Co nam dał miniony rok???

    Podsumowanie roku

Chyba nie ma człowieka, który nie dokonuje w tych dniach choćby uproszczonych podsumowań minionego roku. Dziennikarze często pytają o takie podsumowania różne sławne osoby, jak i zwyczajnych celebrytów, aby zdobyć materiał do zapełnienia kolorowych pisemek i programów rozrywkowych. W jednaj z takich wypowiedzi usłyszałem:    

Mijający rok był dla mnie dobrym rokiem…   i tu następuje wyliczanie jakichś własnych osiągnięć, czy zdarzeń, które same w sobie niosły pozytywny dla nas skutek. Ktoś inny w sposób bardzo ordynarny wyzywał staruszka o imieniu mijającego roku i kazał mu jak najszybciej wypier…ć, bo niczego dobrego staruch mu nie przyniósł.
…Ksiądz kończący dzisiejszą mszę w naszym kościele też dokonał swoistego podsumowania:
– Dziękujmy Bogu, że nam dał niezwykły dar. Dał nam czas. Tylu znajomych i bliskich odprowadziliśmy w tym roku na cmentarz, a my nadal cieszymy się swoim darempowiedział. Możemy w tych dniach zastanowić się nad tym jak wykorzystujemy ten dar?

Czy mijający rok mógł dać nam coś od siebie? Dał nam czas. Każdemu po tyle samo. Dzisiaj powinien podliczyć każdego beneficjanta. Czy każdy z nas miałby się czym pochwalić, aby zyskać uznanie? Nie łatwe są takie rachunki, bo nie każdemu tego samego potrzeba. Jeden cieszy się tym, że żyje, że kwiaty rosną, a świat jest piękny, a drugiemu wszystkiego jest mało mimo, że zarobił dużo, a sprzeniewierzył i ukradł jeszcze więcej. Jeszcze więcej mu trzeba.
Rozmyślając nas swoim bilansem przypomniała mi się piosenka Czerwonych Gitar, którą warto sobie przypomnieć, aby zyskać jakąś skalę oceny: http://www.youtube.com/watch?v=fE2N3c8R_Mk

Mija rok, dobry rok.
Z żalem dziś żegnam go.
Miejsce da nowym dniom
Stary rok, dobry rok.

   Przypomniałem sobie tę piękną piosenkę i postanowiłem link do niej udostępnić znajomym z Facebooka z pytaniem: Myślisz Ty, myślę ja, co nam rok miniony dał??? Podobała się kilku, starszych wiekiem znajomym, ale furory nie zrobiła. Widocznie młodsi jeszcze nie dokonują takich podsumowań, a do tego chyba mają również inne piosenki, bardziej odpowiednie do tego czasu.
No właśnie. Jest jednak poważna różnica w postrzeganiu tego, co wokół nas się dzieje. Młodzi ludzie inaczej postrzegają problem upływającego czasu niż to się przytrafia starszym. Oto przed dwoma tygodniami na jednym z forów, w ramach toczącej się tam dyskusji na tematy egzystencjalne trafiła mnie jakby obuchem taka oto wypowiedź:

– Nie mam takiej pewności, że ludzie starsi 60+ mają takie same marzenia, pragnienia, radości i smutki jak trzydziestolatkowie, bo niestety pokolenia te inne mają zadania przed sobą. Oczywiście wszyscy pragną być kochani, zdrowi, materialnie zabezpieczeni itd. To młodsze pokolenie siłą rzeczy ma inne plany życiowe, które determinują jego myślenie – raczej w tym wieku nie myśli się o śmierci, o zamykaniu swoich spraw ziemskich, a raczej wprost przeciwnie. A ci starsi? Na pewno nie chcieliby być „ciężarem” dla młodych, bo zdają sobie sprawę z pogłębiającej się wraz z wiekiem niedołężności starczej. Co mogą tak naprawdę planować i na jaki czas w przyszłość? Mogą się cieszyć z sukcesów dzieci czy wnuków, czyli takim szczęściem „cudzym”, odbitym, bo przecież jednak nie własnym.  (podkreślenia moje)
Były też inne, jak choćby taka:

– Pewnie, są ludzie, którzy w tym wieku „zaczynają” żyć swoimi pasjami, na które wcześniej nie mieli czasu. Ale powiedzmy szczerze, ilu ich jest? W mojej ocenie nie tak wielu. Większa część ludzi 60+, będąca na emeryturze, niestety już „odpoczywa” – w fotelu przy telewizorze albo radiu, na ławeczce przed domem czy w parku itp. <MariaR>

Podkreśliłem to, co zdaniem młodej chyba komentatorki charakteryzuje myślenie młodych ( plany życiowe jako motor działań), jak i to, co ma być typowe dla osób starszych, w granicach 60+, które mogą już tylko… cieszyć z sukcesów dzieci czy wnuków, czyli takim szczęściem „cudzym”, odbitym, bo przecież jednak nie własnym.

Odpowiedziałem tamtej pani broniąc takich jak ja – czyli 60+ , a ona również zareagowała na moje słowa podtrzymaniem swojej opinii, nawet ją jeszcze rozszerzając. Po takiej wymianie zdań wycofałem się jednak, bo…opadły mnie różne wątpliwości.

Niedawno obchodził swoje 80-te urodziny Krzysztof Penderecki. Zapytany z tej okazji o swoje plany na przyszłość powiedział , że:  Jego plany związane z dokończeniem różnych projektów będących w różnym stopniu zaawansowania nie sięgają dalej niż 20 lat do przodu…
W życzeniach świątecznych otrzymanych od zaprzyjaźnionej pary starszych ludzi – (pan skończył w tym roku 100 lat) wyczytaliśmy takie słowa: 
Kochani! Nie wiemy jak to się stało, że dopadła nas nieubłagana i „Jesień życia”. Staramy się nie poddawać pesymistycznym nastrojom i poruszać się codziennie, chociaż coraz wolniej …

Ja sam dokonując podobnych podsumowań spojrzałem wyłącznie na swoje dokonania i powiem, że nie mam się czego wstydzić.  Pisałem „Tatulowe opowieści” https://tatulowe.wordpress.com/&nbsp; jak również do innych miejsc urozmaicając wszystkie teksty własnymi na ogół zdjęciami. Jestem bardzo aktywnym uczestnikiem forów społecznościowych, na których krąg moich znajomych nieustannie się poszerza. To oznacza, że moi znajomi, w dużej części moi byli uczniowie, nie wykreślili mnie ze swoich zbiorów z chwilą zakończenia mojej pracy w szkole, a to dla byłego belfra jest wartością samą w sobie. Z wieloma z nich utrzymuję bliski kontakt i będę się starał, aby tak pozostało na dłużej. Kontakty i relacje rodzinne pozostawały w tym czasie na zadowalającym poziomie… itd. itd.
– Czy starsi ludzie mają swoje pozytywne życiowe obrachunki?,
– Czy to jest tylko udziałem nielicznych, jak na to wskazuje moja polemistka w słowach:

Powtórzę w formie cytatu: „Pewnie, są ludzie, którzy w tym wieku „zaczynają” żyć swoimi pasjami, na które wcześniej nie mieli czasu. Ale powiedzmy szczerze, ilu ich jest? W mojej ocenie nie tak wielu. Większa część ludzi 60+, będąca na emeryturze, niestety już „odpoczywa” – w fotelu przy telewizorze albo radiu, na ławeczce przed domem czy w parku..”.

Dodajmy: Senior jest niezmiennie zadowolony i cieszy się byle czym…

U Lisa…na żywo…

Obejrzałem poniedziałkowy program Tomasz Lis na żywo i wciąż myślę o tym, czy to przypadek sprawił, czy jest to zapowiedź jakiejś trwalszej przemiany pana Lisa, bo tym razem słuchając kolejnych jego gości chwilami byłem nawet wzruszony. Do niedawna, podobnie jak w większości programów typu „Mówiące głowy”, tak i u pana Lisa można było spotkać rozmówców tak dobranych, że łatwo było sprowokować atmosferę awantury, w której nawet sam autor nie mógł sobie poradzić. Nic więc dziwnego, że ściągał na siebie dość ostrą krytykę. Czy to go zmieniło? Czy porzuci tamten styl prowadzenia rozmów na ważne przecież i przyciągające ludzką uwagę tematy? To się okaże. Chciałbym, aby ostatni jego program był zapowiedzią takiej trwałej odmiany w całej telewizyjnej debacie uprawianej we wszystkich stacjach. Dla tych z Państwa którzy nie widzieli programu załączam link: http://vod.pl/tomasz-lis-na-zywo,144412,w.html  Czytaj dalej

Reguła trzech kopert

Przypomniał mi się dowcip z czasów PRL wprawdzie, ale ponadczasowy: Szef obejmując urząd, otrzymuje od poprzednika trzy koperty, z pouczeniem:
Gdy przyjdzie kryzys otwórz pierwszą kopertę.
Nowy podjął pracę, jednak mimo energicznych starań nadszedł moment kryzysu. Pomny pouczenia otworzył kopertę No. 1.
Znalazł tam instrukcję:
Zwalaj wszystko na poprzednika, to pomoże.
Zrobił jak kazali i jakiś czas było spokojnie. Po jakimś czasie pojawił się jednak kolejny kryzys, a wtedy zalecano: Otwórz kopertę No. 2.
Znalazł tam kolejną instrukcję:
Opracuj program reorganizacji, czy też jakichś reform.
Zrobił tak jak mu radził poprzednik i uzyskał potrzebny oddech. Do czasu. Gdy kolejny kryzys stał się nie do wytrzymania, zgodnie z radami nasz szef otworzył kopertę No. 3.
Była tam kolejna instrukcja:
– Przygotuj trzy koperty dla następcy i szykuj się do odejścia. Czytaj dalej

Zaduszki…już bez zadyszki

0402 listopada obchodzimy Dzień Zaduszny. Tego dnia ludzie wspominają wszystkich, którzy odeszli z tego świata, polscy katolicy modlą się za wszystkich wiernych zmarłych, których dusze według ich wiary mogą jeszcze przebywać w czyśćcu. Tak się jakoś porobiło, że obecnie groby odwiedza się raczej w dzień Wszystkich Świętych, który jest dniem wolnym od pracy. Stąd to pojęcie zadyszki jaką łapiemy uganiając się ze sprzątaniem grobów, zakupem kwiatów i pięknych zniczy, wyprawą w rodzinne strony gdzie spoczywają nasi przodkowie, czy tylko koledzy i znajomi. Prawdziwym wyzwaniem jest odwiedzenie 1 listopada często nawet kilku cmentarzy i to nawet dość odległych. Do tego wizyty, rewizyty pogaduchy przy grobach… Czytaj dalej

Vivat academia, vivant professores…

Uwaga nadchodzi…
1 października, to dzień inauguracji nowego roku akademickiego. Nie wiem, czy to wydarzenie jest przez kogoś z braci studenckiej szczególnie oczekiwane, ale przynajmniej dla studentów I roku jest to z pewnością duże wydarzenie. Nowe środowisko, nowe wyzwania, dorosłość… Czytaj dalej

My, demokraci…

Sporo dzieje się ostatnio na szczytach naszej władzy. Naczelny opozycjonista kraju, gdy tylko poczuł siłę społecznego poparcia wynoszącego na sam szczyt sondaży, to od razu podwoił wysiłki niezbędne do tego, aby nie tylko wygrać najbliższe batalie wyborcze, ale rządzić samodzielnie i niepodzielnie. Tylko taki układ sił go interesuje. Jest demokratą, tak jak i jego otoczenie. O demokracje walczył i do dzisiaj nie porzucił woli dalszej walki, bo uważa, że wciąż jest z kim i o co walczyć. Walka jaką niezmiennie już od lat prowadzi jest wciąż taka sama, tylko używa się coraz ostrzejszych metod służących osłabianiu przeciwnika. Przecież mamy demokrację. Wszystko zatem można mówić. Wszystkiemu można zaprzeczyć, wszelkie niecne zamiary można przeciwnikowi przypisać. Zawsze coś do przeciwnika przylgnie. To „coś” poszerzy strefę wpływów i poprawi wskaźniki poparcia. Czytaj dalej

Wystartowali do kolejnego etapu nauki

W tym roku inauguracja nowego roku szkolnego przypadła na 2 września, bo w tradycyjnym dniu inauguracji wypadła niedziela. Moje okienko na świat szkoły i wszystko to, co w niej się dzieje stanowi od lat blog Dariusza Chętkowskiego  wybitnego nauczyciela renomowanego liceum w Łodzi prowadzony w ramach Polityki . Zarówno wpisy jak i komentarze pojawiające się pod nowymi notkami dostarczają mi wystarczająco dużo informacji, aby być na bieżąco z tematyką szkoły, którą dopiero przed dwu laty opuściłem. Tam też znalazłem pod koniec wakacji wielce pouczający tekst, który postanowiłem Państwu dzisiaj udostępnić. Ponieważ wielu moich – obecnie tylko wirtualnych znajomych to byli uczniowie, a ci jak pamiętam nie zaglądali do Polityki, postanowiłem przybliżyć im ten prowokacyjnie napisany tekst, aby wysondować ich opinię na temat realiów szkoły. Oto ten tekst: http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/08/28/o-zachowaniu-sie-w-szkole/

O zachowaniu się w szkole.  Dariusz Chętkowski

Uczniowie, którzy idą do nowej szkoły, np. do gimnazjum albo liceum, powinni wiedzieć, jak mają się zachowywać. Dlatego przygotowałem dla nich kilka niezbędnych rad, aby nie wyszli na idiotów.
Jak wchodzisz do szkoły, nigdy nie mów „dzień dobry”. Tylko głupek kłania się nauczycielom. Najlepiej zrobisz, jak nie przyjdziesz za wcześnie. Kilkanaście minut spóźnienia na lekcję to nie grzech, a na pewno wzmocni twój autorytet w klasie. Chcesz, aby koledzy jeszcze bardziej cię szanowali, daruj sobie pierwszą lekcję. Na drugą też nie zapomnij się spóźnić.
Butów w szkole nie zmieniaj, bo to obciach. Weź na lekcje skórę i komórę, a podręczniki sobie daruj. Zawsze się znajdzie jakiś kretyn, od którego pożyczysz, jeśli będzie to konieczne. Zeszytów do poszczególnych przedmiotów nawet nie zakładaj, bo dopiero koledzy mieliby ubaw. Wystarczy jeden poszarpany zeszyt do wszystkiego. Zresztą notowanie to przeżytek. Jak trafi się coś ważnego, to wklepiesz w komórę albo jeszcze lepiej skamerujesz czy walniesz foto.
Na lekcjach do nauczycieli się nie odzywaj, chyba że tak, aby nie słyszeli. Miej w dupie lekcję, nie okazuj żadnego zainteresowania tematem. Gadaj za to bez przerwy do kumpli. Nie zapomnij strzelić jakiś zajebisty komentarz, żeby wszyscy mogli się pobrechtać. Największe jaja robi się z nauczyciela (że łysy, że brzydki, że stary, że głupi, że bredzi). Z telefonu korzystaj tak często, jak tylko się da. Najlepiej zrobisz, jak pod ławką będziesz cały czas trzymał w pogotowiu komórkę. Jak uda ci się na lekcji pogadać z kimś przez telefon, np. z fajnym ciachem z innej klasy, zapunktujesz na maksa.
Dużo śmieć, niech woźna ma pełne ręce roboty. Gumy przyklejaj pod krzesłem, na każdej ławce wyryj, że wszystko w szkole jest gówno warte. Zwalniaj się tak często, jak to tylko możliwe. Wychodź do kibla, długo nie wracaj. Na ostatnią lekcję nie przychodź, chyba że chcesz być traktowany jak przygłup. Do żadnych zadań się nie wyrywaj, do niczego nie zgłaszaj, mało się ucz, dużo ściągaj, prac domowych nie rób wcale. Niech się męczą idioci. Miej wszystko w dupie. Kiedy się da, imprezuj. Kombinuj. Pamiętaj, że jesteś kowalem swojego losu, że wszystko jest w twoich rękach, że możesz uczynić siebie wielkim. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Zapytana na fejsbuku o opinię o tym tekście moja szkolna znajoma Viola – obecnie już mgr muzyki zamieściła pod nim komentarz, a do mnie napisała:
– Musiał być dość zbulwersowany zachowaniem. Nie przesadził – każdy wie że chodziło o jednostki – nie wszyscy uczniowie są tacy jak ten pan opisał. Mnie na lekcjach w gimnazjum w …nie zdarzało żeby się aż tak zachowywali. Czasem jedli kanapki.
-Dawid, student matematyki, który włączył się do rozmowy pod linkiem zauważył, że autor tej notki:
– Zdecydowanie nie przesadził . A więc takie są realia miejskiej szkoły? – zapytałem
– Takie są realia w szkole. Debilizm i chęć szpanerstwa zatacza coraz szersze kręgi. Niektórzy myślą, że tylko dzięki takiemu gówniarskiemu zachowaniu zostaną zaakceptowani przez klasową społeczność. Słabe i zakompleksione jednostki chcą za wszelką cenę być zaakceptowane i lubiane. Koszty wtedy się nie liczą, mózg zostaje wyłączony. – Źle to wróży edukacji, bo jak nauczyć kogoś, kto się uczyć nie chce?- zapytałem . Odpowiedział
– Od zawsze były osoby, które uczyć się nie chciały, a do szkoły chodzić musiały . Zatem problem znany jest nie od dziś… dopowiedział  Dawid.
Gdy w sobotę byliśmy z żoną na urodzinowym przyjęciu w gronie złożonym niemal wyłącznie z byłych nauczycieli, to siłą rzeczy nasze rozmowy schodziły na sprawy związane ze szkołą. Nasze opinie na sprawę wypływały nie tylko z nauczycielskiego przygotowania i zebranych doświadczeń, ale i z obserwacji tego, co dzisiaj się dzieje w tym świecie . Mamy przecież dzieci, a nasze dzieci mają swoje dzieci i nigdy tak naprawdę nie wychodzimy z tych spraw. Opinie są więc wyważone i ich wydźwięk jest na ogół smutny. Przeraża nas to, co dzieje się wokół naszych pociech. Stajemy się bezsilni widząc jak upada autorytet rodziców, jak dziecko staje się dla nich niemal tyranem w domaganiu się swobody w dostępie do gadżetów cyfrowego świata i jak silnie ten świat oddziałuje na niedojrzałe umysły przekształcając je w nie wiadomo co.  Rodzice dzisiejszych uczniów nieco spokojniej patrzą na otaczający ich świat i próbują się weń wmontować. Dziadkowie zostali już raczej na trwałe wykluczeni, bo często nie są w stanie pokonać bariery technicznej, za którą skrywają się ich wnuki ze swoimi ciągle poważnymi ludzkimi problemami. Samotność w sieci, to nie tylko tytuł poczytnej powieści, ale i fakt doskwierający tym niby wyzwolonym, a nawet i wyuzdanym nastolatkom. Jedni potrzebują drugich, a tymczasem bariera odgradzająca te dwa światy staje się coraz wyższa.

Miejmy nadzieję, że dzisiejsza szkoła również rozumie współczesne problemy uczniów i będzie zdolna przeciwdziałać groźnym skutkom jawiącym się na horyzoncie rodzin i społeczeństwa. Hasło Zamoyskiego: Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie jest ciągle aktualne…

 

Dzień Solidarności

   Dzisiaj, w ostatnim dniu sierpnia myśli moje biegły w kierunku kilku tematów związanych z datą 31 sierpnia. Politycznie biorąc najważniejszym tematem była 33 rocznica podpisania porozumień sierpniowych, a więc Dzień Solidarności. Pamiętam bardzo dobrze tamten czas z perspektywy pracy jaką wtedy wykonywałem. Byłem prezesem Gminnej Spółdzielni, którą przejąłem w lipcu 1976 roku, po odwołaniu całego poprzedniego kierownictwa za tzw. całokształt. Czytaj dalej

Czy wolno ściągać?

Jako nauczyciel tępiłem ściąganie. Teraz, prowadząc bloga sam korzystam z prostej formuły kopiuj-wklej, zwłaszcza gdy … „Cóś rzuci się mnie na uszy (lub oczy) i człowiek musi, bo inaczej się udusi…”

Uważam, że w chwilach gdy już powstał jakiś tekst, z którym się w pełni zgadzam, to należy dać mu szansę pofrunąć pod strzechy zamiast tworzyć coś nowego o tym samym. Tak było ze mną wczoraj. Gdy zajrzałem do bloga zaprzyjaźnionej Siostry Małgorzaty Chmielewskiej (na zdjęciu obok), to oprócz komunikatu o zawieszeniu działalności blogowej na czas wyjazdu znalazłem tam tekst „rzucający się na oczy” swoją aktualnością. Przeczytałem i… oprócz skomentowania  poleciłem go na swojej stronie Facebooka z dedykacją:

Przeczytałem z uwagą i postanowiłem polecić tekst ze względu na ważność poruszanego problemu. Trzeba „COŚ” zrobić , aby choć troszeczkę zmieniać ten świat…

Nie wiem czy ktoś z moich licznych znajomych przeczytał ten tekst skoro nie pojawił się pod nim żaden lajk. Cóż zatem mogę zrobić, aby ten ważny tekst „pofrunął po strzechy”, a jeszcze lepiej pod dachy pięknych willi i rezydencji? Ściągnąć i wydrukować u siebie z nadzieją, że jego autorka nie wytoczy mi procesu o naruszanie praw autorskich.

Oto tamten wpis:

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

potrzebny nam lekarz

23:35 |

Już 100 000 ludzi zginęło w Syrii. O konfliktach w Afryce polskie „informatory” praktycznie milczą. Co to ma za znaczenie? Od 1960 r. zginęło tam ponad 9 mln. ludzi. Tylko w Afryce! Przez ostanie 23 lata wojny na tym kontynencie pochłonęły ponad 200 mld EU. Wzruszamy ramionami. Co możemy na to poradzić? Czyżby?
Jeśli…..wszyscy ochrzczeni jesteśmy jednym Ciałem Chrystusa
Jeśli….wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga
Jeśli….wszyscy jesteśmy braćmi Chrystusa
to
każde nienawistne słowo 
każde spojrzenie z pogardą
każde uderzenie
każde poniżenie
każda krzywda
 świadomie wyrządzona
tu, w Polsce, na moim podwórku, w moim radiu, gazecie, tramwaju i domu
oddala pokój w Syrii, Egipcie, Czadzie,
daje do ręki karabin, kamień czy maczetę. 
Każde dobre słowo,
każde spojrzenie z miłością i wdzięcznością,
każda kromka chleba podana głodnemu,
każde przebaczenie
i pojednanie
przybliża marzenie Boga i naszego serca- Królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. 
Jeśli…..
Jak możemy wzywać całe zwaśnione narody do zgody, płakać nad naszymi braćmi w wierze ginącymi setkami z powodu Chrystusa,
skoro otrzymawszy od Boga i ludzi pokój  w naszym kraju
my, wierzący, opluwamy się wzajemnie, ośmieszamy, poniżamy, odbieramy dobre imię?
Jak możemy oczekiwać, że inni nas będą szanować, skoro my nie potrafimy uszanować samych siebie?
Jak możemy głosić Chrystusa – Księcia Pokoju z ustami pełnymi szyderstwa i oczami zaciemnionymi przez złość? Dlaczego oczekujemy zrozumienia i szacunku od inaczej myślących, niewierzących, a sami niszczymy własnych braci w wierze, bo inaczej żyją dla Chrystusa niż my?
Czy przypadkiem nie jest nam potrzebny dobry lekarz, skoro jako wspólnota  żyjemy w schizofrenii? 
Ja udaję się na konsultację do najlepszego specjalisty, jakiego znam.

 

Wpis ten dedykuję wszystkim, którzy szczególnie ostatnio doznali krzywdy z powodu publicznego szkalowania przez braci i siostry w wierze. Obojętne z jakiej kościelnej lub politycznej są opcji, jakie piastują urzędy i jakie by „szczytne” intencje nie przyświecały ludziom, którzy ich poniżyli i próbowali odebrać dobre imię. 

 

Gdy dzisiaj rano zajrzałem do wspomnianego bloga, to znalazłem tam w komentarzach wklejony przez Igę piękny wiersz Josifa Brodskiego – noblisty przecież – o wojnie, z dopiskiem Igi:  To tak a propos tematu „pozostawionego” nam przez Siostrę. A wykonanie Edyty Geppert jak zwykle genialne, ciarki przechodzą po plecach.
Pozdrawiam wszystkich!
Iga.

Tekst ten posłużył do stworzenia wstrząsającej piosenki, którą można posłuchać  w wykonaniu Edyty Geppert. Wykonuje ją   również  artysta o ksywce Buldog. To właśnie nagranie ze względu na załączony teledysk polecam : https://www.youtube.com/watch?v=7-j56O6DU74

 

Piosenka o Bośni

Słowa: Josif Brodski
Muzyka: Jerzy Satanowski

 

W chwili, gdy strzepujesz pyłek,

jesz posiłek, sadzasz tyłek

na kanapie, łykasz wino –

ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach

grad ołowiu, grzmot żelaza:

nieświadomi, co ich winą,

ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi

wzrok- bez krzyku, bez spowiedzi,

bez żegnania się z rodziną

ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny

wrzucasz głos na nowych durni

z ich nie nową już doktryną:

„Nie tu giną”.

W stronach zbyt dalekich, by nas

przejąć mógł czyjś bólu grymas,

gdzie strach lecieć cherubinom –

ludzie giną.

Wbrew posągom i muzeom –

jako opał służy dziejom

przez stulecia po Kainie

ten, kto ginie.

W chwili, kiedy mecz oglądasz,

czytasz, co wykazał sondaż,

bawisz dziecko śmieszną miną –

ludzie giną.

Czas dzielący ludzkie byty

na zabójców i zabitych

zmieści cię w rubryce szerszej

tak, w tej pierwszej

 

To jak szkło pod powieką

raniące źrenicę czystą,

Wojna nigdy nie jest daleko,

Wojna jest zawsze blisko” – śpiewali kiedyś połączonymi głosami artyści scen polskich nasz zbiorowy protest song właśnie wtedy, gdy na terenie dawnej Jugosławii trwała wojna. Przecież wszyscy pamiętamy jak relacjonowano w telewizji tamte wydarzenia. Siadaliśmy sobie wygodnie w fotelach i oglądaliśmy właśnie to o czym pisał cytowany poeta:

W chwili, gdy strzepujesz pyłek,

jesz posiłek, sadzasz tyłek

na kanapie, łykasz wino –

ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach

grad ołowiu, grzmot żelaza:

nieświadomi, co ich winą,

ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi

wzrok- bez krzyku, bez spowiedzi,

bez żegnania się z rodziną

ludzie giną…

Zbrodniczy reżim użył przeciw ludności skonfliktowanej Syrii strasznej w skutkach broni chemicznej mimo zakazu jej użycia. Wcześniej zrobił to inny satrapa w Iraku i wiemy jak to się skończyło. Już stworzono koalicję kilkudziesięciu państw skłonnych zastosować w Syrii siłowe rozwiązanie istniejących tam problemów politycznych i społecznych. Jeszcze nasi polscy włodarze wahają się przed przystąpieniem do tej koalicji, ale czy zdołają się oprzeć? Ja mam wątpliwości, czy w ramach NATO, do której należymy można sobie stać z boku i zachowywać neutralność.

A jeśli będziemy zmuszeni przystąpić do akcji zbrojnej to na jakie skutki zostaniemy narażeni? Strach pomyśleć…

A pomyśleć trzeba!!!

 

Spotkanie po latach

Podczas spotkania rodzinnego usłyszałem nowinę. Mój znajomy odnalazł kolegów z liceum, którzy odnaleźli jego. List, telefon i wezwanie: Przyjedź koniecznie na najbliższe spotkanie w lokalu… , w dniu…Musimy się spotkać…

Koledzy spotykają się regularnie. Co miesiąc rezerwują sobie te same stoliki w restauracji i popijając herbatkę rozmawiają o swoich sprawach, aktualizują listę obecności, a właściwie nieobecności, bo mając po siedemdziesiąt kilka lat trudno o karne i niezawodne stawiennictwo. I tak od wielu już lat. Co ich łączy? Wspólna młodość, we wspólnej szkole.

Ile to już lat minęło? – pytam.

Dokładnie 59 lat – odpowiada.

Widać, że bardzo chce pojechać na spotkanie do odległego o 300 km miasta. Jest bardzo ciekawy tych ludzi i historii ich życia. Jakieś strzępy wspomnień ze szkolnych lat niczego nie mogą rozstrzygać. Ówcześni, dobrze zapowiadający się niekoniecznie musieli stać się takimi jak to im wróżono. Inni, niepozorni poszybowali wysoko…Z tym bywało i bywa różnie. Jak pytać o takie sprawy, co odpowiedzieć gdy to oni zapytają:

-A jak tobie się ułożyło? Czujesz się spełniony? Jesteś szczęśliwy? A żona? Ciągle ta sama? A dzieci ?

Słuchałem i stawiałem sobie te same pytania jakie nurtują przyjaciela. Gdyby mnie zaproszono, to jakbym postąpił?

Już kiedyś przeżywałem coś podobnego z okazji zaproszenia na zjazd absolwentów mojego technikum. Wahałem się długo i w końcu… stchórzyłem. Akurat byłem wtedy na świeżo po obejrzeniu mocnego filmu o podobnej fabule. Spotykają się, wspominają ludzi i zdarzenia, chwalą się pozycją, statusem społecznym, starają się utrzymać miłą atmosferę, ale wychodzi z tego jakaś wielka przegrana niemal wszystkich uczestników.

Nastrój niemal taki sam jak w piosence „Nasza klasa” Jacka Karczmarskiego?

https://www.youtube.com/watch?v=NTNcxGVgn9I

 

 

Nasza klasa

Co się stało z naszą klasą, pyta Adam w Tel-Awiwie.
Ciężko sprostać takim czasom, ciężko w ogóle żyć uczciwie.
Co się stało z naszą klasą, Wojtek w Szwecji w porno klubie,
pisze dobrze mi tu płacą,
za to co i tak wszak lubię, za to co i tak wszak lubię.

2. Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie, bo tam mają perspektywy.
Staszek w Stanach sobie radzi, Paweł do Paryża przywykł.
Gośka z Przemkiem ledwie przędą w maju będzie trzeci bachor. Próżno skarżą się urzędom,
że też chcieli by na zachód, że też chcieli by na zachód.

3. Za to Magda jest w Madrycie i wychodzi za Hiszpana.
Maciek w grudniu stracił życie gdy chodzili po mieszkaniach.
Janusz ten co zawiść budził, że go każda fala niesie jest chirurgiem, leczy ludzi,
ale brat mu się powiesił, ale brat mu się powiesił.

4. Marek siedzi za odmowę, bo nie strzelał do Michała,
a ja piszę ich historię i to jest już klasa cała.
Jeszcze Filip fizyk w Moskwie, dziś nagrody różne zbiera, jeździ kiedy chce do Polski.
Był przyjęty przez premiera, był przyjęty przez premiera.

5. Odnalazłem klasę całą, na wygnaniu, w kraju, w grobie,
ale coś się pozmieniało, każdy sobie żywot skrobie.
Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą
rozdrapałem młodość naszą,
lecz za bardzo nie bolało, lecz za bardzo nie bolało.

6. Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety nie dziewczyny.
Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy.
Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele,
wszyscy w miarę są normalni,
ale przecież to niewiele, ale przecież to niewiele.

7. Nie wiem sam co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci,
gdy wśród tych nieobcych twarzy, szukam ciągle twarzy dzieci.
Czemu wciąż przez ramię zerkam, choć nie woła nikt kolego,
że ktoś ze mną zagra w berka
lub przynajmniej w chowanego, lub przynajmniej w chowanego.

8. Własne pędy, własne liście, zapuszczamy każdy sobie
i korzenie oczywiście, na wygnaniu, w kraju, w grobie.
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo,
kto pamięta, że to w końcu
jedno i to samo drzewo.

Ta piękna, ale i smutna piosenka opisywała stan po paru latach od ukończenia szkoły, a mój znajomy ma tych lat za sobą tyle, że ho, ho… I do  tego jakich lat?

Doradzałem przyjacielowi, aby pojechał, bo widać, że bardzo mu na tym zależy, a później by żałował.

Prawdę mówiąc, to ja sam nadal nie wiem, czy pojechałbym na  takie spotkanie?

http://szefol86.wrzuta.pl/audio/2lOHX9EIpux/de_mono_-_spotkanie_po_latach