Pisałem kiedyś o Franciszkach. Pora ich przypomnieć

Bieda ma różny wymiar i zależy od bardzo wielu czynników, ale ma również jeden wspólny mianownik. Biedakom nie wystarcza na pokrycie swoich, nawet bardzo ograniczonych potrzeb i wtedy są uzależnieni od innych. Starają się dostępnymi środkami zabezpieczyć swoje elementarne potrzeby bez sięgania po zasiłki, czy pomoc życzliwych sąsiadów, czy nawet krewnych dopóki sił im wystarcza.

   W latach mojej młodości poznałem smak biedy i różnych niedostatków. Brakowało na wszystko, bo rodzina wyszła z zawieruchy wojennej bardzo zubożona i wszystko było podporządkowane jednemu celowi jakim było zbudowanie domu. Taki los spotkał niemal wszystkich ludzi wracających do naszego wypalonego i zniszczonego działaniami wojennymi miasteczka.
W tamtych czasach można było jednak spotkać ludzi, którzy nie narzekali na los i nie domagali się pomocy od innych, ale tak jak potrafili radzili sobie sami. Zapamiętałem szczególnie parę starszych ludzi, mieszkających kątem u kogoś w zamian za pomoc w gospodarstwie. W wolnym dla nich czasie lata i jesieni wybierali się wspólnie do lasu, aby tam zbierać gałęzie chrustu i po związaniu ich w duże wiązki taskać je na grzbietach do ich jednoizbowego, drewnianego domku jako opał na zimę. Zawsze razem, bez względu na pogodę … jak byśmy dzisiaj zanucili. Zawsze byli pogodni i chętni do rozmowy podczas przystanków jakie sobie brali na odpoczynek, bez zdejmowaniu z pleców ciężkich wiązek szurających po ziemi patyków. Nazywano ich Franciszkami. Myślę, że od imiona pana Franciszka, bo ona była Franciszkowa, a nie Franciszka.
Od tamtych czasów minęło jakieś 60 lat, a bieda symbolizowana przez „moich” Franciszków cofnęła się gdzieś za sprawą wprowadzania przez Państwo pomocy społecznej. Dzisiejsi biedacy jakich widuję w moich stronach mają karnety na obiady w prowadzonej przez gminę jadłodajni, otrzymują znaczącą pomoc społeczną i stać ich często na papierosy i piwo.
Oczywiście, że mam w pamięci zakaz generalizowania i nie zamierzam dochodzić przyczyn tego stanu rzeczy. Wszystkim władzom we wszystkich państwach zależy na tym, aby biedę ukryć i jej przeciwdziałać, aby nie drażniła jadących wypasionymi furami włodarzy.
Nie chodzi mi również o to, aby poskramiać apetyty ludzi do osiągania coraz lepszego poziomu życia, albo do cofania ich do lat powojennych, kiedy nie miał kto pomagać biedakom w zabezpieczeniu elementarnych potrzeb ich rodzin.
Teraz jest jeszcze dobrze, ale kryzys puka do naszych drzwi i przedmiot powszechnych żartów z zapewnianiem opału na zimę, poprzez zbieranie chrustu w lesie może stać się realnym wyjściem. Skoro prominentny członek rządu to podpowiadał, to może warto się zastanowić nad tym problemem?
Węgiel zniknął z placów składowych, cena drewna opałowego szybuje w górę z dnia na dzień, a o gazie i elektryczności jako źródle ciepła w naszych mieszkaniach lepiej zapomnieć.
Do tego dochodzą obostrzenia klimatyczne nakazujące wymianę pieców i przejścia na paliwo bezemisyjne.
„Moi” Franciszkowie budzili mój i nie tylko mój podziw. Nie wiem jak odeszli, bo już wtedy wyjechałem do szkół i ten fakt umknął mojej uwadze.
Mam świadomość tego, że ich przykład nikogo teraz nie pociąga, a mimo tego postanowiłem wspomnieć tamte czasy. Życie potrafi płatać rożne figle…
PS.
Sprawa zbierania chrustu miała znacznie szerszy niż tylko polski zasięg. Dowodem na to są przepiękne obrazy malarstwa światowego ukazujące ludzi – zwykle były to piękne kobiety – niosące na plecach chrust na opał, lub ogrodzenie


Wokół wirusa z koroną…

Przeglądam dzisiaj Internet, aby zobaczyć, co nowego u znajomych z Facebooka i blogosfery i widzę, że temat zagrożenia wirusem wciąż jest wszechobecny. Jedni się boją i chętnie sięgają po ratunek poprzez modlitwę, inni wyżywają się snując przypuszczenia na temat kolejnych wersji „spiskowej teorii dziejów”. Jednym słowem jest o czym pogadać i nad czym się zastanowić. Ulegając tej psychozie czytam niemal wszystko, co mi wpadnie w ręce i słucham wypowiedzi notabli pracujących nad tym, abyśmy jako naród, a także w wymiarze jednostkowym ponieśli jak najmniejsze straty i ostro zaczęli dźwigać się z kryzysu w jaki nas ten potwór wpędził.
Dzisiaj pan premier pochwalił się sukcesami wyrażającymi się w tym, że odsetek zachorowań jest u nas bardzo mały, a wyleczeń wprost odwrotnie, Ustanawiając, jako niemal pierwsi w Europie „Tarcze ratunkowe” na ogromnym – jak na nas poziomie uchroniliśmy podobno 2 miliony osób przed bezrobociem i uratowaliśmy ileś tam firm przed bankructwem…
Przyjmuję te deklaracje jak dobrą monetę i co najwyżej mam pretensję o to, że ci sami, którzy ogłaszają sukcesy nie zająkną się nawet na temat czyim kosztem to osiągnęli. Niezależne i zewnętrzne źródła informują w tych samych dniach, że zadłużenie zewnętrzne Polski skoczyło z bezpiecznego jak dotąd poziomu ok. 3 % PKB, do poziomu ponad 11% PKB, a to jest już ogromny wzrost długu zapisywanego na konto przyszłych pokoleń. Czy to jest tylko sprawa rządu? A społeczeństwo nie ma tu nic do powiedzenia? Czy procedura nadmiernego deficytu nam nie grozi? A cięcia w przyszłym budżecie, to „bułeczka z masełkiem”.
Mnożę kolejne pytania wiedząc o tym, że nie otrzymam odpowiedzi – powiecie.
Mimo tego pytam, a na dokładkę postanowiłem udostępnić jeszcze więcej pytań, jakie znalazłem na profilu Fb jednej z moich znajomych. Czytając je weźcie pod uwagę znane powiedzenie:
To, czy człowiek jest inteligentny poznaje się po odpowiedziach, to czy jest mądry – po pytaniach. –  Nadżib Mahfuz

A teraz zapowiedziany tekst:

” – Wyobraź sobie wirusa tak zabójczego, że można go zabić mydłem i wodą. -Wyobraź sobie wirusa, który nie może przeskoczyć 3 stóp nad szybą w sklepie spożywczym, ale może zabić wszystkich na siłowni….. Ale w żaden sposób nie zabije nikogo w sklepie monopolowym.
– Wyobraź sobie wirusa, który nie zaraża dzieci, ale zaraża starszych ludzi, ponieważ potrafi myśleć i oczywiście nienawidzi osób starszych.
– Wyobraź sobie wirusa, który może zabijać z odległości mniejszej niż 6 stóp, a nie 7, a nie 8 czy 6.
– Wyobraź sobie wirusa, który zaraża wszystkich w telewizji, ale nie zaraża nikogo, kogo znasz osobiście… Chyba że jesteś na Facebooku, a następnie ktoś, kogo nie znasz, zna inną osobę, której nie znasz, która zna przyjaciela ciotki Betty, która miała wirusa.
– Wyobraź sobie wirusa, który może przyjść z tobą do sklepu spożywczego na torbach, które zabierasz z domu, ale te same wirusy nie pojawiają się na ubraniach, które przywiozłeś z domu…Ponieważ wirus lubi tylko stare torby spożywcze, a nie ubrania.
– Wyobraź sobie wirusa tak inteligentnego, że nie infekuje urzędników państwowych, podpisując ustawodawstwo rządowe dotyczące wirusa zabijającego wszystkich natychmiast w odległości mniejszej niż 6 stóp.  – ——— Wyobraź sobie wirusa, który rozumie, że może zabijać tylko społeczeństwo, a nie polityków, którzy stłoczą się ramię w ramię przed kamerami.
–  Wyobraź sobie wirusa, który infekuje kraje niekomunistyczne, ponieważ może widzieć granice za pomocą specjalnych okularów.
–  Wyobraź sobie wirusa, który powinien unosić się w powietrzu, ale nie wychodzi z boków żadnej maski, ponieważ maska ​​jest taka magiczna. Wirus jest tak inteligentny, że wie, że może pozostać wewnątrz maski i nie wyciekać jej boków resztą powietrza.
– Wyobraź sobie wirusa tak inteligentnego, że zabije cię natychmiast w parku, na plaży lub na ścieżce rowerowej podczas ćwiczeń (z nikim w pobliżu przez milę), ale pozostawi cię samego w sklepie monopolowym.
– Wyobraź sobie wirusa tak zabójczego i tak śmiertelnego, że jedynym sposobem na ochronę przed nim jest wstrzyknięcie go pod skórę.

A jeśli chcesz wiedzieć, jak bardzo twój rząd oszukuje cię liczbą zgonów i infekcji CV-19, po prostu kliknij ten link”