Byle co jemy … I na potęgę tyjemy

Jedna z moich znajomych udostępniła w ubiegłym tygodniu na swoim koncie Fb zdjęcie plaży z lat siedemdziesiątych, na którym nie było ani jednej otyłej osoby. Zdjęcie (powyżej) było opatrzone komentarzem wskazującym na producentów żywności jako głównych winowajców współczesnej fali otyłości ogarniającej niemal cały świat. Obejrzałem i pomyślałem, że to prawda i … Że nie mamy żadnych szans aby to zmienić.
Dzisiaj (26.09.2021) w TVN 24, o zwykłej porze napotkałem na angielski film udostępniany w cyklu „Ewa Ewart poleca”, poświęcony temu właśnie problemowi. Już słowa wprowadzenia przykuły moją uwagę na tyle, że postanowiłem go obejrzeć, aby tu podzielić się swoimi przemyśleniami.
Autorzy tego materiału przyjęli za podstawę dane notowane w Anglii, które przybierają już obraz bardzo niepokojący.
Badania społeczne na temat upodobań w doborze produktów do swojej diety wykazały spore zróżnicowanie zależne głównie od wieku, ale jak podali autorzy dieta swobodnie dobierana przez konsumentów w około 60 proc. składa się z ultra przetworzonej żywności, a pozostałe 40 proc. stanowiły tam produkty naturalne. Wśród ludzi młodych ten pierwszy wskaźnik sięga już 80 proc. a są już tacy, którzy odżywiają się wyłącznie produktami ultra przetworzonymi.
Bohater filmu, 42 letni lekarz posiadający szczupłą sylwetkę i utrwalone zasady zdrowego żywienia wspieranego zdrowym stylem życia próbował znaleźć wyjaśnienie przyczyn takiego stanu rzeczy.
Prowadząc rozmowę z przeciętną rodziną, w której oboje z rodziców mają lekką nadwagę, a dwójka ich dzieci już sporo przekracza przyjęte normy, to na pytanie dlaczego nie próbują zmienić nawyków i diety swoich dzieci usłyszał taką odpowiedź:
Bo naturalna żywność jest o wiele droższa i nie zawsze nas na to stać, a poza tym nie chcemy marnować żywności i kupować tego, czego nasze dzieci nie chcą jeść…
Chyba wszyscy znamy takie wypowiedzi naszych dzieci i wnuków, prawda?
Nasz bohater postanawia na sobie sprawdzić przyczyny narastającej tendencji do sięgania po wysoko przetworzone produkty, no i wskutek ich spożywania do chorobliwego tycia. Zgłasza się do odpowiednich instytucji, aby poddać analizie swój stan zdrowia i na okres jednego miesiąca zmienia swoją dietę odwracając w niej proporcje udziału żywności naturalnej i ultra przetworzonej.
Jedząc to, co tak lubią nasze dzieci i wnuki rozkoszował się smakiem i oceniał wpływ poszczególnych składników zawartych w produktach na jego apetyt. Zastanawiał się także nad tym, dlaczego powoli traci poczucie sytości i sięga po jedzenie, mimo że nie jest głodny. Wszystko skrupulatnie zapisywał i konsultował z fachowcami.
Po miesiącu trwania eksperymentu zgłosił się do tego samego instytutu, aby dokonać podsumowania ujemnych niestety efektów.
Wyniki były szokujące. Efekty zmiany żywienia, to pogorszenie nastroju, drażliwość, zgaga i niestrawność, zmiana rytmu wypróżniania, gorszy sen, a nawet osłabienie libido.
Przytył 6,5 kg, z czego 3kg, to czysty tłuszcz. Zmieniły mu się też parametry hormonalne. Hormon głodu wzrósł mu o 30 procent, natomiast hormon sytości wyraźnie się obniżył. Wpadł więc w pułapkę sięgania po jedzenie, mimo że nie był głodny i to prowadziło go do otyłości.
Tomografia mózgu wykazała, że powstały w nim nowe połączenia nerwowe charakterystyczne dla ludzi uzależnionych od alkoholu, narkotyków itp. używek. On stał się uzależniony od jedzenia tego, co znajdowało się w żywność ultra przetworzonej. Co jeszcze ciekawsze w tym badaniu, to fakt, że po powrocie do swojego wcześniejszego sposobu odżywianie i aktywności szybko odzyskał poprzednią wagę i pozbył się dolegliwości gastrycznych. Ponowna tomografia mózgu wykazała jednak, że nowe struktury mózgu jakich się dorobił jedząc podobnie jak jego rodacy pozostały bez zmian, a więc nadal pozostawał uzależnionym od fastfudów. Wysnuł z tego następujący wniosek:
– Mam 42 lata i przekonanie o tym co dla mnie dobre, a co złe. Co jednak mają zrobić dzieciaki, które takiego przekonania nie mają i po zmianie sposobu odżywiania odczuwają tak jak alkoholicy, czy narkomani głód odstawienia?
A co mają zrobić rodzice tych dzieci, zwłaszcza w sytuacji, gdy coraz mniej się ruszają siedząc przed komputerem, czy z telefonem w ręce?
Finalne spotkanie z przedstawicielem przemysłu produkującego żywność wykazało, że uznaje on negatywny wpływ złej diety na wagę naszego ciała, ale jest świadomy tego, że alternatywa:  ZYSK, czy zdrowie publiczne wskazuje na pierwszeństwo zysku w podejmowaniu decyzji przez producentów żywności. Decyzje, co do wyborów tego, co w naszym przeświadczeniu jest dla nas zdrowe należy do nas samych.
Trzeba mieć tę świadomość  i nie oglądając się na producentów zadbać o swoje zdrowie i nauczyć nasze dzieci mądrego korzystania z oferty spotykanej w sklepach z żywnością i w restauracjach.

Kuba, fan Tomasza Beksińskiego, który myślał o końcu…

Wszyscy wiemy co kryje się pod hasłem „Białe Miasteczko”.
Służba zdrowia reprezentowana przez wszystkich ludzi w białych fartuchach zdecydowała się upomnieć o poprawę warunków pracy i płacy. Wiadomości jakie płyną z tego miasteczka oraz od ludzi powołanych do rozwiązywania problemów społecznej służby zdrowia są zatrważające. Niedługo nie będzie miał kto nas leczyć, a prywatna służba zdrowia nie dla każdego będzie dostępna.
Jaka będzie zatem przyszłość medyków i nas wszystkich?
Już teraz obserwowane kompletne załamanie niektórych dziedzin opieki zdrowotnej jak choćby dziedzina psychiatrii dziecięcej nastraja nas niezwykle pesymistycznie. Podobno już teraz połowa chirurgów jest w wieku emerytalnym i podobne wskaźniki osiąga pielęgniarstwo… Ratownicy pogotowia zarabiający w okolicach minimalnej płacy zamykają ten korowód ludzi pracujących dla nas podobno z powołania, którego do garnka nie da się włożyć.
Jak to się zakończy?
Oto przykład sytuacji w jakiej znalazł się młody chłopak, który napisał do mnie w chwili wielkiego zdołowania i postawił trudne pytanie: Jak żyć?
Zapraszam

Tatulowe opowieści

   Jeszcze chyba pracowałem w szkole kiedy przytrafiła mi się emocjonująca przygoda. Późnym wieczorem na czacie fejsbuka pojawił się jakiś Kuba XXX, który wbił mnie w krzesło następującymi słowami:

Kuba: – nie mam przyjaciół i myślę o końcu. Słucham właśnie ostatniej audycji Tomasza Beksińskiego i te myśli się nasilają nie jestem tą osobą, która jest podpisana jako właściciel tego avatara. Uczył mnie pan tak naprawdę w liceum w xxxxx mam problem z zaliczeniem sesji w poniedziałek mam jeszcze kolejny egzamin nie wiem co to będzie jak nie zaliczę rodzina bardzo we mnie wierzy przepraszam że tak bez interpunkcji ale to jest swego rodzaju mój strumień świadomości bardzo lubiłem pana zajęcia dlatego pisze. W domu też nie ma wiele lepiej. Bardzo matriarchalne środowisko, nie lubię tych powrotów, ale czuje sie odpowiedzialny za to co się tam dzieje. Mam chorego psychicznie jednego z rodziców JAK ŻYĆ PANIE CZESŁAWIE, JAK ŻYĆ???
Powinienem…

View original post 1 063 słowa więcej

Okruchy serca…

Nie potrzeba wiele się narobić, aby coś dobrego zrobić…
Podczas niedzielnego spaceru nad pobliski zalew, gdzie odbywał się festyn z okazji dożynek miałem sporo okazjonalnego kontaktu z ludźmi, których tak twarzą w twarz już dawno nie widziałem. Wśród nich byli moi dawni uczniowie, którzy przybyli tam z dziećmi, aby zapewnić im, a przy okazji sobie odrobinę rozrywki, o którą na wsi jednak jest dość trudno.
Pozdrowienia  z dołączonym uśmiechem, czasem chwila rozmowy potrafią staremu człowiekowi dać lub tylko odświeżyć poczucie przynależności do pewnej grupy ludzi, których coś w życiu łączyło i pewne (daj Boże pozytywne) skojarzenia pozostawiło). To niby nic cennego, a jednak potrafi zmienić nastawienie do innych i do siebie. Upewnić się w tym, że nasze działanie ma sens i komuś jednak służy.
Ostatnio dość często otrzymuję takie przyjazne sygnały od ludzi, dla których moje fotografie coś znaczą, bo dostarczają im informacji o tym, co u nas się dzieje, co się zmienia na lepsze. Docenia się to, zwłaszcza wtedy, gdy przebywamy z daleka od rodziny i kraju, a teraz takich ludzi nie brakuje.
Nie ustaję wiec w wysiłkach, aby być tam gdzie się coś dzieje i to co tam zobaczę udostępniać na swoim koncie Facebooka i innych stronach tego komunikatora. Poszerzam w ten sposób swoją sferę kontaktów i tym wypełniam swój emerycki czas.
Wczoraj miałem okazję posłuchania opowieści, która jeszcze bardziej zasługuje na potwierdzenie zdania zamieszczonego na wstępie.
Będąc w towarzystwie rozmawiającym o  grzybach, (aktualnie chyba najbardziej atrakcyjny temat do rozmów) usłyszałem jak znajoma starając się o zorganizowanie wyprawy na grzyby do miejsc gdzie mogłaby bez większego trudu ich nazbierać (wiadomo – kręgosłup boli, nogi nie chcą nosić) wpadła do znajomego, aby go o to poprosić. To leśny człowiek, który zna takie miejsca i chętnie podprowadzi, a jeszcze i swoimi zbiorami zasili.
Odwiedziła go i umówili się na jakiś dzień. Czekała w domu na sygnał do przyjazdu, a tu zamiast sygnału zadzwonił dzwonek do drzwi.
Otworzyła i co widzi? … Znajomy od grzybów stoi w drzwiach z koszem leśnych grzybów. Naturalne stało się w tym miejscu pytanie:
– To ty tak sam nazbierałeś? Miałeś dać znać abym podjechała pod twój dom i mieliśmy razem iść na grzybobranie…
– A wiesz, stało się tak, że mój wnuczek, który był u mnie wtedy jak ty mnie odwiedziłaś zapytał po twoim wyjściu o ciebie.
– Co to za pani – zapytał
– To moja znajoma z dawnej pracy, która wspomaga ciebie odpisem 1 procenta podatku na twoje leczenie i rehabilitację – odpowiedziałem. Pomyślał chwilę i zaproponował.
– Dziadzio, a może ja pójdę z tobą do lasu i uzbieramy dla tej pani grzybków, co?
Pojechali, a co uzbierali, to dziadzia podrzucił wprost do domu pani opowiadającej tę historię. Była wzruszona. Otrzymała swego rodzaju zapłatę za okazane serce i symboliczną przecież pomoc dla dziecka.
Któraś ze słuchających pań dodała:
– No popatrzcie, bywają jednak dzieci, które nie zagarniają tylko w swoją stronę, ale potrafią też coś od siebie ofiarować innym. Oby takich było jak najwięcej…


Koniec zaoceanicznego mitu

Koniec mitu Ameryki dzisiaj, 12:51Ten tekst przeczytasz w 9 minut Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze USA, Amerykanie / ShutterStock W Polsce pod wieloma względami żyje się lepiej niż w USA. Mamy lepsze szkoły, komunikację publiczną, skuteczniejszą opiekę zdrowotną, radykalnie niższą przestępczość i odsetek bezdomnych. Najbardziej jednak zaskakuje, że więcej Polaków niż Amerykanów ma oszczędności. Z prostego porównania PKB w […]

Koniec zaoceanicznego mitu

„Potem” jest bliźniaczą siostrą „Nigdy”


Udostępniłem na moim koncie Facebook znalezione w Internecie zdjęcie starszego pana z laseczką, który wykorzystuje ją, aby zaglądnąć pod obraz cienia który rzuca. Podwija go i widzi tam małego chłopca w krótkich majtasach.
Ja też mam swoje lata i już rozglądam się za laseczką, aby pewniej czuć się na spacerach. Przez utożsamianie tamtego pana ze sobą pomyślałem, że chyba każdy ma w sobie takie dziecko. Mało tego, psychologowie doradzają aby zadbać o to, żeby tak pozostało jak najdłużej, bo wtedy łatwiej zaakceptujemy skutki upływającego czasu. Ta myśl dotyczy również pań, gdyż napotkałem kiedyś analogicznie wyglądający rysunek idącej w pochyleniu babci z laseczką, której cień rzucany na pobliski mur przedstawiał jednak rozbrykaną młodą dziewczynę.
Udostępniając takie obrazki na Fb próbuję wywołać dyskusję o przemijaniu.
Niestety, większość moich znajomych, to ludzie w młodym wieku i zapewne szkoda im czasu na jakąś widoczną reakcję.
Dzisiaj napotkałem poniższy tekst i postanowiłem go udostępnić…
Zgodnie z apelem zamieszczonym na końcu…
Oto on:

Świetny tekst, który napisał Boucar Diouf . Bardzo prawdziwy…

Ledwo zaczął się dzień i… jest już szósta wieczorem. Tydzień ledwo przybył w poniedziałek i już jest piątek.
… a miesiąc już minął.
… a rok prawie się kończy.
… i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
… i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.

I zdajemy sobie sprawę, że jest już za późno, aby wrócić. Więc… Spróbujmy jednak jak najlepiej wykorzystać czas, jaki nam pozostał. Nie zwlekajmy z szukaniem zajęć, które lubimy. Dodajmy kolorów naszej szarości. Uśmiechnijmy się do małych rzeczy w życiu, które są balsamem dla naszych serc.
I mimo wszystko, nadal cieszmy się spokojem tego czasu, który nam pozostał. Spróbujmy wyeliminować „potem”…

Zrobię to potem…
Powiem potem…
Pomyślę o tym potem…
Zostawiamy wszystko na później, jakby „potem” było nasze.
Ponieważ nie rozumiemy, że:
potem – kawa jest zimna…
potem – priorytety się zmieniają…
potem – rok się skończy…
potem – zdrowie się kończy…
potem – dzieci dorastają…
potem – rodzice się starzeją…
potem – obietnice są zapomniane…
potem – dzień staje się nocą…
potem – życie się kończy…
A potem często jest za późno…

Więc… nie zostawiaj niczego na później, ponieważ czekając na później , możemy stracić
najlepsze chwile,
najlepsze doświadczenia,
najlepszych przyjaciół,
najlepszą rodzinę…

Dziś jest odpowiedni dzień… Ta chwila jest teraz …
Nie jesteśmy już w wieku, w którym możemy sobie pozwolić na odłożenie na jutro tego, co należy zrobić od razu. Zobaczmy więc, czy będziesz mieć czas, aby przeczytać tę wiadomość, a następnie udostępnić ją.
A może odłożysz to na… później ?
I nie podzielisz się tym nigdy !?