Praca i pieniądze

   W ramach przedmiotu Podstawy przedsiębiorczości, który ma przygotować licealistów do radzenia sobie na rynku pracy, realizujemy wiele tematów związanych z wyborem zawodu, poszukiwaniem pracy, pisaniem dokumentów aplikacyjnych, prowadzeniem rozmowy kwalifikacyjnej, samozatrudnieniem, rejestrowaniem własnej firmy, itd. Itp. Oprócz tego, co zawiera podręcznik mówię swoim uczniom o tym wszystkim, czego sam doświadczyłem w związku z pracą zarobkową, która rozpoczęła się w 1970 roku i zmierza już do ostatecznego finału. Wykorzystuję swoją wiedzę i ogromne doświadczenie uzyskane w bardzo zróżnicowanej pracy, tak w zakresie jej charakteru jak i stopnia ponoszonej odpowiedzialności – od prostego robotnika, poprzez różne prace na tzw. samodzielnych stanowiskach, następnie kilkuletnie prezesowanie w dwóch spółdzielniach handlowych, aż po nauczycielstwo. Sięganie do własnych doświadczeń traktuję jako przedkładanie młodzieży dowodów na to, że sama praca jak i to, o czym uczą się z podręcznika, to nie jest jakiś jeszcze jeden przedmiot szkolny, który jakoś trzeba zaliczyć, ale najprawdziwsza rzeczywistość, z którą się zetkną raczej wcześniej niż później.Te dygresje wtrącane do wykładów, czy ćwiczeń mają również spełnić rolę przerywnika i tak oczekiwanego przez uczniów urozmaicenia lekcji, pomagającego jednak zrozumieć treść i sens przekazu. Tak przynajmniej ja staram się podchodzić do swoich obowiązków.

   Jak wiemy do tańca potrzeba jednak dwojga. To co czyni nauczyciel jest jednak tylko…- Otwarciem drzwi, przez które musi samodzielnie przejść każdy uczeń.

Czy uczniowie starają się wykorzystać szanse jakie daje im szkoła? Jaki odsetek uczniów traktuje na poważnie okres pobytu, bo nie zawsze nauki szkolnej – jako przygotowanie do dorosłego życia?

   Jak zwykle nie powinno się generalizować. Są zapewne szkoły, gdzie ten wskaźnik sięga połowy, czy nawet trzech czwartych stanu osobowego szkoły. Są jednak i takie gdzie w poszczególnych klasach znajdzie się zaledwie kilka osób, którym zależy na wiedzy, a reszta wozi się, przeczekuje, odkłada na później moment poważnego zabrania się za siebie i sumienne wykonywanie swoich obowiązków. Tacy złoszczą się gdy im mówię o potrzebie poważnego zastanowienia się nad swoją przyszłością. Nie chcą myśleć o tym, że czas beztroski, kiedy rodzice o wszystkim pomyślą i o wszystko zadbają szybko się skończy i trzeba będzie samemu pokazać swojej dziewczynie czy rodzicom, że coś potrafią, że wezmą swój los w swoje ręce i dadzą sobie radę. Dziewczyny w tradycyjnie polskim modelu życia mają nieco lepiej.

…W drugiej klasie LO jeszcze nie wiedzą, co będą studiować, bo…zobaczę jak zdam maturę, odpowiadają. Gdy pytam: –  Jaką pracę mogliby teraz wykonywać, za którą ktoś chciałby im zapłacić ? Wskazują na jakieś proste prace typu zrywanie owoców, pomoc na budowie dla chłopaków i niewiele więcej. Na wszystko jest za wcześnie. Jeszcze zdążą się zastanowić. Nie będą teraz myśleć o tym, co będzie za dwa lata, czy za pięć lat. Na jakie zawody będzie wtedy zapotrzebowanie? Czego warto się szczególnie staranie uczyć, aby nie dać się wypchnąć na margines życia przez tych, którzy byli przewidujący i dołożyli starań, aby być gotowym na każde wyzwanie.

   Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było, prawda? pytam z nieskrywaną ironią. Oni też się uśmiechają . Często z pobłażaniem dla starego belfra, który nie nadąża za współczesnymi trendami i przygnębiająco marudzi…

   Było o pracy, a teraz nieco o pieniądzach, które jak wiemy szczęścia nie dają, bo szczęście dają dopiero zakupy, jak mawiała M.Monroe . Znowu zacytuję moją ulubioną Politykę, a w niej artykuł Joanny Solskiej pt. I lepiej i gorzej , w którym znajdziemy porównanie warunków życia w Polsce, w ciągu ostatniej dekady czyli w latach 2000- 2010. Już wstęp jest bardzo wymowny. Autorka zaczyna tak:

   Statystyki nie kłamią: dzisiejszy poziom życia jest o wiele wyższy niż w 2000 roku. Dlaczego więc narzekamy? Pewnie dlatego, że w strukturze społecznej zachodzą ogromne zmiany: jedne grupy społeczne idą w górę drabiny, inne z niej spadają.

   W omówieniu różnic pomiędzy dochodami i wydatkami poszczególnych grup społecznych w porównywanych okresach znajdziemy wiele bardzo interesujących danych. Ja chcę zwrócić uwagę na ocenę sytuacji w rodzinach rolników, bo z takich pochodzi znakomita większość moich uczniów. Autorka po omówieniu sytuacji na wsi polskiej, na którą wpływają miliardy złotych z tytułu wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej `pisze:…Rolnicy żyją dziś lepiej niż przed laty, ale dystans do miasta pozostaje spory. Ze wsi wszędzie jest dalej – do teatru, do lekarza, do szkoły. Na dobrych państwowych uczelniach studiuje dziś mniej dzieci rolników niż przed wojną. Swój pęd do wiedzy zaspokajają głownie w prywatnych uczeniach, jak najbliżej domu. Aby potem, z licencjatem w kieszeni, przeżywać rozczarowanie jak niewiele jest wart. Miasto liczy, ile miliardów z kieszeni podatników wspomaga rolników, a wieś ma pretensje, że ciągłe jest gorsza. Obie strony mają rację…

   W innym miejscu znajduję jeszcze takie zestawienie, z którego wynika, że moje województwo świętokrzyskie piastuje mało zaszczytne, bo pierwsze miejsce w kategorii rozmiarów biedy w kraju, gdyż wśród mieszkających tu rodzin aż 10.6 proc. żyje poniżej minimum egzystencji, przy średniej dla kraju wynoszącej 5.7 proc. W omówieniu przyczyn i rozmiarów rozwarstwienia pomiędzy biegunem bogactwa i biedy uderzyło mnie takie stwierdzenie: Bogaci może dlatego stali się bogaci, że aż siedem razy więcej wydają na edukację

   Czyżby i w moich szkołach miało się sprawdzić złowieszcze przysłowie:

Dlaczegoś biedny? Boś głupi!

27 uwag do wpisu “Praca i pieniądze

    • ~Tatul pisze:

      ~7 wiatrów, dziękuję za wizytę. Ja znam to dopowiedzenie i cytowałem go wielokrotnie podkreślając, że łącznie te dwa powiedzenia wyznaczają coś, jakby zaklęty krąg ubóstwa. Tak jak mówi się o dziedziczeniu biedy w PGR- ach, tak i tu występuje ten sam mechanizm. Życzyłbym wszystkim, których ten problem dotyczy, aby wyrwali sięz tego kręgu.Pozdrawiam

      Polubienie

    • ~iimajka pisze:

      Dopowiedzenia nie znałam, ale dużo w nim racji, nie wiem na ile teraz po tych wszystkich reformach uczniowi wystarcza to co otrzymuje na lekcjach (przypuszczam, że skoro nauczyciele ci sami to i wiedza jednak ta sama), ale największe szanse na dobre wyniki, studia i przede wszystkim odpowiednie zgłębienie materiału zawsze mieli i pewnie będą mieli ci, których stać na rozmaite korepetycje i kursy dodatkowe. A więc to jest to – bogaty umie wiecej. I ciągnie się to aż do samego końca edukacji. Rzadko sama ambicja i własna wola nauki wystarcza…Co do patzrenia w przyszłość… brakuje mi w naszym systemie praktycznego zapoznawania z różnymi zawodami, kierunkami – skąd ja na etapie podstawówki miałam wiedzieć czy chcę zostać ekonomem czy piekarzem? Szałam tam gdzie bliżej, gdzie szli koledzy z klasy… A studia już były ciągiem przyczynowo-skutkowym – profil humanistyczny od początku do końca, choć teraz, po latach, gdy już się rozejrzałam i w rynku pracy i we własnych upodobaniach, wybrałabym przeciwny biegun…Wprawdzie wszystko można nadrobić i zmienić, ale są tu już dużo większe koszta zarówno finansowe jak i czasowe…Zwłaszcza, gdy już jest własna rodzina 🙂

      Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        ~iimajka, nie wystarczy tylko być na lekcjach, aby zdać maturę i wiedzieć o świecie to, co człowiek wiedzieć powinien. Trzeba aktywnie zdobywać wiedzę, szukać informacji,a do tego jeszcze umieć tę informację wykorzystać. Tu leży sedno problemu. W szkołach są nauczyciele wyznaczeni do tego, aby służyć informacją w zakresie doradztwa zawodowego, tylko brak chętnych, którym mogliby doradzać. Ja to robię – o czym pisałem w tekście – ale choćby z dyskusji można wyczytać jakie jest podejście do tego doradzania. Ja nie chcą nikogo gnębić, jak mi tu zarzuca jeden z moich uczniów. Ja chcę być pomocny w poszukiwaniach. Mam tak rozległe doświadczenie zawodowe, że mógłbym wiele pomóc i robię to dzień po dniu odponad dwudziestu lat. W tym czasie miałem kontakt, a wiec i możliwość wpływania na decyzje tysięcy uczniów. Jak z tego skorzystali ??? Nie wiem. Większość milczy, a niektórzy piszą krytyczne komentarze, z których wynika, że „gnębiłem”zbyt dużo wymagając.Ja jestem już ” w ostatniej klasie”. Kończę karierę. Świata nie zmienię. Chciałem jedynie pokazać sytuację i wywołąć dyskusję nad tym przysłowiem umieszczonym na końcu – i na dopowiedzeniu.Pozdrwiam

        Polubienie

      • ~iimajka pisze:

        Żeby zadać maturę, owszem – wystarczy BYĆ na lekcjach ;)Ale żeby WIEDZIEĆ – zgadza się, już nie. Ilu znasz uczniów Tatulu, którzy sami z siebie potrafią i CHCĄ zdobywać wiedzę? Bez odpowiedniego poprowadzenia, bez obudzenia – czasem na siłę – głodu wiedzy bardzo nieliczni wyjdą poza to co na lekcji, a i z tego co na lekcji często niewiele zostaje, jeśli od razu uczeń tematu nie zrozumie.Pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Nauczyciel nie ma czasu na powtarzanie i dokładne tłuamczenie każdemu „osiołkowi” po kolei i na ogół ci co nie mają „korków” leżą z tematem przez kolejne lata, a czasem i do końca życia (vide exprezydent W., co obniżał ceny o 100-150 % 😉 )A korki są za co? A no na ogół za pieniądze :)Co do doradztwa zawodowego – owszem, robiłam masę testów i wychodziły mi różne predyspozycje. Ale mnie brakuje PRAKTYCZNYCH warsztatów, zapoznawania z różnymi zawodami, kierunkami w życiu. Co z tego, że wiem ile dopływów ma Jangcy, skoro nie wiem co chcę robić w życiu? Zdaje się, że w Ameryce dzieci nie wiedzą gdzie w ogóle jest taki kraj jak Polska, w WB też myslą, że mamy niedzwiedzie koloru białego, ale za to uczą się przydatnych w życiu codziennym rzeczy (nei znam dokłądnie ich sytemu, tyle co z rozmów ze znajomymi emigrantami). A ja mogę najwyżej porozwiązywac krzyżówki 😉

        Polubienie

      • Tatul pisze:

        ~iimajko, uwierz, że jesteśmy po tej samej stronie. Może mamy różne doświadczenia, ale te same troski i niepokoje o przyszłość.Wypowiadamy się w sprawach publicznych i ktoś to czyta. Może to coś da? Kto to może wiedzieć? My siejemy ziarno, a czy z niego coś wyrośnie?Pozdrawiam

        Polubienie

  1. ~żółwica pisze:

    W różnych szkołach pracowałam i to prawda, że czasem nawet tuż przed maturą młodzi ludzie nie widzą swojego życia zawodowo-edukacyjnego. Spotykam jednak takich, w mniejszości, ale zawsze to już coś, którzy naprawdę mi imponują – swoją wiedzą, chłonnością umysłu, pomysłami na przyszłość. Chciałabym wierzyć, że tych drugich będzie coraz więcej, ale… No właśnie.Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. ~słoneczko:) pisze:

    Odpowiadając na Pana pytanie, uważam, że uczniowie(a przynajmniej ich część) na pewno stara się wykorzystać w późniejszym życiu to co daje im szkoła. Zastanawia mnie tylko, czy większość patrzy na doświadczenie jakiego ewentualnie mogą wynieść z pobytu w szkole, na wiedzę jaką mogą wynieść, czy nawet czasem na głupie szczęście, bo są przecież i tacy, co właśnie tym się kierują. Młodzież jest różna.Ja osobiście przyznam się, że idąc na profil, na którym jestem, nie planowałam wiązać z nim przyszłości, wręcz przeciwnie, myślę o robieniu czegoś zupełnie innego…Tak naprawdę nie wiem jeszcze konkretnie co chcę robić, ale planować i marzyć można zawsze. Einstein powiedział: „Człowiek szczęśliwy jest zbyt zadowolony z teraźniejszości, by oddawać się zanadto rozmyślaniom o przyszłości.”może młodzi ludzie są wbrew pozorom bardzo zadowoleni ze swojego życia i nie myślą o tym co dalej.. 🙂 pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Witaj Słoneczko, dzieki za ten komentarz. Einstein wszystko tłumaczy. Fakt, gdy jest się szczęśliwym to odchodzi ochota na myślenie o przyszłości. Jakoś to będzie, bo zawsze tak było, że jakoś tam było.Pozdrawiam

      Polubienie

      • ~słoneczko pisze:

        nie wiem, czy można mówić o tym, że młodzi ludzie są szczęśliwi na tyle, by nie przejmować się tym co będzie później… Często się słyszy, że to właśnie my robimy przysłowiowe „z igły widły” i zawsze znajdziemy sposób by zwrócić na siebie czyjąś uwagę poprzez wyszukane, wyolbrzymione problemy, których tak naprawdę nie ma lub są w dużo mniejszym stopniu…Uważam, że ludzie naprawdę szczęśliwi nie myślą o przyszłości, bo boją się, że będzie ona inna(gorsza) od teraźniejszości…Może dlatego młodzież nie planuje swojego dalszego życia lub zabiera się za to dużo później…wiedzą, że kiedyś to beztroskie życie się skończy…

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        ~Słoneczko, starożytni mawiali :-„Carpe diem” – co jak wiemy oznacza: – trwaj chwilo…Nawet w piosence spotykamy ten zwrot. – Trwaj chwilo trwaj, jesteś taka piękna… Warto cieszyć się każdą chwilą, cieszyć się młodością. To co ma być to i będzie. Polecam komentarz napisany przez „Domi”. Czy ma rację myśląc już teraz o przyszłości?Pozdrawiam

        Polubienie

      • ~słoneczko pisze:

        Myślę, że jak najbardziej ma rację. Widać, że jest bardzo ułożoną dziewczyną i wie czego chce, a przecież to dobrze. Każdy ma swoje plany na przyszłość i nie powinniśmy im tego wytykać, ale wspierać i życzyć powodzenia, nawet jeśli są nieco zagubieni i nie bardzo wiedzą co ze sobą dalej zrobić.

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Tak jest „Słoneczko”. Każdy ma prawo do własnej drogi, a nawet do własnych błędów. Przecież całe życie wciąż się uczymy a i tak daleko nam do doslonałości

        Polubienie

  3. Alutka30 pisze:

    Wydaje mi się,że sam dyplom – obojętnie jakiej uczelni – nie jest wystarczający. Trzeba by jeszcze mieć swego rodzaju ambicje, nawet najmniejsze, oraz szczere chęci i wiarę w siebie…żeby jednak coś tam w życiu osiągnąć. Pewnie też i dlatego dzieciom ze wsi trudniej – ciągle czują się gorsze i w starciu z „miastowymi” równieśnikami odpadają w przedbiegach. I tak to kółko się zamyka. Na szczęście „masowe” emigracje „miastowych” na wieś, żeby tam pobudować dom, szukać ciszy i ukojenia, odetchnięcia pełną piersią po zgiełku wielkiego miasta…może zmienić trochę obraz polskiej wsi, a co za tym idzie – i mentalność mieszkańców.Obserwuję to u siebie, w Wielkopolsce, i myślę,że w wielu regionach kraju jest podobnie. Ufff…rozpisałam się! Pozdrawiam cieplutko 🙂

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      Witaj Alutko miłe, że piszesz dużo i wskazujesz na szanse poprawy sytuacji młodzieży wiejskiej. Ja myślę, że sam „dolew krwi” mieszczuchów nie wystarczy. Potrzebna jest polityka wspierania zmian na wsi, tak aby pozostawali na niej ludzie przedsiębiorczy i z otwartymi głowami, bo dotąd pokutowała selekcja negatywna. „Niezdolny do miasta, a to pozostanie na gospodarce”…mawiano. Teraz są inne wyzwania i potrzeby.Pozdrawiam

      Polubienie

      • Alutka30 pisze:

        Dokładnie tak! Ma Pan rację. Kto był bardziej „przebojowy” wyrywał się do miasta, i w ten sposób rzeczywiście na wsiach pozostawali ci z selekcji negatywnej. Temat jest szeroki i wielowątkowy, więc moglibyśmy rozprawiać o nim dużo i długo 😉 Patrzę też na problem ze swego punktu widzenia, gdyż sama wyrwałam się ze wsi (a doprawdy daremno by szukać we mnie przebojowości 😉 – po to, by do niej wrócić 🙂 Poza tym obserwuję, że w tych wsiach, do których napłynęło sporo czysto-mieszczuchowego narybku, ludzie oswajają się z kulturą miejską, „dziwactwami” takimi jak np. poranne bieganie, sposobem wychowyania dzieci. Wieś zmienia swoją mentalność, a ludzie, szczególnie ci młodzi, przejmują inne wzorce.Może będzie im później łatwiej, mimo przeciwności w postaci kiepskiej polityki. Pozdrawiam raz jeszcze 🙂

        Polubienie

      • ~Tatul pisze:

        Alutko, krążyło kiedyś przysłowie: „Co się martwisz, co się smucisz, że wsi jesteś, na wieś wrócisz”. Oby wracać z doświadczeniem i rozumem nabytym gdziekolwiek i realizować się. Na wsi jest ogromne pole do ludzkiej aktywności. Wierzę, że to się przyjmie i te powroty będą coraz częstsze i udane.Pozdrawiam

        Polubienie

  4. ~wtf? pisze:

    Post spoko, akurat mam pytanie. Kim Pan w ogóle nie był w życiu? Tyle przedmiotów Pan wymienia, to prezes czegoś tam, to piekarz to nauczyciel to ktoś tam? Jakie Pan studia skończył? Że Pan pracował gdzie tylko chciał. Bo ja nie czaje tego, gnębi Pan na PP, co będziemy robić w życiu oczekuje Pan że mamy już wiedzieć. A sam miał tyle robót że hej…. Więc może Pan wymienić chociaż, gdzie Pan nie pracował? Bo mi się wydaje, że gdzie tylko się dało.

    Polubienie

    • ~wtf? Jakoś przeoczyłem Twój komentarz, a ktoś mógł zrozumieć, że to z chęci ukrycia prawdy.
      Zaczynałem pracę po wojsku i szukając jej kierowałem się tylko tym, aby było blisko do domu. Ktoś mi pomagał ale marne miał możliwości. Zostałem urzędnikiem biurowym na stażu, który przedłużył się z trzech do 9 miesięcy i to przy marnym wynagrodzeniu, a w dodatku przy obciążeniu dodatkowymi obowiązkami. Gdy poszedłem się upomnieć to jeszcze mnie obrugano pytając jak śmiem się domagać? To było impulsem do szukania nowej pracy. Znalazłem, ale musiałem zdobyć nowe kwalifikacje, co trwało blisko 2 lata. Tak stałem się audytorem w rozumieniu dzisiejszych zawodów. Kilaka lat pracy terenowej i propozycja dźwignięcia z ruiny organizacyjnej i finansowej spółdzielni w miejscu zamieszkania. Pracowałem w niej 5 lat. Odszedłem w 1981 roku, aby nie „kopać się z koniem”. Kolejna praca, reorganizacja i odesłanie całego zespołu do innej pracy – tym razem na rok. Kolejna praca, to już była szkoła i kolejne zdobywanie zupełnie innych kwalifikacji też w trakcie pracy. Po dwóch latach okazja. Szansa wyjazdu za chlebem do USA. Wróciłem po 2 i pół roku. Przyjąłem propozycję prezesowania w innej już spółdzielni i pracowałem tam w czasie najtrudniejszych chyba warunków politycznych i gospodarczych, bo w latach 1987-1989. Gdy zwolniło się miejsce w „mojej” szkole pojąłem próbę powrotu do zawodu nauczyciela.
      To tyle w bardzo pobieżnym skrócie i do sprawdzenia.

      Polubienie

  5. ~Domi pisze:

    W tym roku zdaję maturę i chyba od połowy września dotarło do mnie że to „drzwi do życia” taka zwykła matura a zaledwie parę procent może decydować na jaki kierunek studiów pójdę. Zaczęłam po szkole się systematycznie uczyć i zaczęłam chodzić na korepetycje z Matematyki bo ciężko niektóre rzeczy zrozumieć. W mojej klasie jest dużo niedojrzałych osób nadal „żyją od dnia do dnia” aby ściągnąć i kolejny tydzień z głowy na dodatek obwiniają nauczyciela za banie. Śmieję się z takich w duchu. Przyznaje że moją systematyczna nauka daje efekty, a na twarzach innych widzę zazdrość gdy pytają co dostałam.Każdy uczy się dla siebie, za około 7 miesięcy koniec roku i chce wykorzystać ten czas. Większość w klasie nie wie co po maturze, nawet nie wie czy ją zda. Są jak w hipnozie snu. Jedni mówią że wyjadą do Włoch, Anglii itd inni że do firmy ojca a inni nie myślą o „potem”. Ja mam parę koncepcji. Każdy marzy o dużym domu i kasie ale samo nie przyjdzie. Trzeba mieć plan na życie chociaż trochę uporządkowany. Biedni ludzie patrzą na państwo i chodzą tu i tam żeby coś tam ktoś z urzędu sypnął.Teraz w Uni do niektórych projektów dopłaty są trzeba siąść i poczytać dowiedzieć się, zadziałać. Trzeba wykorzystać swoją szanse. Pozdrawiam .

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Domi, witam i spieszę Ci dziękować za ten komentarz. Jesteś niewątpliwie przykładem właściwego podejścia do obowiazków szkolnych. O takie postawy wciąż zabiegam i staram się wspierać ze wszystkich sił tych, którym chce się chcieć. Oby przykład Twojego podejścia do wyzwań czasu dotarł do jak największej liczby młodych ludzi. Mogłoby się tak stać, gdyby chociaż część moich uczniów zechciała przeczytać mój tekst i komentarze jakie zgromadził.Pozdrawiam i życzę sukcesów

      Polubienie

  6. ~Morgana pisze:

    Praca, duże pieniądze- często odmieniają ludzi. Nie szanują oni innych skromniejszych od siebie. Nie rozumieją trudnych sytuacji finansowych, rodzinnych.Grunt, to umiar- także w bogactwie.Pozdrawiam weekendowo bardzo serdecznie 🙂

    Polubienie

  7. ~renata pisze:

    Czytają pańskiego posta i większość komentarzy do nich, do głowy przyszła mi myśl że niepodważalną racją jest to że bez pieniędzy nie ma nauki (chodzi mi oczywiście o lepszy rozwój), ale potem zauważyłam jedno. Bo przecież każdy musi się zgodzić ze mną że wypożyczanie książek z biblioteki jest darmowe, różne fora i strony internetowe również, więc pomyślałam że tak naprawde wszystko zależy od człowieka, bo człowiekowi nie dadzą nic różnego rodzaju wykłady czy korki jesli sie nie zaangażuje (motywacja do nauki jest w końcu w tym wypadku to PRZECIEŻ ZA TO PŁACĘ to szkoda kasy w błoto wydawać). A tak naprawde jesli ktoś chce moze znalesc np w bibliotece (to co posiada moja mala biblioteka publiczna nie jednokrotnie zaskoczylo mnie) informacje służace poszerzaniu wiedzy, ale komu by sie chcialo czytac jakąs głupia ksiązke .tak wiec mysle ze pieniadze ułatwiaja zycie ale bez nich tez mozna jakos funkcjonowac

    Polubienie

    • ~Tatul pisze:

      ~Renato, można funkcjionować bez forsy, czy z małą forsą i to całkiem dobrze. Szczególnie w okresie kiedy wykuwa się swoją przyszłość. Nic nie poradzi forsa, czy korki u najlepszego nawet korepetytora jeśli brakuje motywacji i chęci do pracy nad sobą.”Każdy człowiek jest odpowiedzialny za to, co robi i za to, czego nie robi”. Pozdrawiam

      Polubienie

  8. Reblogged this on Tatulowe opowieści i skomentował(a):

    Wędrówka po zasobach archiwum bloga doprowadziła mnie do tekstu pisanego z pozycji nauczyciela bardzo przydatnego przedmiotu : Podstawy przedsiębiorczości.
    Kierowany do uczniów 1 i 2 klasy techników i LO miał spełnić ważną funkcję z tzw. preorientacji zawodowej. Czy spełniał? Czy nadal ją spełnia na przechodzącym dynamiczne zmiany rynku pracy?
    O to chciałem dzisiaj zapytać zwłaszcza tych, którzy nie znali mojego bloga od tej właśnie strony

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.