Obrachunki na koniec roku

   Zderzenie starego, poobijanego 2017 roku z nowym bobasem 2018 jakoś przeżyłem, ale raczej w złej kondycji psychicznej. Jak każdy, wielokrotnie zabierałem się do obrachunków dokonań minionego czasu, a przynajmniej pogrupowania tego, co uważam za dobre, a co za złe. Nasze myśli w ostatnich dniach roku oprócz takich, które wynikają z natłoku własnych spraw zaprzątały pytania o przyszłość. W rodzinie miała się narodzić Różyczka – piękny prezent Noworoczny dla jej rodziców i dziadków jak i sporej liczby wujków i cioć. Taka słodka nowina, prawda?  Jak w słynnej kolędzie „Cicha Noc”.
Było też pytanie :
– Co z Ryśkiem?, naszym sąsiadem, który krótko przed świętami przeszedł ciężką operację i był raczej w zasięgu możliwości Pana Boga niż lekarzy. Wiadomość nadeszła na dwa dni przed Sylwestrem. Niestety zła wiadomość. Pogrzeb odbył się w Sylwestra. Podczas uczestnictwa w pogrzebie nachodziły mnie różne myśli wynikające z własnych doświadczeń – mój brat zmarł nagle właśnie w przedostatni dzień roku – a oni obaj, jak wiele osób, które odeszły w minionym roku były sporo młodsze ode mnie.  Jak w takiej sytuacji zachować optymizm, wiarę i nadzieję na przyszły rok? Przecież te właśnie wartości przeważały w życzeniach świątecznych i noworocznych.
Gdy zechcemy porozmawiać z ludźmi o tym, co ich boli, dręczy i niepokoi to takich jak ja, czy ludzi wokół jest całkiem sporo.” Nie ma kącika bez krzyżyka” – jak mawiał mój kuzyn, który też zmarł przedwcześnie.
Jak odpowiadać ludziom na życzenia świąteczne kierowane pod naszym adresem? Zdrowych? Zgoda, to życzenie akurat jest uniwersalne.  Radosnych? Wesołych?, Szczęśliwego Nowego Roku? –
Nie jest to tożsame ze schematem :”  Wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi”. Przez pośpiech, brak głębszej refleksji można trafić jak kulą w płot i zamiast radości sprawić komuś dodatkowy ból.
Skoro życzenie zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia jest uniwersalne, to pomyślmy o ludziach z chorobami przewlekłymi, którzy wiedzą, że muszą swoje dolegliwości polubić, bo nie mogą nawet marzyć o przywróceniu pełni zdrowia.
W tym zakresie mam na uwadze dwóch, a właściwie dwoje rówieśników. Aleksandra Dobę, który po zakończeniu samotnego rejsu kajakiem przez Ocean Atlantycki wydaje książki, uczestniczy w spotkaniach autorskich, bawi się w św. Mikołaja – co przy posiadaniu jego brody wydaje się najlepszym sposobem wykorzystania wizerunku. Dynamit energii i aktywność godna pozazdroszczenia. Drugim przykładem nadzwyczaj sprawnej rówieśnicy jest Maryla Rodowicz. Właśnie wczoraj oglądaliśmy ją na estradzie w Zakopanem. DYNAMIT , królowa estrady, Mistrzyni polskiej piosenki…
To wszyscy wiemy. Nagrała bardzo dużo piosenek ale dlaczego jedną z nich usłyszałem dopiero dzisiaj? Jak się ma jej treść do moich przemyśleń? https://www.youtube.com/watch?v=57DlCDmkZEA  Słuchając prześledźmy tok myśli jaki tu się wdziera, zwłaszcza dla takich rozdygotanych jak ja:

Maryla Rodowicz: W sumie nie jest źle
z knajpy do knajpy przesuwam się ( z tymi knajpami, to przesada)
wiem gdzie stąpam
wiem gdzie noga
tam jest sufit
tu podłoga  (to trochę za mało jak na moje potrzeby )
w sumie nie jest źle
no bo cóż
ręce sprawne mam
i parę nóg
głowa kreci się
szyja też
powoli przesuwam się  ( Gdyby moja głowa mogła tak się kręcić…)
w sumie nie jest źle
nie boli nic    ( A jak boli? )
wstaje i od razu chce sie żyć
i na tyle lat, co już mam
całkiem niezły jest mój stan ( Mam tyle samo lat, ale ocena moich możliwości   jest zła)
ogólnie rzecz biorąc
to mam fart – ( to fakt, trzeba mieć fart aby tak wysoko zajść i utrzymać się na fali)
wybrałam asa z tali kart
dotykam głowy
i reszty ciała
i chyba dobrze, wszystko działa (…) ( Niech tak pozostanie pani Marylko)

AUTOR TEKSTU: Witold Łukaszewski

To tylko piosenka – ktoś powie, ale w połączeniu z obrazem, choćby wczorajszym z Zakopanego, to znacznie szerszy temat.

Wypada mi nauczyć się słów tej piosenki i śpiewać, śpiewać, śpiewać, by dać się przekonać o tym, że…
W sumie nie jest źle…