Rok – nie wyrok…

    Używając znanego powiedzonka pochodzącego ze slangu więziennego można lepiej wprowadzić się w stan księgowego, który podlicza straty i osiąganie (wątpliwych) korzyści wynikających z obchodzonej właśnie rocznicy ogłoszenia światowej pandemii Covid 19. Takie podliczenia robią poszczególne rządy, WHO, czy inne organizacje, dla których jest to wyzwanie, jakiego wcześniej nie doświadczył nikt z żyjących ludzi. Rozmiary katastrofy są ogromne, a straty jeszcze niepoliczone. Oszacowanie tych strat jest tym trudniejsze, że różne formy pomocy są w fazie realizacji, albo dopiero są planowane, jak choćby Europejski Plan Odbudowy, którego częścią stanie się i nasz krajowy plan, z którego uzgodnieniem, a później uchwaleniem w naszym parlamencie mamy poważne problemy. Chwilami wydaje się, że te różnice mogą doprowadzić do rozwalenia koalicji rządowej. Może to skutkować koniecznością organizacji przedterminowych wyborów i dopiero nowy rząd może sięgnąć do „konfitur” jakie na nas w UE czekają.
Spójrzmy do statystyki: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pandemia_COVID-19?fbclid=IwAR1QoaCxGB6Sy1_JXCDRj1NoG0TUORP5OCQCnT-Cks8KGs5KaAbRsM9KuFk
Bardzo sugestywne są zamieszczone tam wykresy, a najbardziej przemawia to zestawienie:
Potwierdzone przypadki zachorowań globalnie – 117 160 237[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 23 255 514[3])osób
Ofiary śmiertelne globalnie – 2 598 892[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 562 440[3]) osób.
A Polska?
Władysław Kosiniak Kamysz będący prywatnie lekarzem, przemawiając w Sejmie rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że w czwartek 4 marca 2021 minął dokładnie rok od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce. – To 66-letni pacjent z Zielonej Góry. Dzięki Bogu wyszedł z tej straszliwej choroby, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. 1 milion 700 tys. naszych rodaków zachorowało w ubiegłym roku na COVID-19, z tego 44 tys. niestety zmarło – przypomniał
11 marca mieliśmy ponad 21 tysięcy nowych zachorowań i ocieramy się o górne granice możliwości położenia w szpitalnych łóżkach covidowych pacjentów. Są wprawdzie jeszcze drogo zdobyte miejsca w szpitalach rezerwowych, jak ten na stadionie narodowym w Warszawie ale lepiej by było po nie sięgać.
Podobnie jest ze sprzętem wspomagającym oddychanie. Coraz bardziej widoczne są jednak braki personelu mogącego tę falę zachorowań obsłużyć.
Strach się bać. Faza szczepień dopiero się rozkręca i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle nabędziemy odporność na tego wirusa i mutacje jakie już wytworzył lub jeszcze się pojawią.
Na szczęście nasza gospodarka (podobno) ma się nadzwyczaj dobrze i z tej strony jakoś tam jesteśmy zabezpieczeni. Przeczytajmy choćby to: https://subiektywnieofinansach.pl/rocznica-pandemii-w-polsce-piec-zdziwien-bezrobocie-ceny-mieszkan-zloty/
Zmartwiłem się odpowiedzią jakiegoś naszego eksperta od wirusologii, który na pytanie:
– Czy można przewidzieć koniec tej „przygody z Coroną w tle” odpowiedział:
– Zapewne w tym roku nie da się tego osiągnąć, gdyż nie wiadomo jak się to rozwinie w poszczególnych krajach i jakie powstaną w tym czasie mutacje wirusa.
Rok nie wyrok… Powiadają.
Dwa lata… Jak za brata… Dodają
Trzy lata???
Lepiej nie będę prowokował odpowiedzi