Kartoflanka, to nie tylko zupa jakich wiele…

Pisałem już o Wojciechu Młynarskim, ale jeszcze postanowiłem napisać nie tak o nim samym jak o Kartoflance, którą przywołał z niepamięci odtwarzaną w radio piosenką.  Wspominałem już tu wielokrotnie biedną powojenną rzeczywistość w jakiem żyliśmy. Rodzice wprowadzili się do wybudowanego domu w roku mojego urodzenia. Zamieszkiwaliśmy we czwórkę w jednej izbie, która była kuchnią i wszystkim innym. Dochody z pracy były więcej niż mizerne i dość nieregularne, a żyć i jeść trzeba było organizując to tak, aby zaoszczędzić na otynkowanie, wykonanie podłogi  i wstawienie okna do drugiego pokoju. Mama wykorzystywała maksymalnie to, co z płachetka posiadanej ziemi i od krowy żywicielki mogła nam podać. Zaoszczędzę Państwu szczegółów bo w dzisiejszych czasach opowiadanie o tym jak się żyło powoduje zniecierpliwienie u słuchaczy i czytelników. A przecież jakoś wyrośliśmy na ludzi i możemy się cieszyć tym co dzisiejsza „Polska w Ruinie” nam oferuje. Czytaj dalej

Nadawanie symboli i przypisywanie znaczeń

Kiedy rankiem odpaliłem komputer, to pierwszą informacją jaką dostrzegłem na fejsbuku była fotografia lustra w starej ( a nawet bardzo starej) ramie stojącej wprost na podłodze. W lustrze odbijało się wnętrze jakiegoś pomieszczenia urządzonego w stylu tego lustra. Zdjęcie pochodziło ze strony promującej „piękno czystej formy” zwłaszcza w mieszkaniach i ogrodach. Pomyślałem sobie… Oto  widoczek pochodzący wprost z naszego rodzinnego domu. Dopisałem więc pod zdjęciem następujący komentarz:  – Moja córka wyjeżdżając na obczyznę zabrała ze sobą stare lustro w podobnie starej ramie. „Jak spojrzę w nie, to zobaczę swoich dziadków, którzy się w nim przeglądali…” – powiedziała. Czytaj dalej