Emigracja to nie tylko sposób na zapewnienie dostatku, to szkoła życiowej mądrości

_spoleczenstwoEmigrowałem… Nie , nie będzie tu piosenki Budki Suflera „Jolka, Jolka” chociaż wiele pań dotkniętych emigracją mogło nosić to imię. Tamten facet emigrował codziennie rano, a w nocy znów wracał… Pamiętacie?
Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu,
Gdy pisałaś: „tak mi źle,
Urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób,
Nie zostawiaj tu samej, o nie”.

Żebrząc wciąż o benzynę, gnałem przez noc,
Silnik rzęził ostatkiem sił,
Aby być znowu przyTobie, śmiać się i kląć,
Wszystko było tak proste w te dni.
Teraz jest podobnie, ale ja nie o takich sposobach na życie myślę.
Emigracja stała się naszą rzeczywistością. Dwa miliony, a niektórzy twierdzą , że nawet trzy wyemigrowało w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i dla rodziny. Pozostawili rodziny, biedne dzieci, które często stają się euro sierotami i szukają nowych możliwości. Intencje dobre, ale życie często przynosi im często niedobre rozwiązania. Każdy zna wiele dobrych skutków takich działań, ale też i złych, a nawet bardzo złych dla wszystkich z emigrantami włącznie. Nie tylko rozpad rodzin, przeżycia graniczące ze skrajnym upodleniem, bezdomność w której bijemy rekordy w Niemczech , a pewnie i nie tylko tam.
Ja też kiedyś emigrowałem i opisałem tu na blogu swoje doświadczenia. Ja tam, a żona tu tęskniliśmy za sobą i marzyliśmy o tym, aby ta rozłąka się kiedyś skończyła. Tematem poruszanym nieustannie w naszych listach było pytanie : Kiedy wracasz? Oboje wypowiadaliśmy różne argumenty za powrotem jak i za pozostaniem jeszcze na jakiś czas, bo praca dobra, bo pieniążków przybywa, bo planowane cele życiowe stają się coraz bardziej realne… Tak zeszło nam ponad dwa i pół roku. Wróciłem w 1989 r. przed Wielkanocą. Raczej zadowolony z tego co udało się osiągnąć. Rozstanie nie zaszkodziło naszemu małżeństwu. Dzieci podrosły, zmieniły się nasze relacje, ale i to w dłuższym czasie udało się nadrobić. Jednego nie przewidzieliśmy. Zmian jakie wprowadzono w 1989 roku uwalniając ceny i kurs dolara. Nasze oszczędności walutowe, o których mieliśmy wysokie mniemanie stopniały do rozmiarów bieżącego zapasu gotówki. Nie było już możliwości budowy nowego domu, lub rozbudowy domu rodziców, a więc na co się zdało tyle wyrzeczeń?
Wciąż dręczyło mnie pytanie skąd na mojej drodze życia bierze się takie nagromadzenie przeciwnych wiatrów i piętrzących się trudności? Pech i tyle…
Dzisiaj rankiem otworzyłem Facebooka na informacji mojej sympatycznej Eweliny, którą miałem przyjemność spotkać na swojej nauczycielskiej drodze. Podała komunikat :
– Kilometry za nami, wiele jeszcze przed nami… Deutschland zbliżamy się kochani, do zobaczenia jesienią
Zapytałem: – Na podbój świata? Powodzenia…
Ewelina odpowiedziała natychmiast: – Wie Pan jak to jest Panie Czesławie, a przy okazji może uda nam się coś podbić huhu Pozdrawiam cieplutko – – – Czesław : – Zawsze razem, bez względu na pogodę…- Śpiewano kiedyś . To ważna okoliczność. Nowsza wersja: „Każdy sukces, każdy dół dzielę z tobą pół na pół…”
– Ewelina – Panie Czesławie trafione w punkt ☺ trzeba dzielić ze sobą te dobre jak i te gorsze chwile
– Czesław – Trzeba, Doświadczyłem i wiem. Powodzenia
– Ewelina: – Dziękuję bardzo za słowa otuchy i dobrą radę

Migracja była, jest i będzie, tak w Polsce jak i wszędzie

Każdy, kto nawet nie interesuje się polityką, nie czyta gazet, a w telewizji ogląda tylko seriale wie, że rząd Polski zgodził się przyjąć 2000 imigrantów, którzy sforsowali przeszkody naturalne i dotarli do Włoch i Grecji, aby tam szukać rozwiązania swoich kłopotów. Znamy już pierwsze reakcje naszych polityków, zwłaszcza tych niechętnych inicjatywie rządu i samemu rządowi. Te reakcje zderzają się z pełnymi refleksji wypowiedziami trzeźwo myślących  ludzi dostrzegających tak proste zestawienie jak 2ooo uchodźców przybywających do naszego kraju z liczbą 20 000 000 Polaków – też emigrantów żyjących poza granicami Polski w całym świecie. Nie wiem, czy ten rachunek przyniesie jakieś otrzeźwienie zwłaszcza ludziom mieniącym się katolikami i namiętnie wykorzystującym swoje zapatrywania religijne w kampanii wyborczej. „Gość w dom – Bóg w dom” – powiadają, ale tych biedaków dalej odsyłają…
Przypomnę naukę kościoła o jakiej pisałem z okazji Dnia Migranta i Uchodźcy przed trzema laty. Mamy innego urzędującego Papieża, ale poprzednik i autor cytowanego orędzia wciąż żyje i zapewne poglądów nie zmienił…

Dzień Migranta i Uchodźcy

Dzisiaj będąc w kościele na niedzielnej mszy św. usłyszałem o jeszcze jednym obchodzonym dniu. To właśnie dzisiaj, 15 stycznia, kościół obchodzi Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z omówienia idei tego święta wynika, że… dzień ten jest pomyślany jako „okazja dla pobudzenia wspólnot chrześcijańskich do odpowiedzialności wobec braci migrantów oraz do obowiązku współdziałania w rozwiązywaniu ich różnorakich problemów”.
To dobrze, że kościół zajmuje się rodakami na emigracji, bo to jest wciąż ogromna liczba ludzi decydujących się na rozstanie z rodziną po to, aby załatwić jakieś tam życiowe sprawy. Trudy emigracji przeżywa nie tylko ok. 1,5 mln naszych emigrantów, ale również ich rodziny martwiące się o los bliskich. Modlitwy w ich intencjach są więc jak najbardziej na miejscu. I to nie tylko u nas w kraju, ale może przede wszystkim w krajach gdzie nasi migranci przebywają. Tam kościoły z językiem polskim są nie tylko domami modlitwy, bo wokół nich gromadzi się często lokalna Polonia, świadcząc sobie pomoc w różnych, choćby adaptacyjnych problemach. Chyba wszyscy wiedzą co to jest Jackowo, czy Władysławowo w Chicago, czy inne takie miejsca w europejskich współczesnych centrach emigracji.

Gdy słyszę o emigracji, to moje myśli zawsze wędrują do owych…”różnorakich problemów” jakie stanęły na mojej drodze, gdy sam byłem w takiej sytuacji. Byłem migrantem, a ściślej emigrantem w Polsce, a równocześnie imigrantem w USA, gdy w 1984 r wyjechałem do USA na pół roku( na tyle przyznawano wizę turystyczną). Niestety, jak się tam okazało, po połowie roku poszukiwań jakiejkolwiek pracy wciąż nie miałem żadnych pieniędzy, a więc nie miałem z czym wracać. Już pisałem na tym blogu o rozterkach jakie w oddaleniu od rodziny musiałem przeżywać. Przerobiłem na własnej skórze różne zawirowania i dobrze wiem ile przykrości i upokorzeń musi przeżyć niemal każdy pracujący u pracodawców – swojaków. Tam na obczyźnie okazywało się na ogół, że to Polak właśnie, znający jako-tako język i zasady funkcjonowania na tamtejszym rynku pracy, bywał znacznie gorszym pracodawcą niż obywatele kraju, w którym przebywamy. Obecne kierunki migracji od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej uległy zupełnej przebudowie. Dzisiaj wyjeżdżający za pracą na ogół mają w kieszeni kontrakty, ich praca jest legalna, mają ubezpieczenie i zasiłki socjalne. W tym obszarze naszym emigrantom jest coraz lepiej. Pozostaje jednak do uwzględnienia wiele innych zagrożeń czyhających na obczyźnie. Papież Benedykt XVI przypomniał o tych zagrożeniach w swoim orędziu na ten dzień podkreślając, że: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x50354/oredzie-na-swiatowy-dzien-migranta-i-uchodzcy/ „… Ludzie poszukują lepszych warunków życia lub uciekają przed groźbą prześladowań, wojen, przemocy, głodu i klęsk żywiołowych. To doprowadziło „do nie mającego precedensu wymieszania osób i narodów, rodząc nowe problemy z punktu widzenia nie tylko ludzkiego, ale także etycznego, religijnego i duchowego”.
Przypomniał przy okazji o obowiązku jaki spoczywa na wspólnotach chrześcijańskich, które powinny szczególną troską otoczyć pracujących migrantów oraz ich rodziny poprzez modlitwę, solidarność i chrześcijańską miłość, a także wprowadzanie nowych programów politycznych, ekonomicznych i społecznych, które będą sprzyjały poszanowaniu godności każdej osoby ludzkiej, ochronie rodziny, będą zapewniały godziwe mieszkanie, pracę i opiekę. Natomiast kapłani, zakonnicy i zakonnice, świeccy, powinni pomagać migrantom w przezwyciężaniu trudności integracyjnych…”

Warto więc wiedzieć, że gdziekolwiek jesteśmy, to wśród chrześcijan powinniśmy się czuć jak w rodzinie, która przecież niejedno przeżywa i daje sobie radę. Czy jednak sięgamy po wsparcie wśród współbraci w wierze? To wiedzą najlepiej ludzie, którzy taką przygodę mają już za sobą lub aktualnie przebywają za granicą.
Zaglądam dość często do działu listów pisanych do tygodnika „Angora”. Wiele z nich jest pisanych przez emigrantów właśnie. Znajdziemy tam zarówno pozytywne jak i negatywne opisy doświadczeń naszych ziomków. Ponieważ wiele złych doświadczeń wynika jednak z naszych własnych win i zaniedbań, postanowiłem zacytować na zakończenie fragment listu Łucji Jurys, która po powrocie z 20 letniego pobytu w Kanadzie, już na emeryturę w Polsce napisała takie słowa: (Angora nr 1 z 8.01.2012)      …Mówiąc o moim losie emigranta, podkreślam, że kraju, do którego się jedzie nie wolno traktować jak wroga!!! Jest to trudne, bo jesteśmy często tam niezrealizowani zawodowo, rozbici rodzinnie i pełni wątpliwości w wyborach życiowych. Ale to trzeba przełamać. A najlepiej zrobić to swoja pracą. Czyli dać coś temu krajowi, a nie tylko brać. To brzmi może gazetowo, ale my Polacy, nie powinniśmy być tak roszczeniowi w obcym kraju, powinniśmy natomiast mniej pić ze smutku, mniej narzekać i więcej się uśmiechać. Moje dzieci są tam szczęśliwe, choć bardzo kochają także Polskę. Ja tu jestem szczęśliwa, ale lubię też Kanadę i zawsze traktuję ją jak drugą ojczyznę. Życzę wszystkim sfrustrowanym rodakom zdrowia do ciężkiej pracy tam, także daleko, a po pracy jak najmniej zapijania smutków. Chwile zadowolenia przychodzą dopiero po pewnym czasie, a obcy kraj staje się przyjazny. A potem to już się obcina kupony od podjętych decyzji…
    Nie chcę prowokować ataku myślących inaczej, ale wydaje mi się, że ta pani wie o czym pisze. Pomagajmy sobie wszyscy,  ale wpierw pomóżmy również sami sobie, co? Z badań Głównego Urzędu Statystycznego z października 2011 r. wynika, że czasowo za granicą przebywało w 2010 r. prawie dwa miliony Polaków. Liczbę migrantów w całym świecie szacuje się na ponad 200 mln.

…Kończąc przypomnę jeszcze pojęcie „Emigracja wewnętrzna” , które było modne w końcówce epoki PRL-u. Nawet w klapie marynarek nosiło się „oporniki” mające coś zademonstrować. Czy dzisiaj istnieje emigracja wewnętrzna?
Pytanie kieruję zwłaszcza do zwolenników PiS i całej prawicy, którzy od 8 lat przebywają na emigracji wewnętrznej i z poszerzania jej szeregów uczynili swoje narzędzie walki politycznej o powrót do władzy. Jak wygrają, to obecny obóz władzy uda się … gdzie? Na emigrację wewnętrzną? Oby tylko…

Emigracyjne wspomnienia świąteczne

Dzisiaj, gdy ponad 2 miliony naszych rodaków przebywa poza granicami kraju, to już niemal wszyscy znamy klimaty emigracyjnego życia. Bywa, że jest im tam bardzo trudno, zwłaszcza w porze takich świąt jak te, które przed nami. Nie łatwo przeżyć rozstanie również i tym, którzy pozostali w domach, ale chyba nie ma potrzeby prowadzić sporów o to, komu trudniej. Wystarczy postarać się o zrozumienie przemyśleń każdego, który zechce się otworzyć aby opowiedzieć co przeżył. Ja przeżyłem sporo i napatrzyłem się jeszcze więcej, może dlatego mimo upływu tylu lat wciąż wracam do tamtych czasów? Czytaj dalej