Konsultacje społeczne na poziomie bloga

Pisać, nie pisać…  – skonsultować warto…
Wystartował doroczny konkurs na bloga roku. Już dają się zauważyć pierwsze informacje o dokonanych zgłoszeniach. Każdemu wolno kochać … myśl o sławie, o wzroście popularności, o szybciej kręcących się licznikach wejść do bloga jak i o innych pojmowanych już indywidualnie kryteriach opłacalności tego przedsięwzięcia.  Czytaj dalej

Bo blogowanie, to jest takie cóś…

I LOVE BlogPamiętacie taką reklamę? Przechodzi do domu zaaferowana pani domu i  mówi do męża: – Wiesz udało mi się tanio kupić, załatwić to, czy tamto, a przez to zaoszczędziłam tyle to, a tyle… Na to mąż: – A ile z tego przyrosło ci na koncie, kochanie? No i tu już pora na fachowca, który pojawia się we właściwym momencie z gotową interpretacją zdarzenia wskazując przy okazji 😉 gdzie to konto trzeba założyć, aby nam przyrosło. Teraz jakoś mniej pokazują ten spot, ale ja mam go gdzieś w tyle głowy zwłaszcza gdy chwalę się żonie: Wiesz, że ten ostatni tekst z bloga znalazł się wysoko w rankingu blog.pl w kategorii Społeczeństwo. Żona przyjmuje takie komunikaty z marsową miną i chyba tylko przez delikatność nie werbalizuje widocznego w oczach pytania: – Biedaku, siedzisz nad tym blogiem przez całe godziny i co ty, tak naprawdę z tego masz? Ona jednak nie pyta, a przez to ja nie mam okazji do krytycznej odpowiedzi. Mija stan podekscytowania, bo ta wysoka lokata w rankingu utrzymuje się przez kilkanaście godzin, w czasie których okazuje się, że wcale nie zwiększyła się liczba czytelników, ani komentatorów, a następnego dnia rankiem już mnie tam nie ma. Reguła głosi: Nie napiszesz nowego i dobrego tekstu, to wypadasz z wszelkich rankingów. Napiszesz, to historia jedynie może się powtórzyć, a pytanie pozostanie bez odpowiedzi: A co ty tak naprawdę z tego masz??? Już wielokrotnie stawałem przed takim pytaniem z gotową odpowiedzią. Nawet pisałem o tym tu, na blogu. I co to zmieniło? Nic, lub prawie nic. Dzisiaj napotkałem w blogosferze na podobne dywagacje. Przeczytacie?http://harmonyinlife.blog.pl/2014/09/17/bo-blogowanie-jest-modne/
Cytuję fragmenty tego tekstu, aby przybliżyć moim czytelnikom inny punkt widzenia, z którym się zgadzam: Autorka pisze bo lubi to robić, bo:… To taki mój świat, mój dom. Urządzam go po mojemu, tu wkładam moje serce oraz myśli kiedy jestem szczęśliwa, jest mi źle, smutno czy jestem zła. Kiedy piszę szczelnie zamykam się w moim harmonijnym świecie pełnym słów, zdań i obrazów. Ponieważ jestem spontaniczna moje wpisy też takie są. Do głowy wpada myśl, jest przetwarzana, paluszki klikają … a wy czytacie : ) Miło mi, kiedy widzę dodany pod postem komentarz, gdy wchodzicie ze mną w dysputy.

…Wyobraźcie sobie, że odwiedzając mój blog jesteście gośćmi mojego przytulnego domu, w którym pachnie świeżo upieczonym ciastem. Rozsiadacie się na miękkiej kanapie z kubkiem ciepłej herbaty lub kawy, otulacie kocem i zaczynamy rozmawiać. Tak ja to widzę. Witam was gorącą herbatką i ciepłymi kapciami. Czujcie się jak u siebie, a ja opowiadam wam co u mnie słychać. Na chwilę wpadacie w odwiedziny aby zrobić pauzę w zwariowanym i szalonym dniu... Kiedy mnie odwiedzacie po raz kolejny, jestem w pełni usatysfakcjonowana i bardzo szczęśliwa gdyż wiem, że dobrze się u mnie czujecie… 

Komentarze pisane przez czytelników i blogerów też dają wiele do myślenia. Dlaczego sięgam dzisiaj po ten przykład? Ano dlatego, że każdy z piszących ma wielu czytelników, którzy z jakichś względów nie komentują i nie dają nam odpowiedzi na temat jak się u nas czują i my nie wiemy czy nadal u nas bywają. A tego nam brakuje i już.

Ostatnio spotkałem znajomą osobę w sklepie i po wymianie grzecznościowych formułek usłyszałem: – A wiesz o tym, że moja Magda czyta od lat twoje tatulowe opowieści? Zagląda też do innych miejsc, w których zamieszczasz zdjęcia i teksty bo tak chce wiedzieć co się w naszych stronach dzieje. Nie tylko Magda to czyta, inne osoby z naszych stron też tam zaglądają…
Ucieszyłem się taką nowiną i prosiłem, aby podziękowała Magdzie za zainteresowanie i powiedziała jej to, co ja wyżej napisałem. Teraz powtórzę swoimi słowami:

Magda, dlaczego milczysz?

Opowieści o skunksach i ich strasznej broni

skunksPrzed paroma dniami zaglądając do zaprzyjaźnionego Kneziowiska znalazłem wypowiedź na temat spotkania ze skunksem. Przeczytałem z uwagą:

Dzień dobry Wam

Szłam już spać i jak zwykle wyszłam sobie do ogródka puścić dymka przed snem.  Kucnęłam na schodach i się zamyśliłam. Kątem oka zobaczyłam jakiś ruch pod ścianą. Spod płotu przy furtce wylazł mały skunksik.  Przeszedł tuż obok i jakby dopiero wtedy mnie zobaczył. Zamarłam, bo odwrócił się do mnie tyłem.  Nie miałam gdzie uciekać i pomyślałam, że tę noc będę musiała spędzić na podwórku.  Mamy podwójne drzwi i dlatego zanim zdążyłabym otworzyć te pierwsze, to już bym śmierdziała niesamowicie. Skunks uspokojony moim bezruchem rozejrzał się i poszedł sobie do ogródka. Z jednej strony to dobrze, bo wyczyści go z robactwa lepiej niż wszelakie chemikalia. I zrobi to ekologicznie. Z drugiej strony – lepiej żeby nic go nie wystraszyło, bo będzie nam śmierdziało bardzo długo. I żebyście wiedzieli jak paskudnie!!! To było już któreś z kolei moje spotkanie ze skunksem. Całe szczęście kolejne nieopryskane.

Miała szczęście ta pani – pomyślałem. Znam ten zapach z okolic Chicago, gdzie od czasu do czasu bywamy u naszej córci Małgosi. Mimo, że nie przytrafiał się nam taki bezpośredni atak, a jedynie zdarzyło się to gdzieś w okolicy, to mieliśmy wątpliwą okazję wielokrotnie zapoznać się z owym orężem. Tubylcy wielokrotnie nas ostrzegali przed taką przygodą, bo wtedy wypada tylko wyrzucić ubranie, a i zmycie tego smrodu też nie jest łatwe. 

Zajrzałem do Wikipedii, aby przeczytać, że: Skunks zwyczajny (Mephitis mephitis) – gatunek ssaka z rodziny skunksowatych, wcześniej zaliczane do łasicowatych, słynne z powodu cuchnącej wydzieliny, której używa do odstraszania napastników. Występuje na Wielkich Równinach w Ameryce Północnej. Zamieszkuje lasy i tereny otwarte. Jego sierść jest gęsta i puszysta w czarnym kolorze w białe paski.

Moja przygoda ze skunksem miała miejsce przed domem córki, a nie w lasach, czy też na terenach otwartych Wielkich Równin. Pewnego upalnego dnia, gdy z córkami, ubrani w kolorowe stroje krakowskie i nie tylko wyjeżdżaliśmy na Targi Edukacyjne do Navy Pier w Chicago, to wcześniej musieliśmy podlać rośliny wokół domu. Przed wejściem do samochodu schyliłem się, aby zakręcić umieszczony obok schodów kran z wodą i wtedy zamarłem w przerażeniu widząc panią skunksową z gromadką pięknych skunksików jak patrzy na mnie. Świadom zagrożenia powoli wycofałem rękę z okolic kranu i niczym leniwiec wstałem powoli, aby równie powoli  się wycofać z rejonu zagrożenia. Myślałem tylko o tym, że strój należący do Zespołu Pieśni i Tańca „Lajkonik” wypożyczony dla godnego reprezentowania Polish Museum Of America w Chicago byłby do wyrzucenia, a mój występ? Nie było już czasu nawet na to, aby doprowadzić się do porządku po takim ataku. Miałem więc szczęście? A może pani skunksowa też była zaskoczona tak kolorowo ubranym „Krakowiakiem”, że nie skorzystała ze swojej straszliwej broni? Tego się nie dowiedziałem. Nasz rodzinny występ się udał. Przechadzaliśmy się pomiędzy stoiskami i zapraszaliśmy wszystkich do odwiedzenia polskiej placówki kulturalnej. Po powrocie omówiliśmy w domu całe zdarzenie i znaleźliśmy miejsce gdzie te sympatycznie wyglądające zwierzęta znalazły sobie schronienie. Było to puste miejsce pod schodami mające kształt małej pieczary, do którego skunksy wygrzebały sobie prawie niewidoczny korytarzyk. Ponieważ nie wolno czynić im krzywdy, to pod nieobecność tej rodzinki zabezpieczyliśmy miejsce w taki sposób, aby goście poszukali sobie innego lokalu. Minęło kilkanaście lat od tamtego zdarzenia, a ja pamiętam wszystko jakby to działo się wczoraj. Już sam nie wiem czy to z powodu skunksa, czy może roli w jakiej wtedy występowaliśmy.Reprezentacja Muzeum Polskiego w Chicago

600 tatulowych opowieści na 6 -lecie blogowania

Myszka blogowa

Doczekałem kolejnej, 6-tej już rocznicy przygody z blogowaniem. Nie zakładałem jakiegoś planu publikacji, bo nie robiłem żadnych planów. Zaczęło się od urodzinowo-imieninowego prezentu od córki Małgosi, a dalej już poleciało. Piszący blogi wiedzą jak to jest z pomysłami na nowe teksty i z możliwościami ich realizacji. Wiedzą też dlaczego i dla kogo piszą, a swój wolny czas wykorzystują właśnie w ten sposób. Czytaj dalej

Kto czyta książki…

Wśród „moich”, bo wybranych przez siebie sentencji mam i taką:
„Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Umberto Eco.
Zanotowałem ją sobie, bo do mnie przemawia swą oczywistością. Czy jednak nadal zasługuje na cytowanie? Zaczynam mieć wątpliwości, zwłaszcza odkąd usłyszałem w moim radyjku Jedynka PR nadawaną ostatnio cyklicznie reklamę. Pozwólcie, że zacytuję z pamięci: „Na całym świecie spada czytelnictwo. Mądra szkoła, to taka w której nauczyciele czytają dzieciom książki codziennie przez 20 minut dziennie…” Dalej jest informacja o tym, że to jest projekt dofinansowywany przez Ministerstwo Kultury… Czytaj dalej

Płać frajerze, albo…

Zajrzałem kiedyś do wujka Google prosząc, aby pokazał mi, co ma nowego pod hasłem stanowiącym nazwę mojego bloga. Pokazał nawet sporo. Wśród nowych zapisów była oferta ściągania różnych plików, w tym również blogów, przez nie wiele mówiąca mi stronę o dość adekwatnej jednak nazwie „Pobieraczek”. Czytaj dalej

Blog roku 2013

Równo rok temu – jak ten czas leci – informowałem Państwa o tym, że biorę udział w organizowanym konkursie na Blog Roku. Z pewną taką nieśmiałością chciałem wtedy ocenić swoje szanse i zastanowić się nad tym jak w przyszłości pisać Tatulowe opowieści, aby trafiały do większej liczby czytelników przy zachowaniu formuły przyjętej na początku istnienia bloga. Prosiłem również o wsparcie w głosowaniu przy pomocy SMS ów.

Nie osiągnąłem wprawdzie zbyt wiele, ale jednak zdobyłem sporo doświadczenia i nowych czytelników, za co jestem wdzięczny tym, którzy zachęcali mnie wtedy do udziału i później wspierali swoimi głosami.

W tym roku nie zgłosiłem swojego bloga do konkursu, natomiast spośród zaprzyjaźnionych i odwiedzanych codziennie blogów zdecydowałem się poprzeć blogi prowadzone przez ludzi z pasją. Są to:

Siostra Małgorzata Chmielewska – prowadzi blog, w którym dzieli się doświadczeniami jakich nie ma chyba nikt. Na blogu zamieściła informację dla nowych czytelników, w której tak pisze o sobie:
„Jestem siostrą w Katolickiej Wspólnocie Chleb Życia. Żyję razem z moimi siostrami i braćmi, którym po ludzku się nie powiodło. A przede wszystkim staram się żyć z Chrystusem. Co z tego wynika? Zapraszam – zobacz….” Zapraszając do Jej bloga http://siostramalgorzata.blogspot.com/ , zachęcam jednocześnie do oddania na niego głosu – koszt 1,23 z VAT wysyłając SMS o treści:  B00095 na adres 7122.
Proszę o włączenie w tę akcję znajomych…
Dziękuję w imię sprawy jakiej służy to przedsięwzięcie.

Kolejną osobą której blog zdecydowanie popieram jest:

Malina która nie pisze o malinach. Pisze o ratowaniu zabytków, co jest jej zawodem, ale i pasją życia zarazem. Ratuje również od zapomnienia arcyciekawą historię swojej rodziny pisząc barwnie i arcyciekawie oraz dokumentując swoje opisy pięknymi zdjęciami . Gdy odwiedzicie jej blog to poznacie zarówno jej różnorakie zainteresowania jak i talenty http://szpakowedrzewo.blogspot.com/

Głosując na ten blog należy w treści SMS-a wpisać kod o treści: F00003 i wysłać go na adres 7122. Koszt 1.23 zł z VAT
Trzecim blogiem, który chciałem Państwu rekomendować jest blog:

Missjonash, która, jak sam jej nick wskazuje również ma misję – ulepszania świata, a konkretnie reperowania ludzi, którym się troszkę poplątały ścieżki po których przemierzają życie. Zapraszam do odwiedzenia tego bloga: http://missjonash.blox.pl/2014/02/Straz-Miejska-w-Cieszynie.html

Znajdziemy tam dużo fachowych informacji przydatnych dla zrozumienia siebie samych jak i naszych bliskich i dalszych znajomych, którym zdarza się „złapać doła”, poddać się depresji, czy uzależnieniom.

Głosowanie podobnie jak w poprzednio wymienionych blogach. Kod E00010wysyłamy na adres 7122. Koszt 1.23 zł. Można oddać jeden głos na każdy z blogów mając tę satysfakcję, ze wspieramy autorów blogów realizujących ważne misje społeczne, a pieniądze uzyskane z SMSów zostaną zużyte na dofinansowanie ważnych celów humanitarnych, świadczonych zwłaszcza na rzecz dzieci

Świat nie słucha naszych żali

W czasie niedzielnego śniadania usłyszeliśmy w Jedynce PR piosenkę Andrzeja Sikorowskiego pod tytułem List do świata. Znana mi piosenka i tym razem przeniosła mnie do świata wspomnień jako, że przed laty zainspirowany jej słowami napisałem na blogu jedną ze swoich opowieści „Gdyby piosenek słuchał świat”. http://tatulowe.blog.onet.pl/2009/01/25/gdyby-piosenek-sluchal-swiat/ Teraz też podśpiewywałem sobie wraz z wykonawcą…
Na moim podwórzu jest ściana łaciata
na ścianie tej dzieci list piszą do świata
ogromny zbiorowy list

w tym liście są żale i skargi dziecięce
pisane niedbale bazgrane naprędce
gdy z okien nie patrzy nikt

 Gdyby te listy czytał świat
to pewnie by się zmienił
a mędrcy mądrzy że aż strach
milczeli zawstydzeni… Polecam do posłuchania, bo warto: http://www.youtube.com/watch?v=PrYTnP7rC-0
Dyskusja jaką wywołał tamten tekst jest i dzisiaj aktualna, gdyż nic się nie zmieniło w świecie muzyki, ani tym bardziej w świecie polityki. Muzyka, w tym ta szczególna jej forma jaką jest piosenka nadal jest środkiem wyrażania tęsknot za miłością, przyjaźnią, jakimś szczególnym sposobem życia i bycia, za swobodą, wolnością i za czym się komu podoba. Bywa też sposobem wyrażania sprzeciwu, protestu czy buntu. Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…prawda? Niech więc śpiewa, niech słucha tego co lubi, jeśli mu to pomoże się zrelaksować, rozładować jakieś frustracje, wyłączyć się…a przy okazji da sobie wcisnąć jakieś reklamy i dżingle podstawowych informacji.
Gdyby te listy czytał świat, to pewnie by się zmienił
a mędrcy mądrzy, że aż strach milczeli zawstydzeni…
   Ano właśnie. Gdyby ŚWIAT czytał te wszystkie żale i skargi dziecięce i nie tylko dziecięce? Gdyby ŚWIAT słuchał piosenek niosących różne przesłania. Gdyby świat słuchał różnych haseł wykrzykiwanych z gniewem na polskich pochodach, czy choćby ostatnio na placu Majdan w Kijowie. Ale najwyraźniej nie słucha. Albo słucha i puszcza je mimo uszu. A poza tym trzeba by wyjaśnić, co należy rozumieć pod pojęciem świat? Ja czytam te hasła i protesty. Ja słucham piosenek niosących jakieś przesłanie. Będąc pod ich wpływem jakoś tam uczestniczę z życiu tego świata. To wciąż mnie interesuje i dlatego podejmuję ten temat.
Każdy z nas zna pewnie wiele takich piosenek lub ich części, które zapamiętał, bo jakoś szczególnie przemówiły do jego wyobraźni, bo przynoszą nam to poruszające nas przesłanie. Znam wiele takich piosenek. Bardzo cenię sobie teksty Jacka Cygana, Andrzeja Sikorowskiego, a szczególnie supermistrza w felietonowym ujmowaniu i wyśpiewywaniu ważnych życiowo problemów – Wojciecha Młynarskiego, które okazują się wciąż bardzo aktualne. A przecież nie tylko ich utwory zasługują tu na wymienienie. Warto zapamiętać i mieć w zanadrzu przesłanie płynące z piosenki Starszych Panów:
Piosenka jest dobra na wszystko
Piosenka na drogę za śliską
Piosenka na stopę za niską
Piosenka podniesie Ci ją…

…Po to wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi
Żebyś nie był bez piosenki, żebyś nigdy jej nie zgubił
Żebyś w sytuacji trudnej mógł lub mogła westchnąć z wdziękiem:
Życie czasem nie jest cudne, ale przecież mam piosenkę…
   Mamy więc kolejny przepis na osiąganie korzyści płynących z piosenek. Tylko korzystać.A swoją drogą warto zastanowić się nad tą kwestią z piosenki List do świata. Jaki byłby ten świat gdyby czytał (i realizował) to, co na ścianach piszą dzieci?
… w tym liście są żale i skargi dziecięce pisane niedbale bazgrane naprędce…

 

 

Amerykańskie Kolorado na haju

W niedzielne do południe oglądam już tradycyjnie TVN 24, a w niej rozgadaną audycję Kawa na ławę. Bezpośrednio po niej, już nieco bardziej stonowaną Lożę prasową. Dzięki zapraszanym do studia przedstawicielom chyba wszystkich opcji politycznych z grona polityków i dziennikarzy mogę się dowiedzieć co w trawie piszczy. Czytaj dalej

Nie pozwól babci wybierać prezentów…

Podobno każda przeciętna polska rodzina przeznacza na organizację nadchodzących świąt około 1126 zł. Jest to wyraźnie mniej niż w roku ubiegłym, co eksperci zapisują nam na konto rosnącej skłonności do oszczędzania. To duży pozytyw. Część tych pieniędzy przeznaczymy na prezenty. Sporą część. O ten rynek walczą zaciekle handlowcy wielu branż , bo to praktycznie jedyna w roku okazja, aby sobie powetować różne niepowodzenia i poprawić wskaźniki sprzedaży, no i – co chyba oczywiste – również zysków. To w tym celu już od połowy listopada pojawiają się świąteczne dekoracje, świąteczna muzyka i przeróżne specjalne okazje świąteczne. To dlatego ilość reklam w programach radiowych i telewizyjnych i czas ich nadawania tak skokowo rośnie. Niektóre z nich potrafią nas rozbawić, a inne serdecznie wkurzają, ale podobno bardzo oddziaływają na naszą wyobraźnie …no i na chęć czynienia zakupów. Te dwa czynniki wprawiają nas w stan jakiegoś amoku. Spieszymy się i kupujemy wszystko co nam podsuwają, tak jakby miało tych towarów zabraknąć. Może to jeszcze pamięć pustych sklepów z czasów PRL-u tak nas dopinguje? Czytaj dalej