Wielka szkoda… I smutek wieki

Kiedy rankiem włączyłem komputer, to pierwszą wiadomością na jaką natrafiłem na Fb była informacja zamieszczona przez moją Małgosię o śmierci Robina Williamsa. Dopisałem pod newsem te właśnie słowa, które umieściłem w tytule notki, i dołączyłem do tych słów symboliczny znak [*]. Później, gdy na Fb pojawiały się dalsze publikacje pochodzące z różnych gazet, to czytałem je z zaciekawieniem konfrontując przy okazji swoje poglądy na aktorstwo zmarłego z opiniami wybitnych znawców filmu. W dalszej kolejności przychodziła wiedza na temat mocno skomplikowanego życia aktora, w którym było wszystko czego nie chciałbym przeżywać i wiedza na temat depresji, która była podobno przyczyną wpadania w ciężkie uzależnienia oraz najważniejszym z motywów targnięcia się na własne życie. Czytaj dalej

Jarmarki, czy nadal kolorowe?

Wszyscy chyba znamy pojęcie jarmarku i to nie tylko ze słynnej piosenki Janusza Laskowskiego http://www.youtube.com/watch?v=VJs3YRjN2h0 spopularyzowanej przez Marylę Rodowicz. Nawet mieszczuchy znają ten fenomen, chociaż tam stosuje się raczej inne nazwy, jak bazar, targ, czy jeszcze inne nazwy według tradycji lokalnych.

Jarmark ma bardzo stare tradycje. Warto wspomnieć, że przywileje targowe od XII wieku przyznawała głowa panująca lub władze kościelne. Przywilej określał liczbę dni targowych oraz wyznaczał miejsca do prowadzenia handlu. Początkowo handel koncentrował się wokół dużego placu targowego zwanego później rynkiem. Przywileje targowe nadawane miastom i miasteczkom dawały możliwości rozwoju takich miejscowości oraz przynosiły zyski zarówno jej mieszkańcom, jak i dochody wpływające do kas miejskich z pobieranych opłat targowych. Był to zatem silny czynnik miastotwórczy.

Moja rodzinna miejscowość też posiadała kiedyś prawo do organizowania jarmarków. W notce historycznej Wikipedii pod hasłem Bogoria – czytamy:

1616 r. Krzysztof Bogoria Podłęcki założył tu miasto. Przywilej lokacyjny wydał król Zygmunt III Waza. Założyciel miasta wybudował tu ratusz i ustanowił cechy. Mieszkańcy Bogorii otrzymali przywilej warzenia i szynkowania trunków. W latach 1619-1645  Bogoria otrzymała przywileje na organizowanie 8 jarmarków rocznie.

Różnie wiodło się moim praprzodkom, ale z tego co ja pamiętam, to podejmowane po II wojnie próby organizowania jarmarków w Bogorii nie powiodły się. Tradycyjne miejsca handlu jarmarcznego w pobliskich miastach powiatowych jak Staszów, Opatów i Sandomierz utrzymały swój prymat i tak jest do dnia dzisiejszego.

W czasach PRL jarmark przyciągał ogromne rzesze ludzi, głównie rolników sprzedających swoje płody rolne oraz rzemieślników zaopatrujących już nie tylko wieś, ale i miejscową ludność w wyroby przemysłowe. Złośliwi nazywali ten dzień świętem dyszla jako, że najazd furmanek utrudniał ruch miejski i wprowadzał trochę zamętu w senne i uporządkowane życie mieszczuchów.

Ja sam, szefując w latach osiemdziesiątych Gminnej Spółdzielni w Staszowie, która na mocy decyzji władz miejskich sprawowała pieczę nad targowiskiem miałem z tą działalnością duże kłopoty. Stawki opłat targowych były tak skalkulowane przez władze miejskie, że pozostająca w naszej dyspozycji część wpływów pochodzących z tych opłat nie pokrywała kosztów utrzymania całej działalności, a zatem przynosiła nam spore straty. Stragany podnajmowane GS-om w dni targowe stały puste przez pozostały czas przyciągając wagarującą młodzież i innych ludzi szukających tam schronienia. Były zatem częste przypadki włamań i demolowania sprzętu, który musieliśmy naprawiać własnymi siłami. Nadzorując tę działalność miałem okazję przyjrzeć się temu biznesowi będącemu swoistą enklawą wolnego rynku w morzu gospodarki planowej zwanego dzisiaj komuną. Pamiętam tamte czasy ogólnego niedostatku wyrobów niemal wszelkich branż w sklepach spółdzielczych i względny ich dostatek w ofercie targowej. Niemal wszystko było sprzedawane wprost z wozów konnych lub przyczep traktorowych, czy ze skrzyń ładunkowych coraz częściej pojawiających się samochodów ciężarowych Star, Lublin, dostawczych typu Żuk, Nysa, Tarpan, wreszcie i z osobowych Fiat 125 czy Polonez.

W ostatni poniedziałek odbyłem na prośbę żony swoistą podróż do wspomnień z lat minionych. Podwiozłem ją na jarmark właśnie w poszukiwaniu różnych rzeczy niezbędnych w zbliżającej się porze zimowej. Było już trochę późno, tak pod koniec działalności. Poszczególne stoiska już pakowały swój dobytek lub odjeżdżały ze swoich stanowisk. Żona poszukiwała potrzebnych jej rzeczy, a ja chodziłem pomiędzy stoiskami przyglądając się całemu zapleczu handlowemu wystawionemu na jarmarku i słuchając strzępów rozmów jakie prowadzili sprzedający pomiędzy sobą lub z takimi jak my, spóźnionymi klientami.

Byłem pod wrażeniem zmian jakie tu zaszły od czasów, które wspominam. Na ogół nikt już nie sprzedaje z samochodów. Każdy handlowiec posiada odpowiednie do prowadzonej branży namioty sułtańskie lub inne, Wszystkie są niezwykle łatwe w montażu i demontażu. Urządzenia handlowe służące ekspozycji towarów też przeszły swoistą metamorfozę. Już nie ma łóżek, czy jakichś przypadkowych stolików. Wszystko jest dokładnie przystosowane do tego, aby łatwo i szybko to ustawić, aby pomieścić jak najwięcej towaru i właściwie go wyeksponować. Cały dobytek jest tak przemyślany, aby zmieścił się w posiadanym pojeździe i tak w nim zapakowany, aby już następnego dnia i w nowym miejscu szybko rozwinąć stragan i ułożyć w nim swój towar. Zniknęły kolory – te z piosenki, na rzecz biało-niebieskich poszyć namiotów.

Gdy tak obserwowałem młody na ogół personel jak sprawnie przeprowadza zwijanie biznesu z pełnym rozeznaniem gdzie zapakowano poszczególne towary, co trzeba uzupełnić, to pomyślałem i o tym, że gdy ja następnego dnia będę się zastanawiał czy już wstać, czy jeszcze sobie poleżeć oni będą już w kolejnym mieście handlować. W tym dniu było słonecznie, cieplutko i bezwietrznie, a przecież nie zawsze tak bywa. Czasem pada i wieje zrywając te różne folie i brezenty, czasem jest zimno i mgliście, czasem mimo ofiarnego świadczenia gotowości do handlu nie ma komu sprzedać oferowanych towarów i co wtedy???  Nerwy puszczają, przychodzi zwątpienie w sens prowadzenia takiej działalności. Dlaczego więc tak się męczą? Dlatego że tam, na tych targach, jarmarkach jest popyt reprezentowany przez ludzi chcących względnie tanio zaspokoić swoje potrzeby. Jak jest popyt to w ślad za nim pojawia się podaż, bo…klient nasz Pan.

To dla nas trudzą się te rzesze zaprawionych w trudnym handlu ludzi. Kupując u nich możemy im wyrazić uznanie dla ich trudnej pracy.

Bądź gotowy, okazja nadejdzie

Uczyłem w szkołach średnich między innymi przedsiębiorczości i stąd pochodzą wyłapywane przy różnych okazjach sentencje, czy też wypowiedzi ludzi, którymi starałem się posługiwać w kontaktach z młodzieżą, jako argumentem przemawiającym do ich wyobraźni. W ten sposób wszedłem m.in. w posiadanie fragmentu wywiadu jakiejś znanej w kraju aktorki (nie zapisałem niestety nazwiska, ani tytułu gazety, która to zamieściła). Oto on:
– Aktorka: …80 proc. problemów rozwiązuje się sama. Wszystkie ważne wydarzenia w moim życiu nastąpiły z powodu innych. Ktoś nie mógł, ktoś nie chciał i wtedy padała oferta dla mnie. Trzeba zatem czekać na taki moment. Zbierać latami siły, uczyć się cierpliwości i czekać na szansę, a wtedy brać ja i starać się sprostać oczekiwaniom…
   Dla wątpiących i niecierpliwych dodawałem jeszcze opowieść o wykształconej w Polsce jakiejś młodej pani reżyser, która w USA …sprzątała teatr. Podczas jakichś rozmów personelu ośmieliła się zabrać głos i przedstawić swój sposób rozwiązania dyskutowanego problemu. Nastąpiła wtedy chwila ciszy, po której ktoś znaczący powiedział słynne : – You do it, czyli zrób to!!! Powiedz czego potrzebujesz i do roboty! Nie trzeba dodawać, że ta sytuacja odmieniła dotychczasowe życie młodej pani zatrudnionej w charakterze konserwatora powierzchni płaskich. Dlaczego akurat o tym piszę dzisiaj swą kolejną opowieść? Już spieszę z wyjaśnieniami:
Od zawsze byłem zbulwersowany doniesieniami o kwalifikacjach ekspertów Komisji Macierewicza. Jeden obserwował za młodu eksplozje w stodołach i nabył w ten sposób kwalifikacji, które później rozwinął, a teraz miał szansę zająć się eksplozją w samolocie. Inny dużo latał samolotami i miał okazję obserwować przez okno skrzydła i silniki samolotów dzięki czemu zdobył nowe kwalifikacje. Czekał długo, ale się doczekał. Przyjął nadarzającą się ofertę i starał się sprostać oczekiwaniom. Bardzo się starał! Ponieważ zasada przestrzegana przez nasze babcie, a głosząca: Siedź w kącie, znajdą cię!  przestała już działać, to postanowiłem pomóc losowi i trochę wypromować siebie. Otóż, już osiem razy byłem w USA i do tego często z międzylądowaniem w Dusseldorfie, Pradze, Wiedniu, Zurychu. Dlatego uważam, że mam spore doświadczenie i wiedzę w zakresie znajomości budowy skrzydeł samolotów i ich zachowania się podczas lotów. Szczególnie, że często otrzymywałem miejsca przy oknie i nad skrzydłem właśnie. Lecąc po raz pierwszy z Pragi do Nowego Jorku miałem nieprzyjemność podróżowania samolotem TU 104,( a może TU 114 ),do którego wsiadało się po skrzydle samolotu, z którego na płytę lotniska kapało paliwo. Leciałem ściśnięty jak ogórek w beczce i martwiłem się czy doleci. Doleciał.
Jestem też inżynierem, co prawda nie mam kwalifikacji konstrukcyjnych, a nawet związanych z obróbką metali, ale zawsze co inżynier, to inżynier. Tytuł magistra też posiadam. Mam dużo czasu, jako że jestem na trzecim roku emerytury i szukam sobie dodatkowych zajęć, aby przydać się komuś i do tego trochę ( ale bez przesady, bo może być sporo) zarobić. Oczekuję propozycji, a przynajmniej dowcipnych komentarzy.

 

 

Mieć czas…

Chyba każdy z nas otrzymał kiedyś w łańcuszkowym e-mailu, lub zetknął się na forach społecznościowych z życzeniami bazującymi na chińskiej mądrości opierającej się na stwierdzeniach mówiących o tym że:
Za pieniądze możesz sobie kupić Dom lecz nie ciepło rodzinne,
Możesz sobie kupić łóżko ale nie sen.
Możesz sobie kupić zegarek ale nie czas… Czytaj dalej

Podróż życia

Bardzo wielu z nas żyje z dnia na dzień i cieszy się tym, co przynosi los, o ile jest on dla niego łaskawy. Ludzie pracujący u kogoś mają narzuconą przez pracodawcę marszrutę swoich działań na niemal połowę z każdej przeżytej doby. Ci, którzy pracują na własny rachunek są dla siebie jeszcze bardziej wymagający. Coraz bardziej absorbuje nas zarabianie pieniędzy na zaspokojenie potrzeb rodziny i poza pracą mamy coraz mniej czasu na tzw. życie. Kręcimy się jak koń w kieracie i często nie dajemy sobie szans na sensowny odpoczynek, na oddawanie się swoim pasjom, czy też na zwiedzanie świata. Wciąż mamy pilniejsze sprawy, nie cierpiące zwłoki wydatki i różne okoliczności spychające to, co mogłoby przynieść nam radość na bliżej nieokreśloną przyszłość. Czy ta wymarzona przyszłość nastąpi? Wiemy, że nie zawsze udaje się to zrealizować.Dlatego może z zazdrością, ale i z podziwem przyglądamy się tym, którzy osiągają swoje cele zawodowe, są spełnieni na polu rodzinnym i cieszą się przy tym bogatym życiem towarzyskim. Ja miałem okazję spotkać takiego pana. Czytaj dalej

Kobieta po przejściach + mężczyzna z przeszłością…

Deszczowa i do tego chłodna pogoda popsuła szyki wielu ludziom, którzy już rozpoczęli długi lub bardzo długi weekend. Młodzi umawiający się na fejsbuku na majóweczkę pachnącą piwkiem i kiełbaskami z grilla musieli pozostać w domach. Zaowocowało to zwiększeniem aktywności w portalach społecznościowych w dodawaniu zdjęć sentencji, czy też linków do różnych ciekawych miejsc i źródeł informacji. Czytaj dalej

Stare jabłonie

Mam kilka starych jabłoni i jest to jedynie pozostałość po sadzie założonym przez teściów jeszcze w latach sześćdziesiątych. Rosło tam kilka starych odmian jabłoni, grusz, śliw, czereśni dobranych tak, aby mieć owoce zarówno odmian wczesnych, średniowczesnych i późnych – zimowych. Odkąd dołączyłem do rodziny, to zająłem się również pielęgnacją tych drzew uformowanych wcześniej przez kogoś innego, kto uchodził za znawcę tematu. Czytaj dalej

Był sobie gołąb…

Podczas nakładania do pojemnika drewna na opał zauważyłem w odłamkach kory i innych pozostałości wyścielających drwalkę coś bardzo regularnego, co z pewnością miało inne pochodzenie. Sięgnąłem po to, aby się przyjrzeć i okazało się, że jest to …obrączka jaką noszą ptaki… Odczytałem widniejące na różowym tle oznaczenia: DV 01402 02 301. Czytaj dalej

Duch Święty wskazał – kardynałowie wybrali…

Tak jak pisałem w ostatnim tekście niecierpliwie czekaliśmy w domu wsłuchując się w każdy nowy materiał nadawany w Polskim Radio jak i w Telewizji, a dotyczący wyboru Papieża. Sporo informacji potwierdzało moje obawy o czas trwania Konklawe. Przepytywani eksperci kreślili niezwykle złożony obraz rzeczywistych stosunków panujących pomiędzy miłościwie nam panującymi hierarchami Kościoła Katolickiego, co wskazywało na przewidywanie długiego okresu niepewności. Stało się inaczej. Wieczorem oboje z żoną wyczekiwaliśmy na wynik piątego głosowania. Ona przed telewizorem, a ja przed monitorem komputera gdzie również dawało się dostrzec zniecierpliwienie. Wreszcie nadszedł ten moment gdy usłyszałem:

– Jest dym…i to biały!!!

Pobiegłem do niej, aby już razem czekać na ogłoszenie wyników. Nie trwało to długo. Przemarsz orkiestry, jakichś żołnierzy, gwar oczekujących w chłodzie tłumów podkręcały w nas napięcie. Wreszcie…

Mamy Papieża, z Argentyny , przyjął imię Franciszek. Dalej już wszyscy wiemy następuje seria zaskoczeń. Niby wszystko jest tak samo jak to bywało z wyborem poprzednich papieży, ale jednak tym razem odbywa się to inaczej. Przed błogosławieństwem Urbi et Orbi prośba o naszą modlitwę za Niego. Skromność w stroju i w postawie. No i to imię – Franciszek, niosące przesłanie Św. Franciszka, a wiec sługi Bożego, a nie Panującego nam Namiestnika Chrystusowego na ziemi. Co to ma oznaczać?

Pobiegłem do komputera aby zobaczyć co niosą pierwsze newsy i jaka jest reakcja Znajomych na Facebook. Pomyślałem, że ja też dam wyraz swoim emocjom i wkleję tam zdjęcie Papieskiego fotela, które wykorzystywałem w poprzednim materiale ale z dopiskiem : Ten fotel ma już swojego Lokatora

Wkleiłem też link do piosenki wykonywanej przez Zdzisławę Sośnicką : Nie czekaj mnie w Argentynie http://www.youtube.com/watch?v=5pdCwOwgf4U

Pod linkiem dopisałem: Tylko ta piosenka kojarzy mi się z Argentyną. Zgadnijcie dlaczego?

Nie było z tym problemów. Po chwili pojawiły się wpisy zorientowanych w sprawie. Tylko ja poczułem się trochę dziwnie gdy odsłuchałem całego tekstu. Nie bardzo odpowiadał sytuacji. No może za wyjątkiem refrenu:
Nie czekaj mnie w Argentynie
Mój statek tam nie zawinie
Wszystko przepadło, wszystko na próżno
Twój list dostałam o dzień za późno …

Nie dane mi było jednak dalsze zastanawianie się nad treścią tej piosenki gdyż po chwili znajoma Magdalena zamieściła link do innej piosenki …O Franciszku

http://www.youtube.com/watch?v=POryxZ4AvRw wysłuchałem jej z zaciekawieniem i udostępniłem na swoim profilu dodając link do pierwszego komentarza jaki się wtedy pojawił: http://tygodnik.onet.pl/32,0,79850,franciszku__odbuduj_moj_kosciol,artykul.html
Nowe imię. Franciszek. Ten święty, do którego Jezus skierował słowa: „Franciszku, odbuduj mój Kościół”.
…Franciszek to miłość, prostota, to również pójści
e pod prąd wielu kościelnym schematom. Ale nie w formie buntu, lecz świadectwa miłości i głębokiego, wręcz radykalnego, rozumienia Ewangelii.
Na Placu Świętego Piotra niesamowita atmosfera. Papież został od razu bardzo ciepło przyjęty przez tłumy ludzi. A jednocześnie wśród zgromadzonych dało się odczuć wielką nadzieję. Stojąca koło mnie osoba, słysząc jakie imię wybrał sobie nowy papież, powiedziała – ale bez strachu w głosie, lecz z nadzieją: „a więc Kościół wymaga aż takiej odbudowy…”

Piękne słowa. Jakaś dziewczyna po wysłuchaniu piosenki pisze: – Pamiętam, śpiewaliśmy to na zakończenie rekolekcji. Kiedy to było? A Nowego Papieża już lubię…

To tak jak ja. Słowa piosenki :Franciszku, jakżeś Ty odgadł? Bardzo silnie do mnie przemawiają w tej nowej sytuacji. Dzielę się linkiem z córkami , które kwitują je krótko: – Piękne. Gdzie to znalazłeś?

Ja nadal wsłuchuję się w komentarze i relacje z pierwszych godzin pontyfikatu. Swoje pierwsze reakcje nazwałbym zaciekawieniem, nadzieją, ale i rosnącą obawą o przyszłość Ojca Świętego Franciszka, na którego natychmiast rzucili się znawcy jego życiorysu, postaw i dokonań, zwłaszcza w czasach wojny domowej w Argentynie. Ja mam nadzieję, że starożytna mądrość mówiąca o tym, że : Kto mówi prawdę w prawdzie ma obronę szybko weźmie górę nad pomówieniami i oskarżeniami.

Dla tych, którzy nie mają możliwości odtworzenia piosenki o Franciszku zamieszczam jej tekst :

Franciszku, jakżeś Ty odgadł,

że Bóg w nieskończoność rozciągnięty

mieszka cichutko pod korzeniem dębu,

dziś już spod Prawa wyjęty?

Albo kto Ci powiedział,

kiedyś Ty po górach chodził,

że Ty i kwiaty, że was Bóg urodził?

 

Dziś zaplątałeś się

w las atomowych rakiet,

więc może spróbujesz powiedzieć ludziom,

że z ich sumieniem coś na bakier.

Patrzę, bo tak Ci ładnie w tym worku,

tylko zastanawiam się dlaczego

Bóg od ośmiu długich wieków

nie dał Ci butów i worka lepszego…

 

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

ja się chwycę Twego sznura,

zdejmę buty, żeby lepiej czuć kamienie.

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

pochodzimy sobie po górach,

hej, lepiej czuć kamienie.

Trzech kolejnych Sterników Piotrowej Łodzi w genialnym ujęciu sprzed lat.