SOLIDARNOŚĆ… Gdzie ona jest i komu służy???

W piątek 26 marca 2021 roku na placu Władysława Biegańskiego w Częstochowie została zaprezentowana wystawa: „TU rodziła się Solidarność”.
O godz. 12.00 odbył się briefing dla dziennikarzy poświęcony wystawie z udziałem: dr. Jarosława Szarka, prezesa IPN, Piotra Dudy, przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, abp Wacława Depo, metropolity częstochowskiego, dr. Andrzeja Sznajdera, dyrektora katowickiego oddziału IPN, Jacka Strączyńskiego, przewodniczącego Regionu Częstochowskiego NSZZ „Solidarność” oraz Adriana Ramsa (OBEN IPN Katowice), autora wystawy.

   Prezes IPN dr Jarosław Szarek podkreślił, że na szlaku wystawy nie mogło zabraknąć Częstochowy, która wraz z Jasną Górą jest „duchową stolicą Polski” i która odegrała ogromną rolę w polskiej historii i wpisała się w „główny nurt narodowej tożsamości i pamięci”. Przypomniał m.in. o pielgrzymkach papieża Jana Pawła II oraz zapoczątkowanej przez ks. Jerzego Popiełuszkę Pielgrzymce Ludzi Pracy. „To tu Solidarność nabierała nadziei i siły” – dodał.

Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność“ powiedział, że  „Solidarność rodziła się w każdym zakątku naszego kraju”. Dziękując IPN za zorganizowanie wystawy powiedział, że na pokazywanych zdjęciach może zobaczyć się wielu ówczesnych bohaterów. „Było, jest wielu bezimiennych bohaterów, bez których nie byłoby wielomilionowej Solidarności i w konsekwencji (…) nie zwyciężylibyśmy systemu komunistycznego. To wielki ukłon w kierunku tych bezimiennych” – mówił Duda.
Otwarcie wystawy w Częstochowie  miało miejsce w przeddzień 40 rocznicy 4‑godzinnego strajku ostrzegawczego 27 marca 1981 rhttps://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/140597,Otwarcie-wystawy-TU-rodzila-sie-Solidarnosc-Czestochowa-26-marca-2021.html
   Kiedy usłyszałem o tym w Jedynce Polskiego Radia, to postanowiłem sprawdzić jaką konkretnie rocznicę świętowali i co się składa na tę wędrującą po Polsce od ub. roku wystawę. Ciekawiło mnie też to, na ile historia Solidarności została już zmieniona. Poszukałem, poczytałem i w wystąpieniu Prezesa IPN znalazłem informację o Lechu Wałęsie… niesionym ongiś z Wawelu na Rynek główny na ramionach działaczy Solidarności. Mówił o tym zdarzeniu i o nim samym w kontekście tego, że jego towarzysze nie mieli świadomości faktu, że niosą współpracownika Służby Bezpieczeństwa. Później już wszyscy o tym wiedzieli dzięki IPN – owi właśnie. Teraz, po uwolnieniu Wałęsy przez sąd od tego zarzutu nawet prezes IPN o tym jeszcze nie wie.
Sama idea obchodów 40 – lecia SOLIDARNOŚCI, realizowana po raz pierwszy pod hasłem : „Tu rodziła się SOLIDARNOŚĆ” prowadzona w trybie objazdowym w kilkudziesięciu miastach Polski jest czymś zupełnie nowym i odbrązawiającym ówczesnych przywódców. Pokazano za to ludzi i ich inicjatywy podejmowane w lokalnych strukturach rodzącego się w walce związku zawodowego.
W komunikacie radiowym wspominano miejsce i ludzi, wśród których zrodziła się myśl przedstawienia rządowi PRL żądania likwidacji stanowisk nomenklaturowych i oparciu polityki kadrowej na kompetencjach i kwalifikacjach zamiast na typowaniu jedynie swoich i lojalnych. Nie dosłyszałem tego gdzie po raz pierwszy postawiono to żądanie. Wiem jednak, że ten ważny czynnik demokratyzacji życia zawodowego nabrał takiej mocy, że znalazł się w grupie 21 żądań strajkowych spisanych na płytach paździerzowych w Stoczni Gdańskiej i otrzymał tam numer 13. Oto treść tego postulatu:

13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.
Dla młodszych wiekiem małe objaśnienie:

Nomenklatura (łac. nomenclatura – mianowanie) – system obsadzania stanowisk kierowniczych w ZSRR i krajach bloku wschodniego oparty na rekomendacji partii komunistycznej[1]. W żargonie partyjnym nomenklatura oznaczała sformalizowany ściśle system mianowań na stanowiska. Mówiono np. że stanowisko majstra czy kierownika wydziału w zakładzie pracy jest w nomenklaturze Podstawowej Organizacji Partyjnej lub w nomenklaturze Komitetu Zakładowego PZPR (o zatrudnieniu konkretnej osoby decydował KZ PZPR, w praktyce zaś jego I sekretarz); stanowiska wyższe były w nomenklaturze wyższych instancji partyjnych (one decydowały o ich obsadzie) – Komitetu Fabrycznego, Uczelnianego, Dzielnicowego, Miejskiego, Powiatowego lub Wojewódzkiego. O objęciu najwyższych lub szczególnie ważnych stanowisk państwowych, społecznych, czy gospodarczych (spis zawierał około 300 tysięcy takich stanowisk) decydowały Wydziały Komitetu Centralnego lub nawet Sekretariat KC albo Biuro Polityczne (były one „w nomenklaturze KC”). Z reguły decyzję przygotowywał formalnie Wydział Kadr KC. Znacznie mniejsza była liczba członków oligarchii partyjnej, a więc najwyższej warstwy nomenklatury.
O obsadzie stanowisk ministerialnych decydowało Biuro Polityczne. W nomenklaturze Sekretariatu KC były np. wyższe stanowiska kierownicze w prasie centralnej, radiu i telewizji, stanowiska dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów w ministerstwach. Warstwa ludzi, zwana potocznie nomenklaturą, miała szereg niedostępnych dla innych przywilejów – bardzo zresztą formalnie zróżnicowanych: od nieznacznie lepszych warunków wczasów po specjalne kliniki, sklepy i inne dobra… https://pl.wikipedia.org/wiki/Nomenklatura_(polityka)
   Naiwnością było spodziewać się tego, że władza ściśle zastosuje się do postulatu SOLIDARNOŚCI i odtąd będziemy mieli kompetentnych i uczciwych szefów na wszystkich stanowiskach służbowych. Dotychczasowi – z pogardą nazywani BMW, czyli bierny mierny, ale wierny znikną z naszego pola widzenia. Miało to również przyczynić się likwidacji kolesiostwa, kumoterstwa  i innych technik gromadzenia przy sobie samych swoich ludzi, co określało się terminem NEPOTYZMU. „Ciocia Wiki” tak odpowiada na pytanie:
– Co to jest nepotyzm?
Gdy w pracy traktujemy członków rodziny lepiej od innych osób z powodu bliskiego pokrewieństwa, np. nie zwracamy im uwagi na złe zachowanie, to mamy do czynienia z nepotyzmem. Umiejętności lub kwalifikacje pracowników schodzą na drugi plan, a najważniejsze stają się w pracy powiązania rodzinne lub znajomości. Nepotyzm w pracy to forma korupcji, podobnie jak kumoterstwo… Czytamy tu: https://porady.pracuj.pl/zycie-zawodowe/4-objawy-nepotyzmu-w-pracy/
   Ten właśnie fragment relacji z obchodów potrząsnął mną szczególnie mocno.
Obecna władza w zakresie stosowania przepisów zapobiegających  nepotyzmowi i korupcji stała się gorsza od tamtej z czasów PRL. Solidarność – świadomie piszę małymi literami – stała się słowem służącym na użytek wewnętrzny partii rządzącej, czy ZZ Solidarność, która z Piotrem Dudą na czele jest przybudówką PiS i pilnuje zwłaszcza swoich interesów, nie zwracając uwagi na to, przeciw czemu protestowała i o co walczyła ta pierwsza i ogólnopolska SOLIDARNOŚĆ. A Instytut Pamięci Narodowej stracił pamięć w wielu obszarach, które wymagają ponownego naprostowania. Czy znowu ma to się odbyć w takim trybie jak zrobiono to przed 40 laty?
Na koniec mały wierszyk dedykowany dzisiejszym ideowcom:

Będę feudałem,
Albo radykałem,
Kogo mam obrzucić błotem,
pomówimy potem o tem.

Moje czoło jak miedziaczek
Moje pióro jaj wiatraczek
Na usługi swoje masz,
Tylko powiedz, co mi dasz

– Aleksander Hrabia Fredro

…Bo stoczył(a) się…

Przeglądając notatki, skopiowane teksty, czy informacje zapisane kiedyś z myślą o wykorzystaniu na blogu natrafiłem dzisiaj na zapis listy grzechów głównych, jakimi obciążają się nawzajem strony jakiegoś rozpadającego się związku. Te same zarzuty mogą być również użyte do objaśnienia przyczyn dlaczego związek się rozpadł lub mimo podjętej próby nie został jednak zawarty. Nie wiem również kto jest autorem tej wyliczanki, ani tego, czy była to część jakiejś większej całości, bo tego zwyczajnie nie zapisałem.
Jest jednak na tyle interesujący dla obu stron, że warto go rozważyć, aby wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski.
Zastanawiające jest również to, czy oboje doznali zawodu szukając idealnych partnerów?
Oto wyliczanka win i wzajemnych pretensji związanych z rozpadem związków lub tylko z rozczarowaniem kimś, z kim dane osoby zamierzały wejść w związek:

– Bo przestał czytać i się nie rozwijał.
– Bo otaczał się ludźmi, którzy mu przyklaskiwali i uwierzył we własną boskość…
– Bo nie mówiła, co naprawdę czuła, aż w końcu sama uznała, że to nieważne…
– Bo nie zmieniał przekonań i przestał rozumieć uciekający mu świat…
– Bo dzwoniła do koleżanek gdy miała podjąć decyzję, zamiast brać na siebie odpowiedzialność…
– Bo sięgał po kieliszek, by się odstresować…
– Bo uwierzył w społeczne bajki o tym, że będzie dobrze i miło jak tylko będzie jakiś, a życie dało mu kopa w dupę i stracił wiarę…
– Bo dopasowywała ludzi do swoich oczekiwań zamiast cieszyć się z tego, jacy oni byli…
– Bo budował się kosztem innych i zrobił sobie wrogów…
– Bo nie dawała nic w zamian i odeszły od niej wartościowe osoby…
– Bo nie wybaczał i przez to żył przeszłością.
– Bo nie dawał wygrywać słabszym, więc nie szanowali go ci największego pokroju, co już nie mają nic do udowodnienia…
– Bo przejmowała się tym co pomyślą inni zamiast tym, czego powinna ich nauczyć…
– Bo obwiniał innych za swój los, stając się ofiarą…
– Bo narzekała i była nudna, więc nie inspirowała ambitnych i ciekawych…
– Bo wolał sam błyszczeć niż pokazywać innym, jak czyścić brud…
– Bo nie dbała o siebie, sądząc że nie miała dla kogo, więc nie poznała nikogo wartościowego…
– Bo chciał dobrze, a powinien skutecznie…
– Bo przegrał z cynizmem, któremu pozwolił zastąpić wielkie ideały, gdy te sięgnęły bruku…
– Bo szukał tych co podziwiają, a nie tej, którą by podziwiał…
– Bo przykryła wrażliwość twardą maską i przekonała doń wszystkich, poza samą sobą, stając się najbardziej samotna na świecie…
– Stoczyła się.

Podając rękę, pamiętaj o trzech rzeczach:
– Stój stabilnie, bo inaczej ściągnie Cię w dół. Wtedy będziecie leżeć oboje.
 – Pozostań wyżej, bo musisz mieć punkt podparcia. Dopiero będąc ponad problemem możesz go rozwiązać.
– Zawsze miej otwartą dłoń skierowaną w ich stronę. Nawet jak jej nie wezmą to niech wiedzą, że mogą.

Wiem, wiem, że boli i że nie chcesz, ale bez Ciebie się nie podniesie. Podaj rękę.

Ach, ten Korwin…

Sięgnąłem dzisiaj do starej gazety Angora, aby użyć jej jako podpałki.
Ze względu na wiele mówiącą okładkę (Nr. 24 z 2020 roku) odłożyłem ją jednak z myślą o ponownym przeglądnięciu.
Com pomyślał zrobić i zrobić musiałem… i poprzeglądałem.
Trafiłem na Korwina, którego uważam za szczególnego ultraliberała. Nie raz dał się we znaki naszej, a i europejskiej opinii publicznej wypowiadając, albo i publikując opinie wyprowadzające z nerwów wielu słuchaczy i czytelników. Klną na niego kobiety i to nie tylko feministki, złorzeczą mu też mężczyźni z każdego bieguna naszej polityki. Po nim to spływa jak po kaczce, a to co mimo kontrowersji osiąga, wystarcza mu na istnienie w publicznym obiegu, uczestniczenie w każdych kolejnych wyborach (może tylko bez samorządowych). Od bardzo dawna udaje mu się zdobywać dla siebie miejsca w parlamentach krajowych i europejskich, działanie pod własnym sztandarem, albo wchodzenie w możliwe koalicje (aktualnie z Konfederacją), pisanie do gazet, a więc zdobywanie wszystkiego, co może mu zapewnić wygodne życie.
W przytaczanym felietonie sprzed niemal roku odkrył swoją teorię o znikomych rozmiarach pandemii na Białorusi na tle innych bogatych państw Europy określanych przez niego jako d***kracja.
Drugi wątek jaki JKM porusza, dotyczy telewizji. Nie trudno się z nim nie zgodzić, gdy przeczytamy to, co tam napisał. Oto fragment :
Ludzie  oglądający telewizję żyją w całkowicie sztucznym STRASZNYM świecie, tworzonym przez szukających sensacji dziennikarzy. Np. z filmów braci Sekielskich można by odnieść wrażenie, że pedofilia, to specjalność kościoła rzymsko-katolickiego. Tymczasem w Polsce siedzi prawie 700 facetów skazanych za pedofilię – w tym księży… dwóch.
Zakładając, że kapłanom częściej udaje się uniknąć celi, byłoby ich może 20. Tymczasem księży katolickich jest w Polsce około 150 000. Pedofilia w Kościele – ale i tak w ogóle w życiu – to zjawisko całkowicie marginalne.
Ale dziennikarskie hieny zajmują się tylko homoseksualizmem, pedofilią i innymi zboczeniami – bo czyż uda się sprzedać gazetę, w której pokazuje się normalną, zdrową rodzinę? To nudne /…/
W efekcie ludzie oglądający telewizję widzą świat kompletnie wypaczony. A z kim przestajesz takim się stajesz…
   Może nie jest to zbyt odkrywczy wywód, ale może warto od czasu do czasu wylać kubeł wody na rozpalone głowy, albo choćby i potraktować ją zimnym prysznicem.
Teraz media grillują biednego Daniela, który tak wiele robi dla Ojczyzny, że aż mi go żal. Albo weźmy pod uwagę takich na przykład sędziów, którym nie podoba się władza, albo dziennikarzy nieprzychylnych obozowi rządowemu, którzy zamiast cichutko pracować, to jątrzą i psują krew zwykłym ludziom i sypią piach w tryby dobrej zmiany…

Tatulowe opowieści…

Tatulowe opowieści…
” Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył…

Nie wiem, czy uważny czytelnik zauważył zmianę w banerku bloga.
Powróciłem przed tygodniem chyba do podtytułu, który pochodził od mojego byłego ucznia i miał określać charakter moich blogowych wynurzeń. Towarzyszył mi przez dwa, czy może trzy lata, później spadł, a teraz powrócił.
Chcę spróbować nawiązać do idei założycielki mojego bloga wyrażonej w tytule i opinii tego pana, któremu na imię Krzysiek. Pozwólcie, że rozpocznę tak …

Wczoraj, zaczęły się w naszej parafii rekolekcje.
Poszliśmy z żoną na naukę ogólną, realizowaną w czasie mszy przeznaczonej dla dzieci i młodzieży. Znaleźliśmy sobie miejsce w ławce stojącej w bocznej kaplicy, gdzie łatwiej o izolację przestrzenną. Przed naszą ławką, na takiej dostawianej ławeczce usiadły sobie młoda mama z córką, a pomiędzy sobą młoda posadziła swoją lalę…
Nie było to dla mnie niczym szokującym, bo widywałem już takie zachowania dziewczynek, ale tym razem lala nie tylko towarzyszyła biernie swojej opiekunce. Za jej przyczyną wykonywała takie same jak ona czynności.
W czasie gdy wszyscy klękali dziewczynka przenosiła lalkę na dywan i nadawała jej pozycję klęczącą, a w czasie przekazywania znaku pokoju podała rękę mamie, a później również lalce. Gdy schola złożona z kilku dziewczynek śpiewała „na kościele”, przy dźwiękach gitary kolejne pieśni, to moja sąsiadka brała swoją lalę w rękę i pokazywała jej te dziewczynki…
Mieliśmy oboje z żoną dodatkowe pole obserwacji nie tracąc nic z tego wszystkiego po co poszliśmy do kościoła.

Wychodząc z kościoła zapytałem o imię lalki i usłyszałem odpowiedź, ale nie pochodziła ona ze znanych mi bajek i umknęła z pamięci.
O sam fakt uczestnictwa lalki we mszy nie pytałem, bo nie śmiałem…
Co Państwo myślą o takim zdarzeniu i doświadczeniu


Rok – nie wyrok…

    Używając znanego powiedzonka pochodzącego ze slangu więziennego można lepiej wprowadzić się w stan księgowego, który podlicza straty i osiąganie (wątpliwych) korzyści wynikających z obchodzonej właśnie rocznicy ogłoszenia światowej pandemii Covid 19. Takie podliczenia robią poszczególne rządy, WHO, czy inne organizacje, dla których jest to wyzwanie, jakiego wcześniej nie doświadczył nikt z żyjących ludzi. Rozmiary katastrofy są ogromne, a straty jeszcze niepoliczone. Oszacowanie tych strat jest tym trudniejsze, że różne formy pomocy są w fazie realizacji, albo dopiero są planowane, jak choćby Europejski Plan Odbudowy, którego częścią stanie się i nasz krajowy plan, z którego uzgodnieniem, a później uchwaleniem w naszym parlamencie mamy poważne problemy. Chwilami wydaje się, że te różnice mogą doprowadzić do rozwalenia koalicji rządowej. Może to skutkować koniecznością organizacji przedterminowych wyborów i dopiero nowy rząd może sięgnąć do „konfitur” jakie na nas w UE czekają.
Spójrzmy do statystyki: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pandemia_COVID-19?fbclid=IwAR1QoaCxGB6Sy1_JXCDRj1NoG0TUORP5OCQCnT-Cks8KGs5KaAbRsM9KuFk
Bardzo sugestywne są zamieszczone tam wykresy, a najbardziej przemawia to zestawienie:
Potwierdzone przypadki zachorowań globalnie – 117 160 237[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 23 255 514[3])osób
Ofiary śmiertelne globalnie – 2 598 892[3] osób
(w tym UE/EOG i Wielka Brytania – 562 440[3]) osób.
A Polska?
Władysław Kosiniak Kamysz będący prywatnie lekarzem, przemawiając w Sejmie rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że w czwartek 4 marca 2021 minął dokładnie rok od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce. – To 66-letni pacjent z Zielonej Góry. Dzięki Bogu wyszedł z tej straszliwej choroby, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. 1 milion 700 tys. naszych rodaków zachorowało w ubiegłym roku na COVID-19, z tego 44 tys. niestety zmarło – przypomniał
11 marca mieliśmy ponad 21 tysięcy nowych zachorowań i ocieramy się o górne granice możliwości położenia w szpitalnych łóżkach covidowych pacjentów. Są wprawdzie jeszcze drogo zdobyte miejsca w szpitalach rezerwowych, jak ten na stadionie narodowym w Warszawie ale lepiej by było po nie sięgać.
Podobnie jest ze sprzętem wspomagającym oddychanie. Coraz bardziej widoczne są jednak braki personelu mogącego tę falę zachorowań obsłużyć.
Strach się bać. Faza szczepień dopiero się rozkręca i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle nabędziemy odporność na tego wirusa i mutacje jakie już wytworzył lub jeszcze się pojawią.
Na szczęście nasza gospodarka (podobno) ma się nadzwyczaj dobrze i z tej strony jakoś tam jesteśmy zabezpieczeni. Przeczytajmy choćby to: https://subiektywnieofinansach.pl/rocznica-pandemii-w-polsce-piec-zdziwien-bezrobocie-ceny-mieszkan-zloty/
Zmartwiłem się odpowiedzią jakiegoś naszego eksperta od wirusologii, który na pytanie:
– Czy można przewidzieć koniec tej „przygody z Coroną w tle” odpowiedział:
– Zapewne w tym roku nie da się tego osiągnąć, gdyż nie wiadomo jak się to rozwinie w poszczególnych krajach i jakie powstaną w tym czasie mutacje wirusa.
Rok nie wyrok… Powiadają.
Dwa lata… Jak za brata… Dodają
Trzy lata???
Lepiej nie będę prowokował odpowiedzi

Gdzie te chłopy ???

Jesteśmy, jacy jesteśmy, ale na ogół gorsi…

Tatulowe opowieści

   Przewaliły się przez Polskę obchody Święta Kobiet. W mojej szkole jeszcze dzisiaj był wydany uroczysty obiad z tej okazji-po uroczystej akademii oczywiście. Obchody tej miłej skądinąd uroczystości wśród młodzieży trwały od piątku, bo już wtedy samorząd uczniowski ogłosił tzw. „szczęśliwe numerki” dla dziewcząt, co oznaczało zwolnienie ich od odpowiedzi ustnych. W poniedziałek chłopcy wręczali koleżankom i profesorkom piękne róże.

View original post 710 słów więcej

Świętujemy Dzień Kobiet na dwa dni przed świętem mężczyzn…

Pomiędzy Świętami Kobiet i Mężczyzn warto rozważyć parę spraw. Zapraszam. Świętujemy, czy też nie, to jednak jesteśmy wewnątrz corocznego ceremoniału obchodów Dnia Kobiet. Zapewne w prasie, w mediach elektronicznych będzie dużo odniesień do bądź co bądź ukształtowanej już długoletniej tradycji. To dopiero przed nami. Ja zapraszam do tekstu napisanego kiedyś, już po obchodach święta. Porównajmy […]

Świętujemy Dzień Kobiet na dwa dni przed świętem mężczyzn…

Edukacja nasza…

Co jakiś czas wracam do tematyki szkolnej. Tym razem poruszył mnie udostępniony na Facebooku artykuł ze strony „Dzieckiem po oczach” : https://www.facebook.com/Dzieckiem-po-Oczach-371519846663453/  
Przeczytałem, wyraziłem pod tekstem swoje uznanie dla kierunku poszukiwań poprawy naszej edukacji i udostępniłem na swoim koncie Fb w nadziei na to, że z grona licznych znajomych znajdzie się ktoś, kto będzie chciał porozmawiać i wymienić się poglądami na ten kluczowy (wydaje się) problem.
Tekst poprzedziłem zdaniem:
Takie będą Rzeczypospolite jakie będzie młodzieży edukowanie. Zapraszam do lektury, bo warto…
Dzieckiem po Oczach
Gdybyś postanowił użyć takiego eksperymentu, aby zapytać kogoś dorosłego od kogo najwięcej się nauczył, albo siebie samego o to zapytać, to obstawiam, że najpewniej odniesiesz się do swoich doświadczeń życiowych jako źródła pochodzenia twojej wiedzy, wymienisz kogoś bliskiego lub jakąś osobę, która towarzyszyła ci przy jakiejś ważnej życiowej decyzji lub w trudnych momentach życia. Słabo jednak wierzę, że będzie to się odnosić do szkolnego nauczyciela.
Bo w szkole się nie żyje. Szkoła posiada małą zawartość życia w szkolnym życiu. Trzeba ją przeżyć, a nie żyć tym. Trudno w niej cieszyć się życiem, dość często jest ona do życia.
Gdy przyjrzeć się współczesnym nauczycielom jak oni uczą, to będzie to studium tego, że życie jest ciężkie, ale systematyczność i pracowitość szkolna ich do tego przygotuje.
My krytycy szkoły dobrze wiemy, że jest to racjonalizacja, a nie korelacja. Energię życiową w szkole marnuje się zatem na próbach nadawaniu sensu nieżyciowym działaniom, aby udawały, że mogą się w życiu przydać. Szkoła w wielu momentach jest jak ubieranie łyżew latem. Oczywiście! Tak, tak, tak! Warto to robić, bo przecież to może pomóc nam w ćwiczeniu sprawności. Albo przyjmiemy, że lepiej w łyżwach niż na boso, bo na boso można się skaleczyć.
Jeśli chcesz nauczyć kogoś życia lub prawdy o życiu to wypadnięcia żyć z nim. Może dlatego szkolne wycieczki opowiadają więcej o życiowej edukacji nauczycieli uczniów niż wszystkie lekcje, które z nami mieli?😉

      W szkole z uczniami się nie żyje. Przebywa się z nimi, realizuje się treści, poszukiwania i się pracuje. Są oczywiście nauczyciele, którzy z uczniami rozmawiają, słuchają ich, ale z mniejszym lub większym poczuciem winy, że się nie nauczyło lekcji lub z lękiem, że ktoś to zaraz wytknie palcem z wyżyn dydaktycznej powinności.
Kryterium bycia nauczycielem dzieci i młodzieży jest zatrudnienie w szkole   nabyte państwowe kwalifikacje. Ale czy rzeczywiście Nauczyciel to ten, co musi cię nauczyć i wyszkolono go w tej dziedzinie i nie szczędzi pracy w tej sprawie?
A może bardziej ten, co bardzo chce cię nauczyć i poszukuje sposobu jak to zrobić, bo Ty go zatrudniasz, bo Ty lub dziecko go weryfikuje?
A może taki, co kocha to co robi i z jakichś przyczyn po prostu pozwolił Ci w tym towarzyszyć?

Mnie zawsze było dobrze z ostatnim z tej trójki. A gdy myślę o tym, kto był moim nauczycielem, to do głowy przychodzą mi setki dziecięcych grup, z którymi od początku rozmawiałem, aby ich uczyć, ale to jednak one mnie uczyły.☺️

Porównywanie szkoły do więzienia jest częstym zabiegiem retorycznym używanym przez krytyków wypracowanych w przeszłości i obowiązujących niemal powszechnie systemów edukacji. Do szkoły nie trafiamy wprawdzie za karę, ale przez cały czas pobytu w niej panuje tam pewien dryl oraz narzucone reguły postępowania, no i środki przymusu mające wymusić posłuszeństwo ucznia. Dla zobrazowania rozmiarów problemu niech posłuży nam choćby przykład tej ankiety:https://mamadu.pl/141353,szkola-dla-uczniow-to-prawdziwe-wiezienie-wyniki-ankiety
Przytoczę tylko fragment wprowadzenia…
Fakt, że uczniowie nie przepadają za chodzeniem do szkoły nikogo nie dziwi. Sami kojarzymy szkolne ławy bardziej z nudą i opresyjną dyscypliną, niż fascynującymi podróżami do świata nauki. Choć mijają kolejne dekady, nic się nie zmienia. Pokazała to po raz kolejny ankieta, którą przeprowadził pewien nauczyciel. Tomasz Tokarz, trener, nauczyciel, wykładowca akademicki, prowadzący Centrum Edukacyjne „Wspieram ucznia” na swoim profilu na Facebooku opublikował post, w którym opisał wnioski z przeprowadzonej ankiety. Polegała ona na dokończeniu zdania: „Szkoła dla mnie to…”
Odpowiadali uczniowie klas 5-7 szkoły podstawowej. Badanie było anonimowe.
„Najczęstsze słowa jakie wpisują to… więzienie, katorga, męczarnia…

Jest o czym rozmawiać, zwłaszcza że wciąż trwają prace nad kolejną reformą programów nauczania i samego nauczania.
Jako ciekawostkę przytoczę przykład ze swojego nauczycielskiego życia.
Otóż, gdy kończyłem udostępnianie cytowanego na początku tekstu na Messengerze napisał do mnie mój były uczeń sprzed wielu już lat:
– Arek. Pięknie 😁 Pozdrawiam, były uczeń Pana😁
– Jak miło. Dziękuję za poranne pozdrowienie. Akurat przeczytałem i skomentowałem oraz udostępniłem tekst na temat szkoły i nauczycieli. Zapraszam do przeczytania
– Arek. Chętnie przeczytam
– Arek. Witam. Mnie w życiu najwięcej nauczyli rodzice. Tata nauczył mnie pracowitości i dyscypliny, mama zaś wrażliwości. Jeżeli chodzi, o nauczycieli, to w mojej opinii, najwięcej się nauczyłem od nauczycieli, a dokładnie wychowawczyni z 1 i 2 klasy szkoły podstawowej. Nie mówię o nauce pisania, czytania bądź liczenia, tylko, o podstawach kultury np. o mówieniu Dzień Dobry, Do widzenia, czy jak należy odnosić się do osób starszych, dziewczyn itp. Podstawy.
Gimnazjum nie wspominam…
Szkoła średnia (Nasz Ekonomik), wspominam bardzo dobrze. Tu już uczniowie wchodzą w dorosłe życie i bardzo ważne jest wtedy, by nauczyciel potrafił w jakimś stopniu ukierunkować takiego ucznia.
Ja Pana bardzo dobrze wspominam, mimo że byłem w szkole za przeproszeniem leń ;), to potrafił Pan zainteresować mnie lekcją. Wzbudzał Pan szacunek, wiedzą i życiowym doświadczeniem… Nigdy nie zapomnę tej sentencji napisanej na kartce i umieszczona na tablicy za Panem: „Kropla drąży skałę, nie siłą lecz ciągłym padaniem”…
Pan zawsze zwracał uwagę na dobre zachowanie i kulturę osobistą. Ja miałem takie przyzwyczajenie, by trzymać ręce w kieszeni, Pan, gdy to widział, to zawsze podchodził do mnie i mówił, bym już przestał ogrzewać dłonie:) Pozdrawiam Serdecznie.
– Ja. Dziękuję za obszerną i sympatyczną dla mnie wypowiedź . Pozwolisz, że zacytuję ją na blogu? Kończę właśnie pisać tekst i twoja wypowiedź będzie jego zwieńczeniem. Zgoda? Będzie to wypowiedź anonimowa
– Arek. Oczywiście. Będzie mi niezmiernie miło.