Opowieść Wielkanocna – reaktywacja

„Tatul” opowiadał o swoich Świętach Wielkanocnych sprzed 5 lat, a opowiadanie jest jakby świeżutką  relacją z dnia dzisiejszego. Może pogoda troszeczkę bardziej przyjazna. Pojawili się nowi ludzie podtrzymujący tradycję strzelania podczas rezurekcyjnej procesji i nawet bęben (jeden w międzyczasie skradziono) był w obrotach. Nowina się nam przytrafiła. Był nią inauguracyjny i bardzo udany występ bogoryjskiego Chóru. Zapraszam do przeczytania:

Doczekaliśmy się Świąt Wielkanocnych. Przygotowani duchowo  rekolekcjami, jak i uczestnictwem w obrzędach tych najważniejszych  trzech dni poświęconych przypomnieniu Męki Pańskiej, Śmierci, złożenia do grobu doczekaliśmy dnia Zmartwychwstania Pańskiego. Dzisiaj w tłumie wiernych zaśpiewaliśmy podczas Rezurekcji Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyrzućcie.

My z żoną przygotowaliśmy śniadanie świąteczne i już wieczorem nakryliśmy z pomocą Piotrusia stół świąteczny, aby po powrocie z Rezurekcji nie tracić na to czasu, a jedynie serwować dania. Ranek zaskoczył nas brakiem światła. Byliśmy zagubieni i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach próżno szukałem latarki lub choćby świec. Zdążyliśmy na kwadrans przed rozpoczęciem, dzięki czemu mieliśmy miejsca siedzące. Ksiądz proboszcz zaskoczył większość zebranych inauguracyjnym wykonaniem odzyskanej linii melodycznej hymnu, granego ongiś przy odsłonięciu obrazu Matki Bożej Bogoryjskiej . Ktoś zachował fragmenty zapisu nutowego tego hymnu i właśnie teraz profesor muzykologii KUL ukończył pracę nad nim, udostępniając jeszcze robocze nagranie. Po ciszy, jaka zapanowała w kościele należy sądzić, że został on bardzo przychylnie przyjęty.

Cytowane przeze mnie przysłowie ludowe „Jaka Palmowa – taka Wielka” nie sprawdziło się, przynajmniej w naszych stronach. Jest zimno, a spory wiaterek jeszcze potęguje odczuwalność tego chłodu. Poszliśmy w procesji tuż za księdzem prowadzonym przez asystę strażaków poprzedzani jeszcze przez orkiestrę i chór parafialny. Bardzo żałowałem, że nie zabrałem aparatu fotograficznego, aby uwiecznić elementy naszej tradycji. Obawy o zanik tradycji strzelania okazały się być na wyrost. Strzelano z petard i to w sposób przypominający poziom strzelania z najlepszych lat. Cały czas procesji towarzyszyło bębnienie w dwa zabytkowe kotły. Mężczyźni grający na tych kotłach zmieniali się często, aby dać ulgę schylonym plecom. Tłum ludzi był tak duży, że zanikała granica początku i końca pochodu. Idąc w procesji postanowiłem podzielić się w kolejnej opowieści wspomnieniem innej procesji rezurekcyjnej sprzed 34 lat.

Wtedy, podobnie jak dzisiaj, żona przygotowywała dom na Święta Wielkanocne, które mieliśmy spędzać razem z rodzeństwem żony i ich rodzinami. Taka była tradycja tego domu. Mimo zaawansowanej ciąży postanowiła nie łamać zwyczaju i podjęła trud przygotowania. Pomagałem jak mogłem. Około północy położyłem się, aby rano wstać na Rezurekcję i jakoś funkcjonować w święta. Zasnąłem tak twardo, że nie słyszałem kiedy i czy w ogóle położyła się żona. Obudziła mnie koło czwartej słowami: – Czesiu, ja już jestem spakowana i muszę iść na Izbę Porodową. Chciałabym, abyś poszedł ze mną. Ubierałem się w pośpiechu. Poszliśmy o świtaniu do owej Izby Porodowej położonej o dwa domy od mojego domu rodzinnego w rynku. Dyżurowała salowa. Zatelefonowała po położną i otrzymałem komunikat od salowej: – Niech pan idzie sobie spokojnie do kościoła. Tu nic pan nie pomoże. Wszystko jest dobrze, bo żona ma dobra linię. Nie wiedziałem co owa linia znaczy. Pełen niepokoju wstąpiłem jeszcze do rodziców, aby powiedzieć im o nowinie. Mama uspokajała mnie i obiecała, że zaraz tam wpadnie, a ja powinienem faktycznie iść do kościoła i pomodlić się o szczęśliwe rozwiązanie zamiast denerwować się pod drzwiami. Poszedłem jak stałem. Było słonecznie, ale chłodno, bo święta przypadały wtedy na dzień 30 marca. Szedłem w procesji całkiem sam i modliłem się jak umiałem. Łzy napływały mi do oczu, wiec patrzyłem często w górę. Uświadomiłem sobie później, że nie dostrzegłem wtedy  nikogo znajomego. Ileż razy po tamtym zdarzenieniu szedłem w procesji? Trudno zliczyć, ale zawsze pamiętam tamten samotny spacer w tłumie. Po Rezurekcji poszedłem prosto do żony. Już się stało, co się stać miało. Miała rację doświadczona Pani Machniakowa oceniając tę linię żony. Matka i córka – „u chłopa zucha, druga też dziewucha” – czuły się dobrze. Żona bacznie obserwowała mnie jak przyjmę drugą córkę. Miarą tego przyjęcia był mój stosunek do dziecka. Oczekiwała, że wezmę ją na ręce i podniosę wysooooko, a ja bałem się brać w ręce taką kruszynę, w godzinę po urodzeniu. Stało się jednak tak jak życzyła sobie żona. Pobyłem z nią jakiś czas i dostałem dyspozycję, aby udać się do domu i wziąć udział w śniadaniu świątecznym u siostry żony, Anny. Tak też się stało. Pamiętam, że trzyletnia Małgosia przechodziła właśnie spastyczne zapalenie oskrzeli, miała gorączkę, suchy kaszel i nic nie chciała jeść. Ona była teraz moją główną troską w tamtym dniu. Punktem zwrotnym tamtego śniadania było pragnienie dziecka, aby napić sie pepsi-coli. Odradzano mi podawanie dziecku takiego napoju po dłuższym okresie głodówki, ale ja ustąpiłem jej prośbie. Parę łyków napoju utrzymało się w żołądeczku, a później powrócił apetyt i upragniona poprawa zdrowia. Po kilku dniach, gdy żona wróciła do domu z Anią, wzbudziła zachwyt zdrowej już Małgosi. Zachwyt trwał do wieczora. Gdy przyszła pora kąpieli dziecka, nie mogła jednak pogodzić się z tym, że Mama jest nie tylko dla niej, bo nowy członek rodziny płaczem przywołuje ją do swojego łóżeczka. Proces zwany uspołecznianiem jedynaka trwał dość długo. Zakończył się sukcesem.

Ania urodzona w Wielką Niedzielę obchodzi swoje urodziny dwukrotnie. Raz 30 marca i drugi raz w każdą Wielka Niedzielę, która jak wiemy jest świętem ruchomym. Aby było ciekawie dodam, że Ania urodziła swoja córeczkę również w niedzielę, 31 sierpnia, który to dzień będzie w naszej parafii Świętem, gdyż jest to dzień Matki Bożej Pocieszenia, a ten tytuł ma Matka Boża Bogoryjska w swym znaku słynącym łaskami i patronująca Bogorii od ponad 400 lat. Wtedy to decydowała się sprawa uznania naszego kościoła za sanktuarium maryjne. Dla nas historia sanktuarium, to historia życia Marysi. I jeszcze jeden szczególik. Ania została matką mając 33 lata – to jak wiemy wiek Chrystusa. Jej dziadek, a mój Ojciec Zimowit zakładając rodzinę, też miał 33 lata. Tak mogą błądzić myśli jakiegoś dziadka, w czasie procesji rezurekcyjnej, w jakimś prowincjonalnym grajdołku.

A życie sobie płynie…

PORA ODEJŚĆ OD STOŁU i  WYJŚĆ NA SPACER!!!

Kto czyta książki…

Wśród „moich”, bo wybranych przez siebie sentencji mam i taką:
„Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Umberto Eco.
Zanotowałem ją sobie, bo do mnie przemawia swą oczywistością. Czy jednak nadal zasługuje na cytowanie? Zaczynam mieć wątpliwości, zwłaszcza odkąd usłyszałem w moim radyjku Jedynka PR nadawaną ostatnio cyklicznie reklamę. Pozwólcie, że zacytuję z pamięci: „Na całym świecie spada czytelnictwo. Mądra szkoła, to taka w której nauczyciele czytają dzieciom książki codziennie przez 20 minut dziennie…” Dalej jest informacja o tym, że to jest projekt dofinansowywany przez Ministerstwo Kultury… Czytaj dalej

Płać frajerze, albo…

Zajrzałem kiedyś do wujka Google prosząc, aby pokazał mi, co ma nowego pod hasłem stanowiącym nazwę mojego bloga. Pokazał nawet sporo. Wśród nowych zapisów była oferta ściągania różnych plików, w tym również blogów, przez nie wiele mówiąca mi stronę o dość adekwatnej jednak nazwie „Pobieraczek”. Czytaj dalej

Blog roku 2013

Równo rok temu – jak ten czas leci – informowałem Państwa o tym, że biorę udział w organizowanym konkursie na Blog Roku. Z pewną taką nieśmiałością chciałem wtedy ocenić swoje szanse i zastanowić się nad tym jak w przyszłości pisać Tatulowe opowieści, aby trafiały do większej liczby czytelników przy zachowaniu formuły przyjętej na początku istnienia bloga. Prosiłem również o wsparcie w głosowaniu przy pomocy SMS ów.

Nie osiągnąłem wprawdzie zbyt wiele, ale jednak zdobyłem sporo doświadczenia i nowych czytelników, za co jestem wdzięczny tym, którzy zachęcali mnie wtedy do udziału i później wspierali swoimi głosami.

W tym roku nie zgłosiłem swojego bloga do konkursu, natomiast spośród zaprzyjaźnionych i odwiedzanych codziennie blogów zdecydowałem się poprzeć blogi prowadzone przez ludzi z pasją. Są to:

Siostra Małgorzata Chmielewska – prowadzi blog, w którym dzieli się doświadczeniami jakich nie ma chyba nikt. Na blogu zamieściła informację dla nowych czytelników, w której tak pisze o sobie:
„Jestem siostrą w Katolickiej Wspólnocie Chleb Życia. Żyję razem z moimi siostrami i braćmi, którym po ludzku się nie powiodło. A przede wszystkim staram się żyć z Chrystusem. Co z tego wynika? Zapraszam – zobacz….” Zapraszając do Jej bloga http://siostramalgorzata.blogspot.com/ , zachęcam jednocześnie do oddania na niego głosu – koszt 1,23 z VAT wysyłając SMS o treści:  B00095 na adres 7122.
Proszę o włączenie w tę akcję znajomych…
Dziękuję w imię sprawy jakiej służy to przedsięwzięcie.

Kolejną osobą której blog zdecydowanie popieram jest:

Malina która nie pisze o malinach. Pisze o ratowaniu zabytków, co jest jej zawodem, ale i pasją życia zarazem. Ratuje również od zapomnienia arcyciekawą historię swojej rodziny pisząc barwnie i arcyciekawie oraz dokumentując swoje opisy pięknymi zdjęciami . Gdy odwiedzicie jej blog to poznacie zarówno jej różnorakie zainteresowania jak i talenty http://szpakowedrzewo.blogspot.com/

Głosując na ten blog należy w treści SMS-a wpisać kod o treści: F00003 i wysłać go na adres 7122. Koszt 1.23 zł z VAT
Trzecim blogiem, który chciałem Państwu rekomendować jest blog:

Missjonash, która, jak sam jej nick wskazuje również ma misję – ulepszania świata, a konkretnie reperowania ludzi, którym się troszkę poplątały ścieżki po których przemierzają życie. Zapraszam do odwiedzenia tego bloga: http://missjonash.blox.pl/2014/02/Straz-Miejska-w-Cieszynie.html

Znajdziemy tam dużo fachowych informacji przydatnych dla zrozumienia siebie samych jak i naszych bliskich i dalszych znajomych, którym zdarza się „złapać doła”, poddać się depresji, czy uzależnieniom.

Głosowanie podobnie jak w poprzednio wymienionych blogach. Kod E00010wysyłamy na adres 7122. Koszt 1.23 zł. Można oddać jeden głos na każdy z blogów mając tę satysfakcję, ze wspieramy autorów blogów realizujących ważne misje społeczne, a pieniądze uzyskane z SMSów zostaną zużyte na dofinansowanie ważnych celów humanitarnych, świadczonych zwłaszcza na rzecz dzieci

Świat nie słucha naszych żali

W czasie niedzielnego śniadania usłyszeliśmy w Jedynce PR piosenkę Andrzeja Sikorowskiego pod tytułem List do świata. Znana mi piosenka i tym razem przeniosła mnie do świata wspomnień jako, że przed laty zainspirowany jej słowami napisałem na blogu jedną ze swoich opowieści „Gdyby piosenek słuchał świat”. http://tatulowe.blog.onet.pl/2009/01/25/gdyby-piosenek-sluchal-swiat/ Teraz też podśpiewywałem sobie wraz z wykonawcą…
Na moim podwórzu jest ściana łaciata
na ścianie tej dzieci list piszą do świata
ogromny zbiorowy list

w tym liście są żale i skargi dziecięce
pisane niedbale bazgrane naprędce
gdy z okien nie patrzy nikt

 Gdyby te listy czytał świat
to pewnie by się zmienił
a mędrcy mądrzy że aż strach
milczeli zawstydzeni… Polecam do posłuchania, bo warto: http://www.youtube.com/watch?v=PrYTnP7rC-0
Dyskusja jaką wywołał tamten tekst jest i dzisiaj aktualna, gdyż nic się nie zmieniło w świecie muzyki, ani tym bardziej w świecie polityki. Muzyka, w tym ta szczególna jej forma jaką jest piosenka nadal jest środkiem wyrażania tęsknot za miłością, przyjaźnią, jakimś szczególnym sposobem życia i bycia, za swobodą, wolnością i za czym się komu podoba. Bywa też sposobem wyrażania sprzeciwu, protestu czy buntu. Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…prawda? Niech więc śpiewa, niech słucha tego co lubi, jeśli mu to pomoże się zrelaksować, rozładować jakieś frustracje, wyłączyć się…a przy okazji da sobie wcisnąć jakieś reklamy i dżingle podstawowych informacji.
Gdyby te listy czytał świat, to pewnie by się zmienił
a mędrcy mądrzy, że aż strach milczeli zawstydzeni…
   Ano właśnie. Gdyby ŚWIAT czytał te wszystkie żale i skargi dziecięce i nie tylko dziecięce? Gdyby ŚWIAT słuchał piosenek niosących różne przesłania. Gdyby świat słuchał różnych haseł wykrzykiwanych z gniewem na polskich pochodach, czy choćby ostatnio na placu Majdan w Kijowie. Ale najwyraźniej nie słucha. Albo słucha i puszcza je mimo uszu. A poza tym trzeba by wyjaśnić, co należy rozumieć pod pojęciem świat? Ja czytam te hasła i protesty. Ja słucham piosenek niosących jakieś przesłanie. Będąc pod ich wpływem jakoś tam uczestniczę z życiu tego świata. To wciąż mnie interesuje i dlatego podejmuję ten temat.
Każdy z nas zna pewnie wiele takich piosenek lub ich części, które zapamiętał, bo jakoś szczególnie przemówiły do jego wyobraźni, bo przynoszą nam to poruszające nas przesłanie. Znam wiele takich piosenek. Bardzo cenię sobie teksty Jacka Cygana, Andrzeja Sikorowskiego, a szczególnie supermistrza w felietonowym ujmowaniu i wyśpiewywaniu ważnych życiowo problemów – Wojciecha Młynarskiego, które okazują się wciąż bardzo aktualne. A przecież nie tylko ich utwory zasługują tu na wymienienie. Warto zapamiętać i mieć w zanadrzu przesłanie płynące z piosenki Starszych Panów:
Piosenka jest dobra na wszystko
Piosenka na drogę za śliską
Piosenka na stopę za niską
Piosenka podniesie Ci ją…

…Po to wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi
Żebyś nie był bez piosenki, żebyś nigdy jej nie zgubił
Żebyś w sytuacji trudnej mógł lub mogła westchnąć z wdziękiem:
Życie czasem nie jest cudne, ale przecież mam piosenkę…
   Mamy więc kolejny przepis na osiąganie korzyści płynących z piosenek. Tylko korzystać.A swoją drogą warto zastanowić się nad tą kwestią z piosenki List do świata. Jaki byłby ten świat gdyby czytał (i realizował) to, co na ścianach piszą dzieci?
… w tym liście są żale i skargi dziecięce pisane niedbale bazgrane naprędce…

 

 

Czy wszyscy lubimy słuchać jak o nas mówią?

„Nawet siedząc na ławie oskarżonych lubimy słuchać o sobie” – powiedział niegdyś Albert Camus. Zapisałem sobie tę sentencję i mam ją pod wierzchem – jak to się mówi. Zwłaszcza gdy zdarza mi się słyszeć czyjeś świadectwo o drugim człowieku, to sięgam do niej zastanawiając się nad tym, czy zasłużenie go chwalą oraz nad tym, co on by na to powiedział, gdyby usłyszał to na własne oczy. Czytaj dalej

Dziadek, dziadzio, dziadziuś…

   Przed świętem Babci i Dziadka zajrzałem do Internetu w poszukiwaniu wierszyków, czy też wierszowanych życzeń pisanych na tę okazję. Otworzyłem dwa pierwsze linki jakie wskazała przeglądarka i znalazłem tam całkiem pokaźną ilość wzruszającego materiału do przemyśleń. Treść tych dzieł to głównie piękne podkreślenie zasług tej najważniejszej rodzinnej instancji, niezbędnej dla utrzymania rodzinnego ciepełka. W życiu każdego chyba człowieka dziadkowie odegrali istotną rolę wychowawczą. Pisałem o tym w ubiegłym roku – do sprawdzenia w archiwum – opatrując tekst zapożyczonym gdzieś tytułem Babia Anioł-dziadek stróż, co chyba dobrze oddaje charakter relacji z wnukami. Żałować należy każdego, komu nie dane było zaznać tej ciepłej babcinej opieki i troski, ale cóż poradzić – takie życie. Wracając do okazjonalnej poezji – aby nie być gołosłownym zaproszę wszystkich do jej czytania licząc na to, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Młodzi czytelnicy odnajdą jakąś, a starsi może odrobinę radości – na wypadek gdyby ich wnuki zapomniały wysłać życzeń, czy choćby zatelefonować do swoich babć i dziadków. Oto adresy tych dzieł: http://lena.libra-wrd.pl/Wierszoteka/Babcia.htm

http://www.edukacja.edux.pl/p-396-dzien-babci-i-dziadka.php

Czytając piękne wierszyki, czy przeplatane nimi scenariusze zajęć dla przedszkolaków związanych z obchodami Święta Babć i Dziadków dotarła do mnie taka refleksja:

– Przecież wypowiadane ustami dzieci wierszyki napisali zupełnie dorośli ludzie. Nie ma pewności, czy ci autorzy doznali od swoich dziadków tego, o czym tak pięknie piszą. Widać jednak, że wiedzą co trzeba podkreślać, aby to było wychowawcze dla dzieci, a zarazem stało się wzruszającym dziękczynieniem nie tylko dla własnych babć. Zastanawiam się jednocześnie dlaczego na przedszkolu i pierwszych klasach podstawówki kończy się całe edukacyjne i wychowawcze zainteresowanie tematem? Czyżby gimnazjaliści nie mieli już za co dziękować tym, którzy pomagali ich rodzicom w wychowaniu następnego pokolenia w rodzie ? A licealiści, czy oni są już na tyle dorośli, że sami pamiętają o swoich dziadkach i ich zapotrzebowaniu na słowa pamięci i dowody wdzięczności? A jeśli nawet dostrzegą kartkę w kalendarzu, to czy pójdą – tak sami z siebie – odwiedzić swoje babcie?

Pracując w szkole wielokrotnie miałem okazję przypominać nastolatkom o Święcie Babci i Dziadka. Pytałem przy okazji czy wybierają się z życzeniami? Dowiadywałem się wtedy, że raczej rzadko to czynią, bo daleko, bo jakoś tak zeszło itd. Spotkałem i takie wypowiedzi:

Tak, odwiedzam dziadków co jakiś czas. Zawsze udaje mi się wysępić trochę kasy na swoje potrzeby.

Porównując treść dziecięcych(?) wierszyków z rzeczywistością robi się trochę smutno z tego powodu, że to tak właśnie było…ale minęło. Bo co pozostaje z dziecięcych, żarliwie wypowiadanych deklaracji ?

Babcia jest najlepsza w świecie,

każde dziecko o tym wie.

Czy to zima, czy to w lecie

zawsze bardzo kocha mnie.

Z dziadkiem można iść na spacer

i do parku i do zoo.

Dziadek wszystko wytłumaczy,

mądry jest jak mało kto.

Dziś życzenia im składamy.

BAJKA DZIADKA

Usiądź obok dziadka, dziadek ci opowie

Jak gdzieś za górami żyli raz królowie.

Jak na szklanej górze tęskniła księżniczka

Jak ktoś smacznie mieszkał w chałupce z pierniczka.

A jeśli się zdrzemniesz troszeczkę za wcześnie

Koniec pięknej bajki sam odnajdziesz we śnie

. No właśnie. Rzeczywistość często bywa zupełnie inna. Jaka ona bywa?

Zapytałem w wigilię Bożego Narodzenia mojego znajomego rówieśnika – ojca czwórki dzieci i dziadka czternastu wnuków – o to, gdzie spędzają święta. Rozmowa miała następujący przebieg:

– Gdzie spędzacie święta?

– No jak to gdzie? Tu gdzie mieszkamy z żoną, odpowiedział.

– To tak sami, we dwoje? Ja myślałem, że wyjedziecie do dzieci, czy one tu do was przyjadą?

– A gdzie tam. Nawet życzeń nie przysłali. No z wyjątkiem syna, który dzwonił wczoraj z Anglii.

– To dość smutnie brzmi  powiedziałem, na pewno zadzwonią gdy pokaże się pierwsza gwiazdka na niebie , pocieszyłem go na pożegnanie.

– Ano zobaczymy, odpowiedział dość smutno.

Z wcześniejszych opowiadań jego żony wiedziałem, że mimo posiadania skromnych emerytur zawsze pamiętała o urodzinach każdego z wnuków i zawsze im coś wysyłała, choćby to było bardzo skromnym prezentem. Jak ona się czuła w te święta? Nie pytałem, bo wiem. Przy okazji zapytam jak jej wnuki spisały się przy okazji Święta Babci. Pomyślmy o tym wszystkim w Dniu Babci i jutrzejszym Dniu Dziadka. Pomyślmy o swoich babciach pamiętając o tym że:

Odczuwać wdzięczność i jej nie wyrazić to tak samo jak kupić komuś prezent i go nie wręczyć.

Warto może wysłuchać w tym dniu tej piosenki, która świetnie oddaje rolę BABCI w każdej niemal rodzinie borykającej się z trudnościami jakie fundował nam najlepszy z systemów społecznych, czyli PRL. Mimo, że dla większości czytelników jest to już tylko zamierzchła historia :

http://pilsudczyk.wrzuta.pl/audio/1OdtiRGqSkS/jacek_zwozniak_-_szoruj_babciu_do_kolejki

Dzisiaj mamy już na szczęście inną rzeczywistość. Babcie coraz częściej korzystają z możliwości jakie daje im życie i nie zajmują się na co dzień wnukami oraz domem swoich dzieci. Coraz częściej pojawia się w rodzinach młodych ludzi w tej roli jakaś przyszywana ciocia, czy babcia pragnąca sobie dorobić. Pamiętajmy też i o nich. One zapewne mają i swoje wnuczęta, a więc czują i myślą po babcinemu.

Jako dziadek upomnę się również o pamięć dla dziadków. To też gorące serca zatroskane o los dzieci i wnuków, a ich święto przypada na dzień następny. I dobrze, że mamy taką serię. Wszak… Babcia to Anioł, a dziadek to stróż ogniska domowego i wartości rodzinnych.

Napisała do mnie w Dniu Babci zatroskana swoim zdrowiem młoda dziewczyna. Koniec tej rozmowy przebiegał następująco:

– U babci byłaś?

– Na cmentarz idę zapalić znicze i się pomodlić – odpowiedziała

– To dobrze. Nich chociaż ona o Ciebie zadba 

– Pójdę i będę płakała, tak mi jej brakuje – odpowiedziała

– Chociaż tyle masz wsparcia. Uważaj na lodowicę, bo można się połamać, tak ślisko – zakończyłem rozmowę, jeszcze głębiej zamyślając się nad rolą Babci w życiu wielu ludzi

Amerykańskie Kolorado na haju

W niedzielne do południe oglądam już tradycyjnie TVN 24, a w niej rozgadaną audycję Kawa na ławę. Bezpośrednio po niej, już nieco bardziej stonowaną Lożę prasową. Dzięki zapraszanym do studia przedstawicielom chyba wszystkich opcji politycznych z grona polityków i dziennikarzy mogę się dowiedzieć co w trawie piszczy. Czytaj dalej

W szkole zachowujemy się … wciąż na miarę oczekiwań

– Co to są jaja kobyły ? pytano dawniej chcąc wciągnąć rozmówcę w dość absurdalne rozumowanie. Zwykle pytany odpowiadał ze zdziwieniem:
– Jaja kobyły? To byłby ciekawy przypadek zoologiczny. No wiec co to takiego te jaja kobyły? A to jest taka sytuacja gdy były premier, minister, dyrektor czy prezes zaczyna sięgać do własnych doświadczeń mówiąc:
– Ja, jako były … – brzmiała odpowiedź. Czytaj dalej