Ze skarbem należy się odpowiednio obchodzić

Jestem świeżo po powrocie z odwiedzin u rodziny mojej córki. Kilka wspólnie przeżytych dni każdemu z nas pozostawiło do przemyślenia całkiem inne aspekty wspólnie przeżytych sytuacji, czy różnych skojarzeń, które zupełnie do siebie nie przystają. Jakże często bywa tak, że my coś mówimy dobrej intencji, a ktoś zupełnie inaczej to rozumie. Powstają z tego równie często sytuacje komiczne jak i dramatyczne. Warto więc upewniać się co do właściwego rozumienia naszych słów, czy zachowań. Przykład:
Wieczorem,  po kolacji siedzimy sobie w kuchni z wnusią i tam odbywają się pogaduchy do poduchy. Pada stwierdzenie babci podkreślające jakim to skarbem dla niej są obie wnusie. Nie brakuje też uzasadnień tego stanu. Ja siedząc obok babci poszerzam jej wypowiedź  o inne aspekty posiadania skarbów, traktując to jako żart.
– Są skarby, które należy chronić przed złymi ludźmi w specjalnie zabezpieczonych mieszkaniach, w sejfach itd. Gdyby jednak to dziadek był takim skarbem dla babci, to wystarczyłoby go… zakopać w jakimś odludnym miejscu, albo w piwnicy – powiedziałem z uśmiechem. Moja wnusia zaprotestowała:
– Jak to zakopać, tak się nie robi! Ludzie, to nie pierścionki!
– A czytałaś książki o Ali Babie i 40 rozbójnikach? Albo o piratach, co? Oni zdobyte skarby zakopywali, albo chowali w jaskiniach, więc co dziwnego w tym, że skarby się zakopuje, aby nikt ich nam nie ukradł?
– Oj, dziadzio, ale to nie jest to samo… Powiedziała wnusia i odeszła do mamy.
Po chwili córka zapytała mnie z drugiego pokoju:
– Tato, dlaczego straszysz Marysię? Ona mało nie płacze…
Poprosiłem Marysię do siebie, aby ją zapytać, czym ją przestraszyłem. Z udzielonej odpowiedzi dowiedziałem się, że takie żarty są całkiem nie na miejscu, bo ona wie, że starzy ludzie odchodzą i są grzebani na cmentarzach, ale po co o tym mówić? Ona się zmartwiła tym, że to może się i mnie dotyczyć… Teraz może się jej to przyśnić i będzie źle spała. Wstanie z bólem głowy, albo jeszcze z czymś gorszym…
Nie do śmiechu – prawda?  Trzeba wiedzieć co się mówi, i do kogo…
Na szczęście wieczór zakończyliśmy pogodzeni
15218663_10211249718149326_914385522_n

Ludzie wszystko wiedzą i wiele ci powiedzą…

W komentarzach do poprzedniej opowieści znalazło się kilka życzeń, a wśród nich prośby o relacje z Chicago. Odpowiedziałem, że postaram się napisać o swoich wrażeniach z pobytu. Pora więc dobrać się do realizacji tej obietnicy.

Gdy byłem tu ostatnio, a był to lipiec i sierpień 2009, to sporo miejsca poświęcalem opisom miejsc i wydarzeń w których uczestniczyłem jako gość wprowadzany przez moją córkę. Wystarczy zajrzeć do archiwum bloga i wybrać na początek teksty z lipca 2009 . W opowieści  poświęconej inspiracjom cytowałem mistrza estrady Charlesa Aznavoura: „Pod koniec wywiadu, jak to zwykle bywa w takich razach, autor pyta Mistrza: – Co jest dla pana natchnieniem i gdzie je pan znajduje? Inspiruje mnie ulica, mówi pytany. Prawda znajduje się wszędzie, choćby na ulicy. Przede wszystkim trzeba się nauczyć obserwować ludzi. Prawda jest w mediach, codziennie można czytać gazety, oglądać telewizję, słuchać radia. Tam są tematy – niektóre nam umykają, inne nie… Dzisiaj z pełną świadomością użyję ponownie tego cytatu. Opisywanie miasta, czy zamieszczanie na blogu zdjęć interesujących miejsc jest dzisiaj zbędne. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki hasło i natychmiast toniemy w obszernych materiałach na szukany temat i to w materiałach przygotowanych przez proesjonalistów. Do tego napotykam na problem techniczny jakim jest pojemność na zdjęcia jaką przydzielili organizatorzy tego blogowiska. Limit ten wynosi 100 Mb i koniec, a ten już dawno mi się wyczerpał. Na pewno nie znajdziemy tam ludzi i ich historii jak również przeżyć, jakich obcowanie z nimi nam dostarczyło. To trzeba zrobić samemu. Tak postępuję od dawna.

Celem naszej podróży było spotkanie z naszymi dziećmi i wnukami w miejscu, gdzie uwiły sobie gniazdko, gdzie pracują, spotykają się z zaprzyjaźnionymi ludźmi. Okazją była I Komunia Święta, do której przygotowywał się nasz Tomek. Odwiedzaliśmy z nim kościół na Trójcowie tak na etapie przygotowania do komunii, w trakcie uroczystości jak i w czasie tzw. białego tygodnia. Dodatkowym doświadczeniem była wizyta w szkole polskiej jaką ten kościół prowadzi. Tam obaj chłopcy spędają każdą sobotę, a w tych dniach już zakończyli rok szkolny, odebrali świadectwa z promocją do następnych klas. We wszystkich tych miejscach byliśmy przedstawiani różnym ludziom, w tym i znajomym z naszych poprzednich pobytów. Było więc dużo okazji do wymiany opinii, dzielenia się spostrzeżeniami, czy do rozpytywania o różne sprawy, którymi tu się żyje. Kościół na „Trójcowie” prowadzą księża wywodzący się z Towarzystwa Chrystusowego, którzy uczynli go kościołem misyjnym, a dzięki zaangażowaniu wybitnych księży zdolnych przyciągnąć do tego miejsca liczną tu Polonię uratowano kościół przez upadkiem, odremontowano go ogromnym nakladem pracy i dzisiaj prezentuje się okazale nie tylko jako zabytkowy obiekt, ale jako miejsce spotkań w czasie organizowanych tu wydarzeń, nie tylko o charaktere kościelnym. Parafia żyje, a więzi międzyludkie nawiązwane poprzez nią wydają się mocne i trwałe. W podziemiu kościoła jest duża sala z zapleczem pozwalającym organizować tu różne spotkania, z balami sylwestrowymi włącznie. W obiektach przykościelnych prowadony jest nawet przytułek dający schronienie sporej grupie Polaków, którym się tu nie powiodło. Szkoła czeka na modernizację, która  poprawi warunki sanitarne i sprzętowe. Kiedy to nastąpi, tego jeszcze nikt z pytanych ludzi nie potrafił powidzieć. Chodzi tu o spore pieniądze. Zakończony właśnie nabór do zerówki, szkoły podstawowej i liceum wskazuje na utrzymującą się popularność szkoły wśród ludzi zatroskanych o poziom języka polskiego, wiedzy o kulturze i historii naszej – wciąż jeszcze pierwszej Ojczyzny rodziców i szybko amerykaniującej się młodzieży. Miejmy nadieję na to, że trudności zostaną przezwyciężone i kolejny rok szkolny będzie równie udany jak poprzedni.

 

 

 

 

Kwestia życzeń świątecznych

Kilka dni temu napotkałem na Fejsbuku udostępnionego przez kogoś tzw. mema mówiącego o tym, że nadszedł czas nieszczerych życzeń, spotkań z ludźmi których się nie znosi i coś tam jeszcze równie niemiłego. Początkowo spojrzałem na to bez emocji myśląc sobie: – Ot, mamy kogoś, kto nie lubi świąt, albo nie lubi, tak na bieżąco żyć w zgodzie z innymi i dlatego święta są dla niego dość męczące. No bo jak tu nagle zasiąść z wszystkimi do wigilijnego stołu, przełamywać się opłatkiem, składać sobie życzenia podczas gdy w sercu mrok, zadawnione żale, obraza? Czytaj dalej