Opowieść o intuicji, czy też o Aniołach Stróżach?

Jako starzy już ludzie zamieszkujemy w znacznym oddaleniu od dzieci i … co tu dużo mówić, tęsknimy za nimi. Mamy wprawdzie wypróbowane kanały łączności i utrwalone już formy porozumiewania się. Niemal przez cały dzień włączony komputer dostarcza nam informacji o ich aktywności na forach społecznościowych, czy na Skype. Mamy też telefony, e-maile, a jednak bywa, że mijają godziny, czy nawet dni w których zwyczajowo łączyliśmy się i wtedy przy braku rozmowy pojawia się niepokój. Uspokajamy się wzajemnie powtarzając że:
No news is good news, ale niepokój pozostaje wciąż silny. Tak było i dzisiaj. Czekamy dzień, czekamy dwa aż wreszcie żona zasiada do komputera i zaczepia. Ponieważ nie ma odzewu na nasze Puk, puk...to sięga po telefon i … Czytaj dalej

Zarządzanie zasobami rodziców

Przyszła moda na nowe kierunki studiów, a jednocześnie promowanie tradycyjnych kierunków, które są modyfikowane pod potrzeby grymaśnych obecnie studentów. Niż demograficzny przetoczył się przez przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja i spustoszywszy szkoły średnie dotarł do uczelni wyższych. Wszędzie trwa walka o nabór uczniów i studentów. Uczelnie zagrożone finansowo podejmują przeróżne akcje promocyjne mające zachęcić jeszcze niezdecydowanych do podejmowania studiów właśnie u nich. Czytaj dalej

Spotkanie po latach

Podczas spotkania rodzinnego usłyszałem nowinę. Mój znajomy odnalazł kolegów z liceum, którzy odnaleźli jego. List, telefon i wezwanie: Przyjedź koniecznie na najbliższe spotkanie w lokalu… , w dniu…Musimy się spotkać…

Koledzy spotykają się regularnie. Co miesiąc rezerwują sobie te same stoliki w restauracji i popijając herbatkę rozmawiają o swoich sprawach, aktualizują listę obecności, a właściwie nieobecności, bo mając po siedemdziesiąt kilka lat trudno o karne i niezawodne stawiennictwo. I tak od wielu już lat. Co ich łączy? Wspólna młodość, we wspólnej szkole.

Ile to już lat minęło? – pytam.

Dokładnie 59 lat – odpowiada.

Widać, że bardzo chce pojechać na spotkanie do odległego o 300 km miasta. Jest bardzo ciekawy tych ludzi i historii ich życia. Jakieś strzępy wspomnień ze szkolnych lat niczego nie mogą rozstrzygać. Ówcześni, dobrze zapowiadający się niekoniecznie musieli stać się takimi jak to im wróżono. Inni, niepozorni poszybowali wysoko…Z tym bywało i bywa różnie. Jak pytać o takie sprawy, co odpowiedzieć gdy to oni zapytają:

-A jak tobie się ułożyło? Czujesz się spełniony? Jesteś szczęśliwy? A żona? Ciągle ta sama? A dzieci ?

Słuchałem i stawiałem sobie te same pytania jakie nurtują przyjaciela. Gdyby mnie zaproszono, to jakbym postąpił?

Już kiedyś przeżywałem coś podobnego z okazji zaproszenia na zjazd absolwentów mojego technikum. Wahałem się długo i w końcu… stchórzyłem. Akurat byłem wtedy na świeżo po obejrzeniu mocnego filmu o podobnej fabule. Spotykają się, wspominają ludzi i zdarzenia, chwalą się pozycją, statusem społecznym, starają się utrzymać miłą atmosferę, ale wychodzi z tego jakaś wielka przegrana niemal wszystkich uczestników.

Nastrój niemal taki sam jak w piosence „Nasza klasa” Jacka Karczmarskiego?

https://www.youtube.com/watch?v=NTNcxGVgn9I

 

 

Nasza klasa

Co się stało z naszą klasą, pyta Adam w Tel-Awiwie.
Ciężko sprostać takim czasom, ciężko w ogóle żyć uczciwie.
Co się stało z naszą klasą, Wojtek w Szwecji w porno klubie,
pisze dobrze mi tu płacą,
za to co i tak wszak lubię, za to co i tak wszak lubię.

2. Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie, bo tam mają perspektywy.
Staszek w Stanach sobie radzi, Paweł do Paryża przywykł.
Gośka z Przemkiem ledwie przędą w maju będzie trzeci bachor. Próżno skarżą się urzędom,
że też chcieli by na zachód, że też chcieli by na zachód.

3. Za to Magda jest w Madrycie i wychodzi za Hiszpana.
Maciek w grudniu stracił życie gdy chodzili po mieszkaniach.
Janusz ten co zawiść budził, że go każda fala niesie jest chirurgiem, leczy ludzi,
ale brat mu się powiesił, ale brat mu się powiesił.

4. Marek siedzi za odmowę, bo nie strzelał do Michała,
a ja piszę ich historię i to jest już klasa cała.
Jeszcze Filip fizyk w Moskwie, dziś nagrody różne zbiera, jeździ kiedy chce do Polski.
Był przyjęty przez premiera, był przyjęty przez premiera.

5. Odnalazłem klasę całą, na wygnaniu, w kraju, w grobie,
ale coś się pozmieniało, każdy sobie żywot skrobie.
Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą
rozdrapałem młodość naszą,
lecz za bardzo nie bolało, lecz za bardzo nie bolało.

6. Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety nie dziewczyny.
Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy.
Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele,
wszyscy w miarę są normalni,
ale przecież to niewiele, ale przecież to niewiele.

7. Nie wiem sam co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci,
gdy wśród tych nieobcych twarzy, szukam ciągle twarzy dzieci.
Czemu wciąż przez ramię zerkam, choć nie woła nikt kolego,
że ktoś ze mną zagra w berka
lub przynajmniej w chowanego, lub przynajmniej w chowanego.

8. Własne pędy, własne liście, zapuszczamy każdy sobie
i korzenie oczywiście, na wygnaniu, w kraju, w grobie.
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo,
kto pamięta, że to w końcu
jedno i to samo drzewo.

Ta piękna, ale i smutna piosenka opisywała stan po paru latach od ukończenia szkoły, a mój znajomy ma tych lat za sobą tyle, że ho, ho… I do  tego jakich lat?

Doradzałem przyjacielowi, aby pojechał, bo widać, że bardzo mu na tym zależy, a później by żałował.

Prawdę mówiąc, to ja sam nadal nie wiem, czy pojechałbym na  takie spotkanie?

http://szefol86.wrzuta.pl/audio/2lOHX9EIpux/de_mono_-_spotkanie_po_latach

Rocznice, rocznice…

Moje dziewczyny, same już będąc matkami urządzą w tym roku Dzień Matki swojej mamie. W dniu 26 maja mamy w domu rodzinnym zjazd rodzinny. Ich mama już od dawna przygotowuje tę wizytę. Oj będzie się działo…powiedziała do mnie przy dzisiejszym śniadaniu, bo będziemy świętować zarówno Dzień Matki, jak i Dzień Dziecka. Nie ma jeszcze Dnia Wnuka, ale i z tym sobie jakoś poradzimy… – pisałem w opowieści poświęconej matkom przed dniem ich święta. http://tatulowe.blog.onet.pl/2013/05/25/pan-bog-nie-moze-byc-wszedzie-dlatego-stworzyl-matke/

Dzisiaj powiem, że poradziły sobie znakomicie. Był wspaniały dzień matki i jeszcze lepszy dzień dziecka. Był tort dla naszych wnuków ozdobiony trzema czekoladowymi sercami i dedykacją ku czci wnuków. To na początek naszego dnia dziecka i wnuka, bo to święto nadal trwa. My – dziadkowie, staramy się o to, aby to nasze rodzinne święto trwało nieustannie, aż do dnia kiedy dzieci i wnuki rozjadą się do swoich domów położonych daleko i jeszcze dalej.

Trwaj chwilo…jesteś taka piękna…

Gdy pisałem tamtą opowieść, to jeszcze nie znałem szczegółów planów obmyślanych przez dzieci jeszcze przed ich przyjazdem. Wiedziałem, że mamy zrealizować rodzinny wypad do Poznania i w okolice historycznych początków polskiej państwowości oraz do Warszawy. Trochę bałem się jazdy samochodem zięcia przez obce i zupełnie nie znane mi miasta w warunkach dzisiejszego ruchu drogowego. Nie te lata – mówiłem dzieciom i sobie. Ostatecznie przemogłem swoje obawy i pojechaliśmy. Piotrek przodem wyposażony w GPS i duże doświadczenie w jeździe po zatłoczonych miastach – kilkanaście lat życia w Krakowie i częste wyjazdy służbowe do Warszawy – a ja za nim, z tyłu w bezpiecznej odległości.

Pierwszy etap to Poznań. Nie mogę powiedzieć, że całkiem nieznany, bo byłem tam na targach poznańskich… z wycieczką szkolną z Bydgoszczy, tylko że działo się to w początku lat sześćdziesiątych, prawie 50 lat temu. W Poznaniu usiłowałem studiować technologię żywienia i żywności na WSR bezpośrednio po ukończeniu bydgoskiego technikum przemysłu spożywczego. Ponieważ egzaminy wstępne na tę uczelnię również odbywały się w czerwcu, więc nie jechałem do domu w świętokrzyskiem lecz skorzystałem z zaproszenia kolegi mieszkającego pod Poznaniem i u niego przygotowywaliśmy się do egzaminu. W tym samym czasie rozpoczynał się ( nie wiem … trzeci, czy czwarty) Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, który wkrótce startuje po raz pięćdziesiąty z rzędu.

Piękny jest Poznań.

Poznawanie starego miasta rozpoczęliśmy oprowadzani przez znajomych córki jeszcze wieczorem w dniu przyjazdu, a następnego dnia już w całej naszej grupie powtórzyliśmy tę eskapadę dołączając do trasy Ostrów Tumski, Katedrę Poznańską i kilka innych obiektów. Wszystkie ciekawe miejsca i nas na ich tle mamy na setkach fotografii i na filmie kręconym przez naszego Piotrusia. Będzie do czego wracać gdy znów zostaniemy sami.

Poznań, to również kolejna okazja do świętowania – 5 czerwca wypada  nasza 42 rocznica ślubu. Otrzymaliśmy z tej okazji piękne prezenty i specjalnie napisaną wierszem przez Małgosię laudację. Dziewczyny wiedzą co nas porusza i wzrusza i to się im zawsze udaje.

Z Poznania, w drodze do Lichenia zahaczyliśmy o Pola Lednickie, mokre od deszczu i jeszcze nie uprzątnięte po ostatnich uroczystościach, gdzie przeszliśmy sobie spacerkiem pod słynną Bramę Rybę, aby zrobić pamiątkowe zdjęcia i z usypanego kopca obejrzeć przestrzeń dopiero co zajmowaną przez dziesiątki tysięcy modlących się tu ludzi. http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/1873747,lednica-2013-1-czerwca-na-polach-lednickich-zjawi-sie-nawet,id,t.html

Dalej było Gniezno ze słynną katedrą i Licheń z nie mniej słynną, lecz z innego powodu bazyliką. Byłem tam po raz pierwszy. Wpisani w program wakacyjnego pobytu Małgosi i ułożone przez nasze dzieci plany wzięliśmy udział w nabożeństwie odprawianym w intencji chorych, a jednocześnie dziękowaliśmy Bogu i sobie za te lata spędzone wspólnie na naszym życiowym szlaku oraz prosiliśmy o łaski na przyszłe wspólne życie.

Jadąc przez połowę Polski w tę i z powrotem miałem okazję posłuchać swojej ulubionej Jedynki Polskiego Radia, która poświęciła wiele czasu jeszcze jednej ważnej dla nas wszystkich rocznicy. Była to rocznica wygranego przez nas plebiscytu dotyczącego zgody na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Były relacje z gmin, w których odnotowano biegunowo różne wyniki na nie i na tak dla naszej akcesji do UE jak i rozmowy z ludźmi oceniającymi tamte wyniki głosowania  i dzisiejsze nastawienie tamtejszej ludności do UE. Podawano różne statystyki obrazujące skutki naszego awansu i miejsca Polski w świecie, a ja jadąc pięknymi drogami, obserwując przez okna samochodu nasze pięknie zagospodarowane wsie, miasta i miasteczka oraz spacerując po różnych miejscach podziwiałem kolosalne zmiany jakie przez lata od akcesji zaistniały w naszej kochanej Ojczyźnie. Podzielam pogląd wielu uczonych w piśmie głoszący, że miniony okres transformacji jest najbardziej udanym okresem w historii Polski.

Zapewne można było za te same pieniądze wybudować więcej i lepiej – jak niezmiennie twierdzi walcząca o władzę opozycja, ale stanowczo nie podzielam jej opinii, że Polska to jedna ruina, klęska i porażka wynikająca jedynie z winy Tuska.

Jesteśmy akurat w połowie naszego wakacyjnego spotkania. Mam nadzieję, że jeszcze sporo przed nami i będzie co fotografować, opisywać, a później wspominać.

Stare jabłonie

Mam kilka starych jabłoni i jest to jedynie pozostałość po sadzie założonym przez teściów jeszcze w latach sześćdziesiątych. Rosło tam kilka starych odmian jabłoni, grusz, śliw, czereśni dobranych tak, aby mieć owoce zarówno odmian wczesnych, średniowczesnych i późnych – zimowych. Odkąd dołączyłem do rodziny, to zająłem się również pielęgnacją tych drzew uformowanych wcześniej przez kogoś innego, kto uchodził za znawcę tematu. Czytaj dalej

Pierwszy dzień wiosny z wagarami w tle

Nie udał się bój rosnących w siłę mocy wiosennych z okupującymi wciąż nasze polskie ziemie ( i nie tylko polskie) siłami zimowych mocy. Mimo, że kalendarz oznajmił nam dzisiaj tj. 21 marca zmianę układu sił, to zima nadal trzyma się mocno, a nawet zapowiada kontratak. Wszyscy już mamy dosyć tej szaroburej rzeczywistości. Pomimo wyraźnego wydłużenia się dnia bardzo odczuwamy brak słońca, skąd liczne przypadki depresji i objawów podłego samopoczucia. Najbardziej chyba zawiedzeni są młodzi ludzie. Wszak pierwszy dzień wiosny obchodzony jest jako Dzień Wagarowicza. Zawsze w tym dniu pełno było roześmianej młodzieży na ulicach i w parkach, a przy tym wszystkim było jakoś raźniej, bo to był widomy znak zmiany w nastrojach i strojach. A dzisiaj co? Gdy rano dostrzegłem jakiegoś pojedynczego ucznia idącego na wagary, nad zalew to pomyślałem sobie, że biedak zmarznie i zapewne przemoczy sobie buty, bo musi iść po roztapiającym się śniegu i wytrwać nad tym zalewem do czasu odjazdu autobusów odwożących uczniów z miejscowych szkół po lekcjach do domów. Znam ten ból, bo jeszcze pamiętam jak ja sam spędzałem takie dni w lesie, gdzie nie było się jak schować i przeczekać wielu przecież godzin czasu dzielącego nas od planowanego powrotu do domów. Wszędzie mokro, nie ma gdzie usiąść, nie ma się czym zająć, nogi zziębnięte i bolące od wielogodzinnego dreptania, a wiec…„zabawa była przednia”. Przeklinaliśmy cicho pomysłodawców i naszą z nimi solidarność. Gdy tak sobie wspominałem swoje durne lata, to przypomniała mi się piosenka Czesława Niemena Nim przyjdzie wiosna. Tu w wykonaniu Staszka Sojki. http://www.youtube.com/watch?v=FSFhXJ2rMyo
Oto fragment, który pasuje do mojego opisu: – Nade mną sosna, nade mną brzoza witkami szepce…Tak się zapadam jak w śniegu puchy…
Nim przyjdzie wiosna,
nim miną mrozy,
w ciszy kolebce –
nade mną sosna,
nade mną brzoza
witkami szepce.

Szepce i śpiewa
niby skrzypcowa
melodia cicha,
melodia nowa,
której nie słychać,
która dojrzewa.

Tematykę szkolną, która nadal mnie interesuję znajduję m.in. na prowadzanym przez Politykę Belferblogu http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/03/19/za-zimno-na-wagary/ Dzisiaj wytrawny autor, a przy tym wybitny nauczyciel renomowanego liceum w Łodzi nie omieszkał zająć się tym wdzięcznym tematem. Dla niecierpliwych przytoczę tylko mały fragment tekstu Za zimno na wagary , w którym autor przytacza sposoby zatrzymania młodzieży w szkole:
obecnie prawie każda placówka szykuje liczne atrakcje. Normalnych lekcji raczej nie będzie. Bywa, że wychowawcy z troski o bezpieczeństwo uczniów organizują im nawet wagary. Takie zorganizowane wyjścia pod opieką belfra są coraz popularniejsze. Przy okazji niektórzy nauczyciele wspominają, jak wspaniale wyglądał Dzień Wagarowicza za ich czasów. Dokąd to się nie uciekało, gdzie się nie było, jak się nie rozrabiało, co za bohaterstwo, co za wolność, co za swoboda… po prostu palce lizać, że aż uczniom rzygać się chce.W komentarzach do tego tekstu również znajdziemy podobne do moich wspomnienia tego, co użyli w dniu wagarowicza inni czytelnicy:

– Władek ...Na wagary w pierwszy dzień wiosny uciekliśmy kiedyś całą klasą (ósma podstawówki), a że moja mieścina jest mała, to poszliśmy wałęsać się najpierw po parku, później po lesie – niestety, zatrzymała naszą grupę policja, która spisała nasze dane – strach był niesamowity (okazało się później, ze niczego nie spisali i nikogo nie powiadomili). Na świadectwie ukończenia szkoły każdy miał wpisaną informację o nieusprawiedliwionej liczbie godzin – wtedy był to wielki wstyd.
– Jaruta – Na wagary poszłam raz jeden, jedyny – w maju, w IX-tej klasie. Inni czasem chodzili i sobie chwalili, więc też chciałam zakosztować. Kawiarnie i kina odpadały – MO przed południem legitymowała młodzież spotkaną w takich przybytkach; informowali szkoły. Nikt mi nie towarzyszył. Niedaleko wszakże był Ogród Botaniczny i tam poszłam z dwiema książkami i kanapkami na drugie śniadanie. Pierwsze dwie godziny były sympatyczne – ogród piękny, pogoda dopisywała, siadłam sobie na ukrytej w żywopłocie ławeczce żeby się w oczy nie rzucać. Po dwóch godzinach ścierpłam na tej ławce, po trzech miałam pomaleńku dosyć… Musiałam dosiedzieć do 14.00, bo lekcje kończyłam o 14,20 i co miałam powiedzieć w domu? Ukarana zostałam paskudnie – w życiu się tak nie wynudziłam. Nigdy więcej! W domu się po tygodniu jednak przyznałam. Rodzice mieli zabawę, a Ojciec uznał filozoficznie „Grzeszyć też trzeba umieć”.
   Jak widać radość z wagarowania dość szybko zamienia się w duży dyskomfort. Moja znajoma uczennica z maturalnej klasy tak to ujęła:
– Miło, że Pana nadal interesuje życie szkolne, mimo, że Pan już nie uczy. Takie święto jak to dzisiejsze, czyli Dzień Wagarowicza, obchodzi się według przyjętej wśród młodzieży zasady: Pamiętaj ,abyś dzień święty święcił . Tak, było obchodzone! Mogę to z czystym sumieniem powiedzieć, bo będąc w pobliskiej galerii zauważyłam, że roiło się tam od młodzieży i to już od tej najmłodszej. Mam na myśli gimnazjum. Ja natomiast jestem takiego zdania, że jak mam iść i włóczyć się nie wiadomo gdzie i z kim, a później mieć problemy z nauczycielami, albo z władzami porządkowymi, to wolę zostać w domku. Przynajmniej wiem, że jestem bezpieczna i nic mi nie grozi. Od 2 lat nasza szkoła znalazła sposób na ograniczenie wagarowania i w tym dniu organizuje Dni Otwarte Szkoły .. Uczniowie wraz z nauczycielami organizują przedstawienia, wystawy swoich profili naukowych oraz inne tego typu atrakcje. Zaprasza się na ten przegląd ofert edukacyjnych uczniów i nauczycieli z pobliskich gimnazjów, którzy chętnie korzystają z zaproszenia i przychodzą. Bo po pierwsze, że nie mają w tym dniu lekcji, to jeszcze liczy się im obecność w szkole…
   Dzisiaj przed oknami mojego domu przeszły w przedszkolnym szyku dzieci ze swoimi paniami z miejscowego przedszkola, aby w pobliskiej rzece dokonać rytualnej rozprawy z Marzanną. Zadanie wykonały zgodnie z przyjętym scenariuszem, bo wracały bardzo rozgadane i zadowolone. Obserwując ten pochód z okna zauważyłem, że moja wnusia z wielką uwagą przyglądała się swoim rówieśnikom i bardzo zazdrościła im takiej wyprawy.


Teraz , po egzekucji Marzanny zima nie ma już innego wyjścia jak tylko wycofać się z naszej krainy ustępując wiośnie. Może to jeszcze potrwa kilka dni, ale wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują za rychłą zmianę.

Czas to… pieniądz – zyskany, czy również stracony?

Uczestnicząc w rekolekcjach, które u nas właśnie się zakończyły, wielokrotnie słyszałem o grzechu zaniedbania jakim jest skąpienie swojego czasu własnej żonie, mężowi, czy własnemu dziecku, a szerzej również krewnym, zwłaszcza żyjącym w opuszczeniu, czy nawet obcym ludziom cierpiącym bardziej z powodu samotności niż chorób, czy z niedostatku. Przykłady takich zaniedbań są bardzo urozmaicone. Pierwszy z brzegu, to chęć zapewnienia warunków materialnych dla swojej rodziny. Objawia się to podejmowaniem przez ludzi dodatkowej pracy, pracy po godzinach, jakichś zleceń realizowanych w czasie wolnym, czy wreszcie wyjazdami coraz większych rzesz zwłaszcza młodych ludzi na zagraniczne wojaże. Są też inne przykłady tkwiące w nas samych.

A skutki? Skutki są również bardzo zróżnicowane. Od rozpadu małżeństw i coraz większej liczby związków partnerskich żyjących niejako na próbę po również rosnące w siłę pokolenie eurosierot. O ile skutki społeczne i demograficzne są przedmiotem badań, a wyniki tych badań służąc objaśnianiu przyczyn kryzysu gospodarstw domowych i gospodarki jakoś trafiają do nas wszystkich, to inne skutki możemy sobie ocenić sami. Do tego niezbędne jest zainteresowanie tym, co czuje nasze dziecko, nasz partner, nasza mama, czy tata żyjący jeszcze w parze, czy już tylko w rodzinie jednoosobowej w warunkach opuszczenia, czy zaniedbania z naszej strony i jak to się odbije na jego przyszłym życiu.

Nie siląc się na ocenianie kogokolwiek, czy wskazywanie jakichś cudownych rozwiązań chciałem dzisiaj wskazać na dwa krążące w necie teksty dotyczące tego syndromu naszej polskiej i nie tylko polskiej rzeczywistości. Pierwszy to opowieść o dziecku podejmującym próbę rozwiązania problemu braku mamy zajętej pracą.  http://pozytywna.pl/obrazek/2963/

Zauważmy, ze chłopiec zebrał z udziałem swojej mamy potrzebne 10 złotych i mógł jej wreszcie powiedzieć:

– Mamusiu, mam teraz 10 zł. Czy mogę kupić godzinę twojego czasu?

Proszę przyjdź jutro godzinę wcześniej. Chciałbym się z tobą pobawić…

Ta godzina obecności mamy przy tęskniącym za nią dziecku niczego oczywiście nie załatwi, ale dobrze służy za tło do morału płynącego z tej opowieści:

To takie krótkie przypomnienie dla Was wszystkich ciężko pracujących.

Nie powinniśmy pozwolić, aby czas przelatywał nam przez palce bez spędzania go z tymi, którzy się naprawdę dla nas liczą, bliskimi sercu. Pamiętajmy, aby spędzić ten wart 10 zł czas z tymi, których kochamy.- napominają nas autorzy dodając jeszcze takie słowa:

Jeżeli jutro umrzemy, to firma, w której pracujemy wymieni nas szybko na kogoś innego. Ale rodzina i przyjaciele będą czuć pustkę przez resztę swojego życia.

To smutne opowiadanko uzupełnię fragmentem wywiadu z wybitnym menadżerem przemysłu samochodowego Jaime Cohenem. Gdy zapytano go:

Proszę powiedzieć, co jest najśmieszniejsze w ludziach? – odpowiedział.

Zawsze myślą na odwrót: Spieszą się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają jakby nigdy nie żyli…

No i dobra, powiemy. Powiedział, co wiedział. Łatwo mu tak oceniać ludzi jeśli ma miliony na koncie. Nie byłby taki mądry, gdyby nie miał pieniędzy, pracy ani żadnych perspektyw, tak jak my to mamy.

Mówmy co chcemy, ale chwila refleksji nad grzechem zaniedbania należy się nam wszystkim i to jest raczej obojętne, czy uczestniczymy w rekolekcjach, czy tylko sami się zastanawiamy nad sobą i świecie w jakim żyjemy.

Powtórzę słowa Amosa Oz” z poprzedniego felietonu…większość moich znajomych pracuje ciężej, niż powinni, żeby zarobić więcej pieniędzy, niż im naprawdę potrzeba, żeby kupować rzeczy, których naprawdę nie potrzebują, żeby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubią.”- Dodajmy pytanie: – Jakim kosztem ? Czy tylko oni za to płacą, czy też obciąża to całe ich rodziny, a zwłaszcza niczemu niewinne dzieci?

– Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy – powiada ludowe przysłowie.

Są godziny, które liczą się podwójnie i lata nie warte jednego dnia- głosi mądra sentencja.

Podobno nic nie dzieje się bez naszego udziału i naszych decyzji, a więc spróbujmy sami znaleźć odpowiedź na pytanie: – Czas to pieniądz …zyskany, czy jak to często bywa również stracony?


Świętujemy Dzień Kobiet na dwa dni przed Świętem Mężczyzn

Pomiędzy Świętami Kobiet i Mężczyzn warto rozważyć parę spraw. Zapraszam. Świętujemy, czy też nie, to jednak jesteśmy wewnątrz corocznego ceremoniału obchodów Dnia Kobiet. Zapewne w prasie, w mediach elektronicznych będzie dużo odniesień do bądź co bądź ukształtowanej już długoletniej tradycji. To dopiero przed nami. Ja zapraszam do tekstu napisanego kiedyś, już po obchodach święta. Porównajmy jak było i co się zmieniło: Czytaj dalej

Tatuaż

Gdy dzisiaj w Jedynce Polskiego Radia usłyszałem rozmowę z dr Tomaszem Pniewskim z Centrum Dermatologii I Medycyny Estetycznej na temat tatuaży, to zastanowiłem się nad tym fenomenem – chyba jednak mody na trwałe okaleczanie się. Dawno temu, gdy ja byłem jeszcze młodym człowiekiem, to tatuaż był związany niemal wyłącznie z okresem odbywania służby wojskowej, zwłaszcza w marynarce wojennej, no i jeszcze z więzieniem. Czytaj dalej