Niedzielne przemyślenia

„Dla roboty wszystkie dzionki, a niedziela jest dla żonki” – powiedział ktoś znacznie wyżej postawiony niż ja i tego się trzymam.

Niedziela jest to czas przeznaczony na rodzinne bycie razem. Rano śniadanko, później kościół, jakiś niedzielny wspólnie przygotowywany obiad i popołudnie relaksacyjno wypoczynkowe spędzane we dwoje, ale dość często zdarza się spędzać ten czas z kimś jeszcze. Na luzie i bez nerwów.

Dzisiaj w kościele usłyszeć można było w czytaniach i Ewangelii dość znajomo brzmiące  słowa:

…Chrześcijaństwo jest dla nas wielką szansą, ale także niezwykle odpowiedzialnym zadaniem. To ewangeliczny program na życie, którego cel wyznaczył Bóg, a środki do niego prowadzące dobieramy dzięki wolności i rozumowi oświecanemu przez Ducha Świętego. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” – mówi Chrystus do uczniów. Dar życia, otrzymane talenty, a przede wszystkim ofiara Odkupiciela są dla nas wezwaniem do służby. One podnoszą nasze człowieczeństwo i potwierdzają naszą godność dzieci Bożych.

(Łk 12,32-48)

W homilii wygłoszonej przez naszego proboszcza znalazło się szerokie objaśnienie do przeznaczonych na dzisiaj słów Pisma Świętego. Szczególnie akcentowany był powszechny:

–         Brak odpowiedzialności za czyny,

–         Nabyty brak odporności na pokusy,

–         Brak umiejętności przewidywania dalekosiężnych skutków swoich czynów.

Każdy z tych ugruntowanych w społeczeństwie „grzechów głównych” był poparty stosownymi przykładami. Dla mnie bardzo przekonywającymi.

O ile łatwiejsze i bardziej dostatnie byłoby nasze życie codzienne, gdyby nie te nasze przywary? Każdy może przytaczać przykłady chrześcijan łamiących zasady Boże i ludzkie, aby tylko napchać sobie kasę. Aby sięgać po nie swoje, aby oszukać klienta sprzedając mu wadliwy towar, czy usługę, aby mnożąc sztucznie trudności skłonić petenta do wręczenia stosownej łapówki itd., itp.

Słuchałem i zastanawiałem się nad tym, czy w kościołach do których uczęszczają nasi politycy też padają podobne słowa i argumenty? A ci, którzy nie chodzą do kościoła, albo i chodzą tylko od „wielkiego dzwonu” to mają jakąś okazję wysłuchania podobnych słów i argumentów, które mogłoby poddać ich działania jakimś normom etycznym lub kryteriom zwykłej przyzwoitości?

Po powrocie do domu znalazłem tekst czytań na niedzielę 11.08.2013r., aby jeszcze raz je przeczytać i przemyśleć. Przeczytałem je wraz z komentarzami  ks. Edwarda Stańka. Oto fragment jego wypowiedzi dotyczący kryzysu odpowiedzialności:

…W poszukiwaniu źródła nieszczęść, jakie dotknęły nasz naród, słusznie wskazuje się na brak odpowiedzialności. Jest to groźna choroba ludzkiego serca, której skutki można obserwować we wszystkich dziedzinach życia. Nieodpowiedzialni ludzie składają przysięgi małżeńskie, by po kilku latach łamać je i porzucać współmałżonka. Nieodpowiedzialni rodzice wychowują dzieci. Nieodpowiedzialni inżynierowie budują zakłady zatruwające wodę, ziemię, powietrze. Nieodpowiedzialni dyrektorzy, nauczyciele, kierowcy, dozorcy… prawie na każdym kroku można dostrzec tragiczne dzieła nieodpowiedzialnych ludzi. Ta sama choroba niszczy serce niesłownego szewca, który pięciokrotnie przesuwa termin naprawy butów, i wielkiego dyrektora, który w sposób nieprzemyślany kładzie podpis pod wieloletnią umową handlową z zagranicznymi firmami.

Trzeba, i to w skali narodowej, dokładnie przeanalizować przyczyny wzrostu tej groźnej choroby i określić wszystkie możliwości jej przezwyciężenia. Dopóki nie wzrośnie stopień odpowiedzialności indywidualnej i społecznej o żadnej odnowie życia narodowego nie będzie mowy. Dla chrześcijan kryzys odpowiedzialności w naszym narodzie to zjawisko szczególnie bolesne. Ujawnia ono bowiem nie tylko słabość narodu, ale przede wszystkim słabość ducha polskiego chrześcijaństwa. Do istoty bowiem naszej religii należy wielkie poczucie odpowiedzialności zarówno wobec Boga, jak i ludzi…

Niech każdy sam sobie odpowie jak faktycznie wygląda nasza odpowiedzialność za kraj, za sprawy publiczne, za dzieła któremu służy jako osoba publiczna będąca lekarzem, nauczycielem, urzędnikiem, działaczem samorządowym, czy partyjnym. Każdemu wiele się należy od państwa, ale państwu nic się nie należy od nas, bo to są złodzieje, zaprzańcy, zdrajcy itd.

Wszyscy politycy mają pełne usta frazesów o poświęceniu w służbie dla dobra ogółu, a jak jest w istocie, to wszyscy wiemy. Służba tak! Lojalność tak, ale przede wszystkim wobec szefów swojej partii, a nie państwa i społeczeństwa. Władza jest celem nadrzędnym, a jak się ją zdobędzie, to już pozostaje do realizacji, nie mniej ważny, kolejny cel: Utrzymanie się przy władzy. I tak kółko się toczy. Od wyborów do wyborów, z próbami wcześniejszego rozp…wszystkiego, co powstało wcześniej i zaprowadzenia swoich porządków, od samej góry po sam dół drabiny społecznej. Od Prezydenta do salowej w szpitalu, czy woźnej w szkole.

Gdy zaczynały się u nas przemiany ustrojowe, to o naszych demoludach, a w tym i o Polsce mówiono w świecie, że jesteśmy wszyscy dotknięci ciężką chorobą o nazwie AIDS Wschodu. Objawy tej choroby mieściły się w diagnozie:
Zespół Nabytego Braku Odpowiedzialności za Własny Los.

Mija 24 lata od początków tamtej przemiany, a my wciąż jesteśmy w tym samym miejscu. Akceptujemy kapitalizm, ale marzymy o socjalizmie. Poza lewicowym SLD wszyscy są prawicą, ale jawnie głoszą programy socjalistyczne, bo wyborcy chcą, aby odpowiedzialność za ich jednostkowe losy wzięło na siebie państwo. A coraz biedniejsze i zadłużone  państwo wciąż nie ma jakiejś wizji Polski na dziś i dla następnych pokoleń, a więc i brakuje mu długofalowej polityki służącej realizacji tej wizji. Wciąż żyjemy od wyborów do wyborów, a sprawy publiczne są prowadzone w taki sposób, aby skomplikować wszystko co się da, tylko po to, aby zaciemniać faktyczny zakres kompetencji i odpowiedzialności, aby nie dało się nikogo rozliczyć i pociągnąć do odpowiedzialności. Byli tacy, którzy obiecywali puścić w skarpetkach tych, którzy bez pracy dorobili się kolosalnych majątków i każdy wie jak to się skończyło. Następni też obiecują . Bardzo wiele obiecują. Potrafią to robić z wdziękiem i trafiać do wielu, bardzo wielu ludzi.

Gołąbki pokoju

Prezes PiS po raz kolejny zdecydował się na przebudowę swojego wizerunku. Teraz jako szczególnie zatroskany o zrujnowaną (według PiS) gospodarkę jeździ po kraju przedstawiając program swojej partii, który w założeniach ma przywrócić właściwe relacje ekonomiczne i społeczne (z naciskiem na społeczne jednak) i poprawić nasz byt na tyle, aby młodzi ludzie przestali wyjeżdżać „za chlebem” i urządzili się w kraju nad Wisłą, aby tu zechcieli pracować na siebie, na emerytów, rodzić dzieci i „nie czynić tego z przymusu lecz z ochoty”. Wiele się ostatnio zmieniło wokół prezesa. Odsunięci zostali „jastrzębie”, a medialną szansę uzyskali ludzie mający wizerunek „gołębi”. Pośród nich prezes jest najbardziej niewinnym i oczywiście krzywdzonym przez innych niezasłużonymi atakami , a to wszystko odbywa się w ramach polskiej wojenki na górze.

Jeżdżą zatem panowie politycy – z opozycji zwłaszcza odwiedzając małe miasta i miasteczka i nie szczędząc swego drogocennego czasu i trudu agitują już przekonanych swoich zwolenników do oddania odpowiedzialnego głosu w najbliższych wyborach. Przecież wcale nie musi tak być jak jest, powiadają.


Polakom należą się rządy prawe i sprawiedliwe. Najwyższa pora usunąć nieudaczników i zastąpić ich udacznikami
. Tylko wtedy mamy szansę na wyjście z zapaści w jaką wpakował nas Tusk ze swoimi poplecznikami… To nic, że nie udało się konstruktywne wotum nieufności. Przeprowadzi się kolejne. Kandydat techniczny wraz z rządem cieni wciąż jest gotowy do wejścia w rolę Męża Opatrznościowego, który odpowiednio kierowany, spełni wszystko co prezes obiecuje i zapewni nam wszystko to, co się nam słusznie należy.

Inni politycy jeśli coś mówią, to tylko mówią, a prezes jak obiecuje to… obiecuje – usłyszałem wczoraj w telewizji pięknie powiedziane przez prezesa słowa. Ma wsparcie, tak z góry Radio-Maryjnej, jak i z dołu, od robotników prowadzonych przez Piotra Dudę – gracza (z małej litery) o najwyższą stawkę. Prezes chętnie stanie na czele narodowców jak i działaczy ruchu oburzonych, byle tylko zyskać absolutną większość i zagrać o najwyższą pulę, o Polskę rządzoną według jego norm i standardów. A są to bardzo wysokie standardy. Tak gospodarcze jak i społeczne oraz moralne.  Na dzisiaj spełnia je ok. 30 proc. prawdziwych Polaków. A co z pozostałymi? O tym potem!

To jest już bardzo bliska perspektywa. Notowania niezmiennie wskazują na rosnące, a ostatnio utrzymujące się na stałym poziomie, niczym jakieś zaklęte status quo podziały naszych sympatii pomiędzy POPIS. Trwa festiwal POPIS-owych POPIS-ów wskutek, których główna scena rozgrywek jest od lat zajęta przez te dwa obozy. Tylko SLD posługujący się ostatnio niemal identycznymi jak PIS narzędziami walki ideologicznej jakoś tam pałęta się pomiędzy goliatami walcząc o miejsce przyszłego koalicjanta zwycięzcy głównej walki sezonu.

W minioną niedzielę usłyszałem w moim parafialnym kościele dwa ważne dla Bogo-Ojczyźnianych obywateli teksty, które chciałbym im dedykować. Pierwszy z nich to psalm śpiewany pięknie przez moją młodą sąsiadeczkę:

(Ps 15,1-5)
REFREN: Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie.

Kto zamieszka na Twej górze świętej?
Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie
i mówi prawdę w swym sercu,
kto swym językiem oszczerstw nie głosi.

Kto nie czyni bliźniemu nic złego,
nie ubliża swoim sąsiadom,
kto za godnego wzgardy uważa złoczyńcę,
ale szanuje tego, kto się boi Pana.

Kto dotrzyma przysięgi dla siebie niekorzystnej,
kto nie daje swych pieniędzy na lichwę
i nie da się przekupić przeciw niewinnemu.
Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje.

To stary tekst, tak stary jak Pismo Święte. Czy stracił coś na swej aktualności? Oceńcie Państwo sami.

Drugi tekst jest jeszcze starszy, bo jest to sentencja przypisywana Arystotelesowi (384-322 pne) Jeden z uczniów greckiego filozofa Arystotelesa zapytał:

Dlaczego człowiek ma dziesięć palców, dwoje uszu, dwoje oczu, a tylko jedne usta i jeden język?
Arystoteles odpowiedział:
Ponieważ człowiek musi pracować dziesięć razy więcej niż jeść, a widzieć i słyszeć dwa razy więcej niż mówić.
…A prezes jakoś nic nie mówi o tym abyśmy się wszyscy wzięli do roboty i sami budowali swoją pomyślność, bo żaden rząd niczego nam nie da, czego wcześniej nam nie odbierze w postaci podatków. Nie mówi też o tym, abyśmy słuchali nie tylko tego, co on mówi i obiecuje, ale wsłuchiwali się we wszystko co na dany temat się mówi i pisze i sami znaleźli najlepsze dla nas i dla Polski rozwiązania społeczne i polityczne.

Hej wakacje to rzecz …miła? Dla kogo?

Tuż przed zakończeniem roku szkolnego napisała do mnie moja była uczennica Ewa, a obecnie również pedagog i wychowawca:
Panie Czesławie, już wakacje? prawda:)
– Tak Ewuniu. Ja mam wakacje od dwóch lat.
– Pamiętam, choć to dalej pewnie szczególny czas:)
– Oczywiście. śledzę życie szkoły i wiem co się dzieje. A TY zakończyłaś już nauki? Kiedy będą Twoje wakacje?
– Hm mm… jeszcze trwa sesja, a potem?? Ech, pracę w szkole już zakończyłam na ten rok (prowadzę programy profilaktyczne w szkołach w Kielcach), zostaje mi tylko świetlica. W lipcu będę miała tydzień urlopu, już nie mogę się doczekać.
– Miłego zatem odpoczywania. Czytaj dalej

Byłem na spotkaniu Szymona Hołowni z czytelnikami

Po Międzynarodowym Dniu Książki, o którym wspominałem w poprzednim tekście, nazajutrz miałem okazję uczestniczenia w spotkaniu z autorem kilku książek i licznych publikacji w bardzo szerokiej działalności publicystycznej. Oto w dniu 24 kwietnia Miejska Biblioteka Publiczna w Staszowie zorganizowała w Staszowskim Domu Kultury spotkanie z Szymonem Hołownią, którego niektórzy znają z telewizyjnego programu Mam Talent , a inni z zupełnie innego i całkiem poważnego spektrum wypowiedzi na różne, w tym religijne tematy. Czytaj dalej

Bylebyśmy zdrowi byli…

Światowy Dzień Zdrowia ustanowiony na 7 kwietnia, jest zarazem świętem Służby Zdrowia.
W mediach – jak co roku pojawiły się audycje, a w prasie artykuły mające wspólny cel jakim jest szerzenie oświaty zdrowotnej i promocja zdrowego stylu życia. Wszyscy wiemy, że najtańszym sposobem sprawowania opieki zdrowotnej na oczekiwanym i wysokim poziomie jest profilaktyka zdrowotna, gdyż nikt w świecie nie był jak dotąd w stanie zakwestionować ogólnoludzkiej mądrości, z której wynika że …lepiej zapobiegać niż leczyć.
Gdyby udało się przekonać ludzi do zachowywania zasad zdrowego życia, gdyby wspomóc ten kierunek działań stosownymi programami działań profilaktycznych finansowanych przez państwo, to może udałoby się uleczyć chorą jak większość z nas twierdzi służbę zdrowia? Czytaj dalej

Wesołego…po Świętach

Przygotowania duchowe i materialne czynione w okresie poprzedzającym święta miały przygotować nas na pełnię przeżywania świąt Zmartwychwstania Pańskiego, oznaczającego zwycięstwo życia nad śmiercią. Czy przygotowały? Jak ja skorzystałem ze świąt i tego, co mogły mi przynieść? Czytaj dalej

Duch Święty wskazał – kardynałowie wybrali…

Tak jak pisałem w ostatnim tekście niecierpliwie czekaliśmy w domu wsłuchując się w każdy nowy materiał nadawany w Polskim Radio jak i w Telewizji, a dotyczący wyboru Papieża. Sporo informacji potwierdzało moje obawy o czas trwania Konklawe. Przepytywani eksperci kreślili niezwykle złożony obraz rzeczywistych stosunków panujących pomiędzy miłościwie nam panującymi hierarchami Kościoła Katolickiego, co wskazywało na przewidywanie długiego okresu niepewności. Stało się inaczej. Wieczorem oboje z żoną wyczekiwaliśmy na wynik piątego głosowania. Ona przed telewizorem, a ja przed monitorem komputera gdzie również dawało się dostrzec zniecierpliwienie. Wreszcie nadszedł ten moment gdy usłyszałem:

– Jest dym…i to biały!!!

Pobiegłem do niej, aby już razem czekać na ogłoszenie wyników. Nie trwało to długo. Przemarsz orkiestry, jakichś żołnierzy, gwar oczekujących w chłodzie tłumów podkręcały w nas napięcie. Wreszcie…

Mamy Papieża, z Argentyny , przyjął imię Franciszek. Dalej już wszyscy wiemy następuje seria zaskoczeń. Niby wszystko jest tak samo jak to bywało z wyborem poprzednich papieży, ale jednak tym razem odbywa się to inaczej. Przed błogosławieństwem Urbi et Orbi prośba o naszą modlitwę za Niego. Skromność w stroju i w postawie. No i to imię – Franciszek, niosące przesłanie Św. Franciszka, a wiec sługi Bożego, a nie Panującego nam Namiestnika Chrystusowego na ziemi. Co to ma oznaczać?

Pobiegłem do komputera aby zobaczyć co niosą pierwsze newsy i jaka jest reakcja Znajomych na Facebook. Pomyślałem, że ja też dam wyraz swoim emocjom i wkleję tam zdjęcie Papieskiego fotela, które wykorzystywałem w poprzednim materiale ale z dopiskiem : Ten fotel ma już swojego Lokatora

Wkleiłem też link do piosenki wykonywanej przez Zdzisławę Sośnicką : Nie czekaj mnie w Argentynie http://www.youtube.com/watch?v=5pdCwOwgf4U

Pod linkiem dopisałem: Tylko ta piosenka kojarzy mi się z Argentyną. Zgadnijcie dlaczego?

Nie było z tym problemów. Po chwili pojawiły się wpisy zorientowanych w sprawie. Tylko ja poczułem się trochę dziwnie gdy odsłuchałem całego tekstu. Nie bardzo odpowiadał sytuacji. No może za wyjątkiem refrenu:
Nie czekaj mnie w Argentynie
Mój statek tam nie zawinie
Wszystko przepadło, wszystko na próżno
Twój list dostałam o dzień za późno …

Nie dane mi było jednak dalsze zastanawianie się nad treścią tej piosenki gdyż po chwili znajoma Magdalena zamieściła link do innej piosenki …O Franciszku

http://www.youtube.com/watch?v=POryxZ4AvRw wysłuchałem jej z zaciekawieniem i udostępniłem na swoim profilu dodając link do pierwszego komentarza jaki się wtedy pojawił: http://tygodnik.onet.pl/32,0,79850,franciszku__odbuduj_moj_kosciol,artykul.html
Nowe imię. Franciszek. Ten święty, do którego Jezus skierował słowa: „Franciszku, odbuduj mój Kościół”.
…Franciszek to miłość, prostota, to również pójści
e pod prąd wielu kościelnym schematom. Ale nie w formie buntu, lecz świadectwa miłości i głębokiego, wręcz radykalnego, rozumienia Ewangelii.
Na Placu Świętego Piotra niesamowita atmosfera. Papież został od razu bardzo ciepło przyjęty przez tłumy ludzi. A jednocześnie wśród zgromadzonych dało się odczuć wielką nadzieję. Stojąca koło mnie osoba, słysząc jakie imię wybrał sobie nowy papież, powiedziała – ale bez strachu w głosie, lecz z nadzieją: „a więc Kościół wymaga aż takiej odbudowy…”

Piękne słowa. Jakaś dziewczyna po wysłuchaniu piosenki pisze: – Pamiętam, śpiewaliśmy to na zakończenie rekolekcji. Kiedy to było? A Nowego Papieża już lubię…

To tak jak ja. Słowa piosenki :Franciszku, jakżeś Ty odgadł? Bardzo silnie do mnie przemawiają w tej nowej sytuacji. Dzielę się linkiem z córkami , które kwitują je krótko: – Piękne. Gdzie to znalazłeś?

Ja nadal wsłuchuję się w komentarze i relacje z pierwszych godzin pontyfikatu. Swoje pierwsze reakcje nazwałbym zaciekawieniem, nadzieją, ale i rosnącą obawą o przyszłość Ojca Świętego Franciszka, na którego natychmiast rzucili się znawcy jego życiorysu, postaw i dokonań, zwłaszcza w czasach wojny domowej w Argentynie. Ja mam nadzieję, że starożytna mądrość mówiąca o tym, że : Kto mówi prawdę w prawdzie ma obronę szybko weźmie górę nad pomówieniami i oskarżeniami.

Dla tych, którzy nie mają możliwości odtworzenia piosenki o Franciszku zamieszczam jej tekst :

Franciszku, jakżeś Ty odgadł,

że Bóg w nieskończoność rozciągnięty

mieszka cichutko pod korzeniem dębu,

dziś już spod Prawa wyjęty?

Albo kto Ci powiedział,

kiedyś Ty po górach chodził,

że Ty i kwiaty, że was Bóg urodził?

 

Dziś zaplątałeś się

w las atomowych rakiet,

więc może spróbujesz powiedzieć ludziom,

że z ich sumieniem coś na bakier.

Patrzę, bo tak Ci ładnie w tym worku,

tylko zastanawiam się dlaczego

Bóg od ośmiu długich wieków

nie dał Ci butów i worka lepszego…

 

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

ja się chwycę Twego sznura,

zdejmę buty, żeby lepiej czuć kamienie.

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

pochodzimy sobie po górach,

hej, lepiej czuć kamienie.

Trzech kolejnych Sterników Piotrowej Łodzi w genialnym ujęciu sprzed lat.

Czekamy na biały dym

Zaledwie przed 10 dniami napisałem tu na blogu: http://tatulowe.blog.onet.pl/2013/03/01/dal-nam-przyklad-benedicto-jak-odchodzic-mamy/

Odszedł. Wszyscy wiemy jak to się stało i tak po ludzku wiemy, że postąpił słusznie. Widzieliśmy jak był zmęczony, gdy żegnał się z przedstawicielami Kościoła hierarchicznego oraz z licznie przybyłym tłumem ludzi, a poprzez media również z całym światem… Wielu dzisiaj mówi, że był wspaniały, wybitny, żelazny w swoim podejściu do kluczowych zasad doktryny wiary. Wielu zabierających głos na temat minionego pontyfikatu ma dokładnie odmienne zdanie. Nic w tym dziwnego. Tak zawsze bywa z ludźmi piastującymi najwyższe urzędy. Ocena ich życia i dorobku dzieli nawet najwybitniejsze umysły, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Stanowisko w tej sprawie długo jeszcze będzie się ucierać, zatracać ostre granice, czy wzbudzać skrajne emocje.

W kraju przewalały się w tym czasie burzliwe debaty na temat wszelkich możliwych zaniedbań jakich dopuścił się rząd Tuska oraz proponowanej w związku z tym przez PiS zmiany obecnego rządu na rząd techniczny pod kierunkiem p. Glińskiego. Te ważne dla nas wszystkich sprawy siłą rzeczy odciągnęły uwagę od spraw kościoła, ogniskującego swoje działania wokół wyboru następcy Benedykta XVI. Dobiegały jednak do nas pochodzące z Watykanu coraz to nowsze informacje rzucające trochę światła na okoliczności odejścia Benedykta XVI i pokazujące nam chociaż trochę tła z toczącej się tam ostrej walki o władzę w kościele. http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/kuria-rzymska-w-ogniu-krytyki,707504.html?playlist_id=14606

Dzisiaj już znamy termin Konklawe oraz z grubsza orientujemy się w tym o co toczy się tam walka. Dla mnie walka o władzę w Watykanie to jest tak samo naturalne zjawisko jakie obserwuje się wszędzie na świecie. W tak złożonych instytucjach jak Państwo kościelne o globalnym zasięgu i działaniu na styku różnorodnych systemów społecznych i politycznych, a do tego pomiędzy sferami wpływów innych kościołów i religii musi rodzić niezwykle trudną do ponownego ułożenia nić powiązań, zależności i wpływów. Nic więc dziwnego, że kardynałowie pochodzący z całego świata czując się dotąd opuszczonymi i nie mającymi wystarczającego wsparcia z Centrali, teraz walczą z tymi zasiedziałymi w Kurii i narzucającymi prowincji swój sposób widzenia świata. Formułowane wobec nich zarzuty działania jakby w oderwaniu od tego, co niosą zachodzące w niezwykle dynamicznym tempie zmiany społeczne i oczekiwania wiernych wydają się logiczne w świetle krytyki ludzi kościoła. Skoro nadarzyła się doskonała okazja do przeprowadzenia zdecydowanych reform, to chcą zapewnić im potrzebne warunki, a za sterami Łodzi Piotrowej postawić kogoś, kto zapewni wdrożenie tych reform i pomoże spełnić oczekiwania wiernych.

A oczekiwania są wielkie i odsuwane ich ad calendas grekas będzie jeszcze bardziej potęgować napięcia i odchodzenie wiernych z kościoła powszechnego.

Faktycznie mamy teraz ogromne nasilenie antyklerykalizmu zarówno w sferze polityki, jak i na wszelkich forach, gdzie w jakikolwiek sposób poruszany jest temat wiary, kościoła i jego sług. Pożywki do tego ataku dostarcza często sam kościół katolicki – ten hierarchiczny, forsujący tak jak abp. Michalik teorie oblężonej twierdzy, zagrożonej zmasowanym atakiem liberałów, libertynów, masonów i Bóg wie kogo jeszcze. Niemal każdy dziennikarz, czy bloger poczuwa się do obowiązku zabrania głosu w tej sprawie, i to głosu często bardzo krytycznego. Nic więc dziwnego, że odgłosy tej walki, gdy w końcu trafiały do czytelników, radiosłuchaczy, czy telewidzów, to czyniły potężny zamęt w ich poglądach. Hierarchowie zaliczani do „kościoła toruńskiego” wyraźnie podgrzewający atmosferę nie tają już swoich planów o przejęciu władzy nad Polską działając poprzez posłuszne – jak zawsze i spolegliwe partie chadeckie, czy też ND-ckie. To rodzi bunt, a przynajmniej sprzeciw bardzo dużej części społeczeństwa. Nastawienie do polityki Kościoła Instytucjonalnego przenosi się na księży, którzy prezentują podobne poglądy, czy postawy. Mało kto rozumie, że w instytucji zarządzanej autorytatywnie obowiązuje posłuszeństwo, a każdy biskup ma prawo kształtowania po swojemu polityki w swojej diecezji. Mało kto rozumie fakt, że wszelkie przewiny księży jak choćby pedofilia, wykroczenia przeciw prawu, alkoholizm, utrzymywanie męsko-damskich stosunków, posiadanie dzieci są rozpatrywane wewnątrz kościoła podobnie jak to się czyni wobec wykroczeń zwykłych wiernych, którzy się spowiadają i otrzymują rozgrzeszenie. Ludzie zachowują się tak jakby odmawiali księdzu rozgrzeszenia i gdy przekroczy on jakieś tam społecznie tolerowane granice, to obracają się przeciwko niemu, a jego winami obciążają całe duchowieństwo. Ta zbiorowa odpowiedzialność chyba najbardziej boli i przynosi najwięcej wymiernych szkód po obydwu stronach barykady zbudowanej z podejrzliwości, uogólnień i nie do końca sprecyzowanych zarzutów.

Księża są jednak potrzebni wszystkim, zarówno tym prostym i mało wykształconym ludziom, a również i tzw. elicie każdej społeczności. Nie jest prawdą twierdzenie, że w kontakcie z Bogiem nie potrzebni są pośrednicy – czytaj księża, a nawet i kościoły, bo… modlić można się wszędzie. Ludzie potrzebują przewodników duchowych i poszukują ich poprzez tzw. churching uprawiany w miastach, jak i w necie (przykłady : ks. Pelanowski, Pawlukiewicz, O. Knabit i inni). Potrzebują ludzi mówiących do nich zrozumiałym językiem i w sposób zaangażowany oraz wiarygodny. Już te warunki określają wymogi jakie stawia się księżom. Księżom potrzebne jest łatwo rozpoznawalne powołanie, nie tylko do życia konsekrowanego, ale do pracy z ludźmi, którzy szukają wsparcia, zrozumienia, wysłuchania, otuchy i czegoś tam jeszcze. Ksiądz musi być postrzegany jako człowiek mądry, wierzący w to, co głosi i robi, a nie tylko wykonujący zawód księdza. Ma być swoim człowiekiem, a do tego skromnym, chociaż nie koniecznie ubogim. Ma traktować jednakowo wszystkich wiernych i raczej nie wiązać się w jakichś układach towarzyskich z bogatymi, czy stojącymi u władzy.

To wszystko dotyczy zwykłych księży z jakimi mamy kontakt w parafiach. Czy takie same wymagania można stawiać ich zwierzchnikom, aż po sam szczyt hierarchicznej drabiny? Myślę że tak – oczywiście z uwzględnieniem ról jakie przychodzi im odgrywać. Przecież każdy z nich najpierw był klerykiem, a później dopiero księdzem i hierarchą.

Ja liczę na to, że te chwile dzielące nas od pojawienia się białego dymu nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej, to właśnie czas wytężonej pracy nad tym, aby pewnym sprawom przywrócić właściwą miarę skromności, służebności wobec maluczkich, przejrzystości finansów i innych zachowań nieraz bardzo już oddalonych od Chrystusowego wzorca .

Ja ze spokojem czekam na biały dym nad dachem Kaplicy Sykstyńskiej i nie jest dla mnie ważne kiedy się on pojawi.

…Dał nam przykład Benedicto jak odchodzić mamy

Odszedł. Wszyscy wiemy jak to się stało i tak po ludzku wiemy, że postąpił słusznie. Widzieliśmy jak był zmęczony, gdy żegnał się z przedstawicielami Kościoła hierarchicznego oraz z licznie przybyłym tłumem ludzi, a poprzez media również z całym światem. Pewnie jutro dowiemy się jak dużo ludzi oglądało bezpośrednią transmisję z pożegnania papieża. Wielu dzisiaj mówi, że był wspaniały, wybitny, żelazny w swoim podejściu do kluczowych zasad doktryny wiary. Wielu zabierających głos na temat minionego pontyfikatu ma dokładnie odmienne zdanie. Nic w tym dziwnego. Tak zawsze bywa z ludźmi piastującymi najwyższe urzędy. Ocena ich życia i dorobku dzieli nawet najwybitniejsze umysły, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Stanowisko w tej sprawie długo jeszcze będzie się ucierać, zatracać ostre granice, czy wzbudzać skrajne emocje. Szczególnie dlatego, że On przecież wciąż żyje i oby długo jeszcze żył i pracował dla kościoła powszechnego. Również dlatego, że z czasem dowiemy się więcej szczegółów o okolicznościach w jakich przychodziło Mu podejmować decyzje i wtedy nasze oceny mogą ulec modyfikacji.

Ja nie podejmuję się merytorycznej oceny sposobu sprawowania władzy kościelnej, ani samej osoby Benedykta XVI. Szczególnie w odniesieniu do wykorzystania przysługujących Mu uprawnień, czy poziomu spełnienia oczekiwań jakie wobec Niego i całego kościoła katolickiego zgłaszano. Chcę jedynie odnieść się do sposobu odejścia z tego – jakby tego nie traktować – Urzędu. Był przecież obok powołania na następcę Świętego Piotra również głową państwa Watykan, którego urzędnicy byli mianowani, kontrolowani, a jeśli sprzeniewierzyli się prawu, to powinni być przez Niego karani. Od tych urzędników wymagano przecież więcej niż od innych, o podobnym zakresie obowiązków, czy odpowiedzialności. Wszyscy wiemy jak brzmią będące w powszechnym obiegu zarzuty, co do sposobu zarządzania tą niezwykle rozległą i kierującą się bardziej odpowiedzialnością wobec Boga i sumienia niż tylko wobec norm prawa karnego instytucją. Na ile słuszne? Czas pokaże.

Od Niego samego wiemy, że od dawna wahał się z podjęciem decyzji o ustąpieniu. Nadszedł ten właściwy czas, aby to zrealizować, aby… wysiąść z łodzi, która jak to określił …nie jest Jego łodzią, a własnością Boga oraz wszystkich katolików zatroskanych o kościół powszechny..

W czasie ostatniej Audiencji Generalnej wypowiedział również i takie słowa:

Zrobiłem ten krok w pełnej świadomości jego powagi, ale z głęboką pogodą ducha. Kochać Kościół oznacza też mieć odwagę dokonywać trudnych wyborów, pełnych cierpienia, mając zawsze przed sobą dobro Kościoła, a nie siebie samego.

Podkreślił też, że jako papież nigdy już nie wróci do prywatnego życia.

Nie porzucam Kościoła, ale klękam pod krucyfiksem. Nie będę już nosił władzy, ale będę w służbie – zapewnił.

Mam nadzieję, że nie narażę się nikomu jeśli podzielę się i taką refleksją.

Wszyscy obserwujący doniesienia prasowe, czy też przekazy medialne usłyszeli również sporo informacji o tym, z jakim dorobkiem Joseph Ratzinger uda się do miejsca swojego odosobnienia. Co mu wolno, a czego mu nie wolno zabrać ze swojej dotychczasowej siedziby. Wiemy jaką będzie otrzymywał emeryturę przysługującą mu jako biskupowi Rzymu, a nie Papieżowi. Nie ma tam ani słowa o odprawie, prawda?

Zestawmy to z zasadami panującymi w różnych instytucjach świeckich państw. Jak wygląda odchodzenie z wysokich urzędów i stanowisk różnych prominentnych urzędników? Specjalne przepisy stworzone przez biurokratów z myślą o sobie, obowiązują również ich następców. Kontrakty manadżerskie zapewniają odprawy sięgające dziesiątków milionów dolarów – jak to bywa w przypadku banków działających na międzynarodowych rynkach finansowych : http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8409575,40_mln_euro_odprawy_za_odejscie_Alessandra_Profumo.html Nasze przepisy pozwalają na wypłacanie marnych odpraw sięgają tylko milionów złotych jak choćby w przypadku tych osób:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,3931068.html

Były prezes TP SA Marek Józefiak otrzymał ogromną odprawę – 5,34 mln zł. To prawdopodobnie najwyższa odprawa w Polsce. Takie dane TP SA zawarła w opublikowanym właśnie raporcie rocznym. Wynika z niego, że członkowie zarządu TP SA zarobili w ubiegłym roku łącznie 17,8 mln zł, o 27 proc. więcej niż rok wcześniej

. Igor Chalupec, który odszedł ze stanowiska prezesa PKN Orlen 18 stycznia tego roku, zainkasował „tylko” 1,5 mln zł. I tak powinien być zadowolony, bo jego poprzednicy, choć firma przyznała im jeszcze wyższe odprawy, pieniędzy nie otrzymali. Również odwołano ich przed końcem kadencji. Zbigniew Wróbel walczy z Orlenem o 13 mln zł, zaś Jacek Walczykowski o 7 mln zł. Ten ostatni pełnił swoją funkcję… kilkanaście dni.

Pomyślmy jeszcze o sposobach minowania tych osób i o ich związkach z polityką.

Myślę, że warto mieć na uwadze podobieństwa i różnice występujące pomiędzy instytucjami komercyjnymi i kościelnymi. Warto też zastanowić się nad tym, co z nawet najbardziej porządnymi ludźmi robi władza. Wszak wiemy, że „władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje w sposób absolutny”.

Oceniając innych pamiętajmy o tym, aby przyjrzeć się swojej dłoni z wyprostowanym palcem wskazującym na winnego. Zauważmy, że wtedy trzy pozostałe palce wskazują na nas.