Tatulowe opowieści…

Tatulowe opowieści…
” Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył…

Nie wiem, czy uważny czytelnik zauważył zmianę w banerku bloga.
Powróciłem przed tygodniem chyba do podtytułu, który pochodził od mojego byłego ucznia i miał określać charakter moich blogowych wynurzeń. Towarzyszył mi przez dwa, czy może trzy lata, później spadł, a teraz powrócił.
Chcę spróbować nawiązać do idei założycielki mojego bloga wyrażonej w tytule i opinii tego pana, któremu na imię Krzysiek. Pozwólcie, że rozpocznę tak …

Wczoraj, zaczęły się w naszej parafii rekolekcje.
Poszliśmy z żoną na naukę ogólną, realizowaną w czasie mszy przeznaczonej dla dzieci i młodzieży. Znaleźliśmy sobie miejsce w ławce stojącej w bocznej kaplicy, gdzie łatwiej o izolację przestrzenną. Przed naszą ławką, na takiej dostawianej ławeczce usiadły sobie młoda mama z córką, a pomiędzy sobą młoda posadziła swoją lalę…
Nie było to dla mnie niczym szokującym, bo widywałem już takie zachowania dziewczynek, ale tym razem lala nie tylko towarzyszyła biernie swojej opiekunce. Za jej przyczyną wykonywała takie same jak ona czynności.
W czasie gdy wszyscy klękali dziewczynka przenosiła lalkę na dywan i nadawała jej pozycję klęczącą, a w czasie przekazywania znaku pokoju podała rękę mamie, a później również lalce. Gdy schola złożona z kilku dziewczynek śpiewała „na kościele”, przy dźwiękach gitary kolejne pieśni, to moja sąsiadka brała swoją lalę w rękę i pokazywała jej te dziewczynki…
Mieliśmy oboje z żoną dodatkowe pole obserwacji nie tracąc nic z tego wszystkiego po co poszliśmy do kościoła.

Wychodząc z kościoła zapytałem o imię lalki i usłyszałem odpowiedź, ale nie pochodziła ona ze znanych mi bajek i umknęła z pamięci.
O sam fakt uczestnictwa lalki we mszy nie pytałem, bo nie śmiałem…
Co Państwo myślą o takim zdarzeniu i doświadczeniu