Nauczycielem może być każdy…

Nauczycielem może być każdy. Czy naprawdę każdy?
Dominika – pisząca o sobie takie słowa: W moich artykułach dzielę się osobistym punktem widzenia. Wiem, że każdy ma swój własny, więc może zainteresuje Was czasem odmienne zdanie zwykłej nastolatki, która lubi popisać 😉 Chętnie poznam też Wasze zdanie na poruszane przeze mnie tematy. Zapraszam na mojego bloga: zycie-miedzy-wersami.piszecomysle.plTa nastolatka stała się autorką zamieszczającą swoje artykuły w zaprzyjaźnionym Perepele.pl i stad ją znam. W zaprezentowanym tam dorobku napisała m.in. o portalach społecznościowych: http://perepele.pl/article/portalachspolecznosciowychslowkilka/2115 Artykuł zakończyła apelem: „Większość mojego artykułu odnosi się do środowiska młodzieżowego/szkolnego, więc w ewentualnym komentowaniu proszę wziąć to pod uwagę. 😉 Czy Wy również dostrzegacie w tym problem, czy może uważacie portale społecznościowe za świetny wynalazek mający same plusy? Chętnie poznam Wasze zdanie. 🙂 „ To właśnie wziąłem pod uwagę i zamieściłem tam komentarz o tej treści:
Ja, jestem już starym człowiekiem, ale przyznaję się do niejakiego uzależnienia od Fb, gdyż wyraźnie odczuwam dyskomfort gdy nie mam do niego dostępu . Konto założyła mi córka w 2009, gdy w Polsce dominowała Nasza-klasa. Zapraszali mnie do znajomych moi uczniowie i chętnie te zaproszenia przyjmowałem, gdyż traktowałem to jako formę oddziaływania środowisko, w którym się „obracałem”. Przewidywałem odejście na emeryturę i nawet wtedy gdy mnie żegnano powiedziałem ” Odchodzę ze szkoły ale nadal jestem… tylko, że po drugiej stronie ekranu. Wciąż będę tam na was czekał”. Czekam tak na Fb jak i na N-k, chociaż tam coraz rzadziej zaglądam. Mam teraz na fejsbuku  2126 znajomych, w większości byłych uczniów i wciąż przyjmuję nowych „znajomych moich znajomych”. Spełnia się w ten sposób mój zamysł odejścia, by jednak pozostać. Podzielam pogląd tu wyrażony: Wszystko jest dla ludzi.
Dominika tak to skomentowała: „Bo portale społecznościowe to nie tylko zdjęcia i nowe wydarzenia. To szansa na kontynuowanie dawnych znajomości, możliwość zawierania nowych. To miejsce gdzie można nie tylko zobaczyć jak żyją inni ale tez pokazać siebie i podzielić sie swoimi doświadczeniami i przyjaźnią. Kluczową rolę jak zwykle odgrywa rozsądek… Również pozdrawiam!”
Tak i ja to rozumiem… odpowiedziałem i nadal obserwuję artykuł oczekując na rozwinięcie mojego wątku. Jak na razie bez efektu.
Pora wyjawić przyczyny podjęcia tego tematu. Otóż, przed wielu już laty, gdy jeszcze pracowałem w szkole natrafiłem na jakieś opracowanie dotyczące tego właśnie wątku. Zrobiłem sobie notatkę i po nią teraz sięgam. Oto co pisano o szkole i nauczaniu:
Rola nauczycieli: – Powinni stać się ekspertami uczenia się pomagając rozpoznać strategię edukacji, motywować i wspierać rozwój talentów. Jeśli szkoła ma pomóc uczniowi w podejmowaniu odpowiedzialności za własne życie, za własne zadania, za ludzi z którymi się zetknie, jeśli ma poszerzyć jego wyobraźnię, to warto pamiętać że odkrywanie siebie samego jest ważniejsze od odkrywania świata oraz, że wiedzieć „gdzie, jak i dlaczego” bywa ważniejsze niż wiedzieć „co”. Dlatego na lekcjach wykorzystywane są już blogi, SMS-y i różne modele e-learningu. Nauczyciele sami prowadzą swoje blogi i udostępniają je w sieci, wymieniają się doświadczeniami i materiałami, szukając kolejnych propozycji. Nie udają że wszystko wiedzą. Rozumują że uczniowie poszukują wiedzy w sieci, a nie w szkole. Mają świadomość jakie portale odwiedza młodzież. Funkcja szkoły nie może ograniczyć się do przekazywania wiedzy. Zadaniem szkoły jest przygotowanie do życia w przyszłości, do funkcjonowania w nowoczesnym świecie” .
   Tyle zanotowałem i co ważne, stosowałem się do tego wierząc w sens tych słów. Pisałem bloga i zachęcałem do zaglądania tam, zwłaszcza wtedy, gdy poruszałem tematy krążące wokół środowiska szkoły. W mojej Sali na gazetce wisiały mądre sentencje dotyczące szkoły, wiedzy, mądrości, uczciwości i innych wartości, które uznałem za warte upowszechniania. Jedna z takich sentencji wisiała tam niemal na stałe. Była napisana odręcznym pismem mojej żony. Brzmiała następująco: Sześciu uczciwych miałem sług, zawdzięczam im wszystko, co wiem. Imiona ich brzmią: Co i Jak, Dlaczego, Kiedy, Kto i Gdzie. – Rudyard Kipling. Tę działalność kontynuuję na fejsbuku już jako były nauczyciel wierząc, że to jest to tylko taka kokieteryjna formuła, bo nie przestałem być nauczycielem z chwilą odejścia ze szkoły. Nadal utrzymuję kontakty z byłymi uczniami a nawet – tu się pochwalę…
Jeden z moich byłych uczniów wyznał mi na czacie Fejsbuka właśnie, po wielu latach od czasu ukończenia „ mojej” szkoły:
Wie pan powiem tak, na początku – bez obrazy, uznawałem pana za nauczyciela zwykłego szarego ( bez obrazy ) ale potem człowiek myśli. Pan dużo opowiadał o swoim życiu. Pamiętam to do dziś i człowiek się zastanawiał – ciekawe co zrobił bym na pana miejscu czy dał bym rade sobie . I zacząłem rozumieć, że każdy człowiek ma historie swoja i trzeba wszystkich zrozumieć, czy to zły człowiek, czy dobry trzeba zrozumieć … wcielić sie w jego rolę. Ja się wcieliłem w pana i zrozumiałem – i co okazało się, że jest pan zajebistym (w przenośni ) gościem i pamiętam pana cały czas…- przepraszam za błędy jak coś…

Nie obraziłem się. Jestem dumny – jak paffff

 

Kobiety, czy mężczyźni powinni uczyć nasze dzieci?

Zbliża się koniec wakacji, a dla nauczycieli, to one już się właściwie zakończyły. W ostatnim numerze zacnego periodyku „Psychologia w szkole” zamieszczono materiał podnoszący  problem płci nauczyciela. http://www.psychologiawszkole.pl/o,798,Szkola_potrzebuje_mezczyzn.html   Podobno… uczniowie, zarówno dziewczyny jak i chłopcy wolą nauczycieli będących mężczyznami niż nauczycielki-kobiety. Nawet nauczycielki opowiadają się za zwiększeniem udziału mężczyzn w gronach nauczycielskich.  Czytaj dalej

O pewnej matce z pewnej malutkiej wioseczki…

Nie tak dawno, jeszcze jako nauczyciel i wychowawca interweniowałem u pewnej matki, której syn wyjeżdżał codziennie z domu, lecz do szkoły nie docierał. Gdzieś go nosiło z kumplami. Matka przyjechała na moje wezwanie do szkoły, wysłuchała mnie i poprosiła o wyrozumiałość takimi słowami:
Czytaj dalej

Czy rozprawka z języka polskiego w gimnazjum coś zapowiada?

Dzisiaj wielokrotnie słyszałem w Jedynce Polskiego Radia powtarzającą się informację o egzaminie zewnętrznym w gimnazjach. Jednym z zadań egzaminacyjnych z języka polskiego było napisanie rozprawki na temat: „Ciekawość pomaga, czy przeszkadza w życiu”. – Rewelacja!!! Pomyślałem. Zmieniło się wreszcie podejście do egzaminów skoro pytają o takie rzeczy i do tego w formie rozprawki. Słyszałem też wypowiedzi abiturientów wskazujące na wymogi czytania ze zrozumieniem i umiejętności analizy tekstu. Uznaję to za bardzo ważny element nawiązujący do dawnego stylu nauczania języka polskiego i oceny posiadanej wiedzy w tym zakresie. Czytaj dalej

Belfer roku, jak co roku…

 Pragnienie bycia docenionym tkwi głęboko w ludzkiej naturze. Wypowiadając te słowa William James ujął w możliwie najbardziej lapidarny sposób to, co stanowi istotną siłę napędową wszelkich działań ludzkich. Ja też podlegam działaniu tego zjawiska. Zawsze bardzo się starałem o to, aby moje zaangażowanie, jak i moją ciężką pracę ktoś docenił. Nie awansem, podwyżką, premią – chociaż nikt tym nie pogardzi, ale słowem uznania, jakimś wyróżnieniem, czy nagrodą nawet o symbolicznym znaczeniu. Nie jest łatwo o taką gratyfikację, ale tu ja osobiście nie mogę narzekać na los. Miewałem swoje dobre chwile. Niestety – większość z nich spotkała mnie w poprzednich miejscach pracy i był to już raczej odległy czas.
   Od ponad 20 lat pracuję w szkole. Tu chyba trudniej niż gdzie indziej przychodzi dopracować się uznania. Wszyscy nauczyciele są podobnie wykształceni, wykonują bardzo podobne zadania i są opłacani według z góry zaplanowanych stawek wynagrodzenia. Każdy z nas – jak sądzę – robi wszystko co może, aby to jego praca była zauważona i doceniona. Otrzymujemy wprawdzie dodatki motywacyjne za jakość pracy, ale są to symboliczne gratyfikacje sięgające średnio 3 proc. płacy zasadniczej. Raz na kilka lat może się przytrafić komuś z nas nagroda dyrektora szkoły – jakieś 3 do 5 setek, rzadko więcej, wręczanych z okazji Dnia Nauczyciela, ale i tu różnie bywa z wartościowaniem pracy, bo bywa, że są równi i równiejsi. Pensja nauczycielska to ciągle spadająca wartość w relacji do średniego wynagrodzenia w przemyśle. Co nam zatem pozostaje? Pozostaje zarobić na uznanie uczniów.
   Nie zawsze jest ono werbalnie wyrażane i rzadko od razu – częściej dopiero po latach. Pomiędzy młodymi ludźmi w szkole obowiązuje swoisty uczniowski kodeks honorowy. Nikt nie chce być nazwany lizusem, kujonem czy wazeliniarzem za sam fakt okazania belfrowi słów uznania, czy zwykłej sympatii. Jeśli zdarza się mimo tego usłyszeć jakieś słowa uznania od poszczególnych uczniów to jest to faktyczne wyróżnienie trudne do przecenienia.
Co robić, aby na to uznanie zapracować? Wszyscy wiemy, jak odmienne bywa podejście nauczyciela i ucznia do swoich obowiązków szkolnych. Nie wszyscy uczniowie chcą do maksimum wykorzystać szanse, jakie daje im szkoła. Nie wszyscy chcą ciężko pracować, a raczej wszyscy chcieliby mieć możliwie najlepsze oceny. Jak zatem uczniowie mogą potraktować nauczyciela, który dużo wymaga od siebie i uważa, że ma również prawo dużo wymagać od uczniów?
Z góry wiadomo, że na jednomyślność w ocenie trudno w tej sytuacji liczyć. Ja podszedłem do tego problemu dość pragmatycznie.W trzecim roku od podjęcia pracy w szkole, w 1992 r., przyszedł mi na myśl pomysł aby zapytać uczniów: – Jaki powinien być nauczyciel? Zapytałem wiec w anonimowej ankiecie wszystkich uczniów klas pierwszych w naszym Ekonomiku. Oto jakie uzyskałem odpowiedzi:

     

   Zastanowiło mnie to, że idealny nauczyciel powinien być przede wszystkim miły, wesoły, z poczuciem humoru, a jego fachowość i przystępność stosowanych metod przekazywania wiedzy zajęło dopiero 4. lokatę. Jest chyba oczywiste, ze wziąłem pod uwagę wyniki tego sondażu. Po paru latach posunąłem się jeszcze dalej, gdyż zaproponowałem uczniom – zwykle na początku roku, aby oni również oceniali mnie, ale już pod koniec roku. Dla wizualizacji tej oceny posłużyłem się tarczą strzelecką podzieloną na cztery ćwiartki, w których uczniowie strzałem, w skali 1 do 10 oceniali takie kryteria mojej pracy, jak:

– umiejętność zainteresowania lekcją,

– umiejętność pobudzenia ich aktywności,

– sprawiedliwość oceniania,

– okazywanie sympatii i zainteresowania uczniem.

Wyniki tego strzelania opracowywałem zbiorczo według klas i nauczanych przedmiotów. Oceny były dobre i bardzo dobre, ale dość zróżnicowane w obrębie przyjętych kryteriów. To z nich czerpałem informację, jak pracować z poszczególnymi klasami, aby choć zbliżyć się do ich wzorca.

   W 2005 roku, przy okazji tzw. awansu zawodowego do stopnia nauczyciela dyplomowanego postanowiłem wykorzystać materiały z oceny mojej pracy na przestrzeni wielu lat pracy i samooceny wspieranej opinią uczniów. Umieściłem te dane w sławnej teczce awansu zawodowego, obok innych jeszcze materiałów na ten temat. Dokonałem również porównania aktualnej opinii (2005 r.) uczniów na temat, jaki powinien być nauczyciel? Oto jak zmieniły się te oczekiwania na przestrzeni 13 lat.

    

    Nastąpiło odwrócenie priorytetów w obrębie pierwszych czterech kryteriów. Teraz najwyższe wymagania stawiano fachowości i przystępności stosowanych metod przekazu. Czy może mieć znaczenie fakt, że badani tym razem mieli większe doświadczenie z racji zaliczenia gimnazjum, a więc znali więcej nauczycieli? Ten wątek mojej pracy pokazanej w dokumentacji wykorzystanej w procedurze awansu zawodowego miał duże znaczenie dla uzyskania awansu.
   Obecnie, nosząc się z zamiarem napisania tego tekstu zapytałem w minionym tygodniu, w paru klasach o to samo, co tu przedstawiłem. Jaki powinien być nauczyciel? Teraz najmocniej stawiano na wyrozumiałość i sprawiedliwość w ocenianiu, przy nadal wysokim zapotrzebowaniu na poczucie humoru nauczyciela. Na kolejnych miejscach umieszczono umiejętność zainteresowania uczniów przedmiotem i umiejętność tzw. podejścia do uczniów.
Zmienny jest więc obraz zbiorowy idealnego nauczyciela.
Jak ja przystaję do tego obrazu? To jest pytanie kołaczące mi się po głowie od ponad dwóch tygodni, czyli od 30 marca, kiedy to wystartował w naszym województwie konkurs na Belfra Roku 2008/09. Ogłosiła go lokalna gazeta Echo Dnia wysyłając uprzednio do samorządów szkolnych propozycję zgłoszenia do konkursu swoich ulubionych nauczycieli. Prowadzono też na łamach tej gazety akcję promocyjną z kuponami zgłoszeniowymi. Samorząd mojej szkoły zgłosił moją kandydaturę jako jedyną z naszej szkoły. Gdy mnie o tym zawiadomiono, poczułem się wyróżniony, ale i zakłopotany w aspekcie tego, co napisałem wcześniej o względności takich ocen. Dyrekcja szkoły wsparła inicjatywę samorządu i zezwoliła na umieszczenie stosownego komunikatu na internetowej stronie szkoły, za co jestem również i jej serdecznie wdzięczny. Obserwuję teraz kolejne notowania w miarę jak do redakcji gazety napływają SMS-y z głosami poparcia dla poszczególnych kandydatów. Zastanawiam się jak dużo moich uczniów wie o konkursie, skoro nie czytają tej gazety i nie zaglądają na stronę szkoły? Myślę, że nie jest z tym najlepiej skoro w drugiej ze szkół, w której uczę na pół etatu nikt nie wie o konkursie, a przynajmniej nie wspomnina tego tematu w rozmowach. Jeszcze bardziej zastanawiam się nad tym, ilu z uczniów lub absolwentów zechce zainwestować w poparcie mnie całych 1.22 zł na SMS-a?Najbardziej chyba jednak istotne jest pytanie, jaka to będzie miara sukcesu, jeśli mierzy się ją ilością wysłanych SMS-ów? Przecież teoretycznie każdy, komu na tym zależy może wysłać na siebie nieskończona ilość SMS i wygrać, prawda?
Rzeczywistości nie da się odwrócić. Dzisiaj takie czasy, że nawet wygrane w poważnych festiwalach, czy konkursach wszelkich przeprowadza się w tej technice. Dlaczego zatem nie wyłaniać Belfra Roku tak samo, prawda?
  Dużo pytań postawiłem, prawda? Mam nadzieję, że przynajmniej na część z nich otrzymam odpowiedź od Państwa w formie komentarzy. Polecam się.

 

Dlaczego potrzebujemy nauczycieli?

  Poprzednia moja wypowiedź nie przyniosła oczekiwanej reakcji. Mało komentarzy, a jeśli nawet one były, to były kierowanymi głównie do mnie słowami pociechy. Może to wpływ nadmiaru tej tematyki, gdyż bardzo wiele gazet, rozgłośni, a również i blogów poruszało podobną tematykę narzucającą się samym świętem. Mnie chodziło o wywołanie refleksji na temat roli nauczyciela i społecznej oceny jego starań, która jak wiemy nie jest zbyt wysoka. Czytaj dalej