Pomagamy innym pomagać

Popołudniowy program Jedynki Polskiego Radia podjął dzisiaj temat wrażliwości Polaków na wszelkie apele o pomoc. Najbardziej skutecznym nośnikiem tych apeli jest telewizja, bo tylko ona jest w stanie przykuć naszą uwagę słowem i obrazem oraz wstrząsnąć nami na tyle skutecznie, abyśmy w geście solidarności sięgnęli do kieszeni i skutecznie wsparli różne cele. Czytaj dalej

Tolerancja??? Co ty będziesz mi mówił o tolerancji…

Przed tygodniem pisałem o imigrantach i to głównie w aspekcie zapowiedzianego  szczytu Rady Unii Europejskiej, która miała się zająć narastającym problemem fali imigrantów napływających zwłaszcza przez Morze Śródziemne. Pokazałem ten problem w skali świata, z akcentem na bogate państwa, które głosząc wiele znaczące teorie o potrzebie tolerancji, równości i demokracji budują kolosalne mury odgradzające ich od biedaków napływających zewsząd w poszukiwaniu u nich swojej Ziemi Obiecanej.    Miałem powiązać ten temat z głoszonymi wszędzie hasłami o potrzebie kształtowania postaw społecznej tolerancji, uwzględniania pakietu praw człowieka Human Rights. – zwłaszcza w zakresie równości w dostępie do tego, co mamy i nawet tego nie doceniamy. Akurat jakby na moje zapotrzebowanie opublikowano obszerny materiał o tolerancji i to na poziomie szkoły podstawowej, a nawet już na poziomie przedszkoli. Dla wielu ludzi było to dość traumatyczne spotkanie z problemem i na wielu ludziach zrobiło duże wrażenie. Echa tego artykułu spotykałem w innych mediach. Ja sam jako były nauczyciel uznałem to za ważny temat, godny odrębnego potraktowania. Zamieściłem więc na fejsbuku link do artykułu zaczynającego się od słów:

Czytaj dalej

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…Warto znaleźć własną odpowiedź na nie.
Rodzice, dzieci, a zwłaszcza nauczyciele zamarli słuchając pochodzących z podsłuchu odgłosów pochodzących z zajęć lekcyjnych z najmłodszymi z uczniów, bo tzw. zerówkowiczami. Nauczycielka też była młoda i widocznie dopiero poszukiwała skutecznych metod wychowawczych, a czyniła to na własna rękę, bez konsultacji z bardziej doświadczonymi nauczycielami, z kimś z nadzoru pedagogicznego z dyrekcji, czy wreszcie z rodzicami. Czytaj dalej

Skróć swoją mękę i pracuj mniej…

   Uczyłem kiedyś przedmiotu podstawy przedsiębiorczości, a więc słowo przedsiębiorczość ma dla mnie dodatkowy wymiar. Reaguję na niego i używam go częściej niż to się przeciętnie zdarza. Może dlatego przeglądając poranne informacje na Fb natrafiłem na stronie Światowy Tydzień Przedsiębiorczości na udostępniony za Gazetą Wyborczą tekst dotyczący pracy.
Oto link do artykułu, który polecam tym wszystkim, którzy są zaganiani lub mają bliskich w tej sytuacji, a jeszcze tego nie czytali. Przed nami poświąteczny weekend, a więc mamy więcej czasu niż mieliśmy w czasie świąt.http://wyborcza.pl/magazyn/1,142069,16933613,Haruj__bedziesz_biedny.html   
Czytałem z zaciekawieniem, bo mimo tego, że jestem już emerytem, to przecież znana mi jest praca, nawet ta ponad siły, do której musiałem się zmuszać wielokrotnie w czasie mojej aktywności zawodowej. Już w dzieciństwie musiałem ciężko pracować, bo w domu dorobkiewiczów w latach powojennych idea ciężkiej pracy jako sposobu na życie była wszechogarniająca, a twarda ręka ojca wymuszała posłuszeństwo. Później była szkoła, wojsko, a po nim już życie na własny rachunek czyli praca, robota, harówka i to w wielu miejscach, z ciągłym uzupełnianiem kwalifikacji i łączeniem obowiązków rolnika, urzędnika, handy mana (złota rączka), zięcia, męża, ojca…
W zbieranych przez ostatnie lata sentencjach gromadzę i te dotyczące pracy. Są różne, mniej lub bardziej błyskotliwe, ale czytając wskazany artykuł nasunęła mi się zwłaszcza jedna z nich, która brzmiała następująco: Pracuj po kilkanaście godzin, to zostaniesz kierownikiem, a wtedy… będziesz harował na okrągło…
Nie trzeba posiadać pieczątki typu:  Kierownik d/s arcyważnych – wystarczy, że będziemy przedsiębiorcą, przedstawicielem tzw. wolnego zawodu, społecznym zarządcą czegoś tam, głową rodziny wiążącą z trudem przysłowiowy koniec z końcem, aby czując stałą presję potrzeb podejmować się ciągle czegoś dla dobra... Cytowany materiał aż za dobrze ilustruje skutki takiego podejścia do życia wskazując na przypadki śmierci z przepracowania u młodych (silnie zmotywowanych ludzi, którym wydawało się, że można oszukać organizm wmawiając sobie po raz kolejny:
nic to, dam radę
Japończycy „wynaleźli” i nazwali jako pierwsi chorobę z przepracowania – karoshi,  już stosunkowo dawno, a my zamiast czerpać z ich doświadczeń, to wciąż jesteśmy na drodze do ich doświadczeń http://www.wprost.pl/ar/234384/Karoshi-po-polsku/   Przedstawione w artykule aspekty pracy i podejmowane w różnych krajach próby skrócenia koniecznego wymiaru czasu pracy do rozmiarów zapewniających odpowiedni poziom życia przeciętnych obywateli są bardzo interesujące, ale i tak wciąż sami będziemy decydować o naszym bilansie czasu rozpiętym w przestrzeni – praca – życie – sen. Przeczytać i przemyśleć warto łącznie z tym, na co byśmy mogli ten odzyskany czas przeznaczyć, bo to wbrew pozorom jest wyzwanie, które do łatwych nie należy. Jeszcze na koniec dodam starą sentencję, której autorem jest Voltair: 
Praca oddala od nas trzy wielkie niedole – nudę, występek i ubóstwo.
Czy jest wciąż aktualna? Nawet w sytuacji gdy w tej pracy mamy romansik? Nawet gdy mamy świadomość tego, że największe fortuny nie tworzą się przez pracę i z pracy tylko przez spekulację i korupcję? Może skończę sentencją W. Młynarskiego?
Nikt nie lubi ciężko pracować, ale trzeba, nie ma rady…
Jeszcze coś z dorobku Okudżawy:
Robota, jest robotą, zawsze jak na złość, Roboty mamy dotąd!!! Roboty mamy dość!!!
Ktoś mądry powiedział:
Nie pracujesz – nie masz za co żyć, pracujesz – nie masz kiedy żyć

Aleksandra, po Ksawerym z precyzyjną regularnością nawiedza nasz kraj

Od kilku dni słyszymy złowrogie zapowiedzi nadchodzącego z zachodu orkanu Aleksandra (czy jest żeńska forma nazwy tego wiatru?). Z materiałów filmowych prezentowanych w telewizji też wieje…  grozą. Zastanowiła mnie ta niezwykła regularność nawiedzania niemal całej Europy przez to groźne zjawisko atmosferyczne. W ubiegłym roku niemal z godzinową dokładnością odwiedzał nas Ksawery, a teraz pojawia się również nieproszona Aleksandra. Co to ma znaczyć? Czyżby tam na górze uznano, że z taką właśnie cyklicznością z jaką odbywają się u nas marsze wolności trzeba przewietrzać nasze strony, aby wywiać z głów różne idee i pomysły, aby oczyścić mocno stęchłą  atmosferę i wprowadzić trochę świeżego powietrza? Kierunek z jakiego Oleńka nadchodzi też jest dość symboliczny, bo na zachodzie, pod wpływem którego jesteśmy, też jest potrzebne podobne sprzątanie. Gdy przypomniałem sobie o tej cykliczności, to postanowiłem sprawdzić co pisałem przed rokiem. Pozwolą Państwo że przypomnę fragmenty? http://tatulowe.blog.onet.pl/2013/12/08/tak-wialo-ze-wywialo/
Tak wiało, że wywiało… 8 grudnia 2013

Wszyscy przeżyliśmy zimowy test pod nazwą Orkan Ksawery. Tak służby utrzymania ruchu jak i drogowcy, a już na pewno użytkownicy dróg raczej go oblali. Srogi był to sprawdzian, a że mało kto go zdał z zadowalającym wynikiem, to świadczy tylko o tym, że nie uczymy się na własnych błędach jak również lekceważymy doświadczenia innych. Orkan zaatakował kilka dni wcześniej niemal całą Europę zachodnią. Były więc doniesienia medialne, były ostrzeżenia IMiGW niemal w każdej prognozie pogody i mogliśmy się lepiej przygotować. Służby drogowe były przygotowane do zimy więc nic nie powinno ich zaskoczyć, bo w grudniu śnieg nie jest nadzwyczajnym zdarzeniem. Służby ratownicze chyba najlepiej zdały swój test jeśli zważyć, że na dzień wyciszania się wiatru – jak usłyszałem w Jedynce PR, było ponad 10 tys. zgłoszeń. Urocza Pani Wicepremier, co pół godziny otrzymywała szczegółowy raport o stanie bezpieczeństwa i reagowała poprzez Rządowe i Wojewódzkie Centra Reagowania Kryzysowego. Jak wypadnie podsumowanie rozmiaru szkód i sprawności akcji ratowniczej? Wkrótce się dowiemy. Czy ten raport obejmie również ocenę naszej obywatelskiej wiedzy na temat zagrożeń i sposobu postępowania w razie wystąpienia konkretnego zagrożenia? Kto dzisiaj tego uczy? Wprawdzie w szkole już od podstawówki, poprzez gimnazjum, aż po liceum dzieci i młodzież mają wprawdzie przedmiot Edukacja dla Bezpieczeństwa, ale w wymiarze ograniczonym do 1 lekcji w cyklu kształcenia, co jest zaledwie liźnięciem tematu. A że pragmatyczna młodzież nie traktuje poważnie przedmiotów niematuralnych więc efekty kształcenia są raczej mierne. Na studiach już tego nie uczą, a w dorosłym życiu? Jedynie na jakichś szkoleniach w zakładach pracy – o ile ktoś pracuje w jakiejś szanującej się korporacji. A pozostali…? Coś tam się wie, prawda? Gdy jednak tak silnie wieje, to może wywiać  z głowy słabo utrwaloną wiedzę, prawda? Zajrzałem do Internetu. Pod hasłem: Zarządzanie kryzysowe znalazłem Mały poradnik. Tam wyszukałem odpowiedni rozdział i przytoczyłem treść instrukcji postępowania na wypadek burzy śnieżnej. Jeśli ktoś jest zainteresowany takim tematem,  to zapraszam do przeczytania całego cytowanego tekstu jak i dyskusji jaka się pod nim wywiązała. Tym razem postanowiłem przytoczyć treść instrukcji dotyczącej zapowiadanego dla nas w najbliższym czasie zjawiska orkanu:

SILNE WIATRY – Przed wystąpieniem zagrożenia:

– Zabezpiecz swoje mieszkanie /dom/:
– zamknij okna, zabezpiecz rynny i inne części budynku
– upewnij się czy konstrukcja dachu jest mocno przytwierdzona do konstrukcji budynku
– zabezpiecz lampy i inne urządzenia, które mogą ulec zniszczeniu
– usuń z parapetów i balkonów przedmioty, które mogą zagrażać przechodniom
– Zapewnij sobie odpowiednią ilość źródeł światła, jak: latarki elektryczne /baterie do latarek i odbiorników radiowych/, świece, lampy naftowe wraz z zapasem nafty.
– Przygotuj rzeczy, które mogą być przydatne w czasie ewakuacji tj. dokumenty, odzież, żywność, wartościowe rzeczy.
– Nie parkuj pojazdów w pobliżu drzew, słupów i trakcji elektrycznych.
W czasie trwania zagrożenia:
– Nie wychodź z domu, jeśli nie musisz.
– Włącz radio lub telewizor w celu śledzenia informacji meteorologicznych i informacji o sytuacji.
– Postępuj według wskazań określonych w komunikatach.
– W przypadku ogłoszenia komunikatu o ewakuacji, weź ze sobą tylko podręczny bagaż – najpotrzebniejsze rzeczy.
– Opuszczając mieszkanie wyłącz energię elektryczną i gaz, zamknij dopływ wody, wygaś ogień w piecach oraz zabezpiecz dom i zabudowania gospodarcze przed złodziejami.O WSZYSTKICH ZDARZENIACH MAJĄCYCH ISTOTNE ZNACZENIE DLA BEZPIECZEŃSTWA LUDZI INFORMUJ:

* policję * służby dyżurne Straży Pożarnej * pogotowie energetyczne * pogotowie gazowe

Pozwoliłem sobie podkreślić pogrubioną czcionką najważniejsze z zaleceń.

Nie wiemy jeszcze jak silne będzie tym razem uderzenie wiatru. Na dzisiaj czyli na 12 grudnia mamy dla całego kraju zagrożenie I stopnia silnym wiatrem, a jedynie w dwóch południowo – zachodnich województwach to zagrożenie oceniono na II stopień. Najgroźniejsze zagrożenie III stopnia jeszcze nie jest w Polsce prognozowane – przynajmniej do godz. 7 rano 13 grudnia. Do czasu wyruszenia zapowiadanego Marszu Wolności, czyli do godz. 13-tej należy postąpić jak w cytowanej wyżej instrukcji, czyli:
– Włącz radio lub telewizor w celu śledzenia informacji meteorologicznych i informacji o sytuacji.
– Postępuj według wskazań określonych w komunikatach
Ubiegłoroczny tekst kończyłem następującymi słowami:
– Czy usłuchamy i dostosujemy się do tego co napisali w poradnikach? Aby chronić się przed wiatrem warto nosić odpowiednie ubranie oraz koniecznie założyć czapeczkę. Może wtedy lepiej zniesiemy chłód, a przy okazji ochronimy się przed wywiewaniem z główki tego, co warto zachować w naszej świadomości.
„Bezpieczeństwo nie jest darem niebios, ani jakiejkolwiek władzy. Nasze bezpieczeństwo zależy od nas samych”– Takie hasło zawiesiłem kiedyś w „swojej” sali PO w Ekonomiku gdzie pracowałem przez ostatnie 20 lat . Wisiało sobie spokojnie na tablicy poświęconej bezpieczeństwu właśnie. Tablica nazywała się: „Strzeżonego…”Ileż osób przewinęło się przez te salę przez te wszystkie lata??? Czy pamiętają?

 

Moja szkoła – chciałem kiedyś tam powrócić…

chcialbym_kiedysGdy odchodziłem ze szkoły na zasłużoną – jak zwykło się powiadać emeryturę, to dałem sobie zrobić z absolwentami jednej z klas zdjęcie na tle zamieszczonego w dekoracji napisu, który brzmiał: Chciałbym kiedyś tu powrócić, chciałbym tu zapukać, by dzisiejszy dzień poszukać… Opisałem to, co wtedy czułem w tekście noszącym tytuł: Koło się zamknęło.  http://tatulowe.blog.onet.pl/2011/06/ Czytaj dalej

Elementarz Jacka

ElementCzy pamiętamy jeszcze słowa tej dziecięcej piosenki o radosnym Jacku? A elementarz występujący w tekście, to na pewno ten najbardziej chyba znany zwłaszcza rodzicom i dziadkom elementarz Falskiego, czy może już całkiem inny, bardziej współczesny pierwszy podręcznik dla pierwszoklasistów? Przypomnimy sobie słowa tej radosnej piosenki: Czytaj dalej

Polandia broni się, ale czy skutecznie?

Ebola.Polandia stała się celem ataku zielonych ludzików z Ostlandii. Celem ataku było ??? Tu pojawić się mogą różne scenariusze militarne, terrorystyczne, epidemie typu Ebola i inne. Co my Polacy wiemy na temat współczesnych zagrożeń. Przeprowadzamy wprawdzie okresowo ćwiczenia, ale ponieważ biorą w nich udział wyłącznie służby ratownicze, a czasem i wojsko to rodzi się pytanie: Czy one pomogą nam w obronie Ojczyzny w razie prawdziwego ataku? Oto reportażyk z wczoraj na temat takich ćwiczeń, a dalej mój własny opis podobnych ćwiczeń sprzed 5 lat zrealizowanych w szkole, w której uczyłem przysposobienia obronnego

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/cwiczenia-paramilitarne-w-laskach-i-anielinie/63bsm

Ćwiczenia Obrony Cywilnej …z kontekstem historycznym

17 września 2009

Tydzień temu dowiedzieliśmy się w szkole o planowanych w naszym powiecie ćwiczeniach Obrony Cywilnej mających na celu: – Osiąganie gotowości obronnej czasu kryzysu wywołanego wybuchem terrorystycznym. Zaplanowano w nich również coś dla naszej szkoły. To u nas miano wykryć podłożony przez kogoś ładunek wybuchowy, a więc i konieczność ewakuacji ok. 500 uczniów, nauczycieli i pracowników obsługi. Przygotowując uczniów – jak co roku to czynię – do tego zadania akcentowałem potrzebę szybkiego, ale i bezpiecznego zarazem opuszczenia budynków szkolnych w sposób zgodny z przyjętą procedurą i poleceniami nauczycieli.

Ćwiczenia odbyły się 15 tego września i jak się okazało były bardzo udane. Dzisiaj, 17 tego września na kolejnych lekcjach przysposobienia obronnego omawiałem przebieg ewakuacji akcentując mocne strony ćwiczeń jak i pewne niedociągnięcia, które trzeba będzie usunąć, aby osiągnąć pełną sprawność. To wszystko przecież dla naszego dobra. Trzeba być świadomym zagrożeń, bo : Licho nie śpi, albo śpi licho, jak mawiają dobrze zorientowani.

Takie umiejętności są ciągle w cenie, bo i zagrożenia są bardzo realne. Przedstawiając młodzieży teoretyczne założenia do przeprowadzonych ćwiczeń wskazałem na realizm nakreślonych – teoretycznych na szczęście zagrożeń. Przeczytałem im jak to pomiędzy dwoma sąsiadującymi krajami Polandią i Ostlandią zaobserwowano narastające przejawy wrogości. Ostlandią dąży do odzyskania pełni wpływów w byłych swoich republikach. Polandią czuje się zagrożona podsycaną przez media Ostlandii wrogością wobec sąsiednich państw. Grozi jej wstrzymanie dostaw ropy naftowej, gazu ziemnego i rudy żelaza. Itd. Itd.

Pytam uczniów o to, co wiedzą o rocznicy 17 września 1939 r.? Z jakim krajem kojarzy im się Ostlandia? Czy data 15 września może mieć jakiś związek z obchodzoną dzisiaj rocznicą? Odpowiedzi nie chcę cytować.

Pisałem niedawno o poziomie wiedzy historycznej wśród uczniów klas pierwszych liceum, czyli w istocie o jakości kształcenia w gimnazjach. Dzisiaj nie zaskoczę nikogo żadną rewelacją. Jednostki jedynie wiedzą coś o treści i znaczeniu obchodzonych właśnie rocznic. Pozostali milczą. Jeden z czytelników moich opowieści skwitował ostatnio ten wątek moich wypowiedzi dość jednoznacznie. Najnowszej historii powinna uczyć nie tylko szkoła ale również rodzina. Dlaczego te tematy nie są treścią rozmów młodzieży z dziadkami, którzy jeszcze pamiętają tamte czasy? Ponieważ podzielam ten pogląd zachęcałem zasłuchanych uczniów zawołaniem ks. Twardowskiego: -Spieszmy się pytać ludzi. Tak szybko odchodzą…

Wspominam często okres swojej młodości. Tu też posłużę się pewnym doświadczeniem. O tym co stało się 17 września 1939 r dowiedziałem się dopiero gdy zamieszkałem w domu mojej żony, od jej Ojca. On doświadczył tego na własnej skórze, gdyż w grupie kilku młodych ludzi uciekali przed Niemcami, tak jak czyniło to bardzo wielu Polaków, na wschód. Kiedy już dotarli na nasze kresy wschodnie spotkali tam drugiego wroga – sowietów. Opowiadał o chaosie i beznadziei jaka ogarniała ludzi, którzy poczuli, że nie ma dla nich dobrego wyjścia. Postanowili wracać. Niestety, Rosjanie (cywile) zrabowali im rowery skazując ich na przedzieranie się nocami głównie i pieszo w stronę swoich rodzin. Ta opowieść była dla mnie prawdziwą lekcją historii. Tę wiedzę później poszerzałem czytając wszystko co wpadło mi w ręce. Od tamtego czasu miałem wiele życiowych okazji spotkania ludzi posiadających taką jak mój teść wiedzę historyczną. A jak już nawiązałem rozmowę to pytałem, pytałem i chłonąłem wiedzę jaką się ze mną dzielili. Nie ma tu miejsca na szczegóły, ale wspomnę tylko pewną Słowaczkę, obok której siedziałem w czasie lotu z Pragi do Nowego Jorku i od niej dowiedziałem się jak wielki pretensje mieli do nas Czesi i Słowacy za przedwojenne zajęcie przez nas ich Zaolzia i za udział w tłumieniu ich Praskiej Wiosny 1968 r. Od pewnego Żyda, któremu remontowaliśmy mieszkanie w Chicago dowiedziałem się o ich pretensjach wobec Polaków i Polski za przejawy antysemityzmu, za działalność szmalcowników i wreszcie za upaństwowienie ich majątków. Od pewnego Niemca spotkanego w chicagowskim szpitalu – a właściwie od jego żony dowiedziałem się jak bardzo on, z pochodzenia Mazur, mieszkaniec przedwojennych Prus Wschodnich nienawidzi Polski i Polaków. Od pewnego przewodnika – spolonizowanego Ukraińca, w czasie wycieczki po Bieszczadach dowiedziałem się wiele o praktycznym wymiarze Akcji Wisła, w czasie której zaraz po wojnie, przymusowo wysiedlono Ukraińców z terenów Polski południowo – wschodniej i rozproszono ich niemal po całej Polsce. Pokazywał nam ślady po ich domostwach znaczonymi już tylko żółtymi kwiatkami rosnącymi tam nadal w zdziczałym buszu jaki opanował dawne siedliska ludzkie. Mógłbym przedłużać wyliczankę o dalsze takie Kamienie Milowe dla swojej wiedzy historycznej. Na takie Milowe Kamienie nałożyć należy przychodzący później rozwój zainteresowań losem polskich Żydów wyrzuconych z kraju w 1968 r., wysiedlonych przymusowo Niemców, którzy zawsze będą pragnąć powrotu do swoich ziem ojczystych. Moją uwagę przyciągał również los rozrzuconych po Polsce Łemków i Bojków zakładających różne stowarzyszenia pomagające im żyć w Polsce, czy wreszcie los autochtonów z Mazur czy Śląska, których niezmiernie skrzywdzono nie dając im wiary w ich polskość i zmuszając ich do emigracji.

Podkreślę więc jeszcze raz. Zainteresowanie wątkami pogmatwanej polskiej historii rozbudzili we mnie ludzie, z którymi zetknął mnie los. Dzięki ich życzliwości i otwartości posiadłem wiedzę o jaką trudno zdobyć z książek. Posiadłem wiedzę gdyż pytałem, a później czytałem wszystko co miało związek z poznanymi faktami. Z wyżej wymienionych powodów jeszcze raz powtórzę zmodyfikowane zawołanie księdza Twardowskiego;  Kochana Młodzieży” –  Spieszmy się pytać ludzi zanim odejdą i zabiorą ze sobą bezcenną wiedzę !

Minęło bardzo wiele lat od tragicznych wydarzeń wojny. Młodzież nie zna szczegółów z jej przebiegu, a często nawet nie chce o nich słyszeć. Czy świat jest teraz bardziej bezpieczny niż przed wybuchem tej najstraszniejszej z wojen?

Licho nie śpi, albo śpi licho to powiedzenie warto pamiętać w kontekście naszego bezpieczeństwa

 

Nauczyciel po nowemu?

Kaganek oświatyJak co roku, pomimo, że teraz już jako emeryt przychodzi mi przeżywać Święto Edukacji Narodowej, w czasie którego nawykłem słuchać, przyglądać się i przeżywać je wraz z tymi, co zostali wyróżnieni, a równocześnie solidaryzować się z tymi, których ten zaszczyt tym razem nie dotknął. Wiem co czują jedni, a szczególnie dobrze wiem co myślą ci drudzy. Co roku opowiadałem tu o swoich wrażeniach więc chcę to zrobić i tym razem. Zwłaszcza, że już mam pierwszą ratę obchodów poza sobą.

Otóż wczoraj miałem niewątpliwą przyjemność uczestniczenia w Uroczystej Sesji Połączonych Rad Miasta i Powiatu zorganizowanej w jednej ze szkół mających odpowiednie warunki, aby pomieścić znaczącą liczbę gości oraz – co nie mniej ważne zorganizować część nieoficjalną, czyli koncert i poczęstunek. Wszystko udało się znakomicie. Przybyło sporo nauczycieli, zwłaszcza z grupy tych wyróżnionych i docenionych. Widziałem sporo byłych nauczycieli oraz liczących się we wszelkich rankingach oficjeli szczebla krajowego, wojewódzkiego i lokalnego z powiatu i gmin.  Były przemówienia ze strony organów zarządzających szkołami podstawowymi i gimnazjami – miasta i gminy oraz ponad gimnazjalnymi czyli z powiatu. Z wygłoszonych referatów i okazjonalnych wystąpień dowiedziałem się jak ceniona jest nasza, nauczycielska praca, a zwłaszcza efekty tej pracy, czyli coraz lepiej wyedukowanie społeczeństwo. Mówili o tym miejscowi włodarze, podkreślał to kurator, a co mnie szczególnie ucieszyło również mówił o tym młody wiekiem i stażem wiceminister gospodarki p. Arkadiusz Bąk , który podkreślał liczące się w skali kraju sukcesy powiatu w pozyskiwaniu środków na inwestycje oraz w ilości realizowanych projektów w sferze infrastruktury. Szczególne miejsce w tych sukcesach stanowią według niego tzw. inwestycje miękkie podejmowane m.in. w szkolnictwie, zdrowiu, kulturze – gdyż służą budowaniu kapitału społecznego, który w coraz większym stopniu będzie decydował o tempie pościgu za poziomem życia osiąganym w regionach zachodniej Polski i za poziomem zachodu Europy – podkreślił p. minister. Podał nawet swój osobisty wzór na sukces w tej materii. Zdążyłem zanotować, że na  wzrost kapitału społecznego składa się (suma wiedzy + umiejętności) podniesiona do potęgi o wykładniku zależnym od intensywności usiłowań, a w naszym powiecie te usiłowania są szczególnie wysokie.

Podobało mi się to podkreślenie roli nauczycieli nie tylko w przekazywaniu wiedzy, ale i w kształtowaniu postaw obywatelskich, pro społecznych i przedsiębiorczych i tak zwanych umiejętności miękkich. Tego nam teraz szczególnie brakuje, a potrzeby są coraz wyższe. Umiejętności miękkie to bardzo szerokie pojęcie. W ich skład wchodzą m.in.: zdolność komunikacji werbalnej i niewerbalnej, asertywność, empatia, umiejętność kooperacji, rozwiązywania problemów, czy autoprezentacji. Umiejętności te czynią nas istotami społecznymi i decydują o zdolności współdziałania z innymi ludźmi. Warto je doskonalić, ponieważ to właśnie one mogą zadecydować o zdobyciu wymarzonego stanowiska. A z punktu widzenia pracodawcy mogą zaważyć o sukcesie całej firmy.

Zwróciłem uwagę  na ten właśnie aspekt dlatego, że zauważam tu znaczącą zmianę w podejściu do nauczania. Jak wyczytałem w wypowiedziach ludzi o wielkiej światowej renomie…” dotychczas w Polsce przeważało mniemanie, że o postępie mogą decydować zwłaszcza umiejętności inżynierskie stąd wywodziło się tworzenie przez uczelnie kierunków zamawianych. Umiejętności z tzw. miękkich odkładano na później traktując je na zasadzie „nice to have” zamiast „must have” , a taka postawa fatalnie wpływa na rozwój organizacji (!) a dramatycznie często wpływa na niepowodzenia i upadki finansowe”

Czyżby to, że mamy tak młodych i dobrze wykształconych ministrów wnosiło tak wiele w naszą zabetonowaną schematycznym myśleniem rzeczywistość? Pożyjemy – zobaczymy.

Ludziom docenionym za sukcesy w przekazywaniu wiedzy i postaw należą się gratulacje. Tym którzy przeżywają zawód i jakieś rozgoryczenie wypływające z faktu, że znowu nic… polecam do poczytania krótki wpis na blogu znanego w środowisku nauczycielskim blogera p. Dariusza Chętkowskiego http://chetkowski.blog.polityka.pl/2014/10/09/najlepszy-nauczyciel/

Miłego świętowania.

Szkolnictwo zawodowe. Lata lecą, a zmian nie widać…

W artykule zachęcającym do odpowiedzialnego wyboru przyszłego zawodu czytałem kiedyś anegdotkę opowiadaną przez gimnazjalistę, który wybierał się do technikum. Przytoczę ją w całości; Do urzędu Pracy przychodzi matka 19-latka. Skończył liceum ogólnokształcące, wpadł w złe towarzystwo, więc rozpaczliwie szuka dla niego pracy. Urzędnik proponuje układanie kamieni pod budowę dróg za 2000 zł netto miesięcznie. Kobieta boi się, że takie pieniądze jeszcze bardziej zepsują syna. Może w takim razie mieszanie zaprawy na budowie, od rana do nocy 1800 zł na rękę? – podpowiada urzędnik

-To też go zepsuje. Czy nie ma czegoś za 1200 zł? – pyta matka.

– A proszę pani, na to trzeba mieć wyższe wykształcenie – podsumowuje urzędnik.

Ano właśnie. Około 40 proc. zatrudnionych w Polsce otrzymuje wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej. Mamy poważne problemy z pracą dla absolwentów, którzy zdecydowali się na nie do końca przemyślane kierunki studiów. Nic też nie wskazuje na to, że ci bezrobotni na starcie znajdą pracę zgodną ze swoim wykształceniem. Raczej muszą się od nowa uczyć nowych zawodów lub wyjechać na saksy do tzw. robót prostych. Tylko Niemcy liczą na to, że po likwidacji barier w zatrudnieniu pojedzie do nich 200-400 tysięcy Polaków w ciągu kilku lat. A przecież wiele państw tzw. starej unii zasysa młodych i wykształconych za nasze pieniądze ludzi prowadząc swoisty drenaż mózgów. Czy tak musi być? Wszyscy wyjadą? A kto będzie dla nas pracował w kraju?

Powyższy tekst pochodzi z mojego wpisu na tym blogu opatrzonego tytułem:  Ogólniak, czy technikum? A może zawodówka?  http://tatulowe.blog.onet.pl/2011/06/15/ogolniak-czy-technikum-a-moze-zawodowka/  i nosi datę 15 czerwca 2011 zapraszam do przeczytania. Myślę, że warto. W komentarzach do tego tekstu możecie Państwo znaleźć wypowiedź przypadkowej czytelniczki, która podzieliła się z nami swoim osobistym doświadczeniem i dlatego jest to również warte zacytowania. Oto co napisała:

~Niedzwiedziczka 23 czerwca 2011 o 08:23

Jestem nauczycielem akademickim na dobrej wyższej uczelni technicznej. Skończyłam technikum, później studia (nie planowałam ich na początku), mam doktorat. Myślę o tym, żeby swoje dzieci posłać do techników, a jeśli będą chciały później, to i na studia. W technikach zdobywa się umiejętności, których żadne liceum nie nauczy, po prostu człowiek po szkole technicznej całkiem inaczej myśli. Mamy w Katedrze dwóch doktorantów – obydwaj po technikum. Ze smutkiem chcę dodać, że to minister rodem z naszej uczelni zlikwidował technika i stworzył gimnazja. Pozdrawiam.

Odpowiedziałem jej takimi słowami:

~ Niedźwiedziczko, bardzo dziękuję za ten komentarz. Ja również jestem absolwentem technikum (1962-67)i bardzo dobrze wspominam jego poziom. Zajęcia laboratoryjne prowadził doktor inżynier, ale z takich, co to nie darmo mają takie dyplomy. On konstruował i wprowadzał w zastosowanie różne maszyny i urządzenia laboratoryjne jakich nie spotkałem na uczelni i w szkołach średnich, w których uczyłem.

Tekst zebrał wówczas wiele komentarzy, jako że znalazł się na pierwszej stronie Onet w dziale praca, a to przyciągnęło wielu czytelników.

Powyższa wypowiedź była kontynuacją wielu wcześniejszych wypowiedzi na temat kształcenia zawodowego, bowiem jako nauczyciel przedmiotów zawodowych przepracowałem w zespole szkół ekonomicznych wystarczająco długo, aby zdobyć wiedzę popartą doświadczeniem przydatnym do szerszego wykorzystania i to nie tylko w mojej szkole. Do takich wypowiedzi zalicza się m.in. teks z 2010 roku  opatrzony tytułem: Rząd wypycha młodzież za granicę : https://tatulowe.wordpress.com/?s=Rz%C4%85d+wypycha+m%C5%82odzie%C5%BC+za+

Napisałem go w grudniu 2010 r. dość mocno zbulwersowany akcjami polityków sięgających po młodzież jako narzędzie w toczonej walce politycznej. Napisałem tam m. in. o tym że:

…Jakoś w tym samym czasie w mediach pojawiły się komunikaty o planie sięgnięcia przez Niemcy po naszą młodzież. Pragmatyczni Niemcy w dążeniu do zabezpieczenia sobie naboru fachowców do zawodów jakich nie chcą wykonywać obywatele niemieccy wyszli z atrakcyjną dla absolwentów naszych gimnazjów propozycją przyjęcia ich w liczbie kilkunastu tysięcy do szkół zawodowych w Niemczech. Otrzymają tam zakwaterowanie i stypendia o wysokości 750 euro na pierwszym roku nauki i już 1500 euro w trzecim roku nauki. Problemy językowe ma złagodzić organizowany równolegle kurs językowy. Mnie, nauczyciela szkoły zawodowej mocno zbulwersował ten temat. Ponieważ przed dwoma laty pisałem na swoim blogu o problemach związanych ze szkoleniem zawodowym w polskich zawodówkach postanowiłem zabrać głos w sprawie.

Zanim rozpocząłem pracę w szkole przez 11 lat pracowałem w spółdzielczości, która w sposób naturalny sięgała po fachowców wyszkolonych w szkołach zawodowych, a odbywających praktyczną naukę zawodu w spółdzielczych piekarniach, masarniach, restauracjach zakładach usługowych, czy też w rozlicznych placówkach handlowych. Opiekę nad tymi uczniami sprawowali doświadczeni pracownicy otrzymujący z tego tytułu jakieś groszowe gratyfikacje. Było tam jednak ściśle przestrzegane prawo pracy, szczególnie w zakresie ochrony nad pracownikami młodocianymi.

Zawsze było mi jednak żal tych dzieci, które w wieku 15 lat stawały się małoletnimi pracownikami, związanymi umową o praktyczną naukę zawodu z prowadzącymi zakłady produkcyjne, usługowe czy handlowe mistrzami rzemiosła. Ich mistrzowie nie zawsze zasługiwali jednak na miano MISTRZÓW. Mimo, że mieli formalne przygotowanie pedagogiczne do szkolenia uczniów w zawodzie, to często traktowali ich jak bezpłatną siłę roboczą i sposób na szybkie wzbogacenie się. Powszechne stawało się eksploatowanie tych dzieci ponad wszelką miarę, przy łamaniu zasad prawa pracy i ogólnoludzkich zasad ludzkiej przyzwoitości. Uczniowie nie zgłaszali zwykle sprzeciwu, bo byli zastraszani zwolnieniem z praktyki, a to oznaczało zmarnowanie roku – jeśli tylko na tym się to kończyło. Dorośli pracownicy zawsze mogą skarżyć do sądu pracodawców z powodu tzw. mobbingu, a młodociani i ich rodzice milczą, aby nie popaść w kłopoty. Podczas gdy młodzież z liceów i techników pławi się w lenistwie i próżniactwie żyjąc pod płaszczykiem ochronnym troskliwych rodziców, ich rówieśnicy, ciężko pracując, uczą się tzw. życia na własnej skórze.

Wywołałem burzę, zwłaszcza słowami … o młodzieży z liceów i techników pławiących się w lenistwie i próżniactwie i  żyjących pod płaszczykiem ochronnym troskliwych rodziców, gdy ich rówieśnicy, ciężko pracując, uczą się tzw. życia na własnej skórze.

Dzisiaj już nie pracuję w szkole, ale uważnie śledzę temat i ucieszyłem się z ostatniego ekspose premier Kopacz, w którym znalazła się zapowiedź zmiany istniejącego stanu rzeczy. Oto dzisiaj ledwie parę dni po zapowiedzi pani minister Kluzik-Rostkowska zorganizowała konferencję prasową, na której ogłosiła co następuje:

… Czas na odbudowę szkolnictwa zawodowego. Już od pewnego czasu bardzo wielu gimnazjalistów i ich rodziców zastanawia się: Jak nie liceum to co?
O ile mają rozeznanie,  jeśli chodzi o licea ogólnokształcące w  swojej okolicy, to zdecydowana większość rodziców i gimnazjalistów nie ma pojęcia, jakie szkoły zawodowe, czy technika działają w ich pobliżu i  jakiej są jakości. Musimy to zmienić – powiedziała minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska w trakcie konferencji prasowej inaugurującej Rok Szkoły Zawodowców. http://www.men.gov.pl/index.php/1513-rusza-rok-szkoly-zawodowcow-konferencja-minister-edukacji-narodowej

Jednym z priorytetów szkolnictwa zawodowego jest współpraca z pracodawcami. Dopasujemy kształcenie zawodowe do potrzeb rynku pracy, przygotujemy uczniów do podjęcia zawodu, zorganizujemy praktyki. Będziemy aktywnie pośredniczyć we współpracy pracodawców i szkół. Będziemy też robić wszystko, aby poprawić jakość i efektywność kształcenia zawodowego, zwiększyć jego atrakcyjność i dostępność. Stworzymy mapę zawodów i szkół, a także portal doradztwa edukacyjno-zawodowego. Pokażemy ofertę szkół zawodowych, wypromujemy dobre praktyki – powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska. Podobno program posiada wsparcie liczących się funduszy unijnych. Cieszę się z tej zapowiedzi, ale mam gdzieś w tyle głowy zakodowaną, konieczną w takich razach ostrożność. To tylko zapowiedź, a po czynach ich oceniać będziemy, prawda?

PS.

Dla tych, którzy dobrnęli do tego miejsca mam jeszcze ciekawostkę, pochodzącą z bajki „Historia żółtej ciżemki”. Akcja utworu toczy się w Polsce, w XV wieku, w czasach panowania króla Kazimierza Jagiellończyka. Bohater utworu Wawrzuś Skowronek  zawędrował do Krakowa. Tam chłopcem zaopiekował się bernardyn Szymon z Lipnicy, dzięki któremu Wawrzuś dostał się na służbę do Jana Długosza, który dość szybko odkrył rzeźbiarski talent chłopca i oddał go na termin do przygotowującego ołtarz do kościoła Mariackiego rzeźbiarza – mistrza Wita Stwosza. Od tej pory życie chłopca upływało pod znakiem ciężkiej pracy i nauki zawodu. Już po kilku latach młody rzeźbiarz zaczął samodzielnie tworzyć figury do ołtarza Mariackiego. Ciekawie zakreślono sylwetkę Mistrza Wita, bo oto… co miał rzekomo powiedzieć: Mistrz Wit – to osoba łatwo popadająca w gniew i często nie potrafiąca opanować zdenerwowania. W chwilach złości Stwosz nerwowo wytyka swym czeladnikom wszelkie niedoskonałości ich pracy i szarpie włosy na głowie. Dla Wawrzusia mistrz Wit jest jak dobry ojciec i zdecydowanie faworyzuje go wobec swych pozostałych pracowników. Dzieje się tak głównie dlatego, że Stwosz doskonale zdaje sobie sprawę z jego talentu.
Zwracam uwagę na to, że był to wiek XV, że nauka zwodu odbywała się w zakładzie pracy mistrza i na to, że uczeń zdawał egzamin czeladniczy, co czyniło go fachowcem, a mistrzem mógł zostać za zgodą Cechu Rzemiosł Różnych. Te wszystkie elementy przetrwały do dnia dzisiejszego – tylko po nie sięgnąć.