Edukacja nasza…

Co jakiś czas wracam do tematyki szkolnej. Tym razem poruszył mnie udostępniony na Facebooku artykuł ze strony „Dzieckiem po oczach” : https://www.facebook.com/Dzieckiem-po-Oczach-371519846663453/  
Przeczytałem, wyraziłem pod tekstem swoje uznanie dla kierunku poszukiwań poprawy naszej edukacji i udostępniłem na swoim koncie Fb w nadziei na to, że z grona licznych znajomych znajdzie się ktoś, kto będzie chciał porozmawiać i wymienić się poglądami na ten kluczowy (wydaje się) problem.
Tekst poprzedziłem zdaniem:
Takie będą Rzeczypospolite jakie będzie młodzieży edukowanie. Zapraszam do lektury, bo warto…
Dzieckiem po Oczach
Gdybyś postanowił użyć takiego eksperymentu, aby zapytać kogoś dorosłego od kogo najwięcej się nauczył, albo siebie samego o to zapytać, to obstawiam, że najpewniej odniesiesz się do swoich doświadczeń życiowych jako źródła pochodzenia twojej wiedzy, wymienisz kogoś bliskiego lub jakąś osobę, która towarzyszyła ci przy jakiejś ważnej życiowej decyzji lub w trudnych momentach życia. Słabo jednak wierzę, że będzie to się odnosić do szkolnego nauczyciela.
Bo w szkole się nie żyje. Szkoła posiada małą zawartość życia w szkolnym życiu. Trzeba ją przeżyć, a nie żyć tym. Trudno w niej cieszyć się życiem, dość często jest ona do życia.
Gdy przyjrzeć się współczesnym nauczycielom jak oni uczą, to będzie to studium tego, że życie jest ciężkie, ale systematyczność i pracowitość szkolna ich do tego przygotuje.
My krytycy szkoły dobrze wiemy, że jest to racjonalizacja, a nie korelacja. Energię życiową w szkole marnuje się zatem na próbach nadawaniu sensu nieżyciowym działaniom, aby udawały, że mogą się w życiu przydać. Szkoła w wielu momentach jest jak ubieranie łyżew latem. Oczywiście! Tak, tak, tak! Warto to robić, bo przecież to może pomóc nam w ćwiczeniu sprawności. Albo przyjmiemy, że lepiej w łyżwach niż na boso, bo na boso można się skaleczyć.
Jeśli chcesz nauczyć kogoś życia lub prawdy o życiu to wypadnięcia żyć z nim. Może dlatego szkolne wycieczki opowiadają więcej o życiowej edukacji nauczycieli uczniów niż wszystkie lekcje, które z nami mieli?😉

      W szkole z uczniami się nie żyje. Przebywa się z nimi, realizuje się treści, poszukiwania i się pracuje. Są oczywiście nauczyciele, którzy z uczniami rozmawiają, słuchają ich, ale z mniejszym lub większym poczuciem winy, że się nie nauczyło lekcji lub z lękiem, że ktoś to zaraz wytknie palcem z wyżyn dydaktycznej powinności.
Kryterium bycia nauczycielem dzieci i młodzieży jest zatrudnienie w szkole   nabyte państwowe kwalifikacje. Ale czy rzeczywiście Nauczyciel to ten, co musi cię nauczyć i wyszkolono go w tej dziedzinie i nie szczędzi pracy w tej sprawie?
A może bardziej ten, co bardzo chce cię nauczyć i poszukuje sposobu jak to zrobić, bo Ty go zatrudniasz, bo Ty lub dziecko go weryfikuje?
A może taki, co kocha to co robi i z jakichś przyczyn po prostu pozwolił Ci w tym towarzyszyć?

Mnie zawsze było dobrze z ostatnim z tej trójki. A gdy myślę o tym, kto był moim nauczycielem, to do głowy przychodzą mi setki dziecięcych grup, z którymi od początku rozmawiałem, aby ich uczyć, ale to jednak one mnie uczyły.☺️

Porównywanie szkoły do więzienia jest częstym zabiegiem retorycznym używanym przez krytyków wypracowanych w przeszłości i obowiązujących niemal powszechnie systemów edukacji. Do szkoły nie trafiamy wprawdzie za karę, ale przez cały czas pobytu w niej panuje tam pewien dryl oraz narzucone reguły postępowania, no i środki przymusu mające wymusić posłuszeństwo ucznia. Dla zobrazowania rozmiarów problemu niech posłuży nam choćby przykład tej ankiety:https://mamadu.pl/141353,szkola-dla-uczniow-to-prawdziwe-wiezienie-wyniki-ankiety
Przytoczę tylko fragment wprowadzenia…
Fakt, że uczniowie nie przepadają za chodzeniem do szkoły nikogo nie dziwi. Sami kojarzymy szkolne ławy bardziej z nudą i opresyjną dyscypliną, niż fascynującymi podróżami do świata nauki. Choć mijają kolejne dekady, nic się nie zmienia. Pokazała to po raz kolejny ankieta, którą przeprowadził pewien nauczyciel. Tomasz Tokarz, trener, nauczyciel, wykładowca akademicki, prowadzący Centrum Edukacyjne „Wspieram ucznia” na swoim profilu na Facebooku opublikował post, w którym opisał wnioski z przeprowadzonej ankiety. Polegała ona na dokończeniu zdania: „Szkoła dla mnie to…”
Odpowiadali uczniowie klas 5-7 szkoły podstawowej. Badanie było anonimowe.
„Najczęstsze słowa jakie wpisują to… więzienie, katorga, męczarnia…

Jest o czym rozmawiać, zwłaszcza że wciąż trwają prace nad kolejną reformą programów nauczania i samego nauczania.
Jako ciekawostkę przytoczę przykład ze swojego nauczycielskiego życia.
Otóż, gdy kończyłem udostępnianie cytowanego na początku tekstu na Messengerze napisał do mnie mój były uczeń sprzed wielu już lat:
– Arek. Pięknie 😁 Pozdrawiam, były uczeń Pana😁
– Jak miło. Dziękuję za poranne pozdrowienie. Akurat przeczytałem i skomentowałem oraz udostępniłem tekst na temat szkoły i nauczycieli. Zapraszam do przeczytania
– Arek. Chętnie przeczytam
– Arek. Witam. Mnie w życiu najwięcej nauczyli rodzice. Tata nauczył mnie pracowitości i dyscypliny, mama zaś wrażliwości. Jeżeli chodzi, o nauczycieli, to w mojej opinii, najwięcej się nauczyłem od nauczycieli, a dokładnie wychowawczyni z 1 i 2 klasy szkoły podstawowej. Nie mówię o nauce pisania, czytania bądź liczenia, tylko, o podstawach kultury np. o mówieniu Dzień Dobry, Do widzenia, czy jak należy odnosić się do osób starszych, dziewczyn itp. Podstawy.
Gimnazjum nie wspominam…
Szkoła średnia (Nasz Ekonomik), wspominam bardzo dobrze. Tu już uczniowie wchodzą w dorosłe życie i bardzo ważne jest wtedy, by nauczyciel potrafił w jakimś stopniu ukierunkować takiego ucznia.
Ja Pana bardzo dobrze wspominam, mimo że byłem w szkole za przeproszeniem leń ;), to potrafił Pan zainteresować mnie lekcją. Wzbudzał Pan szacunek, wiedzą i życiowym doświadczeniem… Nigdy nie zapomnę tej sentencji napisanej na kartce i umieszczona na tablicy za Panem: „Kropla drąży skałę, nie siłą lecz ciągłym padaniem”…
Pan zawsze zwracał uwagę na dobre zachowanie i kulturę osobistą. Ja miałem takie przyzwyczajenie, by trzymać ręce w kieszeni, Pan, gdy to widział, to zawsze podchodził do mnie i mówił, bym już przestał ogrzewać dłonie:) Pozdrawiam Serdecznie.
– Ja. Dziękuję za obszerną i sympatyczną dla mnie wypowiedź . Pozwolisz, że zacytuję ją na blogu? Kończę właśnie pisać tekst i twoja wypowiedź będzie jego zwieńczeniem. Zgoda? Będzie to wypowiedź anonimowa
– Arek. Oczywiście. Będzie mi niezmiernie miło.