Nadal zasłany świat…

Wszyscy cieszymy się z panujących od kilku już kolejnych dni dodatnich temperatur i przygrzewającego słoneczka. Właściciele domów uporali się już ze zwałami śniegu leżącego na dachach. Rozwiązał się zatem i problem zagrożeń wywołanych spadającym z dachów śniegiem, a przez to i malownicze sople nie mają już pożywki aby grubieć, wydłużać się i wreszcie spadać jak pociski miotane z murów obleganych zamków wprost na głowy przechodniów. Jezdnie ulic stają się coraz szersze, a dzięki topniejącym zwałom śniegu coraz łatwiej przychodzi znalezienie miejsca do zaparkowania auta, gdzieś na poboczu czy chodniku. Jest fajnie i w każdym z nas rodzi się nadzieja na ostateczne pożegnanie zimy, która dała się wszystkim we znaki.

Czy wszystko co widzimy wokół może tylko nas cieszyć?

Niestety. Śnieg okrywający przez kilka miesięcy białą kołderką wszystko co wokół, przyzwyczaił nas do dziewiczej bieli kryjącej wszystko co wstydliwe i co przeszkadza nam w codziennym życiu.  Asfalt pokrywający jezdnię ulic i dróg dlatego, że był zrobiony z byle czego i byle jak odsłania teraz, co dzień bardziej rozległe i głębokie dziury, których nie zapełnia już zamarznięta woda. Czyhają one spokojnie na felgi, koła i zawieszenia naszych samochodów, a ponieważ są nadzwyczaj rozprzestrzenione wpadamy w nie mimo natężenia uwagi i wolnej jazdy slalomem. Naprawa ze względu na rozmiary szkód i koszty potrwa pewnie kilka miesięcy. Trzeba zatem cierpliwie czekać.

Pieszy w mieście ma chyba jeszcze gorzej. Popatrzmy na to co odsłonił śnieg. Ile śmieci rzuciliśmy w śnieg w nadziei, że on nigdy nie zniknie i nie odsłoni dowodów naszego niechlujstwa i braku zwykłej kultury bycia. Wszędzie mnóstwo petów, pudełek po papierosach, butelek po napojach i …zobaczmy sami czego jeszcze tam nie ma.

Na osobną uwagę zasługuje problem nie zawsze twardych dowodów bytności pozostawianych za naszym przyzwoleniem, przez nasze pieski na chodnikach i trawnikach wszystkich naszych miast.

Spacer po minach…jest mało przyjemny

Jest to już wielkim problemem społecznym i wielką plamą na naszym wizerunku – dużego państwa leżącego w środku Europy. Władze miast próbują wprawdzie coś z tym fantem zrobić instalując specjalne kosze czy śmietniki, ale choćby stały one jeden koło drugiego i na każdej ulicy to jeszcze potrzeba dobrej woli i chęci, aby te dowody sprzątnąć i wrzucić do tych pojemników. Kiedy nastąpi pożądana zmiana naszej mentalności w kierunku jaki można zaobserwować w innych państwach ? Nie postawimy przecież wszędzie strażników miejskich, aby pilnowali nas podczas gdy wyprowadzamy nasze pieski, aby sobie pobiegały i załatwiły swoje potrzeby tam, gdzie już niedługo wyjdą się bawić nasze dzieci i wnuki. Nie tędy droga. Trzeba powszechnego zrozumienia problemu ważnego nie tylko w wymiarze estetyki, ale i zdrowia. Potrzeba nam samodzielnego, a nie wymuszonego karami rozwiązania tej wstydliwej kwestii.

Dawno temu, w jakimś programie kabaretowym słyszałem monolog, w którym piętnowano nasze, ludzkie przywary związane ze sposobem załatwiania potrzeb fizjologicznych w laskach przydrożnych – słynne : –panowie w prawo , panie w lewo przy wysiadaniu z autokarów. Efekt chyba wszyscy znamy. Satyryk podsumował to w przywoływanym skeczu słowami: – i cały las był potem zasłany , a dopiero w końcówce tekstu można było się zorientować, że aktor nie wymawiał zgłoski „R” lecz „Ł”. Dzisiaj wydaje się, że problem zasłanych lasów w dużej mierze już rozwiązano, gdyż dość często można zatrzymać się w zajazdach czy stacjach benzynowych. Pieski jednak same nie opanują swoich złych nawyków. Potrzebują do tego ludzi.

Jako anegdotkę podam mało znany fakt. Jerzy Kenar, najsławniejszy z naszych rzeźbiarzy mieszkający i tworzący w USA, w pobliżu swojej pracowni rzeźbiarskiej, na trawniku ulicznym umieścił całkiem pokaźnych rozmiarów rzeźbę przedstawiającą psią kupę. Całość w brązie. Zapytany dlaczego wystawił takie dzieło odpowiedział, że to w proteście przeciwko okolicznym właścicielom piesków, którzy podobnie jak my w Polsce wyprowadzają swoich ulubieńców w potrzebie na ulicę. Może i u nas ten sposób przemawiania do ludzkiej wyobraźni mógłby przynieść pożądany skutek? Mogę podać namiary do artysty, który mógłby taniej, bo w skali masowej zaspokoić potrzeby naszych miast

PS.

Tekst napisałem przed trzema laty. Czy jest nadal aktualny?

Oj dola, dola

W bibliotece, w której pracuje moja Małgosia wpadł mi w ręce tomik poezji Kazimierza Wiehlera. Przerzucając strony zapisane różnymi wierszami zauważyłem ten tryptyk. Sami oceńcie jego treść. Czy zasługuje na uwagę? Czy dotyczy zwierząt, czy raczej ludzi? A może dotyczy wszystkich żywych istot, które w pewnych warunkach rozpaczliwie czepiając się życia szukają pomocy?

Jest zima. Mroźna i śnieżna. Nasi bracia mniejsi cierpią głód i chłód. Nie zawsze psia buda odpowiada potrzebom jakie dyktuje zima. Pieski w wigilijną noc miały nadzieję na spotkanie ze swoimi „panami”, jak i na skorzystanie z prawa przemówienia do naszych sumień ludzkim głosem. Nie zawsze miały taką okazję. W tej sytuacji żalą się do księżyca. Posłuchajcie jak czasem – zwykle nocą – skarżą się na nas. Cierpliwie znoszą swoją niedolę i czekają bo… inaczej nie potrafią. One są stworzone do tego żeby kochać swego pana i merdać ogonem prosząc o łaskę.

Powyższy tekst ukazał się na tym blogu dokładnie przed dwoma laty  i wywołał sporą dyskusję. Czy nadal pobudza naszą wyobraźnię?

Było cicho i spokojnie, aż tu nagle jak p…

nawet_kielbaski_nie_chce

Strach w oczach. Nawet kiełbaski nie chciał zjeść

 Minęły ciche i rodzinne święta. Teraz nadeszła pora na rozpamiętywanie przeżyć i opowiadanie znajomym jak to u nas było. Ile dań podano na wigilijnej wieczerzy, jak wzruszaliśmy się przy składaniu sobie życzeń i łamaniu się opłatkiem itd. Itd.

   My, gdy powróciliśmy z wieczerzy zorganizowanej w tym roku przez moją siostrę Annę przeżyliśmy pewien szok. U sąsiadów urządzono (nie wiadomo czemu w wieczór wigilijny) kanonadę ogni sztucznych nakierowując wyrzutnię rac w stronę naszej działki. Wraz z pierwszymi wystrzałami zaczął dobijać się do drzwi tarasu nasz pies Agis, który od dwóch lat, gdy jest z nami, jeszcze ani raz nie był w mieszkaniu. Tym razem wyminął mnie w drzwiach i pędem wpadł do pokoju, po czym ułożył się pod telewizorem zerkając bez przerwy w okno. Był przerażony wystrzałami i rozbłyskami  sztucznych ogni. Obserwowaliśmy z zaciekawieniem jak zachowa się nasz niespodziewany wigilijny gość. Przecież według legend świątecznych w tę noc zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Żona skorzystała z okazji i podała psu czerwony opłatek z kawałkiem kiełbasy składając mu przy tym najlepsze życzenia. Pies był jednak do tego stopnia sparaliżowany strachem, że nie zjadł kiełbaski, a więc i opłatka tylko leżał w tym samym miejscu i spoglądał na nas wszystkich pytającym wzrokiem. Na gazecie tuż przed jego pyskiem leżała kiełbasa z opłatkiem.

   Po dwóch godzinach, gdy już pewne się stało, że dalszej kanonady nie będzie niemal wyniosłem go z mieszkania i zamknąłem w pomieszczeniu gdzie zawsze sypia. Myślę, że już zapomniał o tym incydencie i wcale nie garnie się do mieszkania. Nadchodzi jednak Nowy Rok. Jakże go powitać bez kanonady???

Przecież jest to najlepszy przejaw szampańskiej zabawy, prawda?

   W ubiegłym roku poświęciłem temu tematowi sporo miejsca opisując swoje wrażenia z perspektywy mojej malutkiej Bogorii. Temat nie jest nowy więc zamiast przewidywać co będzie się działo w tym roku przypomnę fragmenty tamtego tekstu:

„W noc sylwestrową obserwowałem rynek w mojej maleńkiej Bogoryjce, w czasie powitania Nowego Roku. Kanonada trwała ponad pół godziny. Punkty odpalania rac rozproszone były po całym miasteczku. Najbardziej okazałe widowisko urządzono w pobliżu hali, gdzie był bal sylwestrowy. Dużo mniejszych pokazów odbyło się w okolicach domów gdzie trwały prywatki, czy spotkania rodzinne. Gdyby dodać do tego dni prób przed Sylwestrem i pojedyncze wystrzały już po balu to trzeba powiedzieć, że straszenie zwierząt miało znaczne rozmiary. Jak to wyglądało w większych i całkiem dużych miastach, odpowiecie sobie sami.

Czy amatorzy fetowania radości z nadejścia Nowego Roku brali pod uwagę reakcję zwierząt na wystrzały? Wątpię!

     Wyczytałem gdzieś, że proch strzelniczy wynaleźli Chińczycy, gdzieś ok. X w. n.e. i to z przeznaczeniem do zimnych ogni właśnie. Dwór cesarski potrzebował takich akcentów potwierdzających wielkość władcy. W tym temacie jak widzimy nic się nie zmieniło przez te 10 wieków. Nadal podoba się to zarówno władzy jak i ludowi. Wniosek? Będzie tego coraz więcej. W okresie świątecznym sprzedano w Polsce podobno ok. 5 tys. ton fajerwerków. Czy jednak każdy, kto sobie zamyśli powinien mieć dostęp do zakupu tych produktów? A może z pożytkiem dla wszystkich ograniczyć sprzedaż fajerwerków wyłącznie dla instytucjonalnych organizatorów imprez zbiorowych – jak to zrobiono w innych państwach?”

             Wiele razy w czasie okresu świątecznego komentowano w mediach tę naszą modę na pokazy pirotechniczne od strony skutków, czyli oparzeń, okaleczeń czy wreszcie pożarów. No i obrońcy zwierząt mocno protestowali. Nasi bracia młodsi – jak ktoś pięknie określił zwierzęta, bardzo cierpią przez to nasze głośne świętowanie. Czy my chcemy im dokuczać? Myślę, że nie! Często po prostu nie bierzemy pod uwagę tego aspektu sprawy. A szkoda!

Zwierzaki znoszą wystarczająco dużo cierpień i niedostatków winy tych większych braci -jakimi nie chcemy być. Może to i dobrze, że w noc wigilijną po raz kolejny nie zabrały głosu, bo mielibyśmy sporo do wysłuchania. A gdyby psy domowe, biorąc przykład ze swoich panów w tych dniach zamieniły tabliczki na bramach z tych znanych wszystkim „Uwaga zły pies” na dajmy na to:  Uwaga zły człowiek!!!

            Relacje człowieka ze zwierzętami to temat rzeka. Są tu opowieści niezwykle pozytywne, ale i takie o wyłapywaniu psów z zamiarem produkcji psiego smalcu- rzekomo dobrego przy chorobach płuc, czy o przywiązywaniu psów do drzew w lesie, aby nie biegły za samochodem odjeżdżającego w siną dal ich pana. Często porzucamy nasze, już niechciane psy gdzieś po drodze gdzie tułają się jako bezdomne cierpiąc z tęsknoty ale i z głodu. Uzasadnieniem często słyszanym jest wtedy; – cóż to za pies? Dla wszystkich jest przyjazny i  merda ogonem, a jak usłyszy wystrzał  czy grzmot burzy to chowa się w najdalszy kąt!!!

Czy każdy pies musi być obrońcą domu, tak jakby był na etacie? Pomyślmy ile korzyści osiągają ludzie z kontaktów ze zwierzakami. Od przewodników dla ociemniałych, poprzez psy patrolowe, obronne, ratownicze aż po zwykłe przytulanki dla dzieci, dla samotnych i chorych ludzi. W zamian za uwagę i troskę im poświęconą człowiek otrzymuje od nich wdzięczność, przywiązanie i – nie bójmy się tego słowa: – bezwarunkową miłość to niekiedy więcej niż okazują nam najbliżsi.

J.Sztaudynger napisał:

Ta mądrość człowiekowi
Przychodzi dopiero z wiekiem.
Nie każdy pies jest psem,
Nie każdy człowiek człowiekiem.

   Z tego, co wiem nic się nie zmieniło w przepisach. Obrońcy zwierząt głoszą swoje, a ludzie zatroskani o bezpieczeństwo domorosłych pirotechników swoje. Będzie więc tak jak bywało w latach ubiegłych.

   W telewizji pokazali moment wybuchu średniej petardy umieszczonej w rękawiczce, do której włożono dwa udka kurczaka mające imitować tkankę ludzką. Pirotechnik pokazał skutki wybuchu . Rękawiczkę rozniesioną w puch i strzępy tkanek. Na szczęście były to tylko udka kurczaka.