Poznaliśmy zwycięzców?

   Napisałem ten tekst przed kilkoma dniami spodziewając się wywołania jakiejś dyskusji niosącej nadzieję na odmianę naszego położenia dającego się jak wpisać jako żywo w treść znanej od stuleci rozprawy Mikołaja Reja

Ksiądz pana winił,

Pan księdza,

A nam biednym zewsząd nędza

   Od tamtego czasu pod wpływem kolejnych posunięć ludzi na szczytach władzy oraz pod wpływem komentarzy z jednej i drugiej strony opadło mnie wiele wątpliwości. Jedni doceniają fakt znaczącego zwycięstwa ludzi spoza polityki upatrując w tym szans na poprawę poziomu debaty politycznej i skuteczności gospodarowania, a inni upatrują w tym samym fakcie zwycięstwa układów mafijnych, lokalnych kacyków, którzy myślą przede wszystkim o sobie i swoich. Jesteśmy więc w tym samym miejscu?

Oto wspomniany tekst. Zapraszam do rozmowy.

 

   Wypowiedzi polityków, dziennikarzy i komentatorów odnoszące się do sytuacji jaka zaistniała po wyborach samorządowych w większości przypadków podtrzymują istniejący status quo ante bellum (łac.), czyli przedwojenny stan rzeczy. Tymczasem wojna się już przewaliła przez naszą Ojczyznę, a tylko gdzieniegdzie trwają jeszcze potyczki pomiędzy lokalnymi liderami. Wyniki tych potyczek jeszcze bardziej powiększą rozmiary zwycięstwa lokalnych liderów – na ogół bezpartyjnych, a tym samym jeszcze bardziej pomniejszą znaczenie partii politycznych Uważam zatem, że status quo, czyli istniejący obecnie realny stan rzeczy upoważnia do nowego spojrzenia na nasze krajowe podwórko.

   Pytam otwarcie:

 

   Czy przejście na wybory większościowe w okręgach jednomandatowych nie wykluczyłoby ostatecznie z naszego pola widzenie ludzi, którzy niczego dobrego dotychczas nie zrobili?

 

   – Może nadszedł wreszcie czas na zmianę ordynacji wyborczej do Sejmu?

          

   -Może również nadszedł czas na ruch w kierunku stworzenia „poziomek„?,

 

   Tu od razu wyjaśniam co to są owe poziomki. Otóż, w czasach schyłkowego PRL-u, gdy wiadome było, że struktury pionowe władzy nie są w stanie wydobyć kraju ze stanu totalnego kryzysu, a nawet już bankructwa zrodziła się myśl, aby przyznać więcej władzy strukturom poziomym tej samej władzy, czyli wojewodom, naczelnikom itp., Liczono na to, że ruch skupiający ludzi współdziałających ze sobą w poziomie, a więc sprawdzonych i akceptowanych społecznie ludzi czynu( a nie polityki )odrodzi nadzieję na wzrost zaufania społecznego i odnowę społeczno – gospodarczą. Struktury te nazwano właśnie poziomkami.

   Jak wiemy, nie udała się wtedy ta odnowa, bo… ryba psuje się od głowy.

   Gdyby dzisiaj liderzy lokalnych władz samorządowych, które jak pokazują wyniki wyborów urosły w siłę skrzyknęli się tworząc oddolny ruch społeczny – takie współczesne POZIOMKI,  to pod wodzą jakiegoś charyzmatycznego lidera mogliby zreformować Polskę w sposób przekraczający nasze obecne wyobrażenia, a nawet marzenia – pomyślałem .Oni wiedzą jak zarobić potrzebne pieniądze. Może wreszcie udałoby się zakończyć wojnę polsko – polską, rozbić wszelkie układy i układziki oraz usunąć bariery uniemożliwiające zrealizowanie nawet tak złożonej reformy biurokratycznej jak skrócenie czasu rejestracji nowej firmy? – ironizowałem w jednej z wypowiedzi.

  

Co Państwo o tym sądzą ?

 

Ach, co to był za klub…

   Oddałem w wyborach swój głos na dobrego kandydata, zatrzymując jednak pod wpływem komentarzy swoje serce dla swoich. Dla tych, których jednak bardziej znam, bardziej im ufam, a nawet kocham (niektórych). Po ogłoszeniu wyników wyborów okazało się, że głosowałem dobrze. Czytaj dalej

Światowy Dzień Życzliwości

   Obchodzimy dziś kolejne święto, które przybyło do nas przed kilku laty wraz z Walentynkami, czy Haloween wprost z zachodu. W dniu 21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości.  Czy przyjęło się to święto wśród Polaków? Czy choć na trochę zmieniło nasze nastawienie do innych ludzi? Postanowiłem postawić to pytanie, abyśmy wspólnie dokonali zbiorowej refleksji nad naszą ŻYCZLIWOŚCIĄ.

Ja uważam, że wszyscy mamy jakieś dziedziczone, systemowe obciążenie pochodzące z zamierzchłych czasów, przypieczętowane mrocznym okresem PRL-u. Kto sam na sobie doświadczył tamtego okresu, ten wie co znaczył DONOS. Wiemy też jak był podpisywany taki donos. Dla najmłodszych podam przykład takiego dziełka: Uprzejmie donoszę, że pana żona ma kochanka. Życzliwy.  Takich donosów było całe mnóstwo. Życzliwy mogło więc oznaczać zupełnie coś innego niż określał to słownik języka polskiego. Z tamtych czasów pochodzi również obiegowa dykteryjka objaśniająca czym się różni Polak od Amerykanina. Amerykanin witając się obdarza spotkanego wystudiowanym uśmiechem i zadaje retoryczne dla nas pytanie: Jak się masz? Jak leci? To pytanie jest retoryczne tylko dlatego, że nie upoważnia pytanego do wyjeżdżania z żalami typu: – Tu mnie boli, tam mnie strzyka, jestem chory, biedny, ludzie ( rodzina-żona-dzieci) mnie nie doceniają itd. Tak robi Polak. Amerykanie mają wypracowaną obiegową odpowiedź: – Jest OK. Mam się dobrze, a Ty?

Po tym miłym wstępie łatwo im rozmawiać, otwierać się na siebie, mówić sobie miłe słowa, prawić komplementy i te komplementy w sposób miły przyjmować. Kończąc rozmowę, nawet w sklepie czy banku usłyszymy okraszone miłym uśmiechem: – Miłego dnia, do zobaczenia itp. grzecznościowe zwroty. Znamy to jeśli nie z autopsji, to choćby z filmów. Jak zatem wyglądamy na tle innych?

   W kontaktach z obcymi jesteśmy nieufni. We wszystkim podejrzewamy podstęp i jakieś ukryte drugie dno. Nie lubimy doceniać czyjejś urody, modnego ubioru, pięknej wypowiedzi, świetnego smaku podanych przez panią domu potraw ? czegokolwiek. Z trudem przychodzi nam powiedzenie miłego słowa przechodniowi, ekspedientce, urzędnikowi. To działa zresztą w obydwie strony.

   W naszej powszechnej świadomości, czy może w podświadomości właśnie, pokutują ukryte gdzieś głęboko lęki i jakieś kompleksy wyrażane często w postawie: Nie muszą cię lubić. Niech cię szanują!, albo Jeśli nie będą się ciebie bać, to się będą z ciebie śmiać!  Osiągamy więc te wzorce zachowań strosząc nadęte i obrażone miny. No i mamy czego chcieliśmy. Inni usztywniają się w kontaktach z nami lub postępują wg. tej samej szkoły.

Przemiany jakie zaszły w Polsce wraz z upadkiem PRL-u wiele zmieniły na lepsze we wzajemnym traktowaniu się współpracowników, przechodniów i innych ludzi. Szczególnie młodzi ludzie ochoczo zaakceptowali zmiany promieniujące od nowych zakładów pracy stawiających na budowanie zespołów i tzw. ładu korporacyjnego. To co zastali w pracy przeniosło się z czasem i na inne dziedziny życia. Jest już lepiej, ale…

   Wszyscy lubimy spotykać ludzi, którzy są serdeczni, uprzejmi i mili. Wiemy o tym, że gdyby było więcej uśmiechów na ulicach wtedy wszystkim lżej by się żyło. Często bowiem jest tak, że miłe spotkanie i uśmiech obcej osoby może zmienić cały nasz dzień. Poczucie humoru i umiejętne zarządzanie kącikami ust ma same dobre strony. Terapeuci zapewniają, że nawet wymuszony uśmiech działa. Daje sygnał do wytwarzania endorfin i serotoniny – magicznych substancji zwanych hormonami szczęścia, które dodają pewności siebie i skutecznie poprawiają nastrój. Jeśli więc nawet wymuszony uśmiech pomaga, to może warto nawet w wymuszony sposób o ten uśmiech zabiegać mówiąc sobie – nie tylko w Dniu Życzliwości, ale również we wszystkie dni roku – miłe słowa?
Czy potrafimy docenić wartość motta Jolanty Rudolph i zastosować to w życiu? Powiedziała ona co następuje:
Powiedz mi parę kłamstw, że jestem piękna, dobra, czuła. Powiedz, a będę!

Jeśli zabierzemy się do tego od razu i z całą determinacją, to może z czasem wytworzymy samonapędzający się mechanizm, który zmieni naszą siermiężność w tym względzie. Jeśli tego nie zrobimy to zostaniemy wśród smutasów i frustratów niczym dinozaury, które muszą wyginąć.

Na dzisiejsze święto polecam zatem hasło, którego początek jest tytułem posta. Brzmi ono następująco:
Miej życzliwość w swej naturze, bo życzliwi żyją dłużej!

Oto kilka sentencji jakie wybrałem z myślą o Święcie Życzliwości.
– W dwa miesiące możesz zdobyć więcej przyjaciół interesując się innymi ludźmi niż w ciągu dwóch lat usiłując zainteresować ich sobą. – Dale Cornegie
– Kiedy się śmiejesz cały świat się śmieje z tobą. Kiedy płaczesz, płaczesz sam.
-Dziękuję nic nie kosztuje, a jest niezłym środkiem płatniczym.
– Mały uśmiech zmienia wielki świat.
– Uśmiech bogaci obdarzonego nie zubożając dającego.
– Kto się nie śmieje ten się nie dowie, ze śmiech to zdrowie.

Polecam ponadto link ze scenami obrazującymi siłę oddziaływania wzajemnej życzliwości.  http://www.youtube.com/watch?v=vr3x_RRJdd4&feature;=player_embedded

   Miłego Dnia Życzliwości życzę.

Czytaj dalej

Jedno serce tylko mam…

  

   Jedno serce i jeden głos w wyborach. Komu je dać? Komu zaufać?

Według badań CBOS przeprowadzonych we wrześniu, a wiec na dwa miesiące przed wyborami http://civicpedia.ngo.pl/ngo/599038.html  udział w wyborach samorządowych zadeklarowało 71 proc. Polaków. Aż 68 proc. respondentów uznało wybory samorządowe za istotne z własnego punktu widzenia (38 proc. za bardzo istotne), co jest niewątpliwie bardzo pozytywną zmianą w obywatelskim nastawieniu naszych rodaków i to cieszy, bo na tle społeczeństw całej Europy wypadaliśmy dotąd bardzo niekorzystnie. Niestety, istnieje również spora grupa obywateli ciągle nie przekonanych, bo 29 proc. pytanych uznało, że wybory lokalne nie mają dla nich znaczenia, a w tej liczbie 10 proc. uznało nawet, że dla nich nie mają żadnego znaczenia.

   Ocena ostatnich 4 lat wypadła w tym badaniu doskonale. Aż 90 proc. pytanych było zadowolonych ze swojej miejscowości, w tym 44 proc. w pełni. Trudno się dziwić. Miniona kadencja odmieniła zarówno Polskę gminną, powiatową, jak i tę  wielkomiejską. Jak czytam w komentarzu Mariusza Janickiego  (Polityka nr 47 z 20 listopada) kluczowe elementy tego boomu rozwojowego to Unia Europejska i samorządy właśnie. Unia daje pieniądze, a samorządy je wydają – w ciągu mijającej czteroletniej kadencji było to 27 miliardów złotych. To rady miast i gmin, burmistrzowie i prezydenci, sejmiki wojewódzkie realnie, wręcz fizycznie, zmieniają kraj. Budują i remontują ulice, metro, wodociągi, kanalizację, baseny, ośrodki kultury, biblioteki, kupują nowe autobusy miejskie, oświetlają drogi. Samorządy trzymają w swoich rękach domy mieszkalne, szkoły, przedszkola, żłóbki, teatry, szpitale, decydują o zagospodarowaniu przestrzennym. Blisko 50 miliardów złotych z budżetu Państwa przechodzi rocznie przez ręce tych, których będziemy wybierać 21 listopada.

   Chyba każdy mieszkaniec każdej wsi, miasteczka czy większego miasta może bez zająknięcia wyliczyć wiele takich przedsięwzięć, które zmieniły warunki życia mieszkańców lub jedynie poprawiły estetykę otoczenia. Są one zwykle oznaczane tablicami informującymi o dofinansowaniu ze środków unijnych, więc trudno ich nie zauważyć. Ja mam na ten temat same pozytywne opinie. W mojej gminie ostatnie cztery kadencje sprawowania władzy przez tego samego wójta, to spora lista dokonań, jakich nam zazdroszczą sąsiedzi. Podobnie długą listę stanowią zamierzenia na przyszłość, pod które już przygotowano dokumentację lub tylko wykonano prace studialne. To są jednocześnie mocne elementy obecnej kampanii na rzecz wyboru tego samego człowieka na piątą kadencję. Nowym ludziom, którzy zdecydowali się stanąć w szranki wyborcze przeciw niemu nie jest łatwo uzyskać taki poziom poparcia społecznego, aby zagrozić istniejącym układom.

   Kampania tak zewnętrznie nie różni się od poprzedniej. Wszędzie plakaty powielane obecnie w coraz większych nakładach i rozwieszane tak, aby zdominować konkurentów. Podskórnie jednak trwa prawdziwa wojna. Oficjalnie i nieoficjalnie uwalniane są do opinii społecznej plotki o tym, że …

         a słyszała pani, że tamten powiedział o tym, że …no wie pani. Ja tam nie wiem jak było. Powtarzam tylko to co słyszałam.

         A na zebraniu w .xxx…to tego kandydata niemalże wygwizdano. Powiedzieli mu: – Pan nie pytał nas nigdy o opinię, a teraz to pan przyjeżdża bo, wybory, tak? Tak się nie robi proszę pana.

         A na zebraniu w..xyz to burmistrz przyjechał z grubą teczką papierów i pokazywał ludziom jaka jest prawda z jakimiś działkami… co to wie pani…. No, bronił się przed zarzutami tego drugiego kandydata, że niby on zrobił jakiś przekręt . Swoją drogą, moja pani to świństwo takie rzeczy przeciw sobie wyciągać. Jak to wygląda? Jeden lepszy od drugiego. Tylko żeby się załapać, a później hulaj dusza.

 

   Wszyscy to znamy, prawda? Wiemy z doświadczenia, że faktycznie po wyborach wielu pięknie dzisiaj mówiących o misji i pasji szybko zapomina o tym, co naobiecywali. Wiemy też, że dzisiejsze obietnice to, co najwyżej oświadczenie woli, bo kto może wiedzieć jak będzie z kasą za rok czy dwa lata, lub też o tym, czy najlepszych intencji naszego radnego nie przegłosują inni radni, którzy też komuś coś naobiecywali. To jest garnek, w którym wrze. Mnóstwo potrzeb, splot różnych interesów, zarówno tych przemawiających za, ale i tych, które przemawiają za …upupieniem najlepszych nawet intencji. To musi się ucierać i w tym ucieraniu robimy dopiero pierwsze kroki. Cóż to jest 20 lat demokracji obywatelskiej w porównaniu z krajami, gdzie tradycja tego ucierania się lokalnych interesów trwa setki lat. Muszą być ofiary bo wszyscy płacimy tzw. frycowe. Cieszmy się z tego, że przyswajamy te zasady w nadzwyczaj szybkim tempie, a skutki tych doświadczeń są widoczne i odczuwalne przez wszystkich.

   Cytowany Mariusz Janicki tak kończy swój komentarz:

…Istotne jest, aby dawać szanse tym, którzy coś zrobili, wybudowali, zaczęli, a przy okazji nie mieli kontaktu z prokuraturą. A odwoływać tych, którzy poza politycznymi gierkami, przechodzeniem z klubu do klubu niczego nie pokazali…

…Wpływ radnego, prezydenta miasta, burmistrza na wygląd i ogólny standard najbliższej okolicy jest nieporównywalnie większy od wpływu prezydenta, premiera i zastępu ministrów… Warto zatem wybrać politycznych „lokalsów, choćby po to, aby za cztery lata się na nich przykładnie zemścić za nieróbstwo.”

   No właśnie . Tak krótko, a tak wymownie.  – Nawet ja bym tego lepiej nie wymyślił, jak powiadał pewien mój znajomy.

   Jak więc głosować w niedzielę?

   Jedno serce tylko mam . Komu je dam?

Będzie ta wojna?

   Przed Świętem Niepodległości skierowano do mnie na lekcjach kilka razy to samo pytanie; – Czy zna pan przepowiednie mówiącą o tym, że 10 listopada ma wybuchnąć III wojna światowa?

   Uznałem, że to jest typowa próba zagadania nauczyciela atrakcyjnym tematem, do jakich w szkole dochodzi dość często i próbowałem zbyć pytających jakimś dowcipnym tekstem. Wskazując na znaczną ilość przepowiedni, które dotąd przeżyliśmy i jakoś nic się nie stało, przypomniałem m.in. przepowiednię znaną od bardzo dawna, a mówiącą o tym, że żółta rasa zaleje świat i dojdzie do tego, że człowiek (rasy białej?) będzie całował ślady pozostawione przez swoich. Tylko Polska jakimś cudem ma być ocalona z tej zagłady. W rewanżu dowiedziałem się kto akurat tak przepowiadał oraz o szczegółach innych przepowiedni dotyczących naszej przyszłości. Uznałem, że wiedza w tym temacie jest dobrze utrwalona wśród młodych ludzi i nie ma co z tym walczyć. Na wszelki wypadek doradziłem im naukę chińskiego, aby być odpowiednio przygotowanym na ten zalew żółtej rasy, bo to zagrożenie jest zupełnie realne. Chiny już dzisiaj są drugą potęgą gospodarczą świata, a amerykańskie papiery dłużne będące w ich posiadaniu mogą uczynić z Chin pierwszą potęgę świata znacznie szybciej niż się przewiduje. Podkreśliłem, że w perspektywie życia moich uczniów światowy ośrodek władzy i biznesu przesunie się w rejon Azji, gdzie jest dużo tygrysów – jeśli nie realnych potęg na chwilę obecną, to na pewno potencjalnych potęg mogących samodzielnie rozgrywać własne sprawy, a również i działać w przeróżnych koalicjach.

   Uśmiechali się traktując moje słowa jak jakiś żart. Lekcje zaplanowane odbyły się bez zakłóceń. Po powrocie do domu otrzymałem za pośrednictwem Naszej klasy list od Magdalenki o następujacej treści:

 

Przez przypadek rzucił mi się w oczy link
http://www.gadu-gadu.pl/5537575947173254619/10-listopada-wybuchnie-iii-wojna-swiatowa?utm_source=gg&utm_medium=hover
i zamieszczam w całości artykuł, bo nie wiem jak się będzie odtwarzał. Kiedy go czytałam przypomniała mi się dzisiejsza lekcja i rozmowa o tym, gdzie by wybuchła wojna
10 listopada wybuchnie III wojna światowa?
.Według przepowiedni Nostradamusa i Baby Wangi 10 listopada 2010 roku ma rozpocząć się III wojna światowa.
Baba Wanga (1911-1996), właściwie Wangelia Pandeva Dimitrova,
była niewidomą bułgarską jasnowidzką i zielarką. Ludzie, którzy wierzą w
jej proroctwa, zapewniają, że prawidłowo przepowiedziała m.in. upadek ZSRR, katastrofę w Czarnobylu, zwycięstwo Borysa Jelcyna w wyborach, śmierć Stalina, dojście do władzy Hitlera, początek II Wojny Światowej, czy zatonięcie Kurska. Podobno na długo przed katastrofą wymieniła nazwę feralnego okrętu podwodnego.
Według przepowiedni Baby Wangi 10 listopada 2010 roku wybuchnie III wojna światowa. Ma rozpocząć się „dość typowo” – od prowokacji i lokalnej wojny, gdzie
zostanie użyta broń chemiczna i/lub nuklearna. „Wszędzie będą się toczyć
walki. Narody zaczną się kotłować jak w glinianym dzbanie, wielu ludzi
zginie…! ” – mówiła. Tragiczny przebieg wojny ma być jednak początkiem
nowej, wspaniałej ery w dziejach ludzkości.

   Dalej następowały opisy zagłady jaka ma nas, wraz z całą Europą spotkać, w czasie wielu lat trwania tej wojny oraz przepowiednia dotycząca Chin właśnie, które w 2018 roku mają się stać potęgą światową.

 

   Odpowiedziałem Magdusi następującymi słowami:

 

Postraszyłaś mnie, a ja swoją żonę. Nie wiem czy zaśniemy.
Tak ,na poważnie to chyba tym razem Baba Wanga wyraźnie się pomyliła. Śpij spokojnie. Planuj swoją przyszłość i ucz się chińskiego.
Pozdrawiam

 

Magda odpowiedziała mi natychmiast:

 

Ja jestem na etapie straszenia osób z klasy ale dość ciekawy jest zbieg treści przepowiedni, z tym co mówił Pan dzisiaj na temat potęgi C
hin.

 

Odpowiedziałem bez zwłoki:

 – Bo to nie są żarty. Chiny są dzisiaj drugą gospodarką świata. Podbili kosmos i mają broń jądrową. Niemal już skolonizowali Afrykę i zachodnią Azję. Trzeba się z nimi liczyć. Ucz się chińskiego. To się nazywa sinologia .

 

   Na tym skończyliśmy wymianę korespondencji z Magdą. Temat zagrożenia wojną sprzedałem jeszcze kilku znajomym i chociaż nie było wątpliwości, że traktuję to na zasadzie żartu, to jednak zauważyłem w reakcjach wielu osób jakiś rodzaj niepokoju. Nie dziwi mnie taka reakcja szczególnie aspekcie tego, co walka polityczna toczona pomiędzy naszymi politykami przynosi nam na co dzień.

   Jedni świętują Dzień Niepodległości, a inni twierdzą, że jesteśmy kondominium niemiecko – rosyjskim, a więc nie jesteśmy niepodległym państwem. Niepodległość przyniosą nam dopiero politycy PiS jak tylko wygrają wybory i zdobędą pełnię władzy. Tę niepodległość musimy sobie dopiero wywalczyć – pod ich kierunkiem. Po drodze pozostanie nam tylko wystąpić z Unii i wywalczyć godne traktowanie przez takich słabeuszy jak Rosja i Niemcy. Wystarczy się tylko postawić i zmarszczywszy czoło i tupiąc tak aż ziemia zadrży nakrzyczeć im tyle, ile tylko wlezie. Przestraszą się nas i dopuszczą do G-20 i do różnych innych gremiów decyzyjnych świata…

   Ciekawe, co oni, ci dobrodzieje z PiS zrobią z tymi, którzy mają inne zdanie na temat niepodległości, wolności, czy demokracji???

   Dzisiaj, po długim weekendzie pytałem uczniów: – Czy baliście się przepowiedni o wybuchu III wojny światowej? Nie bali się. Często nawet nie wiedzieli o całej sprawie. Nie wiedzą również o wojnie Polsko-Polskiej, o demonstracjach i kontrdemonstracjach w Warszawie jak i o innych wyczynach naszych polityków. Żyją własnym życiem. Trochę netu, trochę gadu-gadu, a i telefon domaga się stałej obsługi. No i lekcje trzeba odrobić. Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna…

Władza to narkotyk?

   Uczestniczyłem dzisiaj w uroczystej Mszy Świętej, odprawianej w intencji Ojczyzny. Jak to bywa w małych miejscowościach program, a nawet skład uczestników był niemal pewny, bo już od lat jest zawsze podobnie. Wiadomo nawet z góry, kto wywiesi flagę narodową. Nauka wygłoszona przez księdza, treść pieśni jak i specjalnie na tę uroczystość dobrane modlitwy nie nasuwały wątpliwości kto, komu powinien służyć i czym się powinien kierować w sprawowaniu władzy przez lud powierzonej. Było podniośle i chyba wszyscy uczestniczący we mszy i przygotowanym przez młodzież programie słowno – muzycznym mieli podobne do mojego poczucie brania udziału w ważnej i patriotycznej uroczystości.

   Po powrocie do domu zdążyłem obejrzeć w TV transmisję z centralnych uroczystości w Warszawie i już do końca dnia trwać w klimacie obrazów i komentarzy dotyczących historii odzyskania niepodległości jak i dzisiejszych obchodów rocznicy tego święta. Relacje z Warszawy, gdzie starły się grupy demonstrujących Narodowców z innymi wyraźnie obcymi naszej powojennej tradycji wyznawcami tego, czy owego poglądu na wolność i niepodległość już zaczynają mrozić krew w żyłach.

   W relacjach z różnych miast znajdowały się również cytaty z wypowiedzi hierarchów odprawiających msze za Ojczyznę. Niemal wszystkim leży na sercu problem bolesnego rozdarcia do jakiego doszło w naszym społeczeństwie. Nikt jednak nie wskazał na sprawców tego szkodliwego ze wszech miar rozbicia jedności narodowej. Każdy z nich modlił się o mądrych polityków oraz uczciwych obywateli szanujących władzę i wspólny dorobek całego społeczeństwa. Apelowano o zachowanie jedności i poszanowanie dorobku tych, którzy nam tę wolność i niepodległość wywalczyli. Jakie będą skutki tych zabiegów? Podejrzewam, że żadne.

   Mamy polubić to, że różnimy się nieraz w sposób zasadniczy i nie wykorzystywać okazji, aby różnice w poglądach stawały się przyczynkiem do nienawistnych ataków na ludzi mających inne zdanie. Dosyć nienawiści. Zgoda buduje, bo… Polska jest jedna!  Takie recepty słyszałem zewsząd w tych dniach.

   Dla mnie jest to trudne do zaakceptowania. Szczególnie, gdy tym inaczej myślącym o Polsce jest J. Kaczyński. To co on zrobił w tych dniach ignorując tak znaczące święto, dla mnie nie jest prezentacją odmiennego poglądu, ale kroczącym zamachem na to, co jest również moim dorobkiem i przeciw temu protestuję. Jak ocenić jego słowa skierowane do swoich wyznawców, podważające powszechne rozumienie niepodległości. Albo posłużenie się cytatem jakiegoś profesora brzmiącym jak zapowiedź jego własnych dążeń: – Gdybym był parlamentem zwolniłbym Premiera, gdybym był narodem rozwiązałbym Sejm.

   Czy to są tylko inne poglądy na polską rzeczywistość?

   Gdy usłyszałem w jakiejś wypowiedzi panią prezydent Warszawy mówiąca, że urząd jedynie rejestruje demonstracje, a nie ma prawa im czegoś zabraniać czy nakazywać… bo znalazłby się na pozycji przegranej w sądzie, to zrozumiałem, że tak już ma wyglądać współczesna demokracja. Ulica jest również przestrzenią publiczną, w której każdy ma prawo głosić swoje poglądy, czy agitować nowych zwolenników – mówił jakiś uczony profesor zaproszony w roli eksperta.

   Słuchałem kiedyś poleconych przez znajomego audycji poświeconej władzy w Radio Euro www.charaktery.eu/do _posłuchania.html Wynotowałem sobie wtedy kilka sentencji i objaśnień do zagadnienia władzy.

   Władzą kieruje system dążenia i hamowania. Władza uruchamia system dążenia, objawiający się uwrażliwieniem na bodźce miłe. Hamowanie to system alarmowy mający pozwolić na unikanie przykrości.

         Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Lord Akton.

         Jeśli chcemy sprawdzić jakim kto jest człowiekiem, to dajmy mu władzę. Arystoteles.

         Wiedza to władza, ale niewiedza to niekoniecznie brak władzy.- Niels Bohr.

         Władza zmienia człowieka. Obserwując innych wydaje nam się, że my inaczej byśmy postępowali. Później jednak inaczej patrzymy na siebie.

         Efekt metamorficzny sprawowania władzy – mówi się o zmianach w nas pod wpływem władzy. Wydaje się nam, że mamy wszechwładzę. Rodzi to poczucie wyższości . Deprecjonujemy te osoby, które nam podlegają . Podnosi się nam samoocena. Następuje rozdmuchanie „ego”. Woda sodowa uderza nam do głowy. Zmieniają się relacje i to nie tylko z winy szefa.
Podwładni też marzą o władzy. Kierownictwo to struktura. Piramida. Szef inaczej patrzy na problemy. Stereotypy biorą górę przez to, że nie ma czasu na rozpatrywanie każdego szczegółu. Sekretarki więcej wiedzą o swoich szefach niż szefowie o sekretarkach.

         Władza to najsilniejszy afrodyzjak – H. Kisinger. Molestowanie zdarza się szefom, a często oni nawet nie zdają sobie sprawy, że naruszają poczucie komfortu danej osoby. Naruszają też granice bezpieczeństwa danej osoby poklepując, przytulając…

         Władza to pieniądze, których trudno sobie odmówić. Psychologia ewolucyjna wyjaśnia, że kobiety poszukują mężczyzn z zasobami, a te mają przedstawiciele różnej władzy.

         Władza to manipulacja. Manipulacja to uzyskiwanie wpływów. Nie zawsze na to negatywne znaczenie.

         Władza przyciąga patologię, co też nie zawsze jest regułą.

         Władza w pracy, to często również przeniesienie jej do innych układów, np. do domów, czy do innych grup nieformalnych. Cech przywódczych nie pozostawia się w gabinetach. One są w nas.

         Władza jest w rządzonym – bo on uznaje czyjeś prawo do rządzenie i poddaje się władzy nauczyciela, lekarza, żony, czy męża.

         Władza to wręczane komuś upominki. Często na zasadzie „kija i marchewki”.

         Władza to popędliwość. Trzeba uważać na przedstawicieli władzy, bo oni nie znają pojęcia empatii.

 

   To tylko moje, mało precyzyjne notatki. Przytaczam je, aby zastanowić się wspólnie nad mechanizmami pchającymi znajomych nam ludzi, sąsiadów, kolegów, krewnych do władz samorządowych. Może również łatwiej będzie ocenić polityków – tych z najwyższej półki, jak i tych z lokalnych władz. Wkrótce wybory samorządowe. Kampania trwa i przynosi nam mnóstwo obietnic dokonania cudów wręcz,  jeśli tylko wygrają. Zdobycie korzystnych przyczółków we władzach samorządowych stanowi strategiczny cel wszystkich partii politycznych, marzących o poszerzeniu bazy rządzenia i wygraniu za rok wyborów parlamentarnych. Wtedy będą posiadać pełnię władzy i…będą nami rządzić przez kolejną kadencję. Z jakim skutkiem???

   W kościele gdzie dzisiaj modlono się o pomyślność Ojczyzny, wznoszono również modły o naszą czynną obecność w głosowaniu i o rozsądną ocenę kandydatów do władzy. Wybory to jedyna okazja wywarcia wpływu na rzeczywistość jaka nas otacza.

Nieobecni sami pozbawiają się tego wpływu.

O WOLNOŚCI

   Przeglądnąłem przedwczoraj zdjęciową relację z Apelu Jasnogórskiego odprawionego przed Pałacem Prezydenckim pośród tłumku i w scenerii znanej nam wszystkim z serialu typu Reality Show realizowanego przed tym pałacem przez tzw. obrońców krzyża. Już cieszyłem się z tego, że to żenujące przedstawienie mamy za sobą, ale gdzieżby tam? Odżywa na nowo przy okazji kolejnych miesięcznic każdego 10 dnia kolejnego miesiąca. Nie inaczej było po tragedii łódzkiej na pogrzebie działacza PiS. Lektura prasowych komentarzy na temat tego wydarzenia też budzi wielki niesmak i zapowiada nasilenie wrogich wystąpień moderowanych przez prezesa największej partii opozycyjnej kontestującej prawny porządek Rzeczpospolitej. Najbliższa okazja już za kilka dni. Najpierw kolejny 10 listopada i okazja do pokazu wrogości wobec elity rządzącej, a tuż po niej 11 listopada czyli Narodowe Święto Niepodległości, w obchodach którego, jak się zapowiada nie weźmie udziału ta sama opozycyjna partia. Z takim lekceważeniem tego, co ogólnonarodowe, co stanowi kamień milowy naszej państwowości nie mogę się pogodzić i dlatego piszę. Uważam, że śpiewanie przez PiS-owców  Boże coś Polskę... w wersji ..Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie jest niebywałym skandalem i zwyczajnym bluźnierstwem. Czytaj dalej

Odporni na wiedzę?

       

      Jesień. Ograniczona widoczność pieszych na drodze

   W czasie, gdy w sposób masowy wędrowaliśmy po Polsce, aby odwiedzić groby naszych bliskich, Policja prowadziła akcję ZNICZ. Spodziewając się wzmożonego ruchu na drogach ułatwiano komunikację, instruowano, przestrzegano przed różnymi zagrożeniami i proszono o ostrożną jazdę oraz o wstrzemięźliwość od alkoholu. I co? Podziałało? Zobaczmy sami:

http://tvp.info/informacje/polska/tragiczny-bilans-wszystkich-swietych/3199263

 

   Powtórzmy jakie były skutki długiego weekendu:

   W ciągu 3 dni zginęło 39 osób, 532 osoby zostały ranne, a na dwóch gazach przyłapano ok. 1500 kierowców. Wśród ofiar blisko połowa to osoby piesze, które w warunkach jesienno-zimowych są szczególnie narażone na potrącenie przez samochody, których już mamy takie zagęszczenie na metr kwadratowy dróg, że piesi na drodze są często bez szans. Dlatego ten problem uczyniono tematem szczególnej troski. Oto, co czytamy w materiałach z akcji ZNICZ.

 

  Zaapelowano też ponownie by kierowcy uważali na pieszych. Jesienią i zimą – jak pokazują policyjne statystyki – ginie ich bowiem najwięcej. „Także piesi powinni przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa. Ubierajmy się w jasne rzeczy, nośmy przy sobie jakieś elementy odblaskowe lub latarki by kierowcy lepiej nas widzieli. Nie przechodźmy przez jezdnię w miejscach niedozwolonych”.

 

   Tu też niestety odnotowano mierne efekty, tak jak i w całej akcji ZNICZ.      Dlaczego?

Czy nie słuchamy apeli powtarzanych dość często w radio i w telewizji? A jeśli słuchamy to, czy słyszymy to, co do nas mówią? Przecież czynią to w również w naszym interesie.

   Piszę o tym z goryczą, bo sam jako nauczyciel od lat wielu mówię swoim uczniom o bezpieczeństwie na drogach, podaję statystyki krajowe, jak i dane porównawcze o naszych ofiarach wypadków drogowych w zestawieniu z innymi krajami, podkreślam znaczenie stosowania zasady ograniczonego zaufania wobec innych uczestników ruchu drogowego, uczę zasad udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych i rozpacz mnie ogarnia, gdy pytam o to, czy posiadają w swoim ubiorze lub przymocowane do plecaka jakieś elementy odblaskowe. Nikt o tym nie myśli. Dosłownie nikt! Gdy pytam o to, czy jadąc w nocy samochodem widzą z jakiej odległości można dostrzec pieszego posiadającego elementy odblaskowe, to okazuje się, że doskonale oceniają różnicę i wpływ takiej drobnostki na bezpieczeństwo pieszego, który przy braku poboczy zmuszony jest korzystać z jezdni. Gdy pytam po pewnym czasie o ten sam problem, to okazuje się, że nadal nikt nie posiada elementów odblaskowych. A niemal wszyscy dojeżdżają autobusami do szkoły i to często z przesiadkami, lub wędrują pieszo do i z przystanku do nieraz bardzo odległych domów .

   Pytam więc: Czy oni wszyscy są odporni na wiedzę?