Studniówka pod znakiem żałoby

„Studniówka jako egzamin dojrzałości…towarzyskiej”. Pod takim tytułem zamieściłem przed czterema już laty (jak ten czas leci!!!)swoje nauczycielskie przemyślenia na temat powszechnie organizowanych w styczniu studniówek. Teraz, już nie pracuję w szkole, ale jednak nie zaprzestałem obserwowania wszystkiego, co dotyczy szkoły i widzę, że utrwalają się już zupełnie inne zwyczaje, które delikatnie mówiąc znacznie odbiegają od wypracowanych przez wiele pokoleń schematów. Szokujące są zwłaszcza medialne doniesienia z niby szkolnych imprez, które zaczynają się standardowo, aby później już stać się jakimś karnawałowym szaleństwem kontynuowanym w lokalach, klubach, hotelach- już w dobranym towarzystwie, co ze szkołą nie ma już nic wspólnego. Czytaj dalej

Pokój nam wszystkim…PiS-owcom i PO-wcom też?

Praktykujący katolicy znają to zawarte w tytule zawołanie, gdyż wszyscy realizują je po wezwaniu kapłana: „Przekażcie sobie znak pokoju”. Skłaniamy się wtedy ku sąsiadom i wypowiadamy : Pokój nam wszystkim… a nawet dodatkowo podajemy sobie rękę.

W okresie obecnie przeżywanych świąt łamiemy się opłatkiem na znak pokoju i śpiewamy – bywa że nawet jednocześnie – piękną kolędę Cicha noc, święta noc, pokój niesie ludziom wszem… 
   Przed świętami obserwowaliśmy dzięki przekazom medialnym relacje z różnych spotkań opłatkowych, w tym z naszego parlamentu, gdzie nasi wybrańcy pytani o coś przez dziennikarzy, tym razem nie chcieli komentować różnych spraw, no bo…. – Jak to? W takim dniu? 
Pokój zapanował więc nawet w tym siedlisku jadu wszelkiego i nie skrywanej na co dzień nienawiści. Na jak długo?

Już w czasie miedzy świętami słyszałem p. Błaszczaka głoszącego, że: rząd Tuska nic nie robi, a tu szykują się wzmożone wyjazdy Polaków za granicę z powodu zakończenia się okresu przejściowego dla pracowników z Polski w Szwajcarii i podniesienia płacy minimalnej w Niemczech. Oni w PiS mają program zatrudnienia itd. Tylko oni wiedzą jak i zrobią nam dobrze, jeśli na nich zagłosujemy. Inni wciąż młócą temat likwidacji OFE wyrażając tak skrajne opinie, że już nawet fachowcy utracili wiarę w swoja wiedzę na temat faktycznej roli OFE w zapewnianiu przyszłym emerytom emerytur rzędu 20-50 zł miesięcznie. Takich naparzanek jest co niemiara. Wszyscy mają w ustach wzniosłe idee zapominając o tym , że my wiemy i to, że…  Jeśli mają te idee w ustach, to mają je również w leżącym w pobliżu nosie.

   W gospodarce wciąż panuje wysokie bezrobocie, co sprawia, że pracodawcy również mają w nosie to wszystko, co o etosie pracy dotychczas napisano, z umiłowanym przez wszystkich Janem Pawłem II na czele. Umowy śmieciowe stanowią tak wielki odsetek wszelkich umów o pracę, że stajemy się coraz bardziej niezagrożonym liderem w tej klasyfikacji w całej Unii Europejskiej. Szczytem absurdu stały się ostatnio proponowane tu i ówdzie oferty pracy za 1 zł/m-c, plus prowizja. Wyzysk narasta. Zróżnicowanie pomiędzy najbogatszymi, a najbiedniejszymi niczym potężne nożyce wciąż się rozwierają. .. Wszyscy to znamy, prawda? To w sprawach wewnętrznych, a na zewnątrz?W ostatnim czasie pisano o zagrożeniach dla pokoju. Dla przykładu w tym tekście: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/na-linii-frontu-alarm-dla-108-panstw-powazne-zagrozenie-dla-swiata/3qskc – przeczytamy o tym, że:

…W konfliktach zbrojnych toczących się na całym świecie w 2013 roku zginęło ponad 100 tysięcy osób. Kilka razy pojawiło się także widmo konfrontacji zbrojnej z udziałem mocarstw, która mogłaby mieć katastrofalne skutki w skali globalnej. Prognozy na 2014 rok są jeszcze bardziej niepokojące, ponieważ na indeksie tzw. państw upadłych cały czas pojawiają się kolejne „zagrożone” kraje; w „alarmującej sytuacji” znajduje się obecnie aż 108 państw.,Korea Północna, Syria, Iran, Sudan Południowy…inne nie mniej groźne .

Obszerne omówienie sytuacji w poszczególnych zapalnych obszarach globu opatrzono takim zakończeniem: System „naczyń połączonych”. Niepokojąca prognoza na 2014 rok. 
Prognoza na rok 2014 nie jest zbyt optymistyczna. Każdy rok przynosi zjawisko coraz większej „globalizacji wojny” i „eksportu przemocy” . Taki system „naczyń połączonych” oznacza, że konflikt zbrojny w jednym państwie może prowadzić do wybuchu wojny na, co najmniej, skalę regionalną. Tak może być zarówno w przypadku Sudanu Południowego, jak i Republiki Środkowoafrykańskiej. Z kolei napięcie w rejonie Morza Wschodniochińskiego może przekształcić się w konfrontację z udziałem światowych mocarstw, USA i Chin, które znajdą się po przeciwnych stronach barykady. Uwagę mocarstw zaangażowałyby także wszystkie spory z państwami dysponującymi bronią nuklearną, takimi jak Korea Północna czy coraz bardziej niestabilny Pakistan. Do listy zagrożeń dochodzi również niemożność rozwiązania toczących się od lat konfliktów wewnętrznych w krajach takich jak Jemen czy Somalia, sprawiająca, że indeks tzw. państw upadłych w roku 2014 prawdopodobnie powiększy się o kolejne pozycje. A więc w kilkunastu krajach świata trwa wojna. W Kongo gdzie trwa największa od II wojny światowej wojna, zginęło już ok. 5 mln. ludzi. Wiadomości z tego frontu na ogół nie przebijają się do opinii społecznej żyjącej czym innym zgoła. Media spieszą więc z zaspokojeniem zapotrzebowania na mało stresująca papkę informacyjną i dostarczają gawiedzi tego, czego sobie życzy, bo jak nie jedna gazeta, czy telewizja to zrobi, to uczyni to inna, konkurencyjna. I tak kreci się ten taniec chochoła czyniąc coraz większe spustoszenie w mózgach i sumieniach ludzi, i to nie tylko tych z obszaru władzy, ale również wśród zwykłych zjadaczy chleba. Wszystko jest: – daleko od nas, nas to nie dotyczy, a co ja mogę na to poradzić … – taka jest obecnie postawa większości z nas.

Dzisiaj 1 stycznia 2014 roku w kościele katolickim obchodzony był po raz kolejny Światowy Dzień Pokoju. Z tej okazji po raz pierwszy w swoim pontyfikacie zabrał donośny głos Papież Franciszek występując z Orędziem http://www.vatican.va/holy_father/francesco/messages/peace/documents/papa-francesco_20131208_messaggio-xlvii-giornata-mondiale-pace-2014_pl.html Głównym hasłem przewodnim Orędzia stało się wezwanie: BRATERSTWO PODSTAWĄ I DROGĄ DO POKOJU.
Gdy wieczorem przeczytałem tekst tego orędzia, to pomyślałem że warto zwrócić państwa uwagę na dwa jego fragmenty. Pierwszy dotyczy oceny sytuacji zagrożeń dla pokoju w świecie. Papież pisze tam m.in.:

...W wielu częściach świata nieustannie dochodzi do poważnych naruszeń podstawowych praw człowieka, w szczególności prawa do życia i prawa do wolności religijnej. Niepokojącym przykładem jest tragiczne zjawisko handlu ludźmi, na których życiu i rozpaczy spekulują osoby bez skrupułów. Do wojen toczących się jako konflikty zbrojne dołączają wojny mniej widzialne, ale nie mniej okrutne, staczane na polu gospodarki i finansów, z użyciem środków równie niszczących życie, rodziny, przedsiębiorstwa…

Globalizacja, jak stwierdził Benedykt XVI, zbliża nas, ale nie czyni nas braćmi [1] .Ponadto wiele sytuacji dysproporcji, biedy i niesprawiedliwości wskazuje nie tylko na głęboki brak braterstwa, ale także na brak kultury solidarności. Nowe ideologie charakteryzujące się rozpowszechnionym indywidualizmem, egocentryzmem i materialistycznym konsumpcjonizmem osłabiają więzi społeczne, podsycając ową mentalność „odrzucania”, prowadzącą do pogardy i porzucenia najsłabszych, tych, którzy są uważani za „bezużytecznych”. W ten sposób współżycie między ludźmi nabiera coraz bardziej kształtu zwykłego, pragmatycznego i egoistycznego do ut des [daję, abyś dał]….

Drugi akapit dotyczy już podsumowania. Oto słowa papieża:

My, chrześcijanie, wierzymy, że w Kościele nawzajem jesteśmy członkami jednego ciała. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, ponieważ każdemu z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego, dla wspólnego dobra (por. Ef 4, 7.25; 1 Kor 12, 7). Chrystus przyszedł na świat, aby przynieść nam Bożą łaskę, to jest zdolność uczestniczenia w Jego życiu. Pociąga to za sobą nawiązywanie relacji braterskich, opartych na wzajemności, na przebaczeniu, na całkowitym darze z siebie, według szerokości i głębokości miłości Bożej, danej ludzkości przez Tego, który ukrzyżowany i zmartwychwstały, wszystkich pociąga do siebie: « Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali » (J 13, 34-35). To właśnie jest dobra nowina wymagająca od każdego jednego kroku więcej, nieustannego ćwiczenia się w empatii, wysłuchania cierpienia i nadziei drugiego, także tego najbardziej ode mnie odległego, wyruszenia na wymagającą drogę owej miłości, która potrafi bezinteresownie dawać się i poświęcać dla dobra każdego brata i siostry (podkreślenie moje)

   Mocny to głos i tylko należy sobie życzyć, aby był usłyszany nie tylko przez chrześcijan, ale i w obszarach innych religii oraz innych kultur niż nasza. Słowa Papieża robiły duże wrażenie na zebranych w południe na placu Św. Piotra w Rzymie tłumnie przybyłych z całego świata po specjalne błogosławieństwo Urbi et Orbi wiernych. Często przerywane oklaskami wystąpienie Papieża kończyło się słowami: Czyń pokój najpierw w swoim domu, w swoim otoczeniu, a potem wychodź z tym do świata – mówił Papież i ludzie mu klaskali. Zabrali pewnie te słowa ze sobą do swoich domów i będą czynić to, co nakazuje Głowa Kościoła. Czy przywracanie sensu słowu BRATERSTWO poparte najbardziej gorącą modlitwą może jednak zmienić ten świat?

Boję się, że konflikty pozostaną jednak trwałym elementem naszego życia, w którym my jako naród też dużo złego doświadczyliśmy. Wiemy przecież z historii, czy z literatury, że: Najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy….”

Co nam dał miniony rok???

    Podsumowanie roku

Chyba nie ma człowieka, który nie dokonuje w tych dniach choćby uproszczonych podsumowań minionego roku. Dziennikarze często pytają o takie podsumowania różne sławne osoby, jak i zwyczajnych celebrytów, aby zdobyć materiał do zapełnienia kolorowych pisemek i programów rozrywkowych. W jednaj z takich wypowiedzi usłyszałem:    

Mijający rok był dla mnie dobrym rokiem…   i tu następuje wyliczanie jakichś własnych osiągnięć, czy zdarzeń, które same w sobie niosły pozytywny dla nas skutek. Ktoś inny w sposób bardzo ordynarny wyzywał staruszka o imieniu mijającego roku i kazał mu jak najszybciej wypier…ć, bo niczego dobrego staruch mu nie przyniósł.
…Ksiądz kończący dzisiejszą mszę w naszym kościele też dokonał swoistego podsumowania:
– Dziękujmy Bogu, że nam dał niezwykły dar. Dał nam czas. Tylu znajomych i bliskich odprowadziliśmy w tym roku na cmentarz, a my nadal cieszymy się swoim darempowiedział. Możemy w tych dniach zastanowić się nad tym jak wykorzystujemy ten dar?

Czy mijający rok mógł dać nam coś od siebie? Dał nam czas. Każdemu po tyle samo. Dzisiaj powinien podliczyć każdego beneficjanta. Czy każdy z nas miałby się czym pochwalić, aby zyskać uznanie? Nie łatwe są takie rachunki, bo nie każdemu tego samego potrzeba. Jeden cieszy się tym, że żyje, że kwiaty rosną, a świat jest piękny, a drugiemu wszystkiego jest mało mimo, że zarobił dużo, a sprzeniewierzył i ukradł jeszcze więcej. Jeszcze więcej mu trzeba.
Rozmyślając nas swoim bilansem przypomniała mi się piosenka Czerwonych Gitar, którą warto sobie przypomnieć, aby zyskać jakąś skalę oceny: http://www.youtube.com/watch?v=fE2N3c8R_Mk

Mija rok, dobry rok.
Z żalem dziś żegnam go.
Miejsce da nowym dniom
Stary rok, dobry rok.

   Przypomniałem sobie tę piękną piosenkę i postanowiłem link do niej udostępnić znajomym z Facebooka z pytaniem: Myślisz Ty, myślę ja, co nam rok miniony dał??? Podobała się kilku, starszych wiekiem znajomym, ale furory nie zrobiła. Widocznie młodsi jeszcze nie dokonują takich podsumowań, a do tego chyba mają również inne piosenki, bardziej odpowiednie do tego czasu.
No właśnie. Jest jednak poważna różnica w postrzeganiu tego, co wokół nas się dzieje. Młodzi ludzie inaczej postrzegają problem upływającego czasu niż to się przytrafia starszym. Oto przed dwoma tygodniami na jednym z forów, w ramach toczącej się tam dyskusji na tematy egzystencjalne trafiła mnie jakby obuchem taka oto wypowiedź:

– Nie mam takiej pewności, że ludzie starsi 60+ mają takie same marzenia, pragnienia, radości i smutki jak trzydziestolatkowie, bo niestety pokolenia te inne mają zadania przed sobą. Oczywiście wszyscy pragną być kochani, zdrowi, materialnie zabezpieczeni itd. To młodsze pokolenie siłą rzeczy ma inne plany życiowe, które determinują jego myślenie – raczej w tym wieku nie myśli się o śmierci, o zamykaniu swoich spraw ziemskich, a raczej wprost przeciwnie. A ci starsi? Na pewno nie chcieliby być „ciężarem” dla młodych, bo zdają sobie sprawę z pogłębiającej się wraz z wiekiem niedołężności starczej. Co mogą tak naprawdę planować i na jaki czas w przyszłość? Mogą się cieszyć z sukcesów dzieci czy wnuków, czyli takim szczęściem „cudzym”, odbitym, bo przecież jednak nie własnym.  (podkreślenia moje)
Były też inne, jak choćby taka:

– Pewnie, są ludzie, którzy w tym wieku „zaczynają” żyć swoimi pasjami, na które wcześniej nie mieli czasu. Ale powiedzmy szczerze, ilu ich jest? W mojej ocenie nie tak wielu. Większa część ludzi 60+, będąca na emeryturze, niestety już „odpoczywa” – w fotelu przy telewizorze albo radiu, na ławeczce przed domem czy w parku itp. <MariaR>

Podkreśliłem to, co zdaniem młodej chyba komentatorki charakteryzuje myślenie młodych ( plany życiowe jako motor działań), jak i to, co ma być typowe dla osób starszych, w granicach 60+, które mogą już tylko… cieszyć z sukcesów dzieci czy wnuków, czyli takim szczęściem „cudzym”, odbitym, bo przecież jednak nie własnym.

Odpowiedziałem tamtej pani broniąc takich jak ja – czyli 60+ , a ona również zareagowała na moje słowa podtrzymaniem swojej opinii, nawet ją jeszcze rozszerzając. Po takiej wymianie zdań wycofałem się jednak, bo…opadły mnie różne wątpliwości.

Niedawno obchodził swoje 80-te urodziny Krzysztof Penderecki. Zapytany z tej okazji o swoje plany na przyszłość powiedział , że:  Jego plany związane z dokończeniem różnych projektów będących w różnym stopniu zaawansowania nie sięgają dalej niż 20 lat do przodu…
W życzeniach świątecznych otrzymanych od zaprzyjaźnionej pary starszych ludzi – (pan skończył w tym roku 100 lat) wyczytaliśmy takie słowa: 
Kochani! Nie wiemy jak to się stało, że dopadła nas nieubłagana i „Jesień życia”. Staramy się nie poddawać pesymistycznym nastrojom i poruszać się codziennie, chociaż coraz wolniej …

Ja sam dokonując podobnych podsumowań spojrzałem wyłącznie na swoje dokonania i powiem, że nie mam się czego wstydzić.  Pisałem „Tatulowe opowieści” https://tatulowe.wordpress.com/&nbsp; jak również do innych miejsc urozmaicając wszystkie teksty własnymi na ogół zdjęciami. Jestem bardzo aktywnym uczestnikiem forów społecznościowych, na których krąg moich znajomych nieustannie się poszerza. To oznacza, że moi znajomi, w dużej części moi byli uczniowie, nie wykreślili mnie ze swoich zbiorów z chwilą zakończenia mojej pracy w szkole, a to dla byłego belfra jest wartością samą w sobie. Z wieloma z nich utrzymuję bliski kontakt i będę się starał, aby tak pozostało na dłużej. Kontakty i relacje rodzinne pozostawały w tym czasie na zadowalającym poziomie… itd. itd.
– Czy starsi ludzie mają swoje pozytywne życiowe obrachunki?,
– Czy to jest tylko udziałem nielicznych, jak na to wskazuje moja polemistka w słowach:

Powtórzę w formie cytatu: „Pewnie, są ludzie, którzy w tym wieku „zaczynają” żyć swoimi pasjami, na które wcześniej nie mieli czasu. Ale powiedzmy szczerze, ilu ich jest? W mojej ocenie nie tak wielu. Większa część ludzi 60+, będąca na emeryturze, niestety już „odpoczywa” – w fotelu przy telewizorze albo radiu, na ławeczce przed domem czy w parku..”.

Dodajmy: Senior jest niezmiennie zadowolony i cieszy się byle czym…

U Lisa…na żywo…

Obejrzałem poniedziałkowy program Tomasz Lis na żywo i wciąż myślę o tym, czy to przypadek sprawił, czy jest to zapowiedź jakiejś trwalszej przemiany pana Lisa, bo tym razem słuchając kolejnych jego gości chwilami byłem nawet wzruszony. Do niedawna, podobnie jak w większości programów typu „Mówiące głowy”, tak i u pana Lisa można było spotkać rozmówców tak dobranych, że łatwo było sprowokować atmosferę awantury, w której nawet sam autor nie mógł sobie poradzić. Nic więc dziwnego, że ściągał na siebie dość ostrą krytykę. Czy to go zmieniło? Czy porzuci tamten styl prowadzenia rozmów na ważne przecież i przyciągające ludzką uwagę tematy? To się okaże. Chciałbym, aby ostatni jego program był zapowiedzią takiej trwałej odmiany w całej telewizyjnej debacie uprawianej we wszystkich stacjach. Dla tych z Państwa którzy nie widzieli programu załączam link: http://vod.pl/tomasz-lis-na-zywo,144412,w.html  Czytaj dalej

Reguła trzech kopert

Przypomniał mi się dowcip z czasów PRL wprawdzie, ale ponadczasowy: Szef obejmując urząd, otrzymuje od poprzednika trzy koperty, z pouczeniem:
Gdy przyjdzie kryzys otwórz pierwszą kopertę.
Nowy podjął pracę, jednak mimo energicznych starań nadszedł moment kryzysu. Pomny pouczenia otworzył kopertę No. 1.
Znalazł tam instrukcję:
Zwalaj wszystko na poprzednika, to pomoże.
Zrobił jak kazali i jakiś czas było spokojnie. Po jakimś czasie pojawił się jednak kolejny kryzys, a wtedy zalecano: Otwórz kopertę No. 2.
Znalazł tam kolejną instrukcję:
Opracuj program reorganizacji, czy też jakichś reform.
Zrobił tak jak mu radził poprzednik i uzyskał potrzebny oddech. Do czasu. Gdy kolejny kryzys stał się nie do wytrzymania, zgodnie z radami nasz szef otworzył kopertę No. 3.
Była tam kolejna instrukcja:
– Przygotuj trzy koperty dla następcy i szykuj się do odejścia. Czytaj dalej

Zaduszki…już bez zadyszki

0402 listopada obchodzimy Dzień Zaduszny. Tego dnia ludzie wspominają wszystkich, którzy odeszli z tego świata, polscy katolicy modlą się za wszystkich wiernych zmarłych, których dusze według ich wiary mogą jeszcze przebywać w czyśćcu. Tak się jakoś porobiło, że obecnie groby odwiedza się raczej w dzień Wszystkich Świętych, który jest dniem wolnym od pracy. Stąd to pojęcie zadyszki jaką łapiemy uganiając się ze sprzątaniem grobów, zakupem kwiatów i pięknych zniczy, wyprawą w rodzinne strony gdzie spoczywają nasi przodkowie, czy tylko koledzy i znajomi. Prawdziwym wyzwaniem jest odwiedzenie 1 listopada często nawet kilku cmentarzy i to nawet dość odległych. Do tego wizyty, rewizyty pogaduchy przy grobach… Czytaj dalej

Vivat academia, vivant professores…

Uwaga nadchodzi…
1 października, to dzień inauguracji nowego roku akademickiego. Nie wiem, czy to wydarzenie jest przez kogoś z braci studenckiej szczególnie oczekiwane, ale przynajmniej dla studentów I roku jest to z pewnością duże wydarzenie. Nowe środowisko, nowe wyzwania, dorosłość… Czytaj dalej

My, demokraci…

Sporo dzieje się ostatnio na szczytach naszej władzy. Naczelny opozycjonista kraju, gdy tylko poczuł siłę społecznego poparcia wynoszącego na sam szczyt sondaży, to od razu podwoił wysiłki niezbędne do tego, aby nie tylko wygrać najbliższe batalie wyborcze, ale rządzić samodzielnie i niepodzielnie. Tylko taki układ sił go interesuje. Jest demokratą, tak jak i jego otoczenie. O demokracje walczył i do dzisiaj nie porzucił woli dalszej walki, bo uważa, że wciąż jest z kim i o co walczyć. Walka jaką niezmiennie już od lat prowadzi jest wciąż taka sama, tylko używa się coraz ostrzejszych metod służących osłabianiu przeciwnika. Przecież mamy demokrację. Wszystko zatem można mówić. Wszystkiemu można zaprzeczyć, wszelkie niecne zamiary można przeciwnikowi przypisać. Zawsze coś do przeciwnika przylgnie. To „coś” poszerzy strefę wpływów i poprawi wskaźniki poparcia. Czytaj dalej

Wystartowali do kolejnego etapu nauki

W tym roku inauguracja nowego roku szkolnego przypadła na 2 września, bo w tradycyjnym dniu inauguracji wypadła niedziela. Moje okienko na świat szkoły i wszystko to, co w niej się dzieje stanowi od lat blog Dariusza Chętkowskiego  wybitnego nauczyciela renomowanego liceum w Łodzi prowadzony w ramach Polityki . Zarówno wpisy jak i komentarze pojawiające się pod nowymi notkami dostarczają mi wystarczająco dużo informacji, aby być na bieżąco z tematyką szkoły, którą dopiero przed dwu laty opuściłem. Tam też znalazłem pod koniec wakacji wielce pouczający tekst, który postanowiłem Państwu dzisiaj udostępnić. Ponieważ wielu moich – obecnie tylko wirtualnych znajomych to byli uczniowie, a ci jak pamiętam nie zaglądali do Polityki, postanowiłem przybliżyć im ten prowokacyjnie napisany tekst, aby wysondować ich opinię na temat realiów szkoły. Oto ten tekst: http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/08/28/o-zachowaniu-sie-w-szkole/

O zachowaniu się w szkole.  Dariusz Chętkowski

Uczniowie, którzy idą do nowej szkoły, np. do gimnazjum albo liceum, powinni wiedzieć, jak mają się zachowywać. Dlatego przygotowałem dla nich kilka niezbędnych rad, aby nie wyszli na idiotów.
Jak wchodzisz do szkoły, nigdy nie mów „dzień dobry”. Tylko głupek kłania się nauczycielom. Najlepiej zrobisz, jak nie przyjdziesz za wcześnie. Kilkanaście minut spóźnienia na lekcję to nie grzech, a na pewno wzmocni twój autorytet w klasie. Chcesz, aby koledzy jeszcze bardziej cię szanowali, daruj sobie pierwszą lekcję. Na drugą też nie zapomnij się spóźnić.
Butów w szkole nie zmieniaj, bo to obciach. Weź na lekcje skórę i komórę, a podręczniki sobie daruj. Zawsze się znajdzie jakiś kretyn, od którego pożyczysz, jeśli będzie to konieczne. Zeszytów do poszczególnych przedmiotów nawet nie zakładaj, bo dopiero koledzy mieliby ubaw. Wystarczy jeden poszarpany zeszyt do wszystkiego. Zresztą notowanie to przeżytek. Jak trafi się coś ważnego, to wklepiesz w komórę albo jeszcze lepiej skamerujesz czy walniesz foto.
Na lekcjach do nauczycieli się nie odzywaj, chyba że tak, aby nie słyszeli. Miej w dupie lekcję, nie okazuj żadnego zainteresowania tematem. Gadaj za to bez przerwy do kumpli. Nie zapomnij strzelić jakiś zajebisty komentarz, żeby wszyscy mogli się pobrechtać. Największe jaja robi się z nauczyciela (że łysy, że brzydki, że stary, że głupi, że bredzi). Z telefonu korzystaj tak często, jak tylko się da. Najlepiej zrobisz, jak pod ławką będziesz cały czas trzymał w pogotowiu komórkę. Jak uda ci się na lekcji pogadać z kimś przez telefon, np. z fajnym ciachem z innej klasy, zapunktujesz na maksa.
Dużo śmieć, niech woźna ma pełne ręce roboty. Gumy przyklejaj pod krzesłem, na każdej ławce wyryj, że wszystko w szkole jest gówno warte. Zwalniaj się tak często, jak to tylko możliwe. Wychodź do kibla, długo nie wracaj. Na ostatnią lekcję nie przychodź, chyba że chcesz być traktowany jak przygłup. Do żadnych zadań się nie wyrywaj, do niczego nie zgłaszaj, mało się ucz, dużo ściągaj, prac domowych nie rób wcale. Niech się męczą idioci. Miej wszystko w dupie. Kiedy się da, imprezuj. Kombinuj. Pamiętaj, że jesteś kowalem swojego losu, że wszystko jest w twoich rękach, że możesz uczynić siebie wielkim. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Zapytana na fejsbuku o opinię o tym tekście moja szkolna znajoma Viola – obecnie już mgr muzyki zamieściła pod nim komentarz, a do mnie napisała:
– Musiał być dość zbulwersowany zachowaniem. Nie przesadził – każdy wie że chodziło o jednostki – nie wszyscy uczniowie są tacy jak ten pan opisał. Mnie na lekcjach w gimnazjum w …nie zdarzało żeby się aż tak zachowywali. Czasem jedli kanapki.
-Dawid, student matematyki, który włączył się do rozmowy pod linkiem zauważył, że autor tej notki:
– Zdecydowanie nie przesadził . A więc takie są realia miejskiej szkoły? – zapytałem
– Takie są realia w szkole. Debilizm i chęć szpanerstwa zatacza coraz szersze kręgi. Niektórzy myślą, że tylko dzięki takiemu gówniarskiemu zachowaniu zostaną zaakceptowani przez klasową społeczność. Słabe i zakompleksione jednostki chcą za wszelką cenę być zaakceptowane i lubiane. Koszty wtedy się nie liczą, mózg zostaje wyłączony. – Źle to wróży edukacji, bo jak nauczyć kogoś, kto się uczyć nie chce?- zapytałem . Odpowiedział
– Od zawsze były osoby, które uczyć się nie chciały, a do szkoły chodzić musiały . Zatem problem znany jest nie od dziś… dopowiedział  Dawid.
Gdy w sobotę byliśmy z żoną na urodzinowym przyjęciu w gronie złożonym niemal wyłącznie z byłych nauczycieli, to siłą rzeczy nasze rozmowy schodziły na sprawy związane ze szkołą. Nasze opinie na sprawę wypływały nie tylko z nauczycielskiego przygotowania i zebranych doświadczeń, ale i z obserwacji tego, co dzisiaj się dzieje w tym świecie . Mamy przecież dzieci, a nasze dzieci mają swoje dzieci i nigdy tak naprawdę nie wychodzimy z tych spraw. Opinie są więc wyważone i ich wydźwięk jest na ogół smutny. Przeraża nas to, co dzieje się wokół naszych pociech. Stajemy się bezsilni widząc jak upada autorytet rodziców, jak dziecko staje się dla nich niemal tyranem w domaganiu się swobody w dostępie do gadżetów cyfrowego świata i jak silnie ten świat oddziałuje na niedojrzałe umysły przekształcając je w nie wiadomo co.  Rodzice dzisiejszych uczniów nieco spokojniej patrzą na otaczający ich świat i próbują się weń wmontować. Dziadkowie zostali już raczej na trwałe wykluczeni, bo często nie są w stanie pokonać bariery technicznej, za którą skrywają się ich wnuki ze swoimi ciągle poważnymi ludzkimi problemami. Samotność w sieci, to nie tylko tytuł poczytnej powieści, ale i fakt doskwierający tym niby wyzwolonym, a nawet i wyuzdanym nastolatkom. Jedni potrzebują drugich, a tymczasem bariera odgradzająca te dwa światy staje się coraz wyższa.

Miejmy nadzieję, że dzisiejsza szkoła również rozumie współczesne problemy uczniów i będzie zdolna przeciwdziałać groźnym skutkom jawiącym się na horyzoncie rodzin i społeczeństwa. Hasło Zamoyskiego: Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie jest ciągle aktualne…

 

Dzień Solidarności

   Dzisiaj, w ostatnim dniu sierpnia myśli moje biegły w kierunku kilku tematów związanych z datą 31 sierpnia. Politycznie biorąc najważniejszym tematem była 33 rocznica podpisania porozumień sierpniowych, a więc Dzień Solidarności. Pamiętam bardzo dobrze tamten czas z perspektywy pracy jaką wtedy wykonywałem. Byłem prezesem Gminnej Spółdzielni, którą przejąłem w lipcu 1976 roku, po odwołaniu całego poprzedniego kierownictwa za tzw. całokształt. Czytaj dalej