Szczęśliwi ci, którzy pili z miarą

Minęło sylwestrowe szaleństwo. Wróciliśmy już do domów po balach, czy spotkaniach w szerszym lub tylko rodzinnym gronie, odpoczywamy sobie, a tu dzwonek telefonu:

–         Klllynika?

–         Jaka klinika, to prywatne mieszkanie – odpowiadamy ze złością i kładziemy się z powrotem . Po chwili sytuacja się powtarza:

–         Halo, klynika?

–         Upiłeś się człowieku i innym nie dajesz spać. Jaka klinika? Jeśli jeszcze raz zadzwonisz, to nie ręczę za siebie – krzyczymy do telefonu

–         Czekaj, czekaj, nie rozłączaj się. Tu Zygmunt, nie poznajesz? Piliśmy razem, zapomniałeś już? Mnie tak napiernicza łeb, że pomyślałem o tobie. Może razem zorganizujemy klinika?

–         Co mnie podkusiło, aby pić z tym Zygmuntem? Nigdy więcej postanawiamy sobie w ramach postanowień noworocznych.

Dalej już postępujemy według swoich wypróbowanych sposobów na leczenie kaca. Odnotowujemy jednak jeden słuszny wniosek. Nigdy nie dajemy numeru swojego telefonu gościom dopiero co poznanym, zwłaszcza przy barze.

Szczęśliwi ci, którzy nie pili, lub pili z miarą – myślimy z zazdrością o tych, którzy nie przeżywają skutków wynikających z nadmiaru wypitego szampana.

Jak już wyleczymy się z kaca, zregenerujemy zakwasy w nogach, otarcia i inne uszkodzenia wynikające z nadepnięć, kopnięć itd. to nadejdzie właściwa pora na podsumowanie sylwestrowego szaleństwa od strony towarzyskiej, finansowej i każdej innej. Warto również zastanowić się nad tym co robić i jak pomóc losowi aby spełniły się nam wszystkie życzenia jakie usłyszeliśmy tej nocy, prawda?

Było cicho i spokojnie, aż tu nagle jak p…

nawet_kielbaski_nie_chce

Strach w oczach. Nawet kiełbaski nie chciał zjeść

 Minęły ciche i rodzinne święta. Teraz nadeszła pora na rozpamiętywanie przeżyć i opowiadanie znajomym jak to u nas było. Ile dań podano na wigilijnej wieczerzy, jak wzruszaliśmy się przy składaniu sobie życzeń i łamaniu się opłatkiem itd. Itd.

   My, gdy powróciliśmy z wieczerzy zorganizowanej w tym roku przez moją siostrę Annę przeżyliśmy pewien szok. U sąsiadów urządzono (nie wiadomo czemu w wieczór wigilijny) kanonadę ogni sztucznych nakierowując wyrzutnię rac w stronę naszej działki. Wraz z pierwszymi wystrzałami zaczął dobijać się do drzwi tarasu nasz pies Agis, który od dwóch lat, gdy jest z nami, jeszcze ani raz nie był w mieszkaniu. Tym razem wyminął mnie w drzwiach i pędem wpadł do pokoju, po czym ułożył się pod telewizorem zerkając bez przerwy w okno. Był przerażony wystrzałami i rozbłyskami  sztucznych ogni. Obserwowaliśmy z zaciekawieniem jak zachowa się nasz niespodziewany wigilijny gość. Przecież według legend świątecznych w tę noc zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Żona skorzystała z okazji i podała psu czerwony opłatek z kawałkiem kiełbasy składając mu przy tym najlepsze życzenia. Pies był jednak do tego stopnia sparaliżowany strachem, że nie zjadł kiełbaski, a więc i opłatka tylko leżał w tym samym miejscu i spoglądał na nas wszystkich pytającym wzrokiem. Na gazecie tuż przed jego pyskiem leżała kiełbasa z opłatkiem.

   Po dwóch godzinach, gdy już pewne się stało, że dalszej kanonady nie będzie niemal wyniosłem go z mieszkania i zamknąłem w pomieszczeniu gdzie zawsze sypia. Myślę, że już zapomniał o tym incydencie i wcale nie garnie się do mieszkania. Nadchodzi jednak Nowy Rok. Jakże go powitać bez kanonady???

Przecież jest to najlepszy przejaw szampańskiej zabawy, prawda?

   W ubiegłym roku poświęciłem temu tematowi sporo miejsca opisując swoje wrażenia z perspektywy mojej malutkiej Bogorii. Temat nie jest nowy więc zamiast przewidywać co będzie się działo w tym roku przypomnę fragmenty tamtego tekstu:

„W noc sylwestrową obserwowałem rynek w mojej maleńkiej Bogoryjce, w czasie powitania Nowego Roku. Kanonada trwała ponad pół godziny. Punkty odpalania rac rozproszone były po całym miasteczku. Najbardziej okazałe widowisko urządzono w pobliżu hali, gdzie był bal sylwestrowy. Dużo mniejszych pokazów odbyło się w okolicach domów gdzie trwały prywatki, czy spotkania rodzinne. Gdyby dodać do tego dni prób przed Sylwestrem i pojedyncze wystrzały już po balu to trzeba powiedzieć, że straszenie zwierząt miało znaczne rozmiary. Jak to wyglądało w większych i całkiem dużych miastach, odpowiecie sobie sami.

Czy amatorzy fetowania radości z nadejścia Nowego Roku brali pod uwagę reakcję zwierząt na wystrzały? Wątpię!

     Wyczytałem gdzieś, że proch strzelniczy wynaleźli Chińczycy, gdzieś ok. X w. n.e. i to z przeznaczeniem do zimnych ogni właśnie. Dwór cesarski potrzebował takich akcentów potwierdzających wielkość władcy. W tym temacie jak widzimy nic się nie zmieniło przez te 10 wieków. Nadal podoba się to zarówno władzy jak i ludowi. Wniosek? Będzie tego coraz więcej. W okresie świątecznym sprzedano w Polsce podobno ok. 5 tys. ton fajerwerków. Czy jednak każdy, kto sobie zamyśli powinien mieć dostęp do zakupu tych produktów? A może z pożytkiem dla wszystkich ograniczyć sprzedaż fajerwerków wyłącznie dla instytucjonalnych organizatorów imprez zbiorowych – jak to zrobiono w innych państwach?”

             Wiele razy w czasie okresu świątecznego komentowano w mediach tę naszą modę na pokazy pirotechniczne od strony skutków, czyli oparzeń, okaleczeń czy wreszcie pożarów. No i obrońcy zwierząt mocno protestowali. Nasi bracia młodsi – jak ktoś pięknie określił zwierzęta, bardzo cierpią przez to nasze głośne świętowanie. Czy my chcemy im dokuczać? Myślę, że nie! Często po prostu nie bierzemy pod uwagę tego aspektu sprawy. A szkoda!

Zwierzaki znoszą wystarczająco dużo cierpień i niedostatków winy tych większych braci -jakimi nie chcemy być. Może to i dobrze, że w noc wigilijną po raz kolejny nie zabrały głosu, bo mielibyśmy sporo do wysłuchania. A gdyby psy domowe, biorąc przykład ze swoich panów w tych dniach zamieniły tabliczki na bramach z tych znanych wszystkim „Uwaga zły pies” na dajmy na to:  Uwaga zły człowiek!!!

            Relacje człowieka ze zwierzętami to temat rzeka. Są tu opowieści niezwykle pozytywne, ale i takie o wyłapywaniu psów z zamiarem produkcji psiego smalcu- rzekomo dobrego przy chorobach płuc, czy o przywiązywaniu psów do drzew w lesie, aby nie biegły za samochodem odjeżdżającego w siną dal ich pana. Często porzucamy nasze, już niechciane psy gdzieś po drodze gdzie tułają się jako bezdomne cierpiąc z tęsknoty ale i z głodu. Uzasadnieniem często słyszanym jest wtedy; – cóż to za pies? Dla wszystkich jest przyjazny i  merda ogonem, a jak usłyszy wystrzał  czy grzmot burzy to chowa się w najdalszy kąt!!!

Czy każdy pies musi być obrońcą domu, tak jakby był na etacie? Pomyślmy ile korzyści osiągają ludzie z kontaktów ze zwierzakami. Od przewodników dla ociemniałych, poprzez psy patrolowe, obronne, ratownicze aż po zwykłe przytulanki dla dzieci, dla samotnych i chorych ludzi. W zamian za uwagę i troskę im poświęconą człowiek otrzymuje od nich wdzięczność, przywiązanie i – nie bójmy się tego słowa: – bezwarunkową miłość to niekiedy więcej niż okazują nam najbliżsi.

J.Sztaudynger napisał:

Ta mądrość człowiekowi
Przychodzi dopiero z wiekiem.
Nie każdy pies jest psem,
Nie każdy człowiek człowiekiem.

   Z tego, co wiem nic się nie zmieniło w przepisach. Obrońcy zwierząt głoszą swoje, a ludzie zatroskani o bezpieczeństwo domorosłych pirotechników swoje. Będzie więc tak jak bywało w latach ubiegłych.

   W telewizji pokazali moment wybuchu średniej petardy umieszczonej w rękawiczce, do której włożono dwa udka kurczaka mające imitować tkankę ludzką. Pirotechnik pokazał skutki wybuchu . Rękawiczkę rozniesioną w puch i strzępy tkanek. Na szczęście były to tylko udka kurczaka.