Chrześcijańskie poradnictwo Papieża Franciszka

Nie wiem jak kto, ale ja jestem głęboko zanurzony w trwające od trzech dni w Krakowie Światowe Dni Młodych. Słucham, obserwuję w telewizji (nawet w TVP 1), czytam w Internecie niemal wszystko co tytułem sprawozdań, czy tylko komentarzy się tam pojawia. Wciąż  jestem pod urokiem papieża Franciszka doceniając nie tylko treść Jego przekazu ale i formę w jakiej to realizuje. Z niewątpliwą radością czytam komentarze praktykujących katolików, jak i agnostyków, a nawet ateistów, którzy jak np. p. Meller wygłaszają dla przykładu takie oto opinie: Czytaj dalej

Migracja była, jest i będzie, tak w Polsce jak i wszędzie

Każdy, kto nawet nie interesuje się polityką, nie czyta gazet, a w telewizji ogląda tylko seriale wie, że rząd Polski zgodził się przyjąć 2000 imigrantów, którzy sforsowali przeszkody naturalne i dotarli do Włoch i Grecji, aby tam szukać rozwiązania swoich kłopotów. Znamy już pierwsze reakcje naszych polityków, zwłaszcza tych niechętnych inicjatywie rządu i samemu rządowi. Te reakcje zderzają się z pełnymi refleksji wypowiedziami trzeźwo myślących  ludzi dostrzegających tak proste zestawienie jak 2ooo uchodźców przybywających do naszego kraju z liczbą 20 000 000 Polaków – też emigrantów żyjących poza granicami Polski w całym świecie. Nie wiem, czy ten rachunek przyniesie jakieś otrzeźwienie zwłaszcza ludziom mieniącym się katolikami i namiętnie wykorzystującym swoje zapatrywania religijne w kampanii wyborczej. „Gość w dom – Bóg w dom” – powiadają, ale tych biedaków dalej odsyłają…
Przypomnę naukę kościoła o jakiej pisałem z okazji Dnia Migranta i Uchodźcy przed trzema laty. Mamy innego urzędującego Papieża, ale poprzednik i autor cytowanego orędzia wciąż żyje i zapewne poglądów nie zmienił…

Dzień Migranta i Uchodźcy

Dzisiaj będąc w kościele na niedzielnej mszy św. usłyszałem o jeszcze jednym obchodzonym dniu. To właśnie dzisiaj, 15 stycznia, kościół obchodzi Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z omówienia idei tego święta wynika, że… dzień ten jest pomyślany jako „okazja dla pobudzenia wspólnot chrześcijańskich do odpowiedzialności wobec braci migrantów oraz do obowiązku współdziałania w rozwiązywaniu ich różnorakich problemów”.
To dobrze, że kościół zajmuje się rodakami na emigracji, bo to jest wciąż ogromna liczba ludzi decydujących się na rozstanie z rodziną po to, aby załatwić jakieś tam życiowe sprawy. Trudy emigracji przeżywa nie tylko ok. 1,5 mln naszych emigrantów, ale również ich rodziny martwiące się o los bliskich. Modlitwy w ich intencjach są więc jak najbardziej na miejscu. I to nie tylko u nas w kraju, ale może przede wszystkim w krajach gdzie nasi migranci przebywają. Tam kościoły z językiem polskim są nie tylko domami modlitwy, bo wokół nich gromadzi się często lokalna Polonia, świadcząc sobie pomoc w różnych, choćby adaptacyjnych problemach. Chyba wszyscy wiedzą co to jest Jackowo, czy Władysławowo w Chicago, czy inne takie miejsca w europejskich współczesnych centrach emigracji.

Gdy słyszę o emigracji, to moje myśli zawsze wędrują do owych…”różnorakich problemów” jakie stanęły na mojej drodze, gdy sam byłem w takiej sytuacji. Byłem migrantem, a ściślej emigrantem w Polsce, a równocześnie imigrantem w USA, gdy w 1984 r wyjechałem do USA na pół roku( na tyle przyznawano wizę turystyczną). Niestety, jak się tam okazało, po połowie roku poszukiwań jakiejkolwiek pracy wciąż nie miałem żadnych pieniędzy, a więc nie miałem z czym wracać. Już pisałem na tym blogu o rozterkach jakie w oddaleniu od rodziny musiałem przeżywać. Przerobiłem na własnej skórze różne zawirowania i dobrze wiem ile przykrości i upokorzeń musi przeżyć niemal każdy pracujący u pracodawców – swojaków. Tam na obczyźnie okazywało się na ogół, że to Polak właśnie, znający jako-tako język i zasady funkcjonowania na tamtejszym rynku pracy, bywał znacznie gorszym pracodawcą niż obywatele kraju, w którym przebywamy. Obecne kierunki migracji od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej uległy zupełnej przebudowie. Dzisiaj wyjeżdżający za pracą na ogół mają w kieszeni kontrakty, ich praca jest legalna, mają ubezpieczenie i zasiłki socjalne. W tym obszarze naszym emigrantom jest coraz lepiej. Pozostaje jednak do uwzględnienia wiele innych zagrożeń czyhających na obczyźnie. Papież Benedykt XVI przypomniał o tych zagrożeniach w swoim orędziu na ten dzień podkreślając, że: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x50354/oredzie-na-swiatowy-dzien-migranta-i-uchodzcy/ „… Ludzie poszukują lepszych warunków życia lub uciekają przed groźbą prześladowań, wojen, przemocy, głodu i klęsk żywiołowych. To doprowadziło „do nie mającego precedensu wymieszania osób i narodów, rodząc nowe problemy z punktu widzenia nie tylko ludzkiego, ale także etycznego, religijnego i duchowego”.
Przypomniał przy okazji o obowiązku jaki spoczywa na wspólnotach chrześcijańskich, które powinny szczególną troską otoczyć pracujących migrantów oraz ich rodziny poprzez modlitwę, solidarność i chrześcijańską miłość, a także wprowadzanie nowych programów politycznych, ekonomicznych i społecznych, które będą sprzyjały poszanowaniu godności każdej osoby ludzkiej, ochronie rodziny, będą zapewniały godziwe mieszkanie, pracę i opiekę. Natomiast kapłani, zakonnicy i zakonnice, świeccy, powinni pomagać migrantom w przezwyciężaniu trudności integracyjnych…”

Warto więc wiedzieć, że gdziekolwiek jesteśmy, to wśród chrześcijan powinniśmy się czuć jak w rodzinie, która przecież niejedno przeżywa i daje sobie radę. Czy jednak sięgamy po wsparcie wśród współbraci w wierze? To wiedzą najlepiej ludzie, którzy taką przygodę mają już za sobą lub aktualnie przebywają za granicą.
Zaglądam dość często do działu listów pisanych do tygodnika „Angora”. Wiele z nich jest pisanych przez emigrantów właśnie. Znajdziemy tam zarówno pozytywne jak i negatywne opisy doświadczeń naszych ziomków. Ponieważ wiele złych doświadczeń wynika jednak z naszych własnych win i zaniedbań, postanowiłem zacytować na zakończenie fragment listu Łucji Jurys, która po powrocie z 20 letniego pobytu w Kanadzie, już na emeryturę w Polsce napisała takie słowa: (Angora nr 1 z 8.01.2012)      …Mówiąc o moim losie emigranta, podkreślam, że kraju, do którego się jedzie nie wolno traktować jak wroga!!! Jest to trudne, bo jesteśmy często tam niezrealizowani zawodowo, rozbici rodzinnie i pełni wątpliwości w wyborach życiowych. Ale to trzeba przełamać. A najlepiej zrobić to swoja pracą. Czyli dać coś temu krajowi, a nie tylko brać. To brzmi może gazetowo, ale my Polacy, nie powinniśmy być tak roszczeniowi w obcym kraju, powinniśmy natomiast mniej pić ze smutku, mniej narzekać i więcej się uśmiechać. Moje dzieci są tam szczęśliwe, choć bardzo kochają także Polskę. Ja tu jestem szczęśliwa, ale lubię też Kanadę i zawsze traktuję ją jak drugą ojczyznę. Życzę wszystkim sfrustrowanym rodakom zdrowia do ciężkiej pracy tam, także daleko, a po pracy jak najmniej zapijania smutków. Chwile zadowolenia przychodzą dopiero po pewnym czasie, a obcy kraj staje się przyjazny. A potem to już się obcina kupony od podjętych decyzji…
    Nie chcę prowokować ataku myślących inaczej, ale wydaje mi się, że ta pani wie o czym pisze. Pomagajmy sobie wszyscy,  ale wpierw pomóżmy również sami sobie, co? Z badań Głównego Urzędu Statystycznego z października 2011 r. wynika, że czasowo za granicą przebywało w 2010 r. prawie dwa miliony Polaków. Liczbę migrantów w całym świecie szacuje się na ponad 200 mln.

…Kończąc przypomnę jeszcze pojęcie „Emigracja wewnętrzna” , które było modne w końcówce epoki PRL-u. Nawet w klapie marynarek nosiło się „oporniki” mające coś zademonstrować. Czy dzisiaj istnieje emigracja wewnętrzna?
Pytanie kieruję zwłaszcza do zwolenników PiS i całej prawicy, którzy od 8 lat przebywają na emigracji wewnętrznej i z poszerzania jej szeregów uczynili swoje narzędzie walki politycznej o powrót do władzy. Jak wygrają, to obecny obóz władzy uda się … gdzie? Na emigrację wewnętrzną? Oby tylko…

Kto do kościoła chodzi sam sobie szkodzi?

okno życia.

Jeszcze pobrzmiewają w nas i obok nas tzw. Świąteczne klimaty.
Pomyślałem zatem, że wciąż jeszcze mamy dobry czas na poszerzenie tych klimatów o mało atrakcyjny, ale ważny wątek naszego życia, zwłaszcza rodzinnego. Warto go poszerzyć o problem miejsca naszych przodków przy świątecznym stole, w świątecznie przystrojonym mieszkaniu, pośród nas, ich ukochanych dzieci i wnuków. Czytaj dalej

Trzej królowie przybyli w… 184 wersjach

Zmieniając w dniu 1 stycznia kalendarz wybraliśmy egzemplarz nadesłany przez Wydawnictwo Artystów Malujących Ustami i Nogami „AMUN”. Dla m-ca stycznia umieszczono w nim obraz trzech króli podążających na wielbłądach za gwiazdą. Mnie zainteresował jednak dołączony wiersz ks. Jana Twardowskiego.
Święty Józef załamał ręce,
Denerwują się w niebie świeci,
Teraz idą nie trzej Mędrcy
Lecz uczeni, doktorzy, docenci…
   Przeczytałem i postanowiłem, że w Dniu Trzech Króli wykorzystam ten obrazek wraz z wierszem i wkleję go na Fb ze stosownym przesłaniem. Dzisiaj w Dniu Trzech Króli byłem w kościele i wysłuchałem jak zwykle bardzo mądrego kazania. Po powrocie do domu zastałem swoje dzieci szykujące się do wyjazdu na uroczyste obchody święta Trzech Króli do pobliskiego Staszowa. W telewizji obejrzałem relację na żywo z przebiegu uroczystego przemarszu Trzech Króli w wybranych miastach Polski. Posłuchałem z zaciekawieniem narratorów i wypowiedzi znanych osób, które całymi rodzinami przychodziły na te uroczystości po to, aby poczuć się członkiem wspólnoty i cieszyć się tym, co dzisiaj wydarzyło się w dalekim Betlejem. Wypowiadane przed kamerami słowa znajdowały autentyczne poparcie w tym, co się działo na ulicach 184 polskich miast. Widoczna była radość, braterstwo, a przy okazji niezwykle staranne przygotowanie i realizację tego przedsięwzięcia. Wszędzie zademonstrowano piękne kostiumy, dekoracje i rekwizyty. Moje dzieci powróciły z pochodu w koronach i ze śpiewnikiem kolędowym Orszak Trzech Króli 2014. Moja Marysia chodziła po domu w koronie aż do swojego wyjazdu. Ja założyłem drugą koronę i wykorzystaliśmy te atrybuty do sesji zdjęciowej.

Realizując postanowienie przytoczone na wstępie dzisiejszej opowieści zrobiłem zdjęcie styczniowej strony kalendarza i wkleiłem go na swoją stronę Fb z komentarzem:
Marsz, marsz wszystkie chrześcijany…
Dał nam przykład Kościół Święty jak świętować mamy…
Ponad 180 pochodów, a w nich radość, uśmiech, szczęście
Kibole i nacjonaliści nie dopisali…
   Spodziewałem się komentarzy, zwłaszcza miłośników zadym, ale jak się okazuje niesłusznie. Oprócz pojawienia się Lajka ze strony dwóch starszych osób panuje tam cisza. Chyba chybiłem, co?
Po odjeździe dzieci zajrzałem do śpiewnika. Znalazłem tam słowa Ojca Świętego Benedykta XVI skierowane do uczestników Orszaku 2013 wygłoszone przed rokiem z okna papieskiego. Piękne i budujące. Drugim znaczącym tekstem jest wpis do śpiewnika poczyniony przez naszego prezydenta kończący się słowami: „Wspólne kolędowanie wciąż łączy Polaków o różnych poglądach. Okazując sobie nawzajem ciepło i zrozumienie, włączajmy się do Orszaku Trzech Króli, który przemierza ulice miast i miasteczek Polski by przekazywać Dobrą Nowinę. Włączajmy się w niego całymi rodzinami i głośno kolędujmy”.

Ja też tak uważam. Dopiero po raz szósty organizowany Orszak Trzech Króli pokazał, że są święta i są wartości łączące autentycznie Polaków, że wszyscy korzystamy na czynnym uczestnictwie w tym przedsięwzięciu, a po powrocie do domów podtrzymujemy nastrój świąteczny i zacieśniamy więzi rodzinne, a zwłaszcza międzypokoleniowe. Mamy zatem święta, które dzielą Polaków i takie, które potrafią ich łączyć. W permanentnie trwającej kampanii wyborczej już pojawiają się hasła o potrzebie zniesienia tego święta. Ja jestem przeciwny, a Państwo, co o tym myślicie?

 

Zaduszki…już bez zadyszki

0402 listopada obchodzimy Dzień Zaduszny. Tego dnia ludzie wspominają wszystkich, którzy odeszli z tego świata, polscy katolicy modlą się za wszystkich wiernych zmarłych, których dusze według ich wiary mogą jeszcze przebywać w czyśćcu. Tak się jakoś porobiło, że obecnie groby odwiedza się raczej w dzień Wszystkich Świętych, który jest dniem wolnym od pracy. Stąd to pojęcie zadyszki jaką łapiemy uganiając się ze sprzątaniem grobów, zakupem kwiatów i pięknych zniczy, wyprawą w rodzinne strony gdzie spoczywają nasi przodkowie, czy tylko koledzy i znajomi. Prawdziwym wyzwaniem jest odwiedzenie 1 listopada często nawet kilku cmentarzy i to nawet dość odległych. Do tego wizyty, rewizyty pogaduchy przy grobach… Czytaj dalej

Bylebyśmy zdrowi byli

Światowy Dzień Zdrowia przypadł w tym roku na sobotę 7 kwietnia. W mediach – jak co roku pojawiły się audycje, a w prasie artykuły mające wspólny cel jakim jest szerzenie oświaty zdrowotnej i promocja zdrowego stylu życia. Wszyscy wiemy, że najtańszym sposobem sprawowania opieki zdrowotnej na oczekiwanym i wysokim poziomie jest profilaktyka zdrowotna, gdyż nikt w świecie nie był jak dotąd w stanie zakwestionować ogólnoludzkiej mądrości z której wynika że …lepiej zapobiegać niż leczyć. Gdyby udało się przekonać ludzi do zachowywania zasad zdrowego życia, gdyby wspomóc ten kierunek działań stosownymi programami działań profilaktycznych finansowanych przez państwo, to może udałoby się uleczyć chorą jak większość z nas twierdzi służbę zdrowia? Czytaj dalej

Duch Święty wskazał – kardynałowie wybrali…

Tak jak pisałem w ostatnim tekście niecierpliwie czekaliśmy w domu wsłuchując się w każdy nowy materiał nadawany w Polskim Radio jak i w Telewizji, a dotyczący wyboru Papieża. Sporo informacji potwierdzało moje obawy o czas trwania Konklawe. Przepytywani eksperci kreślili niezwykle złożony obraz rzeczywistych stosunków panujących pomiędzy miłościwie nam panującymi hierarchami Kościoła Katolickiego, co wskazywało na przewidywanie długiego okresu niepewności. Stało się inaczej. Wieczorem oboje z żoną wyczekiwaliśmy na wynik piątego głosowania. Ona przed telewizorem, a ja przed monitorem komputera gdzie również dawało się dostrzec zniecierpliwienie. Wreszcie nadszedł ten moment gdy usłyszałem:

– Jest dym…i to biały!!!

Pobiegłem do niej, aby już razem czekać na ogłoszenie wyników. Nie trwało to długo. Przemarsz orkiestry, jakichś żołnierzy, gwar oczekujących w chłodzie tłumów podkręcały w nas napięcie. Wreszcie…

Mamy Papieża, z Argentyny , przyjął imię Franciszek. Dalej już wszyscy wiemy następuje seria zaskoczeń. Niby wszystko jest tak samo jak to bywało z wyborem poprzednich papieży, ale jednak tym razem odbywa się to inaczej. Przed błogosławieństwem Urbi et Orbi prośba o naszą modlitwę za Niego. Skromność w stroju i w postawie. No i to imię – Franciszek, niosące przesłanie Św. Franciszka, a wiec sługi Bożego, a nie Panującego nam Namiestnika Chrystusowego na ziemi. Co to ma oznaczać?

Pobiegłem do komputera aby zobaczyć co niosą pierwsze newsy i jaka jest reakcja Znajomych na Facebook. Pomyślałem, że ja też dam wyraz swoim emocjom i wkleję tam zdjęcie Papieskiego fotela, które wykorzystywałem w poprzednim materiale ale z dopiskiem : Ten fotel ma już swojego Lokatora

Wkleiłem też link do piosenki wykonywanej przez Zdzisławę Sośnicką : Nie czekaj mnie w Argentynie http://www.youtube.com/watch?v=5pdCwOwgf4U

Pod linkiem dopisałem: Tylko ta piosenka kojarzy mi się z Argentyną. Zgadnijcie dlaczego?

Nie było z tym problemów. Po chwili pojawiły się wpisy zorientowanych w sprawie. Tylko ja poczułem się trochę dziwnie gdy odsłuchałem całego tekstu. Nie bardzo odpowiadał sytuacji. No może za wyjątkiem refrenu:
Nie czekaj mnie w Argentynie
Mój statek tam nie zawinie
Wszystko przepadło, wszystko na próżno
Twój list dostałam o dzień za późno …

Nie dane mi było jednak dalsze zastanawianie się nad treścią tej piosenki gdyż po chwili znajoma Magdalena zamieściła link do innej piosenki …O Franciszku

http://www.youtube.com/watch?v=POryxZ4AvRw wysłuchałem jej z zaciekawieniem i udostępniłem na swoim profilu dodając link do pierwszego komentarza jaki się wtedy pojawił: http://tygodnik.onet.pl/32,0,79850,franciszku__odbuduj_moj_kosciol,artykul.html
Nowe imię. Franciszek. Ten święty, do którego Jezus skierował słowa: „Franciszku, odbuduj mój Kościół”.
…Franciszek to miłość, prostota, to również pójści
e pod prąd wielu kościelnym schematom. Ale nie w formie buntu, lecz świadectwa miłości i głębokiego, wręcz radykalnego, rozumienia Ewangelii.
Na Placu Świętego Piotra niesamowita atmosfera. Papież został od razu bardzo ciepło przyjęty przez tłumy ludzi. A jednocześnie wśród zgromadzonych dało się odczuć wielką nadzieję. Stojąca koło mnie osoba, słysząc jakie imię wybrał sobie nowy papież, powiedziała – ale bez strachu w głosie, lecz z nadzieją: „a więc Kościół wymaga aż takiej odbudowy…”

Piękne słowa. Jakaś dziewczyna po wysłuchaniu piosenki pisze: – Pamiętam, śpiewaliśmy to na zakończenie rekolekcji. Kiedy to było? A Nowego Papieża już lubię…

To tak jak ja. Słowa piosenki :Franciszku, jakżeś Ty odgadł? Bardzo silnie do mnie przemawiają w tej nowej sytuacji. Dzielę się linkiem z córkami , które kwitują je krótko: – Piękne. Gdzie to znalazłeś?

Ja nadal wsłuchuję się w komentarze i relacje z pierwszych godzin pontyfikatu. Swoje pierwsze reakcje nazwałbym zaciekawieniem, nadzieją, ale i rosnącą obawą o przyszłość Ojca Świętego Franciszka, na którego natychmiast rzucili się znawcy jego życiorysu, postaw i dokonań, zwłaszcza w czasach wojny domowej w Argentynie. Ja mam nadzieję, że starożytna mądrość mówiąca o tym, że : Kto mówi prawdę w prawdzie ma obronę szybko weźmie górę nad pomówieniami i oskarżeniami.

Dla tych, którzy nie mają możliwości odtworzenia piosenki o Franciszku zamieszczam jej tekst :

Franciszku, jakżeś Ty odgadł,

że Bóg w nieskończoność rozciągnięty

mieszka cichutko pod korzeniem dębu,

dziś już spod Prawa wyjęty?

Albo kto Ci powiedział,

kiedyś Ty po górach chodził,

że Ty i kwiaty, że was Bóg urodził?

 

Dziś zaplątałeś się

w las atomowych rakiet,

więc może spróbujesz powiedzieć ludziom,

że z ich sumieniem coś na bakier.

Patrzę, bo tak Ci ładnie w tym worku,

tylko zastanawiam się dlaczego

Bóg od ośmiu długich wieków

nie dał Ci butów i worka lepszego…

 

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

ja się chwycę Twego sznura,

zdejmę buty, żeby lepiej czuć kamienie.

Zabierz mnie, pójdziemy razem,

pochodzimy sobie po górach,

hej, lepiej czuć kamienie.

Trzech kolejnych Sterników Piotrowej Łodzi w genialnym ujęciu sprzed lat.