Niech się już ten dzień zakończy i przyjdzie piękny poranek…

Po wyjściu ostatnich gości i uprzątnięciu śladów naszego biesiadowania zajrzałem do Facebooka. Właśnie wtedy jedna z moich znajomych zamieściła anons:
Niech się już ten dzień zakończy i przyjdzie piękny poranek…
    Zastanowiło mnie takie nastawienie młodej w końcu osoby, a jednocześnie przypomniałem sobie o tym, że już coś takiego przydarzyło mi się przed dwoma laty. Wtedy też zajrzałem do Facebooka i tam przeczytałem podobnie brzmiący komunikat: Wreszcie normalny dzień i… kawusia
Wklepałem ten tekścik do blogowej wyszukiwarki i oto co znalazłem: Wreszcie normalny dzień i…kawusia  27/12/2011  Czytaj dalej

Pora spotkań świątecznych w klasach szkolnych

spotkanie_oplatkowe_w_klasie_szkolnejKto jest w szkole – ten wie, a kto był (wszyscy byliśmy kiedyś uczniami), ten wspomni swoje przeżycia z okresu tzw. wigilii klasowych. Nauki praktycznie już wtedy nie ma, bo obowiązuje niepisana zasada, że: Już od Księcia Ziemowita, przed świętami nikt nie pyta. Jedyne co się wtedy dzieje, to dekoracja sal, wykonywanie gazetek o tematyce świątecznej, uzgadnianie co, kto przyniesie z domu, aby urządzić klasową wigilię.    Nasza gazetka, obok życzeń i wątków historycznych mówiących o korzeniach tradycji świątecznej, zawiera również dwa piękne wiersze jednej z byłych uczennic naszej szkoły, napisane specjalnie na taką okazję. Uczniowie podjęli trud organizacji przyjęcia klasowego, które odbędzie się w ostatnim dniu nauki przed przerwą świąteczną. Rozpisane zostały zadania i role. Czekamy na nasze klasowe uroczystości. Bardzo jestem ciekawy efektów mamino-uczniowskich zabiegów o stronę kulinarną, a jeszcze bardziej o stronę duchową spotkania. Pewnie przyniosą opłatek, ułożą na sianku i…
Zaproszono  za pomocą specjalnie przygotowanych zaproszeń o kształcie czerwonych bombek, wszystkich nauczycieli. Na pewno przyjdą. Będą, jak sądzę, uroczyście wyglądać w świątecznych ubraniach. Będą się do siebie uśmiechać życząc sobie tego wszystkiego, co najważniejsze dla nastolatków. Czy uda się jednak stworzyć atmosferę świątecznego spotkania na obcym gruncie? Czy są na tyle zintegrowanym zespołem, aby podjąć się i należycie wywiązać się z trudnej przecież funkcji gospodarza przyjęcia? Czy uda się zaśpiewać wspólnie jakąś kolędę? Porozmawiać po duszam – jak to mówią Rosjanie? Mało ich znam, gdyż dopiero w tym roku uczyniono mnie ich wychowawcą. Do tego – jak to się zdarza nawet w najlepszej rodzinie – może zbyt dużo wymagam?

Różnie bywa z tymi uroczystościami. Każdy nauczyciel wspomni przeróżne fakty związane z takim klasowym świętem. Ja, przed wielu laty jako wychowawca męskiej klasy zawodówki przeżyłem taką oto przygodę. Studiowałem wtedy na studiach podyplomowych w Krakowie. Dojeżdżałem tam na weekendy autobusem, a po mieście poruszałem się komunikacją miejską. Przyglądałem się kiedyś, jadąc tramwajem, staruszce z pieskiem wielorasowym. Wsiedli, oboje mocno zmoknięci do dość pustego tramwaju. Piesek usiadł na foteliku przy oknie, a jego pani na siedzeniu obok. Piesek patrzył przez okno na światła miasta, a jego pani próbowała go głaskać, porządkując przy okazji jego zmokniętą mocno sierść. Piesek nawet na nią nie spojrzał. Ja wysiadłem wcześniej, a oni pojechali dalej. Utkwiła mi jednak w pamięci ta scena, bo tłumaczyłem sobie, że ona pewnie samotna, a pies jest być może jedyną bliską jej istotą. Wiedziałem, że chłopaki niczego sami nie przygotują, a względy prestiżowe w tym wieku nakazują być nade wszystko… twardzielem. Na ostatniej lekcji wychowawczej postawiłem przyniesiony z domu na biurku stroik świąteczny, zapaliłem świeczkę i biorąc w rękę przyniesiony opłatek – wygłosiłem nawiązanie do tego, co miało za chwilę nastąpić:

   Wiecie, że Święta Bożego Narodzenia nazywane są najbardziej rodzinnymi ze wszystkich świąt. Wszyscy spieszą z daleka, aby w ten jedyny wieczór być z bliskimi, połamać się opłatkiem, popłakać się przy tym i poczuć, przy całowaniu z dubeltówki, jakie dziwnie mokre są również policzki tych, którym my właśnie składamy życzenia. Kto przeżył chociaż jedne święta z dala od bliskich, ten wie o czym mówię. Są jednak samotni, którzy tę samotność odczuwają szczególnie dotkliwie w ten właśnie wieczór. Przygotowujemy puste nakrycie dla przygodnego gościa, a tak naprawdę mało kto dba o to, aby to puste nakrycie miało swego użytkownika. Rozejrzyjmy się wokół, czy nie mamy kuzynki, sąsiadki czy innej samotnej osoby, która mogłaby w ten wieczór przy takim nakryciu z nami usiąść

Tu opowiedziałem im scenkę zaobserwowaną w tramwaju. W klasie panowała cisza. Pomyślałem sobie, że najwyższy czas sięgnąć do opłatka i wtedy… jeden z uczniów zapytał głośno:- A skąd pan bierze takie kawałki, sam pan to wymyśla?
Czar prysnął, jak się to mówi. Okazało się ponadto, że prawie nikt nie przyniósł swojego opłatka i mój musiał wystarczyć. Przynajmniej dla mnie do składania im życzeń. Oni między sobą podawali sobie tylko grabę i wygłaszali standardowe „zdrowia, szczęścia, pomyślności”.

Innym razem wśród abiturientów, jeszcze 5-letniego technikum, przy poprawnie zastawionym stole zostałem poczęstowany i zabawiany rozmową stosowną do okazji. W tle słychać było kolędy odtwarzane z płyt. Było bardzo dostojnie i elegancko. Po kwadransie ktoś z uczniów zapytał kolegę odpowiedzialnego za oprawę muzyczną: – Czy nie masz czegoś na swojską nutę? Okazało się, że miał. Były to nagrania hip-hop, w których oni akurat gustowali. Zapytali grzecznie: – Czy mogą zmienić rytm?
– Jasne, odpowiedziałem. To jest Wasze święto klasowe. Było więc tak, jak lubili i sami chcieli.
   Kiedyś tak wypadło, że miałem lekcję w klasie  II LO akurat w czasie, gdy przygotowywali klasową wigilię i ledwie zdążyli zsunąć stoły. Przyniesione z własnych domów wiktuały były raczej świąteczne niż wigilijne. Stół nakrywały niektóre tylko dziewczyny. Reszta siedziała czekając, aż nakrywanie zostanie zakończone. Zaproponowali mi herbatkę. Położyli plastikowe sztućce i porcję ciasta na talerzyku. Nikt jednak nie poczuł się do roli gospodarza. Opłatki leżały sobie na białej serwetce, pod którą było sianko i czekały… na co? Do składania sobie życzeń i połamania się opłatkiem niestety nie doszło. Ich wychowawczyni przebywała na zwolnieniu lekarskim. Z zainteresowaniem obserwowałem 18-latków, którzy sami się jakoś zorganizowali i zainwestowali własne pieniądze i pracę w sałatki, napoje i ciasta i przynieśli to wszystko, często z domów bardzo odległych od szkoły. Nakryli i już. Masz, jedz i baw się dobrze. Tak, jakby w tym wszystkim wyłącznie o jedzenie chodziło.

Ciekawe, czy znają klimaty tworzone w piosence śpiewanej przez Elżbietę Wojnowską: …Zaproście mnie do stołu, zróbcie mi miejsce, między wami… http://www.youtube.com/watch?v=unuivE67DFo Albo tę nastroje jakie stworzył Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą w swojej piosence: http://www.youtube.com/watch?v=pmWuscbxJuA

Pogawędzimy sobie nieco,
gwiazd zapytamy co nas czeka.
Starzy znajomi skądś przylecą
może się uda nie narzekać?

   Wkrótce przeżyję praktyczny sprawdzian klasowego przyjęcia wigilijnego w mojej klasie. Trzymam kciuki za to, aby wszystko się udało.

Święta, święta, radości tyle w nas,
święta, świętą, choinkę ubrać czas.
Święta, święta miłości bije dzwon,
święta, święta podajmy sobie dłoń.

Wspomnienia, wspomnienia…*

*Powyższe działo się  w 2008 r. i moi młodzi przyjaciele spisali się na medal

Fredro mądrym człowiekiem był…

...Pani od działalności kulturalno -.oświatowej w internacie zakładała w tym czasie kółko teatralne. Upatrzyła sobie mnie do roli Gustawa w Ślubach panieńskich A. Fredry, jakie postanowiła w okrojonej postaci wystawić na początek swej działalności. Otrzymaliśmy teksty do wkucia i raz na tydzień, na próbach ćwiczyliśmy się w grze aktorskiej. Ubawu było przy tym co niemiara i może na tym rzecz polegała aby jedynie „gonić króliczka”, bo do wystawienia sztuki nigdy nie doszło… Pisałem już kiedyś na tym blogu http://tatulowe.blog.onet.pl/2008/08/02/ku-doroslosci/
To młodzieńcze doświadczenie pozostawiło w mojej pamięci i do dzisiaj jeszcze pamiętam fragmenty roli jaką miałem odgrywać. Oglądając po wielu latach Śluby panieńskie powtarzałem za aktorem zapamiętane:
Gustaw do Anieli Akt IV scena trzecia
Jeszcze, Anielo, w kwiat życia bogata,
Znasz tylko rozkosz, a nie znasz cierpienia;
Jeszcze, szczęśliwa, nie znasz oddalenia!
Nie wiesz, że wtedy cały ogrom świata
Jeden punkt tylko dla nas w sobie mieści,
A tym jest chwila spodziewanej wieści.

Nie wiesz, jak wtedy śledcze oko płonie,
Jak każdy szelest dech zapiera w łonie,
I jaka boleść, gdy mija godzina
Z nią wprzód spłacona pociecha jedyna!
   Tamto doświadczenie jakoś mnie przygotowało do odbioru treści (nie tylko fredrowskiej) sztuki scenicznej oraz oceny aktorstwa osób wcielających się w daną rolę. Gdy zapoznałem się z charakterystykami męskich postaci Ślubów panieńskich, to zrozumiałem też istotną pomyłkę tkwiącą w obsadzeniu mnie w roli Gustawa – wesołego i żywiołowego lekkoducha, który lubi się bawić, jest lekkomyślny ale i sympatyczny zarazem, podczas gdy moja natura przemawiałaby raczej za rolą Albina, który był płaczliwym, cierpliwym, uległym, typowym sentymentalnym kochankiem, a do tego flegmatykiem i raczej pesymistą...
Zainicjowana przez pana Prezydenta RP akcja Narodowe Czytanie, obejmujące w tym roku dorobek urodzonego 220 lat temu Aleksandra Fredro autora „Zemsty”, „Męża i żony” i „Pana Jowialskiego” było niezwykle udanym przedsięwzięciem popularyzującym dorobek tego wybitnego autora jak i zanikającą sztukę czytania. Słuchając Jedynki Polskiego Radia zaangażowanej w organizację tej akcji można było odnieść wrażenie dużego sukcesu. http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/927351,Narodowe-czytanie-dziel-Fredry-zakonczone-Za-rok-Sienkiewicz
Czytano publicznie w 220 miejscach Polski nie tylko te poważne teksty, ale również nie mniej przemawiające do wyobraźni i wciąż bardzo aktualne sentencje jego autorstwa. Ja sam często korzystam z zasobów złotych myśli różnych autorów w tym i Aleksandra Fredro. Polecam zatem do przemyślenia tę lżejszą część Jego dorobku, bo warto   Aleksander Hrabia Fredro sentencje:
– Rada graniczy z naganą. 

– Przeprosiny – jak wywabiona plama: zawsze coś zostaje. 
– Każdy człowiek ma trzech głównych wrogów: jednego w górze, drugiego w dole, a trzeciego z boku. Pierwszym jest siła, drugim b o j a ż ń, a trzecim zawiść. 
– Niejeden wielki człowiek stojąc przed zwierciadłem – zobaczy oszusta. 
– W ceremoniach tonie gościnność. 
-Na świecie jak na jarmarku: lepiej się ten sprzeda, co się przecenia jak ten, co się nie docenia. 
– Bądź oszczędnym, abyś mógł być szczodrym. 
– Bankructwo jest najbliższą drogą do majątku.  
– Literaturze zdałby się bardzo hamulec; czy nie można by naznaczyć pewnych nagród dla tych, którzy najmniej arkuszy wydrukują? 
-W tej Polsce nigdy ładu, ale najmniej teraz. 
-Nie ma większej radości dla głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie.
-Nie ludzie nami rządzą, lecz własne słabości. 
-Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco, bo często słowa jakby z worka lecą. 
– Ludzie ze szkodą gonią za modą. 
– Kocha się sam w sobie, a dalibóg nie ma w czym.
– Ideolog chce ze swojej gliny nowego człowieka ulepić. I zawsze robi tylko błoto.
– Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. 
– Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby. 
– Przyjaciół kochamy dla ich wad, bo lubimy, gdy ktoś też ma wady. 
– Łgarzowi nikt nigdy nie wierzy, tylko czasem on sam sobie. 
– Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele. 
– I kura ma skrzydła jak orzeł, ale cóż z tego? 
– Garbaty nie lubi garbatego, bo go brzydkim widzi. 
– Pies poczciwszy od człowieka – nim ukąsi, pierwej szczeka. 
– Nie umieć – nie ma grzechu. Ale wielki błąd: udawać, że się umie, czego się nie umie 
– Ale teraz to się staje, że od kury mądrzejsze jaje. 
Dla dopełnienia fredrowskiego oglądu świata, który do mnie szczególnie przemawia zacytuję jeszcze inne, takie oto perełki:
[Będę feudałem…]
Będę feudałem 
Albo radykałem, 
Kogo mam obrzucić błotem,  
Pomówimy potem o tem. 
Moje czoło jak miedziaczek,  
Moje pióro jak wiatraczek 
Na usługi swoje masz, 
Tylko powiedz, co mi dasz?

Sejm
Prawo! Prawo! Jeszcze prawo! 

Jakby z nieba lecą żwawo; 
Gdy schowamy je w pamięci, 
Będziem żyli jakby święci. 
Ale zawsze w praw dostatku 
Jedna piosnka: Zapłać bratku! 
Więc możemy być świętymi, 
Lecz świętymi tureckimi.

[Wolność! Braterstwo! Ojczyzna!…]
Wolność! Braterstwo! Ojczyzna! Ba, Wiara! 

A koniec: Co dasz? To dziś grunt, to miara. 
No i na finał jeszcze jeden, taki sobie cytacik:
Ja z nim w zgodzie? – Mocium Panie, 
Wprzódy słońce w miejscu stanie!
Prędzej w morzu wyschnie woda,
niż tu u nas będzie zgoda!

Czy nasi politycy nie powinni wziąć udziału w narodowym czytaniu takich dzieł Aleksandra Fredry?

Blogowa „Zagwozdka”

Według słownika:  Zagwozdka jest to potocznie mówiąc: problem; trudność; szkopuł…

Przy okazji ostatniego posta poświęconego piątej rocznicy istnienia tego bloga otrzymałem wiele życzeń i miłych słów. Jako pierwszy pojawił się z życzeniami poznany i zaprzyjaźniony w wirtualnym świecie Kneź. Czytaj dalej

Rocznica…już piąta

Pierwszy historyczny post (Tatul – 03.07.08)

Mam nadzieję, że pomysł prowadzenia własnego bloga przeze mnie ma mocne podstawy. Inaczej mówiąc – mam nadzieję, że sprostam. Napisałem doń taki wierszyk:
Życzę sobie udanych wpisów,
częstych odwiedzin miłych gości 
i dużo przyjemności
z prowadzenia tej działalności.

Wierszyk stricte częstochowski, ale ponieważ pisany był w emocjach i odzwierciedla w dodatku istotę moich oczekiwań (obaw również) postanowiłem go pozostawić.

Zapraszam więc na gościnne łamy.

 

Pięć lat minęło niczym z bicza strzelił…

Czy to dużo, czy mało w takiej działalności jak prowadzenie bloga?
Pojawiło się w „Tatulowych opowieściach” w tym czasie 486 wpisów i ponad 7.500 komentarzy. Licznik odwiedzin wskazuje sumę 784,5 tysiąca wejść, ale to tylko statystyka.
Czy moi czytelnicy zechcieli by coś dodać do tych suchych liczb?
Zapraszam serdecznie do wypowiedzi…

Stare jabłonie

Mam kilka starych jabłoni i jest to jedynie pozostałość po sadzie założonym przez teściów jeszcze w latach sześćdziesiątych. Rosło tam kilka starych odmian jabłoni, grusz, śliw, czereśni dobranych tak, aby mieć owoce zarówno odmian wczesnych, średniowczesnych i późnych – zimowych. Odkąd dołączyłem do rodziny, to zająłem się również pielęgnacją tych drzew uformowanych wcześniej przez kogoś innego, kto uchodził za znawcę tematu. Czytaj dalej

Był sobie gołąb…

Podczas nakładania do pojemnika drewna na opał zauważyłem w odłamkach kory i innych pozostałości wyścielających drwalkę coś bardzo regularnego, co z pewnością miało inne pochodzenie. Sięgnąłem po to, aby się przyjrzeć i okazało się, że jest to …obrączka jaką noszą ptaki… Odczytałem widniejące na różowym tle oznaczenia: DV 01402 02 301. Czytaj dalej

Pierwszy dzień wiosny z wagarami w tle

Nie udał się bój rosnących w siłę mocy wiosennych z okupującymi wciąż nasze polskie ziemie ( i nie tylko polskie) siłami zimowych mocy. Mimo, że kalendarz oznajmił nam dzisiaj tj. 21 marca zmianę układu sił, to zima nadal trzyma się mocno, a nawet zapowiada kontratak. Wszyscy już mamy dosyć tej szaroburej rzeczywistości. Pomimo wyraźnego wydłużenia się dnia bardzo odczuwamy brak słońca, skąd liczne przypadki depresji i objawów podłego samopoczucia. Najbardziej chyba zawiedzeni są młodzi ludzie. Wszak pierwszy dzień wiosny obchodzony jest jako Dzień Wagarowicza. Zawsze w tym dniu pełno było roześmianej młodzieży na ulicach i w parkach, a przy tym wszystkim było jakoś raźniej, bo to był widomy znak zmiany w nastrojach i strojach. A dzisiaj co? Gdy rano dostrzegłem jakiegoś pojedynczego ucznia idącego na wagary, nad zalew to pomyślałem sobie, że biedak zmarznie i zapewne przemoczy sobie buty, bo musi iść po roztapiającym się śniegu i wytrwać nad tym zalewem do czasu odjazdu autobusów odwożących uczniów z miejscowych szkół po lekcjach do domów. Znam ten ból, bo jeszcze pamiętam jak ja sam spędzałem takie dni w lesie, gdzie nie było się jak schować i przeczekać wielu przecież godzin czasu dzielącego nas od planowanego powrotu do domów. Wszędzie mokro, nie ma gdzie usiąść, nie ma się czym zająć, nogi zziębnięte i bolące od wielogodzinnego dreptania, a wiec…„zabawa była przednia”. Przeklinaliśmy cicho pomysłodawców i naszą z nimi solidarność. Gdy tak sobie wspominałem swoje durne lata, to przypomniała mi się piosenka Czesława Niemena Nim przyjdzie wiosna. Tu w wykonaniu Staszka Sojki. http://www.youtube.com/watch?v=FSFhXJ2rMyo
Oto fragment, który pasuje do mojego opisu: – Nade mną sosna, nade mną brzoza witkami szepce…Tak się zapadam jak w śniegu puchy…
Nim przyjdzie wiosna,
nim miną mrozy,
w ciszy kolebce –
nade mną sosna,
nade mną brzoza
witkami szepce.

Szepce i śpiewa
niby skrzypcowa
melodia cicha,
melodia nowa,
której nie słychać,
która dojrzewa.

Tematykę szkolną, która nadal mnie interesuję znajduję m.in. na prowadzanym przez Politykę Belferblogu http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/03/19/za-zimno-na-wagary/ Dzisiaj wytrawny autor, a przy tym wybitny nauczyciel renomowanego liceum w Łodzi nie omieszkał zająć się tym wdzięcznym tematem. Dla niecierpliwych przytoczę tylko mały fragment tekstu Za zimno na wagary , w którym autor przytacza sposoby zatrzymania młodzieży w szkole:
obecnie prawie każda placówka szykuje liczne atrakcje. Normalnych lekcji raczej nie będzie. Bywa, że wychowawcy z troski o bezpieczeństwo uczniów organizują im nawet wagary. Takie zorganizowane wyjścia pod opieką belfra są coraz popularniejsze. Przy okazji niektórzy nauczyciele wspominają, jak wspaniale wyglądał Dzień Wagarowicza za ich czasów. Dokąd to się nie uciekało, gdzie się nie było, jak się nie rozrabiało, co za bohaterstwo, co za wolność, co za swoboda… po prostu palce lizać, że aż uczniom rzygać się chce.W komentarzach do tego tekstu również znajdziemy podobne do moich wspomnienia tego, co użyli w dniu wagarowicza inni czytelnicy:

– Władek ...Na wagary w pierwszy dzień wiosny uciekliśmy kiedyś całą klasą (ósma podstawówki), a że moja mieścina jest mała, to poszliśmy wałęsać się najpierw po parku, później po lesie – niestety, zatrzymała naszą grupę policja, która spisała nasze dane – strach był niesamowity (okazało się później, ze niczego nie spisali i nikogo nie powiadomili). Na świadectwie ukończenia szkoły każdy miał wpisaną informację o nieusprawiedliwionej liczbie godzin – wtedy był to wielki wstyd.
– Jaruta – Na wagary poszłam raz jeden, jedyny – w maju, w IX-tej klasie. Inni czasem chodzili i sobie chwalili, więc też chciałam zakosztować. Kawiarnie i kina odpadały – MO przed południem legitymowała młodzież spotkaną w takich przybytkach; informowali szkoły. Nikt mi nie towarzyszył. Niedaleko wszakże był Ogród Botaniczny i tam poszłam z dwiema książkami i kanapkami na drugie śniadanie. Pierwsze dwie godziny były sympatyczne – ogród piękny, pogoda dopisywała, siadłam sobie na ukrytej w żywopłocie ławeczce żeby się w oczy nie rzucać. Po dwóch godzinach ścierpłam na tej ławce, po trzech miałam pomaleńku dosyć… Musiałam dosiedzieć do 14.00, bo lekcje kończyłam o 14,20 i co miałam powiedzieć w domu? Ukarana zostałam paskudnie – w życiu się tak nie wynudziłam. Nigdy więcej! W domu się po tygodniu jednak przyznałam. Rodzice mieli zabawę, a Ojciec uznał filozoficznie „Grzeszyć też trzeba umieć”.
   Jak widać radość z wagarowania dość szybko zamienia się w duży dyskomfort. Moja znajoma uczennica z maturalnej klasy tak to ujęła:
– Miło, że Pana nadal interesuje życie szkolne, mimo, że Pan już nie uczy. Takie święto jak to dzisiejsze, czyli Dzień Wagarowicza, obchodzi się według przyjętej wśród młodzieży zasady: Pamiętaj ,abyś dzień święty święcił . Tak, było obchodzone! Mogę to z czystym sumieniem powiedzieć, bo będąc w pobliskiej galerii zauważyłam, że roiło się tam od młodzieży i to już od tej najmłodszej. Mam na myśli gimnazjum. Ja natomiast jestem takiego zdania, że jak mam iść i włóczyć się nie wiadomo gdzie i z kim, a później mieć problemy z nauczycielami, albo z władzami porządkowymi, to wolę zostać w domku. Przynajmniej wiem, że jestem bezpieczna i nic mi nie grozi. Od 2 lat nasza szkoła znalazła sposób na ograniczenie wagarowania i w tym dniu organizuje Dni Otwarte Szkoły .. Uczniowie wraz z nauczycielami organizują przedstawienia, wystawy swoich profili naukowych oraz inne tego typu atrakcje. Zaprasza się na ten przegląd ofert edukacyjnych uczniów i nauczycieli z pobliskich gimnazjów, którzy chętnie korzystają z zaproszenia i przychodzą. Bo po pierwsze, że nie mają w tym dniu lekcji, to jeszcze liczy się im obecność w szkole…
   Dzisiaj przed oknami mojego domu przeszły w przedszkolnym szyku dzieci ze swoimi paniami z miejscowego przedszkola, aby w pobliskiej rzece dokonać rytualnej rozprawy z Marzanną. Zadanie wykonały zgodnie z przyjętym scenariuszem, bo wracały bardzo rozgadane i zadowolone. Obserwując ten pochód z okna zauważyłem, że moja wnusia z wielką uwagą przyglądała się swoim rówieśnikom i bardzo zazdrościła im takiej wyprawy.


Teraz , po egzekucji Marzanny zima nie ma już innego wyjścia jak tylko wycofać się z naszej krainy ustępując wiośnie. Może to jeszcze potrwa kilka dni, ale wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują za rychłą zmianę.

Duch Święty wskazał – kardynałowie wybrali…

Tak jak pisałem w ostatnim tekście niecierpliwie czekaliśmy w domu wsłuchując się w każdy nowy materiał nadawany w Polskim Radio jak i w Telewizji, a dotyczący wyboru Papieża. Sporo informacji potwierdzało moje obawy o czas trwania Konklawe. Przepytywani eksperci kreślili niezwykle złożony obraz rzeczywistych stosunków panujących pomiędzy miłościwie nam panującymi hierarchami Kościoła Katolickiego, co wskazywało na przewidywanie długiego okresu niepewności. Stało się inaczej. Wieczorem oboje z żoną wyczekiwaliśmy na wynik piątego głosowania. Ona przed telewizorem, a ja przed monitorem komputera gdzie również dawało się dostrzec zniecierpliwienie. Wreszcie nadszedł ten moment gdy usłyszałem:

– Jest dym…i to biały!!!

Pobiegłem do niej, aby już razem czekać na ogłoszenie wyników. Nie trwało to długo. Przemarsz orkiestry, jakichś żołnierzy, gwar oczekujących w chłodzie tłumów podkręcały w nas napięcie. Wreszcie…

Mamy Papieża, z Argentyny , przyjął imię Franciszek. Dalej już wszyscy wiemy następuje seria zaskoczeń. Niby wszystko jest tak samo jak to bywało z wyborem poprzednich papieży, ale jednak tym razem odbywa się to inaczej. Przed błogosławieństwem Urbi et Orbi prośba o naszą modlitwę za Niego. Skromność w stroju i w postawie. No i to imię – Franciszek, niosące przesłanie Św. Franciszka, a wiec sługi Bożego, a nie Panującego nam Namiestnika Chrystusowego na ziemi. Co to ma oznaczać?

Pobiegłem do komputera aby zobaczyć co niosą pierwsze newsy i jaka jest reakcja Znajomych na Facebook. Pomyślałem, że ja też dam wyraz swoim emocjom i wkleję tam zdjęcie Papieskiego fotela, które wykorzystywałem w poprzednim materiale ale z dopiskiem : Ten fotel ma już swojego Lokatora

Wkleiłem też link do piosenki wykonywanej przez Zdzisławę Sośnicką : Nie czekaj mnie w Argentynie http://www.youtube.com/watch?v=5pdCwOwgf4U

Pod linkiem dopisałem: Tylko ta piosenka kojarzy mi się z Argentyną. Zgadnijcie dlaczego?

Nie było z tym problemów. Po chwili pojawiły się wpisy zorientowanych w sprawie. Tylko ja poczułem się trochę dziwnie gdy odsłuchałem całego tekstu. Nie bardzo odpowiadał sytuacji. No może za wyjątkiem refrenu:
Nie czekaj mnie w Argentynie
Mój statek tam nie zawinie
Wszystko przepadło, wszystko na próżno
Twój list dostałam o dzień za późno …

Nie dane mi było jednak dalsze zastanawianie się nad treścią tej piosenki gdyż po chwili znajoma Magdalena zamieściła link do innej piosenki …O Franciszku

http://www.youtube.com/watch?v=POryxZ4AvRw wysłuchałem jej z zaciekawieniem i udostępniłem na swoim profilu dodając link do pierwszego komentarza jaki się wtedy pojawił: http://tygodnik.onet.pl/32,0,79850,franciszku__odbuduj_moj_kosciol,artykul.html
Nowe imię. Franciszek. Ten święty, do którego Jezus skierował słowa: „Franciszku, odbuduj mój Kościół”.
…Franciszek to miłość, prostota, to również pójści
e pod prąd wielu kościelnym schematom. Ale nie w formie buntu, lecz świadectwa miłości i głębokiego, wręcz radykalnego, rozumienia Ewangelii.
Na Placu Świętego Piotra niesamowita atmosfera. Papież został od razu bardzo ciepło przyjęty przez tłumy ludzi. A jednocześnie wśród zgromadzonych dało się odczuć wielką nadzieję. Stojąca koło mnie osoba, słysząc jakie imię wybrał sobie nowy papież, powiedziała – ale bez strachu w głosie, lecz z nadzieją: „a więc Kościół wymaga aż takiej odbudowy…”

Piękne słowa. Jakaś dziewczyna po wysłuchaniu piosenki pisze: – Pamiętam, śpiewaliśmy to na zakończenie rekolekcji. Kiedy to było? A Nowego Papieża już lubię…

To tak jak ja. Słowa piosenki :Franciszku, jakżeś Ty odgadł? Bardzo silnie do mnie przemawiają w tej nowej sytuacji. Dzielę się linkiem z córkami , które kwitują je krótko: – Piękne. Gdzie to znalazłeś?

Ja nadal wsłuchuję się w komentarze i relacje z pierwszych godzin pontyfikatu. Swoje pierwsze reakcje nazwałbym zaciekawieniem, nadzieją, ale i rosnącą obawą o przyszłość Ojca Świętego Franciszka, na którego natychmiast rzucili się znawcy jego życiorysu, postaw i dokonań, zwłaszcza w czasach wojny domowej w Argentynie. Ja mam nadzieję, że starożytna mądrość mówiąca o tym, że : Kto mówi prawdę w prawdzie ma obronę szybko weźmie górę nad pomówieniami i oskarżeniami.

Dla tych, którzy nie mają możliwości odtworzenia piosenki o Franciszku zamieszczam jej tekst :

Franciszku, jakżeś Ty odgadł,

że Bóg w nieskończoność rozciągnięty

mieszka cichutko pod korzeniem dębu,

dziś już spod Prawa wyjęty?

Albo kto Ci powiedział,

kiedyś Ty po górach chodził,

że Ty i kwiaty, że was Bóg urodził?

 

Dziś zaplątałeś się

w las atomowych rakiet,

więc może spróbujesz powiedzieć ludziom,

że z ich sumieniem coś na bakier.

Patrzę, bo tak Ci ładnie w tym worku,

tylko zastanawiam się dlaczego

Bóg od ośmiu długich wieków

nie dał Ci butów i worka lepszego…

 

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

ja się chwycę Twego sznura,

zdejmę buty, żeby lepiej czuć kamienie.

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

pochodzimy sobie po górach,

hej, lepiej czuć kamienie.

Trzech kolejnych Sterników Piotrowej Łodzi w genialnym ujęciu sprzed lat.

Ja też mam swoją opowieść o …szczawiu

Pan Niesiołowski wywołał nieopatrznie znacząca dla nas wszystkich debatę społeczną o biedzie, o głodujących dzieciach i to w liczbach wręcz astronomicznych, bo sięgających 800 tysięcy, a symbolem tej debaty stał się szczaw i mirabelki. Meritum problemu zgłębiało już bardzo wielu ludzi, w tym mój blogowy znajomy <mironq> Zapraszam do niego http://mironq.blogspot.com/2013/03/66-szczaw-i-godne-dzieci.html Ja mam do zaproponowania lub tylko przypomnienia Państwu swoje opowieści ze szczawiem w tle jaką przedstawiłem tu w maju 2009 roku. Myślę, że warto przeczytać. Zapraszam… Czytaj dalej