Koło się domknęło…Pora na emeryturę

W tym roku mija 10 lat od ważnego życiowo momentu, czyli zakończenia pracy zawodowej w związku z przejściem na emeryturę. To długi okres czasu, ale jednak zbyt mały, aby zatarły się wspomnienia związane z pracą nauczyciela. Zapraszam do lektury i wspominek

Często omijały mnie okazje szkolnego świętowania różnych uroczystości szkolnych, gdyż pracując w dwóch szkołach po prostu nie zdążałem akurat tam, gdzie coś szczególnego się działo. Tu akurat zdążyłem w samą porę.
Ponieważ zawsze noszę aparat fotograficzny przy sobie, więc z marszu wykonałem kilka zdjęć, a później poprosiłem kogoś z obserwatorów o wykonanie mi zdjęcia z absolwentami mojej klasy na tle hasła, które zostało napisane jakby specjalnie dla mnie. Obserwatorami tej sceny byli wszyscy zebrani tam nauczyciele z dyrektorem szkoły na czele.
Ten fakt będzie miał w tej opowieści szczególne znaczenie.
Zacytuję pełną treść hasła:
Chciałbym kiedyś tu powrócić,
Chciałbym kiedyś tu zapukać,
By dzisiejszy dzień poszukać…

W dniu rozdania świadectw już wiedziałem o tym, że ostatecznie kończę pracę zawodową w staszowskim ekonomiku, a wiec podobnie jak absolwenci odchodzę z tej szkoły. Nawet napisałem już wtedy i opublikowałem tekst pt.:
Hej wakacje to rzecz miła…https://tatulowe.wordpress.com/2011/06/09/hej-wakacje-to-rzecz-mila-3/, w którym zapowiadałem swoje odejście z pracy na dłuuugie wakacje zwane emeryturą

Odeszli ze szkoły absolwenci ZSZ, odeszli wreszcie na zasłużone wakacje wszyscy pozostali uczniowie. Szkoła odzyskała wakacyjną ciszę przerywaną sporadycznie krokami kogoś z personelu lub interesantów kończących proces rekrutacji na kolejny rok szkolny. W tej atmosferze doczekałem dzisiejszego dnia, na który zwołano Plenarne Posiedzenie Rady Pedagogicznej dla podsumowania wszelkich działań szkoły w minionym roku szkolnym. Niezwykle rozbudowany porządek obrad przyniósł wiele satysfakcjonujących informacji o osiągnięciach jakie, dzięki mądremu zarządzaniu i ofiarnej pracy całego grona pedagogicznego udało się zrealizować z korzyścią dla naszych uczniów i dla społeczeństwa – nie tylko lokalnego. Są tu realizowane z sukcesami projekty unijne przynoszące możliwości rozwoju bazy dydaktycznej, wymianę międzynarodową młodzieży z wszelkimi szansami rozwojowymi jakie niosą te sposoby inwestowania w Kapitał ludzki. To cieszy wszystkich pracujących ofiarnie dla Naszej szkoły. Dyrektor ZSE Jan Ungeheuer wielokrotnie podkreślał zasługi poszczególnych osób jako, że zawsze stara się doceniać wkład pracy każdego i pozytywnie motywować do dalszych działań. Nawet niedociągnięcia, których nikt się nie ustrzeże podkreślano w sposób życzliwy i koleżeński. To krzepi poszczególnych ludzi i cementuje cały zespół.
Ostatnim punktem programu było moje pożegnanie…

A teraz chciałbym pożegnać odchodzącego na emeryturę, najstarszego w gronie kolegę, który ostatnie 22 lata poświecił naszej szkole… – powiedział dyrektor, po czym przybliżył niektóre moje działania służące szkole i środowisku. Otrzymałem kwiaty i życzenia. Zaśpiewałem ze wszystkimi tradycyjne Sto Lat. Próbowałem jakoś podziękować za wspólną pracę, ale głos uwiązł mi w gardle i nie wyszło to najlepiej. Mam nadzieję, że to zostanie mi wybaczone nawet przez siedzących naprzeciw kolegów, którzy – jak to dzisiaj na moją prośbę obliczyli – mają do emerytury jeszcze jakieś 40 lat. Niezwykle poruszyła mnie pamiątka jaką przygotował na moje odejście dyrektor szkoły. Otrzymałem bowiem z rąk dyrekcji pięknie wykonany album pt. Migawki ze staszowskiego ekonomika będący zbiorem fotografii z życia szkoły, w których uwieczniono moją skromną osobę. Okazuje się, że na starych zdjęciach nie tylko ja jestem młody. Młodzi są również ludzie, którzy pracują nadal, jak i młodzi są ludzie, którzy dawno już odeszli do lepszego życia. Ci, którzy wcześniej nie widzieli albumu podlegali podobnym do moich wzruszeniom. Jeszcze dopisano w nim piękne motto naszego wielkiego Patrona i podparto życzenia długim łańcuchem autografów. Jeszcze parę indywidualnych uścisków i zapytań o najbliższą przyszłość i …sala opustoszała.

Ja jestem szczęśliwcem ,bo mam blog. To, co uwięzło mi w gardle, teraz mogę tu spokojnie napisać licząc, że przeczytacie i podzielicie się z innymi.

Kochani, tytuł dzisiejszej opowieści w moim wypadku ma wartość symboliczną. Rozpoczynałem pracę 15 lutego 1970 roku w budynku leżącym o rzut beretem od naszego ekonomika i tu ją kończę. Pracę zmieniałem wielokrotnie, a w pierwszych kilkunastu latach średnio co 5 lat lub nawet częściej. Byłem referentem do spraw produkcji i gastronomii PZGS, następnie lustratorem CRS (dzisiaj trzeba by to nazwać audytorem) Prezesem GS dwukrotnie, kierownikiem gminnej służby rolnej, terenowym doradcą rolnym, nauczycielem – również dwukrotnie, a do tego rolnikiem, piekarzem, stolarzem i czym tam jeszcze w życiu wypadło być. Przez dwie kadencje przewodniczyłem społecznie Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej, a przez trzy szefowałem Komisji Rewizyjnej ZNP. Byłem więc szefem, jak i zwykłym robotnikiem – z półrocznym okresem bezrobocia( w Chicago). Poznałem wszystkie możliwe style kierowania różnymi firmami i sam dałem się poznać z tej strony setkom ludzi. Wiele z tych doświadczeń opowiadałem tysiącom już absolwentów naszej szkoły jako uzasadnienie pewnych życiowych prawd, które poznawałem osobiście na wyboistych drogach życia. Wiele z tych doświadczeń można znaleźć na blogu i do niego zapraszam licząc na tę formę kontaktu z Wami. Jedno tylko chciałem podkreślić na koniec tej wypowiedzi, co warto pamiętać, jako że to jest bardzo stara prawda. Konfucjuszowi przypisana jest ta sentencja: Jeśli kochasz to co robisz , to nie pracujesz.
Ja to sprawdziłem na sobie. To głównie dlatego osiadłem w ekonomiku i tu dotrwałem do końca swojej kariery zawodowej. Odkryłem w sobie to coś dość późno i gdy spróbowałem tej pracy, to zrezygnowałem z prezesostwa, aby być zwyczajnym nauczycielem. I tak pozostało po dziś dzień. Pracujecie w dobrej szkole, która szczyci się wysokim odsetkiem dziedziczenia zainteresowań zawodami będącymi wciąż w ofercie edukacyjnej . Nowe zawody są niezwykle przydatna na dzisiejszym rynku pracy, co czyni Waszą pozycję w ofercie edukacyjnej jeszcze bardziej interesującą dla młodych ludzi. Dowodem na to jest choćby obecny nabór na rok następny utrzymujący się na wyższym poziomie niż szacowany przez organ prowadzący. Przyszłość należy do Was.

Ps. W dzień po zakończeniu roku szkolnego pod moim tekstem: Ogólniak, czy technikum, a może zawodówka? pojawił się komentarz tej treści.

Jestem nauczycielem akademickim na dobrej wyższej uczelni technicznej. Skończyłam technikum, później studia (nie planowałam ich na początku), mam doktorat. Myślę o tym, żeby swoje dzieci posłać do techników, a jeśli będą chciały później na studia. W technikach zdobywa się umiejętności, których żadne liceum nie nauczy, po prostu człowiek po szkole technicznej całkiem inaczej myśli. Mamy w Katedrze dwóch doktorantów – obydwaj po technikum. Ze smutkiem chcę dodać, że to minister rodem z naszej uczelni zlikwidował technika i stworzył gimnazja. Pozdrawiam.
Wnioski wyciągnijcie sami…

Zapraszam do utrzymywania kontaktów poprzez blog .

Pora skorzystać i przytulić się

Okazuje się, że 24 czerwca też możemy się legalnie przytulać.
Trochę gorrrrąco i koszula klei się do ciała, ale nie z takimi problemami potrafimy sobie radzic

Tatulowe opowieści

Dzisiaj rano Przytul, uściśnij... usłyszałem w radiowej Jedynce, że właśnie 31 stycznia mamy Międzynarodowy Dzień Przytulania. Porannej audycji towarzyszą sympatycznie brzmiące SMS-y oraz e-maile nadsyłane przez radiosłuchaczy. Jakaś uczona w tych sprawach pani ekspert opowiedziała o korzyściach płynących z uzewnętrzniania uczuć wobec swoich bliskich, a także z okazywania sympatii przygodnym ludziom, choćby przez uśmiech i życzliwe słowo. Odnośnie samego aktu przytulania wypowiedziała się w samych superlatywach. Jest to nic nie kosztujący zabieg mogący znacznie zmienić nasze nastawienie względem świata, czy innych ludzi oraz uczynić znośniejszym nasz dzień powszedni. Powinniśmy wszyscy fundować sobie wzajemnie taką uprzejmość i przysługę, oczywiście z uwzględnieniem dobrego smaku i dobrej woli drugiej strony.

View original post 227 słów więcej

Ojcowie świętują…


Niemal co roku poświęcam świętom Matki, Ojca, Babci, Dziadka, a także  dziecka specjalny tekst, albo na zasadzie reblogowania udostępniam wybrane teksty sprzed lat. Takie jak ten: LINK  Przypominam czyjeś wypowiedzi, życzenia, czyjeś świadectwa dawane bliskim, którzy odeszli na drugą stronę. Są w tych wypowiedziach wyraźnie akcentowane i silne wciąż emocje zarówno podkreślające pozytywne relacje z przodkami, jak i negatywne, gdy sprawy wymykały się spod kontroli, a miejsce miłości zajmowała obojętność, poczucie krzywdy albo nawet i nienawiść. Różnie bywa. Rodzina to jednak bardzo skomplikowana maszyneria, która wymaga od rodziców dużych umiejętności przywódczych, a od dzieci odpowiednio wczesnego zrozumienia mechanizmów rządzących grupą bardzo różnych ludzi. Pogodzenie tych odmienności nie przychodzi łatwo, albo w różnych bojach, w krzyku i poczuciu krzywdy, ustala się jakiś konsensus w zakresie trwania przy sobie, ale już nie ze sobą. Ludzie pochodzący z takich rodzin nie oczekują jakiegoś szczególnego świętowania, a przykłady pełnych miłości i przywiązania czyichś relacji rodzinnych wywołują wręcz irytację.
Znamy to wszyscy. Nikt oprócz zainteresowanych nie może tego zmienić.
Ot życie, życie trudne…
Ja już świętuję parę dni, jako że w USA, gdzie żyje moja córka Dzień Ojca obchodzono parę dni temu. Otrzymałem już życzenia po amerykańsku, a w Dniu (polskiego) Ojca nastąpi poprawka i dopełnienie.
Dzisiaj, via Instagram otrzymałem świadectwo napisane jako komentarz do zdjęcia selfie, które zrobiła nam przed trzema laty w Busku Małgosia. Chwalę się formą i treścią:

To zdjęcie, to przepiękna sekunda radości. Pewność, że Jesteś, patrzysz z dystansem, rozweselasz, wysłuchujesz, radzisz, podzielasz lub nie podzielasz, zauważasz, uczysz, dbasz, podejmujesz starania, czytasz, cały czas się uczysz, opisujesz, odpisujesz, zbierasz, rzeźbisz, naprawiasz, kochasz bezwarunkowo i trwasz. Dziękuję!
Wspólnego obydwu kulturom i światom, nam, serdecznego Dnia Ojca Tatku!


W tym samym czasie, prowadząc na Messengerze rozmowę z byłą uczennicą, również Małgosią poznałem jej wypowiedź na temat roli ojca w jej życiu. Poprosiłem o zgodę na udostępnienie jej wypowiedzi z okazji Dnia Ojca i przyzwolenie uzyskałem. Oto świadectwo kochającej córki:
Tato był dla mnie najważniejszy. Był dobrym człowiekiem. Z nikim w życiu się nie kłócił i na nikogo się nie gniewał. Mamie całkiem ulegał. Mama była i jest ostra do tej pory. Tatę wszyscy lubili i jak przyjezdni goście od nas odjeżdżali, to płakali. Mówią do dzisiaj, że nigdy już nie poznali takiego człowieka jak on. Ciepło biło od niego na odległość. Moje  wszystkie nauczycielki były na jego pogrzebie. Składając kondolencje też potwierdzały, że zawsze był wyjątkowo miły. Znam sporo ludzi miłych i dobrych, ale Jemu nikt nie dorównał. On pomagał znajomym w naprawach hydrauliki za darmo, tylko z dobroci serca. Dzięki niemu mam też serce dla ludzi i zwierząt. On nawet mnie na drutach uczył na zajęcia do szkoły, bo mama nie miała cierpliwości. Wszechstronny był… ❣️

Wszystkim Ojcom z okazji ich święta życzę tego, co starałem się ukazać w tych dwóch tekstach z życzeniami

Informacja o dezinformacji była manipulacją

Wypada ostro zabrać się za studiowanie technik manipulacyjnych, aby przygotować się choćby do pobieżnego sortowania wiadomości, na które jesteśmy narażeni. Nikt nie lubi manipulacji, chyba że ma z tego wymierne korzyści, a więc sam jest manipulatorem lub uczestnicząc w przedsięwzięciu otrzymuje za to zapłatę w pieniądzu lub beneficjach.
   Ciekawego przedsięwzięcia podjął się ostatnio rząd, aby przygotować ludzi władzy do właściwego zabezpieczania informacji przesyłanych choćby drogą e-mailową. W trybie pilnym i ściśle tajnym zorganizowano posiedzenie Sejmu dla poinformowania posłów o wyciekach informacji niejawnych poprzez hackerski atak na skrzynki pocztowe polityków. Może jeszcze ważniejszym celem tej akcji było przygotowanie społeczeństwa do tego, że w przestrzeni publicznej wkrótce pojawią się wykradzione dokumenty, mające zdyskredytować polityków władzy.
Wicepremier rządu odpowiedzialny za bezpieczeństwo nawet wymienił kraj skąd ten atak nastąpił.  Teraz już będziemy przygotowani i nie damy się oszukać kłamliwym oskarżeniom ludzi kryształowo czystych, którzy poszli do władzy, aby zapewnić nam świetlaną przyszłość.
Podobno wyciekło 20 tys. e-maili, a więc w sezonie ogórkowym nie tylko ogórki będą się panoszyć w naszym otoczeniu. Będzie o czym rozmawiać i będzie co badać, aby we właściwym świetle ukazać kto i jak nami rządzi.

   Dzisiaj rankiem zaproszony do Jedynki Polskiego Radia ekspert podjął się zadania przybliżenia słuchaczom zjawiska manipulacji i dezinformacji w rzeczywistości społecznej. Nie tylko politycznej zresztą. Jest to zjawisko stare jak świat i wykorzystywane powszechnie przez władców z każdego właściwie nadania. Przykładów1) jest aż nadto.
Pan ekspert przybliżając sedno sprawy wskazał na polityka rosyjskiego z czasów wczesnego ZSRR, który był autorem koncepcji użycia dezinformacji w sprawowaniu rządów i dlatego właśnie tym się zajmował zajmując wysokie stanowiska w urzędach propagandy.
Twierdził że celem dezinformacji jest wytworzenie u odbiorców odpowiednich (dla władzy) poglądów na dany temat. Role w tym zadaniu są ściśle wyznaczone. Jest „Agent” kierujący przedsięwzięciem i oddziałujący na „Agentów wpływu”, są „Wsporniki” współdziałające w manipulowaniu, są „Przekaźniki” , czyli zaangażowane w to działanie media.  Są sztaby ludzi wypowiadających się po stronie „pro” i „kontra” – opłacanych z tego samego źródła, angażowani są tzw. „nagłaśniacze” działający na zasadzie pudła rezonansowego, są wreszcie adresaci, dla których przekonania organizowane jest całe przedsięwzięcie. Akcja trwa dotąd aż utrwali się w opinii adresatów właściwe poglądy np. w sprawie głosowania na tego, a nie innego kandydata.
Poszukałem informacji na temat tego pana i natrafiłem na książkę jego autorstwa (zdjęcie okładki na górze).
Przegląd wypowiedzi pod propozycją wydawniczą  przynosi ciekawe opinie zachęcające do lektury.
Oto parę z nich:

– Mimo, iż książka ma już trochę latek „na karku” (wydana w 1986 roku) wciąż jest niezwykle aktualna. Fakt, że omawiane w niej przykłady manipulacji i dezinformacji dotyczą okresu II Wojny Światowej czy Zimnej Wojny uważam za dodatkową zaletę tej pozycji. Znajomość technik dezinformujących stosowanych już ponad pół wieku temu a momentami nawet 2.5 tysiąca lat temu (liczne odwołania do Sztuki Wojennej – Sun Zi) daje nam pewne wyobrażenie tego, jak bardzo musiały się one rozwinąć do czasów współczesnych.
– Nie sposób się nie zgodzić z opiniami innych czytelników, że powinna być to pozycja obowiązkowa dla uczniów szkoły średniej. Otwiera oczy i zmienia sposób w jaki odbieramy informacje, którymi w obecnych czasach jesteśmy bombardowani nieustannie.
– Koniecznie aby zrozumieć istotę oszukiwanie mas.
– Książka z 1986r jakże aktualna w 2020r
– Nic i nikt nie zastąpi zdrowego rozsądku.
– Dość trudna w odbiorze książka, która dotyka zawiłych, ale bardzo ważnych kwestii z pogranicza różnych dziedzin. Mamy Hitlera, Stalina, ZSRR, Zachód, lewaków i prawaków. Teoria i praktyka. Warto przeczytać.
– Bardzo dobra książka, jeśli chce się poznać i zrozumieć dynamikę „wydarzeń” politycznych kreowanej dla nas „rzeczywistości”. Wydaje mi się, ze warto zbadać i poddać analizie opisywane tu zjawiska. Już na początku bowiem w treści książki występuje klasyczna stalinowska dezinformacji i nazwanie Niemieckiej Socjalistycznej Partii Niemiec „faszystami”.
– Warto poznać techniki dezinformacji, żeby się przed tym obronić. Sprawdzi się w każdej dziedzinie.
– Po prostu obowiązkiem każdego człowieka, który chce być świadomym rzeczywistości społecznej, jest przeczytanie tej książki.
– Opracowanie Volkoffa powinno być lekturą obowiązkową już w szkole średniej. Bardzo rzeczowo i zrozumiale objaśnia zjawisko urabiania opinii publicznej czyli stosowania na co dzień w przestrzeni medialnej mniej lub bardziej subtelnych mechanizmów dezinformacji i manipulacji. To bardzo cenna wiedza pozwalająca zachować samodzielność myślenia bez której wiele osób wpada w fałszywe sądy
– Najbardziej znaną i cenioną powieścią Vladimira Volkoffa jest, jak sądzę, „Montaż”. Jednak bardzo ciekawą pozycją, szczególnie w obecnej sytuacji, gdy w europejskich mass mediach wyraźnie zauważalny stał się wzrost natężenia swoistej kakofonii informacji, może wydać się również książka „Dezinformacja – oręż wojny”. Indoktrynacja i walka o wpływy
– Momentami ciężko się czyta, ale nie zmienia to faktu, że powinna to być lektura obowiązkowa w szkole (liceum). Otwiera oczy.

Skorzystacie, zanim wiarę naszym dacie?

Szczytowanie na szczytach władzy…


Czerwiec zaczął się od ofensywy dyplomatycznej Prezydenta USA w Europie. To pierwsza jego tak znacząca wyprawa poza kraj ojczysty. Sporo czasu musiał poświęcić, aby poodkręcać to, co namieszał mu poprzednik.
Hasło „America First” było zgrabne, nośne i skwapliwie przyjęte przez zwolenników Trumpa. Pozwalało na stworzenie nowego podejścia do tak upragnionego powrotu kultowego „American Dream”. Wyjaśniało przyczyny osłabienia potęgi ekonomicznej USA, która tak wiele musiała zapewniać całemu światu, że brakowało jej na własne programy społeczne i gospodarcze, a w tym infrastrukturalne. I to mimo rosnącego od lat gigantycznego zadłużenia i nieograniczanego niczym dodrukowywania pieniędzy. Ówczesny kandydat na prezydenta potrafił swym wyborcom sprzedać marzenia i zyskać ich poparcie. To było tak mocne, że wielu jego zwolenników nie chciało pogodzić się z wynikiem wyborczym odsyłającym ich Idola na margines historii i dokonali szturmu na siedzibę Prezydenta w dniu jego inauguracji.
Podczas gdy my dziwimy się mechanizmom utrzymującym naszych wybrańców przy władzy, mimo tylu afer i tylu przypadków łamania konstytucji lub obchodzenia jej przepisów, to pomyślmy o tym co sprawia, że nadal ponad 30 procent Amerykanów, wyborców  Trampa wierzy w jego powrót na stanowisko?
   Przed wylotem do Europy temat prezydentury Joe Bidena był często poruszany w naszych mediach przez dziennikarzy i komentatorów politycznych. Mogliśmy się dowiedzieć jakie problemy musiał rozwiązać „Śpiący Józek” – jak go nazywał pobudzony ponad miarę TRUMP. Również to, że dał radę i odpowiednio przygotowany przyjechał do Europy, aby założyć podwaliny pod Nowy Ład – jaki chce zaproponować Europie jako najważniejszemu partnerowi w walce o lepsze jutro dla biznesu, dla klimatu, dla światowego pokoju wreszcie. Szczyt za szczytem, bo to konieczny kontakt z Wielką Brytanią, Szczyt G-7, Szczyt USA – Unia Europejska, Szczyt NATO  i wreszcie Szczyt USA – Rosja.
   Na wszystkich kolejnych szczytach uzgadniano wspólne stanowisko w sprawach bilateralnych i multilateralnych zarazem, bo wiele tematów ma zasięg globalny i bez zgody i współdziałania nie da się ich rozwiązać.
Kluczowym wydaje się Szczyt USA – Rosja w Genewie, odbywany w czasie realnie najgorszych stosunków dwustronnych, w okresie od poprzedniego szczytu sprzed 30 już lat. Jakie owoce przyniesie?
Nie dowiemy się zbyt wiele o szczegółach, jako że z góry zapowiedziano brak wspólnej konferencji prasowej, a każdy z przywódców będzie chciał ogłosić swój sukces i to nie tylko na użytek propagandy wewnętrznej.
   Nasi też szczytują, w Bratysławie, w ramach W- 4, której aktualnie przewodniczy Polska. Ta próba stworzenia nowego podmiotu polityki międzynarodowej, z którą będzie liczyła się zarówno Unia Europejska jak i USA jest eksperymentem ciekawym, ale chyba jednak pozbawionym szans wobec posunięć kreujących wokół więcej wrogów, niż sojuszników i daj Boże przyjaciół…
Tracimy zdolność koalicyjną wśród krajów demokratycznych, a przychylność małych satrapów tego nie zrekompensuje.
W ciekawych czasach przyszło nam żyć…

Słowo musi być święte…

Parę dni temu, w ramach jakiejś audycji muzycznej Jedynki Polskiego Radia usłyszałem promocyjny materiał dotyczący wydanej właśnie płyty z wybranymi utworami Mariana Hemara, niezwykle płodnego autora tekstów piosenek, skeczy kabaretowych i twórczości zaliczanej do kategorii Lekkiej muzy. Tekst, do którego link podaję TUTAJ urozmaicono piosenką, której tytuł zawarłem w tytule dzisiejszej opowieści. Oto kilka słów wstępu:

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku przygotowało szczególne wydawnictwo: Płytę „ODnowa” z muzyką do słów Mariana Hemara – wybitnego poety, niedościgłego satyryka, twórcy sztuk teatralnych, błyskotliwych skeczy i monologów, a także autora ponad 3000 piosenek do najlepszych międzywojennych kabaretów...
Zakończenie linkowanego artykułu brzmi następująco:
…Oddając Państwu ten album, pragniemy przedstawić reprezentatywny fragment muzycznego dorobku Hemara: zarówno ten znany, satyryczno-rozrywkowy, jak i ten mniej radiowy, a wciąż bardzo aktualny, liryczno-patriotyczny. Wszystko to w nowych, awangardowych aranżacjach, których nie powstydziliby się nawet przedwojenni kompozytorzy. Płytę promuje teledysk do utworu „Pamiętaj o tym, wnuku” nagrany na wystawie głównej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.
Piosenka z zasobów Kaberetu Dudek śpiewana przez W. Michnikowskiego
Słowo musi być święte

   Wybaczcie mi przydługi wstęp do tego, na co chciałem zwrócić uwagę, ale nie mogłem inaczej wobec…
Dzisiaj wieczorem, po raz drugi już oglądałem w TVN-24 bogaty i dobrze udokumentowany materiał na temat przejrzystości finansów o jakiej zapomniała nasza władza. Rzecz zaczęła się sądową sprawą jaką Sieć Obywatelska Watchdog Polska wytoczyła Zarządowi Luks Veritatis o unikanie udzielenia informacji o tym, na co wydali publiczne pieniądze w sumie 320 milionów złotych jaką łaskawie szafujący groszem rząd przyznał fundacji Ojca Rydzyka na jego dzieła wszelakie. Wstrząsający materiał pokazywał hasła pod jakimi PiS szedł do władzy zarzucając poprzednikom brak jasności w konfrontacji z tym, co teraz sami robią, aby tę jawność zagmatwać lub w ogóle przemilczeć. Konstytucyjny zapis o jawność życia publicznego jest powszechnie łamany. Terminy odpowiedzi na interpelacje i zapytania określone na 21 dni, są powszechnie lekceważone. Ponad 170 pytań nie doczekało się odpowiedzi mimo, że upłynęło ponad 400 dni. Pan Ziobro – prokurator i minister sprawiedliwości  w jednym ciele, przy pomocy dobranych pod potrzeby prezesek Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego bronią Ojca Rydzyka i zamierzają zdezaktualizować tamten przepis.
Czy oni nie znają tej piosenki???
To im przypomnijmy przynajmniej refren:
Bo słowo musi być święte,
bo słowo musi być święte,
przyrzekało się, to potem chciało się,
czy nie chciało się – jest mus.

Bo u mnie tak jest przyjęte,
że słowo musi być święte,
zachciało się,
zabrnęło się,
wypsynęło się – szluz!
PS.
Wicepremier od Kultury pan Gliński też jest na liście czekających na odpowiedź na zadane przez siebie pytania

Przyjaźń milusińskich wytrzymuje próbę czasu

Przytoczona TU przed paroma dniami opowieść o przyjaźni naszej wnusi z sąsiadem Piotrusiem wzbudziła jak na mój blog i na WordPress spore zainteresowanie. Licznik wejść zaczął się szybciej kręcić, a opowieść wywindowała się na najwyższą pozycję (Top post) moich tekstów udostępnianych w WordPressie. Trochę zmroziła mnie postawa jednego z komentatorów, który zauważył m.in.:„Można się zachwycać […]

Przyjaźń milusińskich wytrzymuje próbę czasu

Przyjaźń w czasie zarazy

Wszyscy żyjemy w czasach zarazy, stąd pierwsze skojarzenie z tytułem zekranizowanej powieści „Miłość w czasach zarazy”, napisana przez Gabriela Garcię Marqueza. Opinia krytyków, na jaką natrafić można w Internecie pod tym hasłem wskazuje na to, że: „… pisarz z ogromną czułością, humorem i wyrozumiałością stworzył niezwykła powieść o miłości, która okazuje się silniejsza od samotności, […]

Przyjaźń w czasie zarazy

Moje, nasze Złote Gody…

Doczekaliśmy wraz z żoną swojej okrągłej rocznicy zawiązania małżeństwa. Rocznicę tę nazywa się powszechnie złotymi godami. 50 lat czekaliśmy na nią i byliśmy zgodni co do tego, że należy ją potraktować inaczej niż wszelkie wydarzenia rodzinne obchodzone w naszej rodzinie. Nie chcieliśmy tego organizować w wynajętym lokalu, a nawet nie korzystać z tzw. cateringu.
Postanowić to jedno, a przeprowadzić drugie.
Ponieważ jesteśmy równolatkami, to i stan naszych kręgosłupów i kolan stał się nad wyraz podobny. Tu łupie, tam strzyka…Zmęczenie staje się trudne do zaakceptowania, a nie daje się go oszukać.
Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało… Myślałem wielokrotnie wykonując w ciszy wszystkie zlecone przez żonę czynności pomocnicze. Przy pomocy znajomych i krewnych, którzy pospieszyli z pomocą udało się jednak wypełnić zaplanowany program kulinarny.
Udało się nawet przed mszą dziękczynną skorzystać z pomocy lekarza, a nawet przeprowadzenia przez niego drobnego zabiegu, który zmniejszył ból w kolanie i pozwolił żonie na samodzielne, choć trochę ograniczone chodzenie w obrębie kościoła, a później w domu.

   Nie udało się nam przeżywać tej rocznicy w komplecie, jako ze córka Małgosia nie mogła dojechać z dalekiego Chicago. Na cóż jednak inwencja i dostępna technika? W porozumieniu z naszym zięciem Piotrem zorganizowali most IT dzięki czemu byliśmy z Małgosią na mszy świętej w chicagowskim Trójcowie, wzruszając się wraz z nią, czytającą pierwsze czytanie Pisma Świętego przewidzianego na ten dzień. Poprzez ZOOM łączyliśmy się z Małgosią i jej przyjaciółmi trzykrotnie w ciągu tego dnia i wieczoru składając sobie życzenia i prowadząc rozmowy refleksyjno – wspomnieniowe.
Jednocześnie dzięki otwarciu strony Złote Gody Rodziców i otagowaniu nas przez cały dzień i wieczór jubileuszowy napływały życzenia ze świata, na które trudno było odręcznie odpowiadać. Zrobiłem to dopiero po zakończeniu dwudniowego świętowania, jako że po dobrym weselu muszą być nie gorsze poprawiny, nieprawdaż?

   Listę niespodzianek przewidzianych na tę uroczystość otworzyła pięknym akcentem przyjaciółka Małgosi, również Małgosia, która o 8 rano zadzwoniła do naszej furtki z naręczem 50 łososiowych w kolorze i przyjaznym aromacie róż. Przywiozła je wprost z Krakowa fatygując się wczesnym rankiem, aby zrobić to osobiście, a nie przez pocztę kwiatową. Małgosia zrobiła nam sporo zdjęć z tymi kwiatami i natychmiast podzieliła się nimi z naszą Małgosią. Wszyscy cieszyli się naszym zaskoczeniem, ale i radosnymi buziami utrwalonymi na fotografiach. Niespodzianek było więcej, bo należy wliczyć w to życzenia od Małgosi, wnuków i przygotowywanej od dłuższego czasu laurki od małej Emilki, piękne wykonanie przez naszą sąsiadkę Agnieszkę w czasie mszy pieśni Ave Maryja oraz błogosławieństwo przy ołtarzu udzielonej nam przez księży na zakończenie naszej mszy. Po zakończeniu mszy dziękczynnej zaprzyjaźnieni z żoną legioniści z Legionu Maryi odśpiewali nam stosowaną w takich okazjach w kościele pieśń „Życzymy, życzymy…” z akompaniamentem organów.
Do tego osobiste życzenia, kwiaty, uściski potwierdzające to, co najważniejsze…
Że nie jesteśmy sami w przeżywaniu tak smutnych jak i radosnych wydarzeń naszego życia…
   Otrzymaliśmy za pośrednictwem mediów społecznościowych mnóstwo gratulacji i życzeń sprowadzających się do tego, aby zachować zdrowie
i  temperaturę uczuć niezbędnych do tego, aby dożyć w szczęściu i miłości wzajemnej kolejnych Jubileuszy.
Wśród rutynowo formułowanych życzeń nie zabrakło i bardzo indywidualnych perełek jak ta, napisana przez moją byłą uczennicę z Ekonomika:

Zawsze przychodzi taki czas, kiedy zaczynasz rozumieć, że nieważne jest kim jesteś, skąd pochodzisz, w co wierzysz i jakie masz przekonania. Nieważne jak wyglądasz, gdzie żyjesz, ile masz lat i pieniędzy w portfelu. Nieważne jak wielkie lub małe są Twoje problemy i jak wiele wysiłku wkładasz w urządzanie swojej strefy komfortu. To wszystko naprawdę jest nieważne, a czasem wręcz gówno warte. Tak naprawdę jedyne co ważne, co najważniejsze w życiu, to MIŁOŚĆ.
Jedynie ważni są ludzie, których kochasz i którzy kochają Ciebie. Bo jedynie ważne jest to, co dla nich robimy i to, co oni robią dla nas. I że zawsze jesteśmy prawdziwie dla siebie.
Taka jest właśnie esencja życia.
Zrozumienie, że początkiem i końcem wszystkiego jest MIŁOŚĆ.
Moje wyspy

Kocham to zdjęcie
Wszystkiego najlepszego
🍾

Kończę ten kronikarsko rodzinny opis przeżyć ciekawostką. Otóż była moja uczennica zadała mi pod zdjęciem umieszczonym na Instagramie następujące pytanie:
Panie Czesławie jaka jest recepta na tak długie piękne i szczęśliwie małżeństwo?  Odpowiedziałem:
Jest recepta. Wymagać więcej od siebie niż od małżonka
Przeczytałem to żonie i sąsiadce. Nie usłyszałem komentarza.
Co państwo o tym sądzą?

Wszystkim, którzy byli z nami w tym uroczystym dla nas dniu, również z tego miejsca serdecznie dziękuję i polecam się łaskawej pamięci na kolejne lata.

Boże Ciało

Procesja Bożego Ciała w Bogorii – Zdjęcie współczesne Procesja Bożego Ciała na rynku w Bogorii. Lata 60-te ub. wieku Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba,Pod przymiotami ukryty chleba.Zagrody nasze widzieć przychodziI jak się Jego dzieciom powodzi…Taką pieśnią przywitał nas kościół w Bogorii, w dzień Bożego Ciała Posłuchałem i naszły mnie wspomnienia moich obchodów uroczystości […]

Boże Ciało