Nasza wiedza dotycząca zagrożeń wymaga ciągłej aktualizacji…

Na stronie Komendy Policji w Poznaniu znalazłem informacje. TU LINK
14-latek jechał rowerem w rejonie rzeki Cybina w Poznaniu. W pewnym momencie zauważył mężczyznę ubranego w strój kolarski leżącego w zaroślach. Natychmiast zatrzymał się, podbiegł i udzielił mu pomocy. Ocucił poszkodowanego, wezwał pomoc medyczną i poinformował jego bliskich o tym zdarzeniu. Zaopiekował się 40-latkiem do przyjazdu pogotowia. Dzisiaj otrzymał podziękowania od Szefa poznańskich policjantów i jego Zastępcy za bohaterską postawę godną naśladowania. Brawo Michał, wielkie gratulacje!👏 Trzymany kciuki za realizację marzeń o zostaniu lekarzem ✊🤝👮‍♂️
Zaineresowany tematem, trochę przez chęć upowszechnienia dobrego przypadku udostępniłem tekst na swoim koncie Fb i wkrótce pojawiły się pod nim komentarze:
– Dorota –To jest właściwe młodzieży wychowanie…w szkole także 👋
– Agnieszka – a może sam z siebie taki dobry.
– Czesław – Uczyłem w szkole zasad udzielania pierwszej pomocy i wiem, że na wielu można liczyć, ale taki jak ten przypadek, to ciągle rzadkość
– Agnieszka – Właśnie … to jest rzadkość, dlatego został wyróżniony. Gdyby to była norma nie zwrócono by uwagi. Wielu nie zwraca nawet uwagi na to co się dzieje wokół, czy ktoś leży w rowie itp. i nie tylko młodzież.
 – Czesław – Agnieszko, gdy jeszcze pracowałem, to korzystałem z opinii jakiegoś ośrodka we Wrocławiu, którzy na podstawie badań społecznych twierdził, że tylko kilka procent poszkodowanych mogło liczyć na pierwszą pomoc świadka zdarzenia. Nazywaliśmy to znieczulicą. Tydzień temu słyszałem w TVN 24 o tym, że jest duuuużo lepiej, bo chyba w 7 na 10 przypadków poszkodowanym jednak pomagamy. Oby tak dalej
– Alina – 👏👏👏 gratulacje
– Czesław – Alina – Niech młodzi dowiedzą się, że można i trzeba pomagać
– Alina –Tak, to jest bardzo dobry przykład dla młodych. Godny naśladowania.
– Czesław – Alino… Dlatego właśnie udostępniam. Pośród moich znajomych jest b. dużo byłych uczniów, którzy dobrze odczytują przesłanie płynące z tego przypadku…
To chyba wyczerpało temat, gdyż nikt więcej nie lajkował, ani nie komentował.
Lato ma swoje prawa. Komu się chce w czasie upałów sięgających temperatury naszego ciała czytać teksty i je komentować. Młodzież ma wakacje. Moi znajomi mający jeszcze małe dzieci, mają zajęcie z ich pilnowaniem… Bo licho nie śpi, albo śpi licho – jak babcia mawiała, a ona na ludziach się znała.
Tymczasem wokół nas wydarza się bardzo dużo incydentów grożących naszemu życiu i zdrowiu. Na plaży fajnie jest – śpiewała artystka Majka Jeżowska:

Na plaży jest wesoło
Bo można kopać dołek
I wszędzie dużo piasku
I pisku oraz wrzasku

A blisko brzegu fale
Zwijają się w spirale
I mają białe grzywki
Pod nimi płyną rybki

Tacy co się boją
Na brzegu grzecznie stoją
A inni lody jedzą
I w koszach tylko siedzą…
Ci co się boją, bo nie potrafią pływać też pragną ochłody, a w baseniku z maluchami jakoś wstyd się kąpać. Ryzykują więc również w miejscach niestrzeżonych i nie rozpoznanych. Efekty są znane. Od początku czerwca utonęło 60 osób, a w ubiegłym roku 460.
Dzisiaj zwrócił moją uwagę artykuł dotyczący naszego, specyficznie polskiego podejścia do nauki pływania TU TEKST Zacytuję parę zdań na zachętę:
Polak utopi się nawet w łyżce wody. „Topielca można poznać po ustach”
Dla Holendrów nauka pływania dzieci jest ważniejsza niż nauka sznurowania butów. Specjaliści mówią zaś o Polsce jako kraju „bez kultury pływania”. Jej brak kosztuje nawet 600 żyć rocznie – dodają. I alarmują, że mamy niemal najgorsze statystyki dotyczące utonięć w całej Unii. Mówi się o nas, że Polak utopi się nawet w łyżce wody, a w Polsce mało kto byłby nawet w stanie rozpoznać tonącego…
Okazuje się, że i w tej dziedzinę bijemy europejskie rekordy… Pod względem ilości topielców na 100 tys. mieszkańców.
Szkoda, że nie doceniamy umiejętności pływania, która dla wielu nacji jest podstawową umiejętnością życiową.
Tu również wspomnę moją byłą szkołę. Obserwowałem w niej dziwne zjawisko. W ramach zająć wf organizowano co jakiś czas wyjazdy na świeżo oddany do użytku basen w Połańcu. Wiele razy byłem świadkiem nawoływania uczniów przez dyżurnych do wyjazdu na basen, gdy już podstawiono autobus. Wiele razy zauważyłem, że z trzydziestu uczniów, z którymi miałem lekcje nikt nie zgłaszał ochoty wyjazdu. Dziwiłem się głośno:
Macie darmowy wyjazd i wstęp na basen, a nikt nie chce skorzystać? Odpowiedzi były wymijające typu abo…
W latach, gdy otwarto piękny basen w naszym mieście, to szybko okazało się, że trudno zapewnić w nim taką ilość użytkowników, aby ich bilans dochodów i kosztów  wyszedł na zero lub jedynie wykazywał minimalną stratę. Trudno to zrozumieć biorąc pod uwagę fakt istnienia w mieście kilku szkół podstawowych i średnich i kilkanaście tysięcy mieszkańców miasta i powiatu.
Widocznie nie wystarczy zapewnić warunki. Trzeba jeszcze jakoś zmotywować ludzi do korzystania z tych dobrodziejstw.

   Warto przy okazji wspomnieć inicjatywę rządowo – samorządową zakładającą wybudowanie w każdej gminie boiska typu ORLIK z sensownym zapleczem. Zrobiono bardzo wiele, chociaż programu nie ukończono.
Jak podaje Wikipedia TU efekty były następujące:
W grudniu 2012 program budowy ORLIKÓW został zakończony. Przez pięć lat powstało około 2600, przy początkowym założeniu 2012 obiektów. W latach 2008–2012 przeznaczono z budżetu państwa na ten cel blisko miliarda złotych. W ciągu pięciu lat z oferty skorzystało łącznie 1668 gmin. Najlepiej pod tym względem wypadło województwo zachodniopomorskie, gdzie powstało 175 obiektów. Bez Orlików pozostało 811 gmin w całym kraju, co stanowi ⅓ gmin…
Dzisiaj w tej dziedzinie wystąpił już regres, bo wiele z tych oszczędnie budowanych boisk już się nie nadaje do użytku. Wiele zbudowanych tylko dlatego, że była okazja dofinansowania w ogóle nie były wykorzystywane.
   Co robić z tym zaniedbaniem edukacyjnym? Czy szkoła może zapewnić zmianę podejścia do sprawy umiejętności pływania i uprawiania zdrowych form sportu poprawiającego sprawność młodych, a później starszych już ludzi? Dodajmy – bez udziału rodziców?
Przeznacza się miliardy na różne sprawy, a tymczasem coraz większe obszary życia społecznego są zwyczajnie zaniedbywane.
Może „Polski Ład” tak energicznie prezentowany obecnie w terenie znajdzie rozwiązanie i tego problemu?

Czad – znów dał czadu…

„Jedynka” Polskiego Radia, której słucham ciurkiem, moim zdaniem dobrze spełnia założoną dla mediów publicznych misję edukacyjną.
Jako były belfer zajmujący się przez niemal ćwierćwiecze edukacją dla bezpieczeństwa odnajduję w programach radiowych „Jedynki” wiele informacji mieszczących się w programie tego przedmiotu. Przez rok cały słyszę potrzebne ludziom informacje dotyczące niemal wszystkiego, co może zagrażać indywidualnemu, a i zbiorowemu  poczuciu bezpieczeństwa, za którym każdy tęskni. Teraz mamy zimę, a więc nadstawiam ucho gdy omawiają zasady przygotowania pojazdu do jazdy w zimie, gdy ostrzegają przed niepogodą, zatorami i wypadkami na drogach, uczulają przed niebezpieczeństwem zbyt cienkiego lodu, lub zbyt cienkiego ubrania wskazując na coraz modniejsze morsowanie na mokro i na sucho….
  Jednym z sezonowych zagrożeń związanych z okresem grzewczym jest też bohater dzisiejszej opowieści, czyli czad. Około setki ludzi ze wszystkich przypadków odnotowywanych w skali roku nie udaje się w Polsce wyratować, nawet przy natychmiastowej pomocy domowników, ratowników i szpitalnej służby zdrowia. Cichy, bezwonny produkt niedoskonałego spalania gazu, ale i innych paliw, wdychany np. w czasie kąpieli (piecyki gazowe) lub snu doskonale, bo ponad dwieście razy łatwiej niż czyni to tlen, łączy się z hemoglobiną w trwałą strukturę, która już później nie bierze udziału w transporcie tlenu i dwutlenku węgla w organizmie. Brak tlenu przynosi osłabienie, senność, wreszcie utratę przytomności, po której sami już nic nie możemy zrobić. Może nam pomóc ktoś z domowników, jeśli w porę zauważy niepokojącą ciszę w łazience, jeśli wywietrzy pomieszczenie lub wyniesie nas na świeże powietrze, wezwie pogotowie, jeśli to pogotowie natychmiast przyjedzie i już w drodze zastosuje tlenoterapię i jeśli szpital ma warunki prowadzenia potrzebnej terapii… Spory łańcuszek ludzi dobrej woli musi się zaangażować, aby uratować pechowca, który chciał przecież dobrze… On tylko lubi poleżeć sobie w wannie, a przy tym lubi ciepło, więc nic dziwnego, że przytkał kratkę wentylacyjną…
Nie tylko łazienki są przyczyną tragedii. Takim miejscem są również kotłownie, które jeśli mają komin wywiewny, to muszą mieć nawiew, czyli czerpnię powietrza podtrzymującego spalanie w piecach. To że wpada nimi chłodne powietrze z zewnątrz nie może uśpić naszej czujności, tak jak usypia nas czad, który wtedy właśnie się wytwarza i rozpełza się po całym domu i usypia… Nawet dość skutecznie.
Przepraszam jeśli przynudzam takim rzeczy przedstawianiem, ale nie wszyscy sięgają choćby do Wujka Google, aby przeczytać co to jest ten czad, jakie są przyczyny jego przenikania do przestrzeni w której żyjemy, jaki jest mechanizm zatrucia i jakie możliwości ratowania pechowca, który się go nawdychał…OTO LINK https://www.google.com/search?q=czad+co+to+jest&oq=Czad+&aqs=chrome.8.69i57j46j0l3j46j0l3j0i271.20425j0j15&sourceid=chrome&ie=UTF-8
W moim radio codziennie można wygrać czujkę dymu i czadu odpowiadając na jakieś tam pytania. Nie warto jednak czekać na wygraną zwłaszcza jak się nie słucha „Jedynki PR” i nie bierze udziału w konkursach. Lepiej ją kupić, zainstalować i później tylko dbać o okresową zmianę baterii.
Pamiętajmy babciną poradę: Strzeżonego…
PS.
Moja blogowa znajoma zamieściła ostatnio na swoim koncie Fb wymowną sentencję:
„Jeśli ktoś nie interesuje się Tobą w najtrudniejszych chwilach …
Jego obecność jest bezużyteczna w każdym innym czasie.”
Byłem nieco zaskoczony treścią, ale po pewnym czasie dowiedziałem się o tym, że przeżyła przygodę z Czadem i wyszła z tego zwycięsko. Nie wiem czy wezwanie pomocy zawdzięcza wyłącznie sobie, czy również innym ludziom. Nie wiem też jak przebiegała kilkudniowa terapia w szpitalu. Ważne, że wygrała tę bitwę i wraca do zwykłej, czy raczej niezwykłej aktywności…

Ratując jedno życie, ratujesz cały świat…

Tytuł zaczerpnąłem z Talmudu . Najbardziej znane jest chyba jednak z Jad Waszem, Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu – instytut w Izraelu poświęcony żydowskim ofiarom Holokaustu, założony w 1953 roku w Jerozolimie na mocy Ustawy o Pamięci, przyjętej przez izraelski parlament Kneset. Czytaj dalej