Kochanie, zobacz popsuło się…

   Wysiadając z auta usłyszałem w radio informację o tym, że właśnie dzisiaj mija 25 lat od emisji pierwszego odcinka szczególnego serialu pt. MacGyver. Autor tej informacji nadał jej specyficzny charakter podkreślając, że kiedy aktor grający rolę niezwykle odważnego, sprawnego, a do tego bardzo przystojnego  faceta, do którego wzdychały chyba wszystkie panie, biegał jeszcze w krótkich spodenkach, to u nas już działał Adam Słodowy.  Nasz Pan Słodowy, prowadzący przez dziesiątki lat telewizyjny program Zrób to sam, wykreował całą armię zaradnych panów domu, szczególnie, że braki nowego sprzętu zmuszały wtedy do przedłużania życia różnym sprzętom w drodze napraw właśnie.  Klasa i widowiskowość tych pozycji programu TV to bardzo odległe światy.  Przygody MacGyver`a  pochłaniały niemal każdego, bo to była kwintesencja kina akcji, a do tego jeszcze ta jego nadzwyczajna zdolność radzenia sobie w każdej sytuacji, byle miał scyzoryk, kawałek drutu, jakieś sznurki, czy cokolwiek równie banalnego, by czynić cuda.  Każdy miał w tym serialu coś dla siebie. Faceci, bez względu na wiek, zachwycali się jego talentami handy man’s zwanego często po naszemu majster klepką, a kobiety wzdychały pewnie: – Och gdyby mój misiaczek przynajmniej potrafił naprawiać domowe sprzęty z taką zręcznością jak czyni to MacGyver… to niechby już był taki jaki jest

   Ja chyba w tym właśnie okresie zacząłem nosić w kieszeni mały wprawdzie scyzoryk, ale dający mi sporo możliwości dzięki temu, że posiadał nożyk, nożyczki, pilniczek i otwieracz do kapsli, który spełniał równocześnie rolę śrubokręta.  Mając sprzęt i upodobanie do naprawiania tego, co popsute wsiąkałem w tę sferę działalności do tego stopnia, że nie tylko reagowałem na komunikaty żony typu użytego w tytule, ale i sam wyszukiwałem sobie coraz to nowe pola aktywności.  Nie tylko w domu, ale i u znajomych, czy krewnych.  Talenty w zakresie napraw, jakie wtedy objawiły się u mnie dawały mi sporo satysfakcji płynących z faktu, że potrafię, że oszczędzam dzięki temu pieniądze, że oszczędzam czas i nerwy potrzebne na to, aby znaleźć fachowca i tylko przyglądać się jak on wykonuje usługę.  No i słono płacić.

   Dzięki nowym zdolnościom znalazłem pracę w Chicago, gdzie nie pytano mnie: – Jakie ma pan dyplomy? Albo – Gdzie pan dotychczas pracował? Dano mi po prostu w pierwszym dniu pracy do zamontowania zamki w drzwiach typu American doors i inne prace wykończeniowe w remontowanym mieszkaniu. Sprawdziłem się i usłyszałem upragnione: – Przyjdź jutro, będziesz pracował.  I pracowałem w branży budowlanej  przez cały czas pobytu za wodą.

   Skoro tam dawałem sobie radę, to przecież wstyd nie robić tego u siebie, prawda?

   Tak też się stało. Od wielu lat jestem domowym MacGyver`em. Przyjmuję na siebie ciągle nowe zlecenia i tylko czasem żartuję – jak słynny All, kosmita z innego amerykańskiego serialu: Jeśli ja czegoś nie potrafię naprawić, to nie jest pewnie zepsute.

   Piszę o moich skojarzeniach wywołanych wpływem MacGyvera, Słodowego czy innych zuchów doskonale władających zaczarowanym ołówkiem, na starszych czy młodszych facetów w kierunku doskonalenia w sobie umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami jakie niesie życie. Wszyscy z należących do tej grupy facetów posiadają teraz piękne warsztaty, gdzie jest dużo elektronarzędzi i różnych sprzętów.  Podejmujemy się różnych prac angażując w to swój czas, siły i zwykle radzimy sobie z wyzwaniami. Znajdujemy pewnie jakieś uznanie we własnych oczach jak i w oczach swoich małżonek, tylko że… inni w tym czasie mogą iść na rybki, na polowanko, czy na grzybki albo zwyczajnie spotkać się z kumplami na piwku i… kto komu zazdrości?  Wystarczy, że kiedyś powiedzieli: – Nie potrafię!!!

   Żony też mają czasami pretensje o to, że zamiast wyrzucić uszkodzoną, czy zużytą rzecz i kupić nową, bardziej funkcjonalną i modną to muszą nadal używać tę naprawioną przez majster klepkębo to już jest jego nałogiem.

Powiedzcie sami: – Czy jest sprawiedliwość na świecie?

Edukacja do życia w rodzinie. Dokąd będziemy udawać?

   Odchodzę na chwilę od polityki, aby nie zanudzić do reszty moich czytelników.  Niektórzy nabyli się już odruchu wymiotnego na widok polityków, a szczególnie gdy  wypadnie na nich patrzeć i jeszcze w dodatku słuchać tego, co mają nam do powiedzenia.  Ostatnio dostrzegam ten odruch u bardzo wielu młodych ludzi.  Myślę, że to jest pozytywny przejaw zniechęcenia formą, a również i treścią publicznej debaty. Czytaj dalej

Masz tu rower oraz buty i…

   Przewaliła się już przez kraj fala krytyki tych, co to… śmieli ukradkiem, pod osłoną nocy, przy udziale służb paramilitarnych, chyłkiem, wykraść, przenieść krzyż

Przepytano też obrońców słusznej sprawy na okoliczność, – co o tym sądzą jak i o to, co miał na myśli Prezes PiS mówiąc o krzyżu jako namiastce pomnika? Dużo pustosłowia i nic nowego się z tego nie dowiedzieliśmy . Obie strony okopały się na swoich pozycjach i zajadle się atakują. Nie widać końca sporu, a sprawa jest niezwykle ważna … jedynie dla mediów, które mając co opisywać i pokazywać są zapewne niezwykle wdzięczne zadymiarzom. Mają czym wypełnić szpalty, łamy  i całe godziny programów radiowych i telewizyjnych. – Naród to kupi – jak mawiał pewien europoseł.

…Ludzie to lubią, ludzie to kupią,

Byle na chama, byle głośno, byle głupio…taki refrenik autorstwa Mistrza W. Młynarskiego plącze mi się dzisiaj po głowie.

   Nic to, że notowania spadają nawet tym, co to  strach wymówić. Wszyscy przyznają, że politycy poróżnili naród i że nie da się tych rozłamów społecznych zasypać, ale co tam naród. Ważne co my…… Wszędzie są różnice w opinii na temat najróżniejszych spraw i Polska nie jest tu wcale wyjątkiem… Prezydent powinien zrezygnować przyznając się do odpowiedzialności politycznej za nieszczęściePrezydent i cała PO jest be, gdyż bezpodstawnie atakował byłego Prezydenta przyczyniając się do tragedii.

   Nie będzie końca tej wojny polsko- polskiej. Ja już nie wierzę w porozumienie ponad podziałami. Odsłaniane są kolejne tablice upamiętniające tych co polegli(?)i nic nie jest w stanie zadowolić OBROŃCÓW SŁUSZNEJ SPRAWY.

   Dla opamiętanie prowodyrów niezgody przytoczę prawdziwą podobno anegdotkę z przebogatej historii okazałego, a niechcianego pomnika jaki stał w Nowej Hucie. Pomnik był wysadzany w powietrze, mazany farbami i traktowany obelżywymi napisami, a więc i szczególnie pilnowany przez słuszne wtedy służby, a mimo tego udawało się przeciwnikom twórcy komunizmu dokonywać spektakularnych wyczynów.

Jednym z takich aktów sprzeciwu było pozostawienie opartego o monument roweru i gumowych butów oraz napisu – instrukcji jaką przytoczyłem w tytule:

         Masz tu rower oraz buty i s… z Nowej Huty.

   Czy w tzw. czarnym scenariuszu politycy przewidują coś takiego? A jeśli nie przewidują czynnego sprzeciwu w tej formie to, czy można lekceważyć przykład słoika( z czymś tam) rzuconego nie tak dawno przecież na niechcianą tablicę świeżo zamontowaną na ścianie Pałacu Prezydenckiego?

Czy nie warto porozmawiać i o takim rozwoju wypadków skoro forsuje się wielce ryzykowne społecznie pomysły?

 

   A w koło już jesień. Zapalają się żółcią i czerwienią liście drzew, a pajęczyna oblepia twarze podczas wędrówek po lesie. Jeszcze jest ciepło, ale przyjdą chłody i deszcze pogarszając  warunki walki o pomnik dla … Politycy raz w miesiącu wyjdą złożyć kwiaty i postawią znicze, aby obrońcy mieli przy czym ogrzać zziębnięte dłonie…bo najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy…

                                           

Nareszcie przenieśli krzyż

   Wczoraj, gdy jechałem rankiem do pracy usłyszałem w radio sensacyjnie brzmiącą informację. Redaktor przepytywał posła lewicy o to, czy zna ten fakt i jakie jest jego zdanie na ten temat. Nowina brzmiała sensacyjnie, bo jeszcze nie było oficjalnej informacji o tym, co zrobiono z krzyżem, a co jeszcze bardziej bulwersujące to nie podano wyjaśnień i odpowiedź na pytanie, co zrobiono z obrońcami krzyża. Odpowiedzi na te pytania usłyszałem dopiero po przyjeździe do domu. Będąc w szkole wykorzystałem okazję, aby na powitanie kolejnych klas wchodzących do mojej sali zapytać : – Czy wiecie o sensacyjnym zdarzeniu? Czy dobrze się stało? Jaki scenariusz wydarzeń przewidujecie na najbliższe godziny i dni?

Odpowiedzi były różne. W jednych klasach wyrażano zadowolenie, że nareszcie. a w innych większość wypowiadała opinie zaczerpnięte wprost z kręgu obrońców krzyża.

   Po powrocie dowiedziałem się, że to Szef Kancelarii Prezydenta  w obstawie czterech ludzi zwyczajnie zabrał krzyż i umieścił go w kaplicy prezydenckiej. Wieczorem nie odstępowałem już od telewizora i poznałem reakcje polityków, duchownych, a nawet samego Jarosława Kaczyńskiego – jako osoby prywatnej, brata i obywatela, a nie prezesa PiS.

Wszyscy to znają. Dzisiaj zajrzałem do wiadomości Onet-u i oto wyniki sondażu opinii jakie tam znalazłem:

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/polacy-zabrali-glos-ws-przeniesienia-krzyza,1,3689443,wiadomosc.html

 

   Nadal nie znamy scenariusza wydarzeń na tym placu na najbliższy czas i to jest temat do zastanowienia i przedyskutowania. Mocno nas wszystkich zbulwersował ten zbyt długo trwający i wielce gorszący spór o …No właśnie o co?

Każdy z nas może mieć i ma swój indywidualny pogląd na sprawę. Przegadamy jeszcze wiele godzin zanim ucichną emocje, zanim postawia pomniki, wmurują tablice pamiątkowe, zanim brat byłego prezydenta powie :- Tak, jestem zadowolony ze sposobu załatwienia sprawy godnego uczczenia zmarłego gwałtowna śmiercią Prezydenta RP , a gdzieś tam w tle doda …i innych, którzy zginęli w katastrofie .

   Dzisiaj miałem lekcje w szkole, której uczniowie byli z wycieczką w dniu 15 kwietnia w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim, gdzie wystawiono zwłoki prezydenckiej pary. Sprawdziłem na stronie internetowej szkoły treść notatki napisanej po tamtej wizycie i rozmawiałem z jej autorką Olą –wówczas  uczennicą klasy pierwszej LO. Proszę wierzyć, że pisała to sama i pisała sercem. Przeczytajcie zresztą sami:

 

Wyjazd do Pałacu Prezydenckiego – 15.04.10 r.

15 kwietnia około godziny 1 w nocy zebraliśmy się na rynku w Bogorii. Celem naszej podróży było złożenie hołdu parze prezydenckiej oraz pozostałym ofiarom katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Mimo późnej pory nie odczuwaliśmy zmęczenia. Droga minęła dosyć szybko, bez większych problemów o godzinie 5 nad ranem zajechaliśmy na parking, skąd pieszo udaliśmy się na starówkę. Na miejscu zobaczyliśmy, że kolejka do Pałacu Prezydenckiego kończy się przy kolumnie Zygmunta. Czekanie okazało się nie aż tak męczące jak się spodziewaliśmy, a czas płynął bardzo szybko. Po równych 5 godzinach oczekiwania dotarliśmy do bramy Pałacu Prezydenckiego. Każdy z nas zdając sobie sprawę z tego, iż uczestniczy w pisaniu najnowszej historii Polski w zadumie zastanawiał się nad przyszłością naszego kraju. Dotarliśmy do celu. Wizyta w tym miejscu wywarła na wszystkich ogromne wrażenie i wywołała wiele emocji. Najlepiej obrazowała to cisza i łzy w oczach. Po spacerze przez starówkę, zmęczeni dotarliśmy do autokaru. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na posiłek. Reszta podróży minęła na odpoczynku oraz na licznych dyskusjach na temat minionego dnia. Około godziny 18 dotarliśmy do Bogorii.

   Tak na gorąco opisano tamte wrażenia. To były autentyczne łzy współczucia dla licznej grupy ludzi, którzy zginęli w katastrofie. Nikt nie szczędził wysiłku, aby tam być i oddać hołd tragicznie zmarłym. Mimo, że minęło kilka miesięcy od tamtego wyjazdu to nawet ci młodzi ludzie są już zwyczajnie zmęczeni, a również i zgorszeni przedłużającym się zbyt długo , bo podsycanym przez polityków konfliktem.

Dobrze się stało – tak twierdzi ponad 70 procent społeczeństwa. Czy dołączymy do nich?

 

 

Znaj proporcją mocium panie

   Od wczoraj chodzę cały w nerwach. Jak tylko usłyszałem od znajomego ; – Ty wiesz co ten  Kaczyński wygadywał na placu pod krzyżem?!!! To już przechodzi ludzkie pojęcie !!! Doczekałem wieczornych wiadomości. Obejrzałem ten medialny atak  prezesa wskazujący na winnych katastrofy. Faktycznie ręce opadają. To mówi prawnik, pomyślałem. Czy on wie, że największemu zbrodniarzowi przydziela się obrońcę z urzędu, a do czasu sądowego wyroku mówi się o podejrzanych…  premierze T., ministrze A. ministrze S. chroniąc ich dane osobowe. Jeśli on już wszystko wie, to czy teraz gdy wszystko już wiadomo rozwiąże komisję Maciarewicza? Po co ten geniusz od spraw ciemnych i wszelkich spiskowych teorii dziejów najnowszych marnuje swoją energię? Mógłby skupić się na czymś bardziej pożytecznym, prawda?

Inna jeszcze sprawa . Przyjmując jako główną linię ataku fakt krytykowania działań tamtego prezydenta przez obecnego i jego zaplecze polityczne, to sam niedawny kontrkandydat w tym samym wyścigu, co robi? Nie atakuje? Nie ubliża ? Nie insynuuje? Czy J.K. szanuje najwyższego rangą Obywatela Rzeczpospolitej, wybranego w demokratycznym przecież głosowaniu i to głosami większości wyborców? A tamtym zarzuca brak szacunku do brata?

    Posłuchałem komentarzy, obejrzałem świetne i wymowne skecze Andrzeja Grabowskiego w ramach opolskiego festiwalu, przejrzałem znane mi polityczne blogi i wcale nie wrócił mi spokój. I już wiem, że nie uspokoję się bo z każdym wystąpieniem ludzi PiS ogarnia mnie czarna rozpacz, choćby z tego powodu, że wciąż tak wielu ludzi im ufa i ich propagandę traktuje jako jedyną słuszną teorię zapewnienia krajowi powszechnej pomyślności. Dzisiaj w dodatku przeczytałem wywiad  z Pawłem Kowalem europosłem PiS, który nie widzi nic złego w wystąpieniu swojego wodza, a w dodatku podsumował wszystkich oponentów taką diagnozą:

 

Kowal zwrócił uwagę, że dużo osób komentujących polską politykę zbyt emocjonalnie podchodzi do niej. – W analizach polskiej polityki jest za dużo domowej chłopskiej psychologiiOto cały wywiad z w/w.

http://beta.wiadomosci.onet.pl/kraj/prezes-nie-przekroczyl-granicy-tam-sie-nic-takiego,1,3658354,wiadomosc.html

 

   Ja, jako chłopski psycholog protestuję przeciwko takiemu podsumowaniu debaty publicznej, o której swobodę  walczyli (podobno) obaj panowie K.

Panie Kowal: – Znaj proporcją mocium panie . polecam to zawołanie Aleksandra Fredry wszystkim ideologom PiS i ich jawnym, czy ukrytym sprzymierzeńcom, którzy krzyczą w przestrzeń publiczną stanowczo kłamliwe lub tylko przesadzone retoryką wyborczą ( jak to ostatecznie sami nazywają) hasła typu:

         Rozkradli całą polską gospodarkę…

         Zniszczyli polski przemysł ciężki w tym hutnictwo, przemysł maszynowy stocznie itd..

         Zadłużyli Polskę powiększając jej dług publiczny do granic grożących krachem finansowym…

         Prowadzą taką politykę społeczną, że jest wielkie bezrobocie, a co piąte  polskie dziecko przymiera głodem…

         Twierdzili, że Polska jest zieloną wyspą ,a teraz przyznają się do kryzysu finansowego i podnoszą podatki…

 

   Można tak wyliczać bez końca. Ludzie orientujący się w sytuacji ekonomicznej świata wiedzą, że USA wpakowało w ratowanie swojej gospodarki ponad 800 mld dolarów jeszcze bardziej zadłużając swój kraj, a mimo tego spodziewają się drugiej fali kryzysu. Bezrobocie wzrosło tam do 9.6 proc. a taki poziom nie był tam znany od dawna. Przed miesiącem podano informację, że ponad milion kupionych na kredyt domów, które nie są bieżąco spłacane trafia do licytacji. Jeszcze przed wakacjami pokazywałem uczniom jako ciekawostkę wycinek z prasy, w którym zawarta była informacja, że ponad 38 mln obywateli USA otrzymuje kartki żywnościowe .

   Dzisiaj słyszę, że prognozy rozwoju gospodarki światowej na przyszły rok oscylują wokół 1.1 proc. wzrostu PKB a w wielu rejonach świata będą spadki, czyli nastąpi poszerzenie się strefy recesji. Czy to też efekt tego, że oni (czyli cały świat)nie mają ekonomistów rodem z PiS-u ????

   Nasz rząd planuje  na przyszły rok wzrost gospodarki na poziomie 3,5 proc. Zadłużenie rośnie ale nie jest to skutkiem czyjegoś szaleństwa tylko realnych warunków w jakich funkcjonujemy. Dlaczego więc podgrzewacie atmosferę panowie z całej już opozycji? Czy szansą pomyślności tego rządu nie jest zaufanie obywateli do rządzących, do kursu walut, do całego skomplikowanego systemu społecznego, który w znacznej części sami stworzyliście?

 

   Znaj proporcią mocium panie…

 

   Krytyka jest potrzebna każdemu rządowi. Konstruktywna opozycja jest niemal zbawienna dla zachowania rozsądku w realizacji naprawdę potrzebnych i służących wszystkim programów gospodarczych i społecznych

Jeśli już wspomniałem twórczość kabaretową Andrzeja Grabowskiego, dzisiaj żywiącego się tematami podrzucanymi przez PiS ,to przypomnę jeszcze dawny kabaret Tej.

Zenon Laskowik, jako handlowiec, rozmawia na zapleczu sklepu z mało rozgarniętym facetem, który zgłasza mu, że tiaktoj się zepsuł.

         Jak to się zepsuł, pyta.

         Ano zepsuł się, bo nie ma powierza w jednym kole, słyszy odpowiedź.

         No, a w pozostałych kołach jest powietrze, pyta Zenek

         Jest, odpowiada sepleniąc traktorzysta.

         To dlaczego mówisz, że tiaktoj jest zepsuty? Zepsute jest tylko jedno koło, które trzeba naprawić. Defetysto jeden…

Komuś trzeba przypominać nieustannie ten skecz, z którego kie
dyś zaśmiewaliśmy się do łez. Rozejrzyjmy się wokół. Dużo jest takich, co wolą wyrzucić cały traktor niż po prostu naprawić zepsuta część.

Dobroczyń…ca(łemu) narodowi

   Przeżywaliśmy wszyscy dwa ważne świeta. Chronologicznie biorąc trzeba zacząć od świeta solidarności. Celowo piszę z małej litery, bo Solidarność pisana specjalnie zastrzeżoną czcionką, tzw. solidarycą to już legenda dawnej SOLIDARNOŚCI , którą należałoby  wprowadzić do muzeów i szanować jako wielkie nasze polskie dobro wspólne. To co mogliśmy obserwować przy okazji zjazdu w Gdyni, to przykład posługiwania się zawłaszczonym znakiem i legendą przez zwyczajny związek zawodowy, który z dawną solidarnością nie ma nic wspólnego. A jeśli jednak coś łączy te dwie organizacje społeczne, to tylko reprezentowanie interesów robotniczych – czy pracowniczych ściślej biorąc – wobec pracodawców. Jest więc Związek Zawodowy „Solidarność” takim samym związkiem jak wszystkie inne związki z tzw. nieprawego łoża, czyli dawniej zrzeszone w OPZZ. Tylko upolitycznienie ZZ Solidarność przez znaną partię dodało temu związkowi siły . Jeśli coś żądał ZZ Solidarność, to był w tym skuteczny, a gdy te same żądania wnosiły związki branżowe, to już nie było tak pewne, że zdołają swoje żądanie zrealizować. W zakładach pracy stawało się więc oczywiste, że przynależność do ZZ Solidarność jest trendy, a do branżowych passe. To na tym tle i na tym kierunku szły działanie  polegające na „pozyskiwaniu” nowych członków do swoich szeregów. Rzadko się zdarzało, aby różne związki zawodowe działające w jednym zakładzie, czy nawet branży połączyły się we wspólnym wystąpieniu o jednolite przecież żądania służące załodze. Bywa, że w jednym zakładzie, czy branży działa wiele związków zawodowych gdyż ustawa jest bardzo korzystna dla ludzi mających nadzieję na karierę działacza związkowego. Dobra pensja, biuro na koszt zakładu, samochód służbowy, oddelegowanie do pracy związkowej i pewny powrót na poprzednio zajmowane stanowisko, udział w posiedzeniach zarządów, rad nadzorczych i wynikające stąd profity przychodzące ze strony pragnących pozyskania, czy obłaskawienia krewkiego działacza prominentów. Tylko działać i reprezentować. Szczególnie w okresie przed końcem kadencji. Im kto bardziej radykalny, tym większe szanse na  kolejną kadencję. Niektórym działaczom udaje się nawet awansować w hierarchii służbowej zakładu i wtedy pozostaje tylko trzymać się stołka i sprzyjać komu trzeba.

   Skąd to wiem? Przez dwie kadencje byłem przewodniczącym Komisji Rewizyjnej związku zawodowego więc miałem wystarczająco dużo okazji aby poczynić obserwacje. Nie to jednak mnie nurtuje najbardziej. Każda struktura biurokratyczna rządzi się swoimi prawami, a wojna z biurokracją jest niezwykle trudna. Mam na myśli inny problem , który zawarłem w tytule.

   Dobroczyńca to „ człowiek dobroczynny, świadczący innym dobro” – to definicja słownikowa. Innym czyli komu?

   Związkowcy kompanii węglowej walczą o utrzymanie miejsc pracy w kopalniach i mają w tej walce sukcesy, bo przyhamowano proces likwidacji kopalń najbardziej niebezpiecznych i przynoszących największe straty. Jako społeczeństwo wpakowaliśmy w program restrukturyzacji górnictwa  grubo ponad 100 mld zł i co? Górnictwo nadal przynosi wielkie straty i coś z tym trzeba zrobić. Czy uda się reforma? Chyba nie bo związkowcy już wczoraj przegłosowali strajk w całej spółce węglowej. Strajk o płace i i zaprzestanie likwidacji kopalń. Zarządy apelują o opamiętanie, bo dzienne straty z powodu takiego strajku wynoszą 40 mln. Zł. Czy zostaną wysłuchani? Wątpię. Będziemy świadkami narastającego kryzysu na linii górnicy – rząd. Dla ilustracji nastrojów pozwalam sobie przedstawić komentarz do tej sytuacji pisany przez Ślązaka:

 2010-09-03 15:23:48 | 83.27.69.* | Hanys Keta

Re: Widmo gigantycznych strat nad Kompanią Węglową [2]
Jo był żech dość wiela razy na dole na 500 i na 650 m pod ziemią  wiem, jakie tam są pierońsko ciężkie warunki, ale wiem, bez to i to, że na Grubach po 20 latach reorganizacji nadal więcej niż prawdziwych górników jest różnych metaniorzy, pompkorzy, elektryków od jednego drutu, telefonistów, maszynistów elektrowozów i operatorów kneflika, czyli jednego guzika do włączania i do wyłączania (bandy), czyli taśmy oraz, że budynki
w kerych som biura etatowych związkowców są większe niż budynek dyrekcji lub po śląsku godając na kożdyj Grubie jest obijaczy i krzykaczy 3 razy tyle, niż tych ciężko pracujących pod ziemią górników a Ci obijacze mają większe wypłaty niż Ci co robią w najcięższych warunkach. Każdy dyrektor kopalni ło wiela jest fachowcem co przeszoł na Grubie wszystkie szczeble kariery jak po karczmie piwnej zbierze mu się na szczerość to zaufanym
kolegom co już nie robią na Grubie prawi, że jakby ta Kopalnia była jego własnością to wydobywałby tyle samo węgla przy zatrudnieniu o połowa mniejszym i miałby milionowe zyski, ale Kopalnia jest państwowa a państwo jest najgłupszym i najgorszym zarządzającym każdego przedsiębiorstwa, bo w panstwowyj fyrmie wszyscy są pracownikami a żodyn niy jest właścicielem, więc tako firma traktują wszyscy jak cudzy portfel znaleziony na
drodze. Każdy chce z niego jak najwięcej wybrać, więc i dyrektor jako pracownik tyż chce się utrzymać przy tyj kasie i nie może uzdrowić sytuacji, chocia
ż wie jak to można zrobić dając przy okazji uczciwym górnikom lepsze zarobki, bo by go związkowcy wywiyźli na taczkach albo zamurowali w gabinecie. A nikt z Rządu nawet palcem by nie kiwnął w jego obronie żeby nie stracić głosów poparcia przed wyborami. A w Polsce zaroz po wyborach wszyscy wybierani są już przed następnymi wyborami więc gówno robią aby uzdrowić chore państwowe branże stale dotowane więc pasożytujące na pracy reszty społeczyńtwa.

No to proszę powiedzieć komu pomagają związkowcy Kompanii Węglowej i czyim kosztem odniosą zwycięstwo?

   Inni związkowcy twardo walczą o pomoc dla kolejarzy i mimo, że PKP przynoszą co roku miliardowe straty stan kolei nie poprawia się ani o jotę. Przerzuca się część rozdętych kosztów na samorządy, które dofinansowują przewozy lokalne zaniedbując swoje potrzeby w często zacofanym tzw. terenie  i to wszystko nie rozwiązuje problemów. Nie ma nowoczesnych dworców. Nie ma pieniędzy, aby radykalnie poprawić stan techniczny torów, a więc nie będzie również szybkich pociągów. Konkurencja przewozów kolejowych dawno przegrała z tanimi liniami lotniczym, czy też z transportem samochodowym i co? Kto za to odpowie?

   Dodajmy do tego hutnictwo , które podobno poddane zostało zbójeckiej prywatyzacji zamiast go pozostawić w naszych rękach. Do tego dołóżmy stocznie, które były wspaniałym biznesem polegającym na tym, że do każdego statku dopłacaliśmy po milion i więcej zł. Teraz krytycy powiedzą no to co z tego, ale miejsca pracy były!!! Kto zatem opłacał stoczniowców?

   Na dożynkach rolniczych( to drugie z ostatnio przeżywanych świąt)  ks. Biskup, w przemówieniu do rolników podkreśla rolę tych co żywią i bronią i pozostali dzięki swojemu chłopskiemu uporowi i ukochaniu ziemi jedynie polską dziedziną gospodarki, bo nie pozwolili się dotąd wykupić obcym. Reszta gospodarki to zupełna ruina. Dlatego trzeba podnieść ceny zbytu na płody rolne i obniżyć ceny kredytów i środków produkcji . I dobrze im życzy, prawda? Tylko nie mówi kto dopłaci fabrykom tę różnicę, o którą trzeba obniżyć ceny nawozów, paliwa czy innych środków. Kto dopłaci bankom różnice z tytułu preferowanych kredytów? Jakie będą ceny detaliczne żywności jeśli surowiec do produkcji tej żywności będzie drogi?

Rolnicy przecież też kupują żywność w sklepach.

   Przysłuchajmy się politykom szczególnie w czasie kampanii wyborczej, która u nas weszła w stan permanentny. Jak oni wszyscy, jeden przed drugim będą nieba przychylać wszystkim…którzy na nich zagłosują.

   Jakże często w tych przemówieniach mówi się o jednej stronie medalu jakby w ekonomii nie obowiązywała zasada: Uśmiech za uśmiech. Reszta za pieniądze. !

   Żaden rząd nie da sam z siebie nikomu ani grosza,  którego by wcześniej nie wyciągnął z kieszeni podatników. Kiedy jako społeczeństwo zrozumiemy te mechanizmy i tak jak słynny gajowy w obronie swojej siedziby przegonimy zarówno Niemców jak i Ruskich zdobywających na przemian jego siedzibę?

Bardzo potrzebujemy dobroczyńców, ale takich, którzy czynią dobrze całemu narodowi, a nie tylko swoim!!!

 

Nowy rok szkolny rozpoczęty

  

   Rozpocząłem rok szkolny postem pt. Żeby już do szkoły… prawie dwa tygodnie temu. Mieliśmy w tym czasie kilka narad w szkołach, a każdy z osobna miał sporo pracy z przygotowaniem się do nowego roku pracy. Szczególnie wtedy, gdy musi przygotować plany wynikowe do nowego przedmiotu lub kontynuacji nauki na wyższym już poziomie. Prywatnie biorąc chodziłem codziennie na naukę, co prawda nie do szkoły lecz do kościoła, gdyż trwały u nas Misje Św. poprzedzające koronację  – co opisałem szczegółowo w dwóch ostatnich postach. Uroczystości religijne mamy już za sobą. Przechodzimy do bieżących spraw, a tu chyba najważniejszą, bo dotyczącą każdego ucznia, a więc również ich rodzin i licznej rzeszy pracowników oświaty jest inauguracja nowego roku szkolnego.

   Idąc 1 września do kościoła na mszę w intencji wszystkich tworzących polską szkołę zastanawiałem się dlaczego w tym właśnie dniu tak niemiłosiernie leje deszcz. Nasuwały mi się różne skojarzenia typu: To niebo płacze nad nieszczęśnikami albo, że płacze nad końcem sezonu, bo traci plażowiczów, imprezowiczów, wycieczkowiczów czy pielgrzymów i teraz ucichnie gwar, śpiew i dźwięki gitar czyli…nastanie smutny koniec lata…

   Gdy wszedłem do kościoła i zobaczyłem tłum młodzieży jakiego nigdy wcześniej nie widziałem, to zrozumiałem dlaczego ten obfity deszcz tak pada. Nikt i nic nie zapędziłoby w bardziej skuteczny sposób młodzieży do wnętrza, w którym mogli po raz pierwszy zobaczyć pięknie błyszczące korony na głowach Matki Bożej Bogoryjskiej i Jej Syna oraz wysłuchać w skupieniu listu biskupa sandomierskiego Krzysztofa Nitkiewicza na rozpoczęcie roku szkolnego http://www.sandomierz.opoka.org.pl/akt/index.php?id=3482

   Słysząc zapowiedź odczytania listu biskupa, pomyślałem, że (oceńcie sami czy to dobrze, czy źle? ) doczekaliśmy się czasów kiedy nasza pani minister oświaty milczy w tym szczególnym dniu, a z Bogiem i w imię Boga rozpoczynany rok szkolny jest okazją do wypowiedzi zatroskanego o losy Ojczyzny i Kościoła biskupa. List zaczynał się słowami:

   Drodzy przyjaciele

   Minął czas letnich wakacji. Przed nami nowy rok szkolny i kolejny etap pracy wychowawczej i formacyjnej. Znowu zobaczę was Drodzy Uczniowie, śpieszących do szkoły z plecakami ciężkimi od książek, czasami zamyślonych czy z nieodłącznym telefonem komórkowym w ręku, innym znów razem roześmianych i żywo dyskutujących z przyjaciółmi. W tym szczególnym momencie, gdy na nowo podejmujecie zajęcia szkolne, nie chciałbym powtarzać słów zachęty i pouczeń jakie słyszeliście już z ust wielu osób pragnących waszego szczęścia. Ono leży na sercu również mnie, a także wielu kapłanom i katechetom, których spotkacie na lekcjach religii. 

   Pięknie, prawda? Jak dobrze zorientowany jest nasz biskup, pomyślałem. To zdanie o nieodłącznym telefonie  dla kogoś, kto sporadycznie tylko przebywa w szkołach wskazuje na dobrą znajomość realiów. Dzisiaj na pierwszych lekcjach z pierwszakami technikum zapytałem w trzech klasach : – Kto nie ma przy sobie telefonu komórkowego niech podniesie rękę do góry. Zgadniecie ile rąk się podniosło? Jedna!!! I to nie z powodu braku telefonu lecz braku karty, bo mama zabrała. Po dość krótkiej części ogólnej autor listu zwrócił się do dzieci:

   Drogie Dzieci ! Niech nowy rok szkolny będzie dla Was czasem codziennych postępów w zdobywaniu wiedzy o Bogu i świecie, który On stworzył z miłości i swoją miłością wciąż ubogaca. Pamiętajcie, że dobry Bóg was kocha i pragnie „chodzić” z Wami do szkoły i towarzyszyć Wam przez całe życie.

   Pięknie mówi, pomyślałem sobie. Dzieci mają chyba najtrudniej z wejściem w nowe środowisko i adaptacją do pewnego reżimu narzuconego regulaminem szkoły. Niech wiedzą, że Ktoś oprócz mamy i nasej PANI, która wyrasta w szkole na niebywały autorytet jeszcze o nich myśli i razem z nimi chodzi do szkoły. Będzie im łatwiej.

Po dzieciach przyszła kolej na młodzież. Oto słowa skierowane do tej grupy wiekowej:

   Ukochana Młodzieży ! Przed Wami kolejny rok szkolny. W ten wysiłek nierozerwalnie wpisuje się praca nad sobą, czyli doskonalenie ducha i sumienia. Sami doskonale wiecie jak ważna jest każda ludzka decyzja i dlatego bez względu na wiek musi być ona zawsze przemodlona i przemyślana.

   Praca nad sobą? Czy młodzież w pełni rozumie potrzebę pracy nad sobą i się do tego stosuje? Jan Paweł II patron moich szkół zwracał się przecież do ukochanej młodzieży  m.in. słowami:

   Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali .

   Czy oni wymagają od siebie? Znowu poproszę o zgadywankę, zgoda?

Ja zapytałem w toku tej pierwszej zapoznawczej godziny również i o to, kto czyta gazety codzienne ? W jednej z klas nikt nie podniósł ręki, a w innej kilkoro. – Kto oglądał wczorajsze programy informacyjne w telewizji –  w których pokazano jak źle jest u nas ze znajomością zasad udzielania pierwszej pomocy? (a ja mam tych zasad ich uczyć). W jednej z klas, jedna z dziewczyn podniosła wprawdzie rękę, ale proszona o przedstawienie tej informacji nie
potrafiła tego dokonać.

   Prawie  NIKT nie potrafił zinterpretować przesłania płynącego z motta o treści:

Dobry los nie jest sprzymierzeńcem leniwych.  W jednym przypadku podjęto taką próbę, ale bez mojej pomocy się nie obeszło. Ci, świeżo upieczeni absolwenci gimnazjów przyszli uczyć się w technikum. Już z tej próbki widać jak dużo pracy musimy włożyć w tę naukę. Tak oni, uczniowie jak i my, nauczyciele do których ks. Biskup skierował takie słowa:

   Drodzy Nauczyciele i Katecheci! Współczesna szkoła przeżywa niełatwy czas reform. Jest to związane także z mniejszą ilością uczniów i likwidowaniem niektórych miejsc pracy. W nowej, zmieniającej się szkolnej rzeczywistości, niezmienne pozostaje tylko powołanie do służenia młodemu pokoleniu własną wiedzą i przykładem życia. Szkoła nie może być bowiem czymś w rodzaju supermarketu, który zaopatruje klientów w potrzebne produkty, a Wy nie możecie być ich sprzedawcami. Jestem głęboko przekonany, że każda i każdy z Was mierzy znacznie wyżej. Dziękując za Waszą dotychczasową postawę, proszę abyście nadal byli w szkole nauczycielami prawdy, zatroskanymi o dobro dzieci i młodzieży, którzy są nadzieją naszej Ojczyzny i Kościoła. (podkreślenie moje)

Niech Maryja Matka Pięknej Miłości wspomaga wszystkich, którzy podejmują trud nauki i wychowania. Wszystkim z serca błogosławię.

                                                                            ks.biskup Krzysztof Nitkiewicz

   W moim, wspomnianym na wstępie poście o powrocie do szkoły napisałem:

   My nauczyciele wiemy, że uczniów czeka ciężka harówa. Przynajmniej tych uczniów, którzy mają ambicję, aby być dobrymi uczniami, aby się przygotować do studiów. Wiemy też, którzy uczniowie przychodzą z powodu braku innej alternatywy i chętnie zmieniliby rozkład dnia zamieniając czas trwania lekcji z czasem trwania przerw – czyli 10 minut lekcji przegradzanych 45 minutowymi przerwami. Wtedy jakoś by mogli funkcjonować . Zdążyliby się spotkać z kim trzeba i załatwić setki spraw przez telefon.

   Znany wszystkim nauczycielom Janusz Korczak powiedział znamienne słowa, które warto przypomnieć – szczególnie nauczycielom – przed rozpoczęciem roku szkolnego:

O przeciążeniu szkolnym Europa biblioteki mnogie wypisała, a cała ta zawiła kwestia rozwiązuje się tak łatwo i szybko jeśli zgodzimy się przyjąć zasadę, że zadaniem szkół średnich nie jest nauka, a rozwój dziecka. Nie jest napychanie głów bezużytecznym balastem, a przygotowanie ich do życia, w które mają wstąpić jako dojrzali .

   Powtórzyłem ten fragment po to, aby nikogo nie trudzić poszukiwaniem całego tekstu dobrze ilustrującego problem jaki mamy do rozwiazania wespół – zespół.

   Fragmenty listu biskupa zacytowałem po to, aby pokazać na ile Kościół naucza i wykazuje troskę o wspólne edukacyjne dzieło,  a na ile indoktrynuje nasze pociechy – co coraz głośniej podnoszą niezadowoleni z obecnego status quo głosiciele potrzeby kolejnej rewolucji w zakresie działań na linii Kościół – szkoła.