanie na wyniki. Czy wskutek naszego obywatelskiego aktu głosowania zatriumfuje  nadzieja na lepsze jutro, czy raczej wzmocnią się obawy o niepewną przyszłość?  Dzisiaj jeszcze słucham wystąpień liderów kończących kampanię wyborczą i komentarzy ekspertów, którym dziennikarze dają szansę wykazania się zmysłem prorokowania na temat realiów powyborczej Polski. Dzisiaj rano strona temyśli.pl udostępniła na fejsbuku mema o treści: Jeśli czegoś nie wiesz, to się zapytaj i nie pajacuj. Spodobało mi się to przesłanie, zwłaszcza, że udostępniono je w tak ważnym okresie. Ogromna rzesza wyborców, zwłaszcza pochodzących z tzw. twardego elektoratu doskonale wie czego chce i absolutnie wierzy w czystość intencji i kompetencje  swoich idoli. Oni też wiedzą czego chcą ich wyborcy i tylko to im powtarzają przez całe lata permanentnej walki o to, co w niedzielę znajdzie (jak mniemają) pozytywne dla nich rozstrzygnięcie. Zastanawiając się nad tym dlaczego ten niewinny tekst mema znalazł prawie 7 tysięcy polubień i 1300 udostępnień skomentowałem go następującymi słowami: Wujek Google wszystko wie i ci odpowie. Dla wzmocnienia przekazu dodałem innego mema o treści:  To żaden wstyd przyznać się, że nie zna się odpowiedzi na  wszystkie pytania… To żadna ujma pokazać, że popełnia się błędy… Głupotą jest udawać, że wie się wszystko
    Zauważyłem, że w ciągu godziny mój wpis zyskał kilkadziesiąt polubień i to mnie zaintrygowało. Na pytanie Magdaleny : – A co jeżeli dotychczasowe pytania zostają bez odpowiedzi? Odpowiedziałem: – To jest jeszcze ciocia Wiki. Po chwili dodałem jeszcze fragment „Filozofii po góralsku ks. prof. Józefa Tischnera z dopiskiem: To na wypadek gdyby w/w sposoby zawiodły

Rozum JT.
Przyznam się, że liczyłem na interesującą wymianę zdań choćby wokół czekających nas wyborów, ale nie doczekałem się. Liczba polubień wpisu o wujku Google przekroczyła już setkę i nadal rośnie, a ta o rozumie nie otrzymała ani jednego. Widocznie wartość tych tekstów jest tak różna, że to wszystko wyjaśnia. Upewniłem się, że mam rację gdy obejrzałem nowy odcinek filmu „Matura to bzdura”, który dzisiaj pokazano aby zilustrować sytuację świadomości przedwyborczej młodych Polaków. Zapraszam: http://onet.tv/k/wyluzuj/matura-to-bzdura-wybory-parlamentarne/hbgesl?utm_source=onetsg_fb_direct&utm_medium=onetsg_fb_info&utm_campaign=onetsg_fb

Była debata? Jaka debata? Kto wygrał? – Beata!

Kto żyw bierze dzisiaj udział w debacie na temat wczorajszej debaty. Pytania wokół tego, co to właściwie było i kto wygrał zawarłem w tytule. Odpowiedzi zależą od tego kto odpowiada. Nie pierwszy raz w polskiej polityce punkt widzenia tak dokładnie zależy od punktu siedzenia. Pod wypowiedzią pana Błaszczaka może podpisać się każda ze stron pod warunkiem, że zamiennie użyje imienia Ewa lub Beata. Czytaj dalej

Rok nie wyrok

Ewa Kopacz podsumowała dziś rok rządów Platformy Obywatelskiej – czytamy we wszystkich gazetach. Premier wylicza, co z ogłoszonego rok temu expose udało się zrealizować. – To był rok spełnionych obietnic – uznała Kopacz. – Jednej rzeczy osiągnąć się nie udało – opozycja nie podjęła ręki wyciągniętej do współpracy. Szkoda – mówiła…
Przed rokiem gdy spadła na nas wiadomość o awansie Donalda Tuska na prominentne stanowisko w Brukseli , a na panią Kopacz spadł  podobny awans w kraju, to wielu dziennikarzy starało się jej doradzać w temacie czym powinna się zająć. Pomysłów było sporo, myślę że proporcjonalnie do sympatii jaką sobie zaskarbiła dotychczasowym działaniem jako minister i Marszalek Sejmu. Ja również skomentowałem to na blogu taką oto propozycją: http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/09/15/pani-premier-nie-pyta-ale-zapewne-slucha/   Jedna rada ???:
Przeczytać  wszystkie rady,
a robić to, co zrobić się da,
ale tak do końca,
ale tak – do dna…
Nie miała bidula dobrego startu, bo przyjmowała ten urząd niczym gorący kartofel i jak się to mówi z dobrodziejstwem inwentarza, gdyż całą zapiekłą nienawiść do Tuska natychmiast przelano na nią. Przejmowała więc wszystko co tamten naobiecywał  i wszystkie problemy, które wewnątrz PO wykreował poprzednik. Złośliwi powiadają : Gdzie diabeł nie może tam kobietę pośle… No i posłał. Klimat tamtego czasu próbowałem oddać w kolejnym tekście z 3.10.2015 r., któremu nadałem tytuł: Nowy rząd. Krajobraz po bitwie, której nie było… Napisałem tam m.in.: Narobiło się co niemiara. Wróg publiczny no.1, który był dla wielu szansą istnienia bez walki sam zniknął z tej zabetonowanej od lat przestrzeni publicznej. „Sprawca wszelkiego zła, który zniszczył Polskę” nieoczekiwanie dostał premię za dobrą robotę przechodząc na bardzo intratne stanowisko w Unii. Teraz będzie niszczył Unię tworząc konkurencję dla świeżo wybranych  euro posłów. Mało tego, że uciekł, to jeszcze zabrał ze sobą sporą grupę zdolnych i sprytnych ludzi. Kto teraz będzie naprawiał to wszystko zło? Kto zrealizuje te wszystkie obietnice jakie Tusk dopiero co złożył? Na domiar złego prorokowany od dawna rozpad przebrzydłej platformy nie doszedł do skutku, bo pozostawiona na funkcji zastępcy przewodniczącego „baba z prowincjonalnego Szydłowca” nadzwyczaj dobrze sobie poradziła z szansą przed jaką stanęła. I masz babo placek, zamiast rozpadu PO(paprańców) zanosi się na konsolidację w obozie władzy. Jakby tego wszystkiego było za mało, to jeszcze śmiała pozabierać zabawki wszelkim oponentom i zmieścić je w swoim expose. Czym teraz będą kusić wyborców? To jest kradzież programu! http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/10/03/krajobraz-po-bitwie-ktorej-nie-bylo/
Jest tam również zamieszczony opis ówczesnej reakcji o. T. Rydzyka upatrującego przejęcie rządu przez samego szatana i sugerującego potrzebę wkroczenia egzorcystów do sejmu. Oto fragment jego wypowiedzi:
Nie wiem, czy ja mogę powiedzieć, że to jest rząd polski, czy to jest rząd w Polsce – mówił o. Rydzyk na antenie Radia Maryja, oceniając skład gabinetu Ewy Kopacz. – Polacy potrzebują kompetentnego rządu, a rząd Ewy Kopacz jest stary, skompromitowany podsłuchami i urozmaicony koleżeńskimi i partyjnymi roszadami – dodał. Nie wierzę, żeby aż taka słaba świadomość była, to jest już opętanie. To jest opętanie złem. Jeżeli ktoś działa tak dla pieniędzy, to jest typowy Judasz – mówił szef radia.
Ten klimat towarzyszył jej samej i całemu rządowi przez cały miniony rok niezwykle utrudniając , a nawet wykluczając tak potrzebną  komunikację społeczną . Myślę, że nawet opozycja – tak konsekwentnie prąca do władzy – nie zazdrościła pani premier klimatu jaki sama jej stworzyła.
Rok był trudny, to wszyscy pamiętamy. Pogarszające się relacje z Rosją i embargo na produkty rolne, spadek cen surowców i wynikające stąd problemy górnictwa i całego Śląska. Ciągłe zagrożenie strajkiem i roszczenia zgłaszane przez wiele grup zawodowych, a wreszcie narastający konflikt imigracyjny – to tylko niektóre z okoliczności, z którymi trzeba było się mierzyć.
Teraz mamy szczyt kampanii wyborczej sięgającej do coraz ostrzejszych form walki o dominację swoich racji i zawładnięcie umysłami wyborców, będących nie tylko fanami uczestników walki wyborczej, ale i ludzi dotychczas niezdecydowanych lub biernych. Cytowane na wstępie podsumowanie minionego roku ma tyle pozytywnych co i negatywnych komentarzy, ale nawet  prezydent przyznaje że „statystyki wprawdzie mówią, że jest wzrost, ale … Tu już jest gorzej, bo przywołuje się świadome kłamstwa i opinie nasuwające wątpliwości co do uczciwości GUS i innych państwowych instytucji – bo państwo mamy tylko teoretyczne, a faktycznie jest „kamieni kupa”- jak powiadają najbardziej zagorzali wrogowie.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że formy stosowanej walki zupełnie mnie powalają. Choćby w tym filmie: Pani kłamie https://www.facebook.com/397510800308630/videos/955246954535009/?pnref=story  – czy to jest normalna walka wyborcza?
Kroplę goryczy przelało zamieszczenie wczoraj na Fejsbuku zdjęcia z przygotowanego powitanie premier Kopacz we Wrocławiu. Grupka ludzi trzyma rozwinięty transparent: „ Za zdradę Narodu spotka cię kara zawiśniesz na sznurze ty k**wo stara” . Zdjęcie pochodzi ze strony Bóg Honor Ojczyzna. Napisałem pod nim komentarz :
– Boga przynajmniej w to nie mieszajcie. Odpowiedź pojawiła się natychmiast:
– nic tu nie wspomina o Bogu
– A  nazwa strony? – zapytałem
– A tam na tej stronie to wszystko jest – otrzymałem odpowiedź
– Nawet groźby karalne? – drążyłem dalej temat. Otrzymałem tylko emotikona ze skrzywionym wyrazem twarzy. To i tak łaskawie, że nie potraktowano mnie określeniem przygotowanym dla pani premier – pomyślałem.
Pani Premier swoje optymistyczne podsumowanie roku zakończyła marzeniem: Chciałaby za cztery lata znów się z nami spotkać i w podsumowaniu powiedzieć : To co obiecałam, to zrobiłam. Niby nic w tym dziwnego, że tak mówi przywódca partii rządzącej, ale czy to ma jakąś moc sprawczą?

Tego nie wiem, ale się dowiem i za miesiąc tu opowiem…

Listy ułożone, sekrety objawione , nadzieje … Zawiedzione?

Już prawie miesiąc mija od czasu, gdy w tekście:  Nie każdy potrafi pisać listy… zamieściłem takie słowa:  „Główni konkurenci przedwyborczego cyrku mają nie lada problem: Jak zapewnić pozory demokracji, a równocześnie zadecydować tak, jak potrzeba dla nich samych, dla partii i dla jej jawnych, czy też ukrytych sojuszników z obozu, który reprezentują.  Przyglądam się temu cyrkowi z dużą ciekawością, bo interesuje mnie to, jak przywódcy pogodzą potrzeby partii z tzw. przyzwoitością, honorem itp. zdartymi już w świecie polityki hasłami. Liczy się wszak skuteczność. Można zmieniać poglądy, partie, idee i być, lub też nie być skutecznym. Te dziwne hasła są dla maluczkich i niech oni je stosują pozostając wiernymi tylko nam i na nas głosującym według kolejności umieszczenia na liście wyborczej, czyli bez skreśleń. My wiemy co dla nas najlepsze, a jeśli dla nas to i dla naszych wyborców, a inni niech się uczą i przyłączają się do naszychhttp://tatulowe.blog.onet.pl/2015/08/05/nie-kazdy-potrafi-pisac-listy/
Jak powiedziałem tak i zrobiłem, bo śledziłem. Podobało mi się podejście platformersów, którzy pozwolili się dołom partyjnym w regionach pobawić w list pisanie, a później zrobili solidny zamach na nie. Wywrócili przy okazji przyjęty na dole porządek list wymieniając cokolwiek nieświeżych, na nową krew, co to…  wicie – rozumicie… pociągną frekwencję, dadzą powiew świeżości, zapracują na zwycięstwo.
Pisiory – jak raczył ich uroczo nazywać satyryk oglądany na lokalnym Święcie Chleba przyjęli zupełnie inną strategię. Prezes nie bawił się w pozory demokracji. Pisał, kreślił, podkreślał, windował w górę, bądź zrzucał z piedestału, aby wreszcie pod koniec sierpnia, a więc nawet przed terminem objawić skrywaną dość długo tajemnicę. Przywódcy koalicjantów w szumnie nazywanej Zjednoczonej Prawicy doznali szoku,  gdy już mogli się wczytać w treść list. Nie oni jedni. Słynny wazeliniarz, o którym pisałem poprzednio, też  nie doczekał się gestu łaski przywracającej mu wymarzone miejsce w szeregach awangardy Narodu. Nie on jeden był w gronie zawiedzionych. Ci, co poza listami, a więc i poza parlamentem nie tracą jednak nadziei , bo jak prezes wygra, to będzie miał do rozdania bardzo dużo stanowisk w rozbudowanej do granic absurdu administracji. Będzie wszak wymiana wszystkich od prezesów po sprzątaczki. Długo czekali – należy im się. Każdemu według zasług, a wszystko … dla Polski.
Dzisiaj czytam na Onet.pl: Zjednoczona Lewica:
– Przestaliśmy się kłócić i jesteśmy gotowi wygrywać wybory. Jedziemy w Polskę, by ogłosić dwie wiadomości – o zjednoczeniu lewicy i o tym, że jest ona gotowa wygrywać wybory – mówili politycy Zjednoczonej Lewicy SLD+TR+PPS+UP+Zieloni, którzy wyruszyli w objazd busami po wszystkich województwach.
   Następni – o politycznym planktonie nie zapominając – próbują realizować swoje strategie tworzone na miarę swoich zmieniających się  (Kukiz) możliwości. Wciąż jest ciekawie zwłaszcza, że Pan Prezydent głosząc zupełnie odmienne słowa kierowane do każdego z odwiedzanych środowisk ( z przemówieniem w Szczecinie włącznie) dostarcza wciąż nowych tematów do rozmów i przemyśleń.
Nasz ci on, czy PiS- owski – oto jest pytanie  
i wcale nie łatwo znaleźć odpowiedzi na nie… Czytaj dalej

Czytajmy dzieciom i uczmy się wraz z nimi

Przed rokiem niespełna napisałem  tu opowieść o czytaniu Mojej wnusi Marysi wierszy pana Brzechwy. Sprawa dotyczyła  wielce pouczającego wiersza „Opowiadał dzięcioł sowie”.  Oto tamten takst: http://tatulowe.blog.onet.pl/2014/08/26/czytajac-dziecku-codziennie-sami-wiele-mozemy-sie-nauczyc/

Tym razem Marysia wybrała sobie z tej samej książki „Brzechwa dzieciom” nie mniej pouczający wiersz „Szelmostwa Lisa Witalisa” Znacie? Słyszę  jednogłośnie skandowane:… – Znamy!!! Mimo to posłuchajcie. Czytaj dalej

Zalew informacji

Prawda jest słabsza niż kłamstwo, manipulacja, niedomówienia…

Zaglądnąłem – po sporej przerwie – do bloga młodego wiekiem autora <Maksa>. Przeczytałem ostatnią jego notkę dotyczącą zalewu informacji właśnie. Przyznam, że trochę mnie zbulwersowało takie stwierdzenie…

Nie mam konta na Fejsie, nie mam Twittera ani Instagrama. Prowadzę swój niszowy, oldskulowy blog. Rzadko słucham radia. Jeśli chcę posłuchać muzyki, włączam sobie piosenki na YouTube. Gazet prawie w ogóle nie czytam. Tabloidy mam w dupie, czasami, może kilka razy w miesiącu, przeczytam jakiś tygodnik. W telewizji czasami obejrzę jakiś mecz, czasami posłucham tendencyjnych wiadomości, czasami zobaczę jakiś program historyczny. Ale ogólnie staram się oglądać TV jak najrzadziej. A i tak mój mózg mówi mi, że za dużo tych wszystkich informacji.

Dyskusja pod tekstem jest prowadzona również w tym tonie, co zachęciło mnie do zabrania głosu:
Dawno mnie tu nie było, a temat ciekawy… Wczoraj usłyszałem w audycji radiowej rozmowę na temat filozofii. Pani prof. Środa rozmawiała o filozofii, a właściwie to o Arystotelesie. Już na początku użyta została jego sentencja: Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn i to przyciągnęło moją uwagę, Używałem tej sentencji w szkole i kułem nią w oczy moich uczniów wespół z inną myślą autorstwa Rudyarda Kiplinga:
„Sześciu uczonych miałem sług, zawdzięczam im wszystko, co wiem. Imiona ich brzmią: Co i Jak, Dlaczego, Kiedy, Kto i Gdzie”.
Różnie reagowano na udostępniane przeze mnie sentencje, ale wielu zapisywało je z własnej ochoty.

   Faktycznie mamy zalew informacji, ale odcinając się od niej ograniczamy swoje horyzonty poznawcze. Nie ma innego wyjścia jak dokonywanie selekcji, a przy znużeniu dopiero przechodzenie na odbiór ciszy, która w uszach dzwoni. Jeśli nie mamy realnej szansy na słuchanie najlepszych wykładowców i w ściśle wybranych tematach,  to warto skupić się na kilku źródłach trafiających do nas  zarówno poziomem autorów, jak i przystępnością wywodu. Słuchać, porównywać, weryfikować i zapewnić sobie konieczną aktualizację tej wiedzy. Świata nie zmienimy, a przecież musimy go sobie jakoś oswoić, aby uważać się za dobrze poinformowanych i gotowych w każdej chwili podjąć rozmowę nawet z autorytetami w jakiejś dziedzinie. Warto utrzymywać stały poziom swojej wiedzy dającej się opisać takim stwierdzeniem:
„Wiem wszystko o czymkolwiek, a jednocześnie wiem cokolwiek o wszystkim” – to też jest czyjaś sentencja.
Ja nie odpuszczam i śledzę nagłaśniane wydarzenia, aby nie wypaść z rutyny i być na bieżąco. Ciekawe jak ocenicie mój pogląd na sprawę?

Niestety, mija czas, a nikt z tamtego grona nie nawiązał do mojej wypowiedzi a moja ciekawość rośnie. Pomyślałem więc, że zapytam o to samo tu, na blogu.

A życie sobie płynie…

Pisałem już wielokrotnie o pojedynku rozgrywanym z udziałem obozów wspierających tę, lub tamtą stronę pomiędzy Polską Fajną i Polską Tajną. Przez dwie kadencje zwyciężała Polska Fajna. Teraz nastąpiła zmiana i obóz Polski Tajnej uzyskał prowadzenie po tej zaciętej walce, która wciąż trwa. Zupełnie podobnie, jak to bywa na boisku, ważnym elementem w tej grze okazało się zaskoczenie. Zawodnicy Polski Fajnej czuli się tak pewnie, że dali się zaskoczyć jak amatorzy. Szok w jaki wpadli główni zawodnicy wciąż trwa i paraliżuje całą drużynę czyniąc ją tym bardziej podatną na ataki. Czas płynie, a wciąż nikt nie wie jak to się mogło stać, że w opracowanym scenariuszu walki nie uwzględniono koniecznych poprawek jakie niesie życie. Metody stosowane w poprzednich wyborach zawiodły. Obecnie liczy się zupełnie co innego niż w poprzednich, czy jeszcze bardziej odległych wyborach. Dziś gra się emocjami i dlatego sztaby wyborcze nie przebierają w środkach. Wiedzą choćby z obserwacji kampanii wyborczych w innych krajach, że im bardziej ktoś potrafi rozhuśtać emocje społeczne tym większe są jego szanse na wygraną. Przykład Grecji jest najbardziej chyba przydatny do porównań, bo tam naobiecywano ile tylko wejdzie i co? Do bankructwa nie doszło, a w negocjacjach z „Trojką” słabiutkie państwo radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Żyjemy w takich czasach i w takim zazębieniu wzajemnych interesów i zależności, że dzisiaj bankructwo nie jest tylko sprawą bankruta . Dzisiaj bardziej walczy o los bankruta jego wierzyciel – zwłaszcza gdy jest nim cała Unia Europejska. Właśnie dzisiaj obraduje kolejny szczyt UE w tej sprawie i wydaje mi się, że jeśli dzisiaj nie znajdzie się jakiś kompromis w sprawie Grecji, to obrady zostaną przełożone na nowy termin, aby ten kompromis dopracować. Wiedzą o tym wszyscy eurosceptycy i stawiają na jednostronny przepływ pieniędzy – do kraju. To jest OK, ale w drugą stronę już nie ma nie tylko entuzjazmu, ale i przyzwolenia. Takie podejście do UE powiększa grono zwolenników partii opozycyjnych i osłabia lojalnego orędownika UE jakim deklaruje się być PO. Przebudowa Polski za pieniądze Unii to już nie jest żaden sukces, to coś, co nam się należało, a nawet więcej by się zdało.
Dawno temu śpiewano góralską ponoć śpiewkę:
W Zakopanem mieście równem, walnął baca bace gównem,
cy go zabił, cy nie zabił, ale go łosłabił… Hej!
   Oj tak, osłabił go znacznie. Spadają POpaprańcom punkciki w plebiscytach popularności, a konkurentom za to rośnie. Już nominowało się przyszłego premiera, a ten (ta) nawet wygłosił(a) już swoje ekspoze bijąc rekord Guinnessa jako, że odbyło się to na kilka miesięcy przed formalnymi wyborami.
   Media zachłysnęły się tematem i młócą go, aż wióra lecą. No a my? Jak mamy myśleć, skoro dzieci kończą rok szkolny i trwa planowanie wakacji. To raczej nie sprzyja poważnemu traktowaniu skądinąd poważnych, ale chyba tylko dla elity władzy problemów. Zanim te problemy staną się naszymi problemami, to jeszcze sporo wody w rzekach upłynie.

 

 

Przywódca potrzebny od zaraz

Przywódca

 

Wysłuchałem wczoraj z uwagą zaproszonego do programu „Inny punkt widzenia” prof.. Jana Pachulskiego – socjologa zatrudnionego w uniwersytecie Hobart w dalekiej Tasmanii i współpracującego z wieloma uniwersytetami świata. Jeśli ktoś z Państwa oglądał ten program, to sprawdzi na ile ja zrozumiałem jego wywód, a dla innych zainteresowanych i chętnych dostępne są powtórki lub skorzystanie z archiwum tego programu.Temat rozmowy, to sytuacja Polski na tle problemów globalnego świata. Myślę, że nie ma potrzeby uzasadniać celowości zainteresowania się tym tematem, skoro mamy w Polsce już nowego prezydenta – elekta, który już pracuje i ustępującego prezydenta, który wpadł w depresję po zaskakującej dla niego przegranej i nie pokazuje się publicznie. Medialne informacje na ten temat znajdziemy choćby tu:…

http://www.fakt.pl/polityka/prezydent-komorowski-zalamany-porazka-po-wyborach,artykuly,550503.html

Dość trudny to okres dla Polski, bo czeka nas jeszcze dwa miesiące takiego stanu przejściowego, w którym odchodząca głowa państwa już nie pracuje, a następca jeszcze nie może podjąć pracy. Ten stan przejściowy potrwa zapewne do wyborów parlamentarnych, które mają przynieść zwycięstwo połączonej prawicy. Tak wiec ustępujący urzędnicy rządowi będą już pakować walizki i szukać możliwości urządzania się po klęsce ich formacji politycznej, a nie pracować dla kraju, jak nas nieustannie zapewniali. Łącznie z kampanią prezydencką będzie to niemal pół roku kierowania „całej pary w gwizdek”.

Powie ktoś – to dobrze, bo więcej zepsuli niż dobrego zrobili. Takie komunikaty są już od dawna w obiegu, gdyż opozycja stosowała skuteczną jak się okazuje taktykę : Im gorzej o Polsce i jej władzach, tym lepiej dla nas.

… Z opublikowanych wyników badań społecznych wynikało, że pomimo negatywnej kampanii wyborczej uprawianej przez nasze partie opozycyjne Polacy trwali w przekonaniu, że Polska się szybko rozwija, a sprawy idą w dobrym kierunku. Stare demokracje z zazdrością spoglądały w naszą stronę i wyraźnie zazdroszczono nam tego obywatelskiego optymizmu, który przekładał się na popyt napędzający naszą gospodarkę. Ten aspekt sprawy stanowił początek rozmowy z gościem pana Miecugowa. Ocenił on w sposób jednoznacznie pozytywny skok cywilizacyjny jaki wykonała Polska w ostatnim 25-leciu, a autorów twierdzeń, że wszystko jest ruiną radził wysłać na wycieczkę do Grecji, Południowych Włoch, czy do Hiszpanii – aby sami zobaczyli i porównali. Ja też tak uważam, dlatego zapisałem sobie te słowa i podkreśliłem …wężykiem, wężykiem…

W kolejnych pytaniach i odpowiedziach panowie przybliżyli sytuację świata, a gość wskazał na trzy najważniejsze problemy, które spychane są w nieokreśloną przyszłość przez wszystkie państwa. Tymi kluczowymi problemami są:

  1. Kryzys demograficzny-zwłaszcza w bogatych krajach Północy, które jednak realizując przemyślany program imigracyjny zasysają najbardziej wartościową, kreatywną i przedsiębiorczą ludność m.in. z naszego rejonu Europy, łagodzą skutki zapaści jaka nastąpi niebawem, gdy załamią się programy emerytalne i socjalne. My też to robimy w odniesieniu do Ukraińców, czy Białorusinów, ale na zbyt małą jeszcze skalę.
  2. Kryzys finansowy wynikający z życia ponad stan i możliwości rodzimych gospodarek, co owocuje potężnym wzrostem zadłużenia, które będą spłacać już przyszłe pokolenia. To wywołuje ostry sprzeciw młodych i w efekcie zerwanie więzi społecznych i międzypokoleniowych – z czym właśnie mamy do czynienia choćby w postaci naszego fenomenu Kukiza.
  3. Spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego i ekonomicznego, co z rożnych przyczyn następuje nie tylko w UE, ale i w całym świecie.

Na tym tle sytuacja Polski wygląda całkiem nieźle, bo wskaźniki rosną tam gdzie powinny i spadają również w podobnej proporcji. Zadłużenie Polski to 60-65 proc. PKB, a przecież są państwa zadłużone już znacznie powyżej 100 proc. swojego PKB i ratujące się dodrukiem pustego, inflacyjnego pieniądza, aby ratować się przed utratą płynności finansowej, czyli bankructwa. Na co oni wszyscy liczą? Na kupowanie przychylności wyborców, na trwanie do następnych wyborów, no i ewentualnie na kolejny wybór, na kolejną kadencję, w której znowu będą nas ratować przed bieda.

Doświadczenie Grecji niczego nas nie nauczyło. Tam, a przecież nie tylko tam wyborcy poparli populistów obiecujących wszystko, czego oczekiwali zmęczeni potwornym kryzysem obywatele. Długów jednak im nie umorzono i dalszy los entuzjastów nowych władz może być nie do pozazdroszczenia.

Nasi populiści też pracowali bardzo ciężko i byli skuteczni. Na tzw. giełdzie krążą kalkulacje na temat wspaniałej kandydatury na stanowisko premiera jaką ma być p. Szydło. Była ekonomicznym mózgiem PiS i szefową kampanii wyborczej, więc pewnie sama podsuwała p. Dudzie pomysły na kolejne „pętelka kiełbasy wyborczej”. Teraz miałaby szansę zrealizowania tych obietnic jako premier. Nie wiem jak to odbierać. Czy to uśmiech losu, czy złośliwość. Przeciwnicy polityczni tak to widzą: „Współczuję pani Szydło, gdyby miała zostać premierem. Realizacja obietnic Dudy to rozwalenie budżetu – powiedziała w TVP Info Julia Pitera z PO.

Jarosław Gowin z kolei wyklucza odejście Jarosława Kaczyńskiego na polityczną emeryturę, ale zapewnia, że prezydent Duda będzie autonomicznie podejmował decyzje. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wspoczuje-pani-szydlo-gdyby-miala-zostac-premierem-realizacja-obietnic-dudy-to/wfzh45

Obraz po bitwie nie jest optymistyczny, bo to była tylko potyczka przed generalną rozgrywką, która odbędzie się jesienią.

Przed chwilą jeden ze znajomych udostępnił link do występu kabaretu w Sopocie. Przerwałem pisanie, aby obejrzeć występ Kryszaka. Satyrycy potrafią wyrazić wszystkie nadzieje i obawy w typowy dla siebie sposób :

http://kabaret.tworzymyhistorie.pl/13878_jerzy_kryszak_sopocki_hit_kabaretowy  Reakcja widowni napawa optymizmem, bo ten śmiech jest zdrowy i szczery.

… No dobrze – zapytacie, a co ma do tego przywództwo ujęte w tytule?

Otóż profesor, którego cytuję, kilka razy wskazał na wspólny dla wszystkich ogarniętych globalnym kryzysem państw problem jakim jest brak przywództwa i odejście od kreowania elit mogących poprowadzić swoje narody ku lepszej przyszłości. Brak przywódców zdolnych zintegrować społeczeństwo, zlikwidować wszelkie podziały i przekształcić obawy oraz lęki społeczeństw w programy wyprowadzające ich z kryzysu. Mamy wprawdzie jakichś wodzów, ale oni wycinają wszystkich wyrastających nad poziom przeciętności upatrując w nich zagrożenie do niepodzielnego panowania.

Skutki znamy.