Ja, jako były nauczyciel Wam to powiem…

Początek roku szkolnego bywa  inspiracją dla wielu ludzi. W tym roku spotkałem sporo interesujących wypowiedzi pisanych z pozycji uczniów,  studentów, nauczycieli, rodziców lub tylko obserwatorów naszej rodzimej edukacji, którą tak wszyscy lubimy, że chcemy ją nieustannie reformować i usprawniać. Dodatkowo ZNP prowadzi spór zbiorowy z rządem o poziom nakładów na edukację w tym na wynagrodzenia dla pracowników oświaty, co podgrzało atmosferę na linii społeczeństwo- szkoła.  Jak oni śmią żądać podwyżek? Mają tyle wakacji i wolnego czasu jak nikt inny, a jeszcze im źle… To tylko niektóre z poruszanych w debacie publicznej kwestii. Czytaj dalej

Szkolnictwo zawodowe. Lata lecą, a zmian nie widać…

W artykule zachęcającym do odpowiedzialnego wyboru przyszłego zawodu czytałem kiedyś anegdotkę opowiadaną przez gimnazjalistę, który wybierał się do technikum. Przytoczę ją w całości; Do urzędu Pracy przychodzi matka 19-latka. Skończył liceum ogólnokształcące, wpadł w złe towarzystwo, więc rozpaczliwie szuka dla niego pracy. Urzędnik proponuje układanie kamieni pod budowę dróg za 2000 zł netto miesięcznie. Kobieta boi się, że takie pieniądze jeszcze bardziej zepsują syna. Może w takim razie mieszanie zaprawy na budowie, od rana do nocy 1800 zł na rękę? – podpowiada urzędnik

-To też go zepsuje. Czy nie ma czegoś za 1200 zł? – pyta matka.

– A proszę pani, na to trzeba mieć wyższe wykształcenie – podsumowuje urzędnik.

   Ano właśnie. Około 40 proc. zatrudnionych w Polsce otrzymuje wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej. Mamy poważne problemy z pracą dla absolwentów, którzy zdecydowali się na nie do końca przemyślane kierunki studiów. Nic też nie wskazuje na to, że ci bezrobotni na starcie znajdą pracę zgodną ze swoim wykształceniem. Raczej muszą się od nowa uczyć nowych zawodów lub wyjechać na saksy do tzw. robót prostych. Tylko Niemcy liczą na to, że po likwidacji barier w zatrudnieniu pojedzie do nich 200-400 tysięcy Polaków w ciągu kilku lat. A przecież wiele państw tzw. starej unii zasysa młodych i wykształconych za nasze pieniądze ludzi prowadząc swoisty drenaż mózgów. Czy tak musi być? Wszyscy wyjadą? A kto będzie dla nas pracował w kraju?

Powyższy tekst pochodzi z mojego wpisu na tym blogu opatrzonego tytułem:  Ogólniak, czy technikum? A może zawodówka?  http://tatulowe.blog.onet.pl/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/  i nosi datę 15 czerwca 2011 zapraszam do przeczytania. Myślę, że warto. W komentarzach do tego tekstu możecie Państwo znaleźć wypowiedź przypadkowej czytelniczki, która podzieliła się z nami swoim osobistym doświadczeniem i dlatego jest to również warte zacytowania. Oto co napisała:

~Niedzwiedziczka 23 czerwca 2011 o 08:23

Jestem nauczycielem akademickim na dobrej wyższej uczelni technicznej. Skończyłam technikum, później studia (nie planowałam ich na początku), mam doktorat. Myślę o tym, żeby swoje dzieci posłać do techników, a jeśli będą chciały później, to i na studia. W technikach zdobywa się umiejętności, których żadne liceum nie nauczy, po prostu człowiek po szkole technicznej całkiem inaczej myśli. Mamy w Katedrze dwóch doktorantów – obydwaj po technikum. Ze smutkiem chcę dodać, że to minister rodem z naszej uczelni zlikwidował technika i stworzył gimnazja. Pozdrawiam.

Odpowiedziałem jej takimi słowami:

~ Niedźwiedziczko, bardzo dziękuję za ten komentarz. Ja również jestem absolwentem technikum (1962-67)i bardzo dobrze wspominam jego poziom. Zajęcia laboratoryjne prowadził doktor inżynier, ale z takich, co to nie darmo mają takie dyplomy. On konstruował i wprowadzał w zastosowanie różne maszyny i urządzenia laboratoryjne jakich nie spotkałem na uczelni i w szkołach średnich, w których uczyłem.

Tekst zebrał wówczas wiele komentarzy, jako że znalazł się na pierwszej stronie Onet w dziale praca, a to przyciągnęło wielu czytelników.

Powyższa wypowiedź była kontynuacją wielu wcześniejszych wypowiedzi na temat kształcenia zawodowego, bowiem jako nauczyciel przedmiotów zawodowych przepracowałem w zespole szkół ekonomicznych wystarczająco długo, aby zdobyć wiedzę popartą doświadczeniem przydatnym do szerszego wykorzystania i to nie tylko w mojej szkole. Do takich wypowiedzi zalicza się m.in. tekst z 2010 roku  opatrzony tytułem: Rząd wypycha młodzież za granicę  http://tatulowe.blog.onet.pl/2010/12/16/rzad-wypycha-mlodziez-za-granice/

Napisałem go w grudniu 2010 r. dość mocno zbulwersowany akcjami polityków sięgających po młodzież jako narzędzie w toczonej walce politycznej. Napisałem tam m. in. o tym że:

…Jakoś w tym samym czasie w mediach pojawiły się komunikaty o planie sięgnięcia przez Niemcy po naszą młodzież. Pragmatyczni Niemcy w dążeniu do zabezpieczenia sobie naboru fachowców do zawodów jakich nie chcą wykonywać obywatele niemieccy wyszli z atrakcyjną dla absolwentów naszych gimnazjów propozycją przyjęcia ich w liczbie kilkunastu tysięcy do szkół zawodowych w Niemczech. Otrzymają tam zakwaterowanie i stypendia o wysokości 750 euro na pierwszym roku nauki i już 1500 euro w trzecim roku nauki. Problemy językowe ma złagodzić organizowany równolegle kurs językowy. Mnie, nauczyciela szkoły zawodowej mocno zbulwersował ten temat. Ponieważ przed dwoma laty pisałem na swoim blogu o problemach związanych ze szkoleniem zawodowym w polskich zawodówkach postanowiłem zabrać głos w sprawie.

   Zanim rozpocząłem pracę w szkole przez 11 lat pracowałem w spółdzielczości, która w sposób naturalny sięgała po fachowców wyszkolonych w szkołach zawodowych, a odbywających praktyczną naukę zawodu w spółdzielczych piekarniach, masarniach, restauracjach zakładach usługowych, czy też w rozlicznych placówkach handlowych. Opiekę nad tymi uczniami sprawowali doświadczeni pracownicy otrzymujący z tego tytułu jakieś groszowe gratyfikacje. Było tam jednak ściśle przestrzegane prawo pracy, szczególnie w zakresie ochrony nad pracownikami młodocianymi.

   Zawsze było mi jednak żal tych dzieci, które w wieku 15 lat stawały się małoletnimi pracownikami, związanymi umową o praktyczną naukę zawodu z prowadzącymi zakłady produkcyjne, usługowe czy handlowe mistrzami rzemiosła. Ich mistrzowie nie zawsze zasługiwali jednak na miano MISTRZÓW. Mimo, że mieli formalne przygotowanie pedagogiczne do szkolenia uczniów w zawodzie, to często traktowali ich jak bezpłatną siłę roboczą i sposób na szybkie wzbogacenie się. Powszechne stawało się eksploatowanie tych dzieci ponad wszelką miarę, przy łamaniu zasad prawa pracy i ogólnoludzkich zasad ludzkiej przyzwoitości. Uczniowie nie zgłaszali zwykle sprzeciwu, bo byli zastraszani zwolnieniem z praktyki, a to oznaczało zmarnowanie roku – jeśli tylko na tym się to kończyło. Dorośli pracownicy zawsze mogą skarżyć do sądu pracodawców z powodu tzw. mobbingu, a młodociani i ich rodzice milczą, aby nie popaść w kłopoty. Podczas gdy młodzież z liceów i techników pławi się w lenistwie i próżniactwie żyjąc pod płaszczykiem ochronnym troskliwych rodziców, ich rówieśnicy, ciężko pracując, uczą się tzw. życia na własnej skórze.

Tu wywołałem burzę, zwłaszcza słowami … o młodzieży z liceów i techników pławiących się w lenistwie i próżniactwie i  żyjących pod płaszczykiem ochronnym troskliwych rodziców, gdy ich rówieśnicy, ciężko pracując, uczą się tzw. życia na własnej skórze.

Dzisiaj już nie pracuję w szkole, ale uważnie śledzę temat i ucieszyłem się z ostatniego ekspose premier Kopacz, w którym znalazła się zapowiedź zmiany istniejącego stanu rzeczy. Oto dzisiaj ledwie parę dni po zapowiedzi pani minister Kluzik-Rostkowska zorganizowała konferencję prasową, na której ogłosiła co następuje:

 Czas na odbudowę szkolnictwa zawodowego. Już od pewnego czasu bardzo wielu gimnazjalistów i ich rodziców zastanawia się: jak nie liceum to co? I o ile mają rozeznanie,  jeśli chodzi o licea ogólnokształcące w  swojej okolicy, to zdecydowana większość rodziców i gimnazjalistów nie ma pojęcia, jakie szkoły zawodowe czy technika działają w ich pobliżu i  jakiej są jakości. Musimy to zmienić – powiedziała dzisiaj minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska w trakcie konferencji prasowej inaugurującej Rok Szkoły Zawodowców. http://www.men.gov.pl/index.php/1513-rusza-rok-szkoly-zawodowcow-konferencja-minister-edukacji-narodowej

Jednym z priorytetów jest współpraca z pracodawcami. Dopasujemy kształcenie zawodowe do potrzeb rynku pracy, przygotujemy uczniów do podjęcia zawodu, zorganizujemy praktyki. Będziemy aktywnie pośredniczyć we współpracy pracodawców i szkół. Będziemy też robić wszystko, aby poprawić jakość i efektywność kształcenia zawodowego, zwiększyć jego atrakcyjność i dostępność. Stworzymy mapę zawodów i szkół, a także portal doradztwa edukacyjno-zawodowego. Pokażemy ofertę szkół zawodowych, wypromujemy dobre praktyki – powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska. Podobno program posiada wsparcie liczących się funduszy unijnych. Cieszę się z tej zapowiedzi, ale mam gdzieś w tyle głowy zakodowaną, konieczną w takich razach ostrożność. To tylko zapowiedź, a po czynach ich oceniać będziemy, prawda?

PS.

Dla tych, którzy dobrnęli do tego miejsca mam jeszcze ciekawostkę, pochodzącą z bajki „Historia żółtej ciżemki”. Akcja utworu toczy się w Polsce, w XV wieku, w czasach panowania króla Kazimierza Jagiellończyka. Bohater utworu Wawrzuś Skowronek  zawędrował do Krakowa. Tam chłopcem zaopiekował się bernardyn Szymon z Lipnicy, dzięki któremu Wawrzuś dostał się na służbę do Jana Długosza, który dość szybko odkrył rzeźbiarski talent chłopca i oddał go na termin do przygotowującego ołtarz do kościoła Mariackiego rzeźbiarza – mistrza Wita Stwosza. Od tej pory życie chłopca upływało pod znakiem ciężkiej pracy i nauki zawodu. Już po kilku latach młody rzeźbiarz zaczął samodzielnie tworzyć figury do ołtarza Mariackiego. Ciekawie zakreślono sylwetkę Mistrza Wita, bo oto…

Mistrz Wit – to osoba łatwo popadająca w gniew i często nie potrafiąca opanować zdenerwowania. W chwilach złości Stwosz nerwowo wytyka swym czeladnikom wszelkie niedoskonałości ich pracy i szarpie włosy na głowie. Dla Wawrzusia mistrz Wit jest jak dobry ojciec i zdecydowanie faworyzuje go wobec swych pozostałych pracowników. Dzieje się tak głównie dlatego, że Stwosz doskonale zdaje sobie sprawę z jego talentu. Zwracam uwagę na to, że był to wiek XV, że nauka zwodu odbywała się w zakładzie pracy mistrza i na to, że uczeń zdawał egzamin czeladniczy, co czyniło go fachowcem, a mistrzem mógł zostać za zgodą Cechu Rzemiosł Różnych. Te wszystkie elementy przetrwały do dnia dzisiejszego – tylko po nie sięgnąć.

Ja, jako były nauczyciel…

Niektórych już znudziło to ciągłe przypominanie mojej nauczycielskiej przeszłości. Nawet pewna złośnica – trollica ostatnio mi to wypomniała słowami: Panie emerytowany nauczyciel, to co pan piszesz to jakiś bełkot umysłu podlegającego demencji starczej. W końcu pisać każdy może, szczególnie- jak „co mu przyjdzie do głowy”. Ale nie każdy potrafi! Pan – nie. Izabela Czytaj dalej

Szkoła, to miejsce walki o swoje?

Gimnazjaliści właśnie ukończyli swój zewnętrzny egzamin i sukces mają zadekretowany w systemie, bo lepiej, czy gorzej, to zdać muszą. Uczniowie szkół średnich właśnie odbierają świadectwa ukończenia szkoły. Wszyscy przystępujący do matury muszą jeszcze popracować, ale generalnie mają już wakacje. Ci, którzy jeszcze pozostają w murach szkół muszą, a przynajmniej powinni popracować nad wynikami, aby z satysfakcją odbierać świadectwa i wtedy zakrzyczeć z radością:
Hej wakacje to rzecz miła
Taki właśnie tekst z 2011 r. chciałem dzisiaj przypomnieć państwu. Może się przyda ? Czytaj dalej

Wystartowali do kolejnego etapu nauki

W tym roku inauguracja nowego roku szkolnego przypadła na 2 września, bo w tradycyjnym dniu inauguracji wypadła niedziela. Moje okienko na świat szkoły i wszystko to, co w niej się dzieje stanowi od lat blog Dariusza Chętkowskiego  wybitnego nauczyciela renomowanego liceum w Łodzi prowadzony w ramach Polityki . Zarówno wpisy jak i komentarze pojawiające się pod nowymi notkami dostarczają mi wystarczająco dużo informacji, aby być na bieżąco z tematyką szkoły, którą dopiero przed dwu laty opuściłem. Tam też znalazłem pod koniec wakacji wielce pouczający tekst, który postanowiłem Państwu dzisiaj udostępnić. Ponieważ wielu moich – obecnie tylko wirtualnych znajomych to byli uczniowie, a ci jak pamiętam nie zaglądali do Polityki, postanowiłem przybliżyć im ten prowokacyjnie napisany tekst, aby wysondować ich opinię na temat realiów szkoły. Oto ten tekst: http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/08/28/o-zachowaniu-sie-w-szkole/

O zachowaniu się w szkole.  Dariusz Chętkowski

Uczniowie, którzy idą do nowej szkoły, np. do gimnazjum albo liceum, powinni wiedzieć, jak mają się zachowywać. Dlatego przygotowałem dla nich kilka niezbędnych rad, aby nie wyszli na idiotów.
Jak wchodzisz do szkoły, nigdy nie mów „dzień dobry”. Tylko głupek kłania się nauczycielom. Najlepiej zrobisz, jak nie przyjdziesz za wcześnie. Kilkanaście minut spóźnienia na lekcję to nie grzech, a na pewno wzmocni twój autorytet w klasie. Chcesz, aby koledzy jeszcze bardziej cię szanowali, daruj sobie pierwszą lekcję. Na drugą też nie zapomnij się spóźnić.
Butów w szkole nie zmieniaj, bo to obciach. Weź na lekcje skórę i komórę, a podręczniki sobie daruj. Zawsze się znajdzie jakiś kretyn, od którego pożyczysz, jeśli będzie to konieczne. Zeszytów do poszczególnych przedmiotów nawet nie zakładaj, bo dopiero koledzy mieliby ubaw. Wystarczy jeden poszarpany zeszyt do wszystkiego. Zresztą notowanie to przeżytek. Jak trafi się coś ważnego, to wklepiesz w komórę albo jeszcze lepiej skamerujesz czy walniesz foto.
Na lekcjach do nauczycieli się nie odzywaj, chyba że tak, aby nie słyszeli. Miej w dupie lekcję, nie okazuj żadnego zainteresowania tematem. Gadaj za to bez przerwy do kumpli. Nie zapomnij strzelić jakiś zajebisty komentarz, żeby wszyscy mogli się pobrechtać. Największe jaja robi się z nauczyciela (że łysy, że brzydki, że stary, że głupi, że bredzi). Z telefonu korzystaj tak często, jak tylko się da. Najlepiej zrobisz, jak pod ławką będziesz cały czas trzymał w pogotowiu komórkę. Jak uda ci się na lekcji pogadać z kimś przez telefon, np. z fajnym ciachem z innej klasy, zapunktujesz na maksa.
Dużo śmieć, niech woźna ma pełne ręce roboty. Gumy przyklejaj pod krzesłem, na każdej ławce wyryj, że wszystko w szkole jest gówno warte. Zwalniaj się tak często, jak to tylko możliwe. Wychodź do kibla, długo nie wracaj. Na ostatnią lekcję nie przychodź, chyba że chcesz być traktowany jak przygłup. Do żadnych zadań się nie wyrywaj, do niczego nie zgłaszaj, mało się ucz, dużo ściągaj, prac domowych nie rób wcale. Niech się męczą idioci. Miej wszystko w dupie. Kiedy się da, imprezuj. Kombinuj. Pamiętaj, że jesteś kowalem swojego losu, że wszystko jest w twoich rękach, że możesz uczynić siebie wielkim. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Zapytana na fejsbuku o opinię o tym tekście moja szkolna znajoma Viola – obecnie już mgr muzyki zamieściła pod nim komentarz, a do mnie napisała:
– Musiał być dość zbulwersowany zachowaniem. Nie przesadził – każdy wie że chodziło o jednostki – nie wszyscy uczniowie są tacy jak ten pan opisał. Mnie na lekcjach w gimnazjum w …nie zdarzało żeby się aż tak zachowywali. Czasem jedli kanapki.
-Dawid, student matematyki, który włączył się do rozmowy pod linkiem zauważył, że autor tej notki:
– Zdecydowanie nie przesadził . A więc takie są realia miejskiej szkoły? – zapytałem
– Takie są realia w szkole. Debilizm i chęć szpanerstwa zatacza coraz szersze kręgi. Niektórzy myślą, że tylko dzięki takiemu gówniarskiemu zachowaniu zostaną zaakceptowani przez klasową społeczność. Słabe i zakompleksione jednostki chcą za wszelką cenę być zaakceptowane i lubiane. Koszty wtedy się nie liczą, mózg zostaje wyłączony. – Źle to wróży edukacji, bo jak nauczyć kogoś, kto się uczyć nie chce?- zapytałem . Odpowiedział
– Od zawsze były osoby, które uczyć się nie chciały, a do szkoły chodzić musiały . Zatem problem znany jest nie od dziś… dopowiedział  Dawid.
Gdy w sobotę byliśmy z żoną na urodzinowym przyjęciu w gronie złożonym niemal wyłącznie z byłych nauczycieli, to siłą rzeczy nasze rozmowy schodziły na sprawy związane ze szkołą. Nasze opinie na sprawę wypływały nie tylko z nauczycielskiego przygotowania i zebranych doświadczeń, ale i z obserwacji tego, co dzisiaj się dzieje w tym świecie . Mamy przecież dzieci, a nasze dzieci mają swoje dzieci i nigdy tak naprawdę nie wychodzimy z tych spraw. Opinie są więc wyważone i ich wydźwięk jest na ogół smutny. Przeraża nas to, co dzieje się wokół naszych pociech. Stajemy się bezsilni widząc jak upada autorytet rodziców, jak dziecko staje się dla nich niemal tyranem w domaganiu się swobody w dostępie do gadżetów cyfrowego świata i jak silnie ten świat oddziałuje na niedojrzałe umysły przekształcając je w nie wiadomo co.  Rodzice dzisiejszych uczniów nieco spokojniej patrzą na otaczający ich świat i próbują się weń wmontować. Dziadkowie zostali już raczej na trwałe wykluczeni, bo często nie są w stanie pokonać bariery technicznej, za którą skrywają się ich wnuki ze swoimi ciągle poważnymi ludzkimi problemami. Samotność w sieci, to nie tylko tytuł poczytnej powieści, ale i fakt doskwierający tym niby wyzwolonym, a nawet i wyuzdanym nastolatkom. Jedni potrzebują drugich, a tymczasem bariera odgradzająca te dwa światy staje się coraz wyższa.

Miejmy nadzieję, że dzisiejsza szkoła również rozumie współczesne problemy uczniów i będzie zdolna przeciwdziałać groźnym skutkom jawiącym się na horyzoncie rodzin i społeczeństwa. Hasło Zamoyskiego: Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie jest ciągle aktualne…

 

Nauczycielskie rozmyślania

Jakiś czas temu na blogu zaprzyjaźnionej wirtualnie Klarki, pojawiła się wypowiedź czytelniczki jej bloga – Marii, dotycząca niezwykłej jak na nasze czasy przyjaźni pomiędzy nauczycielem, a jego uczniami. Wypowiedź ta została powtórzona w Dniu Nauczyciela: http://klarkamrozek.blogspot.com/2012/10/dzieki-profesorze.html
Obydwie publikacje wywołały bardzo ciekawą dyskusję odzwierciedlającą jakiś ulotny stan relacji pomiędzy ludźmi, którzy kiedyś stanowili środowisko szkolne. Czytając i komentując tamte wypowiedzi zastanawiałem się nad stanem dzisiejszych relacji. Pomyślałem, że to jest już głęboka historia, ale może tym bardziej warto zadbać o to, aby nie zatarła się zupełnie w pamięci. Czytaj dalej

Nauczycielskie święto

               

Przed trzema laty udało mi się trafić na akademię z okazji Dnia Edukacji Narodowej w liceum, w którym pracowałem na pół etatu. Młodzież, nawet taka której nie podejrzewałem o zdolności przydatne do występów na tego rodzaju uroczystościach, przedstawiła program artystyczny, w czasie którego parę razy się zwyczajnie wzruszyłem. Po akademii, na świeżo wyraziłem słowa uznania kilku artystom, a jednego z nich, Dawida poprosiłem o tekst wygłaszanego wiersza. Ironizowałem przy tym, że w chwili zwątpienia w pamięć moich uczniów o mnie, w czasie gdy mnie najdzie jakaś chandra sięgnę sobie do jego mądrej treści i poczytam. Dawid natychmiast oddał mi kartkę z wydrukowanym wierszem, bo po co mu on? Otrzymał tekst od pani od polskiego, nauczył się go, wyrecytował i z bańki, jak to mawiają młodzi. Niech pan weźmie, powiedział.
Wziąłem, zrobiłem zdjęcie kartce z wierszem i mam.
Dzisiaj, po tygodniowym pobycie w szpitalu powróciłem do domu. Akurat na Dzień Nauczyciela. Ciekawiło mnie to, czy po półtora miesięcznej przerwie w naszych, czasem bardzo miłych kontaktach ( od 1 września jestem na emeryturze) ktoś mnie jeszcze wspomni i przyśle jakieś prywatne życzenia. Zajrzałem do poczty…nic!!! Zajrzałem do facebooka, gdzie mam ponad 800 znajomych i… jest. Ewunia, wyjątkowa dziewczyna, obecnie studentka trzeciego roku, jako jedyna przesłała mi piękne życzenia. Zajrzałem wreszcie do Naszej-klasy, gdzie mam ponad 1500 znajomych …i też nic. Pomyślałem więc o tym wierszu i zamieściłem go jako zdjęcie w swojej galerii na Naszej-Klasie z następującym dopiskiem:
Jeśli Pani podsunie taki wierszyk zdolnemu uczniowi, to można liczyć na to, że go powie …w czasie akademii. Nigdy poza nią. Dlaczego tak jest?
Z okazji Dnia Nauczyciela wszystkiego, co najlepsze życzy były już nauczyciel. Po kilku godzinach, na 67 odwiedzin pojawił się jeden komentarz miłej absolwentki z ekonomika Agatki P. …wszystkiego najlepszego. Z okazji Dnia Nauczyciela: Panu oraz wszystkim nauczycielom:)
Może ktoś z czytających powie mi dlaczego tak jest? Dlaczego tak trudno przychodzi byłym uczniom powiedzieć parę słów uznania, tak po prostu, od siebie byłym już belfrom, których autentycznie lubili w szkole i nadal podtrzymują z nimi przyjazne stosunki, choćby ograniczone tylko do okazjonalnego powiedzenia im dzień dobry, czy obdarzenia ich uśmiechem przy spotkaniu? Podczas pobytu w szpitalu codziennie spotykałem takie osoby. Również podczas załatwiania różnych spraw w urzędach, sklepach i punktach usługowych spotyka mnie bardzo często takie wyróżnienie. Poprawia mi się wtedy nastrój i wiem, że warto było…A w dzień nauczycielskiego święta mogę liczyć jedynie na swoje córki, wnuki i kilka zaledwie osób niegdyś bardzo mi przyjaznych.
Czy tak być musi?

           

   

Mali ludzie zabiegają o prestiż, wielcy go mają?

Autorytet
Autorytet, prestiż – to wielkie wartości, a więc i trudne do osiągnięcia. Wiele robimy, aby go pozyskać. Są jednak tacy, którzy robią jeszcze więcej, aby pozbawić go konkurentów i poprawić swoje szanse. Działa tu zasada: w plemieniu ślepców, jednooki staje się wodzem. Co z tej bezlitosnej walki wynika? Czytaj dalej