Najtrudniejsze są chwile pożegnań…

Ksiądz kanonik Andrzej Wierzbicki

W naszej parafii, ulokowanej w małym miasteczku Bogoria, 14 lat temu rozpoczął swoją pracę duszpasterską ksiądz Andrzej Wierzbicki.
Dzisiaj z wielkim żalem go żegnamy. Przegrał walkę z chorobą trapiącą go od dłuższego czasu i chociaż śmierć nigdy nie przychodzi w porę, to jednak odczuwamy to jako wielką stratę dla naszego środowiska
i lokalnego kościoła.
Był nieco młodszy ode mnie, ale w naszym wieku to liczyło się najmniej.
Jego przybycie do nas było poprzedzone wyczekiwaniem i zwykłą ludzką ciekawością. Od czasu, gdy jego poprzednik ogłosił zamiar odejścia do innej parafii czekaliśmy zniecierpliwieni.
Wreszcie nadszedł ten dzień.
Wprowadzenia nowego proboszcza dokonał dziekan z pobliskiego Staszowa
i w krótkim wystąpieniu przekazał nam podstawowe informacje o nim samym. Resztę pozostawiono księdzu, bo to ON miał budować swoje relacje z parafianami i to niezależnie od wcześniejszych dokonań.
W pierwszych wystąpieniach zaprezentował się jako spokojny i wyważony kapłan i człowiek. To wtedy dowiedzieliśmy się o tym, że w czasie naszego oczekiwania na jego przybycie on był w naszej parafii incognito i obserwował uroczystości odpustowe, jakie się właśnie u nas odbywały. Był to odpust na święto nazwane w tradycji ludowej świętem Matki Bożej Siewnej. Ma to o tyle znaczenie w moim wspominaniu, że nasz nowy proboszcz okazał się dobrym siewcą, ale po kolei…
Ujął nas swoją relacją opartą na pierwszych kontaktach z naszą Patronką, Matką Bożą Pocieszenia. Podkreślił, nie przez każdego zauważany drobiazg zawarty w obrazie. Otóż oczy Maryi wędrują za każdym obserwatorem niezależnie od zmiany miejsca wynikającego z przemieszczania się w kościele. To sprawia poczucie nawiązywania z Nią kontaktu, a to jest bardzo istotne dla szukających w kościele u Matki Bożej pomocy i wsparcia. Te pierwsze reakcje stały się podwalinami do dalszego planu działania.
Ten plan, to renowacja zabytkowego, bo wykonanego w stylu barokowym wnętrza kościoła na godną siedzibę dla naszej Patronki.
Zamysł piękny, ale jak się okazało niezwykle trudny w realizacji. Nasze zabytki z wnętrza kościoła nie występowały w spisie zabytków tak diecezjalnego, jak i państwowego konserwatora zabytków. Należało wiec zacząć od inwentaryzacji konserwatorskiej i wprowadzenia wszystkich zabytków do wszelkich rejestrów zabytków.
Równolegle prowadzone były działania związane z renowacją łaskami słynącego obrazu, a później uroczyste ponowne wprowadzenie tego obrazu na zajmowane od 400 lat miejsce w głównym ołtarzu.
W tym czasie mocą decyzji Ordynariusza naszej diecezji biskupa Andrzeja Dzięgi kościół nasz został podniesiony do rangi Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia.
Dla pozyskania środków niezbędnych do sfinansowania dalszych zamierzeń konieczne się stało utworzenie Fundacji Przyjaciół Sanktuarium Ku Czci Cudownego Obrazu Matki Bożej Bogoryjskiej. To poprzez nią możliwym było ubieganie się o pomoc finansową pochodzącą z funduszów unijnych, odpisy 1% podatku PIT dla Organizacji Pożytku Publicznego, czy dobrowolne wpłaty od parafian. Na prośbę księdza Andrzeja zgodziłem się przyjąć w fundacji funkcję prezesa. Proboszcz został wiceprezesem i to on załatwiał wszelkie sprawy w urzędach oraz opracowywał wymagane sprawozdania. Fundacja istnieje w dalszym ciągu i w dalszym ciągu stara się realizować zadania statutowe jakie na siebie przyjęła.
Jednym z ważniejszych celów ujętych w planie naszego proboszcza, była poprawa komunikacji pomiędzy parafianami i kościołem. Najlepiej posłużyła temu celowi utworzona z pomocą miejscowego informatyka strona parafialna:
TU LINK Zachęcam zainteresowanych do przeglądnięcia tej strony, a zwłaszcza jej archiwum i zakładki:
„Z życia parafii”, do której dostarczałem dużo zdjęć i opisów z lokalnych wydarzeń i uroczystości. Praca nad tym zadaniem pochłaniała mi sporo czasu, ale cieszyło mnie zawsze to, jak ksiądz Andrzej szybko zamieszczał przesyłane mu teksty i zdjęcia. Nigdy nie podkreślano mojego wkładu w to dzieło, ale jeśli już, to cytowałem wtedy księdza Andrzeja właśnie, który kwitował wyrażane mu słowa uznania słowami:
To wszystko na chwałę Bożą
Nasze Sanktuarium jest już innym obiektem kościelnym niż ten, który zastał ksiądz Andrzej. Włożono w to ogrom pracy i środków materialnych, koniecznych aby odpowiednio zabezpieczyć budynek i jego wyposażenie oraz  otoczenie. Zmiany jakie zaistniały w nas samych skupionych wokół księdza, dobrego przewodnika duchowego trudno oceniać, bo nikt nie zna takich narzędzi pomiaru. Zważywszy jednak na nasze warunki lokalne i zaangażowanie ludzi w sprawy kościoła należy uznać, że udało się księdzu Andrzejowi i jego następcom powstrzymać, albo chociaż opóźnić procesy, jakie zachodzą obecnie w kościele polskim.
Ksiądz kanonik Andrzej Wierzbicki odszedł na emeryturę w okolicy święta Matki Bożej Siewnej, a więc kolejnego odpustu parafialnego w 2016 roku, nie osiągając nawet wieku emerytalnego. Podobno był w tej decyzji nieugięty. Jednocześnie zrezygnował z piastowania funkcji dziekana Dekanatu Staszowskiego, który sprawował przez kilka lat. Pozostał jednak z nami i jako ksiądz rezydent brał czynny udział w bieżącej pracy kościoła.
Następca przejął obowiązki proboszcza również w czasie odpustu parafialnego, ale jego zapatrywania na sprawy kościelne odbiegały znacznie od tego, do czego przyzwyczaił nas ksiądz Andrzej. Nam też było trudno zaakceptować to odmienne podejście. Internetowa strona parafialna podupadła i dopiero kolejni następcy w probostwie utworzyli na koncie społecznościowym Facebook profil naszej parafii, gdzie zamieszczane są bieżące ogłoszenia parafialne.
Zasmuciła nas wiadomość o ciężkiej chorobie księdza Andrzeja. Podejmowane były modlitwy w intencjach o potrzebne mu łaski.
   Wiadomość o Jego śmierci nadeszła w niedzielę, obchodzoną w Kościele jako dzień czytania Pisma Świętego. Jest w tym jakaś tajemna symbolika, bowiem praca nad upowszechnianiem zwyczaju studiowania Pisma Świętego w naszej parafii oprócz stosownych kazań, skupiła się na wprowadzeniu zwyczaju wystawiania przez siostry z Legionu Maryi przy wejściach do kościoła koszyczków z paskami zawierającymi jednozdaniowe urywki z treści Biblii z podaniem ich autora. Tu też zamknęła się jakaś pętla, bo gdy wychodziłem  z kościoła po mszy odprawianej w intencjach księdza, to też sięgnąłem po karteczkę. Odczytałem ją dopiero teraz, na drugi dzień po ogłoszeniu jego odejścia do Pana. Oto, co było do mnie skierowane:
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. MT 5,5
Jutro pogrzeb. Będzie pochowany na naszym cmentarzu. Przechodząc obok będziemy mogli wspomnieć jego postać, jego liczne dzieła i zwyczajnie pomodlić się…
Ja osobiście przeżywając ten czas pożegnania mam pewien żal do siebie. Żal o to, że nie udało się nam więcej czasu poświęcić na rozmowy, na skorzystanie z Jego wiedzy i przemyśleń w czasie, gdy działy się różne sprawy i wtedy właśnie trzeba było rozmawiać. To słynne „Kiedyś…” kończyło zwykle nasze spotkania, a teraz już wiem, że słowo „kiedyś” jest siostrą bliźniaczą słowa „Nigdy”…
Rację miał ks. Jan Twardowski pisząc ten słynny apel: Spieszmy się kochać ludzi... https://www.youtube.com/watch?v=V3xiWRhnZu0
W tym samym wierszu mamy inne słowa często używane przez ks. Andrzeja
Nie bądź pewny że masz czas, bo to pewność niepewna…

Pociecha w tym, że kiedyś obaj będziemy mieli czas i wreszcie pogadamy do syta…

2 uwagi do wpisu “Najtrudniejsze są chwile pożegnań…

  1. Martinus pisze:

    Gorzka jest myśl o zaprzepaszczonej okazji do dialogu z wartościowym człowiekiem. Wiem po sobie. Z drugiej strony, stając przed takową szansą, częstokroć jestem onieśmielony i nie bardzo wiem, jak tu zagaić. Przyjemne musi być przekonanie, iż „kiedyś będziemy mieli czas i wreszcie pogadamy do syta”. I faktycznie, mógłbym w tym znaleźć pociechę, gdyby nie mój brak pewności, że tak będzie. Wszystko, co dotyczy eschatologii, to jedynie nasze wyobrażenia, a zaświaty mogą nas zaskoczyć – niekoniecznie pozytywnie. Również tam może okazać się uprawnione ostrzeżenie: „Nie bądź pewny, że masz czas, bo to pewność niepewna”.
    Poza tym, jeśli rzeczywiście można będzie porozmawiać, to czy będzie to miało sens. Skoro niedoszła rozmowa na tym świecie miała dotyczyć skorzystania z wiedzy i przemyśleń, zwłaszcza w czasie, gdy działy się różne ważne sprawy i wtedy należało rozmawiać – to jaki sens przeprowadzać ową rozmowę w raju. Tam ani czyjaś wiedza, czy mądrość (z której na Ziemi dałoby się skorzystać), ani omawianie ziemskich problemów już nikomu nie będą potrzebne. Nadrabianie zaległości w Niebie wydaje się zatem bezzasadne. Tam prawdopodobnie będziemy „żyli” innym życiem i innymi sprawami. Chociaż, co ja tam wiem…

    Polubione przez 2 ludzi

    • Mądry człowiek mądrze prawi… Dziękuję bardzo. Ja też mam mnóstwo wątpliwości i między innymi o tym chciałem rozmawiać. Tyle się dzieje wokół nas…
      Autorytety upadają, a co nowego może nas zachwycić i wskazać drogę myślenia i działania?

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.