Sorry Winnetou…

Moja wnusia, 12 latka Marysia obchodziła swoją kolejną, nastoletnią rocznicę urodzin podczas wizyty u nas, dziadków. Kończył się miesiąc sierpień, a więc i wakacje, a te okoliczności chcieliśmy wraz z jej rodzicami jakoś szczególnie utrwalić w pamięci, zwłaszcza w jej pamięci.
Nie zdawałem sobie sprawy jak ważnym i oczekiwanym wydarzeniem są dla nastolatka urodziny. Może nawet nie tylko w aspekcie spodziewanych prezentów, ale i spotkania towarzyskiego. Dość powiedzieć, że tych kilka ostatnich dni wakacji byliśmy mocno zaangażowani w to, aby wszystko się świetnie udało. Robiliśmy ciasto mające wystąpić w roli tortu ze świeczkami Marysia zastawiała stół kładąc przed każdym nakryciem odręcznie sporządzoną wizytówkę i później starała się pełnić rolę gospodyni. Jej siostra Emilka występująca w wybranej przez siebie na Allegro pięknej, długiej sukni z akcesoriami księżniczki przybyła na przyjęcie w towarzystwie swego przyjaciela Piotrusia (pisałem o tym  TU:)
Marysi towarzyszył sąsiad Mateusz rozpoczynający właśnie naukę w liceum.
To są okoliczności, w jakich chciałem umieścić dzisiejszą opowieść.

Marysia, już od małego dziecka była zapaloną słuchaczką czytanych jej bajek, a później już samodzielną czytelniczką coraz to nowszych bajek i poważniejszej literatury adresowanej do dzieci i młodzieży. Rozwój tej pasji dostrzegły w porę i wykorzystały mama i mama chrzestna Marysi obdarowując ją z okazji I Komunii Świętej pakietem wszystkich książek Małgorzaty Musierowicz z odręczną dedykacją autorki. Opisałem to: pod linkiem
Ostatnio oprócz czytelnictwa książek pochłania ją oglądanie filmów, w którym aktualnie przoduje Star Wars.
Właśnie na tym przyjęciu miałem okazję posłuchać rozmowy młodych pasjonatów tej, do nich w końcu adresowanej fantastyki. Przerzucali się szczegółami kolejnych części tej sagi, imionami bohaterów i ich wyczynami, a ja … siedziałem jak na tureckim weselu. Nie było sensu dopytywać się o szczegóły, bo zdawałem sobie sprawę, że jako ignorant, po prostu nie mogę być uczestnikiem tej rozmowy. Do tego trzeba się przygotować. Postanowiłem zrobić to w stosownym czasie, a tymczasem wyrazić uznanie dla żywej rozmowy uczestników i szerokich ich zainteresowań. Znalazłem krótką charakterystykę poszczególnych części tej sagi: Oto ona
Doświadczenie tej rozmowy nasunęło mi mnóstwo własnych wspomnień z moich spotkań z literaturą, jaką się interesowałem, gdy sam miałem kilkanaście lat. Zapamiętałem szczególnie emocje związane z czytaniem i przeżywaniem kilku powieści Karola Maya, które opowiadały o losach super bohatera Winnetou i jego super przyjaciela Old Shatterhanda. https://pl.wikipedia.org/wiki/Winnetou

   Młodzieńcze tęsknoty za prawdziwą i „sprawdzaną w bojach” przyjaźnią, jaka przytrafiała się szlachetnym, odważnym ludziom w tak naturalnych warunkach przyrodniczych, jakie panowały na Dzikim Zachodzie mogła zawładnąć i zawładnęła naszą wyobraźnią. Zapisywaliśmy się w kolejce do kolejnych tomów i czekaliśmy… do skutku, bo w miejscowej bibliotece wszystkie dwa egzemplarze były na stałym wypożyczeniu.
Każde spotkanie chłopaków było przepełnione opowieściami z życia tamtych ludzi, w którym liczyły się całkiem inne od współczesnych umiejętności i zdolności, ale liczyła się przede wszystkim przyjaźń, honor itp. wartości.
W podobnym czasie zawładnęła naszą wyobraźnią powieść z lokalnego już świata, bo z powojennej Warszawy.  W 1955 roku Leopold Tyrmand wydał powieść „Zły”. Dla zainteresowanych krótka charakterystyka: LINK
Tu, w zainteresowaniu, jakie nam się udzielało dopatruję się podobnego mechanizmu, a była nim narastająca potrzeba znalezienia wzorca duchowego rozwoju. Tu mieliśmy barwną postać bohaterskiego mściciela tępiącego wszelkie zło i biorącego w obronę pokrzywdzonych. Trochę to podobne do postaci Supermenów, jacy pojawili się znacznie później w światowej literaturze i filmie.
Tytuł dzisiejszej opowieści, to zdanie wygłoszone przez dzisiejszą solenizantkę Beatę, którym zakończyła jakąś dyskutowaną kwestię. Gdy to usłyszałem postanowiłem zapytać siedzącego obok jej bratanka – studenta:
Czy znasz Winnetou? Wiesz co to za imię?
– Nie znam. Pierwszy raz to słyszę
– odpowiedział.
Opowiedziałem o naszych młodzieńczych fascynacjach powieściami Karola Maya i o emocjach, jakie towarzyszyły czytaniu. Nie pytałem o to, co jego fascynowało, gdy miał naście lat, bo mam świadomość tego, że co człowiek to inna natura. Nie wszyscy są czytaczami, oglądaczami filmów, czy graczami na przebogatym rynku gier. Jesteśmy różni i nikogo nie dziwi fakt, że tylko ok.40 proc. społeczeństwa czyta książki i jak to powiedział Minister kultury prof. Gliński na inauguracji wczorajszego Narodowego Czytania 2020… jest to wskaźnik względnie stały, tak jak stałe są usiłowania do zmiany naszych zainteresowań słowem pisanym.
Liczę na rozmowę z Państwem