Stary już był i dobrze że odchodzi…

 Chyba nie ma człowieka, który nie dokonuje w tych dniach choćby uproszczonych podsumowań minionego roku. Politycy nauczyli nas, że odchodzącemu trzeba zrobić audyt, aby nowemu zapewnić rzetelny start. Może wiec i w tym przypadku należy zrobić podobnie? Tylko, że jeśli nam coś w tym audycie wyjdzie nie tak jakbyśmy chcieli, to kogo obciążać winą za zaistniały stan? Chyba tylko siebie, prawda?

Czytaj dalej

Rocznica powstania bloga

Myszka blogowa

Doczekałem się 7 rocznicy powstania bloga Tatulowe opowieści. Liczbę kolejnych opowieści również otwiera siódemka, co daje średnią 103 notki na rok. Z tego wynika, że tak średnio pisałem nowy tekst co trzy dni. Czy zawsze nowy? No nie zupełnie, gdyż czasami sięgałem do powtórzeń – jeśli uznałem, że mogą one nadal kogoś zainteresować tematem lub sposobem ujęcia starego problemu. Wypada przypomnieć początki. Oto w dniu 3 lipca 2008 roku opublikowałem pierwsze słowa pozwalające mi zaistnieć w blogosferze.
Na banerku ówczesnego bloga królowała dość długo nadrzewna mysz kościelna (zdjęcie powyżej). Czytaj dalej

Niech się już ten dzień zakończy i przyjdzie piękny poranek…

Po wyjściu ostatnich gości i uprzątnięciu śladów naszego biesiadowania zajrzałem do Facebooka. Właśnie wtedy jedna z moich znajomych zamieściła anons:
Niech się już ten dzień zakończy i przyjdzie piękny poranek…
    Zastanowiło mnie takie nastawienie młodej w końcu osoby, a jednocześnie przypomniałem sobie o tym, że już coś takiego przydarzyło mi się przed dwoma laty. Wtedy też zajrzałem do Facebooka i tam przeczytałem podobnie brzmiący komunikat: Wreszcie normalny dzień i… kawusia
Wklepałem ten tekścik do blogowej wyszukiwarki i oto co znalazłem: Wreszcie normalny dzień i…kawusia  27/12/2011  Czytaj dalej

Porcelanowy Jubileusz moich dzieci

Kochani Jubilaci

Nadejszła wiekopomna chwiłłła…i oto nasze dzieci świętują już 20 rocznicę zawarcia związku małżeńskiego. W tradycji świętowania wszelkich jubileuszy 20–lecie zwane jest rocznicą porcelanową. A cóż ma w sobie takiego porcelana, że aż trafiła do takiej dziedziny życia??? Za ciocią Wikipedią podaję:
Porcelana – rodzaj białej, przeświecającej  ceramiki wysokiej jakości, wynaleziony w   Chinach w VII w. Porcelana jest wytwarzana z mieszanki  glinki kaolinowej ze  skaleniem i  kwarcem poprzez wypalanie. Charakteryzuje się niską nasiąkliwością, bardzo dobrymi właściwościami dielektrycznymi, dużą wytrzymałością mechaniczną, wysoką odpornością na działanie czynników chemicznych i nieprzepuszczalnością dla cieczy i gazów. W technice używana jako materiał na nisko- i wysokonapięciowe  izolatory sprzęt laboratoryjny oraz jako wyroby gospodarstwa domowego. Porcelanę wyrabianą w Saksonii nazywano „białym złotem” dlatego, że zastępowała złoto jako królewski podarunek, osiągając ceny porównywalne do kruszcu…
   Jak widać związki porcelany z dobrym małżeństwem są bardzo silne. Podobnie jak przy porcelanie wchodzimy w związek z innym składnikiem (pozostałbym przy dwóch!), a po uformowaniu poddają nas wypalaniu w tyglu i do tego w wysokiej temperaturze jakie stwarza życie. To szokowa technologia, ale dzięki temu zyskujemy wiele niezwykle ważnych cech i przymiotów, o których powyżej. Oceńcie sami, które z tych cech są dla Was najważniejsze. No i wreszcie ten ostatni walor – Białe złoto. Cenne prawda? A jak brzmią dzwoneczki wykonane z porcelany stosowane do zawieszania w drzwiach przy najsłabszym nawet wiaterku? Czysty i szlachetny dźwięk, nie dający się porównać z niczym innym. Czy zatem słusznie nazywają jubileusz 20 lecia porcelanowym? Ja uważam, że tak.

Odnosząc się do przebiegu Waszego wspólnego życia i Waszych osiągnięć na płaszczyźnie rodziny, kariery zawodowej, relacji towarzyskich i wszelkich innych to chcemy Wam wraz z Mamuną powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi Waszym szczęściem, dumni z Waszych osiągnięć, zatroskani Waszymi problemami, przejęci możliwościami realizacji Waszych planów, bo jesteście po prostu ważną częścią naszego życia.
Życzymy Wam szczęścia w dalszym pożyciu małżeńskim, rodzinnym i zawodowym. Szczęść Boże.
   Jako załącznik do tego o czym powyżej pozwolę sobie zamieścić tu opowiastkę, jaką znalazłem na zaprzyjaźnionym blogu w nadziei, że dopowie to, czego nie zdołałem wyrazić moimi słowami. Proszę jednak abyście czytając ją używali liczby mnogiej „My, Wam, Was” zamiast „Ci” Oto ona:
Opowiastka z życzeniami stosowanymi pomiędzy ojcem i córką:
[…]Lotnisko. Starszy mężczyzna i młoda kobieta obejmują się przed rozstaniem. Oboje rozumieją, że jest to prawdopodobnie ich ostatnie pożegnanie: jemu już niewiele życia pozostało, ona mieszka daleko, ich spotkania bywają bardzo rzadkie. W głośnikach rozlega się napomnienie dla pasażerów, że za niewielką chwilę kończy się odprawa.

„Kocham cię, córeczko, i życzę ci, ile trzeba.
„Ja też cię kocham, tatusiu, i życzę ci, ile trzeba.”
Stojący obok pasażer, słysząc te dziwne pozdrowienia, nie mógł powstrzymać ciekawości, podszedł więc i zapytał znaczenie słów „ile trzeba”.
„Są to życzenia, które w naszej rodzinie istnieją od wielu pokoleń” – odparł mężczyzna.
A znaczą? – pytał dalej obcy
Życzę ci słońca, ile trzeba, by twe życie jaśniało stałym blaskiem.
Życzę ci deszczu, ile trzeba by móc się cieszyć słońcem.
Życzę ci szczęścia, ile trzeba, by starczyło go na radowanie się życiem.
Życzę ci smutku, ile trzeba by niewielkie radości stawały się szczęściem.
Życzę ci losu łaskawego, ile trzeba, by mieć wszystko, co w życiu niezbędne.
Życzę ci strat, ile trzeba by docenić to, co się ma.
Życzę ci spotkań, ile trzeba, aby być gotowym na ostatnie rozstanie.
Z Bogiem kochani Jubilaci…

Wesołych (?) Świąt

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się ku końcowi. Czy przeżyliśmy je u siebie, czy też w gościach, to jednakowo składaliśmy i nam składano wielokrotnie życzenia: – Wesołych Świąt, Radosnego świętowania, Dużo szczęścia i radości, Dużo zdrowia, bo to najważniejsze, jak tylko będzie zdrowie, to i wszystko inne. Szczęściaitd. itp.

Jeśli nawet jest tak, że wypowiadamy je zawsze w szczerych intencjach, a nie tylko dlatego że tak wypada, to jednak nie zawsze mówimy, czy też piszemy to do ludzi, którym z naszymi słowami wróci uśmiech na twarzy lub poprawi się ich nastrój. Ludzie przeżywają tyle nieszczęść prawdziwych, czy tylko urojonych, że takie beztroskie i bezkrytyczne „Wesołych Świąt” wywołuje wręcz odwrotny skutek.

Przykłady? Proszę bardzo.

Telefonuję w wigilię do znajomego, gdyż wcześniej jakoś go nie spotykałem i na moje radosne:

W przedświąteczny czas spieszę odwiedzić Was, aby życzyć Wesołych Świąt… W odpowiedzi słyszę w słuchawce :

–         Dziękuję i wzajemnie – po czym następuje rozłączenie.

Zastanowiło mnie to chłodne potraktowanie, ale gdy w czasie spotkań świątecznych zapytałem kuzynów, czy nie wiedzą co słychać u X , to usłyszałem, że oni przeżywają dramat, bo u pana domu wykryto przed świętami groźną chorobę mimo, że inni lekarze, po wcześniej przeprowadzanych badaniach wydawali uspokajającą diagnozę.

Inny przypadek.

Mój młody znajomy, uczeń jeszcze, został porzucony przez dziewczynę. Już przez trzy tygodnie chyba przeżywa swój dramat i wylewa swoje uczucia na forum Fb w niezwykle smutnych wierszach. Tak jak kiedyś pisał o miłości dla niej wiersze, tak teraz pisze o swoim bólu i tęsknocie po jej odejściu. Wszelkie próby udzielenia mu pomocy, czy dodania otuchy nie skutkują. Czy pomogą mu życzenia „Wesołych świąt” jeśli dla niego życie bez tej dziewczyny wydaje się nie mieć sensu?

Inna dziewczyna, studentka od listopada wypuszcza w świat wirtualnej przestrzeni Fb dramatyczne komunikaty typu:

– I prysło… jak bańka mydlana

– i się posypało w uj 😦 może i lepiej wcześniej Niż gdy by było za późno :(:(:(:( Boli, ale może przestanie…

– Czy to musi tak boleć?

Tej dziewczynie chyba też nie powinno się życzyć Wesołych świąt, prawda?

A ci wszyscy, którzy na przestrzeni ostatniego roku pochowali swoich bliskich? Czego można im życzyć, bez ryzyka ożywienia tych wszystkich uczuć, które być może już jakoś w sobie oswoili?

Jak postąpić w takich przypadkach, aby życząc dobrze nie wywołać odwrotnego skutku?

Pożytek z prezentów

   Dla mnie początek lata, to rozpoczynająca się seria świąt. Zaczyna się to świętowanie od rocznicy naszego ślubu, a dalej poprzez Dzień Ojca, a następnie urodziny oraz imieniny świętujemy wraz z rodziną niemal przez dwa miesiące.Jeśli do tego dodać inne rodzinne okazje przypadające na ten okres, to jest to całkiem niezła seria. Miło jest bywać i gościć. Miło otrzymywać uściski, życzenia i prezenty. Gorzej z tą całą zawieruchą gdy sami musimy dla kogoś zakupić jakiś prezencik. W tym nie czuję się najlepiej mimo pełnego uznania dla słuszności starannego doboru prezentu dla konkretnej osoby i mocnego postanowienia poprawy po kolejnych okazjach, aby wreszcie zmienić swoje nawyki ograniczone do bombonierki, kwiatów, czy flaszki. Na razie to sfera marzeń.
    W minioną niedzielę, gdy odjechali moi najmilsi goście córcia Ania z mężem Piotrkiem i ich córcią Marysią, z którymi świętowaliśmy moje i jej imieniny szybko odczuliśmy z żoną ciszę, która stała się tak dotkliwa, że aż nam przeszkadzała. Tak wielką zmianę w naszą codzienność wnosi trwająca zwykle tydzień wizyta. Całe nasze życie zaczyna wtedy krążyć wokół 4 letniej Marysi,która wszędzie chce być i robić wszystko na raz, a co mnie niezmiernie cieszy –często z dziadziusiem, czyli ze mną. Nie było więc nic dziwnego w prośbie mojej żony, abym siedząc przed komputerem włączył jakąś muzykę. Gdy zastanawiałem się głośno co mam włączyć, radio czy płytę, to przypomniałem sobie o prezencie od Ani, czyli o płycie Andrzeja Sikorowskiego„Zmowa z zegarem” i to zasugerowałem żonie. Akceptowała bez zastrzeżeń. Z głośników popłynęła tytułowa piosenka śpiewana charakterystycznym głosem Andrzeja – faceta młodszego ode mnie tylko o trzy lata, a z nią popłynąłem i ja. No bo jak ze spokojem ma znieść takie słowa,taki facet jak ja? Kto zna refren tej piosenki ten wie, a kto nie zna i teraz posłucha ten zrozumie o czym myślałem gdy Andrzej śpiewał:

Na starość dziwne mam pomysły
Lecz chcę by ziemską mą godzinę,
Zegar odmierzał zwykły,
Co w sercu ma sprężynę
Chciałbym tego samego co i on jak również tego, co zawarł w kolejnej frazie ..
By mózg i honor były siłą,
A nie krawaty od Cartiera…
   Ciekawe, czy nasi politycy słuchają tych słów i jakie to budzi w nich refleksje. Jeszcze człowiek nie ochłonie po jednej piosence, a już spada na niego lawina kolejnych skojarzeń.Oto piosenka „Moja druga strona”. Zapowiadający ją Andrzej porównuje to do jasnej i ciemnej strony księżyca. To bardzo sugestywne porównanie, bo któż zna do końca obydwie strony drugiego człowieka. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono– prawda? A o innych co właściwie  wiemy? Na ogół tylko to, co oni sami chcą nam pokazać, a pokazują to, co uważają za jaśniejszą, lepszą stronę. Nic wiec dziwnego, że usłyszymy i takie słowa:
…po jednej stronie dusza człowiek,
a z drugiej nóż i burza w głowie.
Z jednej strony serenady gram
i oprowadzam cię po siódmym niebie,
A tę drugą stronę mam tylko dla siebie.
   W tym przeglądzie nastrojów i refleksji przeżytych podczas słuchania sprezentowanej mi przez Anię płyty zakończę fragmentem jeszcze jednej piosenki, która okazuje się niezwykle przydatna do rozpraszania złych nastrojów i dlatego często ją cytuję zarówno komuś jak i sobie w sytuacjach gdy trudno znieść jakieś szczególne draństwo czy niegodziwość:
Zamknij oczy, nie patrz na to moja miła
Pod powieką znacznie lepsze są obrazy
I w tym nasza siła, i w tym nasza siła,
Że umiemy jeszcze czasem marzyć.
   Ja wiem, że są to piękne słowa, ale tylko słowa. Podobnymi zdaniami pochodzącymi z różnych utworów można by opowiedzieć różne niezwykłe historie. Podobnymi słowami można również zasypać niejeden dół i różne stany rozgoryczenia i złości jakie się nam przytrafiają w coraz bardziej zatomizowanym świecie.
O słowa kierowane pośrednio do mnie, a zawarte w różnych tekstach szczególnie dba moja Ania. Z tytułów książek jakie otrzymałem od niej z okazji różnych świąt  można uformować sporą półeczkę. Dzięki niej wiele skorzystałem również na „konsumowaniu” tych szczególnych prezentów. To nie to samo co najlepsze nawet czekoladki, czy wytworny alkohol. Muszę ostatecznie przyjąć do wdrożenia jej punkt widzenia na dobór prezentów.