Ostatni dzień sierpnia…

Sierpień przyniósł nam wiele wspomnień związanych z obchodami rocznic wydarzeń jakie w tym miesiącu obchodzono.

* Ostatni dzień sierpnia, to dzień zakończenia wakacji. Smutny raczej i to nie tylko z powodu nagłego pogorszenia się pogody. Prezydent zwołał wczoraj Radę Gabinetową, na której poinformowano go o przygotowaniach do nowego roku szkolnego. Będzie normalnie. Tradycyjne metody nauczania i raczej brak perspektywy zdalnego nauczania uziemionych w domach młodych ludzi i części ich rodziców. To samo dotyczy nauczania hybrydowego.
Gdy zapytałem przed tygodniem młodego człowieka o to, czy cieszy się z powrotu do szkoły, to nie wyglądał na zadowolonego, ale żeby rozwiać moje wątpliwości dopowiedział, że nie cieszy go to wydarzenie.
Liche nastroje przeważają wśród nauczycieli i to nie tylko z powodu ministra, rozsnuwającego Czarne(k) chmury nad oświatowym podwórkiem.
Wiele szkół nie może uzupełnić braków w zatrudnieniu nauczycieli, bo praca w oświacie przestała być atrakcyjna, chociaż, tak po prawdzie, to nigdy atrakcyjna finansowo nie była. Coś interesującego dzieje się jednak w temacie, skoro pan minister umawia się z samym Prezesem na rozmowę w tej sprawie.
Może jutro w inauguracyjnym przemówieniu coś się dowiemy?

* Ostatni dzień sierpnia, to zakończenie przegranej z kretesem przez USA i sprzymierzonych 20 letniej wojny w Afganistanie. Wyznacza go dzień zakończenia ewakuacji wojsk i przedstawicieli różnych służb oraz miejscowych współpracowników. Niewdzięcznicy „zdradzili” Amerykę porzucając broń i uciekając przed Talibami, którzy będą traktować ich jak zdrajców.
Przegrana wojna przyniosła bilionowe chyba straty finansowe w jakie brnęli kolejni czterej prezydenci i teraz okazało się, że winien jest ten, który miał odwagę tę wojnę zakończyć, czyli obecny prezydent Joe Biden. Jak to się dla niego zakończy, tego nikt jeszcze nie wie. Poprzednik jest gotowy powrócić do gry ze swoim hasłem Ameryka First, którego w Afganistanie nie potrafił jednak wdrożyć.

* Ostatni dzień sierpnia dla nas Polaków, to wspomnienie podpisania porozumień strajkowych w hali bhp Stoczni Gdańskiej. Będą obchody, przemówienia, wręczanie odznaczeń…
Wiele smutnych refleksji nasuwa się dzisiaj przy wspominaniu tamtych czasów i czytaniu listy żądań strajkowych spisanych na dwóch płytach sklejki. Wiele tekstów napisano na tematy dotyczące porównania ówczesnej i obecnej solidarności, której nazwy nie sposób pisać z dużej litery, a tym bardziej słynną czcionką zwaną solidarycą. Używają jej dzisiaj jedynie w czasie strajków, aby pokazać determinację w stawianiu żądań.
W dyskusjach medialnych usłyszałem, że żądania płacowe były na 5 pozycji listy spisanych na słynnych płytach żądań, a na drugiej zniesienie cenzury i zapewnienie wolności mediów. Jak to dzisiaj odbierać w czasie, gdy rządowa spółka Orlen wykupiła wszystkie lokalne dzienniki i tygodniki wraz z dostępem do mediów elektronicznych po to, aby zapewnić „ … wolność prasy i mediów od obcego kapitału”.
Jak to dobrze, że w przeddzień podpisania porozumień stoczniowych
w Gdańskim Centrum Solidarności odbyło się transmitowane przez TVN24 uroczyste wręczanie Medali Wolności…
Może to wpłynie na otrzeźwienie dzisiejszych decydentów

Elementarz Jacka

Jedynka Polskiego Radia w dzisiejszym programie „Lata z Radiem” jako temat główny obrała sobie sprawę Elementarza, jakiego wielu z nas używało w szkole. Pozwoliłem sobie przypomnieć mój i nie tylko mój punkt widzenia na ten temat. Zapraszam do lektury

Tatulowe opowieści

ElementCzy pamiętamy jeszcze słowa tej dziecięcej piosenki o radosnym Jacku? A elementarz występujący w tekście, to na pewno ten najbardziej chyba znany zwłaszcza rodzicom i dziadkom elementarz Falskiego, czy może już całkiem inny, bardziej współczesny pierwszy podręcznik dla pierwszoklasistów? Przypomnimy sobie słowa tej radosnej piosenki:

View original post 1 196 słów więcej

Wojskowa edukacja obywatelska – wspomnienia

Był rok 1968, to drugi rok mojej służby.
Już w marcu nadszedł pierwszy niepokój. Zatrzymali na nieznany okres rocznik, który właśnie miał przejść do rezerwy. Okazało się, że to w związku z tzw. Wydarzeniami marcowymi. Studenci zaprotestowali. Władze skierowały przeciw nim tzw. aktyw robotniczy, a w końcu oddziały MO. Pokłosiem była akcja represyjna wobec studentów polegająca na relegowaniu z uczelni i często przymusowym kierowaniu ich do wojska na: patriotyczną reedukację przez socjalistyczne wychowanie w dyscyplinie wojskowej. Do naszej jednostki przysłano kilku takich zbuntowanych studentów. Wśród nich dwóch kleryków z Seminarium Duchownego. Współczuliśmy im, bo oficerowie polityczni, jakich było po kilku w każdej jednostce, pilnowali ich każdego kroku i śledzili ich kontakty.
Ten sam rok przyniósł jeszcze jedno wydarzenie odciskające się mocno na mojej świadomości. Była nim rozpoczęta 20 sierpnia interwencja wojsk Układu Warszawskiego, w tym także Ludowego Wojska Polskiego, skupiona na przywracaniu ładu konstytucyjnego w bratniej Czechosłowacji. Nic nie wiedziałem o zagrożeniu dla socjalizmu wynikającego z tzw. Praskiej Wiosny trwającej tam od maja, mimo że godzinami słuchałem radia i czytałem prasę. Tak skuteczna była cenzura. Oto moje przeżycia z tym związane.  
Pełniłem służbę, jak codziennie bywało, w swojej radiostacji Dalszej i jak co dzień wybrałem sobie dyżur nocny pomiędzy 24.00 a 3.00 rano. Nadawano  wtedy mój ulubiony program Muzyka nocą. Siedziałem jak zwykle ze słuchawkami na uszach, ale mimo tego usłyszałem niepokojący hałas na zewnątrz naszej Budy – jak pieszczotliwie nazywaliśmy to miejsce. Otworzyłem drzwi i w brzasku wschodzącego dnia ujrzałem nad sobą olbrzymi, czterosilnikowy samolot i do tego z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. Za nim następny i kilkanaście kolejnych, schodzących szerokim łukiem do lądowania w Radomiu. Stałem jak oniemiały. Nigdy nie było tam takich dużych samolotów i do tego rosyjskich. W radio ani słowa. Zadzwoniłem na lotniskową centralę telefoniczną Jagoda, gdzie służbę pełnił zaufany przyjaciel, a tam cisza. Łączność przerwana. Budzę swoich kolegów. Dyskutujemy nad tym, co się mogło wydarzyć, ale nic nie udało się nam ustalić. Dopiero po 3-4 godzinach koledze z Jagody udało się po kryjomu zawiadomić nas, że samoloty stoją w równym szeregu, daleko od budynków portu lotniczego. Ich obsługa rozlokowała się obok. Podjeżdżają kolejne samochody cysterny i trwa tankowanie. Około południa w programie radiowym pojawił się komunikat:  Rząd Polski, na prośbę rządu bratniej Czechosłowacji postanowił udzielić jej wojskowego wsparcia, aby wraz z wojskami Układu Warszawskiego pomóc jej przywrócić konstytucyjny porządek w obronie zdobyczy socjalizmu.

   Wszyscy wiedzieliśmy, że to Rosjanie postanowili zdławić w zarodku powstanie ruchu obywatelskiego domagającego się demokratyzacji życia. Aby wyglądało to ładniej przed światem użyli obok swoich wojsk również wojsk bratnich armii tworzących Układ Warszawski. W sumie 700 000 żołnierzy, tysiące czołgów i samolotów. Umieli interweniować. Nabrali wprawy w naszym Poznaniu i na Węgrzech w 1956 r., a później i w innych państwach. Te samoloty nad Radomiem, to był efekt przywracania owego ładu. Samoloty wracające z akcji w Czechosłowacji odleciały jeszcze tego samego dnia. My pozostaliśmy pełni obaw o to, co będzie z nami. Próbowano nam tłumaczyć na szkoleniu politycznym, że udział WP w tej akcji, to obrona zdobyczy socjalizmu przed warchołami i sługusami imperializmu zachodniego, ale z marnym skutkiem. My wiedzieliśmy już swoje.

   Tu trzeba wyjaśnić, bo nie wszyscy to wiedzą, że rota przysięgi, jaką my składaliśmy miała zupełnie inną treść niż ta, której używa się dzisiaj. My przysięgaliśmy m.in. … strzec dorobku socjalizmu i wykonywać rozkazy dowódcy wojsk Układu Warszawskiego. Był nim jak wiadomo marszałek wojsk Związku Radzieckiego. Odmowa wykonania rozkazu nie wchodziła w grę. Czesi  i Słowacy długo nam pamiętali tamtą „pomoc”.

   Gdy w 1984 roku leciałem samolotem z Pragi do Nowego Jorku, przyszło mi siedzieć obok Słowaczki wracającej z wakacji do swojej już Kanady. Otwarcie wyrażała dezaprobatę z powodu tamtego czynu. Tłumaczyłem jej, że my i oni jesteśmy w podobnej sytuacji i nie mamy nic do powiedzenia wobec potęgi ZSRR. Jakoś ją udobruchałem i przegadaliśmy po polsku i słowacku całą drogę rozstając się w przyjaźni. Wiem jednak, że i współcześnie mają do nas żal o tamtą „pomoc”.

  Świadomość faktu, że można w taki sposób wymuszać podległość demoludów, budziła strach w narodzie. Takiego scenariusza spodziewaliśmy się w 1970 roku na Wybrzeżu. Tam użyto jeszcze raz własnych sił milicji i wojska. Tego samego obawiano się i w 1981 roku, kiedy to „aby zapobiec interwencji wojsk Układu Warszawskiego gen. Jaruzelski, stojąc na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wprowadził 13 grudnia stan wojenny”, jak to tłumaczą do dzisiaj ludzie tamtego okresu. Zagrożenia były realne. Dla nas żołnierzy zawsze oznaczało to odwołanie urlopów i przepustek, zaostrzenie dyscypliny i przesunięcie na czas nieokreślony wypuszczenia do rezerwy dużej liczby najstarszych stażem żołnierzy. Nasilano też indoktrynację zwaną szkoleniem politycznym. Nie byłem widocznie „pewnym człowiekiem” LWP, bo mimo zapowiedzi, nie doczekałem się awansu do stopnia kaprala, jak i pominięto mnie przy przyznawaniu kolejnych odznak „Wzorowego żołnierza” z okazji kolejnego święta 22 lipca w 1969 roku. Pozostałem do końca służby starszym szeregowcem, z brązową jedynie odznaką przyznaną jeszcze w Grudziądzu.

Chińskie przysłowie: Obyś żył w ciekawych czasach, sprawdziło się w odniesieniu do mojego pokolenia. Na szczęście ja to obserwowałem i przeżywałem zajmując miejsce na samym dole drabiny społecznej. W tym samym czasie ludzie zaangażowani czynnie w walkę z ustrojem doznawali szykan, ale i budowali zręby swojej kariery. Dzisiaj są sztandarowymi postaciami przemian. A czy zwykli obywatele mają jakiś udział w przemianach?
Było nas kiedyś 10 milionów. Zwykłych, solidarnych (przez małe „s”) ludzi. Razem stanowiliśmy jednak Siłę Bezsilnych dających wsparcie liderom. Razem stanowiliśmy siłę, z którą musieli się liczyć ciemiężyciele. Ustąpili wobec potęgi ludów. Nie odważyli się użyć wojsk w bratobójczej walce o „zdobycze socjalizmu”. Dzisiaj mamy inną Polskę. Dla młodych tamta, którą wspominam, to jeszcze jedna, pewnie nudna lekcja historii.

Otrzymałem w wojsku pożyteczną lekcję wiedzy obywatelskiej, o jakiej nie mówiono w szkole. Służba wniosła pozytywny wkład w kształtowanie mojej postawy obywatelskiej i poglądów.

PS. W niedzielę 3 sierpnia 2008 roku odbyła się w Krakowie przysięga wojskowa, którą szumnie nazwano ostatnią przysięgą wojskową w starym układzie służby. Będziemy mieli zawodową armię. Czy to dobrze wróży wychowaniu obywatelskiemu młodych Polaków?

8 sierpnia 2008 roku, w dniu tego szczególnego układu, wyjątkowo szczęśliwych cyfr – jak mówią Chińczycy, otwarto kolejną olimpiadę. Tego samego dnia Armia Rosyjska rozprawiła się z krnąbrną Gruzją, aby „przymusić ją do zachowań pokojowych”.  W związku z tym mam pytanie:

– Czy moje strachy, jakie odczuwałem widząc rosyjskie samoloty nad Radomiem, to tylko historia?
Śpiewano kiedyś w jakimś antywojennym programie pieśń, której refren zapisałem dla cytowania na moich lekcjach PO.

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna jest zawsze blisko…

Wakacje dziadków i dziatków

Czas wakacji dobiega końca i wkrótce zaczną się powroty do obowiązków szkolnych. Dzieci pociągną za sobą rodziców, bo przecież oni mogą złapać trochę powietrza i odpocząć tylko w ramach istniejącego porządku szkolnego. Chyba, że już nie mają dzieci w wieku szkolnym, albo są emerytami.

Nasze dzieci i wnuki pozwoliły nam pobyć trochę wspólnie w wielopokoleniowej rodzinie spędzając z nami część swego urlopu. To cenne doświadczenie sprowadzające na nas dziadków pewne otrzeźwienie.
Czy my byliśmy wobec dzieci tacy sami jakimi teraz są rodzice naszych wnuków? A nasi rodzice wobec nas? Kto w czasach naszego dzieciństwa przejmował się tym, że w wakacje należy dziecku zapewnić atrakcyjne zajęcia, bo inaczej się zanudzi, albo zejdzie na złą drogę.
Przecież wolny od obowiązków szkolnych czas, to powinna być praca w polu i ogrodzie, czy na rzecz domu…
Nasze młode rodzicielstwo przebiegało w trudnych czasach PRL-u i kwitło w domu wielopokoleniowym. Nie było czasu na wczasy i zorganizowany wypoczynek, zwłaszcza dla siebie.
Wypoczywaliśmy przy pracy w domu,
w polu i w ogrodzie,
aby pozostawać z rodzicami w zgodzie…
Nasza dzieci już miały dużo lepiej niż my w ich wieku, chociaż zapewne ich koledzy miewali dużo lepiej. My też powołujemy się na podobne doświadczenia wskazując na to, że świat nigdy nie był i nadal nie jest sprawiedliwy, zresztą nie tylko w tym względzie.
Dzisiejsi rodzice są już zupełnie odmienni, bo roszczeniowość dzieci rośnie jak apetyt w czasie jedzenia. Strach pomyśleć jakie będą relacje w następnym pokoleniu. Co znajdzie się w zainteresowaniach dzieci i czy oni jako rodzice poradzą sobie z rozbuchaną roszczeniowością młodych i gniewnych nastolatków…
Takich przemyśleń i pytań jest coraz więcej.
Czasy zresztą takie, że nastrajają do wynajdywania kolejnych obaw i trosk.
Tyle groźnych spraw narasta wokół, tak w kraju jak i poza jego granicami, że coraz trudniej przewidywać rozwój sytuacji.
Nie wszystko zależy od nas, choćbyśmy nie wiem jak się starali przychylić nieba naszym najbliższym

W Dniu tak pięknym i wspaniałym…

Doczekaliśmy kolejnej rocznicy bitwy nazwanej „Cudem nad Wisłą”.
Niezwykle rozbudowane obchody tej Jednej z niewielu wojen wygranych przez Polskę – Obrona Europy przed Stalinem w 1920 roku – równie ważna dla Europy jak pogrom Turków pod Wiedniem czy obrona Londynu przed Hitlerem – wielokrotnie naród polski ocalił dzisiejszy świat przed totalnym niebytem..! – napisał ktoś pod nagraniem zespołu Sabaton, które załączam pod linkiem w tekście.
Czasy są jednak niespokojne i obchody najsławniejszych nawet bitew i zrywów ani o jotę nie zwiększają siły obronnej kraju.
Do tego potrzeba nam silnej gospodarki, mądrych przywódców, silnej i dobrze uzbrojonej, wyszkolonej i dowodzonej Armii i zaangażowanego społeczeństwa

Tatulowe opowieści

Przeżywamy kolejną piękną rocznicę Cudu nad Wisłą.

Znaczenie tego wyczynu zbrojnego naszej słabiutkiej Ojczyzny, która co dopiero – w 1918 r. odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli jest nadal niekwestionowanym wkładem w kształtowanie historii Europy. Bitwa Warszawska zaliczona została do 19 najważniejszych bitew w historii ludzkości. To również najważniejsza bitwa w naszej historii.
To, że wtedy zwyciężyliśmy jest zasługą wielu ludzi i okoliczności w jakich przyszło nam bronić młodego państwa. Kościół akcentując te wszystkie zasługi ludzi wskazuje również na działanie Sił Nadprzyrodzonych – „Cud nad Wisłą” i niech się tak dzieje, bo sukces miał zawsze wielu ojców. Fakt pozostaje jednak faktem: ZWYCIĘŻYŁA POLSKA.

Dla przypomnienia tamtego czasu załączam ten klip, żałując jednak tego, że żaden nasz zespół nie wpadł na pomysł, aby nagrać coś takiego. Oto nagranie zespołu Sabaton: https://www.youtube.com/watch?v=8HSm9eb922Y

Słuchając zachęcam do zwrócenia uwagi na napisy. Polskie tłumaczenie zawiera symptomatyczne słowa i do tego powtarzane aż trzy razy: Oto te…

View original post 65 słów więcej

Oportunizm, to zarzut, czy tylko objaśnienie rzeczywistości?

Wczorajsze posiedzenie Sejmu z prowadzonym w tle kupczeniem stanowiskami dla zdobycia poparcia posłów w kluczowym dla wolności mediów głosowaniu, zwraca uwagę na powszechny obecnie w klasie politycznej… OPORTUNIZM.
Zapraszam do lektury dawnego wprawdzie tekstu, ale z istotnymi wnioskami zawartymi w tekście, jak i w dyskusji pod tekstem

Tatulowe opowieści

Dawno temu, jeszcze w czasach szkolnych, kiedy szukałem objaśnień dla nowych pojęć w dostępnych słownikach, to słowo konformista, czy oportunista kojarzyło mi się jednoznacznie źle. Wiedziałem już o tym, że warto, chociaż nie łatwo być nonkonformistą, czy też ogólnie rzecz biorąc człowiekiem okazującym wszędzie i wobec wszelkich wyzwań stałą i niezłomną postawę charakteryzującą się poszanowaniem uznawanych zasad i wartości. Dzisiaj myślę już inaczej, bo w życiu obserwowałem wiele różnych postaw u innych, a i sam bywałem w sytuacjach, w których nie popisałem się nonkonformizmem. Ulegałem wobec sytuacji, oczekiwań otoczenia, czy w interesie konkretnych ludzi, bo gdybym powiedział: Nie, bo nie! to obie strony wiele mogłyby stracić. Co by komu przyszło z mojej nieustępliwości? Życie uczy…

View original post 589 słów więcej

Wnuki i my, ich dziadkowie…


Mam wirtualnego znajomego, który przebywa w Anglii i tam pracuje. Nigdy się nie spotkaliśmy na żywo, chociaż wstępnie byliśmy kiedyś umówieni. Czasem wymieniamy się życzeniami, czy jakimiś linkami. Tak stało się również przed paroma dniami. Włączyłem komputer i

Artur S. – Dobry wieczór. Pan profesor coś ostatnio nie w humorze, czy to tylko moje złudne spostrzeżenie?
Czesław – Dziękuję za tego profesora. Już nikt tak się do mnie nie zwraca. A co do humoru? Coraz rzadziej jest okazja do śmiechu i pozytywnego nastawienia. Myślę, że nie tylko ja tak mam…
Artur – No cóż. Właśnie rozmawiałem z koleżanką, która jedzie do Niemiec na operację. Rak. Mój rocznik. Ech, życie.
Czesław – Wczoraj zmarł wybitny wykonawca i popularyzator muzyki poważnej i nie tylko takiej. Piękny głos, wspaniała kariera. Miał kilka lat mniej niż ja
Artur – O kim mowa?
Czesław – Kazimierz Kowalski
Artur – Nie wiedziałem że zmarł. Śmierć zbiera żniwo. To przykre. Tym bardziej, że politycy nie zauważają odejść ludzi naprawdę wybitnych. To takie przykre…
Po jakimś czasie dopisał jeszcze takie zdanie:
Artur – Głowa do góry Panie profesorze! Musimy umieć cieszyć się życiem. Ale zaraz, zaraz! To ja mam Pana uczyć?
Po jakimś czasie jeszcze pojawiło się to:
 – Proszę, tak dla rozluźnienia przeczytać małą rymowankę jaką napisałem dla swoich wnucząt:

Gdzieś na horyzoncie słońce się podnosi.
Gdzieś daleko wędrowiec senne oczy otwiera.
Pana Boga o zdrowie dla wnucząt swych prosi,
Płynąca po policzku łzę tęsknoty wyciera.

Łzę wyciśniętą przez serca trzy małe,
Bo teraz dzieli ich odległość wielka.
Daleko, w domach swych pozostały
Patrysia, Adaś i Isabelka.

Trzy słodkie Aniołki, zawsze uśmiechnięte,
Przeogromną radość wniosły w jego życie.
Sprawiają, że drogi zawiłe i kręte,
Zmieniają się w ścieżki łatwe do przebycia.

Jak w każdej podróży, godziny odlicza,
Gdy wróci do domu, w nagrodę dostanie
Trzy rozpromienione, uśmiechnięte lica
I Trzy całuski na powitanie…

Przeczytałem, pomyślałem i odpowiedziałem…
Czesław – Wnuki, to wielka radość. Warto zapisać w ich pamięci swój wizerunek i serce jakie się im okazywało. Gratuluję i życzę szczęścia rodzinnego…
Artur – Panie profesorze, nie będę się kłócił z tym co Pan napisał…
Czesław – Pewnie zna Pan stary dowcip:
– Gdyby człowiek wiedział jak słodkie są wnuki, to by rodzinę budował właśnie od nich
Artur – Łoj, żeby tak się dało…
Anna – Wnuki przesłoniły Ci cały świat Arturku. To widać. Zdrówka dla Was wszystkich i radości. 😀👌
Parę godzin później na stronie znajomego „Super dziadka”, pod zdjęciem obolałego dziecka pojawił się nowy wpis:
– Mój ukochany Aniołek trafił do szpitala. Wracaj szybko do zdrowia, Patrysiu! Tyle miejsc musimy odwiedzić…
Nie wiem jak wyglądały te godziny w szpitalu, ale dzisiaj pojawił się optymistyczny komunikat pod zdjęciem uśmiechniętego dziecka:
– Wiozę łobuza do domu…
– Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Przez cały dzień trząsłem się z nerwów. Póki co, po strachu. Dziękuję. Odpowiedziałem:
– Wszyscy zdali egzamin. Brawo dla dzielnej pacjentki. Brawo dla Dziadka i całej rodziny.
Taka opowiastka o dziadkach i o tym co ich łączy z wnukami. Może to kogoś zainteresuje i sprowadzi nań pozytywne myśli?
Tak się składa, że akurat gościmy z żoną córkę Anię z mężem i dwoma wnusiami. Staramy się, aby goście mogli wypocząć, a wnusie mogły coś zobaczyć i czegoś nowego doświadczyć.
Szczególnie cenię sobie rozmowy i wszelki kontakt z dziewczynkami. Zaskakują mnie swoim rozwojem, nowymi przemyśleniami, pojęciami
i znajomością życia.
Najczęściej rozmawiam z młodszą z nich Emilką. Rano, wstając tak jak do szkoły się wstawało mam do obgadania z nią przeżycia dnia poprzedniego i nocne sny. Przytoczę dzisiejszą rozmowę o snach i o warunkach jakie trzeba spełnić, aby te sny były miłe i dawały potrzebny wypoczynek. Tak to leciało:
– Jak się spało Emilko?
– E. Dobrze…
– Czy śniło ci się coś miłego?
– Tak.
– A co było takie miłe
– Wszystko?
– Może powiesz mi co powinienem robić, aby mieć miłe sny, a nie takie smutne rzeczy jakie mi się śnią?
– Trzeba dobrze się bawić…
– Oglądać fajne filmy bez kłótni i bójek…
– Nie można mieć złych pomysłów…
– Trzeba być dobrym dla innych, bo wtedy oni będą mili dla nas i będzie miło…

Zastanawiające, co? Zwłaszcza, że doradcą do spraw dobrych snów jest niespełna 5 latka