Jedność obcowania

Kolejne moje urodziny oprócz obfitości napływających za pośrednictwem Fejsbuka  sympatycznych życzeń przyniosły mi też wiele przemyśleń na temat tego – co już za mną jak i tego, co daj Boże jeszcze przede mną. Jeśli życzenia się spełnią. Listę osób, które zechciały poświecić mi w tym dniu swoją uwagę otwierała najbliższa rodzina. Mamy z żoną taki wieloletni już zwyczaj składania sobie życzeń urodzinowych tuż po rozpoczęciu się naszych świąt. Polecam, jako że to sprawdzona metoda i w naszym 45 letnim trwaniu przynosiła zawsze miłe efekty.

Rankiem, gdy włączyłem komputer czekały na mnie życzenia od zespołu Facebooka z listą kilkunastu wpisów bieżących i wspomnieniami urodzin sprzed lat. Pomyślałem, że miły to zwyczaj i że w ankiecie na temat : Czy zespół Facebooka dba o swoich użytkowników jaki mi podesłano przed paru dniami mogłem wpisać że „dba”, albo nawet” bardzo dba” zamiast ostrożnego: „Nie mam zdania”. Następnym razem się poprawię – pomyślałem i przeszedłem do dalszych powiadomień. Tu czekała mnie niespodzianka. Bardzo miła niespodzianka zawarta w tekście umieszczonym na blogu mojej córki Małgosi noszącym tytuł, który uczyniłem tytułem mojej dzisiejszej opowieści. Oto link do tej notki.
Przyznam, że oczekiwałem na takie podsumowanie od czasu,  gdy sam poczyniłem takowe i umieściłem je na blogu pod adresem: LINK
Doczekałem się. Jestem zbudowany oceną naszej małżeńskiej pary dokonaną publicznie przez dorosłą córkę, a moja żona podziela tę opinię. Liczba polubień tego tekstu wskazuje na to, że nie tylko my jesteśmy pod jego wrażeniem. Nasza radość była tym większa, że druga córka Ania z rodziną przebywa aktualnie z nami i dopełnia nasze rodzinne, szczęśliwe życie. Dzięki czemu faktycznie czujemy się jednością.

Na koniec dnia Zespół Facebooka zapytał mnie czy moje urodziny były udane. Postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie.
TAK!!! Moje urodziny należały do najbardziej udanych spośród tych, jakie zdarzyło mi się przeżywać w ostatnich latach. Mimo coraz odleglejszych czasów, w których miałem bezpośredni kontakt z uczniami, to z radością podkreślam, że nasza (wirtualna)znajomość jest nadal żywa i owocuje licznymi gestami życzliwości, a nawet sympatii. „Lajkując” każde z otrzymanych życzeń (a było ich około 400)zaglądałem do większości kont i przypominałem sobie twarze i przeżyte razem szkolne chwile. Bardzo Wam wszystkim dziękuję.
W domu zdmuchiwałem świeczki z torciku przygotowanego przez moją córunię i byłem honorowany w każdym momencie. Szkoda, że to trwa tak krótko, ale za rok, jak Wasze życzenia się spełnią, to…

Czy podzielacie naszą radość?