Hej wakacje, to rzecz miła…

Zamek Ujazd 131

Długo się nie odzywałem. Wszystko przez dominującą i nieodpartą potrzebę zgłębienia prawdy zawartej w treści piosenki zacytowanej na wstępie.
Jak tylko nauka się skończyła, to moje dziewczyny rozpoczęły realizację planu wakacji dla nas i dla naszych wnuków. Integracja rodziny jest wartością nadrzędną i dlatego po raz kolejny i od nowa budujemy nowe więzi i odświeżamy już istniejące. Odwiedzamy różne miejsca, przełamujemy różne opory i niemożności, przeżywamy wspólnie nasz rodzinny czas wakacji i robimy mnóstwo zdjęć, aby do nich wracać, wspominać, porównywać i budować plany kolejnych wspólnych wakacji. Ocean nie musi nas dzielić chociaż oddala nas od siebie.

Wszystkim czytelnikom życzę miłych wakacji.

 

Wokół Dnia Dziecka

Tak się złożyło, że kilka dni przed świętem dzieci odwiedziliśmy nasze dzieci i ich dzieci. Mogliśmy więc uczestniczyć w przygotowaniach do obchodów tego wielkiego wydarzenia. Dowiedzieliśmy się od wnusi, że oto nadchodzi i budzi niemałe emocje, że miło jest dostawać prezenty, a święto może trwać nawet tydzień… Wiedzieliśmy od naszych dzieci o tym co mają w ofercie, a pozostało tylko czekać i obserwować.
Na Facebooku zamieśćiłem taką niewinną historyjkę bazującą na doświadczeniu tych dni:
Ośmioletnia dziewczynka poprzypominała swojemu tacie o nadchodzącym Dniu Dziecka podpowiadając, że liczy na prezenty. Tatuś zapewnił ją o tym, że pamięta, ale prezenty zależą od jej sprawowania się, a z tym nie zawsze jest tak jak potrzeba. W odpowiedzi usłyszał:
– Tato, to jest Dzień Dziecka, a nie tylko grzecznego dziecka…
Pomyślałem, że ona ma chyba rację, co?
Post uzyskał 12 polubień, a Iza będąca młodą mamą odpowiedziała:
-Miała rację 🙂 dziecko to dziecko każde coś ma za uszkami 😀
Dziecko ma swoje własne postrzeganie świata i ufa, że świat o tym wie i przyłączy się do miłej atmosfery po stronie oferenta. Bywa, że tzw. świat rzeczywiście coś robi dla dzieci. Ot, weźmy dla przykładu naszą władzę. W przeddzień święta usłyszałem w Polskim Radio informację o tym ,że w Dniu Dziecka wchodzi w życie ustawa mająca poprawić sytuację dzieci, których rodzice się rozwiedli, a tatusiowie zapominają o płaceniu alimentów. Ten problem dotyczy w Polsce 1 miliona dzieci, a zaległości wobec nich przekroczyły miliard złotych. Nie podali szczegółów dotyczących nowych rozwiązań, ale wnoszę, że będą one skuteczne i poprawią los bardzo licznej grupy dzieci, które pozbawiono beztroskiego dzieciństwa spędzanego w pełnej i szczęśliwej rodzinie.

W innej informacji usłyszałem sporo o Wioskach Dziecięcych, o rodzicach zastępczych, o porzucanym w Polsce, średnio co 10 godzin dziecku, o liczbie dzieci oczekujących na adopcję… Sporo można wyczytać z artykułu omawiającego wyniki badań sytuacji dzieci w świecie jakie w tych dniach udostępniono w Raporcie. Czytamy w nim o tym, że:
Ponad 730 mln dziewczynek i chłopców na świecie jest pozbawionych dzieciństwa. Przy okazji  Międzynarodowego Dnia Dziecka organizacja „Save the Children” zwróciła uwagę na zastraszające, dziecięce losy. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/zrabowane-dziecinstwo-druzgocacy-raport-save-the-children/486q8rz
Najbardziej zagrożone jest dzieciństwo dziewczynek i chłopców w Zachodniej i Centralnej Afryce – wynika z raportu na rok 2017: „Stolen Childhood – zrabowane dzieciństwo”. W rankingu 172 krajów naszego globu na ostatnich miejscach plasują się Niger, Angola, Mali, Republika Środkowoafrykańska i Somalia. Najbardziej beztroskie dzieciństwo mają dzieci w Norwegii, Słowenii, Finlandii, Holandii i Szwecji. Niemcy zajmują dziesiąte miejsce, Polska dwudzieste szóste. W swoim raporcie „Save the Children” definiuje dzieciństwo jako okres życia, „w którym czas spędza się przede wszystkim na zabawie i nauce, i w którym w pełni może się rozwinąć osobowość dziecka”. Każda dziewczynka i każdy chłopiec zasługują na dzieciństwo „wypełnione miłością i ochroną”.
Pozwoliłem sobie podkreślić definicję dzieciństwa przyjętą do badań, ale jeszcze raz to zacytuję: dzieciństwo to okres życia, „w którym czas spędza się przede wszystkim na zabawie i nauce, i w którym w pełni może się rozwinąć osobowość dziecka”. Każda dziewczynka i każdy chłopiec zasługują na dzieciństwo „wypełnione miłością i ochroną
To jednak, pod czym w Europie bez zmrużenia oka podpisałaby się większość ludzi, w skali globalnej wcale nie jest oczywistością… – o czym codziennie nam przypomniano w materiałach dotyczących wojen, wypędzeń, przesiedleń i innych nieszczęść dzisiejszej ludzkości.
W Onecie spotkałem materiał o losach dzieci na terenach objętych wojną. W materiale znalazłem taką oto zachętę do przeczytania całości.  „ Jakaś dziewczynka (o egzotycznie brzmiącym imieniu) miała szczęście, bo czworo jej rodzeństwa zabiła bomba, a jej tylko urwało nogę…” Mnie to nie zachęciło, bo nie otwarłem całego materiału. Bez tego wiem o czym napisano.
Jedna z moich znajomych zamieściła w Dniu Dziecka wiersz traktujący o dziewczynce żyjącej w bezpiecznym kraju, gdzie słowo wojna nie jest dzieciom znane, która szczerze współczuje swojej rówieśnicy jej losu i życzy radości jakie niesie szczęśliwe dzieciństwo. Poruszający wierszyk. Użyłem tego przykładu w rozmowie z moją wnusią. Zapytałem ją czy słyszała o wojnach niosących nieszczęście ludziom, o Syrii, o mieście Aleppo, gdzie już nie ma domów tylko morze gruzów, gdzie również mieszkają dzieci oczekujące na prezenty… Nie słyszała. Jej tatuś zmienił temat na bardziej bezpieczny dla dziecka, bo po co go obarczać takimi problemami? Jeszcze o nich usłyszy jak będzie starsza.

Tu chciałem dotknąć jedynie tematu z zakresu sposobów rozmowy z dziećmi. Napotkałem w tych dniach interesującą rozmowę na ten temat. Oto link: http://kobieta.onet.pl/dziecko/starsze-dziecko/trudne-tematy-jak-rozmawiac-z-dzieckiem/hdynvkh
„Dzieciom często wystarczy prosta odpowiedź i to je satysfakcjonuje, dlatego warto dopytywać, co dokładnie chcą wiedzieć. Tematy są trudne dla dorosłych, nie dla dzieci”. O tym, jak rozmawiać z dzieckiem na tak trudne tematy jak śmierć, przemoc czy seks, co dzieci naprawdę chcą wiedzieć i jak dostosować odpowiedź do ich wieku oraz potrzeb, opowiada psycholog dziecięcy Natalia Wierońska-Saternus.  Rozmowę kończą następujące pytania i odpowiedzi:
– Obawiamy się tych wszystkich trudnych pytań, a często okazuje się, że dziecko nie chce nawet znać szczegółów, zadowala się ogólnikami. Strach ma wielkie oczy?  – zapytała dziennikarka
– Dokładnie tak jest. Dzieciom często wystarczy prosta odpowiedź i to je satysfakcjonuje, dlatego warto dopytywać, co dokładnie chcą wiedzieć. Wracamy do tego, co powiedziałam na początku: tematy są trudne dla dorosłych, nie dla dzieci.
A więc jak rozmawiać z dzieckiem na trudne tematy?- brzmiało ostatnie pytanie
– Prosto, otwarcie i szczerze – brzmi odpowiedź fachowca

 

Ze skarbem należy się odpowiednio obchodzić

Jestem świeżo po powrocie z odwiedzin u rodziny mojej córki. Kilka wspólnie przeżytych dni każdemu z nas pozostawiło do przemyślenia całkiem inne aspekty wspólnie przeżytych sytuacji, czy różnych skojarzeń, które zupełnie do siebie nie przystają. Jakże często bywa tak, że my coś mówimy dobrej intencji, a ktoś zupełnie inaczej to rozumie. Powstają z tego równie często sytuacje komiczne jak i dramatyczne. Warto więc upewniać się co do właściwego rozumienia naszych słów, czy zachowań. Przykład:
Wieczorem,  po kolacji siedzimy sobie w kuchni z wnusią i tam odbywają się pogaduchy do poduchy. Pada stwierdzenie babci podkreślające jakim to skarbem dla niej są obie wnusie. Nie brakuje też uzasadnień tego stanu. Ja siedząc obok babci poszerzam jej wypowiedź  o inne aspekty posiadania skarbów, traktując to jako żart.
– Są skarby, które należy chronić przed złymi ludźmi w specjalnie zabezpieczonych mieszkaniach, w sejfach itd. Gdyby jednak to dziadek był takim skarbem dla babci, to wystarczyłoby go… zakopać w jakimś odludnym miejscu, albo w piwnicy – powiedziałem z uśmiechem. Moja wnusia zaprotestowała:
– Jak to zakopać, tak się nie robi! Ludzie, to nie pierścionki!
– A czytałaś książki o Ali Babie i 40 rozbójnikach? Albo o piratach, co? Oni zdobyte skarby zakopywali, albo chowali w jaskiniach, więc co dziwnego w tym, że skarby się zakopuje, aby nikt ich nam nie ukradł?
– Oj, dziadzio, ale to nie jest to samo… Powiedziała wnusia i odeszła do mamy.
Po chwili córka zapytała mnie z drugiego pokoju:
– Tato, dlaczego straszysz Marysię? Ona mało nie płacze…
Poprosiłem Marysię do siebie, aby ją zapytać, czym ją przestraszyłem. Z udzielonej odpowiedzi dowiedziałem się, że takie żarty są całkiem nie na miejscu, bo ona wie, że starzy ludzie odchodzą i są grzebani na cmentarzach, ale po co o tym mówić? Ona się zmartwiła tym, że to może się i mnie dotyczyć… Teraz może się jej to przyśnić i będzie źle spała. Wstanie z bólem głowy, albo jeszcze z czymś gorszym…
Nie do śmiechu – prawda?  Trzeba wiedzieć co się mówi, i do kogo…
Na szczęście wieczór zakończyliśmy pogodzeni
15218663_10211249718149326_914385522_n

Dziadkowa opowieść o Dniu Dziadka

Nie zawsze jestem @Tatulem . Bywam też dziadkiem. Zwłaszcza w okolicach Dnia Dziadka. W tych dniach słuchałem uważnie wypowiedzi dzieci na temat babć i dziadków i wynikało z nich, że nas lubią , a nawet kochają za coś, co nie tak łatwo osiągnąć. Trzeba się starać aby na to zasłużyć. Mając to na względzie zabiegam o podtrzymanie związków z moją wnusia Marysią, która spędza z nami swoje pierwsze, już szkolne ferie zimowe. Chodzimy codziennie na sanki, chociaż śniegu mało, robimy coś w domu, czytamy sobie bajki na dobranoc. Czytaj dalej

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…

Bić, czy nie bić – to odwieczne jest pytanie…Warto znaleźć własną odpowiedź na nie.
Rodzice, dzieci, a zwłaszcza nauczyciele zamarli słuchając pochodzących z podsłuchu odgłosów pochodzących z zajęć lekcyjnych z najmłodszymi z uczniów, bo tzw. zerówkowiczami. Nauczycielka też była młoda i widocznie dopiero poszukiwała skutecznych metod wychowawczych, a czyniła to na własna rękę, bez konsultacji z bardziej doświadczonymi nauczycielami, z kimś z nadzoru pedagogicznego z dyrekcji, czy wreszcie z rodzicami. Czytaj dalej

Czytając dziecku codziennie sami wiele możemy się nauczyć…

Popularyzowałem w szkole, jak i tu na blogu szeroko zakrojoną akcję: Cała Polska Czyta Dzieciom, bo naprawdę wierzę w to, że czytanie rozwija i to nie tylko dzieci. Rozwija także nas, czytających dzieciom, ich rodziców i dziadków. Uzasadniałem to szeroko i wskazywałem na ideę przemycenia niejako w czytanych dzieciom starannie dobranych książkach, ważnych treści wychowawczych i edukacyjnych. Czytaj dalej

Co tam panie polityka, liczy się życie…

Moje dzieci zrealizowały planowany od dłuższego czasu wyjazd do Warszawy. Szczególnie przeżywała to nasza 6- letnia wnusia Marysia, jako że miała to obiecane już od dawna. Rodzice dawkują jej kontakt z komputerem i telewizją, a to, co jej wolno oglądać, to już nie są bajki, czy jakieś gry, ale w znacznym wymiarze filmiki o zacięciu edukacyjnym. Po Śwince Pepe i temu podobnych bajeczkach przeszła z dużym zainteresowaniem przez Rodzinę Pytalskich, serial Było sobie życie oraz innych pozycji dobranych wyjątkowo starannie przyszedł czas na wizytę w Centrum Nauki Kopernik. W ciągu 3 dniowego pobytu w Warszawie poświęcili  wiele godzin na indywidualne zwiedzanie i udział w różnych eksperymentach naukowych. Czytaj dalej

Słowo ma moc tajemną, by dać chwałę lub zgubić…

Dzisiaj rano znalazłem na Fb wklejoną przez kogoś sentencję o wymownej treści: Słowami też można uderzyć. Nawet silniej niż pięścią. Skopiowałem, aby powiększyć zasób posiadanych sentencji przydatnych do facebookowych rozmów prowadzonych z użyciem piktogramów. Taka właśnie wymiana poglądów stała się już powszechnym zjawiskiem i to, jak zauważyłem, nie tylko wśród młodych ludzi. Włączyłem się w ten nurt z ochotą gdyż pracując w szkole, już od dawna sięgałem po ten środek przekazu i na tablicy w mojej sali prowadziłem kącik pod nazwą : Myśl złota… , w którym co tydzień zmieniałem sentencje, wybrane pod kątem przydatności edukacyjnej lub wychowawczej. Czytaj dalej

Matko moja, ja wiem…

Od paru dni napotykam na elementy kampanii reklamowej przypominającej o nadchodzącym święcie – Dniu Matki. Internet, radio, telewizja poruszają ten bliski każdemu temat. Wiedzą, że zadbamy o odpowiednią oprawę wizyty u swojej mamy i jakiś prezent stosowny do wieku i upodobań naszej mamy. Padają też pytania o nasze osobiste związki z matką i nasze najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Coś poza tym podpowiadają, coś przypominają. Przygotowują nas do innego, lepszego niż zwykle przeżycia tego święta . Czytaj dalej

Czy rozprawka z języka polskiego w gimnazjum coś zapowiada?

Dzisiaj wielokrotnie słyszałem w Jedynce Polskiego Radia powtarzającą się informację o egzaminie zewnętrznym w gimnazjach. Jednym z zadań egzaminacyjnych z języka polskiego było napisanie rozprawki na temat: „Ciekawość pomaga, czy przeszkadza w życiu”. – Rewelacja!!! Pomyślałem. Zmieniło się wreszcie podejście do egzaminów skoro pytają o takie rzeczy i do tego w formie rozprawki. Słyszałem też wypowiedzi abiturientów wskazujące na wymogi czytania ze zrozumieniem i umiejętności analizy tekstu. Uznaję to za bardzo ważny element nawiązujący do dawnego stylu nauczania języka polskiego i oceny posiadanej wiedzy w tym zakresie. Czytaj dalej