Brama weselna

29. 08 .2015 Ślub Anety i Kamila 098Nie mam wielkich doświadczeń weselnych i dlatego mało znam panujące w tej dziedzinie zwyczaje. Może dlatego nieco zdziwiony oglądałem zorganizowaną na drodze przemieszczania się  orszaku pojazdów ślubnych tzw. bramkę weselną. Polegała na tym, że jakiś człowiek przebrany w strój Mikołaja położył się na środku jezdni i skutecznie zablokował drogę udającym się na ślub w miejscowym kościele tak młodym jak i gościom weselnym. Negocjacje prowadzone przez starszego drużbę nie dawały efektów pomimo oferowania  bramkarzom kolejnych butelek wódki. Sytuacja przedłużała się ponad miarę i stawała się źródłem zniecierpliwienia, co pasażerowie pojazdów sygnalizowali klaksonami. Po zrealizowaniu zamysłu i potrzeb bramkarzy orszak wreszcie ruszył i jak się okazało zdążył na ślub nawet z małym wyprzedzeniem.
Robiąc zdjęcia z przebiegu tego zdarzenia zastanawiałem się właśnie nad tym, czy istnieją jakieś granice żartu, zabawy po przekroczeniu których wyczerpana cierpliwość może popchnąć jedną, czy drugą stronę do rozwiązań siłowych?
Poszukiwania rozwiązania tego dylematu rozpocząłem od wpisania do wyszukiwarki hasła: Bramki weselne. Nie spodziewałem się takich ilości artykułów, stron, filmików jaką oferuje wujek Google na ten temat i to już na pierwszej stronie wyświetlonych linków. Obok pytań o pomysły na organizację bramy weselnej i oferowanych licznych i bardzo rozbudowanych podpowiedzi dotarłem również do filmów będących rejestracją zdarzenia. Widać w nich ( niektórych) reżyserski pazur i sporo wrodzonego talentu aktorskiego.
Dla mnie jest to jednak tylko element folkloru i nie będę się zajmował oceną tej tfurczości realizowanej – jak myślę – przez miejscowych kamerzystów realizujących pomysły na ubarwienie filmu z uroczystości zaślubin. Myślę, że skoro jest zapotrzebowanie, to jest i produkt w ofercie.
Zawołanie : Klient nasz pan odnosi się do każdej działalności usługowej, a słynne de gustibus non disputantum est również ma tu zastosowanie

Przeczytałem, przemyślałem, dopisałem…

Wiem o tym, że mam belferskie nawyki i to może denerwować wielu ludzi zaglądających do mojego bloga. Sam to podkreśliłem w rozmowie z internetowym znajomym, a on przyznał skwapliwie :

A to fakt, belferski to jesteś, ale znam gorsze przywary… Dodał jeszcze, że dostrzega nadmierną tendencję do moderowania dyskusji

Bo czuję się nadal belfrem i mam też czytelników z tamtego okresu – odpowiedziałem. Moi czytelnicy, a przynajmniej ci, którzy komentują nie są ani za polityką, ani za ekonomią i tak to leci. Mało mam dyskutantów i kładę to na karb wielowątkowości, używania statystyki, liczb, wplatanie tematów politycznych czy gospodarczych…Pogadaliśmy jeszcze o różnych sprawach i każdy pozostał ze swoimi myślami.

Kiedy dziś rano zaglądnąłem do Fejsbuka, to natrafiłem na mema o następującej treści:

„Coraz częściej przekonuję się, że najszczęśliwsze życie prowadzę, gdy na nikim mi nie zależy” temyśli.pl . Zwykle nie odpuszczam takim rewelacjom i dodaję do nich swój komentarz, ale on ginie w setkach innych komentarzy lub -jak to określam, dusi dyskusję. Dlatego dzisiaj otworzyłem swój nowy kącik opatrując go nazwą zawartą w tytule: Przeczytałem, przemyślałem, dopisałem

Egoistka taka jedna, była jednak bardzo biedna Mam już pierwsze lajki , a liczę na kolejne.

Pozwólcie mi na jeszcze jeden kwiatuszek z tej samej łączki:

Jesteś tylko człowiekiem. Wolno ci popełnić swoją porcję błędów” temyśli.pl

Przeczytałem, przemyślałem i dodałem:

Wolno, ale nie spiesz się z tym, bo za wszystko trzeba płacić. Słodkie życie słono kosztuje