Bajka jest dobra na wszystko

W ubiegłą niedzielę słuchałem rankiem w Jedynce Polskiego Radia cyklicznej audycji „Familijna Jedynka”. Tematy raczej poważne jak to w katolickiej rozgłośni bywa, aż tu nagle usłyszałem: – A teraz zapraszamy do odbiorników naszych najmłodszych słuchaczy. Wysłuchamy wspólnie bajki o poszukiwaniu szczęścia. 

Zastanowiło mnie to, że to dzieciom będą czytać, a cóż one wiedzą o szczęściu, czy o jego szukaniu. Chcą mieć wszystko, a gdy to jest spełnione, to czy przyjdzie na myśl przeciętnemu dziecku aby nazwać ten dobrostan szczęściem?
Robiąc swoje słuchałem jednak z rosnącym zainteresowaniem:
W pewnej krainie żył sobie człowiek, który był wyjątkowym pechowcem – rozpoczął swoją opowieść lektor.
Wszystko co najgorszego mogło się komuś przytrafić przytrafiało się właśnie jemu. Był tym tak bardzo zgnębiony, że postanowił udać się do pewnego pustelnika poradę i pomoc. Ten wysłuchał go uważnie i powiedział: –
Ja nic ci nie pomogę, bo tylko Pan Bóg może ci pomóc.
Nasz biedaczek podziękował za radę i postanowił bez zwłoki udać się po ratunek na wysoką górę ,gdzie już ponad chmurami mieszkał Pan Bóg. Wędrówka była długa i w drodze naszego wędrowca spotykały różne przygody. Pewnego dnia spotkał na drodze tygrysa. Wystraszył się ogromnie, ale postanowił błagać go o zaniechanie swoich zwyczajów i oszczędzenie mu życia. Tygrys wysłuchał prośby i odpowiedział:
Nie zjem cię , bo jakoś nie mam apetytu i bardzo mnie to martwi. Niedługo pozostanie ze mnie skóra i kości. Ale coś za coś. Jak będziesz u Pana Boga to zapytaj go o radę dla mnie. Zapytaj co może przywrócić mi apetyt?
Wędrowiec podziękował za oszczędzenie mu życia i obiecał przekazać prośbę Bogu.
W dalszej wędrówce, gdy odpoczywa pod samotnym drzewem usłyszał jego zatroskany głos opowiadający o złym losie jaki go trapi.
– Inne drzewa są dużo większe i bardziej okazałe, a ja jestem słabiutkie i małe – utyskiwało drzewo. Gdy wędrowiec zaofiarował się zanieść pytanie do Pana Boga również i w jego sprawie ,to drzewo ucieszyło się na szansę poprawy swego losu.
W dalszej wędrówce napotkał na swojej drodze dom, w którym zamieszkiwała piękna i bardzo gospodarna kobieta, której tak doskwierała samotność, że straciła radość życia. Gdy dowiedziała się, że nasz wędrowiec idzie do samego Pana Boga ze swoimi troskami, to poprosiła o zaniesienie prośby o radę również w jej sprawie. Wędrowiec chętnie przyjął je prośbę i wyruszył dalej.
Gdy dotarł do białej groty, w której mieszkał Pan Bóg i znalazł się przed jego obliczem, to opowiedział o wszystkich swoich nieszczęściach, które go tam doprowadziły i prosił gorąco o radę. Bóg go wysłuchał i odpowiedział:
– Nie martw się więcej, wkrótce znajdziesz swoje szczęście. Wędrowiec ucieszył się, ale przed powrotem postanowił przekazać prośby nieszczęśników spotkanych po drodze . Pan Bóg go wysłuchał i dla kobiety przekazał radę:
– Powinna wyjść za mąż aby nie była więcej samotna i aby mąż pomagał jej we wszystkich życiowych sprawach.
Porada dla drzewa brzmiała następująco:
– Korzenie tego drzewa są uciskane przez skrzynię złota, która jest zakopana pod tym drzewem. Jak skrzynia zostanie usunięta, to problemy miną bez trudu. – Porada dla tygrysa brzmiała następująco:
– Gdy tygrys zje najgłupszego człowieka pod słońcem wtedy apetyt mu powróci i problem zniknie .
Nasz wędrowiec wraca podśpiewując z radości jaka będzie jego udziałem, gdy już spotka swoje szczęście. Po drodze wstępuje kolejno do miejsc gdzie przyjął na siebie pośrednictwo w przekazywaniu próśb.
Kobiecie powiedział dosłownie to, co usłyszał od Boga. Powinna wyjść za mąż, a jej problemy znikną. Kobieta przyznała, że to mądra rada, ale… Skąd ma wziąć męża? Zapytała wędrowca:
– A ty wędrowcze nie zechciałbyś zostać moim mężem?
– Nie mogę – odpowiedział wędrowiec, muszę wracać do siebie, tam czeka na mnie obiecane szczęście
. Poszedł w dalszą drogę
Gdy dotarł do samotnego drzewa przekazał mu informacje :
Twoje problemy wynikają z uciskania korzeni przez skrzynię złota jaka jest zakopana pod tobą – powiedział. Drzewo skierowało do niego dalszą swoją prośbę.
– Czy mógłbyś wykopać tę skrzynię złota i zabrać ją sobie?
– Nie mogę – odparł wędrowiec. Nie mam czasu. Muszę wracać do siebie, bo tam czeka na mnie szczęście
– odpowiedział i poszedł w dalszą drogę.
Gdy dotarł do miejsca gdzie żył cierpiący na brak apetytu tygrys, to również jemu przekazał diagnozę :
Gdy zjesz najgłupszego człowieka pod słońcem, to odzyskasz apetyt…
– No tak, ale skąd go wezmę? A jak ustalę , że ten którego zjem jest tym właśnie największym głupcem? –
rozmyślał głośno nad nowym dylematem, a wędrowiec opowiedział mu jeszcze jak załatwił prośby drzewa i samotnej kobiety. Tygrys wykazał zainteresowanie opowieścią i zaczął dopytywać.

Więc ty odmówiłeś dobrej, pięknej i gospodarnej kobiecie gdy zaproponowała ci małżeństwo? Drzewo też pozostawiłeś bez pomocy gdy prosiło abyś wykopał i zabrał ze sobą skrzynię złota? Nie rozumiem tego. Miałbyś wszystko czego potrzebujesz, a ty porzuciłeś to wszystko i wędrujesz dalej w poszukiwaniu szczęścia…
Już wiem kto jest najgłupszym człowiekiem w świecie. Zaraz skończą się moje i twoje kłopoty
– powiedział i…
To już koniec opowieści. Ja też byłem zdziwiony brakiem mocnego akcentu. Nie dziwiłem się jednak brakiem finału, w którym byłoby słychać odgłosy mlaskania i trzask gryzionych kosteczek.
Katolicka rozgłośnia stawia na wyobraźnię słuchaczy, a poza tym warto postawić sobie pytanie:
– Czy to była bajka dla dzieci?

Jak leci? Dziękuję, nie mogę narzekać…

We wtorki,  po północy, w Jedynce Polskiego Radia nadawane są cykliczne audycje z udziałem red. Małgorzaty Kownackiej i ks. Krzysztofa Ołdakowskiego. Tematem przewodnim ostatniej audycji uczyniono sprawę narzekania. Lubię ten zespół realizatorów prowadzących ciepłą rozmowę tak pomiędzy sobą,  jak i z telefonującymi do redakcji ludźmi. To jest realny kawałek życia. Szkoda tylko, że tak późno, ale przecież nie będę narzekał, bo często telefonują ludzie samotni i dotknięci przez los. Dla nich każda pora, to dobra pora na to aby się wyżalić, pochwalić i uzyskać wsparcie.
Teza wczorajszej audycji brzmiała następująco:  Czytaj dalej

Księżniczka na ziarnku grochu ma na imię… Konstytucja

Już  blisko święta. Przyjedzie do nas córka, a z nią moja wnusia. W nasze spotkania wpisane są już na stałe zajęcia typu czytanie bajek lub ich oglądanie. W tym ostatnim obszarze niestety bywam już niepotrzebny. Okazuje się, że dobór repertuaru, to sprawa indywidualna. Tak czy inaczej, to w trakcie przeglądania bajek natknąłem się na znaną wszystkim  bajkę Andersena, której tytuł uczyniłem tytułem tej opowieści. Czytaj dalej